Secrets of London
[21.08.72, Ksieżycowy Staw] W takich miejscach zawsze są boginy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] W takich miejscach zawsze są boginy (/showthread.php?tid=3102)

Strony: 1 2


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] W takich miejscach zawsze są boginy - Millie Moody - 18.04.2024

[inny avek]https://images.fashionmodeldirectory.com/images/models/14509/antonina-vasylchenko-400507-fit.jpg[/inny avek]
Miles wycofała się od swoich koszmarów i zobaczyła sielankową scenę pełną trupów zgromadzonych dookoła jej złotowłosego anioła. Zrozpaczonego obecnie, słuchającego zdechłego pchlarza, no dobrze, wątłe ciało miniNory było rzeczywiście przykrym widokiem ale Mildred aktualnie...


Mildred zaczęła się śmiać.

To było silniejsze od niej, to było jak oczyszczający prysznic po podtopieniu w szlamie. To było... cudowne.

Złapała kościstymi palcami za ramię Nory i pociągnęła ją do wyjścia, tak aby pozostając w bibliotece miały drzwi za plecami.
– Ależ te bogi się tu namnożyły?! – podjęła lekkim, frywolnym wręcz tonem, ostro kontrastującym z zamarciem, którego doświadczyła ledwie chwilę temu. – Musiały się nażreć smutków i rozpaczy naszych poprzedników... czas trochę... czas żeby potańczyły!

Złote oczyska lśniły drapieżnie, szeroki uśmiech wąskich warg nie schodził z bladej twarzy. Taki piękny ten Alastor, tak cudnie wyrwany z jej umysłu, doskonale odtworzony w każdym detalu, czy ktoś zauważyłby, jakby jednego z tych boginów zabrała ze sobą do Londynu i trzymała go w piwnicy na specjalne okazje?

– Zsuńmy je w jedno miejsce i niech tańczą dla nas kankana, jak myślisz Nora, ilu Alastorów jest potrzebnych do wymiany jednej żarówki? – upchnęła ją za sobą, bo chciała, tak bardzo chciała zobaczyć rząd sześciu, siedmiu aurorów pląsających narzuconym tempem mlecznych nitek ridiculusa.

Dlatego też magią translokacji chciała nimi szarpnąć, by wszystkie boginy strategicznie umieścić w jednym punkcie, a potem jeden po drugim w tan!

– Ridiculus! – krzyknęła w słowa wplatając magię zauroczenia, albowiem tą drogą chciała zmusić boginy do posłuszeństwa. Swego gardła nie musiała nakłaniać do śmiechu, który pchał się nieprzerwanie między słowa zaklęcia. To raczej nogi potrzebowały słów reprymendy, to raczej nogi trzeba było powstrzymywać przed tym, by tańczyć razem z nimi.

Translokacja x 2 na stłoczenie boginów w jednym miejscu

[roll=PO]
[roll=PO]

Zauroczenie x 1, cała reszta czeka na drugą turę

[roll=N]



RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] W takich miejscach zawsze są boginy - Nora Figg - 18.04.2024

- Niby skąd miałam wiedzieć, że rozpęta się piekło, co? - Kot zaczął ją wkurzać, powoli zaczynało do niej, że to wszystko nie jest prawdziwe, jednak wcale nie powodowało, że wspomnienia były mniej bolesne. Ją wtedy też porwał wiatr, odfrunęła nie wiadomo gdzie i myślała, że umarła. Przynajmniej przez chwilę, później trafiła się ta opętana czarownica i Grimes, którego zabiła nakładając mu na głowę wianek... Niby nie do końca żył, ale jednak go dobiła. Nikomu się tym nie pochwaliła...

Przeniosła wzrok na wnętrze pomieszczenia i zauważyła dwóch Alastorów, jakby jeden nie był wystarczającym wrzodem na tyłku ich wszystkich. To nie tak, że go nie lubiła, jednak czasami przesadzał z tą swoją stałą czujnością.

Nie zdążyła mrugnąć, a pojawił się trzeci Alastor, ile ich jeszcze czaiło się w tych wszystkich kątach? Co to w ogóle miało być, znaczy miała świadomość, że musiały to być boginy, dotarło to do niej chwilę wcześniej.

Och, i Brenna. Matka chrzestna jej córki, kochana Brenna, w zupełnie innej odsłonie. To tylko utwierdziło ją w tym, że nie jest to prawdziwe, bo Longbottom nigdy w życiu by się do niej nie odezwała w ten sposób, co by się nie wydarzyło, to zawsze była dla niej ciepła, nie potraktowałaby jej tak okropnie.

