Secrets of London
[21.08.72, Ksieżycowy Staw] Jak księżyce wokół planety - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] Jak księżyce wokół planety (/showthread.php?tid=3101)

Strony: 1 2


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] Jak księżyce wokół planety - Brenna Longbottom - 25.05.2024

Zorientowała się, bo ostatnio był to dementor – i bo istota nie była w stanie zdecydować, w co się zmienić. Thomas jednak jako pierwszy rzucił zaklęcie i nagle przed nimi pojawił się pies w kwiatki, z akordeonem w rękach, a z ust Brenny wyrwał się zduszony chichot. Chyba raczej histeryczny niż pełen faktycznie rozbawienia, ale wciąż: tym, czego boginy pragnęły, był strach, a tym, czego nienawidziły najbardziej – właśnie śmiech. Oni zaś przestali się bać, a chichot Brenny rozbrzmiał wyraźnie w wielkim gabinecie.
Bogin skurczył się jakby w sobie – i po chwili znikł.
Brenna stała jeszcze przez moment u boku Thomasa, zanim cofnęła się i oparła o brudny parapet.
– Nie, że nie spodziewałam się takich niespodzianek, ale… cholera – westchnęła i szarpnęła kosmyk włosów w nerwowym geście. Martwy Pazur. Martwa Mabel. Wciąż miała te dwa obrazki przed oczami, a po chwili dołączyły do nich i inne. Salem. Derwin. Duch z Beltane. Mavelle pod przedziwnym drzewem. Jej żołądek skręcał się boleśnie, gdy o tym myślała i była pewna, że jeżeli w ogóle dziś zaśnie, będą dręczyć ją koszmary.
Wiedziała, że to nie była prawda, a jednak wstrząsało nią to, bo prawdą się stać mogło.
I co do licha znaczyły te nadpalone kwiaty, pokryte krwią?
– W porządku. Chcesz odpocząć, czy wracamy do sprawdzania, co jest w tych szufladach i do sprzątania? – zapytała jednak po paru sekundach, jak gdyby nigdy nic unosząc różdżkę. Odwróciła się przodem do okna i wyszeptała zaklęcie: pojawiła się wilgotna ścierka, która sterowana różdżką Brenny zabrała się do przecierania brudnych, od dawna niemytych szyb. Thomas mógł potrzebować teraz chwili, ale Brenna wolała od razu zabrać się z powrotem za robotę.


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] Jak księżyce wokół planety - Thomas Figg - 28.05.2024

Mówili, że śmiech bywał zaraźliwy, mimo, że Thomasowi wcale nie było do śmiechu po tym co zobaczył wcześniej to jednak zaczął chichotać wraz z Brenną. Z początku nerwowo, aby potem prę`rodziło się w to nieco bardziej naturalny śmiech, który zakończył się wraz ze zniknięciem bogina.
Przez chwilę zastanawiał się czym były te kwiaty w które zmieniał się stwór po pojawieniu się panny Longbottom, ale przecież nie zapyta jej o to szanował cudzą prywatność, a kto chciałby się dzielić tym czego najbardziej się lęka?
Odetchnął głęboko i sięgnął do kieszeni i wyciągnął tabliczkę czekolady. Ułamał sobie kawałek i podał resztę kobiecie.
- Zjedz, poczujesz się lepiej - dodał jeszcze i pokiwał głową na boki, zdecydowanie nie był to dobry moment na to, żeby odpoczywać. Nie miał zamiaru użalać się nad sobą po tym co widział. To fakt, że w pierwszym odruchu widok Kapitana nim wstrząsnął gołębie, ale nie zamierzał pozwolić żeby rozterki go teraz zjadły.
- Samo się nie ogarnie, nie ma co marnować czasu, zajmę się regałami - odpowiedział jeszcze i z różdżką w pogotowiu zaczął oczyszczać z kurzu regały z książkami, od czasu do czasu tylko sprawdzając czy na księgach nie ciążą jakieś czary, które mogłyby być niebezpieczne dla nieuważnych czytelników.


