Secrets of London
[23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć (/showthread.php?tid=3671)

Strony: 1 2 3


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Anthony Shafiq - 04.08.2024

– Wybacz mój drogi, zboczenie zawodowe, nic już nie mogę na to poradzić – Oskarżenia płynęły strugą, może powinien je kontrować, może powinien wymyślać mu od twardogłowych stróżów prawa pozbawionych inicjatywy, biegających na ślepo za rozkazem. Może powinien, ale był absolutnie rozmiękczony okolicznościami, upity tak może nieco za dużą ilością eliksirów przeciwbólowych, ale też obecnością swojego ulubionego detektywa. – Ach, Twoje odprawy... – może nie taki był spodziewany efekt przygany, gdy Anthony rozmarzony niemal rozlał się pod wpływem wspomnień, które najwidoczniej były dla niego niesamowicie przyjemne. Uciekł wzrokiem ku górze, pozwalając umysłowi odtwarzać swoje ulubione sceny, zupełnie jakby wspominał smak najznamienitszych potraw, przedstawienia, które wzbudzały w nim największy zachwyt. Było to o tyle dziwne, że podczas tych kilku odpraw zazwyczaj słuchał z kamienną twarzą, od czasu do czasu notując coś w swoim dzienniku, pod koniec zadając kilka rzeczowych pytań, adekwatnych do przedstawianych treści. W jego zachowaniu wtedy nie było nic nadzwyczajnego, w jego zachowaniu teraz buchało ciepło słodkiej nostalgii, którym wysycony był miękki, wspominający głos:

– Uwielbiałem je, spijałem każde słowo z Twoich ust... Z profesjonalizmem jest Ci tak niesamowicie do twarzy. – Turmalinowa czerń źrenicy okraszona lśniącym srebrem tęczówek powróciła uwagą do twarzy Erika, kącik ust zadrgał. – A może dziś właśnie tej odprawy zabrakło? Zdecydowanie... posłuchałbym jak opowiadasz mi o zasadach bezpieczeństwa na swojej łodzi – niemalże wymruczał, mając już w głowie zapewne okoliczności wysłuchania tychże informacji.

Prychnięcia dotyczące potencjalnego szantażu, powinny były go zaniepokoić, powinny były przywołać dawno pogrzebaną opowieść o okolicznościach jego rozstania z kimś, kto już dawno należał do przyszłości. Zdjęcie, szantaż, zagrożone dobre imię... Ten ciąg skojarzeń mógł przyjść łatwo, ale Anthony pogrążony był już w tańcu, w cudownie znajomych krokach, pociągłych, tych kilku kiedy on sugerował kierunek, a potem czuł siłę uchwytu i przemierzenie sali w kompletnie inną stronę. A zabawa w policjantów i złodziei podobała mu się szalenie, tak długo jak pozostała tylko zabawą, tak długo jak oskarżenia były paradą, chwilowym wygięciem ciała, nie zagrożeniem równowagi między nimi, zaufaniem nad którym tak ciężko pracowali.

– Gdy tak mówisz... – podjął szeptem w odpowiedzi, wciąż się uśmiechając, nie potrafiąc przyjąć maski oburzenia, jeszcze nie, za bardzo tęsknił, za bardzo poddawał się temu ciążeniu, teraz gdy emocje opadły, ustępując miejsca kolejnym, ustępując miejsca wspomnianej w ubiegłym miesiącu przez Longbottoma zagubionej inicjatywie. – ...aż żałuję, że nie mam go gdzieś przy sobie, z przeszukań w Twoim wykonaniu zdecydowanie preferuję kontrolę osobistą. Na myśl o tym aż mam ochotę absolutnie nie współpracować. Jak bardzo źle to o mnie świadczy?

W końcu Erik pochylił się ku niemu z prośbą i z rozbrajającym uśmiechem przywodzącym na myśl bezradnego szczeniaczka. Trochę kłóciło się to ze wspomnianymi niedawno zachwytami nad profesjonalną twarzą Poważanego Detektywa, ale Shafiq już dawno wiedział, że on po prostu ma słabość i w tych słabościach nie wybrzydza. Wściekły protektor wpadający do ukrytej sali, by gruchnąć porywaczami o ścianę? Stonowany urzędnik przedstawiający procedury ewakuacyjne? Pijany, przemoczony do kości i pozbawiony buta na progu jego domu? Chłopię potrzebujące pomocy w rozpięciu guzików? Ze wszystkich twarzy i ról, nie lubił chyba tylko pokonanego Erika, zmęczonego i zobojętniałego, takiego, który za ścianą sarkazmu ukrywa coś co go gnębi i wysysa resztki energii. Dla niego synonimem tej postawy było ich czerwcowe spotkanie, ale teraz... teraz jego Słoneczny Bożek rozświetlał mrok.

Bez słowa wyręczył go w rozpięciu koszuli, w skupieniu przyjmując każdą kolejną stację wysuwania małego dysku przez odpowiednio obszytą dziurkę w koszuli. Równie wolno rozsupłał jego białą muszkę, by zjechać dłońmi przez pierś, po żebrach na lędźwie, aby rozpiąć klamrę białego materiałowego pasa, który dotąd podkreślał atletyczną sylwetkę noszącego. Anthony oddychał powoli, gładził drogie materie, wyczuwał napięte pod nimi mięśnie, nie umykało mu żadne drżenie, żadna reakcja płynąca z ciała dawnego kochanka. W końcu sięgnął jego dłoni, by zawczasu uwolnić go również od spinek przy mankietach, przy okazji delikatnie rozmasowując napięte ścięgna nadgarstków, stwardniałe poduszeczki dłoni. Choć prosił go o zmianę położenia, sam najwidoczniej nie kwapił się do niej, dając sobie czas, zapominając zupełnie o swoim stanie i o tym, że zalecone przez lekarza leżenie nie oznacza pół siadu.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8dsRXDN.jpeg[/inny avek]


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Erik Longbottom - 06.08.2024

Słabe wytłumaczenie — odparł, starając się skontrować w ten sposób argument mężczyzny. — Ktoś z twoim doświadczeniem i statusem nie powinien dawać się zwodzić zawodowej rutynie. — Zupełnie jakby sam nie ulegał temu samemu grzechowi w swoim codziennym życiu. Czarodziej mógł wyjść z Ministerstwa Magii, ale Ministerstwo Magii niezbyt chętnie wychodziło z czarodzieja. — Zawsze byłeś dla mnie człowiekiem silnej woli. Będę bardzo niepocieszony, jeśli okaże się, że w tej kwestii pojawiły się u ciebie pewne braki.

