Secrets of London
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122)
+--- Wątek: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 (/showthread.php?tid=3524)

Strony: 1 2 3 4


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Atreus Bulstrode - 09.07.2024

- Wszystko dobrze? - zapytał krótko, zerkając pobieżnie na Severine, której ewidentnie coś siedziało na duszy i nawet spodziewał się kto mógł to być.

Atreus zerknął na swoje karty, a potem na każdą kolejną osobę, która siedziała przy ich stoliku. Podobnie jak oni, starał się zachować neutralny wyraz twarzy, chociaż w jego przypadku wyglądało to trochę, jakby najnormalniej w życiu się nudził. Najpierw wymienił dwie z kart, które miał na ręku, a potem jeszcze jedną, na tym kończąc. A potem, kiedy inni skończyli i zaczęli deklarować swoje akcje, jego dotychczasowa mina zdawała się tylko pogłębiać.

Bez zabawy nie ma zabawy, jak to mówią.
- Podbijam do czterdziestu.

Rozejrzał się znowu po swoich towarzyszach gry, ostatecznie jednak zatrzymując spojrzenie na Alexandrze i przez dłuższą chwilę nie spuszczając z niego wzroku. W tym czasie wyciągnął papierosa, zapalił go i powoli wydmuchał dym, jakby nad czymś się zastanawiając.
- Powiedz mi Mulciber, czy dzisiejszego wieczora zamierzasz jak zwykle lecieć w chuja i jasnowidzieć sobie, co mamy w kartach? - uśmiechnął się do niego lekko, obrzydliwie wręcz grzecznie, z dobrego serca dając znać swoim współgraczom, że oto mieli przy stoliku notorycznego oszusta. Fakt, że w karty grał z nim może... raz? Nawet go nie obchodziło ile, niewiele tutaj zmieniał.


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Viorica Zamfir - 09.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=h4yJ4hH.png[/inny avek]
Chciałaby powiedzieć, że ten zalążek jakiejś dramy który powoli się tworzył wcale jej nie interesuje, obserwowała jednak z ciekawością to, jak mężczyźni przy stole, nie licząc Mulcibera na którego Crouch patrzyła takim wzrokiem, jakby co najmniej zamordował członka jej rodziny. Coś było na rzeczy, nie miała jednak pojęcia co, zresztą, otrzymując karty i biorąc je dłoń skupiła się na czymś już zupełnie innym.
W końcu mogli zacząć prawdziwą zabawę.
Z nieschodzącym uśmiechem wymieniła trzy karty, a wyraz jej twarzy nie zmienił się podczas całego procesu, nawet gdy dostała do ręki te nowe. Wydawała się zupełnie nie przejmować rezultatami, swobodnie przysłuchując się temu jak kolejne osoby zaczęły pasować. Powstrzymała się przed wywróceniem oczami, gdy poczuła, jak cała ekscytacja zaczyna z niej ulatywać. Znów zaczęła bawić się żetonem, przynajmniej aż Atreus nie uratował całej sytuacji i nie postanowił jednak zrobić coś w sprawie tej całej rozgrywki.
Nawet jak z nim przegra, to prawie jakby wygrała. W końcu grała i tak jego pieniędzmi.
- Wyrównuję - powiedziała, uśmiechając się szeroko do kolegi i znów upijając alkoholu.
Który potem przekazał całkiem interesującą informację o jednym z graczy.
- I psuć nam zabawę? Myślę, że gospodynie nie pozwoliłaby raczej na swobodne korzystanie z podobnych zdolności. A na pewno zareagowałby, gdyby wieść o ich używaniu dotarła do jej uszu. - Spojrzała wymownie na Alexa, jakby obiecywała, że pierwsza by coś z tym zrobiła. Nie znała Delacour, ale czuła, że to wpłynęłoby na reputację jej spotkań. A do tego snobistyczni bogacze nie doprowadzają.
Zresztą, na oszustów miała też swoje sposoby. Zabierała im to, co niesłusznie wygrywali, prosto z kieszeni.


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Alexander Mulciber - 09.07.2024

Znudzona poza zblazowanego arystokraty nie zdradzała nerwowości. Przyglądał się swoim kartom – wymienił na początek jedną, ignorując nienawistne spojrzenia Severine i zaczepne uśmiechy Isaaca – dopóki nie poczuł, jak ktoś łypie na niego spode łba jak na wesz żerującą na krwawicy społeczeństwa. Atreus Bulstrode, któż by inny. Alexander miał ochotę zetrzeć mu ten durny uśmieszek z twarzy. Zamknij mordę, skurwysynu, pomyślał z niechęcią. Większość ludzi przy stoliku i tak była przecież świadoma, że ma do czynienia z posiadaczem trzeciego oka. No, może poza czarnowłosą partnerką aurora.

