![]() |
|
[31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger (/showthread.php?tid=3575) Strony:
1
2
|
RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.07.2024 - Spoko, rozumiem, że to się tak nie da, że od razu wszystko będzie gotowe. - Może nie znała się sama jakoś specjalnie na kucharzeniu, ale wiedziała, że jest to jedna z tych dziedzin, która potrzebuje cierpliwości. Miała nadzieję, że uda im się wspólnie (znaczy, ona tylko patrzyła, ale to i tak dużo, jak na nią) upiec faktycznie coś zjadliwego. - Ja mam same zajebiste pomysły, jeszcze tego nie zauważyłeś? - Jak on mógł w ogóle w to wątpić. W sumie dobrze, że z takim entuzjazmem do tego podszedł, przynajmniej nie będzie miała wyrzutów sumienia, że namawia go do złego, bo przecież tylko grzecznie zapytała, a on od razu wyraził zainteresowanie jej pomysłem. No i co najważniejsze, nie musiała pić sama. Nie lubiła tego robić, więc idealnie się złożyło. Wyglądał całkiem zabawnie z tym cygarem w gębie, skoro mieli tyle czasu mógł sobie je na spokojnie popykać, wiedziała, że takie cuda palą się zdecydowanie dłużej od fajek. Sama zresztą właśnie skończyła jarać swoją i przygasiła ją w popielniczce. - Cokolwiek? Nie jesteś specjalnie wymagający. - Musiała przez chwilę się zastanowić, czym mogła się z nim podzielić. Oczywiście całą opowieść o Thoranie musiała póki co przemilczeć, bo nie zdołała jeszcze do końca rozwikłać zagadki. - O, wiesz, że jutro, podczas Lammas będę występować na scenie, nasz ojciec mnie poprosił, żebym zrobiła pokaz łuczniczy, trochę się cykam, bo nie jestem gwiazdą, ale oczywiście mu nie odmówiłam. - Zaczęła od spraw bieżących, bo to wydawało jej się najprostsze. - Ejjj! - Nagle ją olśniło. - Może w między czasie jeszcze udekorujemy chatę lampkami, skoro już w tym roku zamierzamy tak hucznie świętować Lammas? - W między czasie sięgnęła po swój kubek z kawą i wkładką, upiła spory łyk, nawet się przy tym nie skrzywiła, zdecydowanie alkohol jej smakował. RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - James Yaxley - 06.08.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/b9847459d8e210a0235523c7d310af7f/4a96ce801d37a642-7c/s400x600/7be4350bbf22895eaf36186a86208e5da05f9771.gifv[/inny avek] Właśnie widzę. - Odpowiedział jej, unosząc kawę z wkładką i pijąc powoli. Co jakiś czas zdarzało mu się odpływać myślami gdzieś dalej, w miejsca w których bywał. Szybko jednak wyrywał się z nich, chcąc skupić się na swojej rozmówczyni. Zdawać by się mogło, że nieco unika pytania na opowiadanie historyjek. Przymrużył lekko oczy, spoglądając na nią, jakby chciał przeczytać jej duszę. Nie naciskał, żeby się od razu otworzyła, ale musiał przyznać, że nieco zainteresował się jej unikaniem tematu. Lammas, huh? - Zapytał cicho, drapiąc się po brodzie. Lubił przebywać w tłumie, a okazja do upokorzenia siostry jakoś tylko namawiała jego chęć do przyjścia. - Ojciec też będzie? - Szybko dodał. Niezbyt by się ucieszył, gdyby musiał z nim stać i rozmawiać o duperelach. Wysyłał Jamesa, by trochę odpocząć, co niezbyt mu się podobało, ale koniec końców udało mu się znaleźć szczęście w podróżach. Gdzie masz lampki?! Pójdę się przebrać i zabiorę. - Zapytał ze zszokowaniem i szczęściem w głosie. Szybko dopalił cygaro biorąc kilka potężnych buchów i wstał z krzesła. Chleb