Igrał z nim. Potrafił to przyznać przed samym sobą, jak i przed całym światem, który obecnie przez brak innego towarzystwa ograniczał się do osoby Antoniusza. Nieco zbyt wysoko uniesione kąciki ust, lekkie drżenie górnej wargi sugerujące nadchodzący uśmiech, który... Udało mu się zdusić w zarodku. Nawet gdy te kilka lat temu to fizyczne zbliżenia popychały ich ku sobie, tak Erika od samego początku fascynował umysł mężczyzny. Kpienie z niego uznawał więc za coś nieco niebezpiecznego. To tak, jakby oświadczył wszem wobec, że śpiewacy operowi to zwykli krzykacze, a smoki tak ukochane przez Shafiqa to przerośnięte jaszczurki.

A więc... Twierdzisz, że winny jest twój temperament i chęć zabłyszczenia na deskach londyńskiego teatru? — Uniósł powoli brew, zerkając ze zwątpieniem na twarz Anthony'ego. — Zapewniam cię, że w przeciwnym wypadku uraczyłbym cię bardzo długą listą przepisów i zasad bezpieczeństwa co do twojej wizyty na mojej łodzi. Bądź co bądź, jesteś wyjątkowym gościem. Raczej mało jaka łódź miała szansę poczuć ciężar twoich stóp na pokładzie.

Wątpił, aby cokolwiek zmieniło się u mężczyzny akurat w tej kwestii. Nie znosił jezior, mórz i oceanów i nawet, z co poniektórymi basenami miewał spore problemy. Między innymi dlatego unikał organizowania wszelkiego rodzaju spotkań dyplomatycznych na pokładach drogich jachtów i wycieczkowców z odizolowanymi strefami dla czarodziejów. Nawet gdyby miał pod ręką świstoklik zapewniający mu natychmiastowe znalezienie się na brzegu, Anthony Shafiq i tak zdecydowałby się na miejsce na stałym lądzie.

Bardzo źle — skomentował przyciszonym niskim głosem. — Obawiam się, że zastosowanie wobec ciebie kilku środków przymusu bezpośredniego byłoby najmniejszym z twoich problemów. Następnym krokiem byłoby aresztowanie i przekazanie twojej różdżki do magazynu. Potem odbyłaby się bardzo dogłębna i kompleksowa kontrola osobista. — Urwał nagle, przekrzywiając lekko czubek głowy. — Mogłoby ci się to nie spodobać. Zacząłbyś się rzucać. Oberwałbyś zaklęciem oszołamiającym i trzeba by było złożyć oficjalną skargę za napad na funkcjonariusza sił porządkowych. A potem byśmy się sądzili przez sędziów Wizengamotu. Bardzo zawzięcie.

Nie oponował, gdy palce kochanka prześlizgiwały się po jego koszuli, uwalniając zręcznymi ruchami jego ciało spod drogiego materiału. Odchylił się minimalnie w tył, zapierając się mocniej stopami o podłogę, podsuwając starszemu czarodziejowi kolejne mankiety. Przełknął głośno ślinę, kiedy poczuł palce Shafiqa majstrujące przy sprzączce jego paska. Nie tak sobie wyobrażał tę noc. To znaczy tak sobie ją wyobrażał i mimowolnie dążył do tego obrotu zdarzeń, jednak... Jeszcze przed przekroczeniem progu teatru przez myśl by mu nie przeszło, że Anthony zostanie przy okazji ofiarą porwania i pobicia. To prawie nie było w porządku. A to prawie robiło teraz ogromną różnicę.

Nachylił się ku swemu towarzyszowi, wyswobadzając dłoń z jego uścisku, aby zaraz objąć nią jego twarz. Zaraz dołączyła do niej druga, wymuszając skrzyżowanie spojrzeń między nimi. Najbardziej szare oczy pod słońcem, pomyślał z nostalgią, przypominając sobie spędzone wspólnie noce podczas nocnych delegacji. Te ulotne chwile, gdy leżał na boku, a Anthony spoczywał tuż obok. Te chwile, gdy nie potrafił się powstrzymać i pozwalał sobie na jeszcze jeden pocałunek. Tak jak teraz pozwolił sobie na takowy, zderzając ze sobą ich usta.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jLkBOEB.png[/inny avek]


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Anthony Shafiq - 06.08.2024

– Człowiekiem silnej woli? Przy Tobie? Niewykonalne. – Tak, zdecydowanie był zmęczony. Słowa same wypadały mu z ust, słowa lepkie jak miód, wysycone ciepłem i uwielbieniem, które rzeczywiście latami konsekwentnie maskował, zwłaszcza w Anglii, pocieszając się w duchu nadchodzącym terminem kolejnego spotkania. A gdy tegoż zabrakło, maski przychodziły łatwiej wzmocnione goryczą i uniesioną dumą człowieka odrzuconego. I teraz... obawą, że nieoczekiwanie odzyskana bliskość pierzchnie, jeśli zrobi jakikolwiek fałszywy krok, powie słowo nie w tą stronę, zdanie, które sprawi, że siedzący przy nim mężczyzna spłoszy się i równie nagle jak pojawił się w jego życiu, tak zniknie bezpowrotnie.

Ale był zmęczony, był po bardzo emocjonującym niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu wieczorze, był pod wpływem sporej dawki rozmiękczających tak ciało, jak ducha eliksirów. W normalnych okolicznościach nie dałby się nikomu oglądać w tak upokarzającym stanie. W normalnych okolicznościach ukryłby się w Little Hangleton, w swojej bezpiecznej jamie i przeczekał, aż siły witalne wrócą, aż będzie mógł znów trzymać mocno nad sobą kontrolę. Ale to był Erik, jego Erik, ten, przy którym zdarzało mu się odpuszczać wszystko, oddawać ruch i wolę w zaufaniu tak częstym, jak jego obecność na deskach jednostek pływających.

– Raczej żadna łódź. Raczej żadna... – korygował niezobowiązująco, nie mogąc oderwać oczu od swojego rozmówcy, który zdawał się być coraz bardziej rozluźniony w roztaczaniu zaczepno-gnębiących wizji. Możliwe, że dyplomata znudzony zastałym życiem lubił igrać z ogniem. Możliwe, że tak jak przed miesiącem tłumaczył Jasperowi, potrzebne mu było jakieś pobudzenie, adrenalina, strach. Przecież zgodził się bez namysłu, aby po spektaklu iść na łódkę Longbottoma, choć istniała spora szansa, że nie będzie w stanie myśleć na jej pokładzie o niczym innym, jak o tym, że ta rychło zatonie. Może chciał sprawdzić, czy jego serce byłoby w stanie bić jeszcze szybciej, gdy strach zmieszany z pożądaniem pozbawiłyby go kolejno możliwości chodzenia, może też mówienia, może też myślenia.

