Secrets of London
[06.07.72] Pączki i herbatka - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [06.07.72] Pączki i herbatka (/showthread.php?tid=3206)

Strony: 1 2


RE: [06.07.72] Pączki i herbatka - Heather Wood - 17.05.2024

- Nie wiem, czy wzięliby to do siebie, kolejny obowiązek, o którym zapomną. - Sama zdawała sobie, jak to u niej wygląda. Nie znosiła papierkowej roboty, gdyby miała kolejną listę do podpisywania najczęściej pewnie by po prostu o tym zapominała, rozumiała, jakie intencje miał ten pomysł, ale mógł się nie sprawdzić.

- Szkoda, że Moody sama nam nic nie powie. - Zdaniem Wood to by oszczędziło im czasu, szczególnie, że Harper przecież była jedną z nich, albo jej się tylko wydawało. Będą musieli pogrzebać w dokumentach, może faktycznie uda im się coś znaleźć.

- Masz rację Brenna, czystokrwistych jest zbyt mało, żeby sami mogli sięgnąć po władzę. - To była dobra sugestia, musieli zwracać uwagę też na tych półkrwi, bo kto wiedział tak naprawdę po kim mogli się spodziewać tego, że wybrał stronę oprawców. Pobudki mogły być różne, może ze strachu, ale byli też tacy, którzy zawsze wybierali przemoc.

- Na początku czerwca. - Nie chciała jej niepokoić, dlatego wcześniej o tym nie wspominała, zresztą miała do siebie żal, że przegrała z nim to małe starcie. Nie znosiła przegrywać, nie był to dla niej powód do dumy, wolała więc o tym nie wspominać. - Następnym razem ci powiem. - Nie wiedzieć czemu, czuła, że będzie następny raz, z jej tendencjami do pakowania się w kłopoty.

Dopiła herbatkę jednym haustem, mimo, że była ciepła. Nie przeszkadzało jej to wcale, dobrze było nieco pozbyć się słodkiego smaku z ust.

- Oni chcieli się jej pozbyć na Beltane. - Sama widziała jak śmierciożercy zaciekle z nią walczyli podczas Beltane, na całe szczęście Pani Moody była od nich bardziej wprawiona w boju, kolejna osoba, która imponowała Heather.

- Kto to Samuel? - Spoglądała na rodzeństwo Longbottomów, bo chyba po raz kolejny kogoś nie znała, to wcale nie było dziwne, bo była raczej nowa w tym towarzystwie.

- To może być prawda, kto wie, gdzie oni się czają, przydałoby się mieć kogoś zaufanego w każdym departamencie. - Wood miała znajomości w zdecydowanie innych od ministerstwa miejscach.




RE: [06.07.72] Pączki i herbatka - Erik Longbottom - 18.05.2024

Wydaje mi się, że teraz większość jego zwolenników to oportuniści — skomentował z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. — Ewentualnie fanatycy i zagorzali konserwatyści, którym marzy się powrót do średniowiecza i pieszczenia batem karków wszystkich, których uważa się w jakiś sposób za gorszych.

Może brakowało mu jakichś elementów tej całej układanki, ale w głowie mu się nie mieściło, aby zdroworozsądkowi czarodzieje i czarownice faktycznie byli w stanie zawierzyć swoje życie oraz dziedzictwo swoich rodzin w ideach i planach propagowanych przez Voldemorta. Samo Beltane pokazało, że na dobrą sprawę nikt nie był bezpieczny. Mugolacy, czarodzieje półkrwi, czystokrwista elita - obecnie dla Śmierciożerców każdy, kto nie był z nimi, był ich wrogiem. Tudzież osobą gorszego sortu, którą można było okazać łaskę i zignorować lub pokusić się o skrzywdzenie jej.

W naszym przypadku też byli dosyć... zacietrzewieni — odparł na słowa Heather, gdy ta wspomniała o Beltane. — Pamiętasz, jak jeden z nich wyczarował tego Maledisa? Nie tego się spodziewałem po Śmierciożercach. To znaczy - z definicji można było się spodziewać po nich czarnej magii, ale nie sądziłem, że pierwszy, jaki się napatoczy, od razu sięgnie po broń tego typu.

Pokiwał powoli głową. Problemem z pozyskaniem informacji bezpośrednio od podejrzanych pracowników Ministerstwa Magii było to, że trzeba było faktycznie wejść z nimi w głębszą rozmowę. Przypomniały mu się wątpliwości, jakie miał przed paroma miesiącami, kiedy sądził, że być może kiedyś będzie musiał wybadać po czyjej stronie stoi Elliott. Osobiste względy nagle ścierały się z zobowiązaniami wobec Brygady i Zakonu Feniksa. A w gruncie rzeczy nawet nie mieli stuprocentowej pewności, że druga strona faktycznie jest winna. Wróżenie z kart. I to takich do pokera, a nie tarota.

To nasz... — zerknął na Brennę. Cisnęło mu się na usta słowo ogrodnik, jednak tak pretensjonalnie, że nabrał wody w usta. — Kolega. Pomaga od jakiegoś czasu przy naprawach w Warowni.

Złota rączka, pomyślał tępo Longbottom, nieco poirytowany, że dopiero po fakcie wpadło mu do głowy odpowiednie określenie. Nie było mu łatwo jednoznacznie zaklasyfikować Sama do jednej kategorii i z góry skazać go na jedną szufladkę. Chociaż złapali całkiem dobry kontakt w ciągu ostatnich tygodni, tak mężczyzna z Kniei dalej jawił mu się jako dzika karta, element lokalnego środowiska, który mógł zrobić wszystko i w najmniej spodziewanej chwili. Mógł zniknąć. Mógł jeszcze bardziej otworzyć się na społeczność Doliny. Mógł zrobić milion innych rzeczy.

