Secrets of London
[15/08/1972] Robimy to dla dobra nas wszystkich || erik & nora, florence - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18)
+---- Wątek: [15/08/1972] Robimy to dla dobra nas wszystkich || erik & nora, florence (/showthread.php?tid=3296)

Strony: 1 2


RE: [15/08/1972] Robimy to dla dobra nas wszystkich || erik & nora, florence - Nora Figg - 14.06.2024

Na szczęście nikt nie wymagał od nich tego, że będą się tłumaczyć z tej dziwnej więzi jaka ich połączyła. Miała świadomość, jak to wygląda, ludzie mogli sobie pomyśleć o nich naprawdę wiele. Najgorsze w tym wszystkim było to, że żadne z tych myśli nie były prawdziwe i wniosków, które same się nasuwały. Nie łączyła jej relacja z żadnym z mężczyzn, z którymi została związana rytuałem. Był to dziwny zbieg okoliczności, pewnie nikt by nie uwierzył w takie wytłumaczenie, ale Florence nie oczekiwała od nic, nie pytała. To dobrze, bo Norka na pewno czułaby się głupio, gdyby musiała to wyjaśnić.

Dym zaczął wypełniać pomieszczenie, uderzał w płuca, to dobrze, świece miały pomóc zerwać więź. Miała wrażenie, że czuje ciepło ogniska, jak w Beltane. Czyżby oznaczało to, że wszystko idzie po ich myśli? Nie miała pojęcia, w końcu pierwszy raz brała udział w czymś takim.

Miała zamknięte oczy, nie dostrzegła więc tych nici, które się pojawiły. Nie widziała reakcji Florence, nie wiedziała, że musiała się spieszyć. Liczyła na to, że jakimś cudem będą mieli szczęście - jak zawsze.

W końcu kobieta się odezwała. Chyba było po wszystkim. Nie takie to straszne, praktycznie nic nie poczuła.

- Nie takie to było straszne. - Wysiliła się na komentarz, chociaż nie do końca wiedziała, co mówić. Zastanawiała się, czy czuje jakąś różnicę, czy coś się zmieniło? Póki co nie. Pewnie później dopiero będzie mogła oczekiwać efektów. Teraz przecież żadne z nich nie dawało drugiemu powodu do zazdrości, czy strachu.

- Ja czułam ogień. - Powiedziała po tym, jak Erik się odezwał. Może faktycznie więc, skoro czuli coś związanego z Beltane to mogli mieć nadzieję, iż cała sytuacja zakończyła się sukcesem Florence, która przecież była doświadczonym uzdrowicielem. Nie mogło być inaczej.

- Tak, ale lepiej mieć z tyłu głowy, że na sabatach dzieją się cuda, o których nikt nic nie mówi. - Na pewno będą ostrożniejsi po tym, co się im przytrafiło. Kto wiedział, co kapłani wymyślą następnym razem.




RE: [15/08/1972] Robimy to dla dobra nas wszystkich || erik & nora, florence - Florence Bulstrode - 14.06.2024

