Secrets of London
[6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel (/showthread.php?tid=3209)

Strony: 1 2


RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Olivia Quirke - 27.05.2024

Jeżeli chodziło o Voldemorta i strach przed jego imieniem, to Olivia albo była zbyt głupia, albo zbyt pewna tego, że typ po prostu nie ma szans. Nie w momencie, gdy w Ministerstwie Magii pracowało tyle wspaniałych osób, jak między innymi Brenna czy jej własny ojciec. Z drugiej jednak strony pamiętała, że to, co stało się z Tristanem, wcale nie było takie przypadkowe. Wiedziała doskonale jak niektórzy czarodzieje czystej krwi reagowali na mugolaków i to sprawiało, że jej serce krwawiło. Nie mogła więc powstrzymać się przed wykrzywieniem ust na samo wspomnienie imienia Voldemorta - nie potrafiła powstrzymać tego odruchu.
- Mówisz? Mam wrażenie, że świat wciąż jest taki sam, ale próbujemy nałożyć na niego płaszczyk brokatu - powiedziała cicho, wzdrygając się. Olivia z reguły była optymistką, lecz przecież nie zawsze mogła taka być. Nie w chwili, gdy sama przecież miała do czynienia z poplecznikami Voldemorta, nie w chwili, gdy na świecie działo się tyle zła i niesprawiedliwości. Na szczęście nie była w stanie szybciej zagłębić się w te rozważania, bo ciernie jak na komendę je zaatakowały a ona zareagowała. No i kurde, nie trafiła.

To znaczy trafiła, ale w Brennę. Całe szczęście, że nic gorszego się nie stało, bo gdyby wylać specyfik na poparzoną skórę, to Longbottom mogłaby się nieźle poparzyć. Nic czego nie dałoby się ogarnąć prostym eliksirem czy maścią, ale wciąż - wolałaby nie być odpowiedzialną za nawet tymczasową ranę na jej ciele. Olivia była w trakcie rzucania kolejnego zaklęcia, gdy Brenna się cofnęła, posyłając rudowłosą na ziemię.

Kształtowanie
[roll=Z]

Być może poszłoby jej lepiej, gdyby nie klapnęła dupskiem o ziemię. A być może poszłoby jej gorzej? Kto wie - w każdym razie obok ciernistego pnącza pojawiły się nożyczki, które wściekle zaatakowały krzak. A raczej tę gałąź, która uwzięła się na Brennę. I być może efekt nie był taki, jak Olivia by chciała, bo krzak nie został pocięty na kawałki, ale przynajmniej wkurwił się na nożyczki i na chwilę zostawił Brennę w spokoju. I dobrze, zajęty był jej zaklęciem, to mogła poszperać w poszukiwaniu drugiej fiolki.
- Jak podejdę, to mogę wylać na niego trutkę na chwasty, może podziała? - bardziej krzyknęła niż zapytała. Ale była gotowa podać fiolkę Brennie, wierząc że jeżeli ta dobrze wymierzy, to nawet z takiej odległości może trafić idealnie w pnącza.


RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Brenna Longbottom - 28.05.2024

– Słyszałaś kiedyś bajkę o Jasiu i Małgosi? – spytała Brenna w zamyśleniu. – Takie bajki podobno mają w sobie ziarno prawd. Obawiam się, że odsyłanie dzieci do lasu, bo rodzice nie mogli ich nakarmić, nie było kiedyś wcale niezwykłe.
Nie znała się na historii dostatecznie dobrze, aby móc w pełni to przyswoić, ale Europa odmieniła swoje oblicze. Kiedyś dzieci nie traktowano jako kogoś, kto trzeba chronić, a swego rodzaju... inwestycję na przyszłość. Morderstwo chłopca, gwałt na chłopce, były karane symbolicznie, czternastolatkom zdarzało się wychodzić za mąż... W wielu regionach nic się nie zmieniło, one jednak miały szansę przyjść na świat tutaj, w świecie, w którym mroczne baśnie stawały się łagodniejsze, a życie prostsze.
Niestety, prostsze tylko pod pewnymi aspektami. W końcu w ich świecie też chciano mordować dzieci tylko dlatego, że urodziły się z "niewłaściwą" krwią.

