Secrets of London
[31.07.72, ranek. Warownia] Łap za miotłę albo skończymy pod mostem - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [31.07.72, ranek. Warownia] Łap za miotłę albo skończymy pod mostem (/showthread.php?tid=3354)

Strony: 1 2


RE: [31.07.72, ranek. Warownia] Łap za miotłę albo skończymy pod mostem - Brenna Longbottom - 19.06.2024

– To byłby dobry plan… – zaczęła Brenna, zerkając na niego z ukosa, i też z trudem powstrzymując uśmiech, cisnący się na usta. – Gdyby nie to, że nie jesteś pewien, kiedy zaczną się głosowania na najbardziej pożądanego kawalera. Co jeżeli ty wystąpisz na przykład w maju, a tym razem głosowanie przypadnie na przykład na lipiec? Wtedy mister lipca będzie miał nad tobą przewagę… Kogo widziałbyś w tym kalendarzu, hm? Tak wiesz, poza twoim idolem, Chesterem Rookwoodem, oczywiście. Mnie przychodzi na myśl Jonathan.
Może też był po czterdziestce i pewnie z tego powodu nie pojawił się na liście najbardziej pożądanych kawalerów Czarownicy, ale w socjecie szeroko go kojarzono i, przede wszystkim, nie powinien stawiać oporu wobec takiego pomysłu. A to też było ważne – nie każdy miał ochotę pojawiać się w jakichś kalendarzach. Nawet charytatywnych.
Brenna jeszcze wczoraj nie pomyślałaby, że Erik będzie czymś takim zainteresowanym, ale zasadniczo to był JEGO pomysł, ona tylko pomagała i nie mógł na nią zwalać winy, prawda? Nawet nie próbowała go do tego przekonywać!

– Jaki zew przygody – oburzyła się Brenna. – Potrafię siedzieć na miejscu i wcale nie muszę co chwila przeżywać przygód. Kiedy przygody przydarzają się za często, zaczynają męczyć. Zdarza mi się siedzieć dłużej. Zwłaszcza przy komiksie.
Z czystego uporu i pewnego niewerbalnego przekomarzania się, została na tym fotelu, odliczając równe trzydzieści jeden sekund, zanim wstała. A przecież podnosiła się tylko dlatego, że chciał się pomodlić, prawda? Więc to że wstała, to też była jego wina, a poza tym trzydzieści jeden sekund to nie trzydzieści sekund, każdy matematyk, tfu, numerolog, by się z nią zgodził. Wygrzebała te świeczki, jedną wręczyła Erikowi, a drugą zapaliła sama.
Jak na kogoś tak niesamowicie rozgadanego, Brenna nigdy nie radziła sobie z wielkimi słowami. Nie była mówcą, nie umiała porywać przemowami, nie miała w zanadrzu wielu poetyckich określeń. Kwieciste przysięgi, modlitwy, wyznania, to wszystko nie było dla niej normą – mówiła wiele, i nie miała problemu z bezpośredniością czy wspominaniem o uczuciach wobec tych, których kochała, ale słowa Brenny zawsze były bardzo proste. Nie nadawały się do wkładania w usta bohaterów opowieści.
Erikowi takie rzeczy przychodziły znacznie łatwiej.

Brenna po prostu na moment stanęła na palcach i ucałowała brata w policzek, kiedy skończył tę swoją modlitwę, zamykając sporą część własnej w tym prostym geście.
– A więc za bezpieczeństwo tych, których kochamydodała swoje trzy sykle do jego modlitwy.


RE: [31.07.72, ranek. Warownia] Łap za miotłę albo skończymy pod mostem - Erik Longbottom - 19.06.2024

O Morfeuszu i Jonathanie już wspomniałaś — zaczął powoli, zastanawiając się nad listą potencjalnych kandydatów do ich nowego projektu. — Tomaszkowie? — Musiał zaprosić swojego partnera z Brygady Uderzeniowej i brata swojej najlepszej przyjaciółki? — Hades McKinnon? — Uniósł wymownie brwi. — Zastanowiłbym się też nad młodym Carrowem. Wydaje się dosyć przyjemny dla oka. Ah, no i oczywiście obniżyłby średnią wieku. To też jest dosyć istotne.

Oczywiście, nie były to jedyne osoby, o jakich myślał. Teoretycznie mogliby spróbować wystarać się o zarezerwowanie terminu dla swoich dawnych znajomych pokroju Castiela, jak i sięgnąć po kontakty z wyższej półki. Elliott, Perseusz, Giovanni czy nawet Vakel Dolohov. Każdy z nich mógł potencjalnie sporo wnieść do kalendarza i przyciągnąć inny rodzaj publiki, która z początku mogłaby się nawet nie zainteresować zakupem. Nie mówiąc już o tym, że nie były to kompletne niewiadome pod względem sławy czy niesławy.

Tak samo, jak podczytywałaś komiks, kiedy jechaliśmy pociągiem do dziadków Aveliny, a potem prawie rozbiłem się traktorem na twoich oczach? — rzucił zaczepnie, nadzwyczaj dumny z siebie, że nawet ten incydent szło teoretycznie podpiąć pod jego młodszą siostrę. — Wiesz, nie mówię, że ty czy twoja aura mieliście cokolwiek z tym wspólnego, ale wiesz... Ciekawy przypadek. Może świat wówczas nie wytrzymał tego, że siedzisz w bezruchu i postanowił sprawdzić, czy na pewno wszystko u ciebie w porządku?