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] Jak księżyce wokół planety - Brenna Longbottom - 28.05.2024

Brenna nie od każdego wzięłaby cokolwiek do jedzenia i picia, z obawy przed trucizną lub, co gorsza, veritaserum, ale Figgowie byli wyjątkiem od zasady ostrożności pod tym względem. Choć więc sama (jak niemal zawsze) miała w kieszeni czekoladową żabę, bez wahania sięgnęła po kawałek czekolady i wsunęła go sobie do ust.
Dobrze, że nie pytał o te kwiaty, bo sama wciąż nie pojmowała, co do cholery miały znaczyć. Bała się kwiatków? Wstrząśnięta widokiem martwego kota i martwej Mabel, nie umiała od razu poskładać faktów i nie do końca pojmowała, że bogin pokazał jej strachy: po prostu... w metaforyczny sposób.
- No cóż, mogło być gorzej - powiedziała w końcu. Boginy, jeśli wiedziałeś, jak z nimi walczyć, nie były aż tak niebezpieczne. A Brenna nie miała jeszcze pojęcia, jak wiele tajemnic kryło to miejsce. - W porządku. Bierzmy się do pracy.
Chwilę później już ganiała po wnętrzu, przepatrywała rzeczy, te, które przeznaczała do wyrzucenia, pakowała do worków lub lewitowała na zewnątrz wprost przez okno. Figg natomiast w pewnym momencie w biurku, pod którym ledwo chwilę wcześniej czaił się na niego upiór... znalazł coś intrygującego.
Był to list - datowany na 1947, i adresowany do Ignasia Juliusa. Musiał go otrzymać niedługo przed tym, jak zmarł i Księżycowy Staw przeszedł w obce ręce.

Szanowny panie Julius,

nie zgadzam się z opinią mojego kolegi - jak wynika z naszego obecnego stanu wiedzy, nie istnieje magia, która pozwoliłaby przywrócić do życia kogoś, kto umarł. Wampiry i ghule to istoty martwe, funkcjonujące dzięki magii. Opętaniec z kolei to dusza, przejmująca panowanie nad ciałem. Nawet uciekając się do nielegalnych w Anglii praktyk, nie uda się uzyskać pożądanych przez Pana efektów.
Trudno mi spekulować na temat ewentualnych skutków zastosowania kamienia filozoficznego. Ten ma przedłużać życie, nie zamieniać umarłego w żywe, a jedyny znany kamień filozoficzny znajduje się w rękach Nicholasa Flamela, który zazdrośnie strzeże jego sekretu. Osobiście sądzę jednak, że mój kolega daje Panu fałszywą nadzieję, sugerując, że ten mógłby znaleźć zastosowanie w tym przypadku.

Nadmieniam, że powinien zachować Pan dyskrecję. Pewne eksperymenty i teorie nie są mile widziane w Anglii.

Z wyrazami szacunku...



RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] Jak księżyce wokół planety - Thomas Figg - 29.05.2024

