Secrets of London
[10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) (/showthread.php?tid=3275)

Strony: 1 2 3 4 5


RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Victoria Lestrange - 27.05.2024

Sprawa trytonów nie była sprawą Victorii, kiedy Cirill mówił o tym na początku. Ale kiedy wspomniał o topieniu ludzi, to już stało się jej sprawą, bo połączyła kropki pomiędzy trytonami a przynajmniej jedną ofiarą, sprzed kilku lat. To się składało w całość i to dość ponurą. Obecnie jednak, gdy byli pod wodą, wolała rozmowę zacząć… delikatnie. Ostatecznie nie byli na swoim terenie, a skoro już zdecydowała się płynąć za dwoma selkie, to było jasne (chyba), że się w tę sprawę jakoś zaangażowała, nawet jeśli nie powiedziała na głos o tych wszystkich zaginionych i o trupach znajdowanych na przestrzeni ostatnich trzech lat… teraz już jak najbardziej zamierzała się wtrącać w sprawy wodnego ludu, bo u oni wtrącili się w sprawy czarodziei żyjących na lądzie.

Starała się mieć Laurenta na oku mimo wszystko (zauważyła więc wyżłobienia na budowli, gdy wskazał je swoją płetwą); nie rozumiała nic z tego, jak porozumiewał się z Cirillem, ale nie ufała, że jest tutaj całkowicie bezpiecznie, nawet jeśli nikt się na nich nie rzucił z widłami (czy tam trójzębami). I to pewnie tylko dlatego, że ta grupka trytonów była przywiązana linami. To, że jeden z nich się do nich odezwał odebrała z pewną ulga, nawet jeśli w jego głosie pobrzmiewała wrogość. Trudno, nie musieli się tu od razu zaprzyjaźniać, nawet na to nie liczyła. Ale to oznaczało, że istniał cień szansy, że będzie się można z nimi jakkolwiek dogadać… a przynajmniej porozumieć.

– Przez nas? – zdumiała się wyraźnie i poderwała głowę w górę, jakby chciała spojrzeć poprzez hektolitry wody na powierzchnię. – Przebywają tutaj głównie mugole. Ja do dzisiaj nie zdawałam sobie sprawy, że w jeziorze znajduje się trytońska wioska – ale to, że nie zdawała sobie z tego sprawy ona, nie znaczyło, że nie zdawał sobie z tego sprawy Departament Magicznych Stworzeń. Chyba nikt z BUM-u, czy Biura Aurorów nie połączył tych kropek i nie pytał w tamtejszym wydziale, może wtedy szybciej rozwiązaliby niektóre zagadki… ale mogła mówić tylko za siebie. Więc mówiła. – Coś dziwnego dzieje się w Ośrodku – kontynuowała jednak, chcąc pokazać, że naprawdę nie mają złych zamiarów. – Aurowidzowie wspominali o czerni spowijającej jezioro i o fiolecie w innych miejscach – czy trytony wiedziały czym jest aurowidzenie? Nie miała pojęcia. Nie wspomniała też na wszelki wypadek póki co o czerni i fiolecie opalających niektóre osoby, ani kto dokładnie to widział… sama miała potwierdzenie dwóch niezależnych aurowidzów i widziała co stało się z Cainem, sądziła więc, że to coś istotnego. Tylko co?

Przeniosła za to spojrzenie na Perseusa, gdy wspomniał, że to nie żadna choroba tylko trucizna.

– Trucizna? – trucizna… w jaki sposób podawana? Czy to mógł być jakiś eliksir? Jakaś substancja tego typu? Znała się na eliksirach, poruszyła się więc w wodzie, chcąc podpłynąć nieco bliżej trytonki, ale nie aż tak bardzo, by ja spłoszyć, ledwie kawałek od miejsca, gdzie znajdowała się teraz – chcąc się jej lepiej przyjrzeć, próbując dopasować objawy do własnej wiedzy – nie medycznej, a kogoś, kto znał się na wytwarzaniu eliksirów i różnych ich składnikach.


