Secrets of London
[12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron (/showthread.php?tid=3182)

Strony: 1 2 3


RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Pan Losu - 19.05.2024

Najbliższe drzewo przy próbie kradzieży uderza cię gałęzią w tyłek.


RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Cameron Lupin - 21.05.2024

Masz czarującą osobowość i piękną buźkę. Właściwości poszczególnych eliksirów i listy składników ogarniesz w kilka miesięcy. I nawet się przy tym zbytnio nie spocisz. A na pewno mniej niż na treningach Harpii — odbił piłeczkę, szczerząc zęby do Rudej.

Oczy Lupina rozświetliły się, gdy Heather napomknęła, że mogłaby założyć fartuch aptekarski w nieco innej scenerii. Musiał przyznać przed samym sobą, że ta myśl bardzo mu się podobała. Może nawet bardziej od fantazji o Heather w pełnym umundurowaniu Brygady Uderzeniowej lub stroju sportowym Harpii z Holyhead. A może to po prostu praca w Szpitalu św. Munga tak mu się rzuciła na głowę, że mimowolnie zaczął przenosić elementy z czasu spędzonego w pracy do swojego życia prywatnego? Jak tak dalej pójdzie, to na następnej randce poprosi Rudą, żeby go przebadała i spróbowała postawić diagnozę.

Rasistka — mruknął przekornie, gdy zdecydowała się na owoce z magicznych drzew. — A może ksenofobka? Nigdy nie pamiętam, co bardziej pasuje do mugoli.

Pocałunek zainicjowany przez Heather, chociaż krótki, był nadzwyczaj słodki i warty zapamiętania. Zdaniem Camerona stanowił poniekąd potwierdzenie tego, że na pewno wszystko było między nimi w porządku. Że ukryte w najciemniejszych zakamarkach jego serca wyrzuty nie skalały obrazu ich związku, jaki malowali z mieszanką zapalczywości, jak i uwagi.

Na tę krótką chwilę, gdy ich usta się ze sobą zetknęły, nie byli Cameronem i Heather. Nie byli sumą swoich marzeń, pragnień, potrzeb, zmartwień czy nawet bólu, jakiego doznali w ostatnich miesiącach pod wpływem okoliczności, na które nie mieli najmniejszego wpływu. Istniało tylko ich uczucie, słabość i siła jaką dzielili się ze sobą nawzajem, próbując przetrwać w tym świecie i nie zatracić tego, kim byli, zanim świat poszedł w diabły.

Gdyby ktoś ich teraz dostrzegł z daleka, zapewne pozostaliby dla tej osoby kolejną młodą parą, którą postanowiła spędzić czas pośród zaczarowanych sadów. Anonimowym ucieleśnieniem tego, że chociaż nad głowami czarodziejów i czarownic w kraju zbierały się czarne chmury, to nawet w ciężkich czasach można było znaleźć iskierkę autentyczności i szczerości. Bo to, że ich uczucie było prawdziwe, nie było domysłem, łgarstwem czy płonnymi nadziejami, a faktem, na który wspólnie pracowali jeszcze od czasów poprzedzających Beltane.


He? — Uniósł zaskoczony brwi, gdy Ruda nieoczekiwanie oderwała się od niego. Nim zdołał zatrzymać ją przy sobie, dziewczyna pognała w stronę najbliższego drzewa. — Czekaj!

Rozpędził się i pobiegł za nią. Już po kilku metrach złapał lekką zadyszkę. Jednak bieganie po nierównym podłożu pełnym kamyczków, trawy, ziemi i piasku było znacznie innym doświadczeniem od codziennych maratonów w sercu Szpitala św. Munga. Tam największym zagrożeniem była świeżo umyta podłoga, która mogła poskutkować nagłym upadkiem. A tutaj? Cameron mógł równie dobrze wywalić się o własne nogi.

!sumaowoca

(Aktywność Fizyczna) Jak dobrze radzi sobie Cameron podczas wyścigu z Heather?
[roll=O]

Cameron i Heather rzucają na AF. Wyższy wynik punktowy wygrywa bez względu na to czy wynik będzie twierdził, że jest to porażka/sukces/krytyczny sukces itd.



RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Pan Losu - 21.05.2024

Najbliższe drzewo przy próbie kradzieży uderza cię gałęzią w tyłek.


RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Heather Wood - 22.05.2024

- Tyle, że ja lubię się pocić, łatwiej mi to przychodzi, niż myślenie. - Nigdy nie ukrywała, że nie uważa się za jakiś potężny umysł. Zapamiętywanie recept eliksirów, składników, to brzmiało dla niej jak katorga. Heather nie lubiła uczyć się formułek na pamięć, zupełnie jej to nie szło. Bardzo cieszyła się z zakończenia szkoły między innymi dlatego, że nigdy więcej nie musiała już warzyć eliksirów, czy zakuwać jakichś ziół i innych takich na pamięć. Naprawdę  było to jej największą bolączką podczas edukacji.

Cieszyło ją to, że mają za sobą to krótkie nieporozumienie, wyjaśnili sobie wszystko, Cameron nie spoglądał już na nią z taką pogardą, jak wtedy, gdy byli nad jeziorem. Może było to tylko chwilowe, na pewno szybko o tym nie zapomni, jednak teraz oczy błyszczały jej z radości, bo naprawdę cieszyła się tą krótką chwilą wyrwaną szarej rzeczywistości, jakby wcale konflikt się nie zaogniał, a oni byli jedynie dwójką zakochanych.

- Och tak, ja to największa rasistka, może od razu Czarny Dzban powinien mnie zwerbować w swoje szeregi. - Dodała jeszcze śmiejąc się przy tym w głos. Wyobraziła sobie bowiem siebie w tej śmiesznej czarnej szacie i masce na twarzy. Zastanawiało ją, jakim cudem tym czarownikom udawało się chodzić w tej szacie i nie potknąć o własne nogi...

Pocałunek, którym go obdarzyła był krótki, nie zamierzała się tu z nim teraz obściskiwać, chociaż mało było takich miejsc, w których mogli to robić bez spojrzeń skierowanych w ich stronę. Przez to, że Wood była popularna często się nimi interesowano, musieli do tego przywyknąć.

Zamierzała jednak pobiec szybko do tych drzew, bo owoce kusiły ją strasznie swoim wyglądem. Nie odpowiedziała nawet Cameronowi, nie zamierzała czekać. Nawet na niego, nie kiedy sama rzuciła pomysł ścigania się do drzew. Musiała to wygrać. Biegła ile tylko miała sił w płucach, oczywiście nie przyszło jej nawet przez myśl, żeby dać mu szansę wygrać ten jeden raz, co to to nie, za bardzo lubiła wygrywać.

Podbiegała do najbliższego drzewa, kiedy poczuła, że coś łapie ją za tyłek. Zatrzymała się przez to zbita z tropu, Cameron do niej dobiegł, czy co właściwie się wydarzyło? to było dziwne.


[roll=PO]


RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Cameron Lupin - 31.05.2024

Ta to ma odpowiedź na wszystko, pomyślał Cameron, kręcąc głową z pobłażliwą miną. Chociaż sam musiał się nieco polubić ze zwiększaną aktywnością fizyczną przez pracę w szpitalu i bieganie wte i we wte między poszczególnymi oddziałami, tak nie robił tego dla przyjemności. Po prostu ruch wpisywał się w obowiązki stażystów na terenie tej konkretnej placówki medycznej. Może gdyby przepisał się na inną specjalizację, to mógłby się powoli przechadzać po Lecznicy Dusz, jednak... Magipsychiatria czy magipsychologia nie była jego powołaniem. Dużo lepiej odnajdywał się pośród zaklęć leczniczych i pracowniach alchemicznych.

Myślisz, że ma w swojej armii miejsce dla takiego kurdupla? — Wyszczerzył zęby, gdy odpowiedziała na jego krytykę. — Chociaż... Mogłabyś być pierwszą czarownicą przyjętą do jego oddziałów powietrznych. Śmierciożercy chyba zazwyczaj poruszają się pieszo, czyż nie? — Zmarszczył czoło. Dzięki Merlinowi nie miał zbyt wielu dośwadczeń z tą grupą, jednak z doniesień prasowych nie kojarzył wzmianek o bojówkach terrorystów na miotłach. — Brygadzistka, Harpia z Holyhead... Aż się prosi, żeby zaangażować cię w coś takiego.

