![]() |
|
[grudzień 1970] Światło i ciemność - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [grudzień 1970] Światło i ciemność (/showthread.php?tid=3272) Strony:
1
2
|
RE: [grudzień 1970] Światło i ciemność - Brenna Longbottom - 22.05.2024 Brenna była niesamowicie rozgadana, ale rzadko z jej ust wychodziły słowa wielkie, poetyckie czy inspirujące. Opowiadała o tym, jak bójka dwóch sąsiadów zamieniła się w regularną bitwę w kamienicy, jak gdy już wychodzili z przeszukania z niczym potknęła się i niechcący wpadła na wejście do tajnego przejścia w domu podejrzanego, gdzie na Pokątnej podawano najlepszą herbatę, który szampon od Potterów jest najlepszy do kręconych włosów i gdzie w Dolinie Godryka można spotkać błędne ogniki. Nie była mówcą, nie była charyzmatycznym przywódcą ani utalentowanym aktorem. Nie umiała czarować słowami. Jasne, dzięki. Ta scena nie wyglądałaby tak w żadnej książce. I była pewna, że jeśli Jonathanowi przyjdzie prosić kogoś o wsparcie, zrobi to znacznie lepiej niż ona. Brenna w tej chwili odetchnęła, po prostu ciesząc się, że ma już tę część za sobą. Teraz jeszcze zdawała się jej najtrudniejsza - o święta naiwności. – Nie naciskam. Morpheus jest bardzo oddany swojej pracy. Na tym etapie Brenna jeszcze nie zdawała sobie w pełni sprawy z tego, na ile mogą potrzebować kogoś w Departamencie Tajemnic. Ani jakie rozmiary przyjmie ta wojna. Miała zresztą dwadzieścia pięć lat i chociaż już od dawna nie była dzieckiem, i pracowała w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, i do licha, nie miała doświadczenia w planowaniu działań wojennych i budowaniu struktur podziemnego ruchu oporu. Nie wpadłoby jej do głowy wykłócać się z wujem i ojcem w tej sprawie. Potem zresztą też tego nie robiła. Po prostu już nikt nie mógł jej powstrzymać: i to nie tylko dlatego, że Derwin był martwy. – No cóż, jeśli to wypracowanie z historii magii… to nawet się zgadzam – przyznała Brenna, a potem omal się nie roześmiała. I na tę wzmiankę o szaliku, tak cholernie dobrze pasującą do Jonathana, i na to pytanie, wręcz rozczulające, że pytał, jak się z tym czuła. Chyba trochę dalej widział w niej tego dzieciaka, którego mógł poznać wpadając latem do Morpheusa: z wiecznie podrapanymi kolanami, zawsze pędzącego gdzieś do przodu. – Czasem jest wygodnie, kiedy ludzie cię lekceważą – powiedziała, a po jej ustach przemknął uśmieszek. Nie chciała, by pamiętali, ile ma pieniędzy, i by nie bić tym w oczy niektórych kolegów i koleżanek, i by nie zwracać na siebie uwagi. Bycie elementem tła doskonale Brennie pasowało. Nie sprzeczała się jednak: mogła wziąć od niego szalik, skoro on właśnie obiecał narażać życie, bo o to poprosiła. – Dużo lepiej niż czułabym się przypatrując nagłówkom i wiedząc, że nic z tym nie zrobię – odparła. RE: [grudzień 1970] Światło i ciemność - Jonathan Selwyn - 27.05.2024 Jonathan skinął głową, mając nadzieję, że nigdy nie wydarzy się coś, co sprawi, że ktokolwiek z jego najbliższych przyjaciół dołączy do nich. Ani do przeciwnej strony oczywiście. Jak jednak przystało ma rasowego aurowidza, skupionego na teraźniejszości, nie myślał o przyszłości zbyt długo. – Historię znacznie lepiej się opowiada, niż pisze nudne wypracowania o niej– skomentował, powstrzymując się, by nie powiedzieć, że kto wie. Może pewnego pięknego dnia biedni uczniowie będą zmuszani do wypracowań o nich i tej inicjatywie, na którą właśnie się zgodził. Co do samego przedmioty miał dość mocno mieszane uczucia. Sama historia magii była ciekawa, ale powinna być wykładana w zdecydowanie lepszym stylu. Na przykład z dodatkiem inscenizacji ważnych wydarzeń. – Brenno możesz nie wyróżniać się z tłumu i jednocześnie nie razić po oczach swoich rozmówców. Z tym płaszczem zrobiłaś przecież dobra robotę nie rozumiem, więc co poszło nie tak z szalikiem – skomentował próbując nie myśleć o tamtej burej barwie. – Szary też może być ciekawy. Tutaj chodzi o odcienie i wizję. – W głowie już widział jaki szalik wręczy dzisiaj Brennie. Jasnoszary z subtelnymi ciemnoszarymi wzorami na końcówkach powinien załatwić całą sprawę. Może rzeczywiście czasem wciąż myślał o Brennie, jak o tej małej dziewczynce, którą kojarzył z odwiedzin u Morpheusa, nawet jeśli doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że stała przed nim dorosła kobieta, która najwyraźniej tak jak i on była gotowa zrobić coś absolutnie nieodpowiedzialnego, nierozsądnego, niebezpiecznego, problematycznego, z zyskami trudnymi do przewidzenia i do odebrania w potencjalnie dalekiej przyszłości tylko dlatego, że było to słuszne. Merlinie, właśnie zgodził się na coś, co mogłoby kosztować go karierę, wolność, zdrowie, a nawet życie, a jednak czuł się teraz lepiej, niż jeszcze kilkanaście minut temu przed wizytą Longbottom. Teraz przynajmniej mógł coś zrobić. Spróbować zmienić sytuację. A nawet jeśli jego całe starania skończą się tym, że jedynie uprzykrzy życie jakiemuś Śmierciożercy to i tak było warto. Uśmiechnął się do niej bardzo szeroko. – Myślę, że podzielam ten sentyment. Koniec sesji
|