![]() |
|
[1.08.1972] Take it off | Laurence, Camille - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [1.08.1972] Take it off | Laurence, Camille (/showthread.php?tid=3512) Strony:
1
2
|
RE: [1.08.1972] Take it off | Laurence, Camille - Bard Beedle - 08.09.2024 Cóż - dobrze że to nie był mugolski dom mody, tylko po prostu znajdował się w mugolskim Londynie. Camille nigdy nie pozwoliłaby sobie na ubieranie się w ciuchy, które stworzył mugol. I chociaż z pozoru dom mody wyglądał faktycznie na niemagiczny, to jednak gdyby taki był, to czy teraz nie powinno tu nie być nikogo? A tak pojawił się przed nimi duch. Przecież duchami mogli zostać tylko czarodzieje, prawda? Prawda...? - Och - powiedziała tylko cicho, unosząc dłoń do ust. Mimo tego, że był teraz półprzezroczysty, to rozpoznała go niemal od razu. Przecież przed kilkoma dniami zbierał z jej ciała miarę, sprawdzał co można poprawić i przykładał materiał, by dobrać odpowiednią intensywność barwy do jej cery. - Pan Anthony. Opuściła rękę z różdżką i tę, którą trzymała przy ustach. Zerknęła na Laurenca nieco zakłopotana, ale również i niezwykle zaskoczona. Absolutnie nie spodziewała się tutaj ducha - przecież projektant nie był na tyle stary, żeby tak po prostu umrzeć. Co więcej: gdy tu była, to wydawał się być w sile wieku. Nie miał może trzydziestu lat, ale co to było sześćdziesiąt dla czarodzieja? - Nie zdążyłem... - powiedział cicho, opuszczając głowę. Wbił wzrok w swoje dłonie, którymi przebierał nerwowo. To je pocierał, to rozprostowywał palce, to znowu łączył je ze sobą. Tak jakby nie potrafił znaleźć sobie miejsca. - Ja... - Camille zacięła się. Nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć. Cisnęło się na usta Nic się nie stało, ale przecież stało się, prawda? Anthony umarł. - Czy pan... Co się stało? Zdecydowała się w końcu zadać pytanie, bo co miała powiedzieć? Czy wie pan, że nie żyje? RE: [1.08.1972] Take it off | Laurence, Camille - Laurence Lestrange - 12.09.2024 Nie tylko czarodzieje stawali się duchami, ale też byli dla swojej społeczności widzialni. Mugole nie mieli tego daru, aby widzieć duchy. Lecz jakąś wiarę w ich istnienie posiadali. Laurence zareagował na odgłos i reakcję Camille, która wyglądała na nieco zaskoczoną zacnym widokiem. Rozpoznała duszę tej istoty? Słysząc wypowiedziane kolejne słowa, wypowiadane imię mężczyzny, znała go. Czyżby to był ten projektant? Właściciel tego miejsca? Jeżeli tak, dlaczego nikt tej lokacji nie pilnował? - Zdaje mi się, że go znasz.Rzucił niepewnie, lecz jej reakcja i działanie wskazywało na twierdzącą odpowiedź. W przeciwieństwie do niej, Lestrange nie opuszczał różdżki. Wolał zachować ostrożność, nawet przed duchem. Duch Anthony’ego się jąkał. Nie potrafił wysłowić w swoich słowach. Przebierał rękoma. Wyglądał na zdenerwowanego. Dlaczego? Co próbował powiedzieć? - Ja…. Ja….Duch nie wiedział jak się wysłowić. Nerwowo spoglądał w kierunku niedokończonej sukni dla Panny Delacour. Była bliska ukończenia. Ale nie zdążył. - Pani Camille… Zwrócił się do niej imieniem. - Pani wybaczy... Nie skończyłem Pani sukni na czas. Drżącą dłonią, wskazał na suknię, która tkwiła w maszynie do szycia. - Nie.... Nie mogę jej skończyć... Dodał po chwili. Czyżby