Lupin bardzo się starał, aby dorównać Heather, jednak ''chęci'' rzadko kiedy wygrywały z talentem. Ruda momentalnie przegoniła swego partnera, pozostawiając go w tyle. Przynajmniej dalej jestem na nogach, pomyślał trzeźwo, skupiając się na utrzymaniu równego tempa. Nagle nawiedził go wspomnienia z nocy Beltane, kiedy wraz z Norą Figg próbował przedostać się z powrotem na miejsce festynu. To ciągłe zerkanie przez ramię czy wiedźma przypadkiem nie postanowiła za nimi pójść... Potrząsnął głową, odsuwając od siebie te przemyślenia.

Z tego wszystkiego zdążył minąć Wood, nie do końca wiedząc, czemu się zatrzymała. Cameron przebiegł jeszcze parę metrów, zbliżając się do drzewa, które obrali sobie za cel, kiedy nieoczekiwanie coś go... uderzyło po tyłku. Odskoczył w bok, robiąc przy tym dosyć niezdarny obrót i zadzierając głowę, próbując wypatrzeć, kto też pozwolił sobie na taki gest. Heather jeszcze się z nim nie zrównała, a w okolicy nie było też nikogo innego...

Nieładnie tak rzucać zaklęcia i klepać ludzi po dupach, wiesz? — zawołał do Heather, gdy ta skracała dzielący ich dystans.



RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Heather Wood - 02.06.2024

Ruda nie wyobrażała sobie życia bez ruchu. Bardzo dużo czasu spędzała na miotle, od dziecka, było to jej nawykiem, w pracy też musiała być pewna tego, że jej ciało będzie odpowiednio przygotowane do starć z ewentualnymi przestępcami. Zresztą podczas Beltane zawiodła, dlatego po tym jak wylądowała w szpitalu bardzo mocno pracowała nad tym, żeby wrócić do formy, a później jeszcze bardziej ją poprawić. Musiała przekraczać swoje granice, żeby stawać się lepszą, Zakon potrzebował jej pomocy, jak i wielu ludzi, musiała mieć pewność, że nikogo więcej nie zawiedzie, a to była naprawdę świetna motywacja do pracy nad sobą.

- Niby kurdupel, ale ile mocy się w nim mieści. - Małe ciało, wielki duch, czy coś. Wiele razy pokazywała swoją odwagę. - Nie mam pojęcia, spotkałam ich tylko kilka razy, zazwyczaj byli na ziemi, ale nigdy nie wiadomo, czy nie należy do nich ktoś podobny mnie, skąd możemy wiedzieć, że któryś z czystokrwistych graczy chociażby nie wspiera Czarnego Dzbana? - Nigdy nie mogli mieć pewności, kto jest wrogiem. Wiele tu było niedopowiedzeń, a poplecznicy Voldemorta wcale nie chwalili się tym, że go wspierają. Ukrywali się jak szczury, Ruda strasznie nimi gardziła. - Mam jeden mankament, mam brudną krew, a to chyba dla nich najważniejsze. - Wcale jej to nie martwiło, nigdy nie przejmowała się tym, że nie jest odpowiednio czysta, bo nie przeszkadzało jej to w niczym. Zresztą jej rodzina już też wypracowała sobie dosyć wysoką pozycję wśród czarodziejów, dzięki ciężkiej pracy.

Biegła ile miała sił w nogach, chociaż chyba trochę odpuściła, żeby nie dołować Camerona, kto ją tam wiedział, może zagapiła się gdzieś niepotrzebnie? Była nieco rozkojarzona dzisiejszego dnia. Chłopakowi udało się ją wyprzedzić przez to, że się zatrzymała. Nadal nieco zdziwiona zastanawiała się nad tym, co właściwie się wydarzyło.