potrzebował jeszcze czasu na "dorośnięcie", więc zajęcie w postaci wieszania lampek nawet mu odpowiadało. RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.08.2024 Kawa nie była najgorsza, na pewno w jej smak przyjemniejszy był dzięki whisky, która została do niej dolana. W sumie czuła spokój, chociaż nie powinna. Wiedziała przecież, że gdzieś tam czai się ktoś, kto chce odebrać jej życie, ale teraz to się nie liczyło. Miała w mieszkaniu dwóch braci, którzy byli jej bliscy, brakowało jej tego. Dobrze było mieć wszystkich przy sobie. Nigdy nie podejrzewałaby siebie o to, że tak będzie się cieszyć z ich obecności. - Ojciec nie. Nie opuszcza już raczej Walii. Nie musisz się martwić. Oddelegował mnie do reprezentowania Artemis. - Nie była z tego powodu szczególnie zadowolona, no ale ktoś musiał się zajmować ich organizacją, a przynajmniej ją reprezentować. Potrzebowali nowych członków, chociaż miała wrażenie, że coraz mniej czarodziejów czerpie przyjemność z zabijania magicznych stworzeń, co trochę ją rozczarowywało. Liczyła na to, że uda jej się zachęcić jakieś osoby do tego, aby zapisały się do klubu. - W przedpokoju, jest taka szafa, gdzieś tam są, tak mi się wydaje, jak nie możemy transmutować makaron w lampki, to też powinno zadziałać. - Żaden pomysł nie wydawał jej się być zły w tym momencie. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak mocno angażowała się w obchodzenie któregoś ze świąt. Skoro jednak już większa część rodziny znalazła się tuż obok, może warto było odpowiednio to uczcić. RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - James Yaxley - 07.08.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/19928863faef75808d833dd2c4164f92/tumblr_p786q4wLsg1uaisw9o5_250.pnj[/inny avek] Kawa powoli się kończyła, lecz jej smak ciągle pozostawał na ustach. Wkładka idealnie wpasowała się w jej smak. Czemu nigdy na to nie wpadł? Bóg jeden wie. Ważne było, że kubek był prawie opróżniony, a w głowie zaczęły kłębić się myśli o ponownym uzupełnieniu zawartości. O wykończenie z powodu alkoholu się nie martwił, ale nie wiedział jak zadziała nadmiar kofeiny. Wolał nie ryzykować. Przynajmniej na razie. Podszedł do okna, rozglądając się spokojnie Bóg wie za czym. - Rozumiem. - Rzucił na wspomnienie o nieobecności ojca. Był wobec Jamesa zupełnie neutralną postacią. Póki co nie zamierzał odwiedzać rodziców w Walii. Tutaj było mu dobrze i przy tym obstawał. - Reprezentantka Artemis, no no. - Lekko zszokowany zwrócił się w jej stronę. Któż inny mógłby reprezentować łowców, niż ulubione dziecko szefa tej grupy? Nie, żeby miał coś przeciwko temu. Bycie w jej skórze i występowanie z łukiem mogłoby się w przypadku Jamesa skończyć kilkoma ofiarami. Tymi ludzkimi oczywiście. Chociaż opcja by dać komuś jabłko na głowę i zestrzelić je strzałą po paru głębszych wydawała mu się zajebistym pomysłem. - To ja zaraz wrócę. - Dopił szybko kawę do końca i ruszył do pokoju się przebrać. Wychodząc z pokoju znalazł się w przedpokoju, wypatrując wspomnianej przez Ger szafy. Szybko zlokalizował obiekt i ruszył, by przedrzeć się przez pierdoły wszelakiego sortu. Z kuchni można było wyraźnie usłyszeć jak parę razy coś spadło (lub zostało wyrzucone). Chwila ciszy nastała i głośny trzask rozniósł się na całe domostwo. Kilka sekund później do kuchni