Chwilę później nie było jednak czasu na żadne dywagacje, bo zaczęły się prawdziwe kłopoty. Brenna zaklęła, kiedy Olivia skończyła w trawie – zdecydowanie nie takiego efektu oczekiwała. Nie mogąc dalej uciekać, machnęła ponownie różdżką, i kolejne ostrza uderzyły w krzew, nie niszcząc go, ale przytrzymując.
– Odjebało ci?! – wściekła się Brenna na samą sugestię, że Olivia miałaby „podejść bliżej”. Zwykle nie klęła i nie zwracała się do koleżanek takim tonem, ale!!! No chyba tylko po jej trupie Quirke mogłaby zbliżyć się do tej masy ruchomych gałęzi i kolców. Wyrwała jej prawie z ręki fiolkę i cisnęła prosto w środek zielono – czarnego gąszczu, a potem pochyliła się, chcąc postawić Olivię na nogi, jeżeli nie zebrała się sama. Bo gdyby mikstura nie zadziałała prawidłowo, pozostawało jedno. Spierdalać. Nie było tutaj nikogo do ratowania poza nimi samymi, a chociaż Brenna mogła głupio ryzykować życiem, to po pierwsze, tylko własnym, po drugie, nie chciała denerwować brata ani umierać w imię… właściwie niczego. Nie wiedziały nawet, czy gdzieś tutaj naprawdę znajdą naszyjnik i czy pozwoli on odejść duchom spokojnie na drugą stronę.



[roll=W]
[roll=PO]


RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Olivia Quirke - 12.06.2024

Gdyby były w innej sytuacji, to Olivia pewnie by się zaperzyła na takie brzydkie słowa z ust koleżanki. Nigdy w sumie nie słyszała, żeby Brenna mówiła takie rzeczy, ale chyba miała rację - gdyby rzuciła fiolką poprawnie, a nie w Longbottom, nie byłoby problemu. A skoro nie potrafiła nawet dobrze celować, to... Co by było, gdyby się na ten przykład potknęła przy roślinie?
- Ej no, delikatniej bo... O! - to nawet nie było podanie fiolki, a po prostu wyrwanie jej. Co się z nią stało? Chyba nigdy nie widziała Brenny tak wściekłej - nawet gdy zostały prawie przygniecione papierzyskami i innymi rzeczami. Brenna zawsze kojarzyła jej się z łagodnością i humorem, ale teraz poczuła, że po jej plecach przechodzi delikatny dreszcz niepokoju. Nie to, żeby się jej bała, ale posłusznie struchlała, starając się podnieść niezgrabnie z ziemi.

Fiolka rozbiła się przy grubym pniu pnączy. Z początku wydawało się, że mikstura w środku nie zadziałała, ale... Do ich uszu dobiegł syk. Najpierw cichy, potem coraz głośniejszy, a roślina zaczęła się miotać na prawo i lewo, odpuszczając sobie atak na dwie kobiety. Machnęła pnączami najpierw w lewo, potem w prawo, a na końcu padła, niby drgając w konwulsjach. Z jej pnia dymiło, ale nie wyglądało na to, żeby miała się zająć ogniem. Powoli zaczynała usychać.
- Merlinie, dobrze że to działa tylko na rośliny, bo inaczej ręka by ci uschła - Olivia otrzepała tyłek, starając się brzmieć pogodnie i wesoło. Ale wciąż czuła wielką gulę w gardle. - Sorry za tamto. Celowałam w krzaki, nie w ciebie. Dobrze, że tutaj tylko byś się poparzyła, ale ochroniła cię kurtka.


RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Brenna Longbottom - 12.06.2024

Brenna zazwyczaj była cierpliwa wobec ludzi, a złościła się bardzo rzadko – głównie wtedy, gdy ktoś faktycznie zrobił komuś krzywdę. Z jednej strony miała charakter trochę wariacki, w drugiej w podejściu wobec ludzi bardzo spokojny i na pewno dotąd nie wybuchła tak przy Olivii ani razu.
Ale do tej pory Quirke nie chciała się przy niej zbliżać do morderczych krzaków.
Było w tym mnóstwo hipokryzji, bo sama oczywiście uznając, że to konieczne, by jak najbardziej do nich podeszła, ale Brenna na szczęście nigdy nikomu nie próbowała udowadniać, że nie jest hipokrytką.
Odetchnęła, gdy krzak zdechł wreszcie. Obserwowała go jeszcze przez moment, uważnie, z pewną podejrzliwością, jakby się bała, że za moment ta poderwie się i zacznie atakować ich kolcami. Dopiero po kilku sekundach odwróciła się do Olivii i zmierzyła ją bardzo uważnym spojrzeniem, szukając ewentualnych obrażeń.
– Przepraszam. Obiecuję, że teraz już będę delikatna i w ogóle, jak nas nie chcą zamordować żadne roślinki – powiedziała, już znacznie łagodniejszym tonem. – Nic ci nie jest? – spytała, bo nie widziała niby obrażeń, ale… kto wie. Upewniwszy się, że Olivii nic nie dolega, sama zsunęła z ramion swoją kurtkę, i obejrzała najpierw przedramię, a potem materiał, ale chociaż ten drugi przepaliło, to na całe szczęście skóra była tylko lekko zaczerwieniona. – Nie przejmuj się, się zdarza, żebyś widziała, jak raz spudłowałam taką bombą konfudującą podczas akcji, Apollo to mi do tej pory tego nie wybaczył… – stwierdziła, posyłając jej uśmiech. Nie była zła za to, że Olivia spudłowała: rozgniewał ją pomysł, który mógł skończyć się przebiciem dziewczyny bardzo dużą ilością bardzo ostrych kolców. – Cieszę się, że nie uschła – dodała jeszcze, unosząc dłoń, by się jej przyjrzeć, jakby się obawiała, że może jednak kończyna postanowi uschnąć. Ale była cała i zdrowa, na całe szczęście. Brenna niemniej postanowiła, że następnym razem będzie faktycznie zabierać te fiolki trochę delikatniej.
– Świetny środek – rzuciła, ruszając powoli w stronę krzaka, przed sobą tworząc na wszelki wypadek tarczę. Dopiero gdy upewniła się, że ten nie zamierza powstać i próbować ich zeżreć, przeszła dalej, by przykucnąć w miejscu, z którego wypełznął. – No cóż… to chyba tu kopiemy – oświadczyła, i machnęła różdżką, wyczarowując drugą łopatę. Jedną mogła kopać sama, a drugą niech w ruch wprawia magia…


RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Olivia Quirke - 21.06.2024

Olivia przeczesała włosy dłonią. Posłała Brennie uśmiech, jednocześnie kręcąc głową. Nie miała pojęcia, co mogło spowodować taką reakcję koleżanki, ale jednego była pewna: wbrew pozorom przy Longbottom trzeba było myśleć, co się robi, bo inaczej zostanie się okrzyczanym. I odepchniętym.
- Nic się nie stało, to był durny pomysł. Ale została mi ostatnia, gdybyśmy spudłowały, trzeba by było ją wycinać ręcznie, a... No, nie bardzo żadna z nas miałaby ochotę, bo co innego chwast, a co innego gdy ten chwast cię atakuje - powiedziała, wzruszając ramionami. Uspokajała się - na tyle, że nawet sięgnęła po papierosa i go odpaliła. Zanim jednak to zrobiła, to posłała latarenki w stronę truchła rośliny, by dokładniej je oświetlić i sprawdzić, czy na pewno zdechła. - Tak, kopiemy.
Powiedziała w końcu, dopalając tego papierosa. Nawet nie wypaliła go do połowy - po prostu rzuciła na ziemię i podeptała, a potem wyczarowała łopatę i razem z Brenną zaczęła kopać.

