![]() |
|
[21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert (/showthread.php?tid=3266) |
RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Richard Mulciber - 06.07.2024 Ten tłok pojawiał się najpewniej co roku. Nie byłoby go, gdyby nie mieli dzieci. Te na szczęście szybko dorastały, choć było to bardziej widoczne po wzroście, niżeli z charakteru. Ich dzieci, wciąż były dziećmi. Dlatego Richarda ten fakt, znacznie wcześniejszego śniadania w samotności, nie dziwił. Czyż ojciec nie robił podobnie? Zjawiając się w jadalni, nie zamierzał zaczynać tematu od urwanej wczorajszej rozmowy. Nie było sensu wracać do przeszłości. Mają nowy dzień, dobrze byłoby go zacząć w dobrej atmosferze. Może chociaż Robert się wyspał? Zajmując swoje miejsce przy stole, spojrzał na stojący dzbanek z kawą. Zastawa stołowa najpewniej była już przygotowana, ale nie było jedynie dużej ilości jedzenia, gdyż śniadanie było w tej chwili przygotowane tylko dla Roberta. Richard sięgnął po dzbanek z kawą dominującą lewą ręką. Podniósł go i lekko się skrzywił. Ramię dawało o sobie znać. Co znaczyło, że musiał porządnie przywalić, że odczuwał to dopiero teraz, dzisiaj z rana. Odstawił dzbanek i sięgnął po niego drugą ręką, aby nalać kawy do kubka. Mógłby wspomóc się magią, ale nie chciał przy stole czarować, skoro miał dwie sprawne ręce. W między czasie zadał pytanie o informacje w proroku, odstawiając dzbanek na miejsce. Odsunął trochę talerz, aby oprzeć się przedramionami i wziąć kubek w obie dłonie. Upił łyk czując że kawa była jeszcze ciepła. Na tyle, że można było ją normalnie pić. W zamkniętym naczyniu, ciepło utrzymywało się dłużej. Spojrzał na brata, który jakoś nie wyglądał na zadowolonego zawartością treści prasy. Sam również zmarszczył brwi, jak to usłyszał. "Poważnie?" – zdziwił się w myślach. Może wydarzenia z nocy nie zdążyli opisać do Proroka, nie było tam świadka i dziennikarza, albo może być też inna opcja. - Nie chcą martwić mieszkańców?Odstawił kubek i za zgodą brata sięgnął po gazetę. Przejrzał nagłówki pierwszej strony. Potem kolejnej, następnej i następnej. Nie spieszył się. Rozmasował swoje lewe ramię, jakby potrzebował rozmasować obolałe mięśnie. Niesamowite, jak prasa potrafi uciszyć czujność mieszkańców opisywaniem świąt i przepisów. Żadnych faktów, informacji, działań przestępczych? Aż trudno uwierzyć, że w świetle ostatnich wydarzeń, nie poruszyli, choć jednego problemu. Robert był niezadowolony, Richard zdziwiony. - Odwrócili uwagę świętami.Stwierdził zamykając gazetę. Faktycznie, nie było nic ciekawego i wartego czytania. Złożył i odłożył na bok, na swoje poprzednie miejsce, równiutko na brzegu stołu. Znów sięgnął po kawę i upił łyk. RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Robert Mulciber - 06.07.2024 Ostatnim, co chciałby usłyszeć Robert, było jakiekolwiek porównanie jego osoby do ojca. Zwłaszcza, że tych wszystkich łączących ich cech, pozostawał jak najbardziej świadomy. I niekoniecznie był z tego faktu zadowolony. Niekoniecznie było to coś, co mu odpowiadało. Zwłaszcza, że swojemu rodzicielowi miał do zarzucenia naprawdę dużo. Ich relacje można na spokojnie określić, jako: to skomplikowane. Całe szczęście, nawet jeśli coś takiego pojawiło się w głowie Richarda, nie zdecydował się o tym powiedzieć. Zwrócić na ten szczegół uwagi. Brat miał wystarczająco oleju w głowie, aby zachować to dla siebie. Być może z tego względu, że i dla niego te wszystkie lata spędzone pod czujnym okiem ojca, nie są okresem, który wspomina najlepiej. Zajęty