Secrets of London
[10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) (/showthread.php?tid=3278)

Strony: 1 2 3 4 5


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Millie Moody - 29.05.2024

No dobra, ciul z tym lina nie wyszła. To była jej wina i wcale nie zamierzała zwalać na Penny, że jej powiedziała o wodzie i była mocna presja, bo rzeczywiście mogło je zalać (co tam u góry się działo?!).

Nie czekały na większą zachętę i ruszyły jedynym dostępnym korytarzem, ciszę wypełniając swoją rozmową. Kogoś szukano? No nic, Millie w końcu nie było a służbie, Millie miała po Lammas przede wszystkim odpoczywać co było bardzo, bardzo trudne. A teraz poodpoczywała i proszę jak to się skończyło!

– Mapa z zaznaczonym miejscem? Ale to było gdzieś w lesie czy jakaś wyspa na jeziorze? – beef z Alexandrem o to czy rośliny nakurwiają ludzi czy jezioro nakurwia ludzi przybrał taki odwrót, że ona sama już nie pamiętała po której jest stronie, ważne że nie po tej samej co Mulciber. – Ciekawe czemu ją zniszczył, jakby mu zależało, żeby nikt inny tam nie dotarł. Może on tam właśnie przepadł? – zastanawiała się na głos, żałując że po pierwsze nie ma swojego notesu, po drugie bardzo, ale to bardzo chciała wypełnić ciszę i nerwy związane z faktem, że wchodzą coraz głębiej.

– No patrz, korzeni nie ma, wody też nie wiele, przynajmniej tej co nas próbowała zalać z góry. – Uśmiechnęła się nawet mówiąc to i obejrzała się na koleżankę, żeby sprawdzić jej ogólny stan na ile była w stanie wyczytać z jej twarzy jak bardzo było źle. Znaczy jak bardzo było już dobrze. – Może tu jest jakaś podziemna rzeka, może uda nam się albo znaleźć jej ujście, albo odejść od ośrodka na tyle, by dało radę się teleportować! – dorzucała drewek do ich ogniska nadziei. I nawet odnaleziony szkielet nie był tak deprymujący jak się stało.

– Czekaj, kolejny trup pójdę go obczaić. – szkielet bielił się, ale gdy już nad nim stanęła od razu było widać, że to nie był człowiek. – Em... to chyba syrena? Ale to dobrze, bo to znaczy, że jakoś musiała się tu dostać, bo jak nie ma tych roślin to ziemia jej raczej nie zeżarła. – próbowała dedukować mając oczywiście za mało danych, była Mildred Naczytałam Się Za Dużo Sherlocka i Poirota Moody, więc nie byłaby sobą, gdyby nie snuła swoich teorii spiskowych. Czasem trafiała, ale ponieważ miała myśli bardzo dużo, zbyt łatwo było przegapić jej tą, która była rzeczywiście zgodna z rzeczywistością. Tymczasem próbowała ocenić czy potencjalna syrena umarła w podobny sposób co kobieta z samego początku ich podziemnej wędrówki, czy może jednak rośliny jakoś dziwnie się zachowywały, na jak stare wyglądało truchło i czy miało przy sobie coś interesującego, świecąc sobie różdżką i przesuwając kości ewentualnie jakimś znalezionym patykiem czy podłużnym kamieniem w ostateczności butem. .
– Jak u Ciebie z pływaniem tak w ogóle? – próbowała ją cały czas zagadywać, pamiętając, że jej pomagało to bardzo udawać, że wszystko jest normalnie przez pierwsze kilka lat służby. Grunt to normalizowanie doświadczeń o tak. Strach zabijał dusze.


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Penny Weasley - 30.05.2024

Z początku wąski, korytarz którym podążały w nieznane, rozszerzył się na tyle, iż przemieszczanie się nim stało się dużo bardziej komfortowe. Było na tyle wygodniej, na ile było to możliwe w obecnej sytuacji. Penny wyraźnie rozluźniła się, kiedy mogła zacząć znacznie mniej obawiać się przypadkowego kontaktu z korzeniami. A także z wyraźnie wilgotną ziemią.

