![]() |
|
[10.07.72] Mama wie najlepiej - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [10.07.72] Mama wie najlepiej (/showthread.php?tid=3433) Strony:
1
2
|
RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Charlotte Kelly - 20.06.2024 – Doskonale, w takim wypadku się podzielimy: ty dasz jej ramię do wypłakania, a ja zajmę się chłopcem, który doprowadził ją do płaczu – powiedziała Charlotte, słowa o Nedzie puszczając pomimo uszu. Po tylu latach mogła już o nim rozmawiać bez bólu, a cień dawnego uczucia był właśnie cieniem zaledwie, mimo to Kelly nie przepadała za rozmowami o nim i zgadzała się na nie głównie wtedy, gdy dzieci tego chciały. W pewnym sensie zawsze był i pozostał jej słabością, a Charlotte nie lubiła do słabości się przyznawać. – Och, nie jestem ani trochę zdziwiona, że mnie pamięta – oświadczyła, jakby nie wyłapała żartu. Może nie wyłapała. A może tylko go pociągnęła. Tak naprawdę wcale nie sądziła, że jej syn pasowałby bardziej do Slytherinu. Ravenclaw albo Hufflepuff, jak ona sama – Ritę widziała albo w gronie Krukonów albo Ślizgonów. Slytherin wobec Jessiego miał głównie jedną zaletę w oczach, mianowicie kolor szat, który pasował mu do włosów. Ale nigdy nie chciałaby naprawdę, aby dzieci tam trafiły: za duża szansa, że koledzy z roku traktowaliby ich gorzej z powodu ojca. A wtedy Charlotte dostawałaby prawdziwego szału i mogłaby przekroczyć jakąś granicę, nie zapewniając sobie wcześniej odpowiedniego alibi… – Jeśli nie, zawsze pozostaje ci Amsterdam. Nawet się dołożę, to kosztowna wycieczka – stwierdziła, odrobinę rozbawiona. Cóż, Jonathan to najwyżej się ucieszy z przewrotności swojego chrześniaka i z tego, że ten nie był nieśmiałym dzieckiem, a i wątpiła, aby pomysł wywołał szczególne oburzenie w Morpheusie… Za to och, gdyby kiedyś postanowiła doprowadzić do zawału Anthony’ego, to był doskonały plan, podsunąć Ricie zafundowanie mu takiej wycieczki urodzinowej! Rozbawiona tym pomysłem podeszła do jednego z wieszaków i ściągnęła z niego sukienkę, którą już sobie upatrzyła. – Przymierzę to – stwierdziła, unosząc ją nieco. – Chociaż muszę zmusić Jonathana, żeby zabrał mnie na zakupy na wesele Blacków. Bo tutaj to odpowiedniej sukienki na taką okazję nie znajdzie, ale nie zamierzała mówić tego przy madame Malkin. Gdyby nie planowała tu kolejnych zakupów, mogłaby sobie na to pozwolić, Charlotte uwielbiała wręcz być nietaktowna, ale jednak to miejsce od paru lat było jednym z głównych źródeł jej ubrań, więc wypadało utrzymać przyjazne stosunki. Ku zapewne więc wielkiej uldze syna, znikła w przymierzalni, by zamienić przykrótki worek na odrobinę dłuższą sukienkę. RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Jessie Kelly - 20.06.2024 -Jak mu najpierw złamię nos... I parę innych kości - dodał, bo w końcu nie po to mu matka sprowadziła nauczyciela samoobrony, żeby to wykorzystywał TYLKO do samoobrony. -Potem będzie twój. Znaczy, umiejętność samoobrony była bardzo korzystna, bo w końcu mogło się zdarzyć komukolwiek wpaść w kłopoty w momencie lub miejscu, gdzie użycie magii wiązałoby się z poważnymi konsekwencjami prawnymi. No i przecież różdżkę można było łatwo stracić - wystarczyło proste zaklęcie wytrącające, żeby różdżka wypadła z ręki przeciwnika, a zanim ten ją znowu podniesie, można było go szybko załatwić - czy związać, czy zamrozić, czy związać magicznymi linami. I co wtedy? Stać i płakać? Wrzeszczeć o pomoc jak Dama w Opałach, jak w tych wszystkich mugolskich bajeczkach o księżniczkach i książętach? Dobrze jednak było wiedzieć, jak się odpowiednio zamachnąć, żeby wybić parę zębów, ale nie rozwalić sobie knykci, jak zablokować komuś cios i gdzie walnąć, żeby nie wstał za szybko. No i gdyby Jessie albo Rita trafili do Slytherin i któreś z nich padłoby ofiarą prześladowania ze strony pozostałych Ślizgonów, bo ich ojciec był