Secrets of London
[6.9.71] Potrójne nieszczęście - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [6.9.71] Potrójne nieszczęście (/showthread.php?tid=3419)

Strony: 1 2 3


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Basilius Prewett - 27.06.2024

Jeśli było coś o czym Basilius zdecydowanie nie chciał teraz rozmawiać, to było to jego życie miłosne. Głównie dlatego, że obecnie nie było nawet jednej dobrej rzeczy, którą można by było o nim powiedzieć.
Może po prostu skupmy się na klątwie, dobrze? – zasugerował, obawiając się dalszych rozmów na temat jego spotkań z kobietami, które wychodziły, jak wychodziły, tak że czasem wolałby, aby Millie miała rację odnośnie jego preferencji. – Co nie działa w ten sposób? I tak, szanse, że to chwilowe są naprawdę duże – To ostatnie zdanie, wypowiedział tonem, którego używał zawsze, gdy chciał zapewnić zaniepokojonych pacjentów, że wszystko będzie dobrze. A że nie miaĺ w zwyczaju ifh okłamywać, to naprawdę tak sądził.
Piwo jest na dolnej półce, ale proszę nie grzeb mi w kuchni Millie. I nie przestawiaj nic w lodówce – dodał jeszcze, posyłając MBrennie, pocieszające spojrzenie i sam ruszył w głąb kamienicy, mając szczerą nadzieję, że to była jedynie chwilowa, łatwa do złamania klątwą, nawet jeśli miała w niej swój udział Brenna.
Wiesz... – zaczął nieco ciszej, patrząc na Longbottom, której Cerber nie opuszczał, ani na krok. – Przynajmniej tym razem nie wykrwawiasz się na moim progu. – Jak Millie bsrdzo słusznie zauważyła, trwała wojna, a klątwa dziwnych dat w połączeniu z wojną i zawodem Brenny mogła skończyć się bardzo źle o co naprawdę się martwił. Uśmiechnął się słabo i skinął głową, dodając już głośniej. – Usiądźcie w salonie. Zaraz przyjdę.
Szybko skierował kroki do swojego gabinetu i po chwili wrócił z dwiema niewielkimi fiolkami z pomarańczowym płynem w środku.
Proszę, najpierw to wypijcie, a potem zacznę przyglądać się tej klątwie – powiedział, podając obu kobietą fiolki z profesjonalnym wyrazem twarzy poważnego magimedyka, chociaż błysk w jego oku zdecydowanie bardziej pasował do profesji, którą pałała się jego rodzina, a nie on sam.


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Brenna Longbottom - 27.06.2024

- Nie planuję eksplodować, nie martw się - zapewniła Brenna, i poklepała ją... siebie... po ramieniu. Była zaniepokojona znacznie bardziej niż Millie, dla której to stanowiło dobrą zabawę, a obce ciało, do którego gospodarki hormonalnej nie nawykła, tylko to potęgowało, ale też Brenna nie miała w zwyczaju wpadać w panikę - przynajmniej póki nie było zagrożone niczyje zdrowie i życie. A chwilowo nie miały pojęcia, czy coś takiego się dzieje.
- Gwiazdko, naprawdę sądzisz, że mój brat nie uznałby, że coś jest nie tak, gdybym siedziała obok niego godzinę i milczała? - roześmiała się. Erik bywał odrobinę naiwny, miał też nadmierne skłonności do ufania ludziom, które Brenna z pewnym zaniepokojeniem zaczęła dostrzegać tak naprawdę dopiero po wybuchu wojny, ale znał swoją siostrę.
Godzinne milczenie nie było dla niej stanem naturalnym. Uznałby najmniej, że obraziłaby się na niego śmiertelnie.
Nie miała nic przeciwko skupianiu się na klątwie. Zresztą jeśli o jego życiu miłosnym nic dobrego nie dało się powiedzieć, tak jej nie istniało, no chyba że uznać by za randki te wyjścia z pracy czy Zakonu, gdy przyciskała kogoś do ziemi, by zakuć go w kajdanki, szkopuł w tym, że raczej potem następowało odczytanie praw albo cios w głowę, nie jakieś romantyczne spotkania. Odprowadziła Millie wzrokiem do lodówki, marszcząc lekko brwi, ale w końcu machnęła na to piwo ręką - zawsze potrzebowała podwójnej porcji eliksirów, jedzenia i alkoholu, więc nie powinno być tak źle po jednym.
- Hej, dzień jeszcze się nie skończył - rzuciła do Basiliusa z rozbawieniem, a potem opadła na wskazaną kanapę. Jakoś ulżyło jej, kiedy zapewnił, że to tymczasowe.
Od paru miesięcy raczej nie przyjmowała od ludzi napojów, a już ma pewno nie eliksirów i jeśli cokolwiek u kogokolwiek piła, to wodę. O tym, że do pewnego stopnia ufała Basiliusowi, najlepiej chyba świadczyło to, że nawet jeśli po sekundzie wahania, to miksturę przyjęła i wypiła.


