Secrets of London
[listopad 1953 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [listopad 1953 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse (/showthread.php?tid=3216)

Strony: 1 2 3


RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Anthony Shafiq - 04.06.2024

Notował w pamięci te rozrastające się drzewa genealogiczne, nowe jabłka przy starych jabłoniach, pokolenie, które przez moment będzie marzyć o zmianie, a potem podda się twardemu nurtowi historii. Winszował, gratulował, dopytywał o szkoły, z chęcią bowiem wdawał się nie raz w dyskusje na temat systemu magicznej edukacji angielskiej, zwykle niepochlebnie punktując jej braki. Z chęcią też, jeśli tylko Richard miał na to ochotę, posłuchał by o Durmstrangu, o którym dotąd miał ledwie mgliste pojęcie.

Sam jednak unikał tematu potomstwa, albo nacisków jakie sam musiał znosić ze strony ojca. Thomas – wydziedziczony starszy brat – z oczywistych względów przestał się liczyć, a on... cóż, nie zanosiło się aby kiedykolwiek spłodził potomstwo, czy nawet chciał udawać, że jakieś dziecko jest jego. Tym bardziej cieszył się z nominacji, bo ona oznaczała ucieczkę. Oznaczała osiągnięcie pułapu, który zaplanował dla niego ojciec. Czy oznaczała wolność?

– Szczerze nie mogę się doczekać wyjazdu z wysp. Francja zdaje się mieć łagodniejszy klimat i przede wszystkim ma doskonałe wina, zwłaszcza Prowansja. – Przyznał z uśmiechem, popijając myśl o wybornym winie piwem, od którego zazwyczaj stronił ale przecież nie wypadało odmawiać tego napitku, skoro taki był wymóg "wdzięczności" zaproponowany przez Richarda.

Energicznie pokiwał głową, zaprzeczając temu, by papierosy jakkolwiek mu przeszkadzały.
– Ależ oczywiście, że nie. Ja unikam, moje płuca kiepsko radzą sobie z tytoniem na dłuższą metę, ale Ty pal do woli. Jest tu przecież wystarczająco przestrzeni. – Uśmiechnął się. Na tym etapie pozostawały mu tylko wodne shishe, ale tu znów preferował tytonie aromatyzowane, nie surowy popiół. Nawet jeśli czasami za nim tęsknił, za szarością pokrywającą usta od wewnątrz, za gryzącym dymem spływającym przez nozdrza.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/ff/17/7b/ff177b3d1cff1e10021541fd8dec8d9e.jpg[/inny avek]


RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Richard Mulciber - 13.06.2024

O Durmstrangu Richard wiedział tyle, czego sam dowiedział się od miejscowych czy rodzin, których dzieci się tam uczyły. Miał dzięki temu dobry obraz porównawczy względem Hogwartu. Zbierał informacje ze wszystkich możliwych źródeł. I choć początkowo myślał, czy nie byłoby lepiej, aby ukończyły Hogwart, to jednak ze swoimi przedmiotami, dyscypliną, naciskiem na aktywność fizyczną i opanowanie czarnej magii, zdecydował się zapisać swoje dzieci do Durmstrangu. Upewnił się jeszcze, czy jako rodzina spełniali wymogi. Kolejnym plusem był brak mugolaków. Jeżeli zaś Anthony zainteresowałby się tematem tej uczelni, Richard by najpewniej odpowiedział tyle, ile wiedział. Jak byłoby naprawdę, trzeba poczekać aż jego starszy syn zacznie tam edukację.

Temat potomstwa różnie był odbierany. Jedni lubili o tym rozmawiać, inni wręcz przeciwnie. Nawet Richard niespecjalnie się tym chwalił, a na pewno nie przechwalał. Jeżeli padło pytanie, jak tutaj, to odpowiedział. Do ukrycia nic nie miał, pod względem liczby potomstwa. Bowiem to widać. Udawali z Rebeccą szczęśliwą rodzinę, przed innymi jak i przed dziećmi. Co było między nimi, zostawało ich tajemnicą.

Francja. Kraj odległy jak Skandynawia. Że on i jego siostra zdecydowali się uciec od domu dalej od całej wyspy brytyjskiej niż samej Anglii.

