![]() |
|
[06.06 Jonathan & Enzo] Pustynna Róża - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [06.06 Jonathan & Enzo] Pustynna Róża (/showthread.php?tid=3695) |
RE: [06.06 Jonathan & Enzo] - Enzo Remington - 14.08.2024 Cokolwiek uważał Jonathan i czy rzeczywiście Enzo chciał podlizać się Anthony'emu bez jego obecności, było całkowicie bez znaczenia, bo rozgorzała... walka! Ostatnie, czego Enzo się spodziewał, bo przecież miał ze sobą dwójkę jakże doskonałych magików i znawców, którzy nie potrafili w porę powstrzymać wielkiego, obrzydliwego roślinnego niemowlaka! Jonathan nie musiał go upominać - Enzo nie zamierzał się zbliżać. Głównym powodem był smród, chociaż wygląd i krwiożerczość stworzenia również grały w tej decyzji dużą rolę. Krzyk stworzenia był wisienką na torcie, szczęśliwie Remington był na to przygotowany. - Zasłońcie uszy! - Starał się wrzeszczeć do Jonathana i Tahiry, ale mógł być z tym spóźniony. Wielka mandragora już zaczęła wizg. - Pomocy! Pomóżcie nam! - Cofnął się o kilka kroków. W magazynie byli przecież inni pracownicy, którzy mogli pomóc okiełznać potworka. Sam też musiał im pomóc, chociaż z odległości! Nie miał już pocisku, który mógłby wykorzystać w walce z potworem, pozostały zaklęcia! Nie mógł jednak zranić Tahiry i Jonathana... - Depulso! - Wrzasnął, machając odpowiednio różdżką, starając się wytrącić stworzenie z równowagi, pchnąć na ścianę, może przewrócić! Byleby uwolniło jego współpracowników! 1. Rzut na aktywność fizyczną (2 kropki, N) - powstrzymywanie wymiotów 2. + 3. Rzut na depulso (3 kropki, Z) - na odepchnięcie mandragory na ścianę i wytrącenie jej z równowagi [roll=N] [roll=Z] [roll=Z] RE: [06.06 Jonathan & Enzo] - Jonathan Selwyn - 18.08.2024 Jonathan niestety nie zdążył zasłonić uszu, kiedy pnącza paskudnej pokraki oplotły mu nogi, a z jego paszczy dobiegł jeszcze paskudniejszy jazgot, tak samo jak niestety jego plan z zrzuceniem na to coś skrzynki nie poszedł mu tak dobrze, jak miał nadzieję, że pójdzie. I pomyśleć, że on tu przeżywał takie rzeczy, a niektórzy śmieli twierdzić, że jako urzędnik zalegał jedynie całe dnie prze biurkiem! Niedopowiedzenie roku! Pisk w uszach był absolutnie okropny, darcie się stwora sprawiało, że miał wrażenie, jakby całe jego ciało próbowało odmówić mu posłuszeństwa, a bębenki miały zaraz wyskoczyć mu z uszu, a co gorsza chociaż był bez wątpienia najbardziej czarującą osobą w tym pomieszczeniu, to wątpił, by jego naturalny urok osobisty powstrzymał te maszkarę od próby pożarcia ich, czy co tam miała w zwyczaju. Nie wiedział. I co więcej, był prawie pewien, że dlatego nie wiedział, bo na lekcjach o jęczących karykaturach niemowlaków i ziemniaków podrywał te jedną Krukonkę. Ale przynajmniej z całą pewnością siebie mógł stwierdzić, że to nie był świerk! Enzo miał się na razie najlepiej z nich wszystkich, Tahira natomiast zdecydowanie potrzebowała pomocy i to bardziej, niż sam Selwyn, który przecież i tak sobie poradzi. Jonathan zacisnął mocniej rękę na różdżce w obawie, że zaraz wypadnie mu z dłoni i rzucił zaklęcie w celu wyczarowania ostrza, na podobieństwo uwielbianej przez Francuzów gilotyny, która przeciełaby pnącza duszące czarownicę. Rzut na kształtowanie (II) ostrza by uwolnić Tahirę [roll=N] [roll=N] Rzut obronny na Rozproszenie (IV) [roll=PO] RE: [06.06 Jonathan & Enzo] - Dearg Dur - 22.08.2024 Pierwsza fala wymiotów wywinęła żołądkiem Enzo na drugą strone. Jego zaklęcie nawet nie zostało domknięte, gdy siła odruchu zgięła go w pół. Tyle dobrego, że do jego uszu dobiegł krzyk z drugiego końca magazynu, wołającego Willy'ego, który (zgodnie z wiedzą Enzo) był rosłym strażnikiem granicznym witającym ich przy bramie wejściowej do kompleksu urzędu celnego. Była nadzieja, choć obecnie jedyne co miał przed oczami to to, co jego ciało usuwało ze swojego wnętrza. - Na Matkę, co tu się dzieje?! - usłyszał nad sobą niski męski głos, duże, silne dłonie złapały go za barki pomagając utrzymać równowagę, kątem oka dostrzegł ciemnozieloną barwę służbowego munduru. Czy Enzo dobrze pamiętał, że Willy miał w sobie domieszkę krwi olbrzymów? Selwyn tylko na moment musiał przymknąć oczy, skupić się by z łatwością utrzymać władzę umysłu nad własnym ciałem. Słyszał wołania Enzo minimalnie za późno, ale udało mu się strzepnąć odrętwieine. Gdy spojrzał znów na dziejącą się przed nim scenę, zdał sobie sprawę, że może dobrze, że jego śmigające magiczne ostrza nie sięgnęły celu. Zamiast piaskowych witek mogłyby uszkodzić bowiem gigantycznego, złocistego węża, który swoją olbrzymią paszczą wgryzł się z całą mocą we wciąż oplatające tym razem już niemałą powierzchnię ciała. Pisk dobywający się z gardzieli przerażającego niemowlaka wibrował szybami, ale tym razem nie wysłał petryfikującej fali, wyrażając żałość po zadanej ranie. Przed momentem była tam Tahira, a kolor łusek przerośniętego gada był taki sam jak te lśniące gdzieniegdzie na skórze córki pustyni. Coś chrupnęło, gdy witka zacisnęła się na jej cielsku mocniej. Tymczasem jego własne więzienie nie poluzowało się, ale też szczęśliwie nie szarpnęło - najwidoczniej zmutowana roślina zbyt pochłonięta był walką z wężem.
Znając już właściwości krzyku Pustynnej Mandragory, wasze postaci będą wiedziały kiedy zasłonić uszy, aby uniknąć jej petryfikującego krzyku (pod warunkiem posiadania możliwości poruszania rękoma).
Enzo: Wymiotujesz, zatem Twoja kolejna akcja zredukowana jest do jednego rzutu (zamiast dwóch). Ponieważ nie wszedłeś do środka, po jednym bełcie czujesz się nieco lepiej i zapach nie będzie więcej ci doskwierał. Możesz wejść do środka bez dodatkowych kar, wszystko pachnie Ci Twoimi wymiocinami. Wezwana pomoc się zbliża, możesz założyć, że czarodziej dobiega do Ciebie, ale nie zdążył podjąć jeszcze żadnej akcji. Jonathan: Wciąż jesteś oplątany i nie możesz się przemieszczać, ale w pełni odepchnąłeś działanie krzyku rośliny. Z powodu krytycznego sukcesu rzutu obronnego, Twoje morale wzrastają: w najbliższej turze możesz wykonać trzy rzuty, przy zachowaniu liczby maksymalnie dwóch akcji w turze. RE: [06.06 Jonathan & Enzo] - Enzo Remington - 24.08.2024 Enzo z początku nie zamierzał się zbliżać, ale w kolejnych chwilach wszystko zaczęło się zmieniać. Po pierwsze, w końcu minęły mdłości, ale to tylko dlatego, że ciało nie wytrzymało i wyrzuciło z siebie lunch. Mdlenie przerodziło się w okropne, mokre, obrzydliwe, kwaśne i zupełnie nie do zniesienia apogeum wymiotów. Starszy inspektor wypluł z siebie tyle, ile mógł, ale smród i co gorsza, smak, pozostały w odpowiednio jego nosie i ustach. - Pomóż im! - Poprosił żałośnie Willy'ego, wskazując mu drzwi, za którymi trwała walka