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Millie Moody - 01.07.2024

[inny avek]https://w.notrecinema.com/images/usercontent/new2020/images/stars/395000/vign/v_179119.jpg[/inny avek]
– Bla bla bla – odpowiedziała równolegle, gdy Basilius zabraniał jej grzebania w lodówce. Oczywiście, że ona będzie grzebać w lodówce. Jej ciało było głodne. Ciało Brenny było głodne? Ciężko stwierdzić. Ona chciał piwa, ciało jedzenia, a Basilius chciał im pomóc trzeba było to pogodzić.

– Jop, tak no tak, milczenie i Brenna, no nigdy by kurwa nikt nie pomyślał tak. A jakby skołować ciągutki? Jak jesz to nie gadasz, może by się nie skumał. No proszę, przemyśl to, przecież to byłaby woda na mój młyn przez najbliższe dwa lata co najmniej! Albo... albo Ty mogłabyś go wypytać moim ryjem o jakieś rzeczy dotyczące Twojej osoby zobacz. – podsuwała pomysły niknąc w drzwiach kuchni i sznakrając po niej bezczelnie. Mięso, ser, może jakaś parówka? Wczorajszy obiad? Miała prawdziwie wilczy apetyt.

– ALĆ KURWA KTO TAK NISKO SZAFKI WIESZA JA PIERDOLE JEBANE W DUPĘ DREWNIANE GÓWNO! – usłyszeli przez ścianę.

Wróciła trzymając się za głowę, przeżuwając cokolwiek upolował w lodówce, z piwem dla siebie i siebie, żeby druga ona trochę tez wyluzowała.

Przysiadła na szafce w salonie, obijając sobie biodro, bo szafka była za szybko, niż się jej spodziewał. Nogi Longbottomówny były zdecydowanie long.

– Dobra, a to jest jakiego smaku to gówno, ja się chce najpierw piwa napić.– i nim zdążył cokolwiek zaprostestowac czy co, to golnęła sobie browarka, ustalając samemu ze sobą, że w połowie drogi odpuści, wypije eliksir i zapije go drugą połową butelki.


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Basilius Prewett - 03.07.2024

Nawet tak nie mów. – Skrzywił się nieco na słowa Brenny, bo nie ważne ile by nie narzekał na Longbottomów, naprawdę nie chciałby aby wyprawiali się gdziekolwiek. Na kogo by wtedy narzekał?
Zerknął na buszującą mu po lodówce Millie, zastanawiając się, jak bardzo właśnie zaburzała mu system, według którego trzymał tam rzeczy. Mięso na przykład było jedynie na dolnej półce, tak by jego smak, którego nie znosił, w żaden sposób nie przeszedł na rzeczy, które on jadł, a to był jedynie jeden z wielu elementów schematu, według którego Prewett utrzymywał tam porządek. Całą rozmowę o tym kto umie milczeć (na pewno nie żadna z nich) i kto powinien się wypytać o co, taktycznie przemilczał, dając im dyskutować o tym jedynie we dwie.
Millie proszę nie atakuj mojej szafki. Jesteś cała? – mruknął w stronę Moody, a widząc że żyła, przeniósł spojrzenie na Brennę i nieco ściszył głos. – Wiesz, że dzisiaj teoretycznie liczy się, jako dziwna data, prawda?
Czy w takim razie los, który pchał ich w różne głupie i problematyczne sytuacje, sprawił że czarownice zamieniły się dzisiaj ciałami? A może tym razem, to jednak naprawdę był czysty przypadek? Naprawdę nie chciał myśleć o tym, że coś im się przydarzyło jedynie z powodu głupiej daty i tego, że najwyraźniej z Brenną byli przeklęci.
Normalnie pewnie zabiłby Millie za popijanie eliksiru piwem, ale tym razem nie miało to większego znaczenia. Chociaż musiał przyznać, że widok pijącej piwo Brenny i spokojniejszej, słuchającej się jego poleceń Millie naprawdę strasznie mieszał mu w głowie, nawet jeśli został już wtajemniczony w ich sytuację.
Owocowe – powiedział, uśmiechając się nieco zbyt prewettowsko, jak na wizerunek profesjonalnego medyka, który starał się tak usilnie kreować. – W sumie to już nie musisz ich pić. To mieszanka witamin. Zależało mi jedynie na tym, by wypiła jej Brenna, bo twoje ciało zdecydowanie ich potrzebowało. – A przecież podać Moody witaminy, gdy była w swoim ciele nie było łatwo, bo na przykład postanowiłaby popić je piwem. Bucky też niestety odmówił współpracy w przemycaniu ich w bułkach. Musiał więc wykorzystać okazję, która się nadarzyła.
No dobrze. Nie ruszajcie się proszę – powiedział wyciągając różdżkę, by wykonać kilka szybkich badań, które ostatecznie skomentował jedynie krótkim: Hm.