Rzucam na wiedzę przyrodniczą, posiłkuję się przy tym przewagą Tworzenie eliksirów i maści
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Laurent Prewett - 27.05.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=zWygQ1I.jpeg[/inny avek]

Rodziło się pytanie, czy ważniejsze było teraz bezpieczeństwo Cyrila czy może chaos, który już się rozpoczął, a którego pierwszy kęs przywitał ich jeszcze z łódki krzykami i przerażeniem wszystkiego, co działo się na zewnątrz. Logika Cyrila więc była tak banalna, prawdziwa i jednocześnie frustrująca, że Laurent aż poczuł uścisk we wnętrzu, ale nie odpowiedział już nic. Czy można czuć się winnym, że wykorzystujesz inną istotę, żeby coś osiągnąć, skoro ona się zgadza? Gdy ktoś sam aktywnie dąży do sprawy to przecież nie można mówić o wykorzystywaniu, tak? A jednak Laurent czuł, że powinien wręcz wynieść tę fokę stąd chociażby siłą.

Zatrzymał się parę metrów w głębi tej wioski, uważając na te zawiązane trytony - i tak jak chciał ich uwolnić, tak bał się konsekwencji. Wszystko tutaj napawało go lękiem - ich nie? Choroba, a nie, jednak nie choroba - trucizna, o której było mówione... czy ona mogła się znajdować w wodzie? Mógł ich zatruwać jakiś człowiek? Jakiś czarodziej? Mugole potrafili różne śmieci wpuszczać do wód, czyszczenie ich potem było tragedią. Jeszcze większą tragedią była śmierć, jaką te zatrucia tworzyły. Widzieli przecież martwe ryby na brzegu, więc to nie tak, że to TRYTONI byli zatruci. To woda była zatruta. Woda, w której oni pływali.

- Znasz tego króla? - Laurent podpłynął do Cirila i wskazał mu krańcem nosa na zamek, który piękniłby się o wiele bardziej, gdyby w tym miejscu brzmiało jakiekolwiek życie. Gdyby było widoczne, a nie uwiązane, albo zatrute do stopnia, gdzie strach było się do tej istoty zbliżyć. Tak i teraz z napięciem spoglądał na to, jak Victoria zbliżyła się do trytona i obejrzał się na Perseusa, który ewidentnie też szukał odpowiedzi na mnożące się pytania dotyczące tego, z czym mogą mieć do czynienia. - Jest sens z nim rozmawiać? Czy lepiej od razu szukać tamtej trytonki? - A może król wiedział, gdzie ją znaleźć, albo wiedział, jak sobie z tym kryzysem poradzić? Kryzysem ludzi, bo tak trytony jak i czarodzieje nie wchodzili sobie w drogę, tak tutaj problemem było przecięcie światów. Podpytywał o to Cirila, ale jednocześnie ciągle spoglądał to na Perseusa to na Victorię, słuchając słów, jakie tu padają. Komunikacja werbalna teraz do Victorii i Perseusa, w tej formie, była naprawdę utrudniona. zastanawiał się, czy się powinien odmienić i powiedzieć, że powinni popłynąć do tego zamku... bo powinni, na pewno. Ale lepiej, żeby na razie rzeczywiście dowiedzieli się, co to za trucizna...

Podpłynął do Perseusa i pokazał płetwą na siebie. Pokręcił głową. Pokazał na trytona. Pokręcił głową. Otworzył płetwy szeroko i zatoczył zgrabny zygzak przed nim w symbolu nieskończoności, a potem znów otworzył te płetwy i zamachał nimi, jakby chciał mu tym samym pokazać całe jezioro, kiedy ten zaczął dopytywać o jedzenie i o to jak zaczęły chorować. Pokiwał twierdząco łepkiem, kiedy za to padło słowo-klucz, że to w jeziorze. Laurent sądził, że już nawet całym jeziorze.




RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Norvel Twonk - 30.05.2024

Ciril przytaknął. Poruszał się wokół Laurenta, co z boku pewnie mogło nieco przypominać jakiś foczy taniec.
- Ulth jest stary, ale mądry – odpowiedział. – To sprawiedliwy wódz. Nie jest słaby. Nie chce wojny. Mógłby z wami rozmawiać. I zmusiłby popierające go trytony do walki po waszej stronie.
Być może także zmusiłby również tego, który znał ludzką mowę. A wtedy obecność Cirila w tym miejscu mogłaby się okazać zbędna.
Stara trytonka obserwowała nieufnie Perseusa i Victorię, ale nie podejmowała żadnych działań, które mogliby odebrać jako próbę ataku. Miała zasiniałe wargi. Szkliste spojrzenie. Wyglądała jakby dużo schudła w ostatnim czasie. Drżały jej lekko ręce a błoniaste palce niemal bez siły czepiały się ściany, jakby w próbie podparcia się. Najgorzej chyba wyglądały jej macki – nie unosiły się w wodzie, ale wisiały smętnie, niektóre wyglądały tak, jakby miały otwarte ropienie.
- Słowa. Słowa. Słowa – wyrzucił z siebie tryton władający ludzką mową. Czy zdawał sobie sprawę, że cytował mugolską literaturę piękną? – Wszystko co złe, ma związek z wami. Przez was najpierw zaczęliśmy się spierać. Potem nastąpił rozłam w naszej wiosce i odeszła Adria. Potem zaczęliśmy chorować. A teraz zostaliśmy pokonani. Nasz wódz wolał się ukryć, niż wspomóc nas w walce.
W zasadzie i Perseus, i Victoria, doszli do tych samych konkluzji (tę samą nawet próbował chyba przekazać Blackowi Laurent): trucizny nie było w wodzie, ale musiała znajdować się w pożywieniu trytonów. Biorąc pod uwagę, że mugole masowo wyławiali ryby, a jakoś nie umierali to nie mogły być ryby. Aurorce przyszło do głowy, że chodziło raczej o skorupiaki? Skrywające się na dnie pyszne małże, proste do złowienia przez trytony, jeszcze prostsze do zaaplikowania im trucizny. Wystarczyło uchylić muszlę. Tylko co tam wlać? Z pewnością coś bezwonnego, niezmieniającego smaku małży (w przeciwnym wypadku trytony szybko zorientowałyby się, że są trute). Dawka nie mogła być na tyle duża, by je zabić od razu, ale kumulowała się w organizmie i powoli go wyniszczała. Być może nawet to osłabienie mieszkańców trytoniej wioski było celem, a nie zabicie ich. Mugole pewnie użyliby arszeniku, czarodzieje trucizny z krwawnika i jadu akromantuli, a…?
- Ulth by się nie ukrył – powiedział z przekonaniem w głosie Ciril. – Pojawiam się tutaj co wakacje. Kiedyś Ulth i Adria żyli w zgodzie. Miała być jego następczynią. Kiedy przyjechałem w tym roku, wioska już była podzielona. Trawiła ją choroba. Adria zyskuje zwolenników a oni odchodzą do niej.
- Adria ma lekarstwo na naszą chorobę – wtrącił tryton posługujący się ludzką mową.
Ale chyba i Laurent, i Victoria, i Perseus już się zdążyli domyślić, że Adria nie miała żadnego lekarstwa, Adria miała…

@Laurent Prewett @Perseus Black @Victoria Lestrange

Czas na odpis do 1.06, godz. 21.00



RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Perseus Black - 31.05.2024

Zmarszczył brwi, obserwując Laurenta. Próbował mu coś przekazać? Trudno było mu się na tym skupić, gdy miał przed sobą uroczą selkie, którą - gdyby tylko znaleźli się w innych, mniej makabrycznych okolicznościach - najchętniej pogładziłby po jedwabistym tułowiu. Przekrzywił głowę, próbując zrozumieć foczy język migowy, jednakże, jak na złość, nigdy nie uczęszczał na taki kurs... Starał się jednak ze wszystkich sił, Merlin jeden chyba wiedział jak bardzo.
W jedzeniu? W całym jeziorze? — dopytał jeszcze, wyraźnie niepewny — W jedzeniu, które jest w całym jeziorze?
Ale co jedzą trytony? Ryby? Możliwe, że tak, ale jeśli ryby były zatrute, to czy nie zdechłyby od razu? Wprawdzie przed wejściem na łódź widzieli kilka śniętych unoszących się na powierzchni, ale gdyby był to realny problem, to czy nie powinno być ich więcej. Nie, to musiało być coś mniejszego, coś... coś co może zjadłyby też i one?
Victorio, masz jakieś przypuszczenia? — zwrócił się do Victorii, upatrując w niej swoją nadzieję. I już otwierał usta, by odpowiedzieć trytonowi, że aż do dzisiaj nie miał pojęcia o tym, że zamieszkują wody Windermere, ale w ostatnich chwili się powstrzymał, dochodząc do wniosku, że nie powinien marnować swej enrgii na przepychanki.
A czy to nie przez tę całą Adrię ludzie mieli topić się w jeziorze lub zwracać przeciwko sobie? — pomyślał na głos, a potem spojrzał na najbardziej okazałe domostwo; dom ich przywódcy, niewątpliwie — Być może powinniśmy porozmawiać z Ulthem...?


RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Victoria Lestrange - 31.05.2024

Victoria też nie podpływała bliżej, nie chcąc wystraszyć starej trytonki. Po prostu jej się przyglądała, próbując dopasować symptomy do wiedzy, jaką dysponowała. Te sine wargi, szkliste spojrzenie, drżenie kończyn i ulotność w uścisku… ropienie i to otwarte. To mogło wyglądać jak choroba dla nie wprawionej osoby, dla kogoś, kogo nakarmi się opowieścią o tym, że czarodzieje z góry przynieśli chorobę, która się rozprzestrzenia. Umysł, chcący zaznania odpowiedzi, kupiłby przecież wszystko, co choćby trochę kleiło się kupy.

Victorii cisnęło się na usta by powiedzieć, że tylko słabi zwalają winę za własne niepowodzenia na innych, ale miała na tyle rozsądku, by się zatkać. To wina trytonów, że nie było między nimi zgody; że szukali pretekstu, by skoczyć sobie do gardeł, a potem też na ludzi. Podkręciła krótko głową, a jej niemalże czarne włosy zatańczyły wokół jej głowy, poruszone wodą. Skierowała głowę w dół, rozmyślając nad tym wszystkim. Trucizna… podawana z pożywieniem. Nie w rybach, bo wtedy i ludzie szybko by się połapali co i jak, więc coś innego… coś.

– Czy jadacie małże? – zapytała pozornie tylko bez sensu, gdy Perseus się do niej odezwał, pozornie poza tematem i skierowała teraz swoje spojrzenie ze starej trytonki, na grupę uwiązanych trytonów. – Ludzie z góry łowią ryby i nikt nie choruje. Pływają w wodzie i nikt nie choruje. Mugole nawet nie wiedzą o waszym istnieniu, pewnie tak jak połowa odwiedzających to miejsce czarodziejów – mówiła dalej. – Adria ma lekarstwo na chorobę? I pewnie to Adria wpadła na to, że w ogóle chorujecie i że winni są ludzie – dodała do tego i spojrzała ponownie na Perseusa. – Tak, na pewno musimy z nim porozmawiać. Wy nie chorujecie – was sukcesywnie od dawna ktoś truje, by obrócić was przeciwko sobie i ludziom. – Małże łatwo zatruć tak, by nikt się nie zorientował i przy tym nie namęczył – dodała na koniec, wyjaśniając czemu w ogóle o te małże zapytała.

Podpłynęła do przodu, by zbliżyć się do Laurenta, który jeszcze przed chwilą próbował im coś przekazać. Wyciągnęła aż do niego ręce.




RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Laurent Prewett - 01.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=zWygQ1I.jpeg[/inny avek]

Pokiwał łbem do Perseusa, kiedy wysnuwał te przypuszczenia z jego śmiesznych prób przekazu, wydając z siebie te focze dźwięki, piski, śpiewy, czy w ogóle jak to określić. Dokąd nocą tupta jeż i o czym mówią foczki? Laurent bardzo chętnie dałby się pomiziać i pogłaskać, ale zdecydowanie nie w zatrutym jeziorze i zdecydowanie nie teraz. Może przy Victorii tak..? Bo ona w razie czego by go obroniła, gdyby coś złego się stało. Może, kiedyś, nie teraz, bo teraz to ostatnie, co miał w głowie. W jeziorze i tak nie pływało się dobrze, woda nie miała takiego smaku, a szczególnie ta. Słodka, nie taka, no cóż. Ale nadal - woda była wodą i Laurent ją uwielbiał. Uwielbiałby ją bardziej, gdyby przy okazji nie mieli styczności z trytonami, których żywot wydawał się okrutnie przesądzony. I to przez nich samych? Albo według tego co mówił - częściowo przez ludzi? Tylko przez kogo? Przez tego historyka? Albo przez jakąś szerszą społeczność, bo chyba historyk, którego poszukiwali, pojawił się niedawno?

- Tak! - Zwrócił się do Perseusa i Victorii, kiedy mowa była o tym, żeby porozmawiać z Ulthem. Zrozumieć tego nie mogli, ale żeby było im łatwiej to do swojego pisku dodał znów kiwanie łbem. Martwił się tym, że ta trucizna mogła być teraz dosłownie wszędzie. Bo ile czasu tak naprawdę była wpuszczana do tego zbiornika? Ile czasu by zajęło, żeby to wszystko się rozprzestrzeniło, że nawet ryby ginęły? Albo to te ryby jadły to samo, co te trytony? Dodajmy do tego jeszcze tę czerń, którą Perseus widział i wszystko robi się jakimś bardzo niedobrym, niesmacznym żartem. Odbił na bok, okrążył Victorię i znów podpłynął do Cirila, wpatrując się inteligentnymi ślepiami w dwójkę towarzyszy. W końcu się po prostu odmienił, przytrzymując jedną dłonią białe futro, drugim różdżkę, żeby stworzyć wokół siebie bąbel powietrza, by móc swobodnie mówić.