z demonicznym niemowlęciem. Wykorzystał moment, by oprzeć się na olbrzymie i spróbować wrócić do siebie na tyle, na ile to możliwe. Jego słabość zabrała im czas, a oni czasu nie mieli. - Szybko, musimy coś zrobić! Odepchnął się od Willy'ego i pognał do pomieszczenia, gdzie Tahira i Jonathan walczyli z przeciwnikiem. Widok złotego węża zaskoczył go nieco bardziej, niż być może powinien, ale w porę rozpoznał współpracownicę, a nie kolejnego wroga. Jonathan zaś został unieruchomiony! Bez niego sobie nie poradzą! - Załatw to, Tahira! A masz, ty zgniła bulwo! Planu nie było, pozostał tylko instynkt, tylko akcja! Może nie przyjaciele, ale bliscy znajomi, z którymi spędzał przecież całe dnie, byli w niebezpieczeństwie, więc Remington nie mógł tego po prostu tak zostawić i wycofać się, jak wcześniej. Z krzykiem na ustach rzucił się w kierunku rośliny. Tuż przy niej zamierzał się wybić i złapać paskudztwo, objąć za nieistniejącą szyję, przydusić, odwrócić uwagę, tak, by Tahira, Willy i Selwyn mogli działać! Być może będzie tego żałował, gdy kurz już opadnie, ale póki co... to było najmądrzejsze, co wymyślił jego przeżarty aromatami mózg. Przynajmniej w dłoni wciąż ściskał różdżkę. Aktywność fizyczna (dwie kropki, N) na skok na mandragorę [roll=N] RE: [06.06 Jonathan & Enzo] - Jonathan Selwyn - 26.08.2024 Ha! I co? I jemu udało się pożegnać z magicznym obezwładnieniem, a ta paskuda w dalszej chwili musiała użerać się z nimi! Może powinien rozważyć karierę poskramiacza dzikich roślin bo byłby w tym świetny. – Czy to coś jest chronione? – krzyknął, gdy już zwalczył otępienie, kierując swoje słowa do każdego, kto mógłby mu na nie jakkolwiek odpowiedzieć. Próbujący pochłonąć jego ciało paraliż, co prawda dał się zwalczyć, ale wciąż miał dość ograniczony zakres ruchu że względu na te wredne witki! Przynajmniej Tahira... Pomagała w dość osobliwy, ale za to szalenie widowiskowy sposób. I to się nazywała interwencja z klasą! Nawat jeśli trochę przerażającą. Zmotywowany pokonaniem paraliżu, Selwyn z nową energią spróbował ponownie wydostać się ze swojego poaskowego więzienia, ponawiając numer z ostrzem, tym razem tak, by wyczarowana broń, przecięła piaskową witkę, która go trzymała. Spróbował jednak stworzyć przedmiot w bezpiecznej odległości zarówno od niego, jak i jego towarzyszy, tak aby ostrze przypadkiem nikogo nie skaleczyło, a skoro już był na tyle genialny i niesamowity, że nie dał się krzykowi tej paskudy, spróbował jeszcze zamknąć ją raz, a dobrze (a przynajmniej na obecną chwilę) I wyczarować tej szkaradzie złoty kaganiec (pasujący do piaskowego koloru) który zablokowałby jej możliwość wrzeszczenia, gryzienia i cokolwiek jeszcze chciała tam robić. Rzut na kształtowanie ostrza (N) [roll=N] [roll=N] Rzut na kształtowanie, złoty kaganiec (N) [roll=N] RE: [06.06 Jonathan & Enzo] - Dearg Dur - 29.08.2024 Walka trwała, a w magazynie było coraz więcej osób. Szczęśliwie los odwrócił się swym przychylnym obliczem do broniących dobrego imienia Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego. Selwyn w końcu pozbawił się wiążących go pnący - zaraz po odcięciu wici ta, która go oplatała, opadła na ziemię i rozsypała się w piach. Podobnie z drugą poradziła sobie złocista wężyca, która swoją paszczą w końcu rozdarła pustynne łyko, a jej cielsko z impetem opadło