mugolakiem, dla którego matka zwiała sprzed ołtarza, zdradzając tym samym swoją rodzinę, czy był jakiś lepszy sposób na danie takiemu dupkowi nauczki, niż taka poniżająca go, mugolska bijatyka? Rozwalenie nosa, czy wybicie zębów samą siłą pięści? Pokazanie, że mimo "brudnej" krwi potrafili przewyższyć tych wszystkich ważniaków nie tylko w magii, ale również dzięki odpowiednio wyćwiczonym ciosom. Z pewnością zaliczyłby wtedy niejeden szlaban, ale byłoby warto. -Zastanawiam się, co by mu się bardziej spodobało - ciekawe, czy Jonathan znalazłby tam coś, co by mu się spodobało i umiliło mu ten dzień, czy po prostu rozbawiłoby go, że jego chrześniak wpadł na taki pomysł... Mruknął cicho, zerknął na wybraną przez matkę sukienkę i kiwnął głową, zaraz kierując oczy z powrotem do regału z akcesoriami. Może kupiłby sobie nowy krawat? -Wygląda dobrze - sukienka, miał na myśli. Zdecydowanie lepiej, niż worek. -Przypomnij mi, proszę, czyje to wesele? RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Charlotte Kelly - 21.06.2024 – Tylko bez świadków, Jessie – powiedziała Charlotte i och, tak, tym razem to nie był żart. Moralność Charlotte Kelly nie sięgała dna tylko dlatego, że to byłoby niewygodne, a poza tym wciąż uważała się za damę, mimo wszystkiego, co oddaliło ją od wyżyn magicznej socjety. Damie pewnych rzeczy nie wypadało robić: na przykład bić kogoś pięściami. Od tego miało się magię, synów oraz przyjaciół, a damie już wypadało zadbać o to, aby żeby ona albo ktoś bliski nie trafił do aresztu za takie pobicie. – Ale myślę, tak naprawdę, że Rita doskonale sobie poradzi – dorzuciła jeszcze, zanim znikła w przymierzalni. Kiedy wyszła, obróciła się kilka razy przed lustrem, aby podjąć decyzję z należytym namysłem. Były kiedyś czasy, gdy kupowała ubrania bez opamiętania, ale minęły tak dawno, że nawet nieszczególnie je już rozpamiętywała – bardziej żywy w jej pamięci był ten moment, w którym musiała bardzo uważać, co kupuje i nowa, ładna sukienka stanowiła luksus. I może dlatego teraz, nie będąc bogatą, ale zamożną (dzięki pensji z Departamentu i temu, że dzieci też już coś zarabiały), wydawała na zachcianki sporo, ale trochę bardziej uważała. Nie było to łatwe, bo oczywiście we własnym mniemaniu wyglądała pięknie absolutnie we wszystkim. – Ładnemu we wszystkim ładnie, synku – skwitowała z rozbawieniem, ale była całkiem zadowolona z tego, że ją skomplementował, nawet jeżeli tak bez zaangażowania. – Weźmiemy ją. I wesele… Zamyśliła się na moment, bo prawda była taka, że mało ją to interesowało. Charlotte była tak skupiona na sobie i swoich najbliższych, że cała reszta orbitowała gdzieś na uboczu jej istnienia, w głowie Kelly będąc postaciami trzeciego planu w jej własnej historii… A przynajmniej czasem sprawiała wrażenie, jakby właśnie tak uważała. – Zaraz, kto to był… syn Polluxa… Persival? Nie, oni nadają tylko te śmieszne, gwiezdne imiona. Polaris? Albo… tak, już mam. Perseus – przypomniała sobie wreszcie, bo dla niej ważniejsze było to, jaką sukienkę na to wesele założy niż na czyje wesele pójdzie, a akurat Perseus był "między pokoleniami" - za młody, aby pamiętała go z własnej młodości i kręgów towarzyskich, za stary, aby być jednym z dzieci jej bliższych znajomych… Kolejne słowa wypowiedziała nieco ciszej, by sprzedawczyni, która ruszyła do innego klienta, ich nie usłyszała. – Żeni się z tą małą Rookwoodówną z Departamentu Tajemnic, dziewczyna bardzo lubi być mroczna, ale to chyba u nich wszystkich rodzinne – skomentowała, jak przystało na kogoś, kto miał po prostu okropny charakter i często wypowiadał się o innych w sposób niekoniecznie sprawiedliwy. RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Jessie Kelly - 21.06.2024 -Oczywiście, mamo. Mówiłaś mi to już wiele razy - to, że za ewentualne pobicie otrzymałby szlaban, nie oznaczało, że MUSIAŁ się na niego