![]() |
|
[10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni (/showthread.php?tid=3144) |
RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Pan Losu - 22.04.2024 Wydaje się, że nikt z ludzi, których spotykasz nie przypomina sobie by w ostatnim czasie widział lub poznał Owena Bagshota. Aż wreszcie jedna ze sprzątających plac, okazuje się miejscową bibliotekarką. - Och, to taki czarujący mężczyzna! – grucha zachwycona, gdy podtykasz jej zdjęcie historyka. – Przychodzi do naszej biblioteki kilka razy w tygodniu. To takie miłe, że zainteresował się historią Carlisle. Ostatnio bardzo się zdumiał, gdy powiedziałam mu, że nasze miasto i jego najbliższe tereny zostały ominięte przez Czarną Śmierć. Naukowcy do dzisiaj nie rozumieją jak to możliwe. Coś mu się stało? RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Basilius Prewett - 22.04.2024 Jeśli Brenna oznajmiała, że coś nie było takie proste to już wiedział, że będzie ciekawie. Wysłuchał jej słów w milczeniu, jedynie co chwila unosząc brew na kolejne rewelacje, których mu udzielała. Naprawdę spodziewał się wszystkiego, tylko nie przemieniłam się w wilka i dlatego wiem co się dzieje, zaufaj mojemu nosowi, to ekspert w tej sytuacji. A najgorsze było, że wierzył jej w tym szaleństwie. Powstrzymał się więc od odruchowego zapewnienia, że nie byłoby różnicy, gdyby powiedziała mu, że jest niezarejestrowanym animagiem i po prostu skinął głową. – Węszyła... ekhem Sprawdzałaś może jaki to ma zasięg? – spytał szeptem, upewniając się by tylko Brenna go słyszała. – I czy czułaś, że ono – Świetnie, mieli teraz jeszcze na głowie znikające ciało. – Po prostu bardzo szybko się rozkładało, czy znikało, jakby nigdy nie istniało? Są różne zaklęcia i klątwy... Albo eliksiry. Pamiętasz kiedy gniła ci ręka? Bez pomocy pewnie rozłożyłaby się cała. To wszystko jest możliwe, ale z tego co mówisz to bardzo duża skala działania... – Zmarszczył brwi. – Wiesz ja... Pokłóciłem się tutaj z niedźwiedziem. To znaczy... Znalazłem człowieka, leżał we wrzosach twierdząc, że mam go zostawić bo chce umrzeć. Pokłóciliśmy się, bo chciałem mu pomóc, więc zmienił się w niedźwiedzia i... Wiesz, to był człowiek, który potrzebował pomocy, a ja od razu miałem ochotę go nienawidzieć i teraz nie mogę zrozumieć dlaczego.– Czuł, że było mu głupio. Powinien podejść do tego inaczej. Spokojniej, profesjonalniej, a nie... Tak jak zrobił. A czemu tak zrobił? Nie potrafił znaleźć żadnego logicznego argumentu, poza tym, że pamiętał, że tamten go niesamowicie wkurzał. – Patrz – wskazał jej zwęgloną bransoletkę, którą Brenna od razu podniosła, a on sam skrzywił się słysząc rozmowę matki z córką. Słomiana kukła wiedźmy... Jej mniejsze wersje sprzedawali na straganach, jedna Brenna nawet kupiła. I jeszcze to ognisko. – Obawiam się, że to miasto ma dość paskudne tradycje – mruknął, zerkając czy ich dwie towarzyszki są gdzieś w pobliżu. – A co do daty... Po prostu postarajmy się dzisiaj nie mdleć, nie krwawić, ani nie robić czegoś za bardzo dziwne... Co ty robisz? – Czarownica klęczała przed ogniskiem z bransoletką w ręku. Świetnie. Może więc jednak oszalała, a on cały ten czas rozmyślał nad bezsensownymi teoriami. – Brenno... Ludzie zaraz pomyślą, że modlisz się do popiołu. Wszystko w porządku? Źle się czujesz? RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Brenna Longbottom - 22.04.2024 @Peppa