Poczuła na swym ramieniu palce Millie, dała jej się pociągnąć do drzwi, ale ona się nie śmiała. Złapała mocniej różdżkę, bo musiały się pozbyć tych okropnych istot, które żywiły się ich strachem, a była bardzo zdeterminowana, żeby to zrobić, przez to, co zobaczyła.

Norka rzadko się irytowała, widać było jednak w tej chwili złość w jej oczach.

- Jest ich tutaj całe stado. - Odpowiedziała Moody, wiedziała jednak, że z nią przy boku sobie poradzą.

- Jak sobie życzysz Kwiatuszku, będą tańczyć, wszyscy będą tańczyć kankana. - Poza Alastorami zamierzała do tego zmusić również te boginy, które przyjęły postać jej najbliższych.

- Ilu? Myślę, że żaden, Alek nie wygląda, jakby potrafił wkręcić żarówkę. - Rzuciła jeszcze do swej towarzyszki.

Dziewczyna dobrze podeszła do tematu, zepchnięcie boginów było niezłym pomysłem, łatwiej będzie się ich pozbyć w grupie. Zawtórowała Millie, machnęła różdżką i mruknęła pod nosem Riddikulus. Niech wszyscy zaczną tańczyć tego cholernego kankana. Jej pierwszymi obiektami, które chciała potraktować zaklęciami był Salem i Brenna.


[roll=N]
[roll=N]

Rzucam na transmutację, żeby wyczarować naszym boginom spódniczki


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] W takich miejscach zawsze są boginy - Bard Beedle - 19.04.2024

Zaklęcie Millie porwało część boginów, gromadząc je w jednym miejscu. Dwóch Alastorów zderzyło się ze sobą i obaj przez chwilę zdawali się skonsternowani, jakby niepewni, co się dzieje. Z podłogi wzleciały dwa ciała: martwy Salem runął na ziemię jak szmata, martwa Mabel opadła pod nogami Moody'ch, jej szyja wygięła się pod dziwnym kątem. Puste, jasne oczy, skierowane ku Norze i Millie. Krew na ustach. Brenna zachwiała się, pchnięta czarem, a potem rzuciła na najpierw w jedną stronę, potem w drugą, i zamarła, jakby niepewna, co robić dalej, bo teraz widziała przed sobą dwie osoby.
Riddikulus.
Alastor - pan młody poruszył się, zaczął tańczyć. Groteskowy był to obraz, gdy tuż koło niego stał bliźniak w mundurze, i drugi, w śmierciożerczych szatach, gdy na posadce leżały dwa ciała.
Riddikulus.
Nora nie zdołała się skupić - mógł nie wyjść czar, a może chodziło o to, że wcale niełatwo się skupić, gdy stawiasz czoła swoim lękom. Nawet jeżeli przez to, ile ich tutaj się zebrało, paradoksalnie przestały być aż tak straszne.
Trzasnęło.
Nie było już Salema: na podłodze klęczał kolejny Alastor. Jego szata była pokryta krwią. Dłoń przyciskał do oka, zasłaniając je. Głębokie rany ciągnęły się przez policzek i... tak... coś nie tak było z jedną z nóg, bez wątpienia potraktowaną czarnomagicznym zkalęciem.
- Miles... - powiedział, każde słowo wypowiadając z trudem. - Nie mogę już. Skończ to. Nie chcę być kaleką. Zabij mnie.
Riddikulus.
Trzask.
Alastor zaczął się przekształcać, ale teraz w coś dziwnego: w połowie był Alastorem, w połowie Erikiem, gdy bogin próbował sięgnąć ku dwóm strachom, dwóch różnych osób i wyglądało to już raczej wstrętnie niż przerażająco.

@Millie Moody @Nora Figg


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] W takich miejscach zawsze są boginy - Millie Moody - 20.04.2024

Przerażające sceny. Przygnębiające sceny. Mordercze sceny. Chaos i ona po środku krwawego piekła, wykrzywionych twarzy własnego brata, patrzącego na nią z pogardą, z rozkazem, z błaganiem, ze wstydem.

– Jesteś żałosny. Czy to nie Ty mnie uczyłeś, że śmierć jest dla słabych? – jej szczupła blada twarz była biegunowo odległa od maski zobojętnienia. Ulga, która rozlewała się po jej ciele i euforia z nią związana biła od niej zimnym, obłąkańczym światłem przebijającym nawet mlecznobiałą puchową kołdrę leków.

