Secrets of London
[7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie (/showthread.php?tid=3207)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Brenna Longbottom - 08.05.2024

Dalej siedzę z Morpheusem na kocu, podsuwam mu moją filiżankę po herbacie i zjadam ciasteczko

– Czy wspominałam już, że bardzo do twarzy ci w tej kamizelce? – spytała Brenna Morpheusa, na przemian racząc się ciasteczkami i popijając herbatę: wyjątkowo dziś sięgnęła po nią zamiast po kawę i przypomniała sobie, jak mocno herbatkę lubiła. Obok niej leżał też aparat, ale po ten na razie nie sięgała. Większość gości przywitała już wcześniej, teraz więc wodziła tylko pomiędzy nimi wzrokiem, wyłapując między innymi, że Bagshot podszedł do Erika.
Był jedną z bodaj zaledwie dwóch osób tutaj, która nie należała do Zakonu Feniksa. I Brennie absolutnie to nie przeszkadzało, bo Isaac raczej nie był materiałem choćby do wspierania Voldemorta, nie mówiąc o mrocznym znaku, a siedzieli na zewnątrz, nie w Warowni, ale i tak pomyślała, że Millie musi mocno mu ufać. Chociaż czy było w tym coś dziwnego? Spędzili razem siedem lat, a na roku mieli w sumie we wszystkich domach może ze trzydzieści parę osób.
– Widzisz w kartach coś ciekawego? Na przykład… co się stanie, jeśli zjem to ciasteczko? – dodała, obracając w palcach jedno z tych ciastek ze specjalnym efektem. Brenna pozostawała wobec takich rzeczy nieufna, zwłaszcza w ciągu ostatnich dwóch lat, bo lubiły wpływać na zachowanie, a ona z kolei bardzo pilnowała, by zachowywać trzeźwość umysłu. To znaczy, na tyle, na ile to w ogóle było możliwe w przypadku kogoś takiego jak ona.
Byli jednak w Warowni, w otoczeniu przyjaciół, na urodzinach Millie, i mogła spróbować chociaż jednego, tak by nie wyłamywać się z towarzystwa. Dla niej atmosfera nie była stypowa, raczej… rozleniwiająca. I trzeba było przyznać, że bardzo ją cieszyła, bo dobrze było przez chwilę po prostu posiedzieć na kocu, kiedy wokół były osoby, którym ufasz, przynajmniej do pewnego stopnia.
– No, nie spodziewałam się, że zaczną się tutaj tańce, ale w sumie chyba powinnam z Alastorem królem parkietu – skomentowała z odrobiną rozbawienia, spoglądając na Miles i Alka, ruszających by zatańczyć pod drzewami. – Co ty na to? – mruknęła po chwili wahania, ale nie, nie pytała o to, na ile sprawnie tańczyło rodzeństwo Moodych. Podsunęła mu swoją filiżankę.
Niezbyt wierzyła w przepowiednie.
Ale jutro ruszali jedną taką ścigać, może więc było warto?

!eatme


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Pan Losu - 08.05.2024

Na czas trzech postów stajesz się o dwie stopy wyższy. Zjedzenie kolejnego ciastka przed upływem tego czasu może powiększyć lub zmniejszyć ten efekt.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Basilius Prewett - 08.05.2024

Siedzę na pufie, jem tort i zastanawiam się kiedy wydarzy się coś nieodpowiedzialnego.

Czy jeśli ubiorę się na niebiesko i powiem, że jestem Alicją to wszyscy mi odpuszczą dalsze przebierankI? – Chodziło mu po głowie, gdy dowiedział się, że najwyraźnie musiał zadbać o jakieś akcenty kostiumowe na pikniku. Potem uznał, jednak, że wyjątkowo w tym roku, i tylko w tym roku, ze względu na nieco inne okoliczności nieco bardziej się postara dla jubilatki i ostatecznie skończył z tematyczną koszulą zakupioną w jednym z mugolskich sklepów. Film o dziwo oglądał. Po prostu przeczytał kiedyś książkę, uznał, że jej autor zdecydowanie nie był trzeźwy, gdy ją pisał, chociaż podobno nigdy nie zostało to potwierdzone, i był zbyt ciekawy tego jak po tak wielu latach postanowiono opowiedzieć tę historię na nowo i czy dalej będzie mu się wydawać, że twórcy spożywali coś mocniejszego, by nie zobaczyć animacji. I tak, tak dalej mu się tak wydawało. Ale przynajmniej był w stanie rozpoznać postaci na koszuli!
A teraz siedział na jednej z kolorowych puf, powoli jedząc swój kawałek czekoladow-czekoladowego tortu, uznając że ten dzień był chyba całkiem dobrym rozpoczęciem krótkiego urlopu. Atmosfera wydawała się przyjemna, nikt nie robił jeszcze niczego głupiego i chyba sama Millie była zadowolona.
A jednak dalej dość czujnie rozglądał się po wszystkich zgromadzonych, niektórych kojarzył z Hogwartu, niektórych z innych okoliczności, na wypadek, gdyby coś się jednak miało zadziać. Zwłaszcza, gdy zorientował się, że niektóre ciasteczka przynosiły niespodziewany efekt, jedno zresztą miał na talerzu, a on zbyt dużo czasu spędzał na plotkach z magimedykami z działu zatruć eliksirami, by nie być w tym momencie nieco bardziej czujnym.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Isaac Bagshot - 08.05.2024