składaniem gazety, nie zwrócił uwagi na to, że brat zmienił rękę, którą sięgnął po dzbanek. A że chwilę później ten sam dzbanek trzymał już w lewej? To akurat Robertowi tak po prostu umknęło. Sam był praworęczny, dlatego nie postrzegał tego jako coś dziwnego. Nie pasującego do obrazka. Co oczywiście nie znaczy, że o leworęczności własnego brata wcale nie pamiętał. To nie tak. Nie do końca. Zwyczajnie nie poświęcił temu odpowiednich ilości uwagi. Nie miał takowej potrzeby w tym momencie. - Być może. To nawet prawdopodobne. - wzruszył ramionami, kiedy ze strony Richarda padło całkiem sensowne wytłumaczenie dla tej sytuacji. Były święta. Organizacja sama w sobie dopiero zdawała się raczkować. Może rzeczywiście Ci u góry chcieli to wszystko czymś przesłonić. Robić dobrą minę do złej gry. Wmawiać wszystkim, że problem nie istnieje. Pytanie tylko jak długo będą w stanie to robić? Zwłaszcza, kiedy z tymi wszystkimi zdarzeniami, atakami... kiedy czarodzieje będą spotykać się z nimi bezpośrednio. Wszyscy bez wyjątku. Prędzej czy później każdemu przyjdzie się z tym zmierzyć. - Nie sądzę jednak, żeby cokolwiek miało im to na dłuższą metę przynieść. Nie da się w nieskończoność robić dobrej miny do niekoniecznie dobrej gry. - podzielił się tym wszystkim, nie uważając aby była to jedna z tych kwestii, które powinien był zachować dla samego siebie. W końcu za wyrażanie własnego zdania, zwłaszcza podczas rozmowy z bratem, nikt go o nic nie oskarży. Wystawienia biletu prosto do Azkabanu nie uzasadni. Nie było tutaj miejsca na faktyczne obawy. Obawy w zasadzie o cokolwiek. Zamiast na tych wszystkich obawach, Robert skupił się na swoim śniadaniu. Dokończeniu drugiego tosta. Zjedzeniu tych niewielkich pomidorków koktajlowych, które znajdywały się na jego talerzy. Na dopiciu już nieco chłodnej kawy. - Selar przeszła dzisiaj samą siebie, tosty są przepyszne. - podzielił się z bratem. - Szczerze polecam. RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Richard Mulciber - 07.07.2024 Wystarczająco dużo przeszli ze swoim ojcem, żeby jeszcze o nim wspominać po śmierci. Mimo iż Robert przejawiał momentami jego zachowania, Richard nie mówił tego na głos. Zachowywał dla siebie. Pod wieloma względami przecież Robert bardzo różnił się od Francisa. Chciał powrotu brata do domu. Ściągnąć go do rodzinnej kamienicy. Wspierał go za każdym razem, kiedy tego potrzebował. Co również szło w drugą stronę, wzajemna pomoc i wsparcie. Tego Richard od ojca nigdy nie otrzymał. I choć faktycznie nie miał zbyt wielu dobrych wspomnień z ojcem, dość surowo go wychowującym, to jednak najlepsze wspomnienia zostają zawsze z bratem. I tak Richard był pełen podziwu, że jedyną umiejętność jaką ojciec zgodził się go nauczyć, były Nici Powiązań. Zwykle czynności codziennego użytku wykonuje się dominującą ręką już z przyzwyczajenia. Richard często więc przy stole posługiwał się lewą ręką, chyba, że wyjątkowo coś było w pobliżu jego prawej strony. Szczegół być może mało istotny. Komentując prasę, Robert zgodził się poniekąd z jego przypuszczeniami. Zauważył jednak słuszną rzecz, że na długo nie ukryją tego, co społeczność doświadcza w ostatnich dwóch miesiącach. Gapiąc się na kubek przed sobą, zastanawiał nad tym, czego doświadczył w nocy. Bliźniak zdawał się być dzisiaj w dobrym nastroju. Warto go niepokoić? Że jego brat po latach znów w coś się wpakował? Tosty. Tak, Selar była ich tutejszą wspaniałą skrzacią kucharką. Tutaj Richard zgadzał się bez wątpienia. Pamiętał to jeszcze za czasów jak mieszkał w tym domu zanim