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Brenna Longbottom - 03.07.2024

– Millie, ciągutki nigdy nie wystarczyły, żeby mnie powstrzymać – odparła Brenna. I ona i Miles potrafiły być równie rozgadane, ale… w zupełnie inny sposób. I dość szybko i po gadaniu, i milczeniu dało się wywnioskować, że coś tutaj absolutnie i totalnie nie gra. – Eee… ale w sumie to… nie ma chyba niczego, o co chciałabym spytać Erika, a nie mogłabym zrobić tego ze swoją własną twarzą? Wiesz, on nie ma żadnych oporów w narzekaniu na mnie, obojętnie, czy nie stoję pół metra dalej, i nawet nie to, że jakoś szczególnie się mu dziwię…
Nie, Brenna absolutnie doceniała potencjału wynikającego z tej całej zamiany ciał. Od czasu do czasu lubiła psoty, ale skłonność do figli spadła u niej dość znacząca jakieś dwa czy trzy lata po szkole, i nawet jeśli zdarzały się jej żarty, to jednak nie miała zamiaru chodzić i wmawiać ludziom, że jest Millie Moody – owszem, to byłoby zabawne. Ale po prostu trochę się bała, co zrobiłaby Millie, przy wmawianiu ludziom, że jest Brenna. Gdyby spotkały jakichś znajomych, nawet mogłaby zobaczyć ich miny, gdy próbowaliby rozgryźć, co się tutaj dzieje, ale jakoś nie przychodziło jej do głowy nic, w co miałaby chęć wkręcać brata w tym fałszywym ciele…
– To nie powinno się liczyć – jęknęła iście potępieńczo, kiedy Basilius wspomniał o dziwnej dacie i Brenna odruchowo zerknęła na kalendarz. – Jeśli tak to potraktować, to oznaczałoby, że wszystko eskaluje, bo najpierw to było dużo szóstek, i trzynasty, i naprawdę dziwna data, a teraz… – dodała, tak oskarżycielsko, chociaż był to chyba zarzut pod adresem świata, nie Prewetta. Bo co, teraz miał to być jeszcze każdy 6 września, i może 9 czerwca, i 6 czerwca, i 9 września, i bogowie wiedzą co jeszcze?
Zerknęła na mieszankę witaminową, a raczej pojemnik po niej, potem na Basiliusa.
I wstała z miejsca, by wzorem Miles dopaść do lodówki.
– Oddam później – dorzuciła, wracając na kanapę, nie z piwem, a najbardziej jadalną rzeczą, jaką tam znalazła. Po drodze jeszcze raz pogłaskała Cerbera. – Co znaczy „hm”? Czy to „hm” trzeba iść do Munga, czy hm, nie przejmujcie się, wszystko będzie dobrze?
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NrKrIFt.jpeg[/inny avek]


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Millie Moody - 03.07.2024

[inny avek]https://w.notrecinema.com/images/usercontent/new2020/images/stars/395000/vign/v_179119.jpg[/inny avek]

Dobrze, że już nie piła piwa kiedy Bazyliszek powiedział o swoim super wymyślnym podstępie. Skrzywiła się przejeżdżając językiem między zębami a wargami.
– A pierdol się kurwa, nigdy nie chciałam wypijać tego gówna. – Prychała wściekle, ale zaraz potem wróciła do zajadania. Nie zwróciła uwagi, że Brenna robi to samo. Może tak działała ta klątwa, że człowiek nagle odczuwał coś takiego jak głód? Takie to przyjaciółki, przyjdą, opróżnią lodówkę, nażłopią się piwska i jeszcze wymuszą usługę medyczną.

