![]() |
|
[13.10.1967] Popsułaś mojego studenta - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [13.10.1967] Popsułaś mojego studenta (/showthread.php?tid=3105) Strony:
1
2
|
RE: [13.10.1967] Popsułaś mojego studenta - Brenna Longbottom - 16.04.2024 - A. To dobrze. Zielone ręce jednak są lepsze od zielonej twarzy, nawet jeśli zieleń miałaby do niej pasować - oświadczyła Brenna z pewną ulgą, bo wprawdzie obiecała nie wpadać w panikę, gdyby czoło też było zielone, ale lepiej czuła się wiedząc, że ma normalną barwę. Zwłaszcza gdy wyobraziła sobie reakcję matki na to, gdyby córka stała się zielona. Chociaż nie, ojciec wnerwiłby się bardziej: na pewno chciałbym wiedzieć, czy nie mogłaby być przynajmniej czerwona, skoro już musi zmieniać kolor. Jeremiah miał trochę więcej uprzedzeń wobec Slytherinu niż Brenna. I był bardzo dumny z dziedzictwa Gryffindora. - Czy uzdrowiciele mają przykaz bycia miłymi dla swoich pacjentów, czy może umieram? - zapytała i brzmiała raczej na zaintrygowaną niż przestraszoną, kiedy Basilius oświadczył, że czytałby opowiadanie dla tej postaci pobocznej. Opuściła odruchowo wzrok na swoje dłonie, ale wyglądały całkiem dobrze, przynajmniej w porównaniu z tym, jak prezentowały się chwilę wcześniej. Zdawało się jej, że zgnilizna znikała, a i zieleni było jakoś mniej. Czyli chyba jednak nie umierała ani nie przygotowywano ją na informację, że ręce mogą w każdej chwiki odpaść. - A, zaraz. Prewett. Zapomniałam. To takie odruchowe, prawda? To znaczy, zjednywanie ludzi. Prewettowie w oczach Brenny zdawali się iść w jeden z dwóch kierunków: odruchowe zachowywanie się tak, by ludzie zapałali do nich sympatią, albo tak, by ich natychmiast znielubili. Czasem jedna osoba miała dwa tryby, stosowane zamiennie, w zależności od okoliczności. Taka Pandora czy Laurent zdawali się wpisywać w tę pierwszą kategorię, taki Vincent w drugą... co do Basiliusa nie była pewna, czy to będzie pierwsza czy trzecia. Gdyby wspomniał o tym psie, nie miałaby wątpliwości, biedny Octavian dopiero by się zestresował. Oczywiście, pewnie nie wypowiedziałaby tych słów ma głos, gdyby nie eliksiry. Chociaż, właściwie, kto wie? - Czy czytałbyś, bo interesowałby cię ciekawy książkowy przypadek medyczny? Ja jakoś unikam kryminałów, strasznie mnie taki Sherlock Holmes wnerwia i jeszcze ukradł adres Bonesom. Może ta woda była wynalazkiem autorskim. Właściwie mam nadzieję, że tak było. Nie chciałabym, żeby ktoś znowu w taką wpadł - dodała jeszcze na wszystkie jego wyjaśnienia, a potem uśmiechnęła się do Octaviana, który nie tylko się uspokoił, ale jeszcze zdołał przywrócić jej skórze całkowicie normalną barwę. - W mojej jest pióro feniksa. Bywa przez to kapryśna. To znaczy sprzedawca mówił, że może bywać kapryśna, może to tak naprawdę nie kapryśność, a moje zaklęcia dziwnie wychodzą. Dziękuję za pomoc, Octavianie. Hej, myślicie, że skoro już przestaję być zielona, będę mogła dziś wrócić na służbę? RE: [13.10.1967] Popsułaś mojego studenta - Basilius Prewett - 16.04.2024 Nie mógł się nie zgodzić z logiką, że lepiej było mieć zielone ręce, niż twarz. Ręce dało się