- Wydaje mi się, że zaznaczył całą tę okolice. - w głosie rudej dało się wychwycić lekkie zawahanie. Niby widziała tę mapę, wyrysowane na niej linie, inne oznaczenia, ale jakoś tak nie dałaby sobie teraz odciąć za to własnej ręki. - Chodziło mi o to, że ją zniszczył swoimi bazgrołami. Wiesz, mugole się zdenerwowali, że na ich mapie poczynił jakieś własne zapiski. - sprostowała następnie kwestie, co do której nie zdołały się odpowiednio dogadać. Może zbyt chaotycznie to wszystko tłumaczyła? Gdyby ktoś jej to teraz zarzucił, najpewniej nawet nie próbowałaby się sprzeczać.

Weasley nie do końca była w tym momencie sobą.

A już na pewno nie była taką sobą, którą mogła znać Millie.

- Nie jestem pewna czy to dobrze... - wymamrotała, rozglądając się po kawernie. Badając ostrożnie miejsce, w którym się znalazły. Tym razem jednak, swojego odkrycia już nie zdradziła przy pomocy pisku. Wymiotów. Innego, mniej typowego zachowania. Reakcji. Po prostu odezwała się. - Może... może i z góry nic nas nie zaleje, ale wody nie jest tu wcale mniej. - i nie, nie wierzyła w to, że miałoby ich nie zalać z góry. Sama obawiała się tego znacznie bardziej niż jeszcze kilka chwil temu.

Uważnie się przyjrzała napotkanemu ciekowi wodnemu, starając się przy okazji określić, czy zmierzając dalej, mogą zbliżać się do większego zbiornika. Szli w stronę takowego czy może od niego się oddalali. Albo podążali w poprzek?


rzucam na percepcje, może jakimś cudem zdołam określić coś więcej
[roll=O]

Jej uwagę od tego odkrycia, oderwała informacja o kolejnym trupie. Syrenie?

- Syreny zamieszkują tutejsze jezioro? - zamyśliła się, choć znalezisko zdawało się dawać na to pytanie dość jednoznaczną odpowiedź. A trup syreny, znaleziony akurat w tym miejscu, wskazywał na to, że mogli się z każdym kolejnym krokiem do tego jeziora zbliżać. Bo skąd inaczej by się tutaj akurat znalazł? Penny jednak powstrzymała się przed dzieleniem się tymi przemyśleniami z Millie. Założyła może nawet, że ta zdążyła wyciągnąć podobne wnioski? Albo może nawet zwróciła uwagę na coś więcej.

- Tyle o ile, wrzucona do wody nie pójdę jak kamień na dno. - poinformowała. Nie była w tym zbyt dobra, ale powinna była dać sobie radę. - Myślisz, że ten korytarz może... nie prowadzić do wyjścia na ląd? - zawahała się. W momencie kiedy Millie oglądała uważniej ciało potencjalnej syreny, Penny zbliżyła się do kolejnego korytarza. Nie zagłębiając się niego zbadała, na tyle na ile była w stanie z tego konkretnego miejsca. Może coś zauważyła? Usłyszała? Zwróciła uwagę na jakiś szczegół?


znów rzucam na percepcje, może jakimś cudem zobaczę coś więcej
[roll=O]



RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Norvel Twonk - 31.05.2024

Szkielet, który tym razem znalazły, różnił się od poprzedniego przynajmniej jedną, ale znaczącą cechą: nosił jeszcze na sobie znamiona kiedyś powlekających go tkanek miękkich. Na pierwszy rzut oka, Millie nie dostrzegła, czemu humanoidalnej stworzenie zmarło – być może padło z wycieńczenia, dookoła nie było niczego, czym mogłoby się najeść (a szereg ostrych zębów wskazywał na to, że nie miała do czynienia z roślinożercą), a być może było chore lub ranne. Moody nie zauważyła również by istotę oplatały jakieś korzenie lub inne pnącza. Być może więc ta trafiła tutaj w podobny sposób jak one a potem nie odnalazła drogi prowadzącej do wyjścia?
Ciek wodny, który tutaj płynął, raczej nie nadawał się do tego, by mogły w nim zanurkować i spróbować przedostać się gdzieś dalej. Był dość wąski i przynajmniej w części, którą widziały raczej płytki. Penny mogła mieć rację, gdy dostrzegając go domyśliła się bliskości jeziora.
Początkowo zresztą czarownica nie dostrzegła niczego interesującego, gdy rozglądała się po kawernie. Ot, mogła najwyżej jeszcze mocniej odczuć, że były tutaj uwięzione we dwie. W dodatku, w miejscu do którego doszły, nie były już nawet w stanie domyślić się ani gdzie się właściwie znalazły, ani jak wysoko nad ich głowami znajdowała się powierzchnia.
Wszystko zmieniło się, gdy Penny zainteresowała się kolejnym korytarzem. Ten, w pierwszej chwili, znowu wydał się jej tak samo ciemny jak poprzedni, ale wystarczyło, by zrobiła kilka kroków w jego głąb, doszła zaledwie do pierwszego zakrętu a dostrzegła dolatujące z kolejnej kawerny błękitne światło. W dodatku tam, chyba znowu ze sklepienia zwisały korzenie.

@Penny Weasley @Millie Moody

Czas na odpis do 2.06, godz. 21.00



RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Millie Moody - 02.06.2024

– A rozumiem, no może dla nas te zniszczenia są ważne. Może ten cały Bagshot odkrył co się tu odpierdala i gdzie? Bo my tam na górze właśnie planowaliśmy jak znaleźć jakieś pojebane miejsce od którego wszystko się zaczęło, ale nie mieliśmy punktu zaczepienia. A tu proszę, ktoś odwalił już robotę za nas... i zniknął pieprzony dziad. – Nie mogła mieć przecież pretensji do Penny, że sama inaczej zrozumiała jej słowa. Po to rozmawiały, żeby się dogadać. – Gdzie jest teraz ta mapa? W tej...mmm... bibliotece Cerlicośtam? To jest gdzieś niedaleko? – podtrzymywała rozmowę, bo zawsze tak było że jak mózg się nad czymś zastanawiał, to strach mniej dochodził do głosu. Nie żeby się bała aż tak. Wciąż żyły. Wciąż była nadzieja. A Millie była jak karaluch.

Zwłoki na moment zatrzymały jej wzrok na sobie. Były ciekawsze niż szkielet, pełniejsze tekstur i dziwacznych nieregularnych ran, nadgnić. Nagle zaczęła tęsknić za swoim notesem, który wcisnęła Morpheusowi, nagle tak bardzo chciała zachować tych kilka krzywizn, ocalić od zapomnienia istotę, która już nigdy nie zaśpiewa. Kto wie, może byłaby to kolejna akwarela dla Eden na rocznicę ślubu? Skoro pierwsza jej się nie spodobała, skoro prezent pozostał bez jakiegokolwiek oddzewu... Kocioł emocji wzbudzany przez śmierdzące truchło szybko zgasł wobec rzeczywistości, szelestu za nią badającej otoczenie dziewczyny.

Skup się kurwa, jeśli nie dla siebie to dla Penny!

– Dobra, jak nic nie znalazłaś to idziemy dalej, tu był jakiś korytarz prawda? – wzrokiem uciekła do następnej dziury. – Nie mam pojęcia co go zajebało, ale raczej nie rośliny. Podeszła do dziury w ścianie do następnego wąskiego przejścia i widząc pełzające korzenie w tle gwizdnęła – Dobra, to ciało nisko, nie drażnijmy tych skurwieli. – zaproponowała i poszła przodem, chcąc ewentualny impakt ataku przyjąć na siebie.


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Penny Weasley - 02.06.2024

Całe szczęście, że podczas swojej niedawnej wizyty w bibliotece, miała przy sobie notes. W tym też notesie zanotowała kilka informacji, które teraz mogły okazać się całkiem przydatne. Wciągnięta pod powierzchnie, w to dziwne miejsce, wciąż miała ze sobą torebkę. Teraz, kiedy Millie pociągnęła temat, mogła się wykazać.

- W pobliskim mieście. - przytaknęła, nie próbując nawet kolejny raz podać jego prawidłowej nazwy. Teraz to i tak wydawało się być bez znaczenia. - Kiedy tam byłam razem z Peppą, zanotowałam kilka informacji. Powinnam mieć je w notesie.