– O co chodzi z tą numerologią. Nigdy nie byłam w tym za dobra. – zsunęła się z szafki i rozwaliła na fotelu co wyglądało kuriozalnie, bo kiedy tak Millie była w niezgodzie z meblami, ale sama była istotą małą, to jednak się mieściła na tych fotelach bez względu gdzie położyła nogi i ręce. Teraz wyglądała tak jakby w nogach i rękach przybyło jej kilka stawów. – Postawić Wam tarota na to? Może nie umiem... tych rzeczy co Ty Brenna, ale kurwa cośtam pamiętam jak te dziwki śpiewają. Karty w sensie. Odpowiadają na pytania. Co nie?


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Basilius Prewett - 03.07.2024

Przygryzł wargi i spojrzał w nienależące do Brenny oczy Brenny, jakoś tak bardziej posępnie, nie odbierając jej słów, jako atak na samego siebie.
Nie mam pojęcia – powiedział słabo. Jemu to też się cholernie nie podobało. Ta sytuacja nigdy nie była zabawna, a tym bardziej teraz. Czym innym były głupie przypadki w relatywnie spokojniejszych czasach, a czym innym takie sytuacje, gdy trwała wojna. Brenna była Brygadzistka i Longbottomem, już i tak sporo ryzykowała samym swoim zawodem i istnieniem, a Basilius naprawdę nie chciał, by jakiś zły los jeszcze bardziej pchał ją w zagrożenia w tak ryzykownym momencie, jak ten. Bo co jeśli kolejny piątek trzynastego będzie tym jednym razem za dużo, który mógłby się w ogóle nie wydarzyć? On też, niby nie ryzykował za bardzo i niby pech nie atakował go fizycznie, aż tak często jak ją, ale wiedział, że musiał uwżać ze swoim zdrowiem i naprawdę nie potrzebował dodatkowych bójek w kasynie, przez które niemal mdlał, czy też naćpania narkotykami podczas którego niemal podano mu środek, którego nie można było mu podawać. No i tym razem była w tym jeszcze Millie, a Millie również naprawdę nie potrzebowała więcej problemów na głowie i zamian ciałami tylko dlatego, że oni w coś się wpakowali i nawet nie wiedzieli w co.
Z ponurych myśli wytrąciło go, oczywiście a jakże by inaczej, klnięcie samej Millie. Uśmiechnął się.
Tak Millie też cię kocham – powiedział, czerpiąc niesamowitą satysfakcję z tego co zrobił. – Przy lodówce też stoi słoiczek z magnezem. Weź jedną tabletkę, gdy już zjesz. I nic nie oddawaj. – Tu już zwrócił się do Brenny, widząc, jak sama nakłada sobie zdrowsze jedzenie i tu już nie narzekał na grzebanie mu w lodówce.
Może ta klątwą nie była jednak taka zła.
A co do klątwy.
Hm, bo ryzykowałbym dużo próbując ściągnąć ją z was teraz, ale minie samoistnie po dniu od jej rzucenia – powiedział, starając się ukryć fakt, że było to dla niego w jakiś sposób naprawdę fascynujące. Znacznie częściej trudne do zdjęcia klątwy, raczej nie schodziły same po tak krótkim czasie. Będzie potem musiał porobić parę notatek. – Więc powinno być wkrótce po wszystkim.
No dobrze. Czyli może rzeczywiście to był tylko przypadek. W końcu czarownice nie ucierpiały za bardzo na tej przemianie. Na pewno przeżyją jeden dzień w cudzych ciałach i będzie po wszystkim.
No chyba, że tarot powie coś absolutnie okropnego. Zerknął na Brennę, do której, zachęcony dalszym głaskaniem, właśnie łasił się Cerber.
Może... Może to nie jest taki zły pomysł? – Sam nie wierzył, że to mówił, ale lepiej było spróbować coś z tym zrobić, niż niczego z tym nie robić. Zaczynał żałować, że nie znał się na numerologii, może to by dało im jakieś odpowiedzi, a jego wewnętrzny Krukon reagował oburzeniem, gdy wiedza, która nigdy wcześniej nie wydawała mu się przydatna i potrzebna, nagle okazywała się być przydatna i potrzebna, a on nie miał o niej zielonego pojęcia.


