Secrets of London
12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger (/showthread.php?tid=3215)

Strony: 1 2 3


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Peregrinus Trelawney - 16.05.2024

Do jadalni Peregrinus wszedł, mając nadzieję, że — na przekór próbującemu go przejrzeć Vakelowi — niczego po nim nie widać. Unosiło się wokół niego jednak widmo wcześniejszego incydentu: starta na łokciu skóra, lekko zaczerwienione nadgarstki, włosy rozwichrzone, ale nie w ten zwykły mu sposób, ten od przysypiania w wolnej chwili na biurku.
Już samo wstępne omiecenie Vakela spojrzeniem dosadnie dało Trelawneyowi do zrozumienia, że ten dopiero wstał. Nie na co dzień widywał Dolohova w szlafroku i po raz kolejny — a zdarzało się to ostatnio coraz częściej — poczuł, że wszedł z buciorami w jego prywatną strefę. Najpierw wtykanie nosa w jego sprawy rodzinno-uczuciowe, teraz nachodzenie go niemalże w piernatach. Wróżbitę dopadła nagle myśl, czy to naprawdę była aż tak pilna sprawa.
— Twoje pierwsze poranne spotkanie odwołane — zaczął od najmniej ważnej informacji, żeby jakoś nadgryźć temat.
Nie miał czasu układać sobie wcześniej w głowie, co dokładnie będzie mówił, żeby wyjść jak najmniej kompromitująco, więc ociągał się nieco z przejściem do meritum.
A to dlatego, że umówiony gość przyszedł wcześniej, przed chwilą. I cię obrabował. — Złożył ręce za plecami, żeby ukryć nerwowe przebieranie palcami, które mogło zrujnować fasadę niedbałości. — Nie zabrał wiele. Nie była to najbardziej spektakularna kradzież na świecie. Ale prawdopodobnie zdołał wynieść kilka notatek z twojej szuflady.
Zdrowy rozsądek i godność jedynie powstrzymały go przed tym, aby swojego sprawozdania nie zakończył cisnącym się na usta: „Przepraszam”.
Nie rozumiał, dlaczego nie mógł się pozbyć przeświadczenia, że zawiódł. W umowie nie było wzmianki o tym, że miałby odpierać siłowe ataki na gabinet Dolohova. Mimo to czuł się odpowiedzialny za to, żeby niezależnie od okoliczności — tych, na które ma wpływ, ale i tych, na które go nie ma — w Prawach Czasu wszystko zawsze funkcjonowało bez zakłóceń. I oto ten święty porządek, którego Peregrinus był strażnikiem, został owego ranka zburzony. I to na jego oczach, wbrew niemu i mimo niego.


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Vakel Dolohov - 17.05.2024

Ciężko było oczekiwać po kimś pokroju Dolohova, że nie zauważy takich detali. Zwłaszcza kiedy znajdowało się w ścisłym, maleńkim gronie osób, które jasnowidz cenił i trzymał blisko siebie - zdążył go już tak zmierzyć spojrzeniem i przeanalizować tyle razy, aby zapamiętać wszystkie nawyki, typowe odpowiedzi i zachowania, jakich mógł spodziewać się po Peregrinie, bazując na ich dotychczasowych interakcjach. To nie mogła być bardzo pilna sprawa, bo Trelawney mimo nazwania sprawy „pilną” wcale nie stwarzał pozorów kogoś głęboko tym wzruszonego - były jedynie te detale. Mężczyzna podszedł więc do całości równie łagodnie co on - założył nogę na nogę, obserwując go z dołu, z jednym łokciem wspartym o oparcie drewnianego krzesła, drugim o blat stołu, gdzie leżała ta na wpół pusta szklanka z wodą.

- Cóż, ciężko mi uwierzyć w to, żeby znalazł to czego szukał, skoro żadne z nas tego nie przewidziało. - Powinno go to pewnie bardziej poruszyć - to nie jest codzienna rzecz, żeby ktoś wtargnął do środka twojego miejsca pracy i próbował coś ukraść, ale udzielił mu się... spokój. Nie dało się ukryć, że Dolohov mieszkał tu na górze złota - na obszernych księgozbiorach, prywatnych informacjach o bogatych klientach, masie świecidełek, którymi się zachwycał, sprzętach wartych krocie, o ile wiedziałeś komu je sprzedać. Łatwiej było wynieść coś stąd, niż z Banku Gringotta, ale pozostawał problem toczenia się z tym przez Horyzontalną. Bezpiecznie założył więc, że wziął tyle ile udźwignął - czyli nic. Niemal zerowy brak zabezpieczeń miał dosyć proste, logiczne uzasadnienie - wszystko co prawdziwie cenne Vakel trzymał w sobie. Dosłownie w sobie. Gdyby ktoś zechciał obrabować go z czegoś, co naprawdę chciał chronić, musieliby albo porwać jego córkę, albo asystenta, ewentualnie potraktować bardzo poważnie idealnie pasujące tu słowa - po moim trupie. Jego córka aktualnie malowała jakieś obrazki, on był całkowicie nienaruszony, jedynie Peregrin wydawał się być naruszony, chociaż nawet Dolohov nie potrafił domyślić się, co dokładnie wydarzyło się z jego rękoma i zdawał sobie sprawę z tego, że powodem mogło być coś zupełnie innego.

