![]() |
|
[10.08.72, Windermere] Tym razem to nie trzynasty - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [10.08.72, Windermere] Tym razem to nie trzynasty (/showthread.php?tid=3527) Strony:
1
2
|
RE: [10.08.72, Windermere] Tym razem to nie trzynasty - Brenna Longbottom - 12.07.2024 – Mam teorię, że w tych BUMu powstała czarna dziura, która czasem zasysa dokumenty i wypluwa je potem w losowych miejscach, ale sama nie wiem, czy to bardziej fascynujące, czy bardziej wnerwiające, jak musisz znaleźć sprawę z roku 65, i okazuje się, że teczki ze sprawami z tego roku są wszędzie, ale nie pomiędzy tymi z 64 i 66 – powiedziała, znowu po swojemu, w przypływie zwykłej paplaniny, bo przecież wszystko było już dobrze. Chciała wierzyć, że nie postąpiłaby podobnie do biskupa, ale też gdzieś w głębi serca wcale nie była pewna. Od dawna uczyła się wybierania mniejszego zła – czy gdyby ktoś jej powiedział, że hej, jeśli zabijesz tę niewinną dziewczynę, Anglia i wszyscy jej mieszkańcy będą bezpieczni od Voldemorta, wahałaby się długo? Oczywiście, że wolałaby zapłacić taką cenę sama, ale jeśli na szali leżałoby jedno życie z jednej strony, i tysiące z drugiej, czy wybór nie byłby oczywisty? Nie byłoby to dobre, ale Brenna już dawno zdała sobie sprawę z tego, że wojen nie wygrywali dobrzy ludzie. Próbowała postępować słusznie, od dawna jednak brudziła sobie ręce na różne sposoby i wiedziała, że przyjdzie je ubrudzić jeszcze nieraz. – Tak, miałam na myśli jego, Sebastian Macmillan – przytaknęła, a potem po prostu westchnęła i położyła się na trawie, w przypływie rezygnacji. W porządku, powiedział to pod ziemią, wiedział więc Trelawney, dowie się pewnie Dołohow, wiedział Basilius, wiedziała Millie, wiedziała ta Weasleyówna, wiedział Owen Bagshot, a może też osoby, które napotkali później. Kto tam był? Mulciber, jakaś McKinnon, Peppa? Maszyna wprawiona w ruch. Dzięki, Sebastianie. Ale to była jedna z tych rzeczy, z którymi absolutnie nic nie mogła zrobić. Co najwyżej przeciwdziałać, rozpowiadając różne głupie plotki na ten temat, tak aby prawda znikła pomiędzy nimi, a w ramach Departamentu wydać jakieś oszczędne oświadczenie, nakierowujące na nieco inny trop… Ale tego też nie mogła zrobić tu i teraz. – Nie wiem – powiedziała, parskając śmiechem, chyba bardziej niż z faktycznego rozbawienia (chociaż ta wizja zaiste była zabawna, Atreus i Patrick grający przy tej czaszce w pokera) z tego, że po prostu doceniła próbę rozładowania atmosfery. – Jeśli tak, to gdy się pojawiliśmy, bardzo szybko schowali te karty. RE: [10.08.72, Windermere] Tym razem to nie trzynasty - Basilius Prewett - 13.07.2024 Uśmiechnął się, słysząc o chaosie w archiwum BUMu, a potem nieco się skrzywił, bo jednak dla potrzebującego w swoim życiu porządku i zorganizowanej przestrzeni pracy, Prewetta brzmiało to jak prawdziwy koszmar. Sam utrzymywał dokumentację na temat swoich pacjentów w jak największym ładzie. Nawet wszystkie ich wspólne spotkania z Brenną, miał ładnie i starannie zapisane (jak i szczegółowo opisane) w jednym ze swoich dzienników. – Nie rozmawiałem z nim. Isaac po prostu nam to powiedział w podziemiach, nie wiem od kogo wiedział – dodał, będąc zbyt zmęczonym, by zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo dyskretna miała być to informacja i że na dobrą sprawę nie powinien nic o