narażać. W końcu mógł załatwić gagatka, który wycisnąłby z oczu jego siostrzyczki łzy, a potem zatrzeć ślady, pozbyć się zbędnych świadków i udawać niewiniątko. Nikt nie musiał wiedzieć. Och, oczywiście, że Rita by sobie poradziła. W końcu była córką swojej matki, czyż nie? Istniała możliwość, że Rita ze swoimi rozstaniami poradziłaby sobie o wiele lepiej, niż Jessie ze swoimi, gdyby doszło do takiej sytuacji. Odrobinę godziło to jego męskie ego... Ostatecznie wybrał dwa krawaty - jeden jednolity w kolorze ciemnego antracytu, drugi w barwie granatu (może trochę po złośliwości, że znowu niebieski, a może dlatego, że po prostu lubił ten kolor, bo dobrze wyglądał w jego oczach) z delikatną kratką, wyszytą czarną nitką. Oba ciemne, ale jego uwagę zwrócił jeszcze jeden, dosyć jasny, który nawet dla niego wyglądał przyzwoicie. Ten krawat miał barwę indygo. Odwrócił się w momencie, w którym Charlotte w końcu wynurzyła się zza zasłony przebieralni i zaczęła podziwiać swoje odbicie w lustrze. -Postaraj się w swojej piękności nie przyćmić Panny Młodej, dobrze? Podobno to ma być jej dzień - jeśli ktoś wcześniej wspominał mu o tym weselu, to najwidoczniej Jessie nie słuchał wystarczająco uważnie, by stwierdzić, czy powinien poprosić matkę, by złożyła Parze Młodej szczęśliwego pożycia w jego imieniu, czy raczej powinien spodziewać się skandalu wśród czystokrwistych. Jeśli chodziło o skandale ślubne, czy ktoś był w stanie przebić skandal, który wywołali Charlotte i Jonathan podczas ceremonii własnych zaślubin, które ostatecznie odbyły się wcześniej, bez niepotrzebnych świadków, i do tego z innym Panem Młodym, niż głosiły zaproszenia? -Mroczna, huh? - kącik jego ust uniósł się delikatnie, gdy zbliżył się do matki i pochylił się, by tylko ona go słyszała. -Jak myślisz? Pierwszy będzie rozwód, pogrzeb któregoś z nich, czy dajesz im szanse na szczęśliwe pożycie? RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Charlotte Kelly - 22.06.2024 – Niektóre rzeczy matki muszą powtarzać do skutku – stwierdziła Charlotte z uśmiechem, nawet jeżeli większość matek powtarzała w ramach niezbędnych nauk trochę inne rzeczy niż ona czyli „jeśli kogoś chcesz pobić to bez świadków” i „gdybyś kiedyś potrzebował pozbyć się ciała, to mam na to sposoby, ale najlepiej skontaktuj się ze mną, kiedy jeszcze potencjalny denat wciąż żyje”. Może żartowała. A może mówiła zupełnie poważnie. A może to zależało od rozmówcy, bo właściwie o morderstwo bardziej podejrzewałaby córkę niż syna, więc te przestrogi kierowane do niego były bardziej zapobiegawczym wyrazem wsparcia, by wiedział, że zawsze może na nią liczyć. Zerknęła na krawaty, które wybrał syn, westchnęła trochę, że znowu niebieski, ale zachowała to podsumowanie dla siebie, bo przynajmniej tym razem to był granat, a poza tym naprawdę ten dobrze wyglądał. – Stawiasz przede mną wyzwania trudne do zrealizowania, synku – zamarudziła, jakby nieświadoma tego, że Vespera Rookwood była od niej młodsza, i że pewnie na tym weselu zagości niejedna śliczna, młoda dziewczyna. A może była tego doskonale świadoma, ale wciąż kultywowała tej samej zasadzie, co w czasach młodości – że jedna trzecia urody to natura, jedna trzecia odpowiednie ubranie i kosmetyki, a jedna trzecia to już kwestia pewności siebie? – Poza tym to już jej trzecie czy czwarte wesele, była główną bohaterką parę razy i musi zrozumieć, że niektórzy nic nie mogą poradzić na to, że są już po prostu olśniewający… Nadstawiła ucha, zaciekawiona, co takiego powie jej syn, skoro ewidentnie nie chciał, aby usłyszała ich sklepikarka i roześmiała się na jego komentarz. – Czasem myślę, że spędzasz trochę za dużo czasu z Jonathanem – powiedziała i trzepnęła go lekko, żartobliwym gestem w ramię. Odpowiedzi udzieliła z uśmiechem na ustach, ale w istocie słowa nie były żartem: były gorzką prawdą, a przynajmniej