Nie pytał, czy zamknął drzwi. Słyszał to bardzo wyraźnie. Nie pytał też o inne informacje, z góry zakładając, że wróżbita przekaże mu je tak czy siak.

Skinął głową na to krzesło. Żeby mężczyzna usiadł. I tak nie mieli nic do roboty, skoro Thoran odwołał spotkanie. Nie sprawiał wrażenia skrępowanego, ale coś chodziło mu po głowie - tym czymś okazała się paczka papierosów, którą wyciągnął z kieszeni szlafroka i poczęstował nią również Trelawneya, nim odpalił sobie jednego od różdżki.

- Gdyby miał użyć tych informacji do zrobienia komuś na złość, to pewnie miałbym mały problem - powiedział, przeczesując palcami niewyjściową fryzurę. Zwykle robił tak w nerwowych gestach, tym razem było to spowodowane opadaniem nieułożonej grzywki na oczy. Przydługie włosy, jakie nosił wyglądały dobrze tylko po nałożeniu na nie Ulizanny, teraz wydawały się być co najwyżej denerwujące. - Masz przy sobie karty?


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Peregrinus Trelawney - 17.05.2024

Wypowiedzenie tej sytuacji na głos i oglądanie reakcji Dolohova — a wynikało z niej, że nie przejął się kradzieżą aż tak, jak Trelawney się tego spodziewał — momentalnie go rozluźniło. Stres i adrenalina po znalezieniu się naprzeciw wrogiej różdżki również stopniowo się wypłukiwały, a komfortu dodało i zaobserwowanie, że Vakel wcale nie próbuje go odprawić. Wręcz przeciwnie.
Nie wydaje mi się, aby szukał czegoś konkretnego. Działał bez żadnej metody, wykrzykiwał nonsens, większość złupionych papierów pogubił przy ucieczce. — Peregrinus usiadł na wskazanym mu krześle i chętnie poczęstował się papierosem. Odpaliwszy go, zaciągnął się głęboko. O tak, dokładnie tego potrzebował po tej przygodzie. Wypuścił na bok kłąb dymu i kontynuował: — Przedstawił się jako Thoran Yaxley. Wszystko w nim było od początku dziwne. Myślałem, że przywiało nam tu narkomana. Teraz sam już nie wiem. — Zaciągnął się ponownie w zadumie, marszcząc brwi. — Był… nie wiem, jak to opisać… mało prawdziwy?
Doświadczenie było jeszcze na tyle świeże, że nie miał czasu zastanowić się dogłębniej nad tym, co właściwie wydarzyło się na parterze kamienicy. Widział na bieżąco serię osobliwych szczegółów: złudzenie czarnej mgiełki, przesuszone usta, nieruchome oczy. Nie doszedł jednak jeszcze tego, co z tego niecodziennego zestawu wynikało.
Nie — odpowiedział odruchowo na pytanie, po czym przypomniał sobie o czymś. Upuszczona karta w kieszeni spodni. Ta, której nie miał okazji wcześniej sprawdzić. Wyciągnął ją i spojrzał na awers, a przez jego twarz przeszedł cień ironicznego uśmiechu. Ta Wieża. Uniósł ją, aby pokazać Vakelowi. — Wypadła mi, gdy przyszedł. Czekało to na mnie. Na nas — dodał to ostatnie po minimalnie za długiej przerwie, aby uznać ją za naturalną. Chciał tym rozwodnić swój udział w całym zajściu i nie sprowadzać tematu na niewygodne szczegóły. W końcu Dolohova okradziono i na tym powinni się skupić.
Peregrin odchylił się na krześle w stronę schodów i wyciągnął ku nim różdżkę, mamrocząc zaklęcie przywołujące. Złapał papierosa między zęby i wargi, a uwolnioną w ten sposób rękę wyciągnął w górę, otwierając dłoń. Po kolei wpadły w nią wszystkie karty, które zostawił na dole. Wróżbita potasował je wprawnie i szybko, po czym odłożył na blat stołu między nimi i złapał fajkę z powrotem między palce.
Zdecydowanie sprawił wrażenie kogoś, kto wykorzysta każdą okazję do robienia na złość. O ile tylko zorientuje się, co ma w rękach. Nie zdziwiłbym się, gdyby wyrzucił wszystko do kubła za rogiem. — Wziął talię z powrotem do ręki. — Co dokładnie ci ułożyć, mistrzu Dolohov?