Podobnie było teraz, gdy Erik zupełnie nieświadomie przedstawiał scenariusz jednego z jego najgorszych koszmarów, tego w którym tajemnice przeszłości są wygrzebywane i roztrząsane na wizengamockiej wokandzie. Rozczarowanie w oczach Erika, zranienie go... zdarzało mu się o tym śnić i błąkający się w obecnej chwili uśmiech po twarzy detektywa w żadnej mierze nie oddawał chłodu i niechęci, które potrafił wygenerować umysł Anthony'ego nocą, gdy budziły się jego demony. Ale słuchał tego i nie czuł strachu, zupełnie jak podczas jakiegoś spektaklu. Obracał się w świecie iluzji, gry w którą grali kiedyś regularnie, nawet jeśli terminami zabawy nie można było ustawiać zegarka, a kalendarz.
– Rzucanie się na mojego ulubionego funkcjonariusza Brygady Uderzeniowej? Panie władzo, jestem beznadziejnym recydywistą. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że jego oszałamiająca aura odbiera zdolności jakiegokolwiek logicznego myślenia – mruczał mu dalej, bezczelnie zbijając szpilki miękkimi poduszkami zachwytu jego osobą, ciekaw czy mogliby tak odbijać piłeczkę do rana, kto pierwszy by spasował w tej nieco dziwnej przepychance.

A potem coś zmieniło się w powietrzu, jego prośba o zmianę ułożenia przyniosła swoje słodkie owoce. Oczekiwane, upragnione, a jednak wciąż... Gdy Erik ujął twarz Anthony'ego w pokoju jedynym źródłem światła była tylko dogasająca czerwona łuna żarzących się w kominku drew. Mimo to, mógł dostrzec odbijającą się w stalowych oczach niepewność, zdziwienie, które przecież nie powinno już mieć miejsca, ale byľo w nim, ukorzenione dwuletnim brakiem kontaktu, ukorzenione konsekwentnym kłamstwem o braku emocjonalnego zaangażowania. Obaj dotąd poruszali się po wspomnieniach, porównując jak było kiedyś, jak jest teraz, co było nowego, co starego, eksplorowali ostrożnie otwierające się możliwości, omijając wciąż konfrontowanie się z tym, co pozostało w nich bolesne i niedookreślone. Ale to wszystko kruszało w miękkim, łagodnym dotyku inicjującym nowy czas, ich nowy początek. To wszystko kruszało w wargach odciskających się na wargach, we wrażeniu, które sprawiało, że tak łatwo można było zapominieć o konieczności oddychania.

Anthony moment trwał w bezruchu, by w końcu przymknąć powieki, by zaciągnąć się mocno otaczającym go zapachem bijącym od odsłoniętego ciała ukochanego i pogłębić pocałunek, odpowiedzieć, naprzeć i poddać się wrażeniu wszechogarniającej euforii. Dłońmi odnalazł jego twarz, palcami zjechał przez szorstkie policzki do karku, ciałem chciał znaleźć jego ciało, zniecierpliwienie popychało go do zmiany ułożenia i wtedy przyszedł impuls oraz bardzo sugestywne przypomnienie tępego, przebijającego się przez działania eliksiru bólu. Napiął się i stłumił stęknięcie, kuląc się odruchowo, opierając czołem o bark swojego towarzysza.
– Wybacz – szepnął w zażenowaniu własną słabością, płytko łapiąc oddech, bo z równowagą mógłby już sobie bez podparcia nie poradzić.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8dsRXDN.jpeg[/inny avek]


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Erik Longbottom - 06.08.2024

Każdy człowiek miał swoją własną, osobistą relację z fizycznym bólem. Niektórzy preferowali skulić się w kłębek i zachować pośród pierzyn z nadzieją, że upływ czasu i sen przyniesie ciału ukojenie od trosk świata doczesnego. Longbottom, chociaż nie cierpiał na co dzień katuszy w związku z ciążącą na nim klątwą, nie miał najzdrowszej relacji ze swoimi boleściami. Przemiana w wilkołaka nie była przyjemna i dawała mu się we znaki przez regularne dawkowanie Eliksiru Tojadowego i transformacje.

A jednak miał w sobie pęd do tego, aby nie dać po sobie poznać, że czasem faktycznie musi odpocząć po pełni. Dosyć często zjawiał się w Ministerstwie Magii z głębokimi cieniami na twarzy, przekrwionymi oczami i blady jak ściana. I po prostu starał się wpasować do swojej codziennej rutyny. Jak najszybciej odciąć od plastycznych wspomnień przemiany, które czasem pozostawały w jego umyśle na długie tygodnie, a czasem uciekały od niego kilka minut po przebudzeniu.

Jak będzie tym razem?, pomyślał przelotnie, powtarzając słowa kotłujące mu się pod czupryną. Za dwadzieścia cztery godziny o tej porze będzie w swojej kryjówce, skuty ciężkimi łańcuchami, czekając na wschód słońca. Wypuścił powoli powietrze z płuc. Cieszył się, że to nie była ta noc. Że nie musiał zostawiać Antoniusza samego tuż po porwaniu, aby zdążyć do swojego podziemnego schronienia, gdzie zapewne czekałaby już jego siostra. Chciał celebrować ich wspólny czas, nawet jeśli obiektywnie początek wieczoru nie należał do najlepszych.

Nie kupiłem Ersy tylko po to, żeby ładnie wyglądała w porcie — zastrzegł Erik, wykręcając głowę, aby zmierzyć mężczyznę czujnym spojrzeniem. Jak to sobie wyobrażał? Że przez swój strach przed wodą nigdy nie wejdzie na jej pokład lub nie zwiedzi trzewi jachtu? — Jeszcze będziesz mnie błagał na kolanach, żeby tam pójść. Poza tym będę potrzebował twojej opinii. — Na jego ustach zatańczył przewrotny uśmieszek. — Mam wątpliwości co do tego, czy materac jest odpowiednio twardy. Zastanawiałem się, czy nie wymienić go na nieco... lepszy model. Może wynająć jakiegoś specjalistę od zaklęć ulepszających.

Czy zmusiłby Shafiqa do wejścia na łódź? Na pewno postarałby się o to, aby ten musiał zacząć konfrontować się z tą myślą. Wprawdzie nie przerzuciłby go sobie przez ramię, aby zejść z nim po rampie na pokład, ale nie zamierzał korzystać z łodzi samodzielnie. To miało być jego miejsce, owszem, ale to nie znaczyło, że chciał mieć je zarezerwowane tylko i wyłącznie dla siebie. Chciał, aby ta przestrzeń służyła jego najbliższym. Jego interesom.

Więc powinienem się cieszyć, że jesteś obecnie przykuty do łóżka — skomentował z cichym sarknięciem. Z niemałym trudem powstrzymał się przed nazwaniem go pieszczotliwie swoim drogim kaleką. Gierki słowne były jak najbardziej w ich guście, jednak Anthony mógł się niezbyt ucieszyć na wyśmiewanie jego obecnego stanu ciała. — Zero rzucania się na mnie, zbędnych szarpanin... Może nawet w spokoju wezmę prysznic. Jestem istnym szczęściarzem.