Możliwe, że całe te podtrzymywanie rozmowy, rzeczywiście wpływało na Penny całkiem korzystnie. Zamiast na swojej kiepskiej sytuacji, na tym niezbyt komfortowym położeniu, mogła się skupić na innych kwestiach.  Zarazem jednak sama nie była w stanie tego zaobserwować. Dostrzec tej drobnej zmiany.

Kiedy przez chwilę rozdzieliły się, każda zajmując czymś innym, znacznie łatwiej było jej działać. Nie tak trudno przychodziło się na tym wszystkim skupić. Może nawet wyciągnąć pewne wnioski? Szkoda tylko, że nie odkryła niczego rzeczywiście istotnego. A przynajmniej tak jej się wydawało.

Do momentu, kiedy badając wstępnie kolejny korytarz, dostrzegła... światło?

Chwilę wahała się. Millie nadal została w tyle. Weszła tutaj bez niej. Zapewne nie powinna była tego robić. Tak ryzykować. Z drugiej strony, te światło przecież mogło oznaczać nawet i ratunek. Wreszcie jednak zdecydowała się wycofać. Samą siebie przekonała, że przecież to nigdzie nie ucieknie.

- W kolejnym korytarzu widać jakieś światło. - poinformowała Millie, kiedy ta zwróciła na nią uwagę. A następnie chciała ruszyć dalej. Pozwoliła jej zerknąć w ten korytarz. Wydać jakąś opinię. Cokolwiek w zasadzie, na co tylko miała ochotę. - Tak. Tak. - przytaknęła, słysząc o tym, że powinny się postarać unikać korzeni. Nie drażnić ich. To brzmiało nawet rozsądnie. Tyle tylko, że kompletnie nie miały pojęcia, co te korzenie mogło rozdrażnić. Jeden nieświadomy błąd i...

Nie myśl o tym, Penny!

- Wiesz, kiedy byliśmy w tej bibliotece... - podążając tak ze dwa kroki za Millie, zdecydowała się wrócić do przerwanego wcześniej tematu. - ..mówiłam, że zapisałam kilka informacji. Przy tych swoich bazgrołach, Bagshot umieszczał jakieś daty. Zauważyłam, że wszystko dało się podzielić między dwa okresy? Jeden od czerwca do początku sierpnia, a drugi od sierpnia do października. I wiesz co? - tutaj akurat była najciekawsza rzecz, dało się to poznać po głosie Penny, który w tym momencie brzmiał nieco inaczej. Choć rzecz jasna nie była to w żadnym razie ekscytacja badacza. Na tą nie było miejsca. A i Penny badaczem nie była i zostawać nie zamierzała. - Wygląda to trochę tak, jak byśmy byli właśnie w takim okresie... kiedy ma miejsce jakaś zmiana? Dokładnie od 10 sierpnia, Bagshot wyznaczył inny obszar na mapie.

To wszystko musiało być naprawdę chaotyczne, ale Penny nie była w stanie przekazać tego w sposób bardziej uporządkowany. Zrozumiały. Po prostu jaśniejszy. Zwłaszcza, że sama nie rozumiała tak do końca tego, co udało jej się tam z Peppą znaleźć. Jedyne co, to zdołały wywnioskować, że całość dotyczyła różnych katastrof, które omijały tę okolice. Na to wskazywały pozyskane informacje.




RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Norvel Twonk - 02.06.2024

Z każdym kolejnym krokiem światło, które najpierw dostrzegła Penny, a w którego stronę czarownice zmierzały, oświetlało więcej. Kobiety weszły do kolejnej kawerny, kolejnej sporych rozmiarów. I chociaż mogło się wydawać, że wszystkie wyglądały podobnie, ta różniła się trochę od poprzednich. Po pierwsze: została przynajmniej częściowo oświetlona. Jedną z jej ścian porastały fluorescencyjne grzyby. Sama w sobie miała nieregularny kształt, pełna była splątanych korzeni i wplecionych między nie – jak w jakimś dziwnym rodzaju puzzli – przeróżne przedmioty. Niektóre wyglądały na stosunkowo nowe: jak plażowy ręcznik lub okulary przeciwsłoneczne; inne wydawały się stare, bardzo stare – jak uszkodzony hełm i coś co kiedyś musiało być nagolennikiem. Najwidoczniej zbierały się tutaj na przestrzeni lat. Naprawdę wielu lat. Po drugie jej sklepienie usiane było korzeniami, ale tym razem, niektóre z nich zwisały w dół, przypominając pnącza, które można było dostrzec w dżungli. Nie próbowały ich zaatakować.
Uwagę Penny przykuła przeciwległa ściana. Pozostawała skryta częściowo w ciemnościach, ale unosząc różdżkę w tamtą stronę i robiąc zaledwie dwa, może trzy kroki do przodu, dostrzegła pochłoniętą w ciemnościach męską sylwetkę. Uwięziony przez gałęzie człowiek miał mniej więcej trzydzieści pięć lat. Ubrany był zwyczajnie, jak typowy mugol na wakacjach – miał luźną, beżową (teraz zabarwioną brudem i piachem) koszulkę oraz ciemne spodnie. Korzenie owinęły się wokół jego pasa i rąk. Mężczyzna miał opuszczoną głowę do przodu i wyglądał tak, jakby spał. Niżej, na ziemi u jego stóp leżała różdżka.

@Penny Weasley @Millie Moody

Czas na odpis do 4.06, godz. 21.00



RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Penny Weasley - 02.06.2024

Im bliżej znajdywały się kolejnej kawerny, tym bardziej oczywistym zdawało się to, że kolejny korytarz nie miał doprowadzić ich do wyjścia. Zauważone na jego końcu światło wydawało się zbyt nienaturalne. Świadomość tegoż skutecznie zdołała zabić tę słabą iskierkę nadziei, która przez krótszą chwilę towarzyszyła Penny. Zarazem też podsyciła obawy. Bo skoro nie do wyjścia... dokąd miało ich to wszystko doprowadzić? W co takiego przyszło im się tutaj wpakować?

Kiedy wreszcie dotarły do celu - albo może kolejnego przestanku podczas tej wycieczki tuneloznawczej? - na dłuższy moment spojrzenie utkwiła we fluorescencyjnych grzybach. Czy kiedykolwiek mogła gdzieś się z czymś takim spotkać? Nawet niekoniecznie na własne oczy? Szukała odpowiedzi na to pytanie. Zastanawiała się nad tym. Również w tym momencie, kiedy spojrzenie zamiast na nieco dziwnej ścianie, skupiło się na poznawaniu kawerny. Powolnym jej badaniu.

I choć wiele elementów tej układanki powinno było wywołać w dziewczynie jakąś reakcje, przyglądając się im, Penny dała radę zachować ciszę. Względny spokój. Powstrzymać się od uwag. Kolejnych komentarzy. Od dzielenia się z Millie swoimi obawami. Te ostatnie zresztą, wydawały się teraz najmniej potrzebne.

Odezwała się dopiero, kiedy podczas tych całych oględzin, natrafiła na męską sylwetkę.

- Millie? - padło z jej strony, głos miała nieco roztrzęsiony od emocji, których w tej sytuacji oczywiście nie brakowało. - My nie... nie jesteśmy tu s-same. - poinformowała znajomą czarownice. Tym razem nie mogła jednak przyglądać się wszystkiemu z dystansu. Na spokojnie. Nie czekając na odpowiedź brygadzistki, nie zważając na to, co mogło znajdywać się pod stopami, ewentualnie ją zaskoczyć z innej strony, innego kierunku, zdecydowała się podejść bliżej. Jeden krok, drugi, trzeci. Lumos musiało oświetlić również tę część kawerny. Pozwolić dostrzec coś więcej.

Zignorowała znajdującą się na ziemi różdżkę. Wolna dłoń powędrowała ostrożnie w kierunku ciała. Za pierwszym razem cofnęła ją ledwo tylko doszło do kontaktu. Jakby obawiając się następstw tego działania. Jeśli żadne nie nastąpiły, postąpiła ponownie w ten sam sposób, starając się ocenić czy ofiara tych cholernych korzeni była jeszcze żywa. Oddychała? Dało się cokolwiek wyczuć?