- Nie przeczę. Wina tam zdecydowanie mają wysokiej klasy. Ale wydają mi się bardziej odpowiadające kobietom. Preferuję mocniejsze trunki, czy tutejsze piwa.
Każdy miał swoje predyspozycje. Richard odkąd tutaj mieszkał, często kosztował różne rodzaje alkoholi. Choć w domu trzymał whisky, piwa pił w takich knajpach ze znajomymi. Tak się czuło swobodę i wolność z dala od rodzica, który Ci chciał w pełni ustawić Zycie. Mimo tego, zawsze gdzieś z tyłu głowy miał tę obawę, czy ojciec nie będzie kiedykolwiek planował go w mieście skontrolować.

Skoro Shafiq nie miał nic przeciwko paleniu przy nim, Richard pozwolił sobie zapalić. Zgasił zapałkę i wrzucił do popielniczki. Zaciągnął się, ale dym wypuścił już na bok. Nie wprost na gościa. Skoro wspomniał o problemach z płucami, to nie będzie go zatruwał dodatkowo. Nałóg się o swoje domagał.

- Co tak w ogóle w Anglii słychać? Coś się zmieniło? Czy po staremu?
Zapytał ogólnikowo, aby jakoś podtrzymać rozmowę. I być może był na bieżąco z wydarzeniami dzięki stałej listownej komunikacji z bratem, to czasami trzeba trochę niewiedzy poudawać, mieć o czym rozmawiać, skoro temat rodzin był dla nich obu – ciężki.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Qqauj7T.png[/inny avek]


RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Anthony Shafiq - 23.06.2024

Anthony przełknął uwagę o winie bez najmniejszego skrzywienia. O gustach się przecież nie dyskutowało, a wiadomo było, że ludzkość wymyśliła kilka rozwiązań po to, aby z nich korzystać i tak jak sam nie przepadał za baletem, nie zamierzał wymagać, by wszyscy byli fanami wina rozkoszującymi się wszystkim tym co szlachetny trunek miał do zaoferowania.

Pogrążył się też w opowieści o bieżących sprawach w Anglii przekazując zarówno bieżące sprawy poruszające opinię publiczną, ale też kilka soczystych plotek z ministerstwa, podłoże spraw, które nie przenikały do świadomości przeciętnego zjadacza chleba. Był bardzo dobrze zorientowany, musiał być, żeby czuć skąd wieje wiatr i jak utrzymać się na wznoszącej fali. Siłą rzeczy, przez wzgląd na Departament dla którego pracował, zahaczył też o kilka spięć na linii z Francją i Związkiem Radzieckim, utrudnienia w podróżach międzynarodowych i tym jak napięcia w świecie mugolskim przekładają się na możliwości czarodziei. Pilnował przy tym jak barometr śledzący stężenie wilgotności i ciśnienia w powietrzu, na ile też informacje, które podaje Richardowi są tymi, które go realnie interesują.

Wieczór upłynął przyjemnie, Shafiq cenił odminną perspektywę, zwłaszcza kogoś kto ukorzeniał się w zupełnie innej społeczności i – z tego co mu się przynajmniej wydawało – nawet na dobre to Mulciberowi wychodziło. Zapłacił w całości za posiłek i alkohol, czas było zbierać się do domu, a Anthony miał zdecydowanie dłuższą przynajmniej geograficznie drogę przed sobą, choć możliwe że dzięki świstoklikowi udostępnionemu przez Ministerstwo szybciej będzie w swoim apartamencie na Alei Horyzontalnej niż Richard w swoim większym z powodu poszerzającej się rodziny mieszaniu.

– Hu... ten ziąb... – zapiął ciasno płaszcz i wcisnął głębiej kapelusz na głowę, gdy wyszli na zewnątrz pubu.– Jak ty sobie z nim radzisz? – mimo, że był rozgrzany rybą i piwem, od razu poczuł do głębi kośćca norweski wiatr hulający po ulicach.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/ff/17/7b/ff177b3d1cff1e10021541fd8dec8d9e.jpg[/inny avek]


RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Richard Mulciber - 26.06.2024

Na temat procentowych napojów, każdy miał swoje zdanie. Niby o gustach się nie dyskutuje, ale wymienić informacjami, swoimi preferencjami nikt nikomu nie zabronił. W tym temacie obie strony poznały swoje podejście do alkoholi.