Smakował tak samo, jak ostatnim latem. Nie potrafił powstrzymać tego wniosku od opanowania jego myśli. Gdyby oddał się teraz pustce, może nawet nie zdałby sobie sprawy z tego, że tkwi na Wyspach Brytyjskim. Że za oknem wcale nie ma brukowanych londyńskich uliczek, a europejskie egzotyczne krajobrazy, które obiecywały kolejne spacery i wizyty dyplomatyczne w lokalnych biurach w poszukiwaniu odpowiednich ludzi do odpowiedniej roboty. Był tak blisko oddania się przeszłości... Aż Anthony się od niego oderwał.

Nie wybaczę — odparł szeptem z wyraźną przekorą w głosie. Cmoknął krótko czubek jego głowy. — Będziemy musieli popracować nad tym, żebyś wrócił do formy. Pod... wieloma względami. — Przesunął prawym kciukiem po policzku Anthony'ego, zahaczając przy okazji o kącik jego ust. — Obawiam się, że spacery i treningi szermierki nie wystarczą. Będziesz potrzebował nieco osobistego podejścia z mojej strony.

Przesunął ręce na ramiona mężczyzny i ostrożnie odsunął go od siebie, tak aby mógł komfortowo opaść na rozłożone za swoimi plecami poduszki. Powinien być wdzięczny wszystkim bogom, jakich znał, że skończyło się tylko na paru siniakach i co najwyżej parodniowym dyskomforcie Shafiqa. A jednak w zestawieniu z tym, jak wyglądała ich relacja w przeszłości i jak próbowali przekuć to, co ich kiedyś łączyło w coś nowego i trwalszego, był niepocieszony tym, że cały czas napotykali na kolejne przeszkody na swojej drodze.

Ale najpierw... Najpierw muszę zadbać o siebie. Cały się lepie po tym ganianiem od Teatru Selwynów do Ministerstwa Magii. — Potrząsnął głową, zaczesując przy okazji włosy na tył. — Wezmę prysznic i zaraz wrócę. Nie uciekaj nigdzie, dobrze?

Uśmiechając się szeroko na dźwięk własnego dowcipu, podniósł się z łóżka i ruszył powoli do prywatnej łazienki. Na pewno nie miał zamiaru kłaść się do łóżka brudny. Musiał zmyć z siebie trud tego dnia, emocje tego wieczora i... Nieco się zadomowić w tym nowym otoczeniu. Anthony mógł poczekać. Chwilę. Krótką.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jLkBOEB.png[/inny avek]


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Anthony Shafiq - 07.08.2024

Nie rozumiał trochę rozmowy o łódce, przecież zgodził się na to, żeby tam pójść. Raz. Na drodze absolutnego wyjątku. Może dlatego, że nie chciał Erikowi odmawiać, może dlatego, że chciał poczuć dodatkowy impuls, choć przez ten wspólny miesiąc przekonał się, że dodatkowe atrakcje nie są wcale potrzebne, a sama obecność rosłego detektywa działa nań iście elektryzująco. Szczególnie, że przecież niejednokrotnie słyszał od Erika ciche westchnienia i tęsknoty za "zwykłym" czasem, za "nudnym" czasem. Nie był pewien, czy jego wizyta w porcie zaliczałaby się do tego.

– Dobrze, to przecież nie jest... nie jest problem.– Kłamanie wychodziło mu wybornie, ale może nie w takich okolicznościach przyrody. Zdanie zabrzmiało tak niewiarygodnie, że nawet najbardziej przekupny sędzia Wizengamotu ogłosiłby jego winę sekundę później. Anthony westchnął, nie chcąc podsycać bojowych nastrojów, ale też zdał sobie sprawę z jednego: wieczorami nikt nie pływał, statki spały w porcie. Jeśli tego wieczora nie udało im się tam dotrzeć, to może nagle Longbottomowi strzelić do głowy, żeby iść tam w ciągu dnia. A dzień oznaczał szersze pole do popisywania się łódką. Wewnętrznie Anthony stęknął.

– Jeśli w ogóle mam tu cokolwiek do powiedzenia, testowanie materaca brzmi zdecydowanie lepiej, niż testowanie żagli. Na żagle zgodzę się wtedy, gdy wystąpisz ze mną na scenie w ramach przedstawienia i nie, konkurs łucznictwa się nie liczy. – Pewnie by się oburzał, że Longbottom próbuje go wbić w ramy kogoś, kim nie jest na prawdę. Siekiera, żeglarstwo... to brzmiało absolutnie odpychająco, choć z drugiej strony, może po prostu badał granice, czekając, aż w końcu usłyszy nie?

Sugestia, że mógł być w jakikolwiek sposób natarczywy wobec swojego gościa, naruszając jego przestrzeń gdy tego sobie nie życzył ubodła go trochę, ale tylko troszeczkę. Pamiętał odgłos przekręcanego zamka poprzednim razem, ale teraz mieli między sobą konkurs, już wystarczyło, że dał się sprowokować na samym jego początku:
– Eriku – zaczął zaskakująco poważnie, – przecież wiesz, że do odwiedzania z Tobą łazienki potrzebuję imiennego zaproszenia, formularza A-135 z trzema zdjęciami i najlepiej dołączoną agendą proponowanych aktywności.

Pocałunek zdecydowanie nie pomagał w trzymaniu się planu. Pocałunek sprawiał, że nie chciał go wypuszczać wcale, gotów iść na ustępstwa wobec lepkości skóry, jeśli oznaczało to, że będzie mógł zrobić to znów i znów do momentu aż ciało samo powie dość i świadomość zaśnie nie wiadomo kiedy. Prysznic nie wykluczał tego scenariusza, a odsuwał go w czasie, Anthony uważający się zaś za osobę bardzo cierpliwą, odkrywał jak bardzo cierpliwy nie jest.

– Idź. – Wzrokiem zabłądził na porzuconą butelkę whisky, która pewnie dzisiaj jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. – Idź. Im szybciej pójdziesz tym szybciej wrócisz. Pójść gdzieś... – parsknął bezgłośnie – Co najwyżej przetoczę się na drugi koniec łóżka.– Próbował się uśmiechnąć, sam przed chwilą proponował, żeby jego gość się odświeżył, sam go wypychał, wiedząc, że tylko tak skutecznie odpoczną, a jednak... znów pięć kroków i więcej. Mimo wszystko pozwolił irytacji dojść w pełni do głosu dopiero w momencie, gdy zamknęły się za Erikiem drzwi. I był to bardzo wewnętrzny głos.

