![]() |
|
[Ranek 27.06.1972] Pamięć do złych słów | Laurent & Pandora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [Ranek 27.06.1972] Pamięć do złych słów | Laurent & Pandora (/showthread.php?tid=3308) Strony:
1
2
|
RE: [Ranek 27.06.1972] Pamięć do złych słów | Laurent & Pandora - Laurent Prewett - 23.07.2024 Niesprawiedliwość świata za często wynikała z tego, że nie ma żadnego znaczenia, czyja była wina. Liczyło się to, kto stał wyżej od ciebie. Kto miał władzę, znajomości, przepływał wiedzę między swoimi palcami. Liczyło się to, że to zwycięzcy wyznaczali winy. I to oni pokazywali palcem. To nie była jego wina, że Edward był rozwiązły i skakał z kwiatka na kwiatek, a jego żona jeszcze opłacała kurwy, które sprowadzał, żeby nie szeptały po towarzystwach. Odprowadzała je w drzwiach, a on czasami na to patrzył i nie rozumiał. Tak samo jak nie rozumiał, dlaczego Aydaya spoglądała na niego w taki sposób. Czemu najpierw wyzywała go od kurw, a potem malowała jego obraz. Niektóre z tych rzeczy pozostawały niezrozumiałe nawet po dziś dzień, inne - wyjaśniły się same. Wystarczy chwilę pożyć, coś przeżyć, nauczyć się funkcjonowania w tym pokrętnym świecie monet i uczuć. Pandora była czysta od brudu ciągle zmienianych kochanków i nie cierpiała na to, co Aydaya - kobieta, która choć chciała, nie mogła dać więcej dzieci Edwardowi. Chciała. Wiedział to. Chciała dać mu syna, chociażby. To, jak bardzo swoim wyglądem Laurent nie pasował do rodzinnego zdjęcia niczego jej nie ułatwiał. Wiedział więc, że ona nie myślała kategoriami takimi, jak ich matka. To miało znaczenie. Cała ich relacja miała wielkie znaczenie. - Zawsze jestem z tobą. Nigdy się to nie zmieni. - Odparł łagodnie, przez moment zamykając jej drobną dłoń w swoich. Ta dłoń będzie trzymana przed ołtarzem przez Hjalmara i kapłan kowenu połączy ich miłość, stworzy między nimi więź, którą tylko śmierć rozłączy... albo brak miłości. Niektóre historie naprawdę były romantyczne. Miały śliczne zakończenia. Niektóre na to po prostu zasługiwały. Strach był potworem, który zabijał. Mordował najdzielniejszych. Wytrącał różdżki z dłoni najlepszych aurorów. Miał więc prawo zasiać wątpliwość w sercu osoby, która tak mocno i żarliwie kochała. Aydaya też miała w sobie ten płomień. Ten ogień. Żar ogrzewał ciało, przyjemnie wspinał się po ciele, ale potrafił wybuchnąć i sparzyć, jeśli nie było się ostrożnym. - Tego nigdy nie będziesz pewna. Dlatego musisz wyprzedzić ojca. Edward wbije się w niego jak kobra w mysz, jeśli, jak mówisz, nie przygotujesz najpierw Hjalmara i nie uprzedzisz, z czym i kim przyjdzie mu się spotkać. - Właśnie dlatego robienie tych małych kroków było tutaj tak szalenie istotne. I przede wszystkim - nie rzucanie go od razu przed Edwarda. - Przesuwanie tego w czasie tylko pogorszy sytuację. Będziesz się coraz bardziej stresowała, a Hjalmar... lepiej, żeby jego wiedza nie była zostawiona dziełu przypadku. - Łatwo się mówiło o tym z perspektywy chłodnej kalkulacji. To były fakty, ale logika średnio sobie radziła z emocjami i na odwrót. - Wiem, Pandoro. - Uśmiechnął się delikatnie, ujął jej dłoń i ucałował palce, przytulając się na moment do niej. - Wiem, bo nie wyobrażam sobie sam świata bez ciebie. - Nie mogło się zmienić to, że cokolwiek by się nie działo na tym świecie - mogli na siebie liczyć. - I cieszy moje serce niezmiernie, że znalazłaś kogoś, kogo tak szczerze pokochałaś. - Bo pragnął tego, żeby Pandora była najszczęśliwszą kobietą na tym świecie. Koniec sesji
|