taką, jaką dostrzegała Charlotte. – Niewiele małżeństw czystej krwi wiedzie szczęśliwe pożycie, a już nie przypominam sobie, żebym słyszała o takim w rodzinie Blacków. Mąż da jej bogactwo i pozycję, jakiej nie miała jako wdowa po jakimś zagranicznym przybłędzie, ale jego rodzina będzie śledzić każdy jej krok, a wśród Rookwoodów są... różne jednostki, nie wieszczę im więc wiele szczęścia. Nie w świecie, w którym żyjemy – rzuciła, nim skierowała się z powrotem za zasłonę, by przebrać w swoje ubrania. RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Jessie Kelly - 22.06.2024 -Czyli czekasz, aż kogoś pobiję i faktycznie będę musiał znaleźć skuteczny sposób na pozbycie się świadka i stworzenie alibi? - padło pytanie, ale raczej dla wszystkich wtajemniczonych było jasne, że Jessie nie oczekiwał na nie odpowiedzi. Czy to Rita byłaby bardziej skłonna do popełnienia morderstwa, czy, ku zapewne zaskoczeniu przynajmniej kilku osób, raczej Jessie, to mógł jedynie zweryfikować los. Nie mniej jednak Jessie zrozumiał aluzję - jeżeli kiedykolwiek doszłoby do takiej sytuacji, w której stałby się czyimś oprawcą i potrzebował pomocy w "umyciu rąk", mógł przyjść do niej i Charlotte z całą pewnością nie zostawiłaby go na lodzie i przynajmniej spróbowałaby mu pomóc. Na szczęście Madame Malkin wciąż była zajęta innym klientem, który najwidoczniej miał większe problemy z wyborem nowej odzieży, niż Charlotte i Jessie, dzięki czemu nie mogła usłyszeć, o czym dokładnie rozmawiali. To oszczędziło im dziwnego, podejrzliwego spojrzenia, kierowanego w ich stronę i może ewentualnego późniejszego przesłuchiwania przez stróży prawa. Nie wszystkie żarty śmieszyły każdego, nie każdy wszystkie żarty rozumiał, a przecież istniały jeszcze żarty, dzielone między osobami, które były świadkami konkretnych sytuacji. Tego tylko brakowało, by biedna krawcowa pomyślała, że dwójka jej klientów faktycznie planowała napaść na kogoś, czy to przez krzywdę, wyrządzoną członkowi rodziny, czy dla jakiejś dziwnej "rozrywki". W sytuacji, gdy widzi się świat trochę inaczej, niż wszyscy inni, i niewielka część z tego, co cię otacza, wygląda dla ciebie dobrze, nagle okazuje się, że jesteś ograniczony niewielkim wyborem. Dla Jessiego był to właśnie kolor niebieski. "Czerwony" wyglądał wręcz ohydnie, "zielony", w zależności od odcienia, mógł wyglądać nijak, znośnie, albo źle. Niebieski, poza białym i czarnym, był jednym z tych kolorów, które wyglądały dobrze dla świata i dla oczu Jessiego, więc tak, znowu niebieski. Trzy, może cztery wesela... Jessie aż gwizdnął. -I ona jest młodsza od ciebie? Co stało się z jej poprzednimi małżonkami? - znów retoryczne pytanie, a to żartobliwe trzepnięcie w ramię przyjął z cichym śmiechem. Za dużo czasu spędzał z Jonathanem? Ha! W życiu! Gdyby przyznał temu rację, oznaczałoby to, że należałoby trochę ograniczyć ich spotkania, a do tego Jessie nie chciał dopuścić. W końcu, dlaczego chciałby wydawać się rzadziej z tak niesamowitym człowiekiem? Samej wypowiedzi na temat małżeństwo czystokrwistych, a także samych Blacków i Rookwoodów nie skomentował, chociaż coś mu się już cisnęło na język. Nie chciał jednak powiedzieć o kilka słów za dużo i przypadkiem znaleźć się za blisko granicy "żartu", którą jego matka akceptowała. Westchnął cicho. -Miejmy przynajmniej nadzieję, że będziecie się na tym weselu dobrze bawić - powiedział, kierując się z matką do lady, by opłacić zakupy. -A może akurat tych dwoje wszystkich zaskoczy i będą mieli swoje "I żyli długo i szczęśliwie"? Jeżeli nie było to małżeństwo aranżowane, narzucone im przez rodzinę i interesy, to czy nie zasługiwali na takie życzenia? Zakupy opłacone, spakowane i kierowali się już do wyjścia, mijając w drzwiach kolejnych klientów, szukających perełek u znanej krawcowej. Może uda im się jeszcze wstąpić gdzieś na kawę? Koniec sesji
|