Łazienka była zaskakująco jasna. Znów biel i odcienie niebieskiego, choć Erik mógł już przywyknąć do tej palety kolorystycznej w otoczeniu Shafiqa. Pomieszczenie miało zdecydowanie inny charakter niż łazienka littlehangletońska. Prysznic był mniejszy, ściana i sufit przy obszernej umywalce zdobiła piękna mozaika przedstawiająca morze w pogodny letni dzień. Słońcem była jedyna lampa umieszczona tuż przed lustrem, które rozświetlało całość odbijając jej blask. Brakło tu okien, brakło też wanny i podobnie jak w rezydencji, brakło sporej ilości specyfików, pachnideł i olejków – Anthony zbyt wiele czasu spędzał na zabiegach poza domem, by kłopotać się niezbędnymi środkami do pielęgnacji w domowym zaciszu. Po kształcie i stopniu używania łazienki, Erik mógł też wywnioskować, że Anthony częściej przebywa w Little Hangleton, choć oficjalnie to miejsce nazywane było tylko sezonową rezydencją.

Poza ręcznikami Erik znalazł na szafce tym razem biały i fortowy szlafrok, choć obok w szafie wisiały dwie znajome w kroju i kolorze yukaty - jedną z nich z resztą Anthony miał obecnie na sobie. Co więcej, znalazł również piżamę w preferowanym przez siebie kolorze. Najwidoczniej Anthony zachował miarę z czasów, gdy na wyjazdy kompletował każdorazowo dla swojego ochroniarza całą szafę, tak przy okazji, dla ujednolicenia kodu wizualnego delegacji. Czy była trochę za ciasna w barkach?

Gospodarz, zgodnie z wolą swojego gościa, a przede wszystkim zgodnie z własnymi ograniczeniami pozostał w łóżku, pogrążony w pościeli, ale też w rozmyślaniach dryfujących obecnie wokół mglistych pojęć przeszłości i przyszłości. Zasłuchany w poszum prysznica, myślał o deszczowym preludium, o drodze i kolejnych krokach, choć te oscylowały teraz raczej w kategoriach próby dożycia do końca miesiąca. To co mieli, zdecydowanie nie było angielski, ciężkim fundamentem. To były raczej pale pojedynczych wyjazdów, teraz wbite w podłoże, sterczące wyczekująco. Czy można na tym zbudować cokolwiek? Z drugiej strony, otaczający ich świat przypominał zawiłe torfowisko, bagnisko na którym zbyt łatwo ugrzęznąć, zbyt trudno znaleźć stabilność i stałość. Na bagnisku domy budowało się na palach, a nie głębokich dziurach zalanych betonem. Nie chciał o tym myśleć, nie chciał zadawać sobie pytania "co by było gdyby", a jednak nieustannie do niego wracało. Być może, gdyby Anthony zaproponował jakikolwiek układ od samego początku, gdyby Erik nazwał ich relację związkiem... być może teraz śmialiby się z nieudanej szóstej rocznicy, a nie badali znowu grunt dookoła siebie. A może obaj panowie zniechęciliby się bardzo szybko, dobijani błędami przeszłości i lękami, o których sobie wtedy nie powiedzieli? Miał już tę refleksję podczas Lammas, gdy wbrew sobie wszedł do zapyziałej górskiej chatki. Miejsca, które z powodzeniem mógłby nazwać domem, skoro biło w nim Erikowe serce... Miał świadomość tego, że nostalgia i tęsknota grały pierwsze skrzypce, popychały do działań, na które wcześniej zapewne żaden z nich by się nie zdecydował. Mimo wszystko Anthony cenił fakt, że się nie spieszą, że dają sobie mówić, zamiast kompulsywnie wypełniać czas kradzionym oddechem. Rytuał ze strony Erika, ostatnie dni pełne napięć w przyjacielskiej grupie Anthony'ego, w końcu napaść i wszystko z nią związane... to nie sprzyjało obecnej chwili, ale może w ten sposób wypalało trwalszy budulec ich relacji. To było takie miłe, słyszeć mruczący przy uchu głos, czuć znów mrowienie własnych ust, wszechobecny zapach, czuć odcisk warg na czubku głowy i ciepło bezpiecznych ramion. To było takie miłe, gdy czuł się zaopiekowany, nawet jeśli to on tak wyrywnie deklarował, że zaopiekuje się Erikiem, że zabierze z jego barków wszelkie troski. Coś mu nie szło z tym zabieraniem, ale w duchu obiecywał sobie, że odwróci tę kartę.

Kiedy Erik wyszedł, wpuszczając do pomieszczenia ciepłe opary wilgoci i moment oślepiającego łazienkowego światła, Anthony nalał mu złocistego trunku odstawiając butelkę pośród swoje własne drinki. Następny przyjdzie mu - zgodnie z zaleceniem - wypić dopiero rano. Przesunął się powoli tak, aby Longbottom mógł położyć się obok niego. Niemal natychmiast jego ręka powędrowała do wciąż wilgotnych włosów drugiego mężczyzny w znajomej pieszczocie.
– Myślałeś o tym... myślałeś o tym, że moglibyśmy tak spotykać się częściej? – co prawda Erik wspominał o osobistym treningu, ale Anthony'emu chodziło po głowie co innego i bardzo chciał, żeby mieli w tej sprawie jasność. Proste pytania były jednak tymi najtrudniejszymi do zadania. – Może bez porwań, ale wiesz... ze śniadaniem w planie – spróbował, choć i tak miał wrażenie, że to nadal nie było pytanie wprost.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8dsRXDN.jpeg[/inny avek]


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Erik Longbottom - 09.08.2024

Wywrócił wymownie oczami. Co to były za groźby? Oczywiście, on tego tak nie widzi, skomentował bezgłośnie, postanawiając się ciągnąć Anthony'ego za język w tej sprawie. Starszy mężczyzna mógł twierdzić, że nigdy nie zainteresuje się operowaniem Ersy, a Erik mógł otwarcie poinformować go, że nigdy nie wejdzie na scenę podczas przedstawienia i może zapomnieć o takim układzie. I na tym by się ich dyskusja skończyła. Do czasu. Bo Longbottom na pewno nie miał zamiaru z tego zrezygnować. Gdy już zaciągnie swego towarzysza na łódź, ten nie będzie miał zbyt dużego wyboru, jak tylko zdać się na jego instrukcje i wady. Czy będzie mu się to podobało, czy nie kiedyś stanie za sterami jachtu. A kiedy dokładnie? To już była słodka tajemnica Erika.

Nie możesz chociaż raz dać się zmanipulować, co? — zauważył mrukliwie. Z drugiej strony, powinien się cieszyć, że Shafiq, chociaż nie protestował przed okazyjnym odwiedzeniem łodzi. A to był przecież pierwszy krok do wcielenia w życie jego wielkiego planu. — A przecież możemy po prostu połączyć przyjemne z pożytecznym. Przetestujemy parę razy żagle, zobaczymy, jak ci idzie wiązanie lin, a potem poddamy twoje umiejętności próbie. — Uśmiechnął się podejrzanie. Węzły można było w końcu wiązać nie tylko na pokładzie, prawda? — W końcu, to dopiero pod presją wychodzi na jaw, czy człowiek faktycznie przyswoił wszystkie lekcje.