się wyniósł na Skandynawię. - Tak? W takim razie powiem jej, aby przygotowała na śniadanie o wyznaczonej porze jak dzieciaki wstaną i się ogarną."O ile nie będzie trzeba leni wywalać z łóżka." – dokończył w myślach. Skoro brat zjadł śniadanie, Richard ostatecznie stwierdził, że lepiej byłoby to teraz przegadać, póki są sami. Zawsze sobie o wszystkim mówili. Przynajmniej o większości spraw i problemach. - Robert… Zaczął, przenosząc na niego już nieco poważniejsze spojrzenie. - Wspomniałeś, że Londyn nie jest bezpieczny. Tylko Londyn, czy to się rozciąga na całą Anglię? Wyspy Brytyjskie? Zadał pytanie, odnosząc się ponownie do tematu z atakami śmierciożerców. Jakby szukał potwierdzenia, że nie tylko w Londynie sieją postrach. Ale i w innych miejscach, gdzie mieszka i pracuje społeczność czarodziei. RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Robert Mulciber - 07.07.2024 Rzeczywiście miał tego ranka lepszy humor niż poprzedniego wieczoru? Nawet jeśli, to sam tego w ten sposób nie odczuwał. Nie skupiał się na tym wcale. Zajęty śniadaniem, starał się po prostu możliwie najmniej myśleć o wszystkich tych kwestiach, które wcześniej obudziły w nim pewną dozę zazdrości. Nie było sensu tego roztrząsać. Nie było sensu do tego w ogóle wracać. Zwłaszcza, że takie wracanie nie przyniosłoby niczego dobrego. - Doskonały pomysł. - zaaprobował to, co padło ze strony Ricka, jednocześnie dopijając już do końca kawę, a następnie ocierając delikatnie usta i ich okolice leżącą dotąd na stole serwetką. Myślami był już bardziej przy tym, co znajdywało się w jego planach na ten konkretny dzień. Niby okres świąteczny, ale Robert nie był przecież tym typem człowieka, który z takich właśnie powodów rzucał wszystko. Pozwalał sobie na odpoczynek, cieszenie się tą specyficzną atmosferą. Wolał pracować. Nie dane było mu jednak wystarczająco szybko opuścić jadalni. Na miejscu zatrzymało go jednak wypowiedziane przez Richarda imię, a także towarzyszące temu zdecydowanie poważniejsze spojrzenie. Skinął bratu głową, żeby mówił. Zgodził się poświęcić mu tą chwilę uwagi. Albo nieco więcej niż chwilę. Bo wydawała się ona, ta uwaga, w tym momencie Richardowi rzeczywiście potrzebna. Zanim udzielił bratu odpowiedzi, przez chwilę nieco uważniej mu się przyglądał. - Dlaczego o to pytasz? - w pierwszej kolejności zdecydował się zadać pytanie. Oczywiście, mógł bratu udzielić odpowiedzi, przekazać tych kilka informacji, ale... z racji na to, że Rick mieszkał na co dzień w Norwegii, to wszystko dotyczyło go w naprawdę niewielkim stopniu. Nie musiał się tym tematem aż tak bardzo interesować. Przejmować się tym, co obecnie działo się w Wielkiej Brytanii. Z jakiegoś powodu jednak to robił. Zadawał pytania. Starał się w tym wszystkim grzebać. Aż chciało mu się powiedzieć: zostaw to wszystko, zanim natrafisz na jakieś truchło. Bo tak by to się najpewniej zakończyło. I nie byłby to koniec, który mógłby kogokolwiek zadowolić. Ucieszyć? Dał bratu dość czasu na jakieś wyjaśnienia. Uzasadnienie tego pytania. Nie potrzebował jednak wiele, żeby cokolwiek więcej mu na ten temat powiedzieć. Robert wyszedł tutaj z założenia, że będzie lepiej, jeśli o pewnych kwestiach Richard dowie się właśnie od niego. Lepiej dla nich obydwu. Dlatego też koniec końców przeszedł do ciut szerszego nakreślenia tej sytuacji. - Pierwsze ataki skupiły się na Londynie, przede wszystkim tym magicznym. Sporo tego było choćby na Pokątnej i Horyzontalnej. Ostatnio jednak z wolna rozlewa się to również na inne części kraju. - przechodząc