– Rytuał przerywa magiczną więź, która pojawiła się podczas Beltane, mocno związaną z emocjami. Czasem niektórzy uczestnicy rytuału doświadczają drobnych sensacji: gdy więź pęka, pojawiają się wspomnienia związane z jej pojawieniem. Gdybym miała zgadywać, wróciło do pana wspomnienie zapachu kwiatów, z których upleciono wianek panny Figg – powiedziała Florence, obserwując ich z pewnym zamyśleniem.
Bo spodziewała się, że od Nory będą biegły dwie nici. Ewentualnie, że dwie pobiegną od Erika. Ale że wszystko połączyło całą ich trójkę…? Każde z dwoma pozostałymi? Nie żeby interesowały ją szczególnie ich prywatne afery, ale już była zaintrygowana tym, co zrobili, że udało się im tak zachwiać prawami rytuału.
– Ogień byłby wspomnieniem ognisk, które tamtego wieczora płonęły na polanie, i wokół których tańczyły kapłanki.
Płomienie wielokrotnie tamtego wieczora strzelały w górę. To był duży sabat, pełen emocji – o którym teraz Florence myślała jako o ostatniej zabawie w starym świecie, w Anglii przed wojną. Walka z Voldemortem trwała już wcześniej, ale wiele osób mogło mówić, że ich to nie dotyczy. Ba, nawet ona uważała, że jest z boku: stykała się z ofiarami śmierciożerców w pracy, nie podobało się jej to wszystko ani trochę, źle życzyła tym, którzy mordowali i ranili… ale nie dotykało jej to tak osobiście.
Beltane wszystko zmieniło.
– Nikt nie spodziewał się, że… emocje będą w tym roku tak trudne. To było zaskoczenie również dla kowenu Macmillanów, przynajmniej z tego, co mi wiadomo. – Chociaż skoro arcykapłanka potem oszalała, to kto wie, czy nie eksperymentowała już wcześniej. - Być może jest to jakoś związane z tym, co stało się na Polanie Ogni, ale to już obszar rodu Macmillanów i Departamentu Tajemnic – skwitowała rzeczowo, wprawiając w ruch różdżkę, aby usunąć z podłogi pozostałości po świecach. – Jednak każdego roku towarzyszy mu magia, a z taką należy obchodzić się ostrożnie, panie Longbottom – wyjaśniła, a resztki wosku trafiły do specjalnego pojemnika na odpady. Florence usunęła maseczkę z twarzy i ukryła różdżkę w kieszeni szaty uzdrowicielki. – To wszystko, panie Longbottom, panno Figg. Gdyby wystąpiły jakieś efektu uboczne lub wyczuliby państwo ponownie sensacje wskazujące na to, że więź dalej działa, zwłaszcza z tą trzecią osobą, konieczna będzie kolejna wizyta.


RE: [15/08/1972] Robimy to dla dobra nas wszystkich || erik & nora, florence - Erik Longbottom - 15.06.2024

Cóż, jest w tym pewien sens — przyznał z rezerwą Erik. Chociaż wychował się w rodzinie czystej krwi, która bywała na większości sabatów, tak nie mógł powiedzieć, że kiedykolwiek wcześniej doświadczył czegoś tak... intensywnego i długotrwałego podczas dotychczasowych uroczystości.

''Zachwiać prawami rytuału''? O nie! Wierutne kłamstwo. To magia rytualna kapłanów i kapłanek sobie z nimi pogrywała, a nie oni z nią. Bądź co bądź, byli tylko trójką niewinnych ludzi, którzy chcieli miło spędzić czas. Owszem, przez swoje pochodzenie, magia wręcz płynęła w ich żyłach, ale to nie oznaczało, że byli winni temu, co się stało. To był po prostu taki... wypadek. Splot zdarzeń. Wola bogów. Przeznaczenie.

Wielka szkoda, że nie ogłosili tego publicznie — mruknął pod nosem z wyraźną nutką sarkazmu w głosie. — Oszczędziłoby to ludziom sporej ilości problemów.

Owszem, czarodzieje i czarownice zjawili się na obchodach z własnej woli, a wielu z nich na pewno liczyło się z tym, że doświadczą pewnych ''atrakcji'' związanych z obchodami. Bądź co bądź, kowen angażował się w dotychczasowe sabaty dosyć intensywnie. Przynajmniej do czasu Lammas, kiedy to wszelkiego rodzaju instytucje nie zaczęły działać ze sobą, aby kiermasz w magicznej dzielnicy Londynu w ogóle się odbył. Odrobina magii była czymś oczywistym, jednak chyba każdy miał swoją własną definicję ''szczypty'' czarów.

Jak dla Erika majowe pale były sporym nieporozumieniem i to z rodzaju tych, które na pewno nie wpłynęło pozytywnie na część par, które brały udział w festynie na Polanie Ognisk. Czy atak Śmierciożerców i działania Voldemorta mogły mieć coś wspólnego z tym że magia miłości się w nich zakorzeniła? Jakoś wątpił. Jak do tej pory wszystko wskazywało na to, że działania czarnoksiężników miały związek z Limbo, toteż nie widział bezpośredniego powiązania między tymi dwoma kwestiami. A może po prostu nie chciał zagłębiać się w kwestii teorii magii, zakłóceń i anomalii oraz tego, jak wpływały one na zwykłych ludzi?

Hmm... Będziemy o tym pamiętać. — Pokiwał głową. Czy faktycznie mógł obiecać, że to był ostatni raz, kiedy widzieli się w takich okolicznościach? On sam na pewno będzie bardziej wyczulony na punkcie wszelkich rytualnych konkursów, jednak kto wie, co przyniesie nadchodząca jesień? — W takim razie nie będziemy już przeszkadzać. — Uśmiechnął się zdawkowo, podnosząc się z miejsca. — Z całego serca dziękujemy za pomoc i... Będziemy czujni. To znaczy, w sprawie efektów ubocznych.