jeszcze czymś zakryć i się przy tym nie wyróżniać z tłumu. Z twarzą było już znacznie gorzej. Na całe szczęście dzisiaj to raczej nikomu nie groziło. – Hm? – Uniósł brew, nie do końca rozumiejąc o co jej chodziło. Czyżby nieopacznie powiedział coś niepokojąco miłego, zamiast po prostu pocieszająco miłego? A potem zdziwił się jeszcze bardziej na wzmiankę o Prewettach. – Co masz na myśli? Może rzeczywiście miała trochę racji, że jego rodzina często wydawała się zjednywać sobie ludzi. Łatwiej było przecież osiągnąć co się chciało, gdy miało się za sobą dużo przyjaciół, a nie wrogów. On sam zawsze starał się być uśmiechnięty, złośliwości zostawiając raczej na własne myśli i bliskie mu osoby. No i na bardzo dziwne przypadki, jakimi była Brenna, ale prawda była taka, że gdyby młoda Longbottom nie była z charakteru taka jaka właśnie była, to jej rozmowy z Basiliusem wyglądałyby zupełnie inaczej. Znacznie bardziej profesjonalnie i z dystansem. – Zależy – odpowiedział, mając wrażenie, że dał się zakręcić w tej rozmowie. Wiedział natomiast, że na pewno nie chciał dalej wnikać w to czemu powiedział, że przeczytalby o niej opowiadanie. – Zależy czy byłoby to dobrze opisany przypadek medyczny. A potem wydarzyło się dużo rzeczy na raz. Basilius skłamałby, gdyby powiedział, że nie spojrzał na panią byłabym bohaterka drugoplanową zaintrygowany, gdy usłyszał jaki rdzeń ma jej różdżka. Octavian natomiast... Octavian natomiast, chyba wciąż przytłoczony tym wszystkim, szybko spojrzał się na nią z zaskoczeniem, niechcący trącając przy tym Basiliusa. A Basilius, który właśnie w tym momencie przelewał skórę Brenny silnym specyfikiem, przez to potrącenie wylał go nieco za dużo, czego za wszelką cenę chciał uniknąć. To się z kolei najwyraźniej nie spodobało ranom Brenny, które musiały zareagować na zwiększoną dawkę eliksiru i w ostatnim buncie przeciwko uzdrowicielom, postanowiły nagle się powiększyć, zafalować, pozielenieć jeszcze bardziej, a potem wreszcie się poddać i ustąpić niemal całkowicie. – Aaaaa – wykrzyknął Octavian, widząc co się właśnie stało. Teraz był bledszy niż Brenna i Basilius razem wzięci. – Ja... Ja... Na Merlina. To się ruszyło. Ja... Ja... Ja chyba muszę się przewietrzyć. Ta... Zgnilizna. Ona. A potem... – mamrotał, nieco się zataczając i kierując się w stronę drzwi. – Spokojnie Octavianie. Tak to było nieprzyjemne. – Basilius próbował opanować sytuację, widząc jak student wpada na krzesło i niemal się potyka. – Proszę cię usiądź. Albo rzeczywiście się przewietrz. Octavian skinął głową, otworzył szybko drzwi, ale było już za późno. Zemdlał w progu. Akurat wpadając na przechodzącego magipielęgniarza, wytrącając mu z ręki tacę z ziołami. – Spokojnie. Mam go! – wykrzyknął mężczyzna, zanim Basilius w ogóle zdołał zareagować. W przedpokoju zrobiło się zamieszanie i po chwili, omdlały Octavian, był ogarniany przez kilka osób. – Proszę się nie martwić i skupić na pacjencie – dodał wybawca studenta, a potem zatrzasnął Basiliusowi drzwi przed nosem zostawiając go oniemiałego sam na sam ze swoim przekleństwem. Milczał. Po prostu wpatrywał się w drzwi