do tego tematu, Robert również spoważniał. - Myślę, że to kwestia czasu, zanim faktycznie obejmie to całą Wielką Brytanię. Od manifestu minął dopiero miesiąc, a działania... wszystko zdaje się rozwijać w takim kierunku. - o mały włos nie wspomniał by o tym, że to były ich działania, tym samym przyznając się do tego, że był w to wszystko zaangażowany. Od samego początku. Choć Rickowi ufał, wiedział, że brat by tego nigdy nie wykorzystał, to nie chciał go w to wciągać. Nie w momencie, kiedy był od tego tak daleko; kiedy nie musiał opowiadać się po żadnej ze stron. Podejmować tak wielkiego ryzyka. RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Richard Mulciber - 07.07.2024 Richardowi mogło się tak po prostu zdawać. Mało spał dzisiejszej nocy, nie ogarnął się jeszcze w pełni i dopiero zaczął pić kawę. Z boku mogło to wyglądać inaczej, kiedy się rozmawiało. A Robert mógł przecież dzień dobrze zacząć, pomijając niezadowolenie z przeczytania beznadziejnego wydania Proroka Codziennego, dnia dzisiejszego. Śniadanie dogadane, Selar zostanie powiadomiona aby zrobić tosty, gdyż dzieci będą uszczęśliwione. Później będzie trzeba pomyśleć, jak im dzień zagospodarować, czy bezpieczniej będzie puścić ich samych na miasto. Po dzisiejszej przygodzie, Richard miał pewne wątpliwości. Dlatego poważniej podszedł do tego tematu, poruszając go póki jeszcze siedzieli sami. Robert zgodził się poświęcić jeszcze tę chwilę, choć nie udzielił odpowiedzi od razu, ale zadał pytanie. Skąd w ogóle o to pyta? Prawda, że mimo mieszkania za granicą, nie musiałby się tym przejmować. Ale jednak wracał do Londynu znacznie częściej niż kiedy jeszcze żył ich ojciec. - Ze względu na bezpieczeństwo naszych dzieci. O ile będę starał się swoich trzymać z dala od tego, tak sam planuję wrócić do kraju, jak Ci obiecałem. Za dwa lata moja córka kończy Instytut Magii. Nie wiem czy do tego czasu to się zakończy, ale pamiętasz ile trwała ostatnia wojna czarodziejów?Odniósł się oczywiście do Gellerta Grindelwakda. Jeszcze za ich czasów, było o tym przecież głośno. Czy będzie powtórka? Tego nikt nie potrafił przewidzieć. Robert w końcu postanowił udzielić odpowiedzi, wyjaśniając jak ogólnie wygląda sprawa z tymi atakami. Słuchał go uważnie. Zapamiętywał, analizował. Chciał być w miarę na bieżąco z sytuacją w rodzinnym kraju. Gdy brat skończył, Richard spojrzał na zawartość kubka swojej kawy. Siedział, opierając się przedramionami o blat stołu. - Miałem okazję spotkać… śmierciożerców. Jak ci wspomniałem o wyjściu na spacer, udałem się do Hogsmeade.Przyznał, nie kłamiąc. Skierował spojrzenie na brata, aby to mógł nawet w oczach wyczytać. To, że tutaj siedział, widocznie nic mu nie zrobili. Tak, na pierwszy rzut oka można było tak stwierdzić. Na razie nie mówił nic więcej. Chcąc zapewne sprawdzić reakcję brata. Lecz po chwili dodał parę zdań. - Narobili zamieszania w jednym z domostw. Hałasy było słychać na ulicy. RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Robert Mulciber - 07.07.2024 Tłumaczenie Richarda, jakoby całe to zainteresowanie tematem wynikało z potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa dzieciakom, było czymś, co Robert po prostu kupił. Mógł to zrozumieć. Może nawet rozumiał? Na pewno nie starał się w żaden sposób kwestionować. Kiwnął głową, w reakcji na jego słowa, zanim cokolwiek zdecydował się powiedzieć. Temat nie był bowiem z tych prostych. W żadnym razie. - Myślę, że porównywanie obecnej sytuacji do ostatniej wojny czarodziejów, jest zdecydowanie na wyrost. - postanowił