- Ciril przyjeżdża tutaj co roku i jeszcze w zeszłym roku było wszystko w porządku. W tym roku, kiedy się pojawił, Ulth i Adria byli już ze sobą skłóceni, a wioska pogrążona w chorobie. Adria miała być następczynią Ultha. Zdecydowanie powinniśmy z nim porozmawiać. - Odezwał się, jeśli udało mu się stworzyć bańkę. Przesunął dłonią po swoich włosach, które lepiły mu się do twarzy, a zaraz potem wyciągnął dłonie do Victorii i uśmiechnął się do niej. - Wioska wydaje się spokojna, trytony kryją się u siebie, większość już odeszła do Adrii. Powinniśmy porozmawiać z królem. - Podpłynął do niej, żeby ją objąć i już chwilę później wciskał w niej szyję swój foczy nos i łaskotał ją wibrysami. Podziwiam waszą mądrość. Zarówno jej jak i Perseusa, na którego też skierował swoje czarne ślepia.

Skierował ich, za Cirilem, do zamku upadającego króla trytonów.


Na bańkę powietrza żeby swobodnie rozmawiać z resztą
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Norvel Twonk - 04.06.2024

Trytony obserwowały nieufnie dyskutujących. Trudno było określić, czy ten który znał ludzką mowę, uwierzył im, czy też sądził, że Victoria i Perseus próbowali go zwieść. Nie odwrócił głowy do swoich i nie przekazał im żadnej wiadomości.
- Macie wyjaśnienia na wszystko – powiedział wreszcie. Jego głos nie brzmiał tak pewnie jak wcześniej, nawet nienawiść w nim nieco osłabła, choć nadal pozostawała głęboka nieufność.
Gdyby się magipsychiatra zastanowił dłużej, pewnie połączyłby nagły rozłam między trytonami z zalewającą jezioro czernią.  Skoro barwy oddziaływały na siebie na lądzie to czemu nie miałyby zrobić tego samego i w jeziorze? Wedle tego co przekazał Laurent, dało się nawet wyodrębnić czas, kiedy wszystko się tutaj popsuło.
Ciril ruszył w stronę domostwa Ultha. Zanim jednak udało im się do niego wpłynąć, zza największej dziury wychynęła kolejna trytonka. Ta trzymała w rękach trójząb i najwidoczniej pełniła tu za coś w rodzaju straży.
Słyszeli popiskiwanie selkie, gdy ten próbował wytłumaczyć jej czemu przybywają. Przyglądała się z wyszczerzonymi zębami, pozwalając się wyminąć. Trytoński dom mocno różnił się od zwykłego domu – brakowało w nim drewnianych mebli, materiałów lub sztuki typowej dla tej na lądzie, ale jednocześnie był do niego zaskakująco podobny. Ciosany w wapieniu, miał nieregularne kształty, ale nawet będąc w nim po raz pierwszy, łatwo im było wyobrazić sobie, które kamienie służyły za siedziska, a przy których można było zjeść posiłek.
Victoria dostała swoje wyjaśnienie, gdy dostrzegła stosik skorupek po małżach leżący u stóp jednego z kamiennych stołów. W oknach zawieszono malutkie muszelki, jak jakiś rodzaj ozdób. Z rzęsy wodnej utkano narzutę na tron Ultha. Z trawy wodnej miski, z wikliny kosze. Za światło robiły fluorescencyjne glony, strategiczne rozmieszczone w różnych miejscach domostwa w taki sposób, by zapewniały właściwą ilość światła i budowały nastrój.
Wódz trytoński wyglądał na… na osłabionego. Nie był w tym samym stanie co kobieta, którą dostrzegli wcześniej, ale i Perseus, i Victoria (a pewnie i Laurent, choć on bardziej na zasadzie skojarzeń i dopiero co zdobytej wiedzy) dostrzegli wpływ trucizny. Wydawał się również stary. Jego oczy były lekko wypłowiałe, jakby nienawykłe do światła. Miał obwisłą skórę na twarzy i mocne, żylaste ciało. W długim, potężnym ogonie – który za czasów młodości musiał być jego chlubą – brakowało kilkunastu łusek. Na ludzkiej części jego ciała widać też było sporo blizn.
- Dziwną stanowicie grupę – powiedział Ulth. Głos miał głęboki, roznoszący się jak echo po całym domostwie. – Dwie selkie i dwoje ludzi.
- Czemu nie uwolniłeś swoich po ataku Adrii? – zapiszczał Ciril.
Tryton skupił na nim uwagę.
- Poszliby walczyć. Umieramy. Nie chcę kolejnych ofiar.