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Brenna Longbottom - 03.07.2024

Brenna kiwnęła tylko głową na polecenie Basiliusa, bo była zajęta jedzeniem jedną ręką sałatki, a drugą ręką głaskała psa. Magnes też łyknęła, bardzo grzecznie, zupełnie tak, jakby nigdy nie zrobiła tego Millie.
– Nie to, że nie wierzę w twoje umiejętności, ale wiesz… no nie wydaje mi się, żeby tarot tutaj mógł wiele nam pomóc, jeśli to faktycznie jakaś klątwa, to chyba jej nie zdejmie, i nie powie czegoś w rodzaju „aby się uwolnić w kolejny piątek trzynastego musicie pojechać do gaju oliwnego w Grecji i odmówić modlitwę ku czci Apolla” albo coś – rzuciła w końcu, gdy skończyła jeść, opierając się o blat obok Moody.
Brenna – Millie spoglądała przez chwilę w zamyśleniu na Basiliusa, gdy ten wydał werdykt, a potem zwróciła spojrzenie na Mildred Moody… czy raczej na samą siebie.
Dwa szybkie ruchy później trzasnęły kajdanki, którymi skuła ich ręce.
Pod pewnymi względami Brenna ufała Millie. Ufała, że ta nie poda jej trucizny, że stanie po właściwej stronie, że pomoże poproszona o pomoc. Wierzyła w jej dobre serce i w umiejętności. Jednocześnie wiedziała, że chociaż to ją nie raz oskarżano o pakowanie się w niebezpieczeństwo czy bezmyślne ryzykowanie, to Mildred potrafiła w robieniu rzeczy głupich bić ją na głowę. Brakowało jej pewnego filtra. Odwaga Millie nie była tą zdrową, gryfońską odwagą, a raczej niezdolnością do odczuwania strachu w taki sposób, w jaki odczuwali go inni ludzie – jakby nie pojmowała, że szalejących wokół płomieni należy się bać, bo zetknięcie się z nimi może mieć niemiłe konsekwencje.
W tym przypadku Brenna nie bała się, że Millie uszkodzi jej ciało. Sama uszkadzała je dostatecznie często. Ale trochę obawiała się tych żartów, jakie Millie mogłaby zacząć robić rodzinie i krewnym. Albo czy nie pobiegłaby do jednego ze swoich ostatnich partnerów tylko dlatego, że uznałaby za zabawne próbę sprawdzenia, czy zostanie rozpoznana. Albo czy zdoła kogoś uwieść też w ciele Bren.
– Miles, chyba spędzimy dzisiaj razem calutki dzień – powiedziała, chociaż zdawała się tym odrobinę rozbawiona. Bo nie, Brenna w gruncie rzeczy póki nikomu nie działa się krzywda, przejmowała się mało. I na przykład nie miała problemu z tym, że ktoś zobaczy je skute kajdankami. Niech to się stanie jeszcze jednym elementem opowieści o tym, jakim Longbottom jest pajacem. – Masz strasznie szczupłe nadgarstki – dodała, unosząc lekko dłoń. Miała wrażenie, że gdyby kajdanki nie były zaczarowane, to zdołałaby z nich rękę po prostu wyciągnąć. – O, mam doskonały pomysł, zahaczymy o jakąś knajpę, tak jeszcze zjedzenie jakiejś sałatki z kurczakiem bardzo dobrze mi zrobi. Tobie zrobi. Nam obu, tak w gruncie rzeczy – oświadczyła, bo zwykle dokarmiała Millie podsuwając jej jedzenie, a teraz mogła zadbać o prawidłową dietę przez chwilę osobiście!


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Millie Moody - 05.07.2024

[inny avek]https://w.notrecinema.com/images/usercontent/new2020/images/stars/395000/vign/v_179119.jpg[/inny avek]
Nie spodziewała się takiej zdrady. Parskała, kręciła głową na te dyrdymały co Bazyliszek opowiadał, ale zdrada w postaci nowej bransoletki?!?!?!?