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Vakel Dolohov - 21.05.2024

Zaśmiałby się, wiedząc, że bezwiednie uspokoili się nawzajem tym jedynie, iż przebywali w tym samym pomieszczeniu i oboje wyczytali w swoich twarzach bezpieczeństwo. Stanowiło to w jego życiu kompletną nowość - z nikim nigdy nie czuł się bezpiecznie, przestawał grać dopiero w momentach, w których drzwi jego gabinetu zamykały się z trzaskiem, a on pozostawał w nim sam. Ale to była najprawdziwsza prawda - normalnie mówił pełnymi zdaniami, skrupulatnie dobierając słowa tak, aby wyjść na jeszcze mądrzejszego niż był. Teraz zdobył się na uniesienie brwi i przekazanie jednego, prostego słowa, będącego dokończeniem rozpoczętej w głowie myśli, po którym postawił znak zapytania.

- ...rozwiniesz? - Jak to mało prawdziwy? - Kiedy to tak opisujesz, brzmi jak dowcip przygłupiego poltergeista - nie mógł tego nie zauważyć, nawet jeśli spirytyzm nie był mu aż tak po drodze nawet mimo wyrobionej charyzmy - ale nawet złe duchy nie zrobiłyby tego z twoimi nadgarstkami... - Dolohov wstał z miejsca, po czym odwrócił się w kierunku okna, żeby poprawić swój szlafrok. Kontynuował swoją wypowiedź i dopiero po jej ukończeniu odwrócił się znów do drugiego wróżbity i zaciągnął dymem z trzymanej w ręce fajki. - Skoro byłeś tego świadkiem, prześledź w pamięci jego ruchy. Szukał czegoś konkretnego?

Zbliżył się do Peregrina, przyglądając przy tym karcie Wieży... Bardziej niż nią przejął się jednak przerwą pomiędzy słowami. Mężczyzna potrafił w prosty sposób wywołać uśmiech na twarzy swojego szefa - aż dziw brał, jak wiele potrafiła zdziałać intonacja, albo dobór tego, w jaki sposób chciał się do niego zwrócić. Mógł mówić do niego po imieniu, mimo to dystansował się słowami. Nie mógł tego wiedzieć, ale Dolohov bardzo to lubił.

- Oh. - Tylko tyle powiedział, zatrzymawszy się przy krześle, na którym zasiadał Trelawney. Położył dłoń na oparciu, lustrując spojrzeniem przywołaną talię. - Chciałem zapytać o to, co przyniesie nam los w związku z tą kradzieżą, ale jak widać los w tym gabinecie lubi mrugać ukradkiem, zanim człowiek przypomni sobie o jego istnieniu. - W takiej pozycji doglądał tego, w jaki sposób jego asystent tasował należące do niego karty. Głupio było o tym wspominać, ale z ich dwójki to Vasilij cały czas posiadał swoją talię przy sobie - umieszczona w pudełku spoczywała właśnie na dnie jego drugiego żołądka, darował sobie jednak częstowanie go traumą, skoro przeżył właśnie atak... Czyj właściwie? Jeżeli to naprawdę był Yaxley, Dolohov spodziewał się, że był to rosły chłop mogący powalić w walce niedźwiedzia.


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Peregrinus Trelawney - 22.05.2024