- Wiesz, że jeślibym chciała klepnąć cię po dupie, to nie użyłabym do tego zaklęcia? - Spoglądała na niego z rękoma opartymi na biodrach, wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała. - Też mnie coś klepnęło. - Dodała, bo w sumie mu o tym nie wspomniała. Dlaczego jakaś niewidzialna siła klepała ich po zadach?

- Myślisz, że te czarodziejskie drzewa mogą potrzebować trochę bliskości? - Przeniosła wzrok na jedną z zaczarowanych jabłoni Abbottów, była ostrożna, bo nie wiedziała, czego jeszcze mogą się spodziewać.




RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Cameron Lupin - 06.06.2024

Nigdy nie był fanem sportu. Pierwsze negatywne wspomnienia związane z ćwiczeniami na świeżym powietrzu sięgały czasów bardzo wczesnej młodości, kiedy to państwo Lupin upierali się, aby zabierać swoje pociechy na rodzinne wyjazdy do lasu celem nawiązania bliższej relacji z naturą.

Nie mam pojęcia, jak robactwo w śpiworze się do tego może zaliczać, myślał nie raz Cameron, wzdrygając się za każdym razem, gdy ktoś poruszał temat tych wypraw w domu. Nie przepadał za nimi, a przez to, że był najmłodszy z rodzeństwa, poniekąd najbardziej wówczas cierpiał. Rodzeństwo miało trochę więcej czasu, żeby się... zahartować.

Jakby tego było mało, chłopak nabawił się też lęku wysokości, który objawił się już w pierwszych latach nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, kiedy to był zmuszony brać udział w obowiązkowych zajęciach z Latania. Ugh, cóż to był za koszmar. Nauka latania na miotle powinna być dla czarodziejów i czarownic czymś zupełnie naturalnym, jednak Cameron był najlepszym dowodem na to, że niektórzy powinni trzymać się z dala od mioteł i quidditcha.

Wiesz, moja też do najczystszych nie należy. — Wzruszył ramionami, uśmiechając się przy tym półgębkiem. Co jak co, ale akurat statusem krwi zbytnio się nie przejmował. Większym problemem była płynność finansowa rodziny. Prowadzenie apteki pochłaniało ogromne kwoty, biorąc pod uwagę, że przedsiębiorstwo znajdowało się w centrum magicznego Londynu. — To pewnie przez te brudne myśli. Może to dziedziczne?

Próbował zażartować, jednak zaraz zamarł, gdy nawiedziła okropna myśl... Czy któreś z ich rodziców mogło w przeszłości wylądować w podobnym układzie, w jakim funkcjonowali on, Heather i Charles? Aż go na moment zamroczyło. Potrząsnął parokrotnie głową, odsuwając od siebie te przemyślenia. Naprawdę wolał nie wiedzieć, co wyprawiało pokolenie ich rodziców za młodu, zarówno podczas nauki w Hogwarcie, jak i po osiągnięciu statusu absolwentów.

W sumie racja. — Pokiwał głową. — Chociaż lubię myśleć, że przynajmniej byś spytała czy możesz. I zaczerwieniła się jak piętnastolatka, która pierwszy raz idzie z kimś na randkę. — Uniósł oczy ku niebu, szczerząc zęby do Heather. Po chwili zerknął w kierunku drzew. — Eee... Nie wiem? Niektórzy ludzie czasem gadają do kwiatków. Cecylka chyba tak robiła parę razy. Myślisz, że z drzewami działa to podobnie? — Uniósł pytająco brew. — No, chyba że pytasz o inny rodzaj... bliskości.



RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Heather Wood - 08.06.2024

Heather nie narzekała na swoje pochodzenie - nigdy. Jej rodzice byli dosyć specyficzni, szczególnie matka, ale na sporo jej pozwalali, nie wymagali też od niej tego, że będzie szczególnie rozsądna. Lizzy miała do jej wybryków sporo cierpliwości, właściwie to ona trochę spowodowała, że Ruda tak bardzo lubiła zadzierać nosa, mogła bez problemu popełniać błędy, nikt nie miał do niej o nic wyrzutów, zresztą do rodziców już dawno dotarło, że popełnili błąd, gdzieś podczas wychowywania Heather. Była strasznie pyskata, uwielbiała stawiać na swoim, nie brakowało jej pewności siebie. No i miała nieograniczony dostęp do gotówki. Czy coś mogło pójść nie tak? Zdecydowanie, właściwie to ostatnio nieco spotulniała, nie była aż taka niesforna jak kiedyś, co było zasługą Camerona. Zupełnie nie przeszkadzało jej to, że ich krew nie była krystalicznie czysta, nigdy się tym nie przejmowała, bo jak widać na załączonym obrazku czarodzieje półkrwi, jak ona mogli znajdować się wysoko w hierarchii czarodziejów, wystarczyła ciężka praca i zaangażowanie.

