![]() |
|
[15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma (/showthread.php?tid=3556) Strony:
1
2
|
RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Urlett Reykjavík - 11.08.2024 W momencie tym Urlett nie potrafiła stwierdzić, czy jej zaklęcie nie wyszło, czy nie złapało niesamowicie szybkiego kota. Cóż za interesujący dzień. A to jeszcze nie koniec. Kot zamienił się w mężczyznę, a Urlett wręcz skamieniała. — A więc to tak... — syknęła bardziej do siebie, niż do niego. Pozbądź się szkodnika.Czarodziej uchronił się przed próbą skręcenia karku jednym prostym sposobem — pytaniami. Dłonie Urlett zaplatałyby się już na jego szyi, ale umysł musiał skupić się na wyjaśnieniu niezwykle istotnych zagadnień, więc mord musiał zaczekać. — To zaklęcie spowalniające ponad dwukrotnie obiekt, bądź niewielki obszar. Według moich obliczeń jest to od 230% do nawet 270%. Proszę nie dotykać materiałów. Ich właściwości są dopiero badane i mogą stanowić niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia... Chociaż z drugiej strony, jeśli chce się pan przysłużyć społeczeństwu, nie powinnam pana zniechęcać. Proszę skosztować i opisać dokładnie zmiany, jakie pan odczuwa. Wściekłość można przypisać jej jedynie z kontekstu sytuacji. Miękki głos wykładowcy akademickiego nie zwiastował kłopotów dla Leo, tak samo jak zbliżająca się do niego kobieta. Dłoni nie miała zaciśniętych w pięści, brwiom daleko od zmarszczenia wywołanego złością, jedynie w oczach świeciło się coś niebezpiecznego. — Wynajmuję to mieszkanie od pani Eden Lestrange i nie omieszkam jej wspomnieć o słabych zabezpieczeniach przeciwko intruzom z zewnątrz. Niesamowitą przysługę pan mi zrobił. Bo co, jeśli zamiast pana, nieoczekiwaną wizytę złożyłby mi morderca w środku nocy? Położyła mu rękę na głowie i pochyliła się, by spojrzeć mu prosto w twarz. — Jakie jest pana nazwisko i czemu postanowił pan wejść do cudzego mieszkania? A może wynajmował je przede mną jakiś pana znajomy? Próbowała ocenić jego wiek po licu, następnie odruchowo spojrzała mu na dłonie w poszukiwaniu ewentualnej obrączki. Chociaż mariażu z potencjalnym włamywaczem nie dopuściłaby do świadomości. RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Leo O'Dwyer - 11.08.2024 Wpatrywałem się chwilę w Panią Blondynkę, kiedy tłumaczyła te procenty. Do procent głowy nie miałem, chyba że było napisane, że coś na sto procent się stanie, to wtedy oznaczało, że sie stanie. A jak było, że pięćdziesiąt procent, to tak pół na pół. Albo się stanie, albo nie stanie. Niektóre eliksiry miały skutki uboczne i tak to sobie tłumaczyłem. Ale dwieście trzydzieści to musiało być bardzo dużo. - O, to jak znowu będę chciał pobiegać, to możemy to raz jeszcze spróbować...? Ciekawe jakie to byłoby uczucie. Możliwe, że irytujące, bo ja uwielbiam biegać szybko jak grom, a nie wolno jak ... co biega wolno? - zapytałem znowu, bo nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. Demimozy bywały powolne, ale potrafiły być też szybkie i przemyślne w tym wszystkim, ale to takie szarlatany w sierści. - Ach, ja morduję, ale tylko myszy. Albo szczury... Szczury są większym wyzwaniem - przyznałem, przebierając dalej w tych fiolkach. Skoro miałem zielone światło do spożywania, to postanowiłem wybrać coś, co by całkiem dobrze pachniało, a przynajmniej nie odrażało zapachało. Było może neutralne...? I też nie wyglądało jak jakoś podejrzanie. Ta ręka Pani Blondynki na mojej