Potter @Penny Weasley (ostatni akapit, pytałam Uru na priv, czy mogę uznać, że zaczepiły tę mugolkę gdzieś obok) Rzeczywiście, Brenna komunikowała się szeptem. Głównie ze względu na mugoli, ale wiedząc, że Peppa i Penny są tuż za nią, pewnie szeptałaby tym bardziej - Basiliusa jednak znała od lat, a młodym dziewczynom, w tym jednej widzianej pierwszy raz w życiu, nie wspominasz, że "hej, moim zdaniem popełniono tu okrutne morderstwo, ale rośliny zjadły ciało jego ofiary, i wykopali mnie do Carlise pewnie dlatego, że uważają mnie w związku z tym za wariatkę". Nawet wobec Prewetta krążyła trochę wokół tematu - powiedziałaby wszystko bez wahania Erikowi, Patrickowi czy choćby Victorii, ale tu była trochę inna sytuacja. - Trop znikał po prostu. Był coraz słabszy. Właściwie dwa tropy. Jak pobiegłam za jednym tak jakby... znalazłam czaszkę, na wpół zakopaną, a kiedy wróciłam tam parę minut później, był już tylko mech - wyznała cicho. Słowa o nienawiści trochę ją zdziwiły, ale nie miała za bardzo podstaw, by wpisywać je w ogół sytuacji. Ona sama raczej zaczynała ludzi w Windermere lubić bardziej niż wcześniej i nie zauważała w tym zupełnie nic dziwnego. Podsumowała więc to wyznanie Basilusa tylko krótkim "hm", przez moment zastanawiając się, czy kogoś ostatnio znienawidziła w ośrodku, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Wiele mówiło, że nawet nie wydało się jej dziwne, że Prewett mówił o kłóceniu się z niedźwiedziem. Wpisywało się to po prostu w ogólną „dziwność” Windermere. Spontaniczne wizje - odkąd Brenna nauczyła się kontrolować widmowidzenie - przychodziły rzadko. Tym razem nie było żadnego kręgu, żadnych świec, nie było nawet woli, bo sama z siebie nie wpadłaby na to, że tu, na rynku Carlise, mogło dojść do czegoś, co powinna zobaczyć. I chociaż widywała w dymie najpaskudniejsze rzeczy i przestępstwa, także równie złe jak ta, młoda, pobita dziewczyna, czekająca na śmierć na stosie, to Brenna nie była na tę wizję gotowa. Przez kilka sekund kucała po prostu przy stosie, zapatrzona w przestrzeń niewidzącymi oczyma, a potem zaryła kolanami o bruk. Było jej niedobrze. Zacisnęła palce na bransoletce, mocno, aż do bólu. Sama w sobie śmierć wiedźmy - nie - wiedźmy sprzed lat nie wydawała się mieć znaczenia wobec obecnych wydarzeń. Ale. Dlaczego? Dlaczego to zobaczyła? Dlaczego przedmiot pokazał jej coś takiego – czy mógł być aż tak stary i trafić teraz na ten stos? Czy może chodziło o miejsce, o wydarzenie tak mocne, że odcisnęło tutaj swoje piętno albo że każdy kolejny stos jakoś łączył się z tym pierwszym, tylko... ...dlaczego zobaczyła to teraz? - Nie miała garbatego nosa - mruknęła Brenna bardzo, bardzo cicho, do siebie, nie do Basiliusa raczej, na pewno nie do dziewcząt, a potem podniosła się, powoli, nie chcąc stracić równowagi. Wciąż trzymając bransoletkę w dłoni. Kolejne słowa powiedziała już trochę głośniej. - Przepraszam, zamyśliłam się tylko, się nie modlę i nie będę mdlała. Widziałeś wcześniej... te wszystkie figurki? - zapytała w końcu ostrożnie. Nie chwaliła się widmowidzeniem na prawo i lewo, o tym wiedział Zakon, paru brygadzistów i paru aurorów, którym pomagała w sprawach. Poza tym gdyby powiedziała Basiliusowi, że och, właśnie miałam wizję, to już na pewno uznałby że oszalała. Myślała więc gorączkowo, a te myśli plątały się, biegały po głowie, podskakiwały szaleńczo w