zacząć od tej drobnej uwagi. Bo faktycznie widział to w ten sposób. Za wcześnie było, aby w ten sposób na to patrzeć. Minął wszak zaledwie miesiąc od kiedy na scenie pojawił się Lord Voldemort. Jak długo na niej pozostanie? Jak wiele czasu będzie potrzebował na realizacje swoich celów? - Jest na to zdecydowanie zbyt wcześnie. A jeśli mowa o Twoich dzieciakach, jestem pewien, że nie musicie się w tym przypadku niczego obawiać. Gdyby doszło do jakiegoś nieszczęścia, byłby to naprawdę niefortunny zbieg okoliczności. - brzmiał przy tym na pewnego swoich słów. Skąd brało się w Robercie to przekonanie? Gdyby Richard o to teraz zapytał, usłyszałby co najwyżej, że to wynik poczynionych obserwacji. Bo Robert wszystko starał się obserwować, uważnie śledził to, co działo się w kraju. Pozwoliło mu to na wyciągnięcie pewnych wniosków. I te wnioski raczej nie wskazywały na to, aby ktokolwiek z ich rodziny musiał się czegokolwiek obawiać. Nie pasowali wszak do opisu typowych ofiar. Nie zająknąłby się choćby słowem o tym, że do typowania kolejnych celów, ofiar, sam przecież przykładał rękę. Miał na to pewien wpływ. Tego bowiem bliźniak wiedzieć nie musiał. Dla własnego dobra, bezpieczeństwa, być może nawet wiedzieć nie powinien. Niewiedza bywała czasem błogosławieństwem. - Jeśli natomiast chodzi o wydarzenia w Hogsmeade... ile zamieszania może narobić dwóch zwolenników wariata? Służby z reguły reagują na te ataki bardzo szybko. Przynajmniej tak słyszałem. Mam nadzieje, że sam nie próbowałeś działać tutaj na własną rękę? - Robert dopiero w tym momencie zainteresował się jakoś bardziej tym, czy bliźniak był cały, zdrowy, w jednym kawałku. Może nosił jakieś widoczne ślady, które pozostały mu po tym nocnym spotkaniu? Ah, głupi czasem bywał ten Richard! Wchodził tam, gdzie nie powinien. - I co Ty w ogóle robiłeś w Hogsmeade? Zwłaszcza w nocy? - bo o ile spacer po Londynie był dla Roberta w pełni zrozumiały, tak wyprawa aż do Szkocji... to już rozumiał trochę mniej. Po co to komu? Na co? Taka podróż w środku nocy? Chyba, że wiązało się z tym coś, o czym Richard nie chciał powiedzieć? Z kimś tam się spotykał? RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Richard Mulciber - 07.07.2024 Może poszedł złym przykładem, porównując ostatnią wojnę czarodziejów, która trwała na prawdę długie lata, ale nie miał innego lepszego przykładu, aby nawiązać do obecnie rozpoczynającego się czegoś, co miało być następstwem działań Gellerta. Skupił uwagę na bracie, który wyjaśniał mu tę kwestię ze swojej strony, obserwacji jako stałego mieszkańca tego miasta. Wiedział na pewno więcej. Może też posiadał wiedzę z innych źródeł? Sama prasa niczego więcej nie przedstawi, jak teraz mieli tego jasny przykład. A Richard, był właśnie świadkiem pewnego zdarzenia. - Może i masz rację. Za szybko wyciągam porównawcze wnioski w obliczu tego, co dopiero się zaczęło. Twoje przekonanie mnie zaskakuje, jakbyś pewny był tego, że nie powinienem się o bezpieczeństwo dzieci przejmować. Ja mieszkam jeszcze w Oslo. Ty masz tutaj córkę.Wyraził tym samym zainteresowanie posiadaną wiedzą przez brata i przekonaniem, pewnością w swoich słowach, jakoby chciał go uspokoić? Zapewnić, że niczym nie powinien się przejmować? Obaj są ojcami. Richard miał więcej dzieci i może bardziej przykładał w sobie obawy o ich bezpieczeństwo, mając roztrzepanych momentami chłopaków. Nie chcąc, aby wpakowali się w jakieś kłopoty, przebywając tutaj w Anglii. Kto wie, czy nie odziedziczyli tego po nim. Sprawa z jego obecnością w Hogsmeade