@Laurent Prewett @Perseus Black @Victoria Lestrange

Czas na odpis do 6.06, godz. 21.00



RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Perseus Black - 05.06.2024

To było niesamowite. W jednej chwili foka stała się Laurentem z futrem w dłoni i bąblem wokół głowy i przekazywał im tak wiele informacji, że Perseus ledwo za nimi nadążał; ilość bodźców również nie była pomocna. Marszczył więc brwi i wsłuchiwał się w jego słowa, próbując posegregować w swej głowie wszystkie informacje, a im więcej Prewett mówił, tym łatwiej było mu ułożyć z nich historię. Nawet czerń w jeziorze przestała być taka przerażająca, choć nadal budziła w nim swego rodzaju niepokój. Bystrość Victorii, która skierowała podejrzenia na małże i utwierdziła Perseusa w jego przypuszczeniach, natychmiast rozjaśniła sytuację. Wewnętrzny głos podpowiadał mu nieśmiało, że sprawa musiała mieć jakieś drugie dno. Nawet nie zauważył, kiedy Laurent znów zamienił się w fokę; on również chciał wyciągnąć ku niemu ręce, ale w ostatniej chwili uznał to za kiepski pomysł; selkie mógłby pomyśleć, że chce go skrzywdzić.

Zastanawiam się… Zakładając, że to Adria stoi za tym wszystkim, jaki ma w tym cel? Przecież i tak zostałaby przywódczynią, nie musi dopuszczać się do takiego przewrotuzastanawiał się głośno, płynąc wraz ze swymi towarzyszami do domu Ultha.

Wnętrze domu (choć może trafniejszym określeniem byłoby - pałacu) trytona sprawiło, że Perseus oniemiał z zachwytu. Rozglądał się wokół, chłonął wszystkie podwodne cuda i zapisywał je w swojej pamięci, ale kiedy tylko jego spojrzenie natrafiło na samego Ultha entuzjazm w oczach Blacka zgasł i zamienił się w ponurą powagę. Przyglądał mu się badawczo, próbując zauważyć w jego aparycji coś, co pozwoli mu stwierdzić, jaka to trucizna trawiła jego ciało.

Podjąłeś słuszną decyzję — rzekł jako magipsychiatra, dla którego takie metody nie były nowością; sam niejednokrotnie zmuszony był zapinać skórzane pasy na nadgarstkach swoich pacjentów, kiedy ci dążyli do destrukcji. Nie z sadystycznej przyjemności czerpanej z obserwowania cierpienia, lecz z troski i… własnej bezsilności. Chciał opowiedzieć o małżach, ale skoro to Victoria wpadła na ten trop - niech ona przekaże swoje myśli.

Dalej rzucam na wiedzę przyrodniczą, może objawy Ultha powiedzą mi coś więcej…
[roll=N]
[roll=N]


RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Laurent Prewett - 06.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=zWygQ1I.jpeg[/inny avek]

Miał problem z analizowaniem tej sytuacji. Rozpraszał się między zagadnieniami. Między Cirilem i trytonami. Między koniecznością tłumaczenia im tego, co mówił Ciril, a co Ciril sam tłumaczył. Czy powinien bardziej na niego naciskać, żeby stąd odszedł, czy może powinien bardziej naciskać, żeby się odmienił? Albo oba? Na zewnątrz teraz też nie było bezpiecznie, ale może mógł poszukać Geraldine i Esme? Możliwości miały pootwierane drzwi, a za każdym progiem czaił się potwór nazywany niewiadomą. Brak kontroli nad tym wszystkim, chociaż w wiosce panował względny spokój, nie pozwalał mu się w pełni skupić tak, jakby sobie tego życzył, a to tylko napędzało całe to koło niepewności i niezorganizowania. Gdzieś do tego dodajmy truciznę, dziwne barwy aur, o których mówił Perseus i wszystko gmatwało się w supeł, który podczas zabawy kota został rozniesiony po całym domu nicią.