wrócił udarowany James - Znalazłem lampki! - W jednej ręce trzymał pudełko z wyraźnie wystającymi lampkami. Pod drugą ręką zaś niósł drzwi z szafy - Zawiasy poszły. - Stał tak i czekał na reakcję gospodyni z bananem na ryju. RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.08.2024 Cóż, do niektórych rzeczy były potrzebne młodsze siostry. Jak chociażby do docenienia smaku kawy z wkładką, nie miała pojęcia o tym, że James nie miał sposobności wcześniej raczyć się tym wspaniałym trunkiem. Gerry od jakiegoś czasu dosyć często pozwalała sobie na podobne śniadania - kawa z wkładką i papieros, wtedy dzień stawał się być jakoś tak bardziej kolorowy. Ciekawe dlaczego. - Od kiedy spierdolił się z konia trochę unika takich spędów. - Dodała jeszcze, aby wyjaśnić sytuację. W sumie James'a nie było tutaj dosyć długo, więc nie do końca mógł wiedzieć, jak wygląda teraz wszystko. Gerard wolał spędzać czas w Walii, w sumie było to całkiem rozsądne, dzięki temu nie musieli przejmować się plotkami i tym, że ciągle gadał o tej całej Karen Moher. Jak ogarnie swoje życie będzie mogła zająć się tą zołzą, która nie dawała spokoju ojcu. - Wschodząca gwiazda. - Mrugnęła jeszcze do brata. Wcale się tak nie czuła, ale lubiła udawać, że ma wszystko pod kontrolą, nawet jeśli tak nie było. Nie miała pojęcia, czy poradzi sobie z jutrzejszym występem, jeśli jednak Gerard w nią wierzył, to musiała zrobić to samo. Nie umiała mu odmówić - nigdy. Tak to już jest z córeczkami tatusia. - Nigdzie się nie wybieram. - Rzuciła jeszcze, gdy wyszedł z kuchni. Geraldine w tym czasie dopiła zawartość swojego kubka. Przyjemne ciepło rozeszło się po jej ciele. Była gotowa do działania. Miała naprawdę dużo energii, gotową odpowiednio spożytkować. Miała nadzieję, że James poradzi sobie z poszukiwaniem światełek, w ostateczności przyjdzie jej próba zamiany makaronu właśnie w nie. Nie powinno być tak źle, w końcu nie była najgorsza z transmutacji, zresztą jej brat również, co zdążył jej pokazać. Usłyszała huk, coś jebło. Nie zamierzała jednak podnosić swojego zadka, jeszcze nie. Miała pewność, że nikt nie stracił życia i to jej wystarczało, najwyżej będzie czekało go sprzątanie. - Wspaniale! - Wstała z krzesła, gdy brat wrócił do kuchni. Wtedy też dostrzegła, że w drugiej ręce trzyma drzwiczki, chyba rzeczywiście coś jebło. - Umiesz naprawić? Czy będziemy udawać, że wcale nie poszły? - Była to jej metoda na naprawę wszystkiego w tym mieszkaniu. RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - James Yaxley - 20.08.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/19928863faef75808d833dd2c4164f92/tumblr_p786q4wLsg1uaisw9o5_250.pnj[/inny avek] Odwrócił się w stronę szafy, próbując ocenić, czy w jakikolwiek sposób uda się zreperować wyrządzone szkody. Chwilę tak debatował w głowie nad tym, jak tu się do tego zabrać. Koniec końców wzdrygnął ramionami i położył drzwiczki na ziemi. - Masz. - Postawił lampki na stole i odwrócił się na pięcie. Ruszył w stronę szafy, po drodze zabierając odłożone wcześniej drzwiczki. Stanął tak przed meblem i zaczął znów rozmyślać nad rozwiązaniem. Nie chciało mu się zbytnio szukać narzędzi, więc magia byłaby tutaj najlepszym chyba rozwiązaniem. Problem polegał jedynie na tym, że różdżkę zostawił gdzieś w swoim pokoju, w bliżej nieokreślonym punkcie. No