Przez moment miał ochotę użyć tradycyjnego komentarza Moodych, czyli ''Stała czujność!'', jednak w ostatniej chwili się powstrzymał. Skinął głową Florence na pożegnanie i skierował się wraz z Norą w stronę wyjścia z sali. Kiedy znaleźli się na korytarzu, odetchnął głęboko, aby zaraz wciągnąć gwałtownie powietrze do płuc. Chyba dopiero wtedy poczuł, że faktycznie udało im się zostawić ciężar rytuału w tyle i w końcu mogli zachowywać się ''normalnie''.

Wiesz... Trochę mnie korci przejażdżka traktorem — przyznał, siląc się na powagę, tylko po to, aby zaraz parsknąć cichym śmiechem. — Byłby to jakiś sposób na sprawdzenie, czy znowu wszystko z nami w porządku.

Trącił lekko Norę ramieniem. Może nie nacierpieli się jakoś bardzo w ostatnich miesiącach, jednak więź jaką ''pobłogosławił'' ich kowen zdecydowanie odcisnęła na nich swoje piętno. Przy odrobinie szczęścia dosyć szybko o nim zapomną. Bądź co bądź, fakt, że to przetrwali, stanowił kolejny niepodważalny dowód na to, jak silna była ich przyjaźń.

Jakieś ważne plany na dziś?



RE: [15/08/1972] Robimy to dla dobra nas wszystkich || erik & nora, florence - Nora Figg - 17.06.2024

Florence wyjaśniła im skąd wzięły się te chwilowe wspomnienia, które przypominały Beltane. To miało sens, wrócili do momentu, w którym połączyła ich więź. Każde pamiętało coś innego, ciekawe, co poczułby, albo zauważył Elliott, gdyby przyszło mu zrywać więź wraz z nimi.

Na całe szczęście chyba już było po wszystkim, świecie skończyły się palić, dym przestał kłuć w płuca. Mieli to za sobą, najprawdopodobniej panna Bulstrode odniosła sukces. Skoro robiła to już tyle razy, to na pewno nie mogło być inaczej. Norka wierzyła bardzo mocno, że mieli za sobą już te całe zamieszanie. Zdecydowanie dobrze im zrobi powrót do normalności. Nie będą już na siebie warczeć bez powodu, bo rytuał potęgował emocje, a oni i bez tego potrafili naprawdę mocno się kłócić, gdy nadarzyła się ku temu okazja.

Nora nie spodziewała się, że jeden głupi gest, taki jak splecenie wianka zakończy się takimi ogromnymi konsekwencjami. Nie miała pojęcia, że magia związana z rytuałem może być tak bardzo silna. Zapewne nikt się tego nie spodziewał, bo jeszcze nigdy nie wydarzyło się nic podobnego, a przynajmniej nie wtedy, gdy ona brała udział w sabacie. Zapewne miało to coś wspólnego z Voldemortem, który przecież zaatakował polanę ognisk, czerpał z tej mocy, to musiało być ze sobą związane, na chłopski rozum, albo na mały rozumek panny Figg.

- Dziękujemy Pani za wszystko Panno Bulstrode. - Powiedziała jeszcze Norka nim opuścili pomieszczenie. Czuła dziwny spokój, najwyraźniej wydawało jej się, że problem już się rozwiązał.

- Znowu traktor? Wymyśliłbyś coś ciekawszego. - Rzuciła jeszcze do przyjaciela z uśmiechem. Może nie sprawili sobie wiele problemów, jednak ostatnio nieco go kłopotała tym, co się działo w jej życiu. Miała mu naprawdę wiele do opowiedzenia, bo nie miał pojęcia, o tym, co się wczoraj wydarzyło. Wydawało jej się, że szpital nie jest jednak odpowiednim miejscem na to, żeby o tym porozmawiać.

- Żadnych planów, nic konkretnego. - Rzuciła jeszcze, chociaż zastanawiała się nad tym, czy Sam będzie na nią czekał, czy odwiedzi ją wieczorem, czy dzisiaj ponownie się zobaczą? Zamyśliła się przy tym na moment, a na jej twarzy rysował się promienny uśmiech. W końcu opuścili Munga.


Koniec sesji