![]() |
|
[15/07/1972, Wieczór] Mój brat niedźwiedź| Nikolai & Samuel - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [15/07/1972, Wieczór] Mój brat niedźwiedź| Nikolai & Samuel (/showthread.php?tid=3274) Strony:
1
2
|
RE: [15/07/1972, Wieczór] Mój brat niedźwiedź| Nikolai & Samuel - Nikolai Petrov - 28.05.2024 Z pewnością los podrzuciłby im pod nogi inne, mniej krwawe i z całą pewnością o wiele milsze, okazje, by rozpocząć rozmowę, rozbudować znajomość i pielęgnować to zrozumienie, jakie tworzyło między nimi nie tylko oderwanie od znanego sobie świata, ale również postać zwierzęcia, które im patronowało. Z pewnością los miał w zanadrzu wiele innych sytuacji, w których mogli się znaleźć i poznać, ale najwidoczniej tę tęsknotę za wolnością, za zwierzęcością i dziką naturą uznał za najlepszą dla nich. Za tę, w której ich serca najszybciej zrzuciłyby z siebie te płaszcze nieufności, by mogły zbudować coś nowego. Widząc rękę Samuela, sięgającą po coś, Nikolai rozejrzał się. Czego drugi animag mógł potrzebować? -Potrzebujesz czegoś? - spytał łagodnie, gotowy w każdej chwili zerwać się, by przynieść mu to, czego potrzebował. Mógłby nawet przyprowadzić tu Suzie, gdyby to było to, czego Samuel w tym momencie chciał. Na wzmiankę o szarpaninie i prośbie o ograniczenie użycia zębów, na jego twarz wkradł się delikatny, może trochę nieśmiały uśmiech. -Myślę, że nam obu dobrze to zrobi - przyznał, bo chociaż Samuel nie gryzł go tak mocno, jak gryźć by mógł, to jednak te ranki, skryte pod maścią i bandażami jeszcze będą przypominać mu o sobie i o jego lekkomyślności. -To był twój dom. Nie dziwi mnie, że chcesz tam wracać. Czy on wróciłby do swojego "domu", gdyby mógł? Do Rosji? Do rodzinnej posiadłości? W te chłodne mury, w których jakakolwiek namiastka ciepła musiała się kryć przed apodyktycznym spojrzeniem Pana Domu i jego Pierworodnego Klona, a ściany zawaliłyby się od mnogości dziwnych zasad, gdyby ktoś zdecydował wszystkie je zapisać? Nie, nie wróciłby... Nie tam... W tamtym domu już od dawna nie czuł się, jak w "Domu". -Rosja to kraj... Rozległy kraj - odpowiedział z nutką melancholii w głosie, a jego wzrok znów spoczął na fiolce eliksirem na krew. -I tak, są tam upiory... Osobiście spotkałem trzy. Zwały się moimi Dziadkiem, Ojcem i Starszym Bratem - palce splotły się ciasno ze sobą, gdy Nikolai wziął głęboki wdech. Dlaczego opuścił Rosję? Czy chciał mówić prawdę? Może powinien zakończyć temat krótkim "Chciałem pomóc stryjowi", ale... Czy był powód, dla którego miałby kłamać? -Ja... - zawahał się jeszcze przez chwilkę. -Nie pasowałem do idealnego obrazka rodziny, który próbował kreować mój ojciec. Dla mojej rodziny status jest niezwykle ważny, a w domu panowało mnóstwo zasad, z których niektóre były wręcz absurdalne... Nie byłem posłusznym pieskiem, nie biegałem za moim starszym bratem, merdając wesoło ogonkiem... Chciałem być sobą i robić to, co sprawia mi radość. Pomagałem lokalnym hodowcom przy ich zwierzętach i robiłem rzeczy, których mój ojciec nie pochwalał. W końcu postanowił, że nie będzie mi już "pobłażał"... Odesłał mnie, tak jak wcześniej mój dziadek odesłał Vlada. Zawsze tak robią, gdy ktoś nie skacze tak, jak oni zagrają. -Wierzysz, że kiedyś upiory stąd zniknął?... Że