Chciał uwolnić te trytony przywiązane do kamienia i spoglądał na nie dłuższą chwilę z zawahaniem. Chciał im pomóc, uzdrowić. Nie wiedział tylko, jak i przede wszystkim nie wiedział, czy jeśli ich uwolnią to te nie zrobią czegoś, czego wszyscy potem będą żałowali. Co zmusiłoby ich tutaj do obrony magią. Jakie zaś były możliwości tych stworzeń w ich własnym domu - lepiej się tego wystrzegać. W przeciwieństwie do Victorii i Perseusa oni byli nadmiernie aż sprawni pod powierzchnią wody. O ile Victoria by się obroniła, wierzył w to, to przecież Black... przecież on nie zasłużył na to, żeby w ogóle tutaj z nimi tonąć - w jeziorze Windermere. Co dopiero znosić koszmar konieczności walki z trytonami.

Zerkał na Cyrila co rusz. Na jego opatrzone rany, z którymi... przecież NA PEWNO Perseus zrobił wszystko, co mógł, żeby jej pomóc. Prawda? PRAWDA? Niewidzialna dłoń zacisnęła się na jego wnętrznościach na samą myśl, że mogło być inaczej, ale chociaż nie znał się na medycynie to wszystko wydawało się jak najbardziej prowadzić do odpowiedniego wyniku jego zabiegów - do wyzdrowienia młodej selkie. Miał do Cyrila tyle pytań... czy zna inne selkie, czy wie, gdzie je spotkać, jak żyje wśród czarodziei i czemu aż tak im nie ufa. Wszystko to było przytłoczone wioską, w której rządziła nieufność i zawiść. Jak widać nie dotyczyło to tylko świata zewnętrznego, gdzie Śmierciożercy robili to samo... chociaż nie, przecież to nie tak. W końcu oni nie uznawali nawet mugoli za "bliźnich" tylko podgatunek ludzki.

- Cirilu... - Zagaił go, kiedy dogadał już z trytonką ich przepuszczenie. W głosie miał troskę, która płynęła przez wszystkie obawy, jakie posiadał. Przez to, że tu był, że musiało go boleć, że krwawił. - Proszę... jesteś ranny... musisz o siebie zadbać, a nie bojować pod wodą. Twój stan może się pogorszyć. Zajmiemy się już wszystkim, zrobiłeś co mogłeś. Zaufaj mi. - Nawet nie nam, Laurent manipulował słowem przy tym selkie z pełną świadomością tego, co robi. Ponoć liczy się intencja? A może nie. Wiedział, że nie ufa ludziom, więc i nie ufał do końca Perseusowi i Victorii, dlatego też sam starał się być przy jego boku, żeby nabrał pewności, że wszystko jest w jakimś W MIARĘ porządku. - Powinieneś odpocząć na wyspie. Tam nikogo nie ma i jest bezpiecznie. - Bo przecież Geraldine ją sprawdziła i wszystko było w porządku.

Wykonał coś w rodzaju ukłonu przed królem trytonów. Wyglądał... mizernie. I nie chodziło nawet o to, że Laurent widział w tym truciznę - niekoniecznie widział. Wyglądał jak osoba, która się... poddała. Złamany mężczyzna, wojownik, który odłożył swoją broń. Poddał się. Odmienił się, żeby komunikacja nie stanowiła problemu między ich trójką.

- Królu, Twoje królestwo toczy trucizna. Ciril nas tutaj sprowadził mówiąc, że potrzebujesz pomocy. I my potrzebujemy tej pomocy również: oba światy ucierpią, wasz i nasz, jeśli nie zaradzimy temu problemowi. Przelewa się krew trytonów i ludzi. - Wiedział o tym? O tym, co Adria planowała? Być może. - Jeśli niczego nie zrobisz krew nadal będzie rozlewana. Odsuwasz śmierć swoich ludzi jedynie w czasie. - Czy taki Los gotował ciąg wydarzeń dla trytonów? Laurent nie miał pojęcia, bo skąd miałby wiedzieć. Chciał jednak zadziałać na wyobraźnię króla trytonów, żeby wybudził się z tego zastoju i sięgnął po broń. Bronił swój lud i życia ludzi.