– No chyba ktoś tu kurwa nie lał, co to ma być! – Zadarła wysoko rękę nie bacząc na to, że jest zdecydowanie wyższa od osoby, która jej tą biżuterię sprezentowała. Jej twarz wykrzywiała kłębiąca się irytacja. Wyprostowała się gwałtownie szarpiąc się tak jakby to miało cokolwiek pomóc. Może po prostu chciała, żeby jej dyskomfort był dyskomfortem wszystkich wokół.

– Brenna kurwa natychmiast to zdejmij ze mnie. Ty w ogóle chcesz iść ze mną do restauracji kurwa? Myślicie tylko o moim jebanym żołądku przestańcie mnie szejmować za to jak wyglądam ja pierdole co Wam obojgu odjebało?! – ciskała się szamocząc niczym wilczyca w potrzasku. – Myślisz, ze jak za pierwszym razem powiedziałaś, że nie chcesz iśc do naszych braci to nie zrozumiałam? Dobra kurwa jeb wojna, podejrzliwości azkaban już! Ale to!? – Zatrzymała się by wyeksponować zakajdankowany nadgarstek tuż przed nosem Mildred. Jebać, że było to jej własne ciało, najprawdopodobniej gdyby nie odruchowa reakcja przeciwstawna Brenny, to złamałaby samej sobie nos impetem kłębiącej się furii.

– A Ty! – Palec wskazujący poszybował w kierunku Basiliusa. – Ty się nawet kurwa nie odzywaj! Pewnie się cieszysz jak debil do sera, że ona to zrobiła. Ok, I am done, chcecie ze mną siedzieć to mam dwa kurwa jebane warunki. PIERWSZY zdejmujesz ze mnie to gówno. DRUGI Bazyliszek przynosi od nas z Pokątnej moją karmelówkę i se pijemy jak kulturalni ludzie bo ja z Waszą dwójką na trzeźwo kurwa nie daję rady. JA!!! A TO MNIE MAJĄ WSZYSCY DOŚĆ! KUMACIE KURWA SKALĘ?! – zaczęła się drzeć. – I żadnych więcej witamin kurwa. Nie będziecie mnie truć kolaboranci pieprzeni – dodała, żeby nie było, że nie powiedziała wszystkiego a potem nagle dawali jej tabletki NIEszczęścia.


RE: [6.9.71] Potrójne nieszczęście - Basilius Prewett - 05.07.2024

Hej! Wszystko szło naprawdę dobrze. Przedstawił diagnozę, klątwą miała samoistnie minąć, może rzeczywiście dzisiejszy dzień był jedynie niczym więcej, jak zwykłym przypadkiem i zaraz będzie spokój.
Hahaha...
Tylko, że nie.
Kajdanki zamknęły się na nadgarstkach obu czarownic.
I w pewien sposób Basilius to rozumiał. Gdyby którakolwiek z nich zamieniłaby się z nim ciałami, prawdopodobnie kusiłoby go, aby zrobić to samo w obawie, że jeszcze bardziej wymęczą jego już i tak zmęczone ciało.
Millie jednak zdecydowanie nie była tak wyrozumiała, jak on i prawdę mówiąc też nie było mu trudno ją zrozumieć w przeciwieństwie do tego ataku na niego.
Ja? A co jaKurwa zrobiłem? Przepraszam kurwa, że się kurwa o ciebie martwię i nie chcę kurwa, aby coś ci się kurwa stało, czego można byłoby uniknąć, gdybyś tylko kurwa o siebie bardziej dbała, no nie chce cie kurwa widzieć w Mungu z kurwa anemia. Jak ci to kurwa przeszkadza to było pić kawę i narzekać na kawę z kimś innym, niż kurwa uzdrowicielem, który ciebie lubi. Kusiło go, aby powiedzieć, ale zamiast tego jedynie westchnął głośno i potarł skronie. Bo oczywiście to musiało się jeszcze dziać po jego nocnej zmianie, gdy dalej miał na sobie zarzucone bluzę i piżamę.
Brenno – powiedział bardzo spokojnym tonem głosu, używanego do pacjentów, których nie chciał oceniać, nawet jeśli trochę ich oceniał. – Wiem, że to nerwowa sytuacja. Masz prawo czuć niepokój, ale proszę cię, rozkuj Millie. To naprawdę nie pomoże tej sytuacji. Millie, wiem, że jesteś zła, ale nie krzycz na łaskę Matki proszę.