kiedyś wrócisz do Kniei? RE: [15/07/1972, Wieczór] Mój brat niedźwiedź| Nikolai & Samuel - Samuel McGonagall - 30.05.2024 Tak Ciebie Chciał odpowiedzieć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Nikolai mówił dalej o swojej historii, o swoim trudzie, a perspektywa ta była szalenie odległa od doświadczeń Samuela. Jak to mogło być, że ktoś z rodziny Cię nie chciał? Mgliście pamiętał konflikt matki z jej krewniakami, był wtedy za młody, silne wspomnienie które pozostało to gniew rodzicielki już wtedy gdy wracali. Czasem sądził, że to tylko sen, że nie ma takich jak oni, że nie ma więcej chimer na świecie i było mu z tego powodu bardzo, bardzo smutno. Ten smutek jednak wytracał swoją toksyczną energię, kiedy Niko był gdzieś niedaleko, on: animag, niedźwiedź. To było kojące. – Nie jest mi przykro, że tak Ci się zadziało, bo jestem szczęśliwy, że jesteś tutaj. W Dolinie. Jestem szczęśliwy, że Cię poznałem. – patrzył w sufit, przekrwionymi, pozbawionymi blasku oczyma, błękitnymi jak zimowe niebo. Patrzył w sufit i rozmyślał o tym, jak bardzo potrzebuje ludzi i stada. I jak bardzo się tego boi. Dreszcz nawet przeszedł przez jego ciało, ale trwało to chwilę tylko, zawsze mógł zwalić na stan po ugryzieniu, zawsze mógł powiedzieć, że to tylko ciało drżało, a nie dusza. Z drugiej strony nienawykły był do kłamania, co z serca to prosto padało na jego usta, tak jak teraz, kiedy siedział obok chłopca z Rosji, który był samotny jak on, wyrwany z korzeniami, jak on. – Nie wiem. Mam nadzieję, próbuje mieć... cierpliwość. Staram się pracować. Opiekuje się ogrodami, buduje meble, sprawdzam zagrody. Drewno wiesz... robię w drewnie. – trochę mamrotał o swojej codzienności, ona pomagała mu przecież okrzepnąć. – Praca pomaga, ale tęsknota w sercu pozostaje. Trudno mi... chowałem się bez takich tłumów jak tu w Dolinie. Byliśmy sami w leśniczówce. Chciałbym... chciałbym Ci kiedyś pokazać mój dom, ale nie wejdziemy do lasu póki jest niebezpiecznie. O...obiecaj mi, że tam nie wrócisz, proszę... – odwrócił się z twarzą naznaczoną grymasem niepokoju. – Możemy umówić się jednej nocy, iść na skraj puszczy, na wrzosowiska. Możemy razem biegać i możemy szarpać się bez kłów i pazurów, ale zaklinam Cie nie idź do Kniei... Ludzie umierają, ludzie starzeją się porwani przez widma, cały czas nie wiadomo jak działają na zwierzęta, ale co jeśli te upiory byłyby w stanie rozpoznać Twoją drugą formę? – teraz nagle rozumiał, czemu Roselyn kazała mu obiecywać. Zrozumiał aż za dobrze ten lęk. Chociaż nie znał dobrze Nikolaia czuł, że nić między nimi jest od samego początku silniejsza. Zbyt wiele dzielili ze sobą. RE: [15/07/1972, Wieczór] Mój brat niedźwiedź| Nikolai & Samuel - Nikolai Petrov - 30.05.2024 Nie wszystkie rodziny były idealne, a te, które w oczach innych uchodziły za perfekcyjne, zawsze skrywały za drzwiami domostw brudne sekrety, które niszczyły ich reputację, gdy tylko zdołały wymsknąć się i dotrzeć do czyichś uszu. Perfekcja była sztuką, z którą należało obchodzić się niezwykłą ostrożnością i kurtuazją, bo najmniejszy błąd mógł zostawić skazę, którą zobaczą wszyscy, ale której nikt nie zdoła usunąć. Dlatego pozbywano się członków rodziny, którzy do idealnego obrazka nie pasowali. Którzy byli