Peregrinus zastanawiał się chwilę, zbierając w całość wszystkie te nieostre, intuicyjne wrażenia, jakie pozostawił w nim Thoran. Uważnie dobierał do nich słowa, aby jak najlepiej oddać to, co zaobserwował.
— Był jak aktor, który jedynie powierzchownie rozumie, jak grać swoją rolę w ludzkiej skórze — zaczął ostrożnie, krążąc bezwiednie kciukiem wokół końcówki papierosa. — Drwił, śmiał się, ale to nigdy nie sięgało jego oczu. Były puste od samego początku. Poza tym drgały mu powieki, miał spierzchnięte usta. Dlatego wziąłem go za narkomana. I przysiągłbym, że płynęła wokół niego czarna aura.
Wspomnienie Vakela o nadgarstkach wybiło go nieco z rytmu. Przeklęte lato i podwinięte rękawy. Nienaturalnie byłoby po wypowiedzianej już uwadze spuścić je w dół, więc w odpowiedzi wzruszył ramionami ze skwaszoną miną.
To akurat ani duch, ani człowiek. Zaklęty sznur — doprecyzował. — I mi przeszedł przez myśl poltergeist.
Trudno było mu nie podążyć wzrokiem za wstającym Vakelem, a jeszcze trudniej oderwać ów wzrok od mężczyzny, gdy poprawiał szlafrok. Peregrinus śledził sunącą po ciele Dolohova drogą tkaninę z intensywnością, której powstydziłby się, gdyby szef stał twarzą do niego. A gdy w końcu twarz tę ku niemu zwrócił, spojrzenie Peregrina ani drgnęło, mimo odruchu spuszczenia oczu; sprawił wrażenie, jakby ta twarz była jedynym, co myślał oglądać.
Vasilij zdawał się nie akceptować odpowiedzi asystenta, kiedy ten wyraził powątpiewanie w istnienie głębszej motywacji Yaxleya. Dodatkowo utrudnił postawione Trelawneyowi zadanie zrekonstruowania wydarzeń, wchodząc wprost w jego przestrzeń osobistą. Przy kimś innym Peregrinus prawdodpobnie nie podjąłby się w takiej sytuacji prawdziwie pogłębionej analizy, rzucił byle co, byle go zostawiono w spokoju. Tak bliska obecność Dolohova jednak, choć budziła lekkie napięcie i czujność, nie sprowokowała go do ucięcia wątku. Zamiast zamknąć temat, przymknął oczy, aby dokładniej odtworzyć w pamięci wizytę Thorana.
Gdy zapytałem, czy jest umówiony, zaprzeczył, mimo że… bardzo wyraźnie pamiętałem, jak się umawiał. I krzyknął coś o tym, że umówiony to jest z moją pokurwiałą matką. Zaatakował, ale nie tak, żeby faktycznie zrobić krzywdę. A miał okazję. — Otworzył oczy i podniósł fajkę do ust, lecz nie zaciągnął się od razu, a jedynie zahaczył nią w zamyśleniu o dolną wargę. — Wspomniał, że będę żarł ślimaki, ale na moje szczęście bardziej zainteresowany był twoim gabinetem. Myśląc o tym teraz… był tam całkiem długo. Chwilę mi zajęło pozbycie się tego sznura, a wydaje mi się, że dorwał się tylko do jednej szuflady, tej po prawej. Co mógł tam znaleźć? — Podniósł wzrok na stojącego nad nim Vakela.
Miszmasz tytulatury z poufałym mówieniem do niego po imieniu był częścią gry, w którą nie w pełni uświadomienie grał Peregrinus. Był dla Vakela jednocześnie współpracownikiem, podwładnym, przyjacielem. Miał w nim Mistrza, pana Dolohova, Vasilija. Żonglowali w swojej relacji tymi tożsamościami i nawet w tych momentach, gdy dystans skracał się między nimi, krążyło tam wciąż echo rezerwy i szacunku. Peregrinus pokonał więc może dzielącą ich odległość, ale nie próbował nigdy wspinać się na wysokość, z której spoglądał drugi wróżbita. Tym sposobem pozostawali jednocześnie blisko i daleko. Oblicz odległość punktu V(0,10) od punktu P (0,0).
Ostatni raz Peregrin przetasował karty i zaczął wykładać je na blat, niezrażony tym, że Vakel patrzy mu na ręce.
Zatem: kto cię okradł? — Wysunął pierwszą kartę. — Dlaczego to zrobił? — Położył ją na lewo od wcześniejszej. — Jakie było tło tych wydarzeń? Jakie są jego zamiary? — Trzecia karta, fundament sytuacji, wylądowała pod tą mającą im przybliżyć samego Thorana, czwarta nad nim, jego plany. — I jakie będą skutki? — Po prawej: to, co nadchodzi.


[roll=Tarot]
[roll=Tarot]
[roll=Tarot]
[roll=Tarot]
[roll=Tarot]


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Vakel Dolohov - 27.05.2024

Dolohov milczał, słuchając go spokojnie. Zwykle było odwrotnie - to on zawsze gadał jak najęty, zmuszając innych do cichego pomrukiwania, bo dobrze wiedzieli, że nie mieli szans wciąć mu się w słowo, ale konwenanse nakazywały sygnalizowania, że jeszcze nie zasnęli, nawet jeżeli wchodził w tematy tak nudne, jakby uniwersum stworzyło je jako lek na bezsenność. Zabawne - bo Vakela na przykład nawet najbardziej nużące i tak nie potrafiły ułożyć do snu. Pewnie dlatego w przeciwieństwie do nich miał szanse je tak głęboko polubić.