Cóż, każde z nich miało swoje talenty. Erik nie wyobrażał sobie, aby kiedykolwiek był w stanie zająć miejsce u boku Brenny czy Patricka w hierarchii Zakonu Feniksa. I to nie dlatego, że się się do tego nie nadawał; wieloletni staż pracy w Brygadzie Uderzeniowej wskazywał, że radził sobie całkiem nieźle z planowaniem obowiązków innych i posyłaniem ich tam, gdzie najbardziej się przydadzą. Chyba po prostu nie miał w sobie tego konkretnego rodzaju stanowczości, jakiego wymagało prowadzenie tajnej organizacji. Skoro więc mógł wyręczać siostrę przy wielkich przemowach i kwiecistych monologach, to... Było to poświęcenie, na które był gotów.

Oby nam wszystkim jutro sprzyjał los — podsumował cicho, zarzucając rękę na ramię Brenny i ściskając ją lekko.

Przeżyli razem wiele mniej lub bardziej niefortunnych zdarzeń. Ostatnie miesiące tylko ten stan nasiliły, podrzucając im na próg coraz to nowe problemy, które z poczucia obowiązki odpakowywali i... po prostu próbowali sobie z nimi poradzić. Pierwsze dni po Beltane Erik spędził przede wszystkim w atmosferze żałoby po Derwinie i oczekiwania na kolejny atak Śmierciożerców. Ten jednak nie nadszedł. Jeszcze nie. A jednak takie drobne chwile, jak ta krótka chwila przypominały mu, że powinien być wdzięczny za ten dodatkowy czas. Nigdy w końcu nie wiadomo, kiedy dobiegnie on końca, czyż nie?

Poklepał dziewczynę po ramieniu, przyglądając się rozpalonym świeczkom. Koniec końców jednak jego wzrok zwrócił się ku drzwiom tarasowym prowadzących na podwórku. Skoro już zobowiązał się do tego, żeby wciągnąć tego stracha na wróble na drzewie, to musiał się tym zająć. Inaczej Brenna zrobi to za niego, a potem będzie mu to wypominała. A co jak co, ale nie miał zamiaru dawać jej do ręki kolejnych argumentów. A już na pewno nie za darmo. Westchnął przeciągle, uśmiechając się przy tym leniwie.

Idę szukać tego twoja manekina — zapowiedział, puszczając siostrę i kierując się powoli w stronę wyjścia. — Potem cię zawołam do ogrodu. Nie chcę znowu słyszeć pretensji, że coś było nie tak!



RE: [31.07.72, ranek. Warownia] Łap za miotłę albo skończymy pod mostem - Brenna Longbottom - 19.06.2024

- Pamiętaj, że kalendarz ma się sprzedać, jeżeli ma zarobić, muszą więc to być osoby popularne. Kusiłoby mnie faktycznie zaprosić Thomasa... ale wtedy wiele osób by go za to atakowało. Nie uważam, że narażanie go na coś takiego byłoby w porządku - powiedziała z pewnym zamyśleniem. Miała na myśli oczywiście Hardwicka, który był faktycznie przystojny, ale na pewno wylałyby się na niego wiadra pomyj ze strony tych bardziej konserwatywnych członków społeczności. Jeżeli szło o Figga - uroczy chłopak, ale nie dość znany w czarodziejskim społeczeństwie, aby przyciągnąć kupców. - Carrowa też nikt nie zna, obawiam się, że wybierając według klucza "kogo lubimy", skończy się na tym, że ja wykupię cały nakład.
Na propozycję Hadesa, Brenna aż otworzyła oczy szerzej, zwracając spojrzenie na brata.
- Żartujesz czy mówisz poważnie? - spytała z pewną podejrzliwością, a potem zaczęła odginać kolejne palce. - Ehem, wiesz, ja nawet go lubię, ale kalendarz charytatywny, dla dzieci? Ze zdjęciem mężczyzny, który mieszka na Nokturnie, znikł na parę lat w tajemniczych okolicznościach, rzuca się do bójek dużo częściej ode mnie, przeklina co drugie zdanie, jest mężem Borginówny i którego wujek zasłynął z tego, że uzależniał klientów od swoich produktów? Wiesz co, Erik, to ja wybiorę skład… może z wujem Morpheusem do społu - powiedziała, ale w jej głosie rozbrzmiewało coś na ślad rozbawienia. Chociaż Brenna podchodziła do takich inicjatyw poważnie i zdecydowanie nie chciałaby, aby do takiego kalendarza trafił ktoś tak... kontrowersyjny. Powieszono by ich przecież, musieliby wycofywać się z pomysłu i jeszcze przepraszać.
– I to nie moja wina, że jej kuzyn okazał się czarodziejem – dodała, wymierzając bratu żartobliwego kuksańca.

Brenna nie uważała, że jest odpowiednią osobą na stanowisku, które przypadkiem zajęła. Ale nie widziałaby na nim i brata, głównie dlatego, że był po prostu zbyt dobry i miał za dużo wiary w ludzi. W pracy radził sobie doskonale, ale pewne decyzje wymagały bezlitosności i w zbyt wielu przypadkach w takiej organizacji nie wolno było kierować się sercem.
Brenna wiedziała, że prędzej czy później dopuszczą do organizacji kogoś, kogo dopuszczać nie powinni, ale Erik aż nazbyt łatwo ufał innym.

Objęła brata krótko, zanim go puściła, a potem nieco teatralnie uniosła oczu ku sufitowi, kiedy oświadczył, że na pewno będzie miała pretensje, że coś nie tak. Później zaś... wróciła do swoich notatek o Salcie i Nokturnie. Ją i Heather w końcu tego wieczora czekała wycieczka. Chociaż teraz trochę trudniej było się skupić, bo oczywiście, że już układała odruchowo plany dotyczące tego całego kalendarza...

Koniec sesji