Gdyby ktoś stwierdził, że poszło im gładko, to by perfidnie kłamał - obie się zmachały i zasapały jak jasna cholera. Olivia była cała zlana potem, resztki makijażu gdzieś spłynęły, a włosy się jakoś tak same potargały. Ale to Brenna natrafiła na głuchy dźwięk, świadczący o tym, że pod ziemią było coś drewnianego. Szkatułka? Quirke spojrzała na koleżankę z niepewnością.
- Znalazłyśmy? - zapytała, próbując złapać oddech. Cholera, dawno się tak nie zmachała.


RE: [6.08.1972, późny wieczór] Kop, kop, kop, kopcie tunel - Brenna Longbottom - 22.06.2024

– To świetna mikstura, ale zdecydowanie nie powinnaś podchodzić z nią do morderczej, zmutowanej rośliny z bardzo, bardzo ostrymi kolcami – powiedziała Brenna. Było w tym sporo hipokryzji, uświadomionej bądź nie, bo sama by do tej rośliny podeszła, gdyby uznała to za konieczne, za to za żadne skarby nie pozwoliłaby na to Olivii Quirke. A może tylko jednak wbite do głowy rozróżnienie na cywili i nie cywili – bo chociaż w innym towarzystwie też wolałaby zrobić to sama, to już gdyby narażał się tak auror albo bumowiec, musiałaby to zaakceptować.
*

Brenna nawykła do wysiłku: biegała, gdy tylko miała na to czas, trenowała z bratem szermierkę i dopóki Mavelle nie opuściła niedawno Anglii, regularnie ćwiczyła z nią walkę wręcz. Uważała się za sprawną fizycznie, ale okazało się, że wymachiwanie łopatą jest dużo bardziej męczące niż mogłaby podejrzewać, a musiały sprawdzić całkiem spory obszar. Brenna zaś miała za sobą dość długi dzień, spędzony głównie na pracy. Ona pod koniec tej roboty też więc zmachała się podobnie jak Quirke i wiedziała, że przed kolejnym tej nocy spotkaniem będzie musiała wziąć szybki prysznic i koniecznie zmienić te ubrudzone ziemią ciuchy.
– Być może… – mruknęła, odrzucając łopatę. – Odsuńmy się na wszelki wypadek, dobrze? – poprosiła, samej odchodząc nieco od dziury i wyciągając różdżkę. Może i niektórzy uważali, że miała życzenie śmierci, ale tak naprawdę wolała żyć i nie chciała żadnej z nich narażać na niebezpieczeństwo. Nie miała zamiaru skończyć jak Dylan czy Jasemine i nie planowała pozwolić, aby spotkało to Olivię. Dlatego resztę ziemi usunęła za pomocą zaklęcia, a potem ostrożnie wylewitowała płócienny, poszarpany worek, w którym musiała znajdować się jakaś skrzyneczka.
Przypatrywała się jej przez chwilę, a potem… znów umieściła ją w dziurze.
– Myślę, że przyślę tutaj klątwołamacza, zapłacę komuś albo poproszę o przysługę – stwierdziła, zaklęciem z powrotem zrzucając ziemię. – Nie chciałabym, żebyśmy coś wybuchły, wiesz, siebie na przykład, nie za bardzo umiem się z takimi przedmiotami obchodzić… – dodała, posyłając Olivii uśmiech, trochę zmęczony, ale pełen satysfakcji.
Bo ostatecznie nawet jeśli to nie był ten sam naszyjnik, to coś osiągnęły, a sytuacja zdawała się dotąd beznadziejna. I chociaż musiał pojawić się tutaj jeszcze klątwołamacz, to… można było powiedzieć, że odwaliły kawał dobrej roboty i na razie mogły się stąd zbierać.

Koniec sesji