Isaac kuca obok Erika i pali papierosa. Rozmawiają.


Isaac uśmiechnął się lekko oddając uścisk dłoni i kucnął obok pufy na której siedziała Erik. Wyciągnął z kieszeni spodni pomięta paczkę papierosów i poczęstował kolegę.
- Nabrałem odwagi żeby wrócić do Anglii, bo myślałem że Czarna Furia nadal w śpiączce, a tu taka niespodzianka, widzisz...- Zażartował i zerknął w stronę Milly. Odpalił papierosa i spojrzał na Erika.
-Słyszałem, że jesteś detektywem w Brygadzie Uderzeniowej. Bardzo odważne. - Zagadnął. Naczytał się wielu plotek na temat Erika. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy nadrobił wszystkie wydania Proroka Codziennego, które ujrzały światło dzienne przez ostatnie jedenaście lat. I nie tylko Proroka zresztą. Naczytał się również Czarownicy, oraz tych bardziej lub mniej popularnych czasopism historycznych. Miał wrażenie, że wie teraz wszystko o wszystkich i o wszystkim. Potrafił dobrać dywanik pod kolor ścian, wiedział jak przyrządzić kaczkę w sosie pomarańczowym, znał na pamięć życiorys poprzedniego premiera, wiedział kto jest teraz na topie, dowiedział się jak odróżnić od siebie kwiaty po samym ich dotyku, a sprawa Catherine Barlow śniła mu się po nocach!
-Jakieś absurdalne i niedorzeczne wezwania? - Zapytał, nie chcą poruszać dzisiaj ciężkich tematów. Kątem oka spostrzegł, że włosy Milly uniosły się do góry, a Ziemniaczek urosła, jakby ktoś nakarmił ją granulatem dla ziemniaczków.
-Ah, przepraszam na chwilę. Trzeba o tym napisać dla potomnych.- Wskazał na dziewczęta i wsadził sobie papierosa do ust. Pstryknął palcami, a tuż obok jego glowy pojawił się notes oraz samopiszące pióro.
-Kronika Urodzinowa Czarnej Furii, siódmy sierpnia, siedemdziesiąty drugi... - Mruknął trochę niewyraźnie, a samopiszące pióro zaczęło notować. Ponownie przeniósł spojrzenie na Erika i zaciągnął się papierosem.
-To jak?


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Erik Longbottom - 10.05.2024

Rozmawiam z Isaaciem i obserwuje Brennę i Millie.

Odebrał papierosa oferowanego przez Bagshota, aby zaraz sięgnąć do kieszeni po swoją osobistą zapalniczkę. Zaciągnął się, przyglądając się z zaciekawieniem swemu dawnego koledze z Hogwartu. Skinął głową na jego wyjaśnienia, uśmiechając się pod nosem. Cóż, najwyraźniej żadne obrażenia nie były w stanie powstrzymać dziewczyny przed tym, aby wrócić do ich towarzystwa.

Za to jakże typowo dla mojej rodziny — odpowiedział na komentarz Isaaca na temat jego kariery w Brygadzie Uderzeniowej. Wskazał ruchem podbródka na niezbyt odległy budynek Warowni Longbottomów. — Chyba nie za bardzo miałem inny wybór. — Uśmiechnął się półgębkiem. — Aczkolwiek nie narzekam. Jeszcze.

Nie było sensu skarżyć się na Beltane; każdy, kto był zorientowany w sprawie, wiedział cóż to było za piekło i to nie tylko dla przedstawicieli organów bezpieczeństwa Ministerstwa Magii. Jedynym plusem było to, że działania Śmierciożerców nie osiągnęły po majowym ataku masy krytycznej. Wszyscy w departamencie żyli w ciągłej niepewności, kiedy nadejdzie kolejny mocny cios, jednak z każdym kolejnym dniem szanse na to, że faktycznie dojdzie do ataku, zaczynały zanikać.