Czas w barze zleciał spokojnie, gdzie między opowieściami, Anthony posilał się zamówioną rybką w zestawie. Richard chętnie słuchał ciekawostek z Anglii, kraju rodzinnego za morzem. Co działo w samym mieście, czy więcej w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Cenne informacje, które mogą się kiedyś przydać. Między tymi opowieściami, Richard też wtrącał swoje pytania, czy przedstawiając inny punkt widzenia na pewne sprawy tutejszego kraju. Wymiana informacji. Może kiedyś okazać się pomocna lub przydatna Shafiqowi.
Kiedy Anthony zakończył swój posiłek, a i piwo mieli dopite do samego dna kufla, po dokonaniu należnego zapłacenia za zamówienia, mogli opuścić bar. Richard poprawił swój płaszcz, jak i butelkowej zieleni szalik na szyi.
Na słowa Anthony’ego, uśmiechnął się kącikiem ust.

- Idzie się przyzwyczaić.
Innej rady nie miał. A nawet nie chciał wspominać, jak wyglądały tutaj jego początki z Rebecca. Kiedy po ślubie, zjawili się w środku zimy na obcej ziemi z walizkami. Wtedy to była masakryczna lekcja przetrwania. Bez dachu nad głową, bez znajomości języka, bez znajomości terenu. Ojciec wystawił go na poważną lekcję odpowiedzialności, samodzielności i przetrwania. Dał radę. Nie poddał się.

Mulciber założył na swoje dłonie rękawiczki i wsadził ręce do kieszeni. Mogli z Shafiqiem ruszyć ulicą spacerkiem, choćby pod jego miejsce tymczasowego zameldowania się.


Rebecca w tym czasie była na swoim kursie zawodowym z zielarstwa w celu dokształcania się w tworzeniu maści. Umówiła się z Richardem, że skoro miał on spotkanie z Shafiqiem, ona zostawi chłopców pod opieką ich zaprzyjaźnionej Norweżki, która także miała w podobnym wieku dziecko. Choć mogli ich zostawić w domu ze skrzatem, kobieta zdecydowała się zabrać synów ze sobą. Powodem było zabranie ich później do sklepu odzieżowego, aby zakupić kilka nowe spodnie i obuwie chłopcom. Nie wszystkie ubrania mały Charles mógł nosić po swoim starszym bracie. Mały trzylatek był tak żywiołowy, że najwyraźniej nie uważał podczas swoich zabaw, obdzierając sobie kolana.

Zmęczona już tym całym dniem Rebecca, nie tylko trzymała za rękę Charlesa, ale w drugiej miała torbę z zakupami. Drugą podarowała Leonardowi, aby jej pomógł. W niebieskim płaszczu, mierząca blisko metr siedemdziesiąt blondynka z domu Malfoy, w towarzystwie dwóch chłopców, w wieku siedem i trzy lata, dostrzegła w oddali ulicy swojego męża Richarda.

- Chłopcy, zobaczcie kto tam jest.
Zwróciła się do nich łagodnie, wskazując im dwóch mężczyzn, którzy kierowali się z oddali w ich kierunku. Na tej samej ulicy. Zamiast wrócić z dziećmi do domu, postanowiła wykorzystać moment, w którym przekaże mężowi najmłodszego syna, uwielbiającego z nim spędzać czas.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Qqauj7T.png[/inny avek]


RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Anthony Shafiq - 30.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/ff/17/7b/ff177b3d1cff1e10021541fd8dec8d9e.jpg[/inny avek]
Czas mile spędzony, nici znajomości dobrze zadzierzgnięte. Przez kontakt z profesorem kochającym smoki z taką samą intensywnością jak Anthony, ten drugi wiedział, że będzie w Norwegii możliwie częstym gościem, a ktoś na stanowisku aurora, ktoś kto był skory do współpracy, do współzależności... To była okazja, którą trzeba było wykorzystać.

Anthony był w głębi duszy romantykiem, ale lata pracy nad sobą w szkole i ministerstwie, kilogramy lektur ukazujących koła historii nauczyły go pragmatyzmu. Nie zamierzał przy tym wykorzystywać, nadużywać możliwości Mulcibera, wierzył wszak w podwójną wygraną, w to, że obaj mogą sobie pomóc, nawet jeżeli na razie Anthony nie widział za bardzo w czym on mógłby przysłużyć się Richardowi.