niej wiedzieć. Parsknął śmiechem, głównie dlatego, że i ona parsknęła śmiechem, bo w sumie to chyba nawet nie miał swojego żartu za taki zabawny, a potem westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią. Był zmęczony, zaczynała boleć go głową i coraz bardziej odczuwał osłabienie. To najwyraźniej był już ten moment, kiedy musiał ustąpić swojemu ciału i po prostu pójść spać. Nie przyznałby się do tego na głos, ale w tym momencie zazdrościł Brennie, która może i sama potrzebowała drzemki, ale pewnie, przynajmniej fizycznie, czyła się lepiej. Nie że porównywanie siebie to zdrowych ludzi, miałoby mu przynieść coś więcej poza frustracją. – No dobrze. Chyba rzeczywiście czas, abym się położył – mruknął, chwytając za kubek i wstając powoli z trawy. – Błagam cię, też odpocznij, naprawdę odpocznij, ale wiesz co? Patrząc, że tylko jedno z nas skończyło pod ziemię, to chyba było nie aż tak pechowe spotkanie – I w tym momencie, gdy śmiał powiedzieć coś optymistycznego, życie oczywiście musiało zadrwić z jego słów. Nie wiedział nawet jak to zrobił, ale w jednym momencie chciał zrobić krok, a w drugim już leżał na trawie, tuż przed Brenną, po tym jak poślizgnął się na trawie. Kubek gdzieś się potoczył, a Prewett wydał z siebie jedynie cichy odgłos zmęczonego życiem uzdrowiciela i jakby w akcie poddania się po prostu ukrył twarz w trawie. RE: [10.08.72, Windermere] Tym razem to nie trzynasty - Brenna Longbottom - 13.07.2024 Nawet Brenna, która bywała chaotyczna, cierpiała w archiwum BUM, bo wbrew pozorom gdy szło o pracę miała swój system. Robiła listy, kolekcjonowała rzeczy w segregatorach, zapas jej notatników zdawał się nie mieć końca, do list dołączała załączniki, i listy załączników… Dla postronnego mogło to wszystko być mało uporządkowane, ale ona umiała błyskawicznie znaleźć to, czego chciała. W archiwach BUM, niestety, to nie było takie łatwe. – Biorąc pod uwagę, że to paskudna nekromancja… lepiej o tym za bardzo nie opowiadać ludziom – mruknęła, dość oględnie, bo na tym etapie nie było już sensu prosić go o zachowanie dyskrecji. Brenna rzadko ufała ludziom – pewien paradoks przy tym, jak bardzo większość lubiła – ale byłaby skłonna zaufać, że akurat Prewett zamknąłby buzię na kłódkę, gdyby o to poprosiła. Tyle że na to zdawało się już za późno. – Hm, tu skończyłeś pod ziemią, ja w mrocznym lesie, więc sama nie wiem, czy można mówić o braku pecha. Jakby co nie obrażę się, jeśli na sam mój widok będziesz rzucał się biegiem w drugą str… Urwała, odruchowo wyciągając ręce, ale nie poruszyła się dość szybko, aby go złapać. Mogła tylko podeprzeć Basiliusa i pomóc mu dźwignąć się z trawy. Obrzuciła uzdrowiciela uważnym spojrzeniem, upewniając się, że jest cały i zdrowy, a kiedy nie dostrzegła żadnych poważnych obrażeń, uśmiechnęła się mimowolnie. – Tym razem to ty padasz mi do stóp – skomentowała z zawadiackim uśmiechem, zanim go puściła i pozwoliła, aby udał się w kierunku domków. Może miał rację. Może naprawdę byli przeklęci. I może nie powinno jej to do pewnego stopnia bawić, a jednak bawiło, bo chyba nie wierzyła, że to tak, że gdyby nie druga strona, to żadne z nich nie wpakowałoby się w kłopoty. A potem znów położyła się na trawie. Kazał jej w końcu odpocząć, a parę minut takiego leżenia to był najlepszy odpoczynek, na jaki mogła sobie pozwolić. Koniec sesji
|