Mamy taką anegdotę wśród jasnowidzów. – Nie kierował swoich słów do nikogo w szczególności: pozwolił im unieść się ponad stołem jak wątłym smużkom dymu z odpalonych wcześniej papierosów. – Mówi o tym, jak amerykański mistyk, Edgar Cayce, przepowiedział pewnego dnia wielkie trzęsienie ziemi. Imponujące dokonanie, prawda? – Uśmiechnął się lekko, strzepując popiół. – Niestety, nie zdołał przewidzieć, że tego samego dnia – spiesząc na lunch – wdepnie w psie gówno.

Kiedy jego spojrzenie spoczęło na twarzy Atreusa, był już doskonale obojętny.

Jesteś gównem rozsmarowanym u mojej podeszwy, Bulstrode – odpowiedział gładko. – Nie potrzeba trzeciego oka, by wiedzieć, że takie niskie prowokacje to twoja specjalność. W którym momencie dzisiejszego wieczora wyjmiesz swojego chuja i trzaśniesz nim kogoś po mordzie? Mamy stawiać zakłady?

Poczuł się rozczarowany. Wyobraził sobie, jak uderza twarzą Bulstrode'a w stół do pokera, raz po raz, rozrzucając żetony ubrudzone krwią. Zacisnął i rozluźnił pięść.

Przepraszam panie za ten język. – Wcale nie było mu przykro. Wymienił trzy razy tę samą kartę, znudzony.Wyrównuję.Dołożył brakujące żetony do stojącego przed nim stosiku. Niebieskie oczy rozbłysły, kiedy spojrzał na czarnowłosą. Uśmiechnął się drapieżnie. – Gdybym użył swoich mocy, już znałbym pani imię.


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Bard Beedle - 09.07.2024

Ned starał się nad wszystkim czuwać. Uważnie obserwował przebieg rozgrywki. Miał na wszystkich uczestników oko. Zarazem jednak nie wtrącał się w to, co działo się przy stoliku. Nie dołączył do rozmowy. Nie od tego tu był i doskonale sobie zdawał z tego faktu sprawę – znał swoje miejsce, wiedział gdzie się ono znajdywało.

Kiedy druga runda licytacji dobiegła końca, w grze pozostało tylko 3 graczy. Każdy z nich stawiał 40 żetonów. Sporo kasy – przeszło blondynowi przez głowę. A kiedy jeszcze dodać to, co pozostawili po sobie pozostali…

- Na końcu rundy, w grze pozostało 3 graczy. Pula do zgarnięcia, to 165 żetonów. Wygrywa osoba posiadająca najsilniejsze karty. Osoby, które spasowały swoich kart okazywać nie muszę, pozostałych proszę o ich odkrycie. – przedstawił wszystko. Teraz pozostawało czekać aż Atreus, Viorica oraz Alexander, zaprezentują swoje karty. Wyglądało na to, że udało się. Bez większych problemów oraz potknięć. Nedowi bardzo na tym zależało. I już nawet czuł, że wcześniejszy stres z wolna odpuszcza…

I może faktycznie ten stres by odpuścił, gdyby nie okazane przez graczy karty.

Pierwszy był Atreus. Jego karty układały się w KOLOR, na który składały się: 2, 3, 7, J i 10 karo. Nic niepokojącego, prawda?

Druga osobą była towarzysząca mu, wesoła Viorica. Nie wyglądała jak te wszystkie bogaczki. Była miłą odmianą. Niestety, dysponowała jedynie PARĄ, na którą składały się następujące karty: 2 pik, 9 karo, J karo, Król kier i Król pik. Spojrzenie Neda zatrzymało się na nich o tych kilka chwil dłużej niż powinno. Przełknął ślinę. Poczuł, że robi mu się gorąco. Nic jednak nie powiedział, bo…

Bo może nikt się nie zorientuje. Zwłaszcza, jeśli szybko zabierze te wszystkie karty ze stołu. Właśnie tak. Dokładnie tak.