bardziej zwróciła Robertowi uwagę, kiedy Richard przyznał się, iż tej nocy tam był. Teraz to dopiero musi się tłumaczyć. A mógł nic nie wspominać o tym. Odparł w końcu, wracając spojrzenie m na Roberta takim "przecież żyję, nic mi nie jest". Bo faktycznie, na pierwszy rzut oka wyglądał dobrze ale na zmęczonego, nieogolonego, nie przespawszy zalecanych godzin snu. Nie było tylko pewności, czy na ciele był cały. A że mieli zimę, koszula i ciemny sweter oraz spodnie idealnie wszystko zakrywały. - Miałem potrzebę odwiedzić stare śmieci. Zajrzeć do Pubu pod Trzema Miotłami. Przyznał się. Westchnął i dodał. - Tak wiem, jestem durniem i nie powinienem w takim okresie robić nocnych wycieczek aż tak daleko. Żyję. I jestem cały. Kolejne wytłumaczenie się, po którym uciekł wzrokiem i uwagą do kubka z kawą, unosząc go prawą dłonią do ust, aby upić łyk. Wrócił jeszcze do tematu wariata i tych śmierciożerców. - A jeżeli wariatem nazywasz tego Lorda Voldemorta, to bym trochę odpuścił. Jego ideologia nie jest zła, ale zwolenników to powinien umieć dobierać. Jedyną służbą na miejscu byłem ja. RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Robert Mulciber - 08.07.2024 - Sophie? Przez większą część roku przebywa w Hogwarcie. – starał się odbić piłeczkę, nie było mu bowiem śpieszno do dzielenia się posiadanymi informacjami. Nie wynikało to jednak z braku zaufania do brata, a raczej z potrzeby zadbania o jego bezpieczeństwo. Na chwilę obecną wolała go trzymać od tego wszystkiego z daleka. – W całym kraju nie ma obecnie bezpieczniejszego miejsca niż szkoła. Wiesz, że to prawda. Prawdy w tych słowach było naprawdę dużo. Tylko czy posłużenie się takim wytłumaczeniem miało wystarczyć, kiedy chodziło o uspokojenia brata? O pewne takie… zamydlenie mu oczu? Robert miał nadzieje, że Richard nie będzie drążył; że mu z tym wszystkim zwyczajnie zaufa. Ten jeszcze jeden raz. Bo czy kiedykolwiek dał mu podstawy do tego, aby to zaufanie ograniczyć? Nocna wyprawa do Hogsmeade przyciągnęła jego uwagę. Przyciągnąć ją musiała. Bo wiedział. Bo zdawał sobie sprawę z tego, że czarodziejska wioska znajdywała się na liście celów; że została ona uwzględniona w planach. Dlatego dopytywał. Dlatego przejął się tym zdecydowanie bardziej niż poruszonym chwilę temu bezpieczeństwem własnej córki. - Masz racje. Jesteś durniem i powinieneś był za tę głupotę oberwać. – wreszcie padło z jego strony. Łatwo było zauważyć, że Robert był tym wszystkim całkiem mocno poruszony. Mimo wszystko o bezpieczeństwo bliskich sobie osób musiał więc się obawiać. A przynajmniej o bezpieczeństwo samego Richarda. – Aczkolwiek cieszę się, że nic Ci się nie stało. Złagodniał. Oczywiście, że koniec końców musiał przynajmniej trochę złagodnieć. Bo nie potrafił tak na dłuższą metę. Nie umiał gniewać się na brata. Szkoda, że podobnej wyrozumiałości Robertowi brakowało, kiedy chodziło o inne osoby. Aczkolwiek nie o tych innych osobach teraz mowa. A przynajmniej – nie w tym sensie, skoro Richard postanowił pociągnąć temat Mistrza. Czarnego Pana. Człowieka, który miał stać się szeroko znanym jako Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Aczkolwiek dopiero za jakiś czas. - Zwolenników? – zainteresował się tym. Z perspektywy Richarda zapewne była to ledwie ciekawość. Uzasadniona ciekawość, skoro temat tych ataków był przez cały ten czas tematem gorącym. Względnie świeżym. Budzącym wśród czarodziejów na Wyspach Brytyjskich spore poruszenie. – Skąd takie zdanie? – doprecyzował jeszcze. W rzeczywistości bowiem Richard nie