- Myślisz, że to dziedziczne? Ciekawe. - Wolała jednak nie zmierzać myślami w kierunku młodości swoich rodziców, to nie było coś, o czym chciała rozmyślać, chociaż wcale nie było to takie proste, skoro Cameron zaczął ten temat.

- Ja, bym spytała? - Przewróciła oczami. Zdecydowanie nie. Ona nigdy nie pytała, zawsze robiła to, na co miała ochotę, bez zastanawiania się nad tym, że mogłaby spowodować czyjś dyskomfort. Zresztą, nie uważała, że musiałaby pytać o to Lupina, w końcu już oficjalnie stali się narzeczeństwem, czy może jednak powinna zapytać? Zaczęła rozmyślać nad swoim zachowaniem. - Czy powinnam pytać za każdym razem jak chcę cię dotknąć? - Mógł usłyszeć wahanie w jej głosie, jakby zrobiła coś złego, chociaż w sumie teraz przecież nie zrobiła zupełnie nic. Myślała jednak przyszłościowo.

- Wiesz jaki mam stosunek do roślin... wszystko to dla mnie krzak, czy drzewo, czy kwiatek. - Nie potrafiła ich jakoś szczególnie rozróżnić, bo nie było jej po drodze z zielarstwem już w Hogwarcie. Nigdy nie fascynowała ją ta dziedzina. - Merlinie nie, dzisiaj moje myśli zmierzają w zdecydowanie nie takim kierunku w jakim bym chciała. - Najpierw życie erotyczne jej rodziców, a teraz drzew. To nie było to, co chciała widzieć oczami swojej wyobraźni.




RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Cameron Lupin - 08.06.2024

Cameron cieszył się, że nie wylądował nigdy w kręgach czystokrwistej ''elyty''. Los pobłogosławił go dwójką dobrych przyjaciół pod postacią Charlesa i Heather, a chociaż oboje wywodzili się z dużo bardziej... stabilnych... finansowo rodzin, tak nigdy nie dali mu odczuć, że był w jakiś sposób gorszy przez to, że Lupinom powodziło się trochę gorzej. A na pewno nie umyślnie. Jakieś komentarze na pewno przewinęły się przez ich dyskusje w ciągu tylu lat znajomości, ale raczej nigdy nie miały na celu go urazić... Prawda? No oczywiście, że prawda!

Nie wiem — przyznał z szerokim uśmiechem. — Gadam od rzeczy, to co akurat ślina na język przyniesie z nadzieją, ze trafię na dobry temat.

Skłonił przed Heather głowę jak aktor teatralny pozdrawiający widownię na koniec przedstawienia. Zaraz jednak nachmurzył się, gdy dziewczyna spytała, czy powinna go prosić o pozwolenie na dotykanie go. Wydął dolną wargę, z początku nie wiedząc, co odpowiedzieć.

Nie no... Nie to miałem na myśli!

Zbliżył się do niej i poklepał po czubku głowy, aby na koniec pocalować krótko w czoło.

Czy to znaczy, że powinniśmy rozważyć wesele w ogrodzie botanicznym? Skoro rośliny tak pobudzają twoją fantazję, to grzech z tego nie skorzystać — odezwał się, opierając się ramieniem o drzewo i przyglądając się Rudej z psotliwym uśmiechem. — Masz jakiś ulubiony w okolicy, czy powinienem cię zaskoczyć?