faktycznie nie wiedział, że nie umarł? Wrócił tutaj z zamiarem wykonania zadania, którego nie mógł ukończyć? Sprawa, która go tutaj trzymała, aby wywiązać się dla swoich klientów? Laurence opuścił powoli różdżkę. Nie powiedział nic. Próbował zrozumieć, dlaczego nie było tutaj żadnego innego pracownika, któremu ów duch mógłby się ukazać i pomogli by ukończyć projekty. RE: [1.08.1972] Take it off | Laurence, Camille - Bard Beedle - 20.09.2024 - Tak... Można tak powiedzieć - odezwała się, zerkając na mężczyznę. Nie wyjaśniła jednak, skąd go zna i jak dobrze go zna - nie dlatego, że miała przed Laurencem jakiekolwiek sekrety. Po prostu czuła, że to nie jest czas ani miejsce na wyjaśnienia. Na pewno nie w obecności zmarłego, a raczej jego duszy. Zastanawiające było to, że ta nie odeszła do Limbo, ale kolejne słowa Anthony'ego rzuciły nieco światła na tę sprawę. Camille nieco się rozluźniła. Było w tym człowieku coś rozczulającego, innego. Nie dał rady dokończyć sukni, a przecież obiecywał, że będzie najpiękniejszą suknią, którąkolwiek stworzył. Czy to dlatego wciąż jego dusza tkwiła wśród żywych? - Pocieszająca jest myśl, że zmarli czuwają nad żywymi. Wcale nie wydaje mi się to straszne - powiedziała w końcu ciepłym tonem, a jej wzrok powędrował w kierunku maszyny do szycia. Zastanawiające było to, że drzwi były otwarte, a ciała tu nie było. Umarł gdzie indziej? Wyglądało jednak na to, że zmarł w tym pomieszczeniu, w trakcie pracy nad sukienką. Ale... Gdzie było w takim razie ciało? - Panie Anthony, gdzie są pracownicy? Ponownie skierowała wzrok na ducha. Ten zdawał się niczego nie rozumieć. Patrzył to na swoje dłonie, to na sukienkę, to na Camille. Jego wzrok błądził pomiędzy tymi trzema punktami, aż w końcu zawiesił się gdzieś w przestrzeni. - Ja... Nie pamiętam. Byli tu jeszcze przed chwilą, przysięgam. Nie wiem gdzie są. Co... Co pani myśli, mówiąc zmarli? - dusza projektanta uniosła się lekko i zbliżyła do Camille. Wyglądało, jakby wyrwał się nagle z jakiegoś letargu. - Czy ja... Merlinie, nie, to dlatego... Nie mogę jej chwycić? Nie chciał w to uwierzyć. Nie mógł w to uwierzyć. Miał suknię do skończenia. W rozpaczliwym geście wyciągnął rękę, by ująć dłoń Delacour, ale ta przeniknęła przez żywą tkankę. Laurence chwycił za klamkę i tym razem drzwi ustąpiły bez żadnego problemu ani nawet bez małego zająknięcia. Mogliby stąd wyjść, ale Camille wyglądała, jakby nie miała zamiaru opuszczać tego miejsca. Co prawda wzdrygnęła się na dotyk ducha, ale nie cofnęła się, chociaż momentalnie pobladła od nieprzyjemnego uczucia. - Panie Anthony, gdzie są pozostali? RE: [1.08.1972] Take it off | Laurence, Camille - Laurence Lestrange - 29.09.2024 Z jakiegoś powodu, Laurence poczuł ukłucie zazdrości, usłyszawszy jej odpowiedź, odnośnie znajomości z duchem. Choć nie powinien mieć powodów do obaw, gdyż ten mężczyzna przegrał w szachy ze śmiercią, albo z maszyną do szycia. To jednak poczuł się jakby w tej chwili nie był ważny. Skoro projektant umarł, Camille nie miała skończonej sukni, powinni udać się od razu do Rosiera. A tutejszy incydent, zgłosiłby zaraz do Ministerstwa, aby zbadali miejsce i sprawę. Lestrange uniósł brew ku górze, kiedy usłyszał słowa Camille, odnośnie