Cóż... To chyba było oczywiste, że Erik planował ich wizytę w porcie na godziny popołudniowe. Jaki był sens zabierania Antoniusza na pokład pod osłoną nocy? Krótka wycieczka, jak najbardziej miała w takim wypadku sens, ale dłuższa? Mało co by zobaczyli z Ersy, gdy miasto i jego port byłoby pogrążone w egipskich ciemnościach. Poza tym bardzo chciałby zobaczyć tę iskierkę niepokoju w oczach Shafiqa, gdy łódź zaczęłaby się kołysać. Ech, czasem takie drobne prztyczki w nos sprawiały mu zdecydowanie zbyt wiele radości.

Pff — prychnął, gdy mężczyzna zarzucił go listą dokumentów, jakie niby miałby wypełnić przed wspólnym odwiedzeniem łazienki. — Obawiam się, że to by zajęło zbyt długo. W przeciwieństwie do ciebie nie dorobiłem się jeszcze armii osobistych asystentów. — Jak inaczej nazwać pracowników wydziału Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego? — Widzę, że biurokracja Ministerstwa Magii spaczyła cię do cna. — Powoli pokręcił ze smutkiem głową. — Myślałem, że jest w tobie więcej spontaniczności.

Na polecenia mężczyzny zareagował tylko krótkim ''mhmm'', powstrzymując się przed rzuceniem na odchodne, żeby nie próbował też wypełznąć na korytarz, czołgając się po podłodze. Coś tako nie przystało czarodziejowi takiemu jak on. Tę uwagę zostawił jednak dla siebie, aż nazbyt dobrze wiedząc, że każdy wypowiedziane zdanie tylko przedłużałoby w nieskończoność ich krótką rozłąkę. Po przymknięciu drzwi Longbottom rozejrzał się po łazience. Znacznie kontrastowała z wyglądem sypialni, jednak... Czuł się w niej o wiele lepiej niż w tej w Little Hangleton. Wprawdzie początkowo spodziewał się mieszanki granatów, szarości i czerni, ale biel przyjemnie go zaskoczyła.

Prysznic nie zajął mu długo; Erik opuścił łazienkę po jakichś piętnastu minutach, ubrany jedynie w kraciaste spodnie od piżamy. Ubrania, które miał na sobie podczas afery w teatrze i nocnej wizycie w Ministerstwie Magii zostawił złożone na szafce w łazience. Wiedział już na tym etapie, że spędzi noc w Londynie, ale nie miał pojęcia, o której opuści lokum Antoniusza. Zdąży jeszcze skoczyć do Doliny, a może raczej będzie skazany na to, aby zahaczyć przed pracą o szatnię pracowniczą? A może w ogóle wezmę wolne?, zadudniło mu w głowie, gdy zdał sobie sprawę, czym może się zakończyć ich wspólnie spędzona noc.

Zbliżył się do łóżka, pocierając intensywnie włosy dużym białym ręcznikiem, co by do końca wysuszyć głowę. Wsunął się pod kołdrę tuż obok Anthony i odrzucił ręcznik na podłogę, układając się na boku. Przymknął na moment oczy, gdy poczuł znajomą dłoń między kosmykami włosów.

Mógłbym dać się przekonać — odparł zaczepnie, przejeżdżając na ślepo dłonią po brzuchu mężczyzny. — Oczywiście, sporo zależy do twoich umiejętności kuchennych, jeśli wiesz, co mam na myśli. — Uśmiechnął się pod nosem. — Śniadanie z prawdziwym wirtuozem byłoby wręcz zaszczytem.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=EXtCNC2.png[/inny avek]


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Anthony Shafiq - 10.08.2024

Erik wodził na pokuszenie, drażnił i pobudzał. Coraz śmielej sobie w tym poczynał, domagając się odpowiedzi, uwagi, szermierki, w której to nie szpada, a słowa odgrywają kluczwą rolę. Anthony wyczuł zmianę tonu, rozluźnienie w głosie i postawie, gdy uspokoił go opinią zaproszonego wcześniej lekarza, ale miał też wrażenie, że uspokojony Longbottom tym chętniej ruszył do tańca z nim, kłując i nęcąc, skoro tylko dowiedział się, że stan nie jest tak poważny, aby nad nim boleć i dalej się zamartwiać. Shafiq był ciekaw, na ile celowo wykorzystuje jego stan, fakt, że w zmęczeniu i pod wpływem eliksirów język mówi więcej i uczciwiej to, co grało mu w duszy. Co śpiewało od lipcowego poranka, gdy pierwszy raz od lat obudzili się wtuleni w siebie na wzajem.
— Mój drogi — podjął chrapliwie, ze znajomą irytacją, która zwykle owocowała inicjowała skuteczne zamknięcie Erikowych ust dłuższy czas. — Jeśli chcesz na łodzi ze mną testować materace oraz moją umiejętność wiązania lin, żagiel będzie nam potrzebny tylko po to, by Cię nim owinąć i czekać, aż zmiękniesz i głupie pomysły wywietrzeją Ci z głowy. — Już w Japonii Anthony odkrył kilka kart przed Erikiem związanymi ze swoją fascynacją azjatycką torturą, która weszła na stałe do kanonu tortur, ale miłosnych. Może nie tu, może w Little Hangleton z pewnością były przywiezione z wyprawy buchty miękkich nawoskowanych więzów, umagicznione tak, by na jedno słowo rozsupływać "ofiarę" i przejść do równie przyjemnej części zaopiekowania się skruszałą duszą. Kajdanki bywały zabawnym urozmaiceniem, ale liny, były ryzykownym tematem do podejmowania, jeśli Erik nie miał na to ochoty i kilku godzin w zapasie.

Zmiął komentarz i licytację kto ma więcej problemów ze zmianami planów, bo obaj byli po jednych pieniądzach — obaj bardzo lubili harmonogramy i porządek, który niosły ze sobą procedury. Obaj lubili poczucie kontroli i świadomość tego co po czym miało nastąpić. Obaj też dawali się porwać swoim miłościom, zainteresowaniom, które zaburzały ten plan, a wtedy ciągnęli drugiego w stronę, w której zachęcające błyski i syreni śpiew ściagały ku sobie. Zwykle, nieco nieszczęśliwie, różne rzeczy lśniły dla nich kusząco, ale w tych różnicach znajdowali balans między napięciem i odprężeniem w podejmowanych aktywnosciach. Jedynym pytaniem jakie pozostawało, był fakt, że czynili to w ramach niewiele ponad tygodniowych wyjazdach. Czy byliby w stanie funkcjonować tak w dłuższym formacie?