Nie mamy zbyt dużego pola do popisu — przyznał bez ogródek Erik, stukając palcem o kuchenny stół. — Zaczęliśmy się organizować w dosyć kameralnym gronie. Zaufanym gronie. Siłą rzeczy wciągnęliśmy osoby ze środowisk, które były nam bliskie jeszcze przed atakami Śmierciożerców. — Jakby tak się nad tym zastanowić to w ten sposób wręcz ułatwiali robotę przeciwnej stronie. Gdyby nagle ktoś z czołowych członków organizacji wylądował pod inwigilacją czarnoksiężników Czarnego Pana, dosyć szybko pozyskaliby długą listę nazwisk do dalszych obserwacji. — Przydałoby się rozszerzyć zasięgi. Może nawet o osoby, których nie znamy bezpośrednio.

Oczywiście ryzyko w tym przypadku było całkiem spore, jednak można było je nieco ograniczyć. Nie musieli od razu szukać chętnych na ulicy, jednak... na pewno w kontaktach osób z organizacji widniało paru starych znajomych, którym nie w smak były potencjalne rządy Voldemorta. W niektórych przypadkach na pewno udałoby im się wybadać grunt pod to, czy dłuższa współpraca jest sensownym pomysłem. Westchnął cicho. Naturalnie, nie rozwiązywało to w żaden sposób ich obecnych problemów: trudno było mu sobie wyobrazić, aby Brenna dopuściła do sprawy Greybacka pierwszą osobę, która się nawinie. Za długo pracowała w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, aby zdecydować się na taki wybieg.



RE: [06.07.72] Pączki i herbatka - Brenna Longbottom - 19.05.2024

– Obawiam się, że Harper chce się zemścić. Może uważać, że najlepiej, jeśli zrobi to sama – westchnęła Brenna. I doskonale to rozumiała. Też chętnie zemściłaby się za Derwina. Tyle że musiała myśleć w pierwszej kolejności o żywych, a nie była już pewna, jak wygląda to w przypadku Harper Moody. Może powiedziała o wszystkim Dumbledorowi, skoro on sam wspomniał o tym, że ten zapłacił życiem za ukrycie informacji o ich działalności? A Albus uznał, że z jakichś powodów nie muszą wiedzieć więcej? Brenna nigdy dotąd nie kwestionowało podejścia Dumbledore’a czy Harper, ale do licha…
Bardzo nie chciała, by ktoś jeszcze zginął, bo nie mieli pełnych informacji.
– Wiedzieli, że ktoś dla niej szpiegował, poza tym to szefowa biura aurorów. Nic dziwnego. Może mają kogoś u aurorów i liczą, że go awansują? Bo inaczej… pozbycie się jej, to po prostu inny auror na stanowisku. I problem dla nas, ale o tym akurat nie wiedzą.
Harper była przyjaciółką Patricka i na wiele rzeczy przymykała oka. Zmiana władzy utrudniłaby im działanie w Departamencie, ale o tym śmierciożercy nie mieli przecież pojęcia. Istniały więc tylko dwa powody, dla których ona miałaby być głównym celem: kontakty z Greybackiem albo że jakiś auror im sprzyjał. (Sprzyjał, niekoniecznie był jednym z nich: Brenna dość naiwnie zakładała, że jednak ktoś ze znakiem nie dałby rady działać tyle lat wśród innych aurorów.)
– Jesteś optymistą, braciszku. Wiele jego zwolenników to zapewne też osoby, które bywały w naszym domu i które uważasz za kolegów – mruknęła cicho. Ona sama nie łudziła się w tym względzie. Oportuniści, męty, skrajni konserwatyści, jasne. Ale też ci, którzy robili to ze strachu, dla korzyści, bo rodzina kazała albo po prostu nie lubili mugoli i nie chcieli się ukrywać. I którzy niekoniecznie pokazywali swoje poglądy na prawo i lewo, jak niektórzy przedstawiciele rodzin czystej krwi.
– Taaaak. Tyle że to oznacza większe ryzyko.
Pociągnęła za kosmyk włosów, ale zaraz po prostu machnęła ręką, niby lekceważąco, chociaż to był cholernie istotny problem. W jaki sposób działać: więcej ludzi i większe możliwości, czy mniej, ale i mniejsze ryzyko wykrycia? Na pewno nie mogli trzymać się pierwotnej sytuacji – same bojówki i sami ludzie w trzonie, z Norą jako wytwórczynią i jeszcze Giovannim, którego zdaje się wciągnął sam Dumbledore, w co Brenna nigdy nie wnikała, bo jego znała najsłabiej w samym Zakonie. Potrzebowali ludzi i wytworów w różnych miejscach, nie zawsze wojowników.
I nie mogli wiedzieć wszystkiego, co za łatwo wtedy mogliby zostać wykryci.
– W każdym razie… zaczynamy od zebrania informacji. Poppy, przedmioty od Sama, archiwa, i tak dalej? A poza tym… no miejcie oczy otwarte, jeśli uważacie, że kogoś warto zrekrutować…
Słysząc jakieś głosy w przedpokoju, Brenna podsunęła im po prostu talerz z łakociami i szybko zmieniła temat – teraz rozmowa miała już dotyczyć pracy, znajomych i planów na najbliższe dni.
Koniec sesji