Tak czy inaczej było to dobre spotkanie, które już dogasło. Było to dobre spotkanie, więc czas się rozstać, zwłaszcza że dziś jeszcze chciał się napić herbaty, by zmyć z ust smak piwa za którym zwyczajnie nie przepadał.

– No to na mnie już...– oj nie, jednak nie pora, auror dostrzegł swoją małżonkę i dwie pociechy. Synów, zapewne ojciec był dumny, jego twarz wskazywała na to, że chłopcy dobrze się rozwijają. Poniekąd Anthony odetchnął z ulgą widząc jego uśmiech, a nie grymas niezadowolenia, jakby dzieci były przeszkodą, lub – może gorsze – tylko sposobem na przedłużenie nazwiska. Sam lubił dzieci ale dopiero tak od siódmego roku życia, i to zasadniczo wolał jednostki, które miały już coś w głowie, co nie było wcale takie często. Szybko rozjaśnił twarz uśmiechem, nawet jeśli nie miał za bardzo ochoty na to spotkanie, kilka minut dłużej na nieprzystępnej Norweskiej ziemi nie było przecież aż takim problemem. Zwłaszcza że problem z którym przyjechał był już rozwiązany, a mężczyzna który mu w tym pomógł stał obok.

– Czyżby to była Twoja rodzina? – zagadnął po norwesku. – Chłopcom służy. Wdali się w ojca. – Choć sam nie był wojownikiem, cenił wytrzymałość i fizyczną siłę, doceniając to, czego los mu poskąpił. Gdy tylko Rebecca pojawiła się w ich zasięgu, poczekał aż zostanie przedstawiony, by się z nią przywitać.



RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Charles Mulciber - 30.06.2024

To nie był dobry dzień. To był okropny dzień!! Najpierw tata gdzieś poszedł, potem też mama, a potem mama wróciła, ale zabrała ich na zakupy! Dla ruchliwego trzylatka nie było nic gorszego od chodzenia po sklepach i mierzenia kolejnych sztuk ubrań, gdy czekało jeszcze tyle świata do zobaczenia! A świat małego Charlesa poszerzał się z każdym dniem. Każda godzina przynosiła więcej zrozumienia otaczającej go rzeczywistości i zmiany, dzięki którym nic nie będzie już nigdy takie samo. A jednak, ma świecie istniały trzy niezmienne: brat Leo, mama i, oczywiście, tata.

- Tata? - Zapytał, zadzierając głowę ku matce. Ściskana w dłoni rączka zaczęła rwać się ku wolności, gdy tylko dziecko zrozumiało, że jego przypuszczenia są właściwe. - A tata!? Tata!

Tata często spotykał się z kimś i ten często występujący ktoś stał się z czasem zupełnie nieistotny. Kolejny ktoś towarzyszący ojcu tym razem nie mógł powstrzymać Charlesa przed spotkaniem z ulubioną osobą.

- Tatuś! - Krzyczał, wyrywając dłoń z uścisku matki. Rzucił się biegiem w kierunku Richarda, nie zwracając uwagi już na nic. Przy swoim niewykształconym w pełni ciele nie mógł rozwijać dużych prędkości, jednak wystarczyło, by zbliżył się do ojca i wpadł w jego ramiona, a jeśli te go nie powitały, to w nogi.


RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Leonard Mulciber - 01.07.2024

Chociaż chodzenie na zakupy nie było czymś, za czym pełni energii chłopcy ich pokroju przepadali, Leo starał się być cierpliwy. Starał się, co nie znaczy, że zawsze mu wychodziło. Gdy matka zbyt długo stała przy danym stoisku, zaczynał marudzić lub dotykać wszystko to, co akurat znalazło się w polu jego widzenia i zasięgu. Nie niszczył, ale czasem poprzestawiał czy poprzewieszał. Oczywiście jedno spojrzenie matki wystarczyło, żeby wszystko wróciło na swoje miejsce w błyskawicznym czasie. Niemniej koniec zakupowego pochodu i mierzenia głupich ubrań, powitał z ulgą. O wiele bardziej wolał zbieranie ślimaków i traszek w pobliżu niewielkiego strumienia, płynącego w pobliżu ich domu.
Nogi nieco już go bolały, kiedy tak niestrudzenie zbliżali się do swojego miejsca zamieszkania. O tym jednak zapomniał, gdy tylko brat głośno zakomunikował obecność ojca, a sam Leonard zauważył przy tamtym jeszcze jednego mężczyznę. Nie opuszczając zupełnie boku matki, ale też idąc tak, aby nie wyglądało, że czuje się jakoś bardzo onieśmielony, spojrzał w stronę nieznajomego nieco wojowniczo. Tato był w porządku, ale nie lubił, kiedy inni panowie zawracali mamie głowie.
- Dzień dobry - przywitał się grzecznie i głośno, wzrocząc jednak na Anthony'ego.


RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Richard Mulciber - 02.07.2024

Być może w tej chwili Anthony nie miał jak odwdzięczyć się za pewną pomoc w tutejszym kraju, to jednak nie znaczyło, że Richard o tym zapomni. Będzie potrzebował coś załatwić, ogarnąć czy w innej sprawie pomoc, będzie wiedział, do kogo się zgłosić. Żyli w czasach, gdzie znajomości bywały cenne. Jak również spłacanie długów zasadą "przysługa za przysługę".

Opuszczając bar, Richard najpewniej odprowadziłby Anthony’ego do jego miejsca zamieszkania, w upewnieniu, że trafi na miejsce bezpiecznie. Dbał o członków rodziny, bliskiej czy dalszej, z pochodzenia Angielskiego. Norwegia mogła być dla nich obca, dla niego stała się co prawda bliska.

Shafiq najwyraźniej chciałby sam się pewnie oddalić, lecz zdania nie zdołał dokończyć. Richard zauważył to, spojrzawszy na jego twarz, a po chwili w kierunku znanego sobie głosu dziecka, nawołującego "tata".

- Tak. Moja rodzina.
Odpowiedział mu na pytanie potwierdzająco. Tak samo po norwesku. Obserwując jak w jego stronę biegł trzyletni Charles. Westchnął na ten widok, patrząc dalej, dostrzegł zbliżającą się Rebeccę z drugim, starszym synem. Nie odniósł się do słów porównawczych chłopców do jego osoby. Czy tak będzie, to pokaże dopiero przyszłość.
- Nie musisz przy nich mówić po norwesku. Mają go na co dzień. Chcemy, aby równie dobrze opanowali nasz ojczysty.
Wspomniał i kucnął w pewnym momencie ich drogi, aby złapać dzieciaka. Chwycił go w swoje ramiona. Wyprostował się z Charlesem na rękach. Poczekał aż Rebecca z Leonardem do nich podejdą.

Rebecca nie utrzymała Charlesa, który wyrwał się jej i pobiegł do ojca. Uśmiechnęła się zmęczona całym dniem na ten widok. Może i dzisiejsze zakupy chłopcom nie odpowiadały, ale w przyszłości docenią potrzebę posiadania nowych ubrań, czy też obuwia.
Podeszła z siedmioletnim Leonardem, który od siebie grzecznie się przywitał.

- Wybacz, że przerwaliśmy Ci wieczorne spotkanie.
Przeprosiła Richarda wyrażając się w ojczystym języku angielskim, choć w sumie nie musiała. To jednak wolała swojemu mężowi nie przeszkadzać w pewnych spotkaniach. Richard nic na te słowa nie powiedział. Jedynie skinieniem głowy przyjął do wiadomości jej przeprosimy.
- To pewnie Pan Shafiq, o którym wspomniałeś?
Zwróciła uwagę na jego towarzysza, posyłając mu uprzejmy uśmiech.
- Tak. Anthony Shafiq.
Potwierdził, po czym zwrócił się do niego.
- Przedstawiam Ci moją żonę Rebeccę. Oraz synów. Leonard i Charles.
Wskazał mu gestem na Rebeccę, po czym następnie na starszego Leonarda i trzymanego na swoich rękach Charlesa.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Qqauj7T.png[/inny avek]


RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Anthony Shafiq - 15.07.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/ff/17/7b/ff177b3d1cff1e10021541fd8dec8d9e.jpg[/inny avek]
Dzieci były przyszłością narodu. Sam Anthony nie zamierzał nigdy takowych posiadać, ale wielkim zainteresowaniem obdarzał istoty ludzkie produkowane przez ludzi z jego otoczenia. Richard Mulciber jeszcze nie był "jego otoczeniem", ale Shafiq liczył, że z czasem to ziarno wykiełkuje w przyjemną znajomość czerpiącą obopólne korzyści ze swojego istnienia.