umyśle. Nie była historykiem magii, ale pamiętała coś o jakichś ucieczkach ze stosu. Ta dziewczyna wyglądała, jakby nie miała jak uciekać i była poważnie pobita. Nie mogła być więc wyszkoloną wiedźmą – wyszkolona wiedźma pewnie zdołałaby uciec. Albo przypadkiem złapana mugolka, albo wiedźma, ale nigdy niewyszkolona. Ale jeżeli miała być ostatnią wiedźmą z puszczy Inglewood (czy to nie była nazwa z legend arturiańskich? Nie przypominała sobie, by ktoś tak nazywał ten las), może tam były inne czarownice, może ta ścieżka, którą Brenna nie poszła wczoraj, skręcając zamiast tego za zapachem ciała, dokądś wiodła, może sekret tkwił w lesie... Biskup, pieprzony fanatyk (był w wizji świetlisty: ale to nie naprowadziło Brenny na trop w rodzaju "pewnie był magiem", raczej zwalała to na szaty, na widok mugolskiego kapłana ktoś taki jak ona na pewno nie miał w głowie myśli o tym, że ten mógłby władać magią), coś tam zrobił? A może to jednak była tylko przypadkowa, bardzo dziwna wizja, nie mająca niczego wspólnego z tym, co działo się tutaj obecnie? Przywiązywała do niej za dużą wagę, bo widmowidzenie zadziałało samo z siebie? A może ta sprawa wiedźm z Inglewood interesowała Bagshota? Czy raczej sprawa biskupa, ale że to on mógł interesować historyka, Brenna w tej chwili nie miała pojęcia… – Mówię o wiedźmie i biskupie. Nawiązują do prawdziwych wydarzeń. Do wiedźmy, którą podobno biskup spalił tutaj na stosie… ostatniej wiedźmy z Inglewood. To pewnie z jakiejś opowieści arturiańskiej czy coś, skoro tyle tutaj Pań Jeziora i rycerzy okrągłego stołu, ale zupełnie nie pamiętam tego z lekcji historii – podjęła, jakby mówiła o legendzie, którą usłyszała gdzieś w kempingu, chociaż nie znała żadnej legendy, widziała tylko przerażoną twarz Triony, a zdławiony głos mówił do niej sprzed wieków. Pani Jeziora, kupiona chwilę temu na jednym ze straganów, prawie paliła ją w kieszeń. – Może się im przyjrzę albo poszukam jakiegoś przewodnika czy coś. Wątpię, żeby zdołali spalić prawdziwą wiedźmę, to pewnie była jakaś przypadkowa biedaczka, ale może Bagshota interesowała historia wiedźm i biskupa. Tak naprawdę to myślała raczej, że jeśli były tu inne wiedźmy – prawdziwe wiedźmy – to może zostało po nich coś, co w jakiś sposób wiązało się z pojawieniem nieumarłych i przede wszystkim z tym, że ciało, które znalazła, w ciągu dwudziestu minut zarósł mech. Rozejrzała się za Penelopą Potter (tę kojarzyła głównie jako krewną gdzieś od strony matki) i jej towarzyszką, a potem powoli ruszyła w ich stronę, kiedy rozmawiały z jakąś kobietą i pokazywały jej zdjęcie Owena. Zatrzymała się parę kroków od nich, by przypadkiem pracownicy nie przytłoczyć nagłym pojawieniem się całego tłumu nad jej głową. O biskupie, czarownicy, Inglewood i "legendzie" chwilowo jeszcze nie wspominała, w związku z tym, że tuż obok była mugolka, zaczepiona przez dziewczyny. RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Peppa Potter - 24.04.2024 Zupełnie jakby los dał jej cios w drugi policzek. Nie dosyć, że Weasley, to jeszcze nosi to samo imię. Nosek Peppy drgnął w reakcji na te rewelacje, ale zachowała przyjazny uśmiech na twarzy. Tylko w znacznie mniej szczerym nastawieniu. Panna Potter nie była tak okrutna w swoim rasizmie krwi, jak niektórzy. Szczególnie teraz, najmniejszego znaczenie nie miało pochodzenie jej towarzyszki niedoli... ale Weasley? To trochę