Układając w głowie plan, zerknął na ostatnich pięć kart. Tych, które stanowiły własność Alexandra. 6 karo, 6 pik, Q karo, Q kier, K tref. Były to DWIE PARY. Powinien był wygrać. Cholera. Cholera, cholera, cholera. Tutaj już dało się dostrzec, że Ned zaczął się robić czerwony. Lekko trzęsącymi się rękoma, zaczął zgarniać położone przez was karty. Był przy tym nieostrożny. Niedokładny. Trącił ręką szklankę z ognistą, która stała obok Viorici. Ta, przesunęła się, przewróciła. Alexander miał chwilę na to, aby jakoś się uratować, zanim alkohol wyląduje na jego ubraniu.

- Przepraszam, przepraszam. – padło, nerwowym głosem. Ned odrzucił karty na stół, zamiast tego sięgnął po znajdujące się tu serwetki. Starał się być pomocny. Starał się nikogo nie rozdrażnić, ale… to się w ogóle dało? Dobrze, że przynajmniej nie rzucił się na Alexandra i nie zaczął mu z miejsca próbować wyczyścić nogawki spodni! W nerwach byłby do tego zdolny. – Dobrze, karty… wróćmy do zwycięzcy.. – jeden oddech, drugi. Ned wrócił na swoje miejsce. – Żetony zgarnia pan… - tutaj wskazał na Atreusa, dając mu okazje, żeby podał swoje imię. Nie znał ich wszystkich, był tutaj, u Agnes pierwszy raz. – Kto nie chce uczestniczyć w kolejnej rundzie, może teraz się wycofać. Pozostali, natomiast mogą przejść do stawiania zakładów. tutaj wskazał na Isaaca i Severine.Państwo zaczynają. Pan stawia od 5 do 15 żetonów, a pani pasu… podbija, przeprasza, podbija tę stawkę. Obowiązkowo. Wszyscy gotowi?


Alexander rzuca na uniknięcie oblania alkoholem lub przewidzenie tej sytuacji.


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Basilius Prewett - 10.07.2024

Jeszcze zanim dokończyli tę turę, Basilius zerknął na Severine, próbując zrozumieć co się mogła dziać, ale nie powiedział nic, a jedynie posłał czarownicy, krótki uśmiech.
Ale oczywiście nie mogli prowadzić przyjemnych rozmów, jak pewnie stół obok. Nie, ledwo co usiedli do gry, a już musiały zacząć lecieć porównania do gówna. Westchnął cicho i pożałował, że w momencie, w którym spasował nie poszedł szybko po coś do picia.
A potem, aby było jeszcze lepiej, bo z jakiegoś powodu mieli w tali o jednego waleta karo za dużo. Może powiedziałby coś, gdyby to komuś innego zdublowały się karty, lub konfiguracja wygrany i prawdziwy wygrany byłaby inna, tutaj jednak sytuacja była I tak dość napięta.
Wiecie panowie – zaczął, jakby nigdy nic, nawiazując do tamtej przepychanki słownej. – Może powinniśmy zostawić podwórkowe wyzwiska na pokera dla przedszkolaków j teraz po prostu skupić się na dobrej grze?


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Atreus Bulstrode - 11.07.2024

Atreus uśmiechnął się na słowa Alexandra, ale próżno było dopatrywać się w tym jakichś większych przejawów zniesmaczenia, nawet jeśli Mulciber wysławiał się z właściwą dla siebie ordynarnością. Czasem, kiedy musiał na niego patrzeć lub go słuchać, Bulstrode zwyczajnie współczuł Robertowi, że trafiła mu się tak wszawa głowa głównej gałęzi rodu. Pewnie z największą ochotą wyciąłby go, jak raka którym był, zagarniając dla siebie majątek reszty rodziny, albo chociaż zadowalając się tym, że to nieprzytomna Diana miała się cieszyć resztkami swoich przywilejów.

- Wiesz co, zawsze uważałem to za wasz problem. Jasnowidzów znaczy - uśmiechnął się do Alexandra, wyraźnie rozbawiony jego językowymi popisami albo próbami rozdrażnienia go. Jak mógł się denerwować, kiedy prezentowane przez niego karty były takie dobre w porównaniu do reszty? - Jesteście tak zapatrzeni w przyszłość, że nie czujecie nawet jak bardzo śmierdzą wam gównem buty.

Spojrzał przelotnie na rozgorączkowanego chłopaka, który rozdawał im karty, a który wyraźnie spłoszył się widząc powtarzające karty. Ale podobnie jak Basilius - Atreus milczał w tej sprawie. Prawda była taka, że zwróciłby na to większą uwagę tylko wtedy, kiedy zwycięski rozkład zaprezentowałby Mulciber. Może Isaac, chociaż tu akurat mógł się wahać w zależności od sytuacji.
- Bulstrode - rzucił do chłopaka gładko, wlepiając w niego spojrzenie błękitnych oczu, tym razem na nieco dłużej.