głowie również nie zdawała się być jakaś podejrzana... Ale kto wie? - To ja zjem może to - stwierdziłem, bo znalazłem coś, co nie uderzało mi w nos. - A jestem Leo O’Dywer, do usług. Przechodziłem sobie pod oknem i szukałem miejsca do spania... Wyczułem dużo książek, a ja uwielbiam spać w bibliotekach - przedstawiłem się i całkiem ładnie wyjaśniłem. Może to ta ręka na mojej głowie? Czułem się trochę tak, jakby stała nade mną własna matka i kazała mi obierać ziemniaki. Cóż, niezależnie od pobudek właścicielki... a właściwie wynajmującej mieszkanie, machnąłem drobny toaścik i przechyliłem fiolkę, żeby mi tam znaczna część wpadła do brzucha. A co! Mogłem się przyczynić trochę dla rozowju nauki, a przy okazji przeżyć czegoś nowego. - Ooo... Po tym czuję się tak, jakby mi się robił balonik w brzuszku. Czy ja będę miał po tym wzdęcia...? - zapytałem nieco zdezorientowany, ale obserwowałem, a przynajmniej próbowałem wyczuć reakcje w swoim brzuchu. Może sprawdźmy, jak bardzo miałem przejebane...? [roll=1d100] RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Urlett Reykjavík - 12.08.2024 — To zależy co pan rozumie przez "wolno". Zgodnie z definicją biegania, nic nie biega wolno, jako że jest to ruch szybszy niż chodzenie, czyli standardowe tempo poruszania się danego gatunku. Poza tym, jeśli za szybkiego biegacza wziął pan "grom" to i tak nie jestem w stanie pomóc w tej fantastycznej poezji, w której występuje animizacja. Słuchała go uważnie, bo też mówił interesujące rzeczy. Zapewne zupełnie nieświadomy tego, w jaki sposób go odbierała. Bo i jak to można założyć, że dopiero co spotkana osoba będzie cię rozbierać na części pierwsze i analizować jak obiekt w probówce? — Morduje pan myszy tylko dla zaspokojenia instynktu i dla zabawy jak to czynią standardowe udomowione koty? To nie brzmi jak zdrowy objaw u człowieka. Odsuwała wszystko z zasięgu jego rąk, ale oczywiście zdążył już podotykać to, czy owo. Ale gdy zatrzymał się dłużej na jakiejś fiolce, nie pozbawiała go zabawy. — Czyli pan bezdomny? I nawet pomimo dostrzeżenia, że wkroczył pan na teren prywatny, nie wycofał się, tylko zaczął niszczyć mienie? Pearl, notuj to. Skrzatka pospiesznie wzięła się do wykonywania nowego obowiązku. — Jest pan świadomy, że do niczego pana nie namawiałam i spożywa pan to na własną odpowiedzialność... Wspominam tylko dla kwestii prawnych. Bardzo interesuje mnie wynik tego eksperymentu, ale nie zaryzykuję zapominania o dotyczących mnie potencjalnych konsekwencjach prawnych... Uparła się biodrem o biurko i obserwowała konsumpcję. O'Dwyer próbował właśnie ziela nospławki, glonu pół-pasożyta, rosnącego w nozdrzach niektórych magicznych stworzeń. Jego wkładem w symbiozę z gospodarzem było dostarczanie tlenu, co powodowało wzrost energii, a jednocześnie wzrost zapotrzebowania kalorycznego. Urlett testowała ziele pod kątem możliwych zastosowań dla sportowców i innych osób, których praca wymagała wysiłku fizycznego. Jednocześnie wiedziała, że samo spożycie glona nijak ma się do wykorzystania tych właściwości. — Możliwe. To była surowa próbka pobrana z nosa trytona. Jeszcze nie była szczegółowo badana pod kątem ewentualnych patogenów. Jeśli źle się pan czuje, to bardzo możliwe, że ów tryton był chory. Lub że ma pan alergię pokarmową na wydzieliny z nosa trytonów. Zapewne w to wliczać będą się także pokrewne organizmy. Interesujące... Pearl, zapisz to na osobnej kartce. Nie mieszaj z zeznaniem do