Nie chciał już mówić, że to dopiero początek i gorzej jeszcze by może, ale wolał zachować to dla siebie. Co innego pomyśleć o jakimś czarnym scenariuszu, a co innego go wykrakać. No i poniekąd miał nadzieję, że się jednak mylił i nic groźnego już ich nie spotka tutaj. Starał się wymazać z pamięci cały czas obraz leżącego bez życia Kapitana i Mabel, a cóż było lepszego do tego zadania niż nieco męczącej pracy? Co prawda nie do końca takiej ciężkiej, wszak nie sprzątali jak mugole. To jednak segregowanie ksiąg na te im bezużyteczne i te, które mogą w jakiś sposób Zakonowi było dość proste - wywalić wszystko co nie traktuje o magii, a te magiczne też o ile nie są przydatne do obrony.
Do samego biurka podchodził już nieufnie, jak kot do nieznajomego obiektu. Nie ufał temu, nie podejrzewał aby kolejny bogiń się tu czaił, zresztą teraz byłby przygotowany.
Raczej nie powinno czytać się cudzej korespondencji, ale... No właśnie, potrzebowali poznać historię mieszkającej tu rodziny i tego co stało się z domem, prawda? Oczywiście, przecież to nie tak, że z wścibstwa czyta cudze listy. Zaintrygował go rok, dość stary list, przeszło dwadzieścia pięć lat temu. Cóż tak istotnego skrywał ten list, że leżał na podorędziu osoby pracującej przy tym biurku?
Wraz z każdym przeczytanym zdaniem wyraz twarzy Figga robił się coraz bardziej niewyraźny.
- Ummm... Bren, spójrz na to, bogin to chyba był najmniejszy z naszych problemów - odezwał się i wyciągnął ku pannie Longbottom mękę z listem. Samemu zaczął przekopywać szuflady w biurku w celu znalezienia czegoś jeszcze - o jakich eksperymentach była mowa? Jedno było pewne, próba ożywienia tych którzy odeszli nigdy nie należały do przyjemnych, nie był do końca pewien czy chciałby wiedzieć co tutaj się działo. Czy przodek rodu Juliusów tak bardzo nie mógł żyć bez tych co odeszli, że sprowadził zagładę na swój ród? Jeden list, który postawił jeszcze więcej pytań... Dlaczego nie mogło być jak w Hogwarcie, że natrafią na ducha, który przedstawi im historię domu. Westchnął kopią w biurku niczym dzik w poszukiwaniu trufli. Musiał wiedzieć więcej na temat tego co zrobił Ignas.


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] Jak księżyce wokół planety - Brenna Longbottom - 31.05.2024

– Co tam masz? – spytała Brenna, obracając się do Thomasa. Zrobiła to na tyle szybko, że miotły, wprawiane w ruch jej różdżką i wymiatające pomieszczenie z kurzu, poruszyły się w dziwny sposób i jedna omal dziewczyny nie podcięła. Syknęła, posłała miotłę za karę do kąta, a potem ruchem różdżki wywaliła zebrany przez nie kurz przez okno i podeszła do Figga, by zerknąć mu przez ramię.
Coś przekręciło się jej w żołądku.
Sposób na odczarowanie nieumarłego? Wampira? Ghula? Przejęła papier i przeczytała go jeszcze raz, i jeszcze, próbując wychwycić każdą informację, która mogłaby być ukryta między słowami.
– To było… dawno – mruknęła, wskazując na datę. – I ten człowiek jasno mówi mu, że to niemożliwe, a kamienia filozoficznego to Juliusowie raczej nie mogli zdobyć… Ale może ma to jakiś związek z tym, jak szybko wymarli?
Przygryzła wargę, odkładając papier. Ignas Julius na pewno był zainteresowany zakazanymi formami magii: w końcu odwrócenie procesu zamiany w wampira czy ghula, na pewno wymagałoby nekromancji. I to nie tej białej, której po cichu używali bumowcy i aurorzy, jak dzielenie się z kimś własną energią czy przyzywanie patronusów.
- Nie wygląda na to, że chciał ożywić kogoś już martwego, a raczej... odwrócić proces zamiany w wampira? Ale to na pewno wiele razy próbowano robić, jeżeli nie w Anglii, to w innych miejscach.
I nikt nigdy nie odniósł sukcesu...
...prawda?
Brenna nie znała wspomnień, które wsączyły się w głowę Victorii Lestrange.
- Na razie nie ma co się przejmować, ale trzeba uważnie przyjrzeć się tym książkom. Tu i w bibliotece - westchnęła, odkładając list, ale na wierzchu, aby móc w razie czego szybko go znaleźć. I postanowiła sprawdzić później nazwisko człowieka, który korespondował z Juliusem. Tymczasem jednak pozostawało im wrócić do sprzątania - które zostało przerwane moment później, gdy Brenna zwabiona dziwnymi odgłosami ruszyła do biblioteki, by znaleźć tam Norę i Millie, które świeżo rozprawiły się z kilkoma boginami...
List zaś był fragmentem jednej z wielu tajemnic Księżycowego Stawu, czekających na odkrycie.

Koniec sesji