przesada. Gdyby teraz zobaczył ją ktoś znajomy... (Istnienie Peppy w tym wymiarze implikowało, że najlepszym przyjacielem Harrego zostanie Dracon, nie Ron.) — Cóż za zbieg okoliczności. W takim razie, proszę, mów mi Peppa. Nie cierpiała zdrobnienia "Penny". Było takie plebejskie. A biorąc pod uwagę nazwisko, ciężko było nie parsknąć śmiechem. Ale Peppa się powstrzymała, bo była dobrze wychowana. — Mała miejscowość, pewnie oderwana od rzeczywistości współczesnego świata. Cóż, co wieś to zwyczaje — Wzruszyła ramionami. Do uszu Peppy dotarła rozmowa mężczyzn. To bardzo podejrzanie brzmiało, jak gdyby mówili o osobie, której drużyna czarodziejów poszukiwała... No tak! Dziewczyna przypomniała sobie o zdjęciu, które dano im jeszcze w ośrodku. Wyjęła je i przyjrzała się mu. — Możemy się na coś przydać i wypytać ludzi, czy nie widzieli go w okolicy... — Zasugerowała Penny. Chciała od razu ruszyć do podsłuchanych przed chwilą mężczyzn, ale ci już zniknęli jej z pola widzenia. Wraz z towarzyszką zaczęła więc od sprzątających plac. Odeszły więc na moment od stosu i reszty drużyny. Niestety nikt nie miał żadnych rewelacji na temat Owena Bagshota. Ale w końcu jedna z kobiet mogła podzielić się jakąś informacją. — Proszę się nie przejmować, to mój wujek. Wiem, że pracuje tu w okolicy i chciałam sprawić mu niespodziewaną wizytę — uśmiechnęła się uroczo do bibliotekarki. W końcu pożegnały się i Penelopy mogły podejść do Brenny podzielić się rewelacjami. — Możliwe, że Bagshot próbował włamać się do krypty biskupa. — Oznajmiła dumnie, jak gdyby włożyła jakikolwiek wysiłek w podsłuchanie rozmowy mężczyzn. Wspaniałomyślnie zostawiła Penny fragment z informacjami od bibliotekarki. RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Penny Weasley - 24.04.2024 - Peppa… uroczo. – skomentowała. Sama nie chciałaby, żeby ktoś w ten sposób zdrabniał jej imię. Penny brzmiało zdecydowanie lepiej. Nie zamierzała jednak dzielić się tymi przemyśleniami. Nie widziała potrzeby. Sensu tym bardziej. Carlisle nie było szczególnie duże, ale gdyby ktoś zapytał Penny o zdanie – nie określiłaby tego miasta mianem wsi. Był plac. Była katedra. Były też jakieś sklepy. Oczywiście daleko było temu do Londynu, ale nadal jakoś to się prezentowało. Nie zamierzała jednak uświadamiać Peppy. Poprawiać jej. Po części z tego względu, że mimo niefortunnie dobranych słów, miała dziewczyna trochę racji. - Z reguły zwyczaje mają swoje historie… - zauważyła jedynie. Słusznie? Być może. Sama uważała, że za takimi rzeczami zawsze coś stało. Zwyczaje, tradycje. One skądś się brały. Z czymś miały związek. Co takiego sprawiało, że akurat w Carlisle palono kukłę wiedźmy, sprzedawano figurki, żywo pamiętano o arturiańskich legendach? Nieszczególnie jej zależało na tym, żeby faktycznie pomóc w poszukiwaniach Bagshota. Od tego był przecież BUM. Byli też aurorzy. Ludzie tacy jak Aidan. Bardziej niż na tym, była skupiona na Terrym. Na zastanawianiu się nad tym czy przyjaciel zawsze był takim dupkiem. Skoro jednak Peppa wyjęła fotografie, zasugerowała żeby jednak zajęły się swoim zadaniem… nie oponowała. Podeszli do kilku osób, pokazały im zdjęcie, zadały kilka pytań. Na początku nie przyniosło to większych efektów. Wreszcie jednak udało im się natrafić na bibliotekarkę. Kobieta rozpoznała Bagshota. Wydawała się nim zachwycona. Nim oraz zainteresowaniem, które przejawiał