Trudno było stwierdzić, czy siły Czarnego Pana planowały coś jeszcze gorszego, czy udało im się pokrzyżować plany Śmierciożerców na tyle, że do dzisiaj się przegrupowywali. Oby zajęło im to jak najdłużej, pomyślał z nadzieją Longbottom, przekrzywiając głowę, aby zobaczyć, co się dzieje z innymi uczestnikami imprezy.

Parę tygodni temu dostaliśmy sporo skarg na cyrk Bellów, który rozłożył się na zaklętym placu po mugolskiej stronie Londynu niedaleko Pokątnej — rzucił, starając się przy tym nie zdradzać zbyt wielu kluczowych informacji. — To było... niestandardowe. Jedna kobieta ubzdurała sobie, że kobiety z cyrki chciały zauroczyć jej męża, żeby od niej odszedł i zrobił karierę w ich ''przemyśle rozrywkowym''. — Pokręcił powoli głową. — To chyba jedno z nielicznych rzeczywiście absurdalnych wezwań. Ostatnio jest po prostu... ciężko.

Zamrugał, gdy Bagshot zaczął dyktować samopiszącemu pióro notatkę z przyjęcia.

Rozumiem, że to po to, żeby nam wypominać, co mówimy po kilku głębszych? — Uniósł pytająco brew.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5yWrj12.jpg[/inny avek]


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Thomas Figg - 10.05.2024

Kuca w pobliżu Brenny i Morpheusa i przyglądając im zajada się ciastkiem.

Jak to na Figga przystało przebrał się oczywiście i za co? Za kota, a jakżeby inaczej. Mógł tylko lepiej poszukać zaklęć, bo ogon, który sobie wyczarował, zdawał się żyć własnym życiem i raz po raz obrywał nim w głowę. Zupełnie jakby nowa część jego ciała za nim nie przepadała. I zdecydowanie te kolory mu nie odpowiadały ale cóż, mógł o tym myśleć wcześniej zanim rzucił te czary - bo teraz wyglądał jak wielki pluszak kota rozmiarów dorosłego człowieka.
Cieszył, ze udało mu się dotrzeć na te urodziny, co prawda solenizantki dobrze nie znał, ale czy to było aż takim problemem? Na pewno przy wyborze prezentu, ale tak? Lew salonowy z niego żaden, ale od ludzi nie stronił, zwłaszcza takich z którymi szło mu nadstawiać karku.
- Będziesz mniej głodna, tyle powiem i bez kart - powiedział do Brenny słysząc jej pytanie, może i to niezbyt grzeczne tak wcinać się w rozmowę, ale czy naprawdę się wcinał? A by dostał po uszach od matki, bo ona na pewno uznałaby że przeszkodził. Dlatego zanim cokolwiek jeszcze zdążył zrobić, to po prostu się zamknął i zjadł ciastko.

!eatme


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Pan Losu - 10.05.2024

Smaczne ciastko wzmogło apetyt na herbatę. Bardzo cię suszy, więc pijesz na oślep. Rzuć dodatkowo na Percepcję, czy uda Ci się znaleźć smakowitego earl grey'a. Przy porażce niestety wlałeś w siebie duszkiem ognistą whisky, pozostawioną w jednym z imbryków zupełnym przypadkiem.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Patrick Steward - 10.05.2024

Siadam koło Basiliusa, zagaduje do niego i pożeram ciastko.