Kiedy Erik wyszedł z łazienki, kiedy ułożył się obok, grzejąc łóżko jak niewielki koksownik, Anthony mocno zagryzł wnętrze policzka, widząc jak jego gość przesunął granicę zaproszenia do dotyku od poprzedniego razu, kiedy to sztywny kołnierz jukaty był linią nie do przekroczenia. Ułożył się na boku, pozwalając sobie złożyć niewielki pocałunek na umięsnionym barku, choć pewnie gdyby był w lepszej formie, wolałby wgryźć się w rozgrzany prysznicem mięsień, głodem toczącym go stanowczo zbyt długo. Dłoń z włosów na głowie, zsunęłą się na te pokrywające klatkę piersiową, palcami niespiesznie kręcąc z nich loczki.
— Wymagania rosną. Korepetytor, sportowiec, drwal, żeglarz i teraz kucharz do kompletu... — powiedział lekko, ale nie patrzył się na twarz swojego towarzysza, skupiając się na aktywności własnych palców. — Myślałem, że to ja mam wysokie wymagania, ale to Ty piętrzysz przede mną trudności jak rozkapryszona księżniczka. Może dla równowagi też wymyślę Ci jakieś zadanie? Przebycie największego oceanu, wejście na najwyższą górę i zejście do najciemniejszej jaskinii, na której dnie leży klucz? — opuszki zjechały niżej na brzuch, krążąc wokół pępka coraz większe kręgi, szukajac tej linii, gdzie na wrażliwych bokach mogłyby się pojawić łaskotki.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8dsRXDN.jpeg[/inny avek]


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Erik Longbottom - 10.08.2024

Oczywiście, dużo łatwiej było funkcjonować w układzie skupionym na ulotnym uczuciu i intensywności fizycznych zbliżeń, kiedy byli uzależnieni od narzuconego na nich z góry grafików, harmonogramów i szeregu zasad do jakich wypadało się stosować. Tydzień kompletnej wolności, kiedy mogli się w sobie zatracać, opłacali miesiącami rozłąki, gdzie każda myśl o kochanku wiązała się z wyczekiwaniem. Było w tym coś z intensywnych, młodzieńczych romansów, które równie szybko zaczynały płonąć, co się wypalały, tyle że w ich przypadku węgle pozostawały ciepłe w czasie, gdy nie mogli się ze sobą widzieć na terenie kraju.

A teraz... Teraz miało być na poważnie. Stale. Powinien się tym martwić, chociażby ze względu na swoją pracę i współpracę z działaczami Zakonu Feniksa. Utrzymywanie tych wszystkich tajemnic było wystarczająco trudne w gronie niewtajemniczonych przyjaciół, a co dopiero partnera, z którym przy odrobinie szczęścia będzie widział się codziennie i wymieniał całą masę listów. Serce biło mu szybciej, ilekroć przypominał sobie swoje dylematy związane z Zakonem i Brygadą Uderzeniową. Czy kiedyś przyjdzie mu decydować o tym, czy Anthony jest uprawniony do tego, aby dowiedzieć się czegoś więcej o potencjalnych zagrożeniach płynących z działalności Śmierciożerców?

Cóż, ktoś mi wpoił to, aby nie zadowalać się byle czym — odparł przekornie, przysuwając się bliżej Shafiqa. — Gdybyśmy szli po linii najmniejszego oporu, byłoby to wyjątkowo nudne, nie uważasz?

Skrzywił się lekko, gdy podczas ruchu poczuł ostre szarpnięcie, gdy Anthony mocniej zacisnął palce na kępce włosów na klatce piersiowej. Poklepał go stanowczo po dłoni.

Jaskinie raczej sobie daruje — skomentował, gasząc wszelkie nadzieje Anthony'ego na to, że da się namówić na zwiedzenie jakiejkolwiek podziemnej groty. — Wystarczą mi moje wycieczki górskie z siostrą. — Zamilkł na moment, zdając sobie nagle sprawę, że obie wyprawy wiązały się z działalnością, o jakiej zdecydowanie nie powinien mówić głośno. Przełknął głośno ślinę, próbując zebrać myśli do kupy. — Czasem mam wrażenie, że wyróżnia się nie tylko czarnowidztwem, ale też radarem, przez który wykrywa wszystkie rozpadliny w okolicy.

Pokręcił głową z lekkim uśmiechem na ustach. Starcie z trollem w Górach Kaledońskich, potem zwiedzanie podziemnych korytarzy na ukrytej wyspie... Ze swoją klaustrofobią nie potrzebował większej ilości przygód tego typu w tym roku. Nie, żeby miał jakiś wielki wpływ na to, czy faktycznie nie zostanie w takową wciągnięty. Misje Zakonu Feniksa i zadania zlecane przez Albusa bywały nieprzewidywalne, a przecież nie mógł zostawić wszystkiego na barkach młodszej siostry. Może i była wysoko w hierarchii, ale to nie znaczyło, że nie mogła dzielić się tym brzemieniem z innymi. Sama tego nie uciągnie, nawet z pomocą Stewarda.

Nie martw się, jestem pewny, że... — urwał, gdy Anthony w końcu przejechał po wrażliwym punkcie jego podbrzusza, przez co momentalnie wciągnął brzuch, czując, jak przeszywa go dreszcz. Uśmiechnął się krzywo do mężczyzny. — Jestem pewny, że znajdziesz mi jakieś inne wyzwanie. O ile w ciągu ostatnich miesięcy twoja wyobraźni nie spotkało to samo, co twojej spontaniczności.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=EXtCNC2.png[/inny avek]


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Anthony Shafiq - 11.08.2024

— Dobrze... czyli przepłynięcie oceanu i wspinaczka na Kilimandżaro pozostają w mocy — mruknął w jego bark, rozpłaszczając raz po raz wargi na gorącej skórze, błądząc po niej w kontraście do rozleniwionych kręgów, które rysowała całkiem świadomie jego dłoń. Zawahanie w głosie nie uszło uwadze dyplomaty, znajdując odbicie w uśmiechu pośród kolejnych zagubionych pocałunków szukających pyskatych ust. Kreatywność, spontaniczność, zadania i misje... Bądź blisko przyszło mu na myśl, jako pierwsze, bardzo mało oryginalne wyzwanie.
— Zostań ze mną jutro, Wergiliusz nie wróci z posiadłości, jeśli go nie wezwę.— Nie był pewien, czy Erik pracuje w dni okalające pełnię pełni, ale znał zalecenia, wiedział, że jutrzejszą noc odbiera mu klątwa, ale dzień... dzień jeszcze był w zasięgu wzroku i możliwości obojga.