Tymczasem chłopcy zdawali się być pełni życia i potencjału, choć wiadomo, że w przypadku trzylatka tak entuzjastycznie wołającego ojca ciężko jeszcze wyczuć co ów potencjałem będzie. Mulciber - to nazwisko zobowiązywało, cała ślizgońska rodzina wysycona była zielenią ambicji, ale oni być może inaczej wytyczą swoje szlaki, gdy wychowywali się w oderwaniu od ciążeń oczekiwań, zwłaszcza głowy rodziny pozostającej hen daleko na wyspach. Anthony zakładał, że Richard raczej będzie ich prowadził w podobnym tonie, z drugiej strony miał niepowtarzalną szansę zadbać o swoją własną gałąź rodziny tak jak on by sobie tego życzył, a nie jak tego od niego oczekiwano. Shafiq, który sam miał dość specyficzną relację z ojcem, był szalenie ciekaw tego eksperymentu.

– Bardzo miło mi poznać szanowną małżonkę. Słyszałem wiele dobrego. Nowe mieszkanie? – Nie przerwała w spotkaniu, ale rozumiał niepokój. Zgodnie z prośbą przeszedł też na angielski. – Jeśli będę znów w okolicy, mógłbym podrzucić kilka książek. Język angielski to jednak taki, który obok francuskiego zdaje się niezbędnym narzędziem w wielkim świecie. Chcielibyście podróżować chłopcy? – zagadnął zaciekawiony, bo podróże były jego wielką pasją. Podobnie jak teatr i muzyka, dlatego też domyślał się, że cokolwiek mu powiedzą o swoich dziecięcych marzeniach i tak pewnie rychło zostanie zweryfikowane przez ojca i los, który dość bezwzględnie przycinał gałęzie rozwoju. Z drugiej strony już teraz w głowie zanotował, by spakować do Norwegii następnym razem Verne'a i może coś z tych śmiesznych książek podróżniczych, które kupował mu jego przyjaciel w formie żartu, chyba tylko po to by słuchać niekończące się utyskiwania na brak odpowiedniej bibliografii w czymś, co w domyśle miałoby być tylko rozrywką i to nie najwyższych lotów. Książki awanturnicze jednak doskonale sprawdzały się dla takich młokosów, zachęcały do lektury szczególnie jeśli to był raczej taki dom, w którym od maleńkości nie rozwijano dzieci tłumaczeniami greki i łaciny. Był czas, że Anthony myślał, że każdy tak ma. Potem odkrył, że nie, wraz z tym że nie każdy mieszka nad biblioteką, czy jak mawiali złośliwi - w bibliotece.



RE: [marzec 1954 | Norwegia] Det er lettere å få tilgivelse enn tillatelse - Charles Mulciber - 15.07.2024

Charles wpadł ojcu w ramiona i objął go mocno za szyję, przytulając na powitanie. Stęsknił się za tym kłującym policzkiem, a i ojciec był wytchnieniem po dniu zakupów! Przestawiony koledze ojca, oderwał się na chwilę od Richarda, by pomachać do Anthony'ego na powitanie. Trzeba było być grzecznym, ale nie zdobył się na to, by być tak uprzejmym jak braciszek. Zresztą, rodzice go do tego nie ponaglali.

Nowy wujek zagadywał i Charlie musiał się chwilę zastanowić, czy w ogóle ma ochotę odpowiadać. Doszedł jednak do wniosku, że powinien.

- Tata podróżował! - Oświadczył, bo chcenie czegokolwiek wciąż było poza zasięgiem trzylatka, ojciec zaś był bardzo blisko i stanowił niezmienny, pewny element życia. - Statkiem! I-i Fiuuuu! - Uniósł rączki, by pokazać, jak wyobraża sobie teleportację kominkiem. Chociaż zdarzało mu się towarzyszyć matce w tego typu transporcie, gwałtowna zmiana otoczenia miała przed sobą jeszcze tajemnice. - Po angielsku i po francusku! Tata, idziemy do domu? - Szybko zmienił temat, łapiąc Richarda za ubranie. - Na bajkę? Ty też możesz. - Wielkodusznie zaoferował Anthony'emu. - Lubisz bajki?