Odezwał się dopiero w momencie, w którym na końcu zdania pojawił się znak zapytania.

- Wrzucam tam listy, których nigdy nie wysyłam - odpowiedział wprost. - A później palę nimi w kominku - dodał, być może niepotrzebnie. Zresztą, czasami palił je nad świecą. Kilka zdarzyło mu się zjeść w przypływie gniewu, ale do tego się przecież nie przyzna, choćby i stał teraz nad najbliższą sobie duszą we wszechświecie. Chociaż... Jeżeli nie Peregrin, to kto miałby tą duszą być? Vasilij nie zastanawiał się nad tym nadmiernie głęboko, ale już dawno zauważył jak mocno mężczyzna osadził się w jego codzienności - wiedział o nim aktualnie więcej, niż jego matka, ale pani Dolohov nigdy nie przejmowała się szczególnie mocno zniewieściałym synem.

- Ciekaw byłem, czy wiedział, gdzie dokładnie zajrzeć - wyjaśnił. - Jakbyś się miał włamać do domu dwójki jasnowidzów, do ludzi dostrzegających w swojej głowie wszystko to, czemu poświęciłeś tyle emocji i uwagi, aby dało się odczytać twoje intencje, ale byś nie był oklumentą - co byś zrobił, żeby nie przewidzieli tego dzień wcześniej i nie czekali na ciebie u progu z różdżką wycelowaną w sam środek twojego parszywego czoła?

Przesunął ręką po oparciu krzesła, wpatrując się w niego z góry, kiedy zadzierał głowę. Później przeniósł spojrzenie na karty. W rzeczywistości nie myślał o ich interpretacji, ale o własnych słowach - o tym, w jaki sposób zmylić jasnowidza? Czy dało się zaplanować rzeczy nieprzewidywalne? Uwierzyć w jakąś absurdalną wersję wydarzeń, albo czynić rzeczy tak losowe i chaotyczne, aby zgubiło się w nim nawet to trzecie oko pozornie dostrzegające wszystko? Dolohov nie był tego pewny, ale takie starania uznał za warte próby. O ile ci na tym zależało. Cóż takiego mógł zrobić Thoranowi Yaxleyowi? Nic. Jakby go rozzłościł jakimś swoim artykułem, zemściłby się inaczej. Przecież istniało tak wiele sposobów na wbicie mu szpili, szczególnie kiedy się było kimś tak zamożnym, jak dziedzic rodziny walijskich łowców potworów.

- Testował swoje możliwości.

W szufladzie znajdowały się listy do Lyssy. Przemyślenia spisywane przez niego na papierze, jakie chciał jej przekazać w dniach późniejszych w formie męczącego ich oboje monologu.

Pięć pytań zadanych Tarotowi na głos. Chciał dodać: czy zrobił ci coś jeszcze, ale tego nie dodał, bo całość zdarzenia potrafił odtworzyć w swojej głowie już bardzo precyzyjnie. Rzucił przelotne spojrzenie na Koło Fortuny i odsunął się od Peregrinusa, żeby przejść się do zamkniętych drzwi nieopodal. Nie tych prowadzących na korytarz - tych prowadzących do kuchni. Stojąc w ich progu, machnął różdżką, najpewniej stawiając w tej sposób na ogień maleńki czajnik. Role na moment naprawdę się odwróciły. Czy powinien zapytać: czy jadłeś już śniadanie?


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Peregrinus Trelawney - 30.05.2024