Patrick był prosty w obsłudze. Kazali się przebrać za postać z Alicji w Krainie Czarów, więc się przebrał za postać z Alicji w Krainie Czarów. Postarał się tylko, by jego przebranie nie przeszkadzało mu w poruszaniu się i nie wyglądało na wyjątkowo rzucające się w oczy, na tle innych przebrań (raz, że z natury wolał trzymać się w większej grupie a dwa, że to były jednak urodziny Millie, to ona powinna grać na nich pierwsze skrzypce).
Jeśli ktoś nie orientował się w fabule książki, mógł go spokojnie wziąć za rycerza – Steward miał na sobie czarny dublet spod którego wystawały mankiety białej, bufiastej koszuli. Samą koszulę zdobiły wyhaftowane na czerwono malutkie serca. Do pasa miał przyczepioną pochwę z krótkim mieczem. I gdyby do tej pory jego strój nie był dość oczywisty, tego dnia Patrick nosił też czerwoną opaskę w kształcie serca na jednym oku. Był Waletem Kier.
Przystanął przy podłużnym stole. Chwilę przypatrywał się upieczonym przez Norę muffinkom i dziwnym cukrowym grzybom. Z niezrozumiałych dla siebie przyczyn zaczął podejrzewać, że przy organizacji i tej imprezy brała udział Brenna Longbottom. Wszystko wydawało się dopracowane w najmniejszych szczegółach.
Podniósł ze stołu jedno z ciasteczek z napisem: „Eat me”. Obrócił je w ręku, zastanawiając się czy będzie bardzo żałował, jeśli rzeczywiście je zje. Biorąc pod uwagę, że ostatnim razem gdy wypił podejrzany kubek z herbatką oświadczył się Florence a po drinku niespodziance cofnął się mentalnie do przeszłości… Wzruszył beztrosko ramionami. Szkoda, że tym razem nie miał obok siebie Florence lub Sebastiana. Przy nich byłoby mu jakoś raźniej pozostawać nieodpowiedzialnym.
Przysiadł na kolorowej pufie obok Basiliusa. Zmarszczył brwi, spoglądając na jego koszulkę. Pokazał mu trzymane przez siebie ciastko w ręce i rzucił:
- Ciekawość zabiła kota – a potem wgryzł się w nie ze smakiem.


!eatme

Spróbowanie ciastka nie skończyło się tak dramatycznie, jak Patrick przypuszczał. Owszem, poczuł że się zmniejsza, że przyjemnie zapada się w pufę. Posłał Basiliusowi rozbawione spojrzenie i wzruszył beztrosko ramionami.
- Satysfakcja go wskrzesiła – dopowiedział, a potem zsunął się z siedziska i czując się całkiem mały - nawet jeśli to było tylko trzydzieści jeden centymetrów mniej – ruszył w stronę warowni, by przejrzeć się w lustrze.
Już od dawna nie był tak niski.

Postać opuszcza sesję



RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Pan Losu - 10.05.2024

Na czas trzech postów stajesz się o jedną stopę niższy. Zjedzenie kolejnego ciastka przed upływem tego czasu może powiększyć lub zmniejszyć ten efekt.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Bard Beedle - 11.05.2024

Stół stał się raczej szwedzkim bufetem, krzesła stały tylko od zewnątrz, bo każdy chciał skorzystać z ciepłej pogody i możliwości, które dawał ogród warowni. Urodzinowy piknik objął zatem koce i grzybowe puffy, na których goście podejmowali niespieszne rozmowy, niektórzy też podejmowali ryzyko Absolutnie Niegroźnych Ciasteczek Z Bardzo Zachęcającym Napisem.

Z dwóch kocy ten który był dalej od warowni został opuszczony. Pozostał przy nim tylko Kapelusznik Cain, gdyż Millie z Cheshire z włosami grawitującymi w przeciwną stronę wyciągnęła Imbryka Alastora na trawiasty parkiet wyznaczony kręgiem kocy pufów i od dołu stołem.
Przy grającym gramofonie siedział na pufie Skandalicznie Zwyczajnie Ubrany Erik, do którego zagadywała kucająca Talia Kart Isaac. Od góry, na przeciwko stołu, miejsce zajęli Biały Królik Morpheus i będąca obecnie wyższa od swojego brata Talia Brenna, która podawała mu filiżankę, żeby powróżył z niej zamiast z kart. Rozmawiający z nimi Thomas z Cheshire skusił się na ciasteczko, które wywołało u niego gwałtowną potrzebę wypicia dużej ilości płynów. Tylko dlaczego to musiała być ognista?! Całość z boku, najbliżej warowni obserwowali siedzący na grzybowych pufach Basilius Ilustracje z Filmu To Też Ilustracje oraz Walet Kier Patrick. Ten ostatni zapadł się nieoczekiwanie w puf i... coż, czyżby Mildred miała szansę chociaż raz zatańczyć z kimś, kto jest jej wzrostu?

Nieoczekiwanie znad głowy Brenny i Morpheusa, spomiędzy gałęzi wychynął wielki nietoperz. Zwisał głową w dół i rozciągnął swoje skrzydła, jakby się przeciągając po czym zaskrzeczał przeraźliwie i wrzasnął skrzekliwie:

– CZY NIE MAJĄ KOTY NA NIETOPERZA OCHOTY?! – zaraz potem otrząsnął głową, wypuścił gałąź wprawiając ją w drżenie i strącając na głowy siedzących kilka liści, po czym łopotem odfrunął ku drzewom gdzie wisiały kolczaste kulki.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/fc/a2/ea/fca2ea243a5a3d9295397b144b785b56.jpg[/inny avek]

Następne podsumowanie: 15.05 o godz. 20:00