brygady uderzeniowej. Teraz zaczęła się zastanawiać, czy powinna wezwać tylko brygadzistów, czy też magiczne pogotowie ratunkowe. Ale pewnie wystarczy dać O'Dwyerowi trochę rumianku i ukoi to jego bóle. Urlett sięgnęła po kartkę papieru i pospiesznie zaczęła coś na niej pisać. RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Leo O'Dwyer - 13.08.2024 Ach, nie było co mi tak schlebiać. Panią Blondynkę tez rozbierałem wzrokiem. Może nie miałem fetyszu rozczłonkowywania i wkładania wszystkiego, co się ruszało i co nie ruszało, w próbówkę, ale mogłem ją chociażby wsadzić wyobraźnią do kociołka pełnego mleka. Takiego jeszcze naturalnie ciepłego mleczka. Tak, też byłoby super. Fetysz na miarę Leo O’Dwyera. - Ale ja nie mówiłem, że jestem zdrowy - stwierdziłem, śmiejąc się. Żartowałem, ale nie musiało to być wcale tak odbierane. Pani Blondynka miała specyficzny, taki naukowy, sposób wysławiania się. Niekoniecznie nadążałem za wszystkim, szczególnie za animizacją, która bardziej kojarzyła mi się z animagią, bo tak samo się zaczynała, ale cieszyłem się, że wie, co mówi, że jest taka oczytana i ewidentnie się tym fascynuje. - Od małego fascynowały mnie koty, a kiedy nadarzyła się okazja, musiałem sam stać się kotem. To było naturalne przedłużenie mojego charakteru - stwierdziłem dumnie, próbując również brzmieć na mądrego, ale chyba jednak w tym zestawieniu bardziej byłem słodkim głupkiem niż mądralą. Cóż, zawsze mogłem założyć kujonki. Dodałyby mi do mądrości zdecydowanie. Przynajmniej do mądrego wyglądu... - Nieee... Ja nie jestem bezdomny. Po prostu lubię spać... na książkach. I przepraszam... Nie planowałem niszczyć mienia, ale byłem bardzo ciekawy, co panie mają w tych książkach. Nie wykradam informacji, po prostu w kwestii prywatnej... Chciałem tylko zerknąć. Mogę odkupić pani te perfumy... Były pani chyba cenne, prawda??? - zapytałem, okręcając głowę tak by na nią spojrzeć, znaleźć potwierdzenie tego spostrzeżenia. Głupio mi się zrobiło, kiedy wisiała taka smutna nad rozlanymi perfumami. Gdybym wiedział, to ja bym tego nie zrobił. Szkoda było. Sam miałem kilka rzeczy, których utrata bolałaby mnie w serce. Ale teraz miałem balonik w brzuszku. Te kruczki prawne... Nie miałem do tego głowy, ale miałem do obserwowania swojego brzuszka i, cóż, wolałem raczej żeby mi się beknęło w towarzystwie tych sam niż poszło drugą stroną, więc kiedy beknęło mi się porządnie, to odetchnąłem z ulgą. - Huh. To chyba jednak nie uczulenie - stwierdziłem i pokiwałem głową na znak, że się zgadzam z własnymi słowami. - Przez chwilę było niepewnie, ale teraz... Teraz to jakby kamień spadł z serca, a właściwie zawartość balona się uwolniła, hehe. Czuję się... oczyszczony - wyznałem, za bardzo nie wiedząc jak określić to uczucie. Może po prostu ulgą? - Co mogę jeszcze zjeść?! - zapytałem i spojrzałem po tych fiolkach. Trochę ich było, a ja też nie byłem pewien, co to wszystko jest. Pani Blondynka zdawała się być bardziej świadoma tych zawartości. Nie wiedziałem, że trytony miały gile. Cóż, nie smakowały najgorzej. Nawet lepiej niż moje własne. RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Urlett Reykjavík - 03.09.2024 — To prawda, nie mówił pan. — Urlett uśmiechała się, chociaż goszczenie chorego człowieka niezbyt jej się podobało. — Czyli poczuwa się pan częściowo za kota? Interesujące. Nie miałam jeszcze okazji porozmawiać z metamorfomagiem na takie tematy, ale teraz nie jest to