Ten układ, to pomrukiwanie w odpowiedzi na słowa kogoś innego, bardzo pasował do Peregrinusa. On sam na ogół nie szafował słowami, raczej cedził krótkie komentarze, z pewnością nie był królem small talku. Dopełniał więc doskonale Dolohova, dając mu się wygadać, ile tylko ten potrzebował.
A przynajmniej dopóki nie trafił się temat, który faktycznie Peregrina interesował. Wtedy stawał się równym partnerem rozmowy, a czasem — jak choćby teraz — wręcz wiodącym mówcą.
Listy przeznaczone do palenia nie zwiastowały nic dobrego w rękach Thorana. A jednocześnie nie dostarczały żadnej wskazówki; sprawa była równie dziwna i niejasna jak wcześniej.
Początkowo Peregrinus nie zwrócił nawet uwagi na słowa: dom dwójki jasnowidzów. Przeszły przez niego gładko; bezrefleksyjnie je zaakceptował. Myślami był już bowiem przy zupełnie innym temacie i po całej rozmowie dopiero miał zacząć roztrząsać, co to dokładnie znaczyło i czy przypadkiem nie nadinterpretuje.
Jak bym to zrobił? Kusi rzec: nie planowałbym włamania, zadziałał pod impulsem. Nie całkiem jednak przychylam się tej teorii. Nie wierzę, aby los, który podglądamy, dało się oszukać taką mierną sztuczką, choć być może pomaga ona zmylić, gdy czytamy intencję.
Trelawney miał inne teorie na ten temat i Vakel sprowadził na siebie zadanym pytaniem potok słów. Niecodzienne w przypadku jego asystenta zjawisko, choć nie całkiem niespotykane. Bądź co bądź w Prawach Czasu tym właśnie się przede wszystkim zajmowali — przyszłością — więc nie pierwszy raz Dolohov oglądał Peregrina zaaferowanego zagadnieniem z dziedziny.
— Są jednak miejsca, w które nie sięga trzecie oko. Nie możemy chociażby śledzić ścieżek wewnątrz limbo. W teoretycznej sytuacji, w której chciałbym zwieść jasnowidza, wprowadziłbym zatem element spoza układu granic jego poznania. Coś, do czego nie ma dostępu. — Żar papierosa niebezpiecznie zbliżał się do jego palców, ale nie zwracał na to uwagi. — Jeśli wiemy na pewno, że istnieje jedna taka nienaruszalna zasłona, świat umarłych, czysto teoretycznie mogą istnieć też inne jej podobne. Nie wierzę w oszukiwanie gwiazd chaosem i zmienianiem zdania, ale wierzę, że może istnieć sposób na oszukanie jasnowidza. Coś, co rozproszy czy zakryje przyszłość; zreplikuje efekt limba. Rytuał, przedmiot, cokolwiek. Lecz naturalnie to tylko teoria pozbawiona empirii.
Wszystko to powiedział z nieskrywaną fascynacją — nie czuł, aby musiał przed Vakelem akurat kryć coś takiego. Wkradła się nawet w jego zwykłą mętną obojętność gestykulacja.
Zaciągnął się ostatni raz, czując już ciepło na wargach, po czym wgniótł papierosa w popielniczkę. Patrzenie na Vakela z dołu zaczynało go nieco peszyć. Rozważał przez chwilę podniesienie się, aby zrównać mniej więcej ich poziom, ale odpuścił sobie jeszcze na jakiś czas. Wolał wykładać i czytać karty z siedzącej perspektywy.
To powiedziawszy, nie przekonuje mnie, że jakiś tam byle łowca zgłębiał temat, który dla nas jest zagadką — podsumował.
Karty tymczasem dość jednoznacznie opowiedziały się po stronie Thorana, im pozostawiając jedynie obietnicę straty. Cóż, jeśli Peregrinus dobrze czytał ten rozkład, listów prawdopodobnie już się nie odzyska.
— Co myślisz o tym kole fortuny? — To rzeczywiście była najbardziej intrygująca karta w rozkładzie. Potwierdzała poniekąd doświadczenie wróżbity. Zmiana. Zmiana tożsamości? To złudzenie maski… — Jakaś forma zmiennokształtnego? Metamorfomag?
Czarodziej powiódł ciekawsko wzrokiem za różdżką Dolohova, ale nie skomentował tego w żaden sposób, nie podejrzewając go o żadne myśli tyczące się zamiany ról.


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Vakel Dolohov - 30.05.2024

Niby wbrew sobie przyjął przed chwilą pozycję słuchacza i sam sobie przyznał to w obrębie własnych myśli, a jednak ostatecznie nie powstrzymał się przed wylaniem na stół takiej samej ilości słów. To chyba przez to, że dla niego mało oznaczało tyle, co dla Peregrinusa musiało stanowić wręcz gadatliwość.

- Oh, nie przeczę temu, że ta teoria jest naciągana, ale nie widzę innego powodu, dlaczego miałby zjawić się w Prawach Czasu, żeby ukraść kilka listów w losowej szuflady w moim biurku. Mam tylu klientów - wśród nich - Yaxleyów - gromadzę tutaj tak obszerne ilości wiedzy, sprzętu, kosztowności, a jednak jedynym zabezpieczeniem, z jakiego korzystałem, była moja własna głowa. Sprawdzało się to przez lata, nawet kiedy chodziłem otumaniony przez eliksiry Annaleigh. Jak widać... jednak dało się ją oszukać. Nie przewidziałem tego, że ten mężczyzna czymkolwiek się wyróżni. I wydaje mi się, że to nie te listy stąd wyniósł. Wyniósł stąd wiedzę, że trzecie oko da się przechytrzyć. W jakikolwiek sposób to uczynił, włamał się do gabinetu najbardziej znanego jasnowidza Londynu, jeżeli jutro nie przeczytasz o tym w gazecie lub na murze, nie zrobił tego, żeby coś sobie udowodnić, tylko weryfikując, czy jego sposób zda rolę przy czymś większym. - Ubliżało mu odrobinę bycie testem czyichś możliwości, nie potrafił jednak odrzucić tej myśli, uznając ją za najbardziej wiarygodną. - Bo nie zostawił po sobie nic? - Nic, czym mógłby podsłuchać kolejne z rozmów, jakie miały odbyć się w tym miejscu. Nie wziął pod uwagę tego, że Peregrin tego nie sprawdził.