i milczał. RE: [13.10.1967] Popsułaś mojego studenta - Brenna Longbottom - 16.04.2024 - A nie, nic takiego, pewnie bredzę, bo podali mi eliksiry - oświadczyła Brenna bezczelnie, patrząc Basiliusowi prosto w oczy, ani myśląc wdawać się w wyjaśnienia, że tę wzmiankę o czytanie dla tej bohaterki wpadającej w wodę, uznała właśnie za typowo prewettowskie, odruchowe mówienie czegoś, co ktoś inny uzna za miłe. Co poradzić, ostatecznie była przecież z rodziny glin, niektóre rzeczy nadmiernie analizowała. (Ale przy okazji była też córką Potterówny, więc takie zapewnianie, że ależ skąd, ona nic, bredzi tylko, także wpisywało się w pewne rodzinne tradycje.) – Zupełnie nie zwracaj na mnie uwagi. Znaczy się na to, co wygaduję. Bo na rany to lepiej zwracaj, chciałabym, żeby znikły. Brenna, wbrew pozorom, czasem potrafiła zachować się profesjonalnie. Głównie w pracy, wobec świadków i ofiar przestępstw. Niekiedy przy okazji załatwiania interesów rodzinnych, gdy zdawała sobie sprawę z tego, że ta druga strona nie przyjmie dobrze Brenny w trybie zwykłego chaosu – nie mogła ot tak wpaść sobie do salonu Blacków, których znała zaledwie z widzenia, i zacząć wygadywać absolutnych głupot, gdy chciała prosić ich o udział w jakimś wydarzeniu charytatywnym. Ale w Mungu już zachowywała się raczej… no jak ona, Basiliusa pamiętała z Hogwartu, w dodatku z roku jej brata, a poza tym ogólne przytępienie zażytą miksturą dodatkowo rozwiązywało język. – Policyjne śledztwa rzadko dobrze opisują, więc pewnie z przypadkami medycznymi też zwykle jest słabo – odparła, a potem… Potem syknęła i odruchowo wyrwała ręce, kiedy zostały zlane nieco zbyt dużą ilością eliksiru, bo środki przeciwbólowe środkami przeciwbólowymi, ale rany w pierwszej chwili nie zareagowały dobrze i gdy się powiększyły na ten moment, to Brenna zdecydowanie to poczuła. Na całe szczęście już kilkanaście sekund później zasklepiły się, i ból zaczął powoli ustępować. Brenna odetchnęła z pewną ulgą, opuszczając ręce, ale chociaż była blada, to najwyraźniej nie ona zniosła tę całą procedurę najgorzej… Odruchowo poderwała się, widząc, że biedny Octavian biegnie do drzwi i zaczyna się chwiać. Niestety albo na całe szczęście, dzieliła ich zbyt duża odległość. Z pewnością na całe szczęście – za rozwartymi drzwiami trafił się magipielęgniarz, który złapał nieszczęsnego chłopaka, nim ten upadł na ziemię. – Macie bardzo wytrenowaną kadrę – pochwaliła Brenna, widząc, że wybawca studenta zdołał go schwycić i jeszcze utrzymać, mimo tego, że Octavian był człowiekiem słusznego wzrostu. A potem opadła z powrotem na kozetkę i jeszcze raz przyjrzała się swoim dłoniom, cudownie niegnijącym, i kolanom, absolutnie wolnym od śladów zieleni. Tylko Rhynda, zajmująca się umundurowaniem, będzie marudziła, gdy Brenna zgłosi zapotrzebowanie na nowy komplet. – Dopiero zaczyna, co? Czy to już wszystko, panie uzdrowicielu? – zapytała, jak gdyby nigdy nic, i jak gdyby nie zauważyła, że Basilius siedzi trochę jak spetryfikowany przez jakiegoś bazyliszka. RE: [13.10.1967] Popsułaś mojego studenta - Basilius Prewett - 18.04.2024 Patrzył się na