na ziemię pośród mandragorowego piachu. Dobrze się stało, gdyż skołowany Willy lekko zaniemówił na widok tak rośliny jak i węża, po momencie wahania decydując się walnąć w jedno i drugie tabunem co cięższych skrzyń. To wahanie osłabiło impakt ataku, ale wsparło nacierającego na roślinę Enzo, który ciężarem swojego ciała przeważył poczwarę tak, aby upadła bokiem na ziemię. Być może oberwałby z paszczy, która wciąż kłapała kompulsywnie, ale tuż przed jego twarzą zalśnił złoty kaganiec ukształtowany przez Jonathana
Roślina pozbawiona niebezpiecznych wici, nie mogąca krzyczeć ani kłapać swoimi imitującymi zęby wyrostkami zległa na boku pod ciężarem Enzo i skrzyń przeniesionych przez ochroniarza. Ten jednak nie wydawał się być w żaden sposób uspokojony, oblizując się nerwowo patrzył poza nią, w niewidoczne z ich perspektywy miejsce, w które przed chwilą opadł wąż. – Panie Remington, pan tu wraca, ten potwór może jeszcze żyć! Niech pan wezwie tych od magicznych stworzeń, toż to nikt tu nie wejdzie, jak to się nam zalęgnie. Trzeba bić zanim złoży jaja! – sapał przerażony. Brawo! Unieszkodliwiliście tajemniczą zawartość paczki, która obecnie leży pod Enzo i paczkami w kagańcu, pozbawiona swoich groźnych wici!
RE: [06.06 Jonathan & Enzo] - Enzo Remington - 31.08.2024 Enzo nie myślał nad tym, co robi, dlatego wpadł w mandragorę jak kula powalająca ściany, ale ostatecznie wyszło to wszystkim na dobre. Magiczny kaganiec sprawił, że nie udało mu się zostać dziabniętym przez potwora i Jonathanowi należały się podziękowania, ale... może później. Wciąż mierzący się ze smrodem wymiotów, Lorenz nie czuł przynajmniej smrodu nadgniłej bulwy. Podparł się na roślinnym ciele i rozejrzał. - Wszyscy cali?! - Upewnił się, rozglądając po magazynie. Jonathana dostrzegł, tak jak Williama, gorzej jednak było z Tahirą. - Nie, Willy, czekaj! Zgramolenie się z mandragory nie było wcale takie łatwe, tak samo jak powstanie prosto, gdy emocje zaczynały opadać, a wraz z nimi pojawiło się wycieńczenie. Lorenz dopiero poczuł, jak szybko bije mu serce, jak ciężko oddycha. Uniósł ręce, stając na drodze Willy'ego i Tahury. - Poczekaj, poczekaj! To Tahira! - Spróbował szybko wyjaśnić. - Nie złoży jaj, to znaczy... ech, nic nie rób, Willy! Enzo nie zamierzał zostawić wężycy samej sobie, gdy mogła być ranna. Spróbował przemieścić się między skrzyniami, by dotrzeć do koleżanki, obojętnie w jakim ciele. RE: [06.06 Jonathan & Enzo] - Jonathan Selwyn - 03.09.2024 Wici puściły i po któtkim chaosie... Chyba nastał spokój. Selwyn wstał z podłogi i dokladnie otrzepał swoje ubrania z piasku i jakichkolwiek innych zabrudzeń. No cóż... Jonathan zawsze był pewny tego, że został stworzony do wielkich czynów, nawet jeśli te wielkie czyny związane były z OMSHMiem. To cięcie jeszcze może nie wyszło mu, aż tak wspaniale, jak zakładał, chociaż i tak było całkiem udane, ale ten kaganiec! Kaganiec to była czysta poezja i był z niego szalenie zadowolony, chociaż teraz jak tak na niego patrzył, to w sumie wyobrażał go sobie w głowie nieco inaczej. Powinien być bardziej zgrabny i ozdobiony jakimś wzorem, ale już nie będzie przecież, aż tak marudził. Grunt, że kryzys został zażegnany, a maszkara poskromiona. Dzięki niemu oczywiście. No dobrze, reszta też wykazała się dzisiaj dużą odwagą i dobrym działaniem. – Nic mi