– Tańczyć powiedziałam! Ridiculus! – zamachnęła się znów i znów i znów, wszyscy, wszyscy bez wyjątku musieli tańczyć, musieli podskakiwać, machać nogami na pajęczej sieci nitek, przyczepionych do szczupłych, wyjątkowo nie ubrudzonych węglem palców lalkarki. Musieli tańczyć, musieli uzasadnić jej śmiech, kolejną salwę wyrzucaną z wnętrzności jak wymioty pozbywające ciało toksyny.

– Nora skarbeczku, potrzeba dziesięciu Alastorów żeby wkręcić żarówkę. Ridiculus! – zwróciła się do swojego anioła, do istoty której sama obecność uratowała ją, wskazała rozwiązanie sytuacji. Boginy! A ona głupia myślała, że to znów koszmar przylepił się do niej lepkim potem do jej karku. Myślała... myślała przed chwilą, że wszystko stracone. Jakie szczęście, że zalęgło się tu całe stadko. Jakie szczęście, że nie była sama... – Potrzeba dziesięciu Alastorów, bo jeden trzyma żarówkę, a dziewięciu łoi wódę tak długo aż pokój zacznie się kręcić. Ridiculus! – Po trzykroć tańczcie nędzne kukły, nędzne namiastki tego, który rozdeptałby Was jak robaki samym swoim spojrzeniem chmurnych oczu.

I w końcu się śmiała, śmiała do rozpuku nie żałując tego, że nie ma muzyki, bo przecież ta rozbrzmiewała w jej głowie, ta grała bez tchu, coraz szybciej i szybciej aż poplączą się sznurki, aż pozderzane ze sobą kukiełki skarłowacieją i znikną. Ciekawe czy Brenna pozwoli jej chociaż jednego zatrzymać. Albo dwa, dwa boginy zdawały się być idealne. Nie będzie im smutno samym w londyńskiej piwnicy.


Zauroczenie po trzykroć na magię wplecioną w słowo rozkazu

[roll=N]
[roll=N]
[roll=N]

[inny avek]https://images.fashionmodeldirectory.com/images/models/14509/antonina-vasylchenko-400507-fit.jpg[/inny avek]


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] W takich miejscach zawsze są boginy - Nora Figg - 20.04.2024

Nie wyszło jej. Westchnęła rozczarowana, może faktycznie do niczego się nadawała i boginowa Brenna miała rację? Nie, nie mogła tak myśleć, wiedziała, że coś tam potrafi, musiała pozbyć się tych okropnych myśli. Musiała się skupić i pomóc Millie, w końcu były w tym razem.

Coraz więcej Alastorów pojawiało się obok nich, nawet Salem zmienił się w jednego, z dwojga złego wolała patrzeć na Moody'ego niżeli na swojego zdechłego kota. Najwyraźniej boginy zaczęły już się gubić i dobrze, może wreszcie uda się ich wszystkich pozbyć.

No i wtedy jednego z Alastorów połączył się z Erikiem, była to naprawdę obrzydliwa hybryda, Norka odwróciła na chwilę wzrok, bo nie chciała na to patrzeć, obrzydliwe.

- Mam nadzieję, że nie zobaczymy to dziesięciu, bo jeden Alastor to wystarczający wrzód na dupie, a co dopiero taka ich ilość. - Powiedziała w głos, to co wcześniej pomyślała, jednak najwyraźniej Moody miał zamiar przejąć to miejsce nie będąc tutaj nawet osobiście. Ten to dopiero był atencjuszem.

Millie się śmiała, coś było w tym śmiechu przerażającego, ale sytuacja mimo wszystko robiła się coraz bardziej zabawna. Wiedziała, że są blisko tego, żeby załatwić te okropne boginy.

Skup się Figg, powtarzała sobie w głowie. Jeśli jej również uda się rzucić zaklęcie, to za kilka sekund powinny mieć te wszystkie stwory z głowy. Złapała różdżkę pewnie, bo Norka się nie poddawała, jeśli jej coś nie wychodziło, to do skutku próbowała się angażować, żeby pokazać sobie i innym, że wcale nie jest taką kaleką.