nic. - Mruknął cicho pod nosem, przystawiając drzwiczki do ich wcześniejszego miejsca. Wziął głęboki oddech i czuł lekką tremę, będąc szczerym. Dawno nie czarował bez niej, więc miał nadzieję że z praktyki nie wyszedł. - Reparo. - Rzucił zaklęcie, a drzwiczki powoli zaczęły wkręcać się z powrotem. Wyłamane drewno również wracało na swoje miejsce. Wydawać by się mogło, że każda drzazga wracała tam, gdzie być powinna. I tak było, ponieważ z palca Jamesa wyleciała jedna, której wcześniej nie zauważył. Lekko zmrużył oczy i puścił mebel, podziwiając znakomitą robotę. Prędko wrócił do kuchni, dumny z siebie, po czym odpalił kolejne cygaro, zaciągając się mocno. - Naprawione. - Z wypiętą piersią oznajmił sukces, jakby oczekiwał medalu od pary królewskiej. Spojrzał na Ger, która dopiero co zaczynała rozpakowywać lampki. - Gdzie chcesz je powiesić? - Zapytał, zapominając już o wcześniej zakończonej sukcesem misji naprawy szafy. RE: [31.07.1972] Rodzinne porządki | James & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.08.2024 Obserwowała brata, który spoglądał na szafkę, którą chwilę wcześniej popsuł. Nie miała pojęcia, co zamierza z tym zrobić, lepiej jednak dla niego, żeby się tym zajął. Nie zamierzała pozwalać na demolowanie jej mieszkania. Ostatnio było tu bardzo tłoczno i bała się, że niedługo stanie się ruiną... Zdecydowanie wolała tego uniknąć. Podeszła do lampek, kiedy położył je na stole. Wzięła je w dłonie, strasznie się poplątały, nie miała pojęcia dlaczego za każdym razem dzieje się tak samo. - Kurwa. - Mruknęła jedynie pod nosem i zaczęła je rozplątywać. Co chwilę padało z jej ust jakieś przekleństwo, bo Gerry nie należała do specjalnie cierpliwych osób. Była bardzo bliska tego, żeby faktycznie wybuchnąć, niby taka pierdoła, ale potrafiła strasznie zirytować. Nie spoglądała na brata kiedy zajmował się drzwiczkami od szafki, była za bardzo zajęta rozplątywaniem tych cholernych lampek. Zrobiła się od tego czerwona na twarzy, jak zawsze gdy się czymś zbyt mocno denerwowała. Niewiele było trzeba, aby wyprowadzić ją z równowagi. W końcu się jej udało. - Ja pierdole kurwa, nareszcie. - Rzuciła po raz kolejny w eter. Usłyszała w tle Reparo, dopiero wtedy uniosła wzrok, aby zobaczyć co udało się zrobić bratu. Całkiem nieźle poszła mu naprawa tej szafki, którą chwilę wcześniej popsuł. - Nieźle. - Powiedziała jeszcze do niego. W sumie była zadowolona, że po sobie posprzątał. Strasznie irytowało ją naprawianie szkód po innych. Dobrze, że ci bracia z którymi mieszkała mieli jednak jakieś poczucie przyzwoitości i nie zostawiali wszystkiego na jej barkach. - Może tam, nad oknem? - Pokazała mu głową na jedyne okno, które znajdowało się w kuchni. - Tylko uważaj, nie zamierzam tego rozplątywać drugi raz. - Wręczyła mu w ręce rozplątane światełka. Spoglądała, jak brat rozwieszał świeczki, poszło mu to całkiem nieźle. Zachęcona tym świątecznym nastrojem wybrała się jeszcze do sklepu na dole po kukurydzę, stwierdziła, że to jest ten dzień, kiedy zacznie robić lalki z kolb. Nie było to proste zadanie, kukurydza nie była łatwym materiałem do pracy, ale ufromowała z nich laleczki, które przypominały bardziej lalki voodoo i posadziła je na swoim parapiecie. Była gotowa do świętowania, w między czasie wyjęli chleb z piekarnika. Koniec sesji
|