powiedział wiele o tym, co wydarzyło się w Hogsmeade. A przynajmniej nie na tyle dużo, żeby to wszystko stało się dla Roberta czymś oczywistym. Do uwagi brata, jakoby ideologia, którą głosił Czarny Pan nie była czymś złym – do niej po prostu się nie odniósł. Przemilczał. O ile mógł nazwać Mistrza wariatem, w zasadzie zrobił to chwilę temu, to posunięcie się o ten następny krok do przodu nie wchodziło już w grę. Robert miał swoje granice. I starał się ich trzymać. RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Richard Mulciber - 08.07.2024 Tłumaczenie się bezpieczną szkołą, nie przekonywało Richarda. A szczególnie, jeżeli chodziło o Hogwart. Jeden z powodów, dla których także nie zdecydował się zapisać swoich dzieci, tylko do Instytutu Magii. - Po tej całej akcji z Martą Warren zacząłem w to wątpić, aby Hogwart był bezpieczny. Chyba że na przestrzeni lat coś się zmieniło.Przypomniał bratu jak to zamordowano mugolaczkę, gdy obaj chodzili do tej szkoły. Bezpiecznym miejscem nie było, skoro rodzice ich wcześniej do domu sprowadzili. Jako nastolatek miał to w dupie i że dziewczyna sobie sama na to zasłużyła. Nadal tak uważa, ale patrząc tym razem pod kątem bycia ojcem i posiadaniu swoich dzieci, być może miałby wątpliwości o ich bezpieczeństwo w Hogwarcie, gdyby do niego uczęszczały. Robert może widział to inaczej. Może przez kilka długich lat, w Hogwarcie sporo się zmieniło pod względem bezpieczeństwa. Nie będzie wnikał. Temat ten jednak był mniej wart uwagi, kiedy spostrzegł, że Robert bardziej zainteresował się jego obecnością w Hogsmeade. Przyznał nawet, że jest durniem, co sam Richard o tym wiedział. Za głupotę oberwał. Ale tego Robert nie musiał przecież wiedzieć. Nie chciał go tym za bardzo martwić. Była mała potyczka i tyle. Miło z kolei, że brat wykazywał troskę. - Następnym razem nie będę się zapuszczać tak daleko.Zapewnił, aby Robert ponownie nie musiał się o niego martwić. Raz jeden mu wystarczyło. Nie sądził, że nawet w Szkocji dochodzi do niespodziewanych ataków. Przekonał się na własnej skórze. Robert pociągnął temat, zadając pytanie o zwolenników. Richard nie bardzo wiedział o co konkretnie on pyta. - No tych śmierciożerców? Nie są zwolennikami? Użyłeś wcześniej tego słowa? To chyba to samo? Czy coś pokręciłem?Dopytał, przekonanym będąc, że mówią o tych samych osobach, co robią na ulicach raban z hukiem, zwracając na siebie uwagę. Brat doprecyzował pytanie, kolejnym, chcąc najwyraźniej poznać jego zdanie na temat ich działań? Trochę czuł się jak na przesłuchaniu. Oparł się wygodniej plecami o oparcie krzesła. "Skąd takie zdanie.." –zastanowił się, przypominając całą akcję. - Nie wiem jaki konkretnie jest cel ich działań. Ale jeżeli mają kogoś postraszyć, coś zabrać, zabić, to nie powinno się robić tego po cichu? Trafili widocznie na sprytniejszą od nich osobę, co wymknęła się im wysadzając część swojego biura, niszcząc materiały. Huk jaki było słychać na ulicy, zwrócił nie tylko moją uwagę ale innych mieszkańców.Wyraził swoje zdanie, niczym wprawiony już w usuwaniu szkodników ludzkich, spoglądając na działanie tak, czego nie powinno się robić? Może wysłali amatorów? Nie wiedział. Utkwił wzrokiem na Robercie, jakby czekał na kolejne pytania? Bardziej chciałby usłyszeć wyjaśnienia. Dopowiedział także wstępną część zdarzenia, której był świadkiem. Jeżeli Robert będzie chciał znać zakończenie, to mu je przedstawi. - Wiesz coś więcej? Czy mnie się wydaje? W tej sprawie. Zapytał ostrożnie. Może miał błędne przeczucie tego przepytywania. Jakby Robert