Secrets of London
[15.06.1972] Doppelganger. Twoja i moja tajemnica | Geraldine & Cain - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126)
+---- Dział: Snowdonia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=132)
+---- Wątek: [15.06.1972] Doppelganger. Twoja i moja tajemnica | Geraldine & Cain (/showthread.php?tid=3288)

Strony: 1 2


RE: [15.06.1972] Doppelganger. Twoja i moja tajemnica | Geraldine & Cain - Cain Bletchley - 28.05.2024

Przemijały minuty pełne mamrotania o rzeczach, które dla Geraldine nie miały najmniejszego sensu. I nie miałyby dla kogokolwiek innego, bo przecież to były urojenia wyssane z pożeranej przez coś całkowicie nieludzkiego głowy. Mamrotanie ustawało, tak jak ustawało drżenie. Tak jak wszystko się powoli uspakajało, ale Bletchley wyglądał teraz jak ciało, z której uleciała dusza. Gdzie myśl była bezkształtna i nie przyjmowała żadnej formy, nie dopasowywała się do niczego. Jedyne, co była w stanie zrobić, osiągnąć, to być.

Dotyk dłoni był kojący, jak kojąca była noc. Uspakajała, ale Cain wcale nie czuł się spokojniejszy. Wręcz przeciwnie - tego spokoju mu ubywało im więcej zmysłów przybywało. Im bardziej zyskiwał kontrolę nad światem i wychodził z tego zagubienia. Próbował się wypchnąć ze świata bólu i bestii jak motyl z kokonu, przebijając się przez grubą, obślizgłą powłokę. Ale wynurzał. Złapał w pewnym momencie dłoń Geraldine i chciał ją nawet prosić, żeby zabrała go do Flynna. Żeby pomogła mu się tam przenieść, bo przecież teraz nie da rady. Rozchylił usta, ale nie powiedział nic. Patrzył na nią, jakby była ostatnią nadzieją, która może mu teraz pomóc. Udowodnić mu, że nic się nie stało, a świat wcale nie rozpadł się na cząstki pierwsze. Rozpadł na pewno? Crow to tylko jeden człowiek, nie rozpoczynał życia i go nie kończył. Lecz ta ciemność, ta nicość, gdzie już nie było żadnych dobrych emocji i nie było nadziei... Wszystko to, czego najbardziej się bał, w tej skondensowanej dawce uderzyło po prostu za mocno.

O wiele za mocno.

Minęła więc dłuższa chwila wychodzenia z tego amoku. Chwilowego zwijania się, zaciskania powiek, uczenia się o tym, że trzeba oddychać, a nie ten oddech wstrzymywać. Trochę wylanych łez, trochę więcej drżenia. lecz w końcu, z pomocą Geraldine, usiadł. Pozbierał się na tyle, żeby obetrzeć swoją twarz i chociaż odrobinę otrząsnąć się ze swoich myśli. Oparł się na ramieniu Ger, bo temu ramieniu ufał. Ufał jej - to nie była jej wina. Nic tutaj nie było jej winą. To było ryzyko nie do przewidzenia, bo chociaż Cain spotkał się już z mentalnymi barierami, to nigdy, przez tyle lat, nie miał do czynienia z czymś takim. Z efektem zwrotnym - miecz, który dzierżył, został wyrwany i... to nawet nie był kontraatak, to było coś zupełnie innego.

- Twój... brat... - Mówił cicho, zachrypłym głosem. - Jego aura jest czarnym dymem. To już nie jest Thoran. - Mógł to stwierdzić z całą pewnością. Bo nawet jeśli nim był to upadł. Zupełnie. - I... - To było ciężkie, grzęzło w gardle, prawie dusiło. - Trzymaj się od niego z daleka, Geraldine. Albo od razu go zabij. A jeśli nie możesz - zabiję go sam. - Bletchley miał własną moralność - a zabicie kogoś, kto może skrzywdzić najbliższych, nie wiązało się z jego pogwałceniem. Wręcz przeciwnie. Idealnie się w tę moralność wpisywało. - Przepraszam, ale to dla mnie teraz za trudne, żeby ci opisać, co się stało. - Miał naprawdę nadzieję, że to zrozumie. Nie chciał wracać do tego przeklętego stanu, potrzebował czasu... dużo czasu, żeby się z tym ogarnąć. - Napiszę ci list, dobrze? Będzie... będzie mi łatwiej. - Schował na moment twarz w dłoniach i ją przetarł. Teraz i tak musi sprawdzić, czy z Flynnem na pewno jest wszystko w porządku. Ten dzień... ten dzień zapisze się w jego kalendarzu jako jeden z najgorszych dni jego życia. A nie miał nigdy w życiu szczęścia.

Poprosił Geraldine o zrobienie herbaty i jeszcze przez moment z nią posiedział, żeby w pełni otrząsnąć się z tego szoku, nim teleportował się do swojego mieszkania. Uścisnął mocno Geraldine i zaoferował jej, że gdyby nie czuła się bezpiecznie... może ją przenocować u siebie, albo... może lepiej, żeby na razie znalazła hotel? Żeby nie zostawała tutaj sam na sam z tym czymś, czym stał się jej brat.


Koniec sesji