Z pozoru mogło się wydawać, że po prostu robił sobie żarty i próbował pociągnąć ten dosyć żałosny dowcip, jednak jego pytanie można było odbierać dwojako. Wprawdzie data potencjalnego ślubu była obecnie poza ich zasięgiem ze względów finansowych, jak i czasowych, tak... Dobrze by było wiedzieć, jakie mają oczekiwania względem imprezy, którą kiedyś przyjdzie im wyprawić. Cameron nie miał zbyt wielu oczekiwań, a nawet gdyby miał, to zapewne skonsultował je najpierw z rodzeństwem.

O ile życie byłoby prostsze, gdyby Cedric faktycznie oświadczył się Dandi, pomyślał przelotnie Lupin. Chociaż życie uczuciowe jego brata chyba powoli się normowało po rozstaniu z poprzednią partnerką, tak nieco żałował, że z panną Bagshot nie udało mu się pójść dalej. Przede wszystkim przez to, że teraz nie miał przykładu, z jakiego mógł korzystać. Gdyby któreś z rodzeństwa wcześniej wzięło ślub, zarezerwowało salę, wybrało kapliczkę... Po prostu poszedłby w ich ślady, nie przejmując się zbytnio swoimi wyborami. A tak palma pierwszeństwa przeszła w jego ręce.

To co... Planujesz tam włazić? — Chrząknął i uniósł czoło, zerkając na znajdujące się powyżej gałęzie drzewa owocowego.



RE: [12.08.1972] kłopoty w raju | Heather & Cameron - Heather Wood - 14.06.2024

Heather miała lekko w życiu. Nigdy nie musiała się ograniczać, przyszło jej urodzić się w naprawdę bogatej rodzinie, ale rozumiała, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia, znaczy próbowała rozumieć. Czasem nie trafiała z komentarzami, ale nie robiła tego celowo, po prostu nie zauważała, że inni muszą czasem obrócić galeona w ręku kilka razy i zastanowić się nad tym, na co powinni go wydać. Nigdy jednak nie dokuczała nikomu przez to jaki był jego status finansowy.

- Każdy temat jest dobry, jeśli rozmawiam o nim z tobą. - Dodała z uśmiechem. Z Cameronem wszystko wydawało się być dużo ciekawsze. Mogła wysłuchiwać nawet jego opowieści o lekach, a pewnie by jej to nie znudziło. Gdy coś mówił była w niego wpatrzona, jak w obrazek.

- Nie to? - Spojrzała na niego szukając odpowiedzi na twarzy chłopaka. Może faktycznie to ją nieco poniosło i jej myśli wędrowały niekoniecznie w odpowiednim kierunku?

Przymknęła oczy, kiedy pocałował ją w czoło, jakoś tak odruchowo, uśmiechnęła się przy tym też od ucha do ucha. Wszystkie niesnaski, które pojawiły się podczas ich wyjazdu do Windermere wydawały się znajdować bardzo, ale to bardzo daleko. Na całe szczęście.

Przypomniała sobie sen, ten który przyśnił się jej podczas wyprawy na wyspę. Tam ich ślub odbywał się w ogrodzie i chyba jednak wolałaby uniknąć podobnego wydarzenia. Jakoś źle jej się to po tym wszystkim kojarzyło. - Ogród botaniczny to chyba nie jest to o czym marzę. - Tak naprawdę to nigdy nie zastanawiała się nad tym, gdzie chciałaby wziąć ślub. Jeszcze niedawno zamążpójście wydawało się jej być bardzo odległe, jak widać wszystko mogło się zmienić bardzo szybko.

- Tak właściwie, to nawet nie wiem, kiedy chciałabym wziąć ślub, ty masz jakąś ulubioną porę roku? - Przyglądała się Cameronowi uważnie, dziwne było, że nigdy wcześniej go o to nie zapytała. To nie tak, że chciała naciskać na jakiś termin, w końcu byli młodzi, mieli przed sobą całe życie. Mogli spędzić trochę czasu jako narzeczeństwo.

- Chyba sobie odpuszczę, trochę się boję, że to drzewo znowu będzie chciało mnie molestować. - Rzuciła przyglądając się konarom, które się nad nimi wznosiły, nie do końca była pewna tego, czy znowu im się nie przytrafi coś dziwnego.