względem historii tego miasteczka. Dlaczego czarodziej, a do tego historyk, interesował się historią mugolskiego miasta? To było całkiem interesujące. - Oh, to chyba regularnie panią odwiedzał? – zapytała, nie uzyskując jednak od bibliotekarki konkretnej odpowiedzi. Może kobieta nie zrozumiała pytania? Może bardziej skupiła się na młodszej dziewczynie? No cóż. Tak to już czasem bywa. Nie było sensu tego przeciągać i atakować miejscowej gradem pytań. Jeszcze przypadkiem same powiedziałyby zbyt dużo. A z tym jednak należało uważać. Zachować pewną ostrożność. Razem z Peppą podeszła do Brenny. Spojrzała przy okazji za Basiliusem. - Owen Bagshot odwiedzał prawdopodobnie tutejszą bibliotekę w poszukiwaniu informacji o historii miasteczka… jest tutaj… - chciała wskazać spotkaną chwilę temu bibliotekarkę, ale ta zdążyła odejść gdzieś dalej. No cóż, zdarza się. - …była tutaj przed chwilą bibliotekarka. Rozpoznała go na zdjęciu. Ponoć rozmawiał z nią o historii miasteczka. Wspomniała też coś o czarnej śmierci? – zamyśliła się. Historia nie była czymś, co szczególnie ją interesowało. Wiedziała tyle, ile wyniosła ze szkoły. Ile udało jej się zapamiętać. Może jednak dla innych będzie to przydatna informacja? O ile tylko kogoś faktycznie interesowało to czym Bagshot się tutaj zajmował, czego szukał. RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Basilius Prewett - 24.04.2024 – Tak jakby znalazłaś... – A. Czyli nie mieli tylko jelita, mieli też czaszkę. – Ale... Zwykły mech, który wcześniej leżał pod nią, czy jakby ona się w niego przemieniła? Może jakieś dziwne zaklęcie transmutujące? Ewentualnie coś co sprawiałoby, że wszystko co tu umrze szybko wraca do natury? – Ciekawe, co by się stało, gdyby poszliby i tak na przykład rozlali trochę swojej krwi na mech? Albo gdyby rozrzucili po okolicy resztki jakiejś szynki, czy kości po rosole? Nie podobało mu się to, że zostali wysłany do Carlise. Powinni raczej być w ośrodku i tam wszystko badać. Przez chwilę zastanawiał się czy to hm znaczyło, że go oceniała, czy też że dodaje tę dziwną sytuację do listy podejrzanych rzeczy, które się tutaj działy. – Te figurki? Tak. Wiedźma i biskup. Podejrzewam, że pewnie większą wersję tej pierwszej wczoraj tutaj palili. Jesteś pewna, że wszystko dobrze? – Rzeczywiście przechodzili obok sklepów z pamiątkami, Brenna przecież nawet jedna kupiła, gdzie roiło się od dość charakterystycznych pamiątek, poza typowa tandetą w postaci kubków i koszulek. Zmarszczył brwi. Niestety historia magii była tak naprawdę jedynym przedmiotem w jego całej edukacji, do której podchodził na zasadzie Byle dobrze zdać, a potem szybko zapomnieć. Podejście naprawdę godne syna znanego magihistoryka. – Inglewood...– mruknął, próbując poskładać sobie w głowie porozrzucane fragmenty informacji, które się jeszcze ostały. – Inglewood było miejscem wielu arturiańskich historii. Ale nie przypominam sobie czegoś ważnego o ostatniej wiedźmie. Mogło być tak jak mówisz. Spalili kogoś niewinnego, mogę nawet coś postawić na to, że przez tego biskupa, a potem przybili sobie piątki, uznając, że zrobili dobra robotę i uznali, że od teraz będą co roku palić jej słomiana kukłę. Jeśli dobrze rozumiem to wczoraj była rocznica. – Święto z okazji spalenia kogoś na stosie. Mugoloznawcy na pewno świetnie się bawili pisząc rozprawy naukowe na ten temat. – Bagshot? To ma