- No wiesz co, taka okazja i nas uciszasz? Odrobina rozproszenia u przeciwników jeszcze nikomu nie zaszkodziła przy stoliku do kart - uśmiechnął się wesoło do kuzyna, sięgając po należne mu tokeny i przysuwając je bliżej siebie.


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Alexander Mulciber - 11.07.2024

Riposta Bulstrode’a była tak samo gówniana jak on sam. Oszczędził szczeniakowi wstydu, wcześniej wyraził się wystarczająco dobitnie. Skupił się na grze. Nie, nie zawsze oszukiwał. Czasem po prostu chciał poczuć, jak przeznaczenie całuje jego palce, jak wodzi go za nos słodką obietnicą zysku, mami tajemnicami. Lubił nieprzewidywalność gier hazardowych, lubił igrać z losem, czuć buzowanie adrenaliny w żyłach.

Zmrużył oczy, patrząc na karty wyłożone przez dwójkę współgraczy – tych, których nie spasowali. Para u czarnowłosej piękności, kolor u aurora… Zaraz. Zamrugał. Dwa razy walet karo? Uśmiechnął się ironicznie, obdarzając Bulstrode’a spojrzeniem, w którym satysfakcja mieszała się z pogardą. Nie tylko oszust, ale i partacz. Już chciał go obrazić, ale wtedy krupier przewrócił szklankę z ognistą, wylewając alkohol na ubranie Alexandra.

Wypuścił powietrze nosem, rozbawiony.

Zostaw – powiedział do krupiera, który rzucił się w jego stronę z serwetkami. Ton Alexandra był zaskakująco ugodowy. – To tylko koszula.Proste zaklęcie czyszczące załatwiło sprawę. Odłożył różdżkę. Zmierzył krupiera spojrzeniem, które u odważniejszych wywoływało ciarki na plecach. Dlaczego nic nie powiedział o dublu? Widział jego drżące dłonie. Alexander Mulciber dobrze wiedział jak wygląda strach, wiedział też, jak go wykorzystać. Kiedy się odezwał, był spokojny. Każdy mógł jednak wyczuć, że ten spokój kosztował go drożej niż wszystkie żetony, jakie mógł dzisiaj wymienić w kasie Agnès Delacour. Każdy mógł wyczuć, że pod chłodnym opanowaniem czai się coś mrocznego.

Policz lepiej karty w talii. Teraz. Pan Bulstrode – wypluł nazwisko aurora jak obrzydliwą flegmę, która zalega w gardle – oszukuje. Dołożył sobie waleta karo i mamy teraz na stole dubel: u niego, i u pani obok.

Zgasił peta w popielniczce – zgniótł niedopałek powolnym, metodycznym ruchem – nie spuszczając wzroku z krupiera. Oczy Alexandra świeciły bystro.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Flexuję przewagą zastraszanko.



RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Bard Beedle - 12.07.2024

Sytuacja była ciut napięta. Ned to widział. Oczywiście, że widział. Nie mogło mu to umknąć. Rozumiał też, że to niedobrze. Tak trochę bardzo niedobrze. Miał nadzieje, że gracze na tego nieszczęsnego dubla uwagi nie zwrócą. Płynnie przejdą do kolejnej rundy. Stało się jednak inaczej. Co teraz powinien w tej sytuacji zrobić?

Myśl, Ned, myśl.

Podjęta przez Alexandra próba zastraszenia Neda... cóż, ona tak naprawdę nie była w stanie w niczym pomóc. Zdenerwowany już wcześniej krupier, zestresował się jeszcze bardziej. Przez chwilę wpatrzony był w Mulcibera niczym ta nieszczęsna sarna w światła reflektorów zbliżającego się w ekspresowym tempie pojazdu. Pojazdu, przed którym nie była w stanie uciec i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

- Ja.. umh.. oczywiście, już wszystko sprawdzam. - zgodził się, doskonale wiedząc, że w talii jest o tę jedną kartę więcej. Nie pomyślał jednak o tym, żeby poinformować o własnym błędzie. Nie chciał za to oberwać. Chyba już wolał, żeby wszystko skupiło się na tym całym Bulstrodzie. Mulciber zresztą zdawał się mieć do niego jakiś... uraz? Coś było w ich przypadku na rzeczy. Trafiła mu się okazja, żeby wyjść z tego z twarzą. Czy był jednak w stanie odpowiednio to wykorzystać? Teraz? Będąc w takich nerwach?