go sprawdzał. Jeżeli coś wiedział, byłoby miło, jakby się swoją wiedzą podzielił. To przecież dobre tematy niż przepisy świąteczne z Proroka Codziennego. Przecież zawsze mówili sobie wszystko. RE: [21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert - Robert Mulciber - 08.07.2024 Sprawa Marty Warren, przez kolejne pokolenia uczniów nazywanej Jęczącą Martą, dla Roberta stanowiła odległą przeszłość. Dzisiaj, kiedy myślał o tej placówce, o Hogwarcie, wydarzenia związane z jej śmiercią nie były pierwszym, co pojawiało się w jego głowie. Owszem, nadal pamiętał. Owszem, nadal uważał, że władze szkoły nie dopełniły swoich obowiązków. Zarazem jednak nie rzutowało to na jego opinię na temat tego miejsca. A już na pewno nie w takim stopniu, jak to miało miejsce w przypadku Richarda. - Od tamtych wydarzeń minęło prawie 30 lat. Czasy się zmieniły, Rick. - zauważył. Wciąż jednak za tymi słowami bardziej niż faktyczne przekonania, stała chęć odwiedzenia brata od drążenia tematu, który był nieco niewygodny. Mógł okazać się problematyczny. Na szczęście kolejna kwestia, kwestia wyprawy Richarda do Hogsmeade, zdawała się być aż nadto pomocną. Płynnie przeszli z jednego tematu do drugiego, choć wciąż krążyli zbyt blisko tego, czego Robert wolałby nie poruszać. Jakoś jednak musiał sobie z tym fantem poradzić. Przecież nie uda mu się unikać tego w nieskończoność. Pozostawał tego świadomy. - Trzymam Ciebie za słowo. - zareagował na otrzymane zapewnienie, na ten moment jeszcze nie będąc świadomym tego, że niedalekiej przyszłości sam zdecyduje się poprosić brata o to, żeby pomógł mu z pewnym zadaniem mogącym go narazić na pewne niebezpieczeństwo. Na razie tak daleko myślami nie wychodził. Czegoś takiego w ogóle nie brał pod uwagę. Może z tego względu, że nie był wciąż na to gotowy? Westchnął, kiedy brat zdawał się nie zrozumieć pytania. - Śmierciożercy, zwolennicy, wyznawcy, zwał jak zwał. - wtrącił. Mógłby oczywiście mu pewne różnice i podziały nakreślić, nie miałby z tym problemu, ale po jednej przekazanej informacji, zapewne łatwiej przyszłoby mu zdecydować się na kolejną. A później jeszcze następną. Nie chciał sobie na to pozwalać. Wykonywać tego kroku. Potrzebował jasnych, możliwie wyraźnie zaznaczonych granic. Wysłuchał uwag, które miał mu do przekazania brat. Głośni. Zwracający na siebie uwagę. Pozwalający na to, żeby cel im się wymknął. I pomyśleć, że o niepowodzeniu tego zadania nie miał jeszcze okazji usłyszeć. Będzie musiał tym się zająć. Rozliczyć odpowiednie osoby. Przypomnieć im, gdzie konkretnie znajdywało się ich miejsce. Pozwolił sobie na chwilę odpłynąć w myślach. Właśnie w tym kierunku. W kierunku organizacji. Do rzeczywistości szybko jednak przywołało go pytanie brata. Nie odpuszczał. Nigdy nie odpuszczał. - Tak. Mam w swojej garderobie śmierciożerczą szatę i maskę, a w wolnym czasie biegam po kraju i zabijam szlamy. Takie hobby. Stosunkowo nowe, dopiero co odkryte.- odpowiedział. Niby była to prawda, ale czy tak sformułowaną prawdę, ktokolwiek mógłby wziąć na poważnie? Nie mówiąc już o tym czy ktoś mógłby uznać Roberta za członka tego rodzaju organizacji? Za człowieka podejmującego się tak radykalnych działań? Zmienił się przez te wszystkie lata, mocno zmienił, ale czy te zmiany mogły go zaprowadzić w tym kierunku? Na to pytanie Richard musiał sobie odpowiedzieć sam. - Wiem tylko tyle, ile udało mi się gdzieś zasłyszeć. Nic więcej, Rick. I nic mniej. - te słowa dodał po krótkiej przerwie. Ile razy jeszcze coś podobnego będzie musiało opuścić jego usta? |