nią przez kilka chwil, zastanawiając się, czy drążyć dalej temat, czy zostawić to w spokoju. Ostatecznie uznał, że to drugie będzie lepsza opcją, zwłaszcza gdy wiedział, że czarownica była przecież na lekach. Uśmiechnął się więc po prostu ponownie i rzeczywiście skupił się na jej ranach. – Oczywiście – rzucił jeszcze tylko i sięgnął po kolejny eliksir. Może lepiej, że nie pytał dalej. Wtedy pewnie rzeczywiście musiałby zostać skonfrontowany ze swoim odruchem. – Tak, to prawda. Na pierwszym roku stażu tutaj wchodziłem wkurzony przez tydzień, bo raz przeczytałem bzdury medyczne w jakiejś książce – powiedział, uśmiechając się na to wspomnienie, chociaż Basiliusowi sprzed kilku lat wcale nie było wtedy do śmiechu. Wręcz przeciwnie. Wtedy przez chwilę żałował, że nie wybrał innej ścieżki zawodowej i nie zostanie politykiem, który mógłby zakać psania takich głupot. Ale po tygodniu mu minęło. Zmartwił się, gdy zobaczył jak Brenna krzywi się przez ten przyśpieszony "zabieg" i już miał przeprosić, kiedy no... Wydarzyły się rzeczy. Basilius wpatrywał się w drzwi. Brenna powiedziała coś o wyszkoleniu kadry. Nie słyszał. Wpatrywał się w drzwi. Brenna powiedziała coś o zaczynaniu i panu uzdrowicielu. Nie słyszał. Wpatrywał się w drzwi. A potem wreszcie do niego dotarło, że ciągle wpatruje się w drzwi. Powoli skierował spojrzenie w jej stronę. Rany zniknęły. Dobrze. Nie wydawała się już na umierającą. – Zepsułaś go – wymamrotał, nie do końca świadom słów, które wydobyły się z jego ust. Pewnie nie powinien był tego mówić, ale w tamtym momencie nie myślał. Jego rozsądek został skutecznie otumaniony przez szok i schodzacy stres po tym, gdy martwił się o jej rany po wylaniu na nie zbyt dużej ilości eliksirów. – Zepsułaś Octaviana. Zepsułaś bardzo dobrego studenta. Zepsułaś studenta, którego miałem mieć na oku. On nigdy... On nigdy wcześniej... Wczoraj pomagał wkładać jelita do środka człowieka, ale dzisiaj... Ty... Twoje gnicie... Nie, nie twoje gnicie, twoja różdżka go zepsuła – mamrotał dalej, próbując w ogóle zrozumieć co się właśnie wydarzyło. To miało sens. Różdżka wybrała Brennę. Brenna ją wzięła. Brenna powiedziała o rdzeniu Octavianowi. Octavian go tracił, a on spowodował, że rany zareagowały tak jak zareagowały. Poza tym nic nigdy nie było do końca normalne przy Brennie. RE: [13.10.1967] Popsułaś mojego studenta - Brenna Longbottom - 18.04.2024 Bardzo chętnie wdałaby się w dyskusję o książkach, ale nie było jej dane: nie miała szans już odpowiedzieć na to stwierdzenie Prewetta, bo oto eliksir został wylany na jej dłonie, a potem Octavian postanowił zemdleć. - Miałam na myśli refleks pielęgniarza - uzupełniła jeszcze Brenna, gdy Basilius tak patrzył i patrzył, może w szoku, że jeszcze komentowała stan biednego studenta, gdy ona po prostu była pod wrażeniem tego, jak sprawnie został przechwycony, nim zdążył upaść na podłogę. Niejeden bumowiec nie wykazałby się taką sprawnością fizyczną! A potem popłynęła fala oskarżeń. Brenna zamrugała lekko, trochę skonsternowana. Nie była pewna, w jaki sposób mogła popsuć studenta - to znaczy rany na pewno nie