- Odczytujesz to po prostu jako zmianę? Cóż, jeżeli spojrzeć tylko na to, że to koło fortuny... - Jak na przedmiot, jak na koło na wiosennym jarmarku - pewnie trafnie, bo pytając o osobę i wyciągając z talii tę kartę, podejrzewałby astrologa lub bankiera. Na pewno nie złodziejaszka listów. - Coś, co przyjmuje konkretną formę, miałoby w tym jakiś cel. Nie wpisuje się to w znaną mi definicję przypadku, losowości. - Zawiesił się na moment. - Ciekawa koncepcja - coś, co nie tylko podejmuje decyzje nieprzewidywalne, coś... co samo w sobie nie potrafi przyjąć konkretnej formy. - Po tym machnął różdżką jeszcze raz. Czajnik wzniósł się do góry, a z kuchni dało się usłyszeć dźwięk obijających się o talerzyki filiżanek. Dolohov nie dodał już nic więcej, w ciszy oparł się o framugę drzwi, chowając jedną z rąk w kieszeni szlafroka, drugą przykładając do ust, żeby zaciągnąć się raz jeszcze.

- Gdyby istniało coś, czego intencji nie da się przewidzieć, nie mówię tu o doskonałym oklumencie, tylko czymś postępującym zbyt losowo, aby ująć to znaną nam sztuką, zamiast podejmować się przewidzenia działań tego czegoś, trzeba by zajrzeć w przyszłość tych, którzy są zaangażowani w to samo. Na przykład... jakiegoś innego Yaxleya? O ile i przyjęte nazwisko nie było dziełem przypadku.


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Peregrinus Trelawney - 31.05.2024

Przysłuchując się wywodowi Vakela, Peregrinus wstał w końcu, aby nie musieć zadzierać nieelegancko głowy. Przysiadł zaraz na blacie stołu, obracając bezwiednie między palcami Wieżę — symbol tego, że na chwilę przed atakiem, gdy intencja była już jawna i ustanowiona, Thoran znów znalazł się w zasięgu losu. Chyba że wyśliźnięcie się karty było tylko chichotem przypadku.
To, co opisywał Vasilij było również ciekawe. Chochlik skaczący w sposób zupełnie nieobliczalny po materii znanego uniwersum, zbłąkany elektron obijający się chaotycznie o ustalone struktury. Coś zdolnego oszukać ich wzorce. Dotarcie do Thorana Yaxleya — czy też tego, co się za niego podawało — i sprawdzenie tych teorii jawiło się jako wybitnie łakomy kąsek dla badaczy.
Pytanie, czy to wielkie przedsięwzięcie wycelowane miałoby być w ciebie, czy innego jasnowidza. — Czy kogoś zupełnie niezwiązanego z podglądaniem przyszłości. Jasnowidz niekoniecznie musiał być celem; mógł być przeszkodą.
Mężczyzna nieznacznie drgnął nerwowo na pytanie o to, czy Yaxley niczego nie zostawił, bezwolnie zdradzając tym samym odpowiedź.
Obejrzałem pomieszczenie, nic poza tym nie wydało się naruszone, ale nie przetrząsałem wszystkich twoich rzeczy — odparł, po czym, nie odwracając wzroku od Dolohova, odłożył trzymaną kartę z powrotem na stos. — Chcesz, żebyśmy zeszli na dół to sprawdzić?
Szczęk naczyń z kuchni pomógł mu się zaraz zreflektować:
— Mam pójść to sprawdzić? Nie chciałem ci zaburzać rytmu dnia. — Kiwnął wymownie głową w stronę pomieszczenia, w którym Vakel przygotowywał zdalnie herbatę.
Peregrin odwrócił na moment głowę, spoglądając przeciągle na Koło Fortuny. Wszystko to można było zinterpretować na wiele sposobów, odkryć informację w nietypowym zaułku, złączyć ją z pozostałymi elementami układu. A jednak Trelawney wybrał tę drogę, bo… najbardziej do niego przemawiała.
— Nie tylko. Ale być może nie patrzę na to obiektywnie. — Wzruszył ramionami. Zdarzało mu się wpadać w pułapki fiksacji na punkcie własnych hipotez, doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale wcale nie pomagało mu to tychże pułapek unikać.
Jeśli zaś chodzi o teorię Vakela… cóż, była jeszcze jedna możliwość. Taka, o której nie powinno się w Prawach Czasu mówić głośno i Peregrinus nie zamierzał ryzykować wyartykułowania jej. A jednak, była tam: Vasilij Dolohov mógł wstać lewą nogą i po prostu coś mu umknęło.
Zamiast igrania z szefem Trelawney podjął jego wątek:
Tak sądzisz? Przy założeniu, że wszystko jest predestynowane, czy taka skrajna anomalia nie zaburzy przypadkiem układu? — Zamyślił się na chwilę, analizując głębiej koncepcję. — Jeśli jeden punkt porusza się chaotycznie i wchodzi w interakcję z uporządkowanym otoczeniem, czy możemy wciąż wnioskować o tymże otoczeniu?