sens. Historycy zazwyczaj mają tendencje do pakowania się w dziwne kłopoty tylko dlatego, że zainteresuje ich jakaś data, lub wzmianka historyczna – I w sumie jego słowa się bardzo szybko potwierdziły, gdy wraz z Brenną podszedł do ich dwóch pozostałych towarzyszek tej misji poszukiwawczej, chociaż na oko Basiliusa bardziej wyglądali z Brenną jak dwóch wychowawców obozu młodzieżowego, oprowadzającego po miasteczki dwie uczestniczki tego obozu. Możliwe, że Bagshot próbował zrobić co? – Ktoś go na tym złapał? – spytał Peppy, trąc palcami czoło w zamyśleniu. Na Merlina historycy magii byli naprawdę nieodpowiedzialni. Czyżby szukali wszędzie Bagshota, który właśnie siedział na jakimś mugolskim posterunku, nie mogąc się deportować, bo ktoś go ciągle miał na oku.? Ale to chyba byłoby zbyt głupie prawda? – A co dokładnie mówiła o czarnej śmierci – To pytanie skierował do Penny, mając szczerą nadzieję, że chodziło o jakiś historyczny fakt, a nie nagły powrót jednej z najbardziej morderczych plag mugolskiego świata. – I myślisz, że warto zerknąć w takim razie do biblioteki? – Tu już spojrzał na Brennę. RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Brenna Longbottom - 24.04.2024 - Była tam czaszka, a potem był tylko mech... I może masz rację? To znaczy z tym wracaniem do natury? Mam wrażenie... że właśnie to, co umiera, to tutaj tak bardzo szybko znika. Jakby czemuś albo komuś się to nie podobało - powiedziała Brenna do Prewetta, jeszcze nad stosem. I nie wyglądało na to, aby spoglądała na Basiliusa z niedowierzaniem, albo żeby w ogóle rewelacja o niedźwiedziu jakoś ją zaskoczyła: przyjęła to do wiadomości i uwierzyła, bo krzyczący niedźwiedź wcale nie wydawał się jej czymś dziwnym. Ba! To było normalniejsze niż to, co ona opowiadała, prawda? - Jasne. Czuję się dobrze. Wprost doskonale - zapewniła, uśmiechając się do niego, absolutnie nieszczerze, bo ciągle przed oczyma miała przerażoną twarz Triony. I uśmiech zamienił się zaraz w nieładny grymas, gdy wspomniał o rocznicy. - Rocznica, co? Bagshot znikł właśnie wtedy - mruknęła. Przypadek, czy nie? * Próbował włamać się do krypty biskupa. Słowa Penny o czarnej śmierci, która nie sięgnęła tej okolicy i bibliotece były ważnym elementem tej historii: ale Brenna, dość mocno zafiksowana na konkretnym obrazku, związanym z wiedźmami Inglewood, na razie całkowicie skupiła się na tym, co powiedziała Peppa. Krypta biskupa. Cholera, a może jednak ciało w lesie nie należało do Bagshota? Może zabiło go coś w krypcie? Może czarownice rzuciły jakąś klątwę na tego mężczyznę? – Ten biskup spalił na stosie wiedźmę – powiedziała, wskazując kciukiem na pozostałości po ognisku, przy którym dopiero co klęczała. Lewą dłoń trzymała w kieszeni, wciąż mocno zaciśniętą na bransolecie. – To stąd te wszystkie figurki. Twierdził, że to ostatnia wiedźma z lasu Inglewood… to chyba coś z legend arturiańskich, ale moim zdaniem ta dziewczyna wcale nie była wiedźmą – mruknęła, ostatnie słowa wypowiadając już bardzo cicho, i zerkając, czy obok nie ma żadnego mugola. – Może Bagshot badał sprawę biskupa i wiedźm z Inglewood? Pomyślałabym, że coś uwolnił z tej krypty, skoro w niej grzebał, ale w Windermere ludzie ginęli już wcześniej. Parę lat temu utonęła tu jedna czarownica, zaginęło kilku mugoli, na letnisku znaleziono kiedyś poćwiartowane zwłoki, i był tu... dziwnie zachowujący się niedźwiedź. Tu