wyglądały dobrze i zakładała, że chodziło o to nagłe falowanie skóry, faktycznie dość nieładne. Ale skoro wczoraj wkładał flaki do środka człowieka i wszystko było dobrze, to może Prewett miał rację: może w jakiś sposób właśnie rozmowy o rożdżkach okazały się tu newralgiczne? Ale przecież Octavian sam zaczął! - Eee... to może dobrze, że nie dodałam, że jest z cedru. Chociaż nie wiem, co złego jest w cedrze. Co złego jest w piórach feniksa też nie. Chciałam tylko, żeby się nie denerwował, że zaczął mówić o Ollivanderze. To całkiem normalna różdżka? Daj spokój, nie ma w niej nawet żadnych włosów testrali, wili czy szponów hipogryfa... - Jasne, różdżki z piórami Feniksa były dość wybredne, a większość wyrabiano z tych z włosami z ogonów jednorożca, ale jednak istniały rzadsze rdzenie, więc do lekko otumanionego umysłu Brenny dalej nie docierało, dlaczego akurat pióro feniksa było tematem, który mógłby doprowadzać do omdleń. Vincent Prewett miał różdżkę że szponami hipogryfa! Pandora Prewett z włosem z ogona testrala! Prewettowie w ogóle mieli dziwne różdżki i dziwne charaktery! Jej własna po prostu wykazawała czasem trochę za dużo inicjatywy. - Ma uczulenie na feniksy? W ogóle można mieć uczulenie na feniksy? A może boi się ognia? Poczuł, że wyciągam jego dane osobowe i naruszam prywatność? Ta zieleń już nie wróci, prawda? Wszystkie pytania zadała niemalże na jednym wdechu, płynnie przeskakując z tematu na temat, jakby nigdy nic. RE: [13.10.1967] Popsułaś mojego studenta - Basilius Prewett - 18.04.2024 — Ale... Tak, ale... – mamrotał, nie mogąc w sumie znaleźć żadnego logicznego argumentu za tym, że to Brenna zepsuła Octaviana. Ale przecież go zepsuła! Albo przynajmniej pomogła. Był dobry student o stalowych nerwach. A teraz nie było dobrego studenta o stalowych nerwach. Był student, który zemdlał i pewnie właśnie rozważał rzucenie swoich nauk. – Czekaj co? Co ma do tego uczulenie na cydr? Lub Feniksa? I ogień? — obejrzał się za siebie, by upewnić się, czy gdzieś z tyłu przypadkiem nie pojawił się jeszcze ogień do tego wszystkiego. Na całe szczęście o to akurat nie musiał się martwić. Jeszcze. – Nie. Po prostu. Po prostu. Bo ty przyszłaś i on... I twoje rany... A potem on... I jeszcze... – westchnął ciężko i dopiero wtedy zdał sobie sprawę co właśnie robił. Wkurzał się na przyćpaną pacjentkę, która po prostu przyszła do niego, by jej pomógł. Może Octavian po prostu bardzo nie lubił gnicia, albo miał gorszy dzień? Chociaż dalej nie mógł się powstrzymać przed myślami, że w jakimś sensie była to trochę też jej wina. Trochę. Jakoś. Może. – Dobrze. Nie, nie ważne. Przepraszam, że coś mówiłem. – Przejechał dłonią po twarzy, próbując jakoś zebrać myśli. – Chcę jeszcze nałożyć ci jedną miksturę. A potem będziesz wolna. – Tak jak Octavian był wolny dzisiaj od obowiązków, bo zemdlał. – I proszę cię, nie rób dzisiaj nic...– głupiego – Przeciążającego... Po prostu odpocznij. – Na Matkę jak się cieszył, że ten weekend miał wolny i mógł odpocząć od dziwnych przypadków. Tej piątek trzynastego pomagał jednak utrzymywać pewne przesady przy życiu. Koniec sesji
|