najlepszy moment. Jej chęć pozbycia się intruza była ociupinkę większa niż to, co gość oferował swoją osobą. Chociaż szala przechylała się na korzyść Leo z każdą chwilą. — To niemożliwe, były z limitowanej linii. — Odpowiedziała na jego przemiłą chęć zadośćuczynienia. Urlett będzie się teraz męczyła w każdej chwili, gdy pojawi się potrzeba użycia perfum, czyli prawie nigdy, bo też korzystała z nich tylko z okazji przyjęć i innych towarzyskich spędów. — Oczyszczony... Z uczucia balona w brzuchu, czy chodzi panu o oczyszczenie któregoś z elementów układu pokarmowego? Pearl może pokazać panu łazienkę, jeśli jest taka potrzeba. Zmierzyła wzrokiem jego spojrzenie spacerujące po fiolkach. — Większość tych składników jest nieaktywna w takiej formie, więc do żadnego odkrycia się pan nie przyczyni konsumując je. Ale nie chciałabym zmarnować pańskich chęci do tego typu unikalnej pomocy. Rozumie pan, naprawdę rzadko można spotkać ochotników do tak bezpośrednich testów. Pomijając fakt, że w większości przypadków są one nielegalne. No, ale pan już dokonał włamania, więc się nie przejmuje. Mówiąc podchodzi do regału, przegląda pudełka zawierające słoiczki z tajemniczą treścią. Zastanawia się nad wyborem, decyduje na złote groszki. — Odchody liliokrólika. Po kontakcie ze środowiskiem kwasowym wydzielają bardzo przyjemną woń. Jestem ciekawa, czy podobny efekt mają na smak. Mogłyby być użyte jako ulepszacz smaku w eliksirach o nieprzyjemnych walorach smakowych. Same odchody są raczej neutralne magicznie i nie wchodzą w reakcje. Co pan na to? Jeśli się zgodzi, Urlett przygotuje mu fiolkę z wodą i kwasem owocowym, do którego doda złotego bobka, a następnie poprosi go o konsumpcję całości. Bobek z pewnością będzie ładnie pachniał, kwiatowo-owocowo, jak cukierki. Tylko ciekawe, co ze smakiem. RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Leo O'Dwyer - 14.09.2024 - Ach, wielka szkoda... To ja nie wiem. Może namówię autora tych perfum na zrobienie dodatkowego flakonika? A może cały zapas... Miałaby pani dużo - zauważyłem nader optymistycznie, już rozważając odwiedziny w domu tego czarodzieja. Może nawet podarowałbym mu butelkę mleka albo obraz z krówką, który niechcący - ale jednak bardzo chcący - ukradłem ostatniej nocy. Nie, jednak nie potrafiłbym się z nim rozstać. A z tym brzuszkiem to... - Ale to chyba już po wszystkim. Dziękuję, ale nie potrzebuję łazienki. Chyba że śmierdzę... - zacząłem zaraz, wąchając się pod pachą, tak mało dyskretnie, i wąchając również swoje dłonie. - Bawiłem się wcześniej na Nokturnie, a tam czasami... często właściwie śmierdzi - przyznałem, ale raczej chyba nie złapałem żadnego smroda. Pod butami również mi się nic nie przykleiło. To dobrze. Pokiwałem głową, chociaż Piękna Pani Blondynka tyle mówiła, że za bardzo nie nadążałem, ale była bardzo sympatyczna. Proponowała mi jeszcze jakieś bobki. Fajnie. - Mam je zjeść? - zapytałem z ciekawością, właściwie wyciągając po nie jedną z dłoni. Co tam rozpuszczać? Wrzucać gdzieś? Chociaaaż... Może jednak warto było poczekać. Może... - Czy mógłbym je wrzucać do drinków? - wyrwałem się zaraz ze swoimi szybkimi myślami. Dobre walory smakowe to wiadomo... Ulepszacz brzmiał super. Im bardziej kolorowo tym lepiej, szczególnie w Norce Nory. - Bo ja pracuję też jako barman, więc to mogłoby być odświeżające - przyznałem, chociaż właśnie mówiliśmy o gównach jakiegoś królika. Ale co tam! Ważne, że mogło dobrze smakować. |