czarnymi owcami, zagrażającymi w jakikolwiek sposób dobremu imieniu familii. Nieważny był wiek, płeć, czy miejsce w hierarchii rodzinnej. Można było pozbyć się nawet Nestora, choć nie byłoby proste. W rodzinie Petrovych padło właśnie na Vladimira i Nikolaia. Drugich Synów. Młodszych Braci. Nieudanych Klonów i pomagierów przyszłej Głowy Rodziny. Czy Nikolai żałował? Może trochę, bo znów potraktowano go, jak niepotrzebną zabawkę, którą się wyrzuca, gdy przestaje spełniać swoją funkcję. Czasami żałował, bo nie mógł zabawiać bliźniaków, gdy ojca i Pyotra nie było w domu. Nie mógł grać z matką i oglądać jej uśmiechu. Ten żal był jednak słaby, najczęściej ledwo wyczuwalny, bo Anglia, bo Dolina Godryka, pozwalały mu żyć. Pozwalały mu oddychać i czuć się, jak człowiek, a nie jak marionetka. Nie żałował, bo poznał Brennę. Nie żałował, bo poznał Sama, z którym połączyła go nie tylko animagiczna forma, ale również doświadczenie, bo obaj zostali wyrwani ze swoich korzeni i musieli uczyć się żyć w innym miejscu, wśród innych ludzi. Na usta wkradł się delikatny, krótki uśmiech, gdy Samuel podzielił się swoją myślą, a zaraz potem pojawiło się zmartwienie, gdy po jego ciele przebiegł dreszcz. Było mu zimno? Czy coś innego wstrząsnęło jego ciałem? Podniósł się, pochylił nad drugim animagiem i otulił go kocem, podciągnął okrycie wyżej, prawie pod szyję. -Może kiedyś pokażesz mi swoje rękodzieła? I... Z chęcią zobaczyłbym twój dom... Prędzej czy później z pewnością znajdzie się sposób, by oczyścić Knieję... By można było bezpiecznie do niej wrócić - Nikolai nie wiedział o tych widmach nic, poza tym, że zatruwają Knieję i postarzają ludzi, a nawet ich zabijają. Nie wiedział, czym dokładnie były, ani skąd dokładnie się wzięły, ale mógł przecież wierzyć, że kiedyś te niebezpieczne dni minął. Samuel również mógł w to wierzyć. Wiara często pomagała ludziom zachować zdrowy rozsądek. Nie popaść w rozpacz. Czy mógł obiecać, że nie wróci do Kniei? Z pewnością będzie zdecydowanie ostrożniejszy, jeśli przyjdzie mu do głowy tak po prostu paradować na niedźwiedzich łapach, bez uprzedniego poznania terenu, ale... -Ja... Obiecuję, Sam... Nie wrócę do Kniei... Nie z własnej zachcianki. Ale ty również musisz uważać. Jeśli te upiory byłyby w stanie zapamiętać moją animagiczną formę, twoją również będą mogły Tyle mógł obiecać. Zostawił sobie jednak wolną furtkę, bo nigdy nie wiadomo było, co przyniesie następny dzień. A jeżeli coś zagoniłoby tam hipogryfy? Ktoś by tam zabłądził? Czy mógłby tak po prostu patrzeć na wszystko z boku, na bezpiecznym terenie, gdyby Knieja uwięziła Vlada, albo Brennę? Gdyby uwięziła Sama? -Powinieneś to wypić - Nikolai sięgnął po fiolkę z czerwonym eliksirem. -Pomoże na utraconą krew. Jeżeli zrobisz się senny, możesz położyć się w moim pokoju. Łóżko jest o wiele wygodniejsze, niż kanapa. RE: [15/07/1972, Wieczór] Mój brat niedźwiedź| Nikolai & Samuel - Samuel McGonagall - 01.06.2024 – Ja... ja złożyłem podobną obietnicę. Ale rozmawiałem z ludźmi z ministerstwa i obiecano mi, że jak znów będzie ekspedycja, żeby wytępić upiory, to zabiorą mnie wiesz... jako przewodnika. Znam to miejsce jak nikt, ale przy no... – umilkł zawstydzony, unikając spojrzenia Nikolaia. W sumie nie powinien