Mruknęła pod nosem Riddikulusa, jej celem była ta wspaniała hybryda Alastora i Erika, która chyba najbardziej ze wszystkiego ją tutaj obrzydziła. Chciała ją zamienić w wielki tort, bo torty to było coś, co umiała najbardziej, no i czy widział ktoś tort tańczący kankana? Nora jeszcze nie, wydawało jej się to być całkiem niezłym dopełnieniem reszty tancerzy. Jeśli udało jej się w miarę szybko trafić w tego Alastoro- Erika, to kontynuowała rzucanie zaklęć w kolejne boginy, aby wszystkie zmusić do tańca.


transmutacja
[roll=N]
[roll=N]
[roll=N]


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] W takich miejscach zawsze są boginy - Brenna Longbottom - 23.04.2024

Riddikulus!
I nie było już Alastora, zamiast niego na podłodze podskakiwał wielki tort cytrynowy. Riddikulus - i znikły Mabel i Brenna, przemienione w dwa torty, truskawkowy i czekoladowy, przeginające się z lewej na prawo, aż trzęsły się warstwy.
Riddikulus.
Trzech Alastorów poderwało się do tańca, ten w garniturze wywijał nawet całkiem sprawnie, jak pewnie nigdy nie dałby rady prawdziwy Moody, za to ten w stroju śmierciożercy zaplątał się we własną szatę i runął prosto w tort cytrynowy. Spróbował się podnieść, zdezorientowany, z twarzą ubabraną żółtą masą…
Riddikulus!
Śmiech, najbardziej zabójcza broń wobec boginom...
Trzask. Jeden, drugi, trzecie.
Bogina można było zaatakować, pojedyncze riddikulus mogło ponownie wysłać go do kryjówki. Za to wyzbycie się strachu, koncentracja, śmiech i zaklęcie – wspólnie mogły pozbyć się boginów. I te zaczęły pękać, jeden po drugim, torty napęczniały i znikły, Alastorowie rozpadli się. Być może coś zdążyło czmychnąć w jakiś ciemny kąt biblioteki, ale to było mało prawdopodobne, a większość zjaw przepadła, raz na zawsze, a chwilę później drzwi biblioteki otworzyły się z impetem.
– Wszystko w porządku? - zapytała prawdziwa Brenna, która zajrzała do środka z różdżką w ręku, być może zwabiona okrzykami Miles i głośno wykrzykiwanymi zaklęciami. Ale pomieszczenie znów wyglądało jak wcześniej, zakurzone, tu i ówdzie pozrzucane książki, trochę rozbitego szkła. Nic więcej. Tylko Nora i Millie, obie wciąż z różdżkami w dłoniach.

Kończymy powoli, pora po prostu na sprzątanie, chyba że będziecie chciały zostać na sesji same, by sobie pogadać.Mrugnięcie


RE: [21.08.72, Ksieżycowy Staw] W takich miejscach zawsze są boginy - Millie Moody - 25.04.2024

Ich taniec był czymś, co pozostanie z Mildred na długo. Chłonęła każdy detal, każdy drgający mięsień podrygujący zgodnie ze słowami rozkazu. Chłonęła wykrzywione twarze boginów , zmienione twarze, roześmiane twarze, twarze w tortach, martwe twarze, odkształcone twarze. I śmiała się, śmiała się do rozpuku tańcząc razem z nimi. Tańczyła się i śmiała, gdy Brenna do nich zajrzała. Machnęła ręką lekceważąco:

– Stadko boginów. W ogóle, poprzedni właściciele nie posprzątali biblioteczki tych całych Dżuliusów, jest jakiś album jakby któryś z archiwistów był zainteresowany. No i ładna dupa na obrazie, może Morfi będzie chciał sobie powiesić w gabinecie nie wiem?– zaraportowała Brennie, po czym spojrzała na lekko przeciuraną całą sytuacją Norkę. Ona z Alastorów mogła się śmiać, ale w sumie nie życzyła nikomu trzymania w rękach martwego dzieciaka. To był jeden z bardzo wielu powodów, dla którego nigdy nie chciałaby mieć dzieci.

– No już, choć pochłoszczajmy tą niedobrą bibliotekę, a potem napijemy się jakiegoś bimbru na rozgrzanie. – zaproponowała i zmierzwiła Norce włosy, w końcu była tą starszą (czy ktokolwiek dałby w to wiarę?) kumpelą zakonniarą. A potem wycelowała w okno i rzuciła "kabum", które rozwarło okiennice na oścież, co pomogło jej wygnać z serca nagłą potrzebę, żeby aportować się gdzieś w okolice brata i po prostu schować się w jego opiekuńczym uścisku. Not today. Trzeba było sobie radzić z tym co jest.

Koniec sesji

[inny avek]https://images.fashionmodeldirectory.com/images/models/14509/antonina-vasylchenko-400507-fit.jpg[/inny avek]