I w jaki sposób na to zareagowały korzenie? Czy sama również powinna obawiać się podobnego losu? Miala zawisnąć za chwilę tuż obok?




RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Millie Moody - 03.06.2024

– O kurwa... – odpowiedziała na wzmiankę Penny o jej odkryciu i od razu skierowała do niej kroki. Gdzieś tam z boku umysłu pomyślała sobie, że ładnie wyszła ta trzystopniowa eksploracja, od szkieletu, po półzeżartego zgnilizną trytona, po wyczerpanego ale jeszcze żywego kolesia.

W przeciwieństwie do Wesley, podniosła jego różdżkę, zastanawiając się co dalej. Czy rośliny mają uszy? Mildred żachnęła się, że nie gadała nigdy więcej z Dorą, która uwielbiała takie właśnie dzikie pnącza, albo nie miała przy sobie eliksiru wzmacniającego, tu z pewnością jej brat powiedziałby trzy grosze na temat tego jak jest nieprzygotowana do wyzwań stawianych przez życie. Wyzwań takich jak wycieńczony kolo przywiązany do ściany.

– Mogłabym spróbować rozsunąć je translokacją, ale boje się, że nas na wkurwie zaatakują wtedy. Szczególnie, że nie będziemy miały jak go odciągnąć od ściany. Nie wiem może... ja pierdole, nie wiem czy to ma sens, ale może trzeba je pogłaskać i być delikatnym? Czy roślina może działać jak zwierzę? – Bardzo chciała uniknąć konfrontacji z... naturą, pomysł wydawał się szalony, ale zawsze jakiś. Nim jednak przyszło sięgnąć po działania siłowe, chciała - uprzedzając o zamiarach Penny - spróbować dwóch rzeczy:

Pierwsza to to czy w tym miejscu podziemi dało się już teleportować, ale tak o metr obok miejsca w którym stała. Jeśli magia nie ograniczała już tej umiejętności chciała wziąć nieszczęśnika za chachły i po prostu z nim i Penny przeskoczyć w bezpieczne miejsce na powierzchni. Jeśli jednak nadal byli ograniczeni to drugą akcją była próba możliwie łagodnego przesunięcia korzenia z ciała nieprzytomnego za pomocą dłoni z łagodnym mówieniem do ruszających się witek jak do dziecka, albo małego kotka. Jeśli korzeń wykazywałby agresywne zachowania to od razu trzy kroki w tył.


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Norvel Twonk - 06.06.2024

W świetle różdżki jeszcze dokładniej widać było, że mężczyzna, którego Penny znalazła był blady i chyba osłabiony. W odczuciu jego skóra była chłodnawa, ale czarownica wyczuła również słaby oddech. Żył. Drgnął. Albo zbudził go jej dotyk, albo jaskrawe światło różdżki, albo słowotok Millie, ale podniósł głowę. Zamrugał. Zmrużył lekko oczy, skupiając na nich spojrzenie.
- Czarownice – wydusił z siebie. Głos miał chropowaty, jakby nie używał go od pewnego czasu. Pobrzmiewała w nim ulga. Całe morze ulgi. – Myślałem, że już nigdy nie zobaczę żywego człowieka. Te korzenie pojmały mnie, gdy próbowałem się przebić w stronę powierzchni – wyjaśnił, czemu znalazł się w takim a nie w innym położeniu. – Jak się tu znalazłyście?
Teleportacja nadal nie działała. Korzenie przesuwały się wokół talii uwięzionego człowieka. Nie zareagowały w żaden sposób, gdy Millie próbowała do nich przemawiać i je rozginać. Czuła pulsującą od nich energię. Ich wilgoć i piach, którym były otoczone, brudziły jej ręce. Wyglądało również na to, że poza tym, że stanowiły rodzaj unieruchomienia, nie próbowały dusić swojej ofiary.
Penny tymczasem usłyszała głosy. Ludzkie głosy. Po chwili dotarły też do uszu Moody i mężczyzny, którego znaleźli.
- Kurwa mać. To chyba mój denerwujący kuzyn – wymamrotał pod nosem.
Właściciele głosów zdawali się być całkiem blisko nich. Drugi z nich należał do Basiliusa Prewetta. Tylko gdzie? Penny dostrzegła kolejny tunel, pewnie prowadzący do kolejnej kawerny. Najwyraźniej pod Ośrodkiem Windermere był cały zespół wykutych przez magię korzennych tuneli.