Kochaj mnie - kolejne "zadanie" rozkwitło, gdy ich usta znów się spotkały, gdy dłoń powróciła z małej wycieczki tylko po to, by ująć policzek, by wsunąć mały palec pod perfekcyjnie zarysowaną szczękę i przyciągąć go ku pieszczocie, ku tęsknocie znajdującej ulgę w niespiesznym wzajemnym rozsmakowaniu.
— Potrzebuję Cię...— szepnął we współdzielony oddech, kładąc rękę na poranionym sercu, łagodnie, ospale, wsłuchując się w puls ukrytego przed nim wciąż skarbu. Kłody i absurdalne wymagania, które Erik piętrzył tak zawzięcie niepokoiły go, nawet jeśli były wypowiadane w żarcie, być może w upewnieniu samego siebie, że zbyt łatwo nie oddawało się własnej skóry, podążając za kapryśnym porywem namiętności. Anthony był świadom własnej zmiany, uczucia, które rozkwitało w nim tempem rozłożonym na sześć długich lat. Był świadom tego, jak bardzo ich wspólna bliskość nie była kaprysem, w końcu był gotów zaryzykować myśl, że i druga strona nie szuka w ich relacji niezobowiązującej przygody. Nie tutaj. Nie w ten sposób.

Przeżyj
I znalazł się pośród tych pocałunków strach zasiany słowami drogiej przyjaciółki, jej bolesnej, zatrującej spokojność przestrogi: pamiętaj, że od losu nędzarza dzieli cię tylko odrobina czasu. Każda sekunda, każde ziarno piasku - pokruszonej umarłej gwiazdy, każdy wspólny moment cenniejszy był niż złoto, a myśl o tym odsuwała domagający się władzy nad myślą sen. Ostatnie z trzech zadań nie wybrzmiało ani słowem, ani gestami pełnymi desperackiego pragnienia przekupienia losu, by wymusić na nim gwarancję przetrwania ukochanego. Pozostawała wiara, w szczęśliwy obrót spraw, ochronę bóstwa, pozostawała nadzieja, na lepsze jutro z zaduszonym w końcu zagrożeniem. Pozostawało tylko i aż kojące troski intymne uczucie bliskości, ciepło bijace od drugiego ciała, cichy szept w mroku. W pewnym momencie, nie zauważył nawet kiedy, zapadł się w objęciu, zapadł we własnym śnie spleconym ciasno ze słodką jawą. W pewnym momencie zapadł się w milczącym wyznaniu, w pokruszonym szczęściu, które lśniło jaśniej niż gwieździste niebo, zdobiące nocny sufit świata. W pewnym momencie po prostu zasnął.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8dsRXDN.jpeg[/inny avek]


RE: [23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć - Erik Longbottom - 11.08.2024

Odwzajemnił pocałunek mężczyzny z cichym pomrukiem, na krótką chwilę opierając dłoń na jego policzku, pomimo ewentualnych sprzeciwów. Skrycie fantazjował o tym, aby jak najszybciej poddać się uśpionym w nich żądzom i pragnieniom; odrzucić zasady, umowy, obietnice na poczet doświadczenia przyjemności, która do niedawna pozostawała jedynie wspomnieniem z egzotycznym wypraw i dusznych nocy spędzonych w ekskluzywnych hotelach rozsianych poza granicami Wielkiej Brytanii.

Czyż nie wystarczyło, że musieli męczyć się z tym uczuciem przez ostatnie tygodnie tylko dlatego, że Erik uparcie odmawiał sobie bliższych kontaktów z Anthonym, aby przypadkiem nie ściągnąć kłopotów na siebie, Norę i Elliotta? Merlin jeden wiedział, ile byliby w stanie wytrzymać w takim impasie, gdyby podczas wizyty w Szpitalu św. Munga rytuał okazałby się dużo trudniejszy do przełamania. A teraz, kiedy mieli to wszystko na wyciągnięcie ręki... Porwanie raz jeszcze odsunęło wspólną noc w czasie.

Dupek — mruknął słabo, gdy usłyszał kolejne ''groźby'', które padały z ust Shafiqa. Wsunął dłoń w jego włosy, napierając na jego głowę w odpowiednich miejscach, jakby chciał mu w ten sposób zasygnalizować, że ma się przesunąć w określonym kierunku. — Nic tylko... Testy i żądania... Może rano... Dowiem się, że dostałem robotę... Jako twój osobisty ochroniarz, co?

Czy te wszystkie zagrywki słowne wynikały ze stresu? Z tęsknoty za dniami i nocami spędzonymi na przekomarzaniu się, testowaniu własnej wiedzy, moralności, wierzeń i przekonań? A może po prostu inaczej nie umiał? Przez lata wmawiał sobie, że pewne rozdziały można było definitywnie skończyć, a książkę odłożyć na półkę, aby zbierała kurz po kres wieków. A jednak w ostatnich tygodniach stał się ofiarą ludzkiej sprawczości w swoim własnym wykonaniu. Laurence, Anthony... To były tylko dwie osoby, które nagle wróciły do jego życia. Kto wie, co będzie dalej?

Naprawdę, nie wróci? — Uniósł wymownie brew, a ciężkie westchnienie przerodziło się w głośne parsknięcie. — A już myślałem, że go wezwiesz, żeby mógł sobie na nas razem popatrzeć. Chociaż... Jakby się tak nad tym zastanowić, to lepiej by było go zawołać, kiedy badał cię medyk. To dopiero byłaby scena warta upamiętnienia. — Wykrzywił usta we wrednym uśmiechu. — Miałbyś pamiątkę na przypomnienie tego, jak się kończy nadmierne zwiększanie odległości między nami. Akurat z tego warto by było, żebyś wyciągnął lekcję...

Poprawił się na łóżku, unosząc poduszkę nieco wyżej, nie przestając wodzić dłońmi po ciele Anthony'ego. Potrzebuję cię. Te słowa zadziałały na niego jak płachta na byka. Wbił w Shafiqa niepewne spojrzenie, walcząc z własnymi myślami. Wyzwanie czy wyznanie? Nie chciał, aby ta noc została zapamiętana przez niego, jako pełna strachu i niepewności. Nie chciał, aby ich wspólne wyjście zostało trwałe połączone wydarzeniami z podziemnych sal teatru Selwynów. Nie chciał jednak go też przeciążać, wystawiać jego ciała na kolejną próbę.

Nigdzie się nie wybieram — odpowiedział w końcu szeptem, naciągając na nich bardziej kołdrę i pozwalając mężczyźnie jak najwygodniej się przy nim ułożyć. — Rano...

Kolejne słowa umknęły ich ospałym umysłom, gdy oboje w końcu odpłynęli do odległej krainy snów - ich ostatnim przystankiem przed następnym porankiem, kiedy to przyjdzie im się zmierzyć z nowymi przeciwnościami losu i zaznać pierwszych promieni słońca w sposób, jaki nie było im dane od bardzo długiego czasu.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=EXtCNC2.png[/inny avek]