Sięgnął po wcześniej rzucone na stół karty. Wciąż trzęsącymi się rękoma zebrał je do kupy. Zaczął powoli liczyć. jedna, druga, trzecia. O każdej kolejnej informował na głos. Tak na wypadek gdyby inni również chcieli wiedzieć. Kiedy trafił na pierwszego jopka, odłożył go na bok. To samo zrobił kilka chwil później również z kartą dublem.

- 53 karty, w talii powtórzony był walet karo. - wreszcie poinformował, już odrobinę spokojniejszy. Co jednak dalej? W jaki sposób powinien to załatwić? Zaczerpnął powietrza. To trzeba na spokojnie, Ned. Na spokojnie. W głowie mu zaświtała pewna myśl. - Niestety nie jesteśmy w stanie określić, komu trafiła się karta dubel. Proponowanym przeze mnie rozwiązaniem, rozwiązaniem uczciwym, jest podział puli pomiędzy dwóch graczy, którzy uzyskali w pierwszej rundzie najwyższe układy. Połowa dla pana Bulstrode'a, połowa dla pana Mulcibera. - przedstawił rozwiązanie, które wydawało mu się najbardziej rozsądne. Najprostsze w obecnej sytuacji. Oczywiście mógł też zaproponować zwrot postawionych środków dla wszystkich graczy, ale przecież nie o to chodziło w tej grze.  Tutaj zawsze ktoś przegrywał, ktoś wygrywał. - Opcjonalnie pula może przejść na następną rundę. - dodał jeszcze po chwili zawahania. Zarazem nie zareagował na to, że chwilę wcześniej Atreus przesunął już wszystkie żetony do siebie.

Wychwycił przy okazji posłane w ich kierunku spojrzenie Finna, obsługującego drugi stolik. Kiwnął mu głową. Bezgłośnie dał znać, że w porządku. Poradzi sobie. Tylko czy na pewno tak będzie? Dużo zależało od tego, jak na propozycje zareagują gracze.

- Panowie Bulstrode i Mulciber? - zwrócił się do nich, tym razem wyraźnie dając znać, że to od nich dwóch oczekiwał w pierwszej kolejności jakiejś odpowiedzi. Pozostali najwyżej ustosunkują się do wszystkiego później. Za chwilę.


Brak kolejki. Odpisują Atreus, Alexander, Basilius (pozostali gracze opcjonalnie)
Czas na post do soboty, godziny 18


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Bard Beedle - 15.07.2024

- Doskonale, w takim razie za chwilę wrócimy do gry. - padło z ust Neda, kiedy nikt z zainteresowanych tematem, na przedstawione propozycje nie zareagował. Ned raz jeszcze podzielił żetony, ostatecznie nie pozwalając na to, aby wszystkie trafiły w ręce Bulstrode'a. Tym samym na chwilę obecną Atreus i Alexander dysponowali równą sumą: po 142 żetony. Ostatni żeton, który pozostał w puli, był to aż 1, zaczeka na kolejną turę. - Licytacje zacznie tym razem pan Isaac.

Przetasował karty, tym razem nie mając już talii powiększonej o tego jednego, nieszczęsnego waleta. Rozdał każdemu z graczy po 5 sztuk. Po pierwszej licytacji, będą mogli się z nimi zapoznać.


Licytacje zaczyna tym razem Isaac, obowiązkowo przebija go Severine. Zasady na ten moment pozostają bez zmian.

Kolejka: Isaac, Severine, Atreus, Viorica, Alexander, Basilius

Czas na posty: do 19.07
Isaac & Severine - do 17.07, 9 rano
Atreus & Viorica - do 18.07, 9 rano
Alexander & Basilius - do 19.07, 9 rano

Posiadane żetony:
Basilius - 50 żetonów
Isaac - 45 żetonów
Severine - 80 żetonów
Atreus - 142 żetony
Viorica - 60 żetonów
Alexander - 142 żetony

1 żeton przechodzi na kolejną rundę


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #2 - Isaac Bagshot - 16.07.2024

Isaac obserwował całą sytuację z lekkim uśmiechem na twarzy. Wypatrzył swoje, ale nie miał zamiaru dzielić się na głos swoimi przemyśleniami. To tylko pieniądze, które przez lata trwonił na różnego rodzaju rozrywki. Westchnął i zaśmiał się cicho pod nosem. Wypił shota, którym pogardziła Seweryna i popatrzył chwilę dłużej na Neda, jakby nad czymś się zastanawiał.
-7 żetonów.- Powiedział.

[Inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=He9j4sv.jpeg[/inny avek]