prawie na pewno działa jakaś dziwna magia. Jesteście pewne, że chcecie zostać na kempingu? Tu zerknęła przede wszystkim na Peppę. Penny nie znała – może dziewczyna była nową pracownicą Departamentu Tajemnic, może naukowcem, badającym nieumarłych, i to wszystko już wiedziała i godziła się na ryzyko. Potterówna jednak, jeśli Brenna dobrze kojarzyła, ledwo skończyła szkołę i Bren, która nie miała pojęcia, skąd dziewczyna się tu wzięła, pomyślała, że chyba wypadałoby jej wspomnieć o takich szczegółach jak „zaginięcia” i „poćwiartowane zwłoki”. Chociaż nie, do tego, że sama teraz też widziała zwłoki i je coś zżarło, ani myślała Peppie się przyznawać. Wystarczyło, że Apollo uznał ją za zbyt przemęczoną. Basilius uwierzył, ale w sumie jemu też dość oględnie przekazała informacje, poza tym jego to już chyba nic nie zdziwi. Oczywiście, w tej chwili jej myśli krążyły głównie wokół dwóch pytań: po pierwsze, czy należałoby się skupić na lesie, pełnym gadających niedźwiedzi, znikających zwłok i znikających tropów nieumarłych, czy na krypcie biskupa, po drugie, jak trudne byłoby włamanie się do krypty, by mugole tego nie zauważyli. – Biblioteka? – wymamrotała, rzucając Basiliusowi przepraszający uśmiech. – Być może. Ale mówiąc szczerze, chętniej spróbowałabym sprawdzić kryptę. @Peppa Potter @Penny Weasley RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Peppa Potter - 24.04.2024 Pochwalenie się zdobytą wiedzą to jedno. Kolejną sprawą było nie usuwanie wspomnienia z pamięci zaraz po wypowiedzeniu go na głos. A jeszcze kolejną, łącznie faktów z innymi i wyciąganie wniosków. Niestety to już nie było zadanie dla panny Potter. Jej zdolności intelektualne kończyły się na policzeniu jak głośny musi być skandal, by trafić na okładkę Proroka. Ale nie zniechęcała się pytaniem Basiliusa. Nie pamiętała, czy mężczyźni wspominali tą kwestię, ale zawsze może wymyślić własną wersję. Na odnalezieniu Bagshota wcale a wcale jej nie zależało. Poza tym, jak bardzo może namieszać jeden nieprawdziwy fakt w morzu innych poszlak. Dokładnie taki tok myślenia towarzyszył czarownicy. Naprawdę kiepsko trafili jej towarzysze, szczególnie Brenna i Basilius, którym zależało na rozwiązaniu tej zagadki. — Tak, został przyłapany, ale nie złapano go — odpowiedziała Basiliusowi. W wypowiedzi Brenny zgubiła się już w połowie, ale udawała, że uważnie słucha. Pokiwała też głową, gdy padło pytanie, dopiero po chwili orientując się, czego dotyczyło. To ją troszkę zmieszało. — Cóż... To oczywiście byłoby nierozsądne... Ale skoro podjęłam się pomocy w tej sprawie, zostanę tak długo, jak będzie to potrzebne — odpowiedziała Brennie. Bardzo szlachetnie z jej strony. To był akurat dobry moment, by się zwinąć, ale przypomniała sobie o rodzicach. Pewnie wrócili nad jezioro i ktoś poinformował ich, że wcielono ją do grupy poszukiwawczej. Nie mogła teraz wrócić — chciała zostać jak najdłużej, żeby później móc się chwalić swoimi działaniami. Żeby byli z niej dumni. I jak dobrze pójdzie — trafić na okładkę Proroka za pomyślne rozwiązanie zagadki kryminalnej. Wspomnienie krypty trochę ją zmroziło. Wolała nie wchodzić do takich miejsc. Ale czy faktycznie musiała? — Tak, to dobry pomysł, żeby tam iść. — Zgodziła się z Brenną. — Skoro istnieje szansa bycia przyłapanym, mogę stać gdzieś na straży. Jeśli ktoś szedłby w stronę krypty, zajmę się nim. Tu akurat była