RE: 12/07/72 | Prawa Czasu | Doppelganger - Vakel Dolohov - 23.06.2024

Dolohov zareagował na jego ruch, wpatrując się we wróżbitę dłuższy moment.

- Zakładałbym, że nie testowałby na mnie czegoś, czego zechciałby użyć przeciwko mnie. Przecież skoro tego doświadczyliśmy, możemy spodziewać się jego powrotu i zareagować lepiej drugi raz - powiedział i zamilkł. Po wyrazie jego twarzy dało się łatwo domyślić, jak szybko skontrował własną myśl, sprowadzając samego siebie na ziemię. Wywrócił oczyma, po czym przetarł twarz, zachowywał się trochę, jakby zdenerwował samego siebie. - Tak wiem, mógł chcieć zmarnować nasz czas na gdybanie, kiedy on zajmie się czymś innym, mógł... - Machnął ręką. Było tyle alternatyw, a oni nie wiedzieli absolutnie nic. Będą tu siedzieć i teoretyzować. Może niektóre rzeczy miały się po prostu wydarzyć? Nie trzeba było ich aż tak rozstrząsać...

Ha, nie.

On musiał roztrząsać wszystko, nie wytrzymałby, nie mając nad tym wszystkim kontroli.

- Siedź, robię ci herbatę - odparł. Świat nie potrzebował go teraz na dole, nie zamierzał panicznie sprawdzać każdego zakamarka swojego gabinetu. Co mógł sprzątnąć? Kilka osobistych rzeczy, ale nic, co mogłoby zaskoczyć opinię publiczną. Cenne sprzęty. Zaszkodziłyby mu wieści o tym, jak łatwo można było włamać się do Praw Czasu, wpadł już jednak na pomysł odwrócenia ich do góry nogami, rzucenia Londynowi jakiegoś szalonego wyzwania, które przesunęłoby ciężar tych wieści w innym kierunku. - Nie martwię się też o nic, co mógłby tam znaleźć. Kto najważniejsze sekrety skrywa w szufladzie po prawej stronie swojego biurka, ten nie ma sekretów. - Albo jest cholernie głupi, ale do tej kategorii Dolohov nie zaliczyłby samego siebie. Owszem, ostatnio często się krytykował, ale wciąż miał się za lepszego od innych. Kogoś nie dbającego o informacje mogące zaważyć o jego losie bez chwili zawahania nazwałby skończonym durniem.

- Tak. - Tak sądził. - Nie przewidzisz tego, co ta anomalia zrobi, ale przewidzisz to, że zaburzyła ten porządek, co już samo w sobie kieruje oczy w tamto miejsce. - Najwyraźniej nie wątpił ani trochę w swój potencjał, ani umiejętności. - W skupieniu można dostrzec więcej. - Scenariusza, w którym winowajcą za to zdarzenie było przemęczenie ich obojga... nie rozważał wcale. Ani głośno, ani po cichu. Zmęczenie brał w końcu za efekt tego, że wiedzieli aż za dużo. Obawy Trelawneya były zasadne - on nie chciał słyszeć o swojej niedoskonałości, o tym jak od wielu dni przypominał cień dawnego siebie i nie potrafił się pozbierać. Planował powrócić do dawnych nawyków i udawać, że ten szkaradny wycinek jego biografii nigdy nie miał miejsca. Zresztą, kiedy się go znało nieco lepiej, łatwo było zauważyć, jak wiele wątków potrafił przykryć materiałem i bardzo świadomie przenieść uwagę w inne miejsce.