zakładać, że chłopak pomyśli o nim źle, ale McGonagall sam myślał o sobie źle w tej sprawie. Nie angażuj się w sprawy ludzi z Doliny, w sprawy Systemu, w sprawy, które Cię nie dotyczą. Dlatego kiedy były organizowane pierwsze eskapady do przeklętej Kniei nie wychylał się nie proponował. Teraz, po ponad dwóch miesiącach sytuacja zmieniała się i czuł to. Zaczynało mu zależeć. Martwił się tym. A potem spojrzał w szczerą twarz Nikolaia i zastanowił się nad tym, czemu matka powtarzała mu wciąż jak ludzie są źli i chcą jego zguby. Czy Niko chciałby jego zguby? Gdyby tak, czy by mu tak z wujem pomagali? Raczej nie. Powoli, bardzo powoli uczył się, że przecież otaczające go osoby też mogły być... mogły być dla niego dobre. I to nie tylko w kontekście czynów, ale ogólnego samopoczucia, bycia przynależnym do kogoś, nie tylko do miejsca. Samuel odkrywał pustkę i tęsknotę, których smaku do siebie nie dopuszczał tyle lat. Powoli wyjął eliksir i ufnie opróżnił flakonik. Jego słodki smak rozlał się momentalnie po trzewiach, wzmagając naturalny proces regeneracyjny. Nie był jeszcze zdrów, ale znając swoje ciało wiedział, że jest lepiej niż dobrze. Otulała go opieka z zewnątrz i z wewnątrz, jego serce rozsadzało poczucie bezpieczeńśtwa, w oczy cisnęło się wzruszenie. Nie pamiętał kiedy ktoś się nim tak zaopiekował. Nie pamiętał... – W sumie... chyba nie chcę spać w ludzkiej skórze. Może... może chciałbyś razem ze mną? Tak byłoby mi najwygodniej – zaproponował z nadzieją. Powinni się zmieścić, pokój był na tyle przestronny że dałby radę dźwignąć nie jednego a dwa futrzaste stwory. Nie czekając na odpowiedź zaczął rozglądać się za różdżką. Wtedy koc przecież nie byłby potrzebny... RE: [15/07/1972, Wieczór] Mój brat niedźwiedź| Nikolai & Samuel - Nikolai Petrov - 01.06.2024 To była właśnie ta furtka, którą zostawił sobie Nikolai. Nie wejdzie do Kniei. Nie z własnej zachcianki. Jednak sytuacja, o której wspomniał Sam, była inna. Wciąż wiązało się to z niebezpieczeństwem i ogromnym ryzykiem, ale obecność Samuela, gdy ekspedycja zostanie utworzona i wyruszy, by odnaleźć źródło zła i je wyplenić, mogła kogoś uchronić, albo przynajmniej zmniejszyć straty. Samuel znał Knieję, w końcu tam się właśnie wychował. Jeśli zapuściłby się tam ktoś, kto jej nie znał, mało prawdopodobne było, by odnalazł drogę powrotną. Dlatego, zaciskając lekko usta, Nikolai skinięciem głowy przyjął wyjaśnienie drugiego animaga. -Rozumiem - powiedział, a po krótkiej chwili milczenia pochylił się nad mezczyzną i chwycił lekko jego podbródek, by nawiązać kontakt wzrokowy. -W takim razie obiecaj mi, że będziesz na siebie uważał. Będziesz ich przewodnikiem, nie tarczą, rozumiesz? - mówił z powagą, a patrząc w oczy Samuela, czuł, jak coś go zaczęło kuć w piersi na samą myśl o tym, że Samuel mógłby nie wrócić. Nie znali się aż tak dobrze. Wiedzieli o sobie tylko tyle, ile sobie powiedzieli. Wiele informacji nie wyszło jeszcze na jaw, ale Nikolai czuł, że gdyby Samuel... Gdyby coś mu się stało... -Musisz uważać i... Musisz wrócić... Musisz wrócić do nas - do niego, do Vlada, do Suzie i do wszystkich innych, którym zależało na Samuelu, bo Nikolai nie wierzył, że ktoś tak miły, tak... Ciepły... Jak Samuel, nie miałby nikogo, kto nie czekałby na jego powrót i nie martwił się o niego. Czy ludzie byli źli? Oczywiście. Nie trzeba było znać każdego czarnoksiężnika z imienia, nazwiska i liczby ofiar, ale wystarczyło czasami zainteresować się życiem społeczeństwa, by wiedzieć, że nie każdy czarodziej... Nie każdy człowiek był dobry. Może więc matka Samuela doświadczyła od innych ludzi jedynie zła, przez które w jej sercu zakorzeniła się ta nieufność i... Nienawiść?... Do ludzi? A może chciała przed czymś chronić syna? Ciężko było cokolwiek stwierdzić, gdy nie znało się całej historii. Powoli puścił Samuela, gdy ten sięgnął po fiolkę, i odchylił się, na chwilę odwracając głowę. Propozycja padła wręcz w idealnym momencie, odrywając chłopaka od nieskładnych myśli, kotłujących się w jego głowie. -Chcesz... Zasnąć, jako niedźwiedź? -był zaskoczony, chociaż nie było to negatywne zaskoczenie. W sumie... Co stało im na przeszkodzie? Miejsca było wystarczająco i faktycznie, koc nie byłby potrzebny. Najwyżej rano Vlad się wystraszy, jak ich zobaczy. -Jeśli dzięki temu będzie ci wygodniej, to nie mam nic przeciwko - powiedział, podając Samuelowi jego różdżkę i wyciągając również swoją. Może dzięki temu on sam będzie w stanie zasnąć tej nocy? RE: [15/07/1972, Wieczór] Mój brat niedźwiedź| Nikolai & Samuel - Samuel McGonagall - 03.06.2024 Ten niespodziany dotyk nie spotkał się z brakiem reakcji. Wręcz przeciwnie, niemal natychmiast po tym jak palce dotknęły dość gęstej jasnej brody, zatapiając się w niej trochę jakby była nie włosami a futrem, głowa osłabionego mężczyzny opadła na dłoń, z całym ciężarem i pragnieniem bliskości, które się z tym wiązało. Ciężko było stwierdzić, czy w ogóle słyszy co Nikolai do niego mówi, choć błękitne oczy ześlizgiwały się po twarzy chłopaka, pełne spokoju i ufności, jakby teraz tu przykryty kocem nie leżał człowiek, a zwierz jakiś z kniei wyrwany, który w końcu się zorientował, że nie musi się więcej bać. Ów powtarzana prośba o to co musi zrobić, podszyta desperacją i pragnieniem nie tylko przeżycia, ale gdzieś życia razem, we wspólnoście, bo przecież "nas" miał wrócić do "nich", to było tak nierealnie piękne, że rychło zeszkliło oczy Samuela, któremu nikt nigdy nie zabraniał płakać. Skinął tylko głową, z gardłem zaciśniętym wzruszeniem głową wciąż ciążącą na dłoni, która jeszcze przed kilkoma godzinami była straszliwą łapą próbującą wbić go w ziemię. W końcu wypił eliksir i sięgnął po różdżkę, a moc przepływającą przez kasztan skrywający włosie testrala przyjął z westchnieniem ulgi. Jego przemiana postępowała płynnie. Zsunął się z kanapy na której leżał, aby jej nie zniszczyć i momentalnie, gdy tylko łapy sięgnęły podłogi zatopił pysk w karku Nikolaia, w miejscu w którym zranił tego, którego chciał teraz widzieć jako swojego brata. Zamiast zębów jednak, pojawił się ciepły, gorący język na przeprosiny bez słów, na opiekę i troskę, której nie miał zasobów wyrazić w ograniczonej ludzkiej formie. Wtulał się w drugi futro ciasno, pomrukując bo słów mu poskąpiono, znów wąchając poznając i ciesząc się z takiej unikatowej chwili, gdy nie przemoc, a więź spoiła dwóch zagubionych chłopców. Ciężkie łapy spoczęły na mniejszym, zdobnym w ciemniejsze umaszczenie niedźwiedziu, uścisk dla człowieka byłby trudny do