pewna swojej obietnicy. Miłym i czarującym zachowaniem potrafiła wciągnąć w pogawędkę niemal każdego, kto nie miał w sobie na tyle asertywności i oglądu, by zmyć się z jej zasięgu. RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Penny Weasley - 25.04.2024 Basilius najwyraźniej nie tylko czuł się jak wychowawca obozu młodzieżowego, ale też - przynajmniej zdaniem Penny - się w taki właśnie sposób zachowywał. A przecież ona, Penelope Anne Weasley, nie była już dzieckiem. Nie potrzebowała niańki. Potrafiła przecież o siebie zadbać. Poradzić sobie w róznych sytuacjach. Takich jak włamanie do sklepu, albo nachodzący ją, uparty dziennikarz, którego własnoręcznie wysłała prosto do Munga. Nie traciła jednak czasu na zwracanie Brennie i Basiliusowi na ten drobny szczegół uwagi. Nie zależało jej na tyle. Chciała jedynie ogarnąć te zadanie, wypytać ludzi, a później wrócić do ośrodka. Albo może nawet bezpośrednio do Londynu? Słuchała co mieli do powiedzenia, kolejno Basilius, Brenna, Peppa. Zapytana, odpowiadała. Przekazywała to, czego zdołała się dowiedzieć. - Mówiła, że... czarna śmierć ominęła to miasteczko, czego nie udało się nikomu wyjaśnić po dzień dzisiejszy. - pokiwała przy okazji głową, pewna że dobrze to zapamiętała. Starała się tego nie przekręcić. Gdyby to od niej zależało, w oparciu o zebrane informacje, zasugerowałaby odwiedziny w bibliotce. Sięgnięcie po jakieś materiały mówiące więcej o historii Carlisle, okolic tego miasteczka. Nie ona tutaj jednak była od decydowania. A nawet... niekoniecznie chciała się wyrywać przed szereg. Mimo wszystko skrzywiła się jednak, kiedy pomysł odwiedzenia biblioteki został odrzucony. Odłożony na później? - To ja może... jeszcze popytam miejscowych? Poszukam informacji? - zasugerowała, że może dobrym posunięciem byłoby rozdzielenie się. Przede wszystkim z tego względu, że nie śpieszyło jej się do pakowania w problemy. Przynajmniej w sytuacji, kiedy nie uważała tego za jedyną, dostępną opcje. Brenna wydawała się w tym przypadku strasznie... narwana? - Moglibyśmy spotkać się za jakiś czas z powrotem na placu. RE: [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Klątwa, która chroni - Basilius Prewett - 25.04.2024 Włamanie się do krypty przez Bagshota, czarna śmierć co ominęła całe miasteczko, śmierci, zaginięcia, a także palenie wiedźm, które pewnie nie były wiedźmami i podejrzany biskup. Tak, zdecydowanie się zgadzał, że działała tutaj jakaś dziwna magia. Nie był pewny, czy włamywanie się krypty, która mogła być powodem zamieszania, było rozsądne, a jego zdrowy rozsądek i serce Krukona podpowiadało mu, że biblioteka byłaby lepszą opcją, ale najwyraźniej reszta miała inne zdanie, a on nie za bardzo chciał, by robili sobie krzywdę bez niego w pobliżu. – No dobrze – powiedział w żaden sposób nie komentując, że miał jak najgorsze przeczucia co do tego pomysłu (Brenna na pewno dostanie klątwą w twarz), który niestety miał sens. Zerknął na Brennę i Peppę. – W takim razie pójdę z wami do krypty Miał wątpliwości, by zaciągać tam młodą czarownicę, która wyglądała jakby była wyjęta świeżo z Hogwartu, ale gdy usłyszał, że będzie jedynie stała na czatach uspokoił się. – Dobry pomysł – zgodził się z Penny, by poszła poszukać dodatkowych informacji i sam jeszcze rozejrzał się po okolicy, by zobaczyć czy nie działo się tu coś jeszcze wartego uwagi. !5klątwawindermere |