zmarłych. Zaskoczyła tymi słowami samego Anthony’ego, który jeszcze bardziej wyglądał na zmieszanego. Zszokowanego. Czy on umarł? On był zmarłym? - Ja… ja…Znów zaczął się jąkać. Spoglądając zaraz na Lestrange’a, jakby chciał z nim przeprowadzić jakąś rozmowę, o coś zapytać. Dostrzegł widocznie jego wzrok nieprzychylny do końca całej tej scenie. - Jeśli chcesz ze mną powalczyć na spojrzenia, przegrasz. Zwrócił się Laurence do ducha, a ten szybko odwrócił spojrzenie. Cofnąwszy się jakby wystraszony. Podjął ostatecznie rozmowę z Delacour. Lestrange sprawdził drzwi, a te puściły. To znaczy, że mogli spokojnie odejść. Pytanie, czy na pewno? - Camille.Zwrócił się do swojej partnerki, chcąc pokazać, że mogą opuścić miejsce. Ale to co zobaczył, drgnęło nim. Podszedł bliżej, aby chwycić jej ramię i odsunąć od ducha. - Chodźmy. Zgłoszę sprawę do Ministerstwa i zajmą się nim. Zabezpieczą sklep. Chciał ją przekonać, gdyż zauważył że chyba zamierzała zostać. Nie miał pewności, czy ów duch nie działał na nią hipnotyzująco. - Nie mam pojęcia…. Anthony nie umiał odpowiedzieć Camille na to pytanie, gdzie są wszyscy. Nie skupiał się na tym. Tylko na niedokończonej sukni dla niej. To by znaczyło, że najpewniej nie miał pojęcia, że jego sklep był otwarty. RE: [1.08.1972] Take it off | Laurence, Camille - Bard Beedle - 06.10.2024 Camille odwróciła się w stronę Laurenca, ale jej mina świadczyła o tym, że... Chyba nie do końca chce opuścić to miejsce, jak już było wspomniane. Spojrzała na Lestrange'a z uwagą, a potem przeniosła spojrzenie na ducha. Widać było, że mu współczuła, i nawet nie starała się tego ukrywać. Jednak gdy tylko jej dłoń została "schwytana" przez ducha, Delacour cofnęła ją. Jakby otrzeźwiała pod wpływem tego zimnego, nieumarłego dotyku, który był tak dziwny i nierealny, że niemalże natychmiast przywrócił ją do rzeczywistości. - Ja... - odpowiedziała znowu, przełykając ślinę. - Ale co z nim? Zapytała cicho, pozwalając by ją odsunął. Blondynka wsparła się na swoim towarzyszu, jednak nagle coś ją ukłuło. Dlaczego dysponował jej ciałem? Dlaczego zachowywał się w ten sposób? Nie należała do kobiet, które lubiły, gdy mówiło się im co mają robić. Tym bardziej nie lubiła, gdy ktoś w fizyczny sposób przymuszał ją do czegokolwiek. Poczuła ukłucie zazdrości, gdy wspomniał o Ministerstwie. Zazdrościła mu tego, jak wysokiej pozycji się doszarpał. Zazdrościła tego, że parł do celu, nie bał się porzucić dotychczasowego życia i faktycznie udało mu się osiągnąć to, co sobie zaplanował. Do tej pory myślała, że i jej się to uda, ale teraz... Teraz zwątpiła. Nie strząsnęła jednak jego ręki. Kiwnęła głową. Skoro tak miało być... - Zajmą się panem - powiedziała jeszcze miękko, wciąż patrząc na ducha, który unosił się przy maszynie do szycia. Patrzył na niedokończoną suknię z rozpaczą. - Laurence... Zgłośmy to natychmiast. A potem idźmy do Rosiera, bo mamy coraz mniej czasu. Powiedziała poważnie, zaciskając dłoń na jego przedramieniu. Nie podejrzewała, że tak to się skończy. Nie wyglądał na czarodzieja, który by tak szybko umarł. Nie wiedział nawet że umarł, o sposobie śmierci nie wspominając. Czemu to musiało się przydarzyć właśnie teraz? Gdzie ona teraz znajdzie idealną sukienkę? Koniec sesji
|