@Penny Weasley @Millie Moody

Czas na odpis do 9.06, godz. 21.00

Zakładam, że w następnej sesji zostaniecie już połączone z Isaakiem i Basiliusem. Sesja będzie kontynuowana w tym wątku.


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Penny Weasley - 06.06.2024

Nieszczególnie zwracała teraz uwagę na cały ten słowotok Millie. Wyglądało bowiem na to, że Owen Bagshot żył. Rzecz jasna o ile to właśnie on był tym człowiekiem, którego odnaleźli w kolejnej kawernie. Szanse na to wydawały się jednak całkiem spore. Zwłaszcza, że o innych czarodziejach, którzy zaginęli w ostatnich dniach, Penny zwyczajnie nie słyszała.

Zabrała dłoń, kiedy mężczyzna się poruszył. Zareagował. Na jej dotyk? Na światło, które zapewniła im różdżka? Albo może z powodu słów, jakie wyrzucała z siebie Millie? Cokolwiek było tego przyczyną, Penny odetchnęła z ulgą.

- Pan żyje! – wyrzuciła z siebie po krótkiej chwili, jaka była jej potrzebna, żeby na to zareagować. Następnie wysłuchała tego, co historyk mówił. Zamiast jednak cokolwiek na jego słowa odpowiedzieć, pierw upewniła się czy Owen Bagshot był cały i zdrowy. Uważnie mu się przyjrzała. Jak i również korzeniom, które go wciąż więziły. Co takiego zrobił, że postanowiły go zaatakować? Na co konkretnie reagowały? – Owen Bagshot, prawda? To pan? – upewniła się jeszcze odnoście swoich założeń; odnośnie tożsamości mężczyzny. – Może nam pan dokładnie opowiedzieć, co takiego pan zrobił? Jak się tutaj znalazł? Byłoby dobrze wiedzieć, na co korzenie reagują, zanim nas również zaatakują. – poprosiła, zastanawiając się przy tym, co mogą zrobić. Teleportacja nie działała. Korzenie zdawały się żyć własnym życiem. Widzieli już zmarłą kobietę i… syrenę? Wnioski więc były oczywiste. Jeden niewłaściwy krok, a najpewniej podzielą ich los.

Świadoma głosów dochodzących z kolejnego korytarza, spojrzała na Millie. I jak tylko nawiązały kontakt wzrokowy, dała jej znać, żeby sprawdziła. Owen co prawda zdawał się rozpoznawać jeden z tych głosów, ale Penny pewności nie miała. Wolała dmuchać na zimne. Isaaca widziała bowiem dotąd tylko raz, a w towarzystwie Basiliusa również nie spędziła zbyt wiele czasu. Tyle dobrego, że z tym drugim widziała się jeszcze dzisiaj.

- Spróbuje… spróbuje na nie wpłynąć. – wracając do mężczyzny, poinformowała go o tym, co zamierzała teraz zrobić. Posługując się transmutacją, chciała rozplątać część korzeni, poluzować uścisk jakim mężczyznę oplotły. Przekształcić je w taki sposób, aby stały się krótsze i swobodnie opadały wzdłuż ściany kawerny. Zarazem, o ile nie okazało się to konieczne, nie chciała ich niszczyć, odłączyć od pozostałej części. To wydawało jej się najmniej rozsądne.Millie? Odsuń się możliwie najdalej. – poprosiła jeszcze brygadzistkę. Byłoby dobrze, gdyby znalazła się możliwie najdalej, poza ich zasięgiem.

Niezależnie od tego czy druga czarownica jej posłuchała, Penny przeszła do działania. Spróbowała namierzyć odpowiednie korzenie i właśnie od nich zacząć swoją pracę. Nie była przy tym szczególnie pewna siebie, towarzyszyły jej pewne obawy, ale jednak… coś zrobić należało.


rzucam na transmutacje, raz się żyje, dwa podejścia
[roll=N]
[roll=N]