zniesienia, lecz drugie zwierzę o podobnej jeśli nie tej samej posturze mogło przyjąć je z całym dobrodziejstwem inwentarza. Obiecuję [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=O2Tk1ij.png[/inny avek] RE: [15/07/1972, Wieczór] Mój brat niedźwiedź| Nikolai & Samuel - Nikolai Petrov - 03.06.2024 Brak werbalnej odpowiedzi trochę go zmartwił. Chciał to usłyszeć. Chciał mieć pewność, że Samuel zrozumiał. Że jego słowa dotarły do uszu i umysłu drugiego animaga. Nie zabierał ręki, kciukiem głaszcząc jego brodę i policzek, czekając, czy Samuel mu odpowie. Skinienie głową było tak bardzo niesatysfakcjonujące, ale musiało mu starczyć. Kim był, by wymagać? By zmuszać kogokolwiek do składania jakichkolwiek obietnic? Przełknął gorycz i przyjął tę smutną myśl, że będzie musiał wierzyć, że to skinienie głową wystarczy. Że chociaż nie usłyszał wyraźnego Obiecuję, to Samuel zapamięta, że byli ludzie... Był ktoś, kto będzie na niego czekał. Kto będzie się o niego martwił, kto będzie czekał na jakiekolwiek wieści od niego. Kto rzuci się na jego szyję, gdy wróci, ale będzie rozpaczał, jeśli... Nie, to nie był czas na ponure myśli. Te należało zostawić żonom, których mężowie ruszali na wojnę. Podniósł się z kanapy i cofnął, by dać Samuelowi miejsce, gdzie jego ciało ulegało przemianie. Czubek mahoniowej różdżki nacisnął na jasną skórę, i świat jakby nabrał intensywniejszych kolorów, gdy to zwierzęce oczu, nie ludzkie, przyjmowały wizję świata, salon zrobił się cieplejszy, gdy osłaniało go futro, nie naga skóra. Ciężkie łapy opadły na podłogę, policzek otarł się o ten, należący do drugiego niedźwiedzia, którego ciepły język gładził jego futro, a czuły nos kodował w pamięci jego zapach. Oby tylko Vlad teraz niespodziewanie nie zszedł Dwa niedźwiedzie, splątane w zwierzęcym uścisku, z nosami wtulonymi w futra o podobnym, lecz nie takim samym ubarwieniu, powoli opadły na podłogę, jak na najwygodniejsze łóżko. Ogień w kominku powoli przygasał, zalewając salon półmrokiem, który wzywał do zamknięcia oczu i odpłynięcia w Krainę Morfeusza. Nikolai jeszcze długo po Samuelu nie zamykał oczu. Bezsenność miała to do siebie, że nigdy nie wiadomo było, kiedy po zamknięciu oczu i ponownym ich otwarciu nastanie ranem, a kiedy gwiazdy wziąć będą zdobić niebo, jak cekiny czarną suknię. Cały dzień przetrwał ze świadomością, że ta noc nie była tą, która pozwoli mu na kojący sen, ale teraz, gdy leżał w swojej niedźwiedziej skórze, wtulony w... brata?... czuł, jak jego powieki zaczynają mu ciążyć. Jego brat. Nawet w jego głowie to brzmiało... dziwnie... Tak kojąco, gdy ciepło rozlewało się powoli po jego całym ciele. Miał starszego i młodszego brata, z którymi łączyła go krew. Starszego nigdy jednak nie chciał nazywać "bratem", język zawsze z trudem wypychał to słowo, jakby było jadem. Z młodszym... Grigorij i Galina byli uroczymi maluchami, ale wkrótce zostaną zepsuci przez ogrom zasad i dziwną manię, jakby spaczenie, ojca, a Nikolaia nawet tak nie będzie, by ich uratować. Miał rodzeństwo, z którym dzieliła go krew, ale teraz, gdy tak leżał obok drugiego animaga, miał wrażenie, że Samuel jest mu bliższy, niż oni. Jego niedźwiedzi brat. I nie waż się złamać danego słowa. Będę na ciebie czekał. Koniec sesji
|