W razie co rzucę na tę charyzme
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (I) - Victoria Lestrange - 06.06.2024

Pokiwała do Laurenta w odpowiedzi, wdzięczna, że na moment ściągnął swoje futro, by powiedzieć im to wszystko na głos, bo jednak ani ona nie przeszła migowego, ani Laurent… a jeszcze te wymachy małych foczych łapek – to nie było łatwe zadanie, nawet jeśli coś tam próbowali załapać… Trochę jak zabawa w kalambury, z czego prezenter był wyjątkowo słodki (Victoria przysięgłaby, ze to chodzi o ten nosek i wąsiki wokół… to prawie jak koty. Konkluzja była prosta foki = wodne kotki). Zaraz zresztą przytulił ją i przemienił się znowu i załaskotał ją, mogła więc jedynie pogładzić gładkie, focze ciałko, uśmiechnąć się i popłynąć za nim.

Wyjaśnienia na wszystko… A jednak odpowiedzi było tak niewiele. Przynajmniej Victoria ich nie miała, to były zgadywanki na podstawie obserwacji. Czy trafne? Za chwilę miało się okazać, że przynajmniej częściowo pokrywało się to, co przyszło jej do głowy, z rzeczywistością… co tylko utwierdziło pewność Victorii. Zamachała ręką, chcąc złapać uwagę Perseusa i wskazać mu te puste skorupy małży. Sama nie była tak rozdarta jak Laurent, czy powinni uwalniać te trytony. Póki co nie znali sytuacji i wypadałoby się w niej wywiedzieć, niż robić coś pochopnego… zwłaszcza na nieswoim terenie.

– Może nie lubi ludzi. A może ma jeszcze jakiś inny motyw – odparła Perseusowi jeszcze w trakcie, gdy płynęli do chaty wodza. – Cirill – chyb a pierwszy raz zwróciła się bezpośrednio do drugiego selkie. – Zimna woda nie pozwala krzepnąć krwi, stracisz jej za dużo i chociaż jesteś taki waleczny i odważny, to niewiele wtedy zdziałasz. Wracaj na ląd, musisz wylizać te rany – nie wiedziała nawet, że popiskiwania, jakie robił przed momentem Laurent, dotyczyły tego samego. Ale taka była prawda… Musiał odpocząć i dać się ranom zasklepić, przecież mogą po niego wrócić… Ale jego poświęcenie nie zda się na wiele, jeśli tutaj teraz padnie.

Wewnątrz rozglądała się uważnie zresztą tak samo jak Black, to mogła być jedyna taka w życiu okazja… bo aurorka nie zamierzała tutaj umierać, chłonęła więc ten wystrój, rozwiązania, jakie zastosowano, by dobrze się mieszkało pod wodą. Przed samym wodzem trytonów… lekko skłoniła głowę. Może i nie był to jej władza i niewiele się znała na podwodnym ludzie, ale jakiś szacunek okazać wypadało, zwłaszcza nie na swoim terenie. Przez moment zastanawiała się, w jaki sposób zwrócić się do Ultha – uznała jednak, że kluczowa będzie bezpośredniość, a nie owijanie w bawełnę. Te wszystkie piękne zawijasy słowne pasowały do Laurenta i Victorii, która nie była w pracy – a teraz… pracowała. Miała na sobie mundur, który pewnie niewiele trytonom mówił.

– Wodzu Ulth – zdecydowała się w końcu najbardziej neutralnie jak się da. – Do Ośrodka na górze w nocy ściągnięto posiłki z Ministerstwa Magii, gdy jeden z wypoczynkowiczów zobaczył na linii lasu żywe trupy. Nigdzie ich jednak nie spotkaliśmy, a historyk Bagshot, który to zgłosił… zniknął. Na przestrzeni ostatnich kilku lat działy się tutaj takie dziwne zniknięcia... i śmierci ludzi i czarodziejów, a teraz okazuje się, że weszliśmy w sam środek konfliktu, którego jakoby jesteśmy podłożem? – dodała do tego, co już powiedział Laurent. – Proszę mi wybaczyć śmiałość, ale wojownicy na zewnątrz mówili o chorobie, która was męczy. Jak na moje… nasze – spojrzała tutaj na Perseusa. – to nie jest żadna choroba, a długotrwale podawana trucizna. Na górze nikt nie choruje, chociaż kąpią się przecież w wodzie i jedzą ryby. Moim tropem są skorupiaki. Małże. Je łatwo zatruć tak, żeby nikt nie zauważył… A potem mówić, że to choroba, na którą ma się lekarstwo – lekarstwo… Lekarstwem równie dobrze mogły być siki świętej Weroniki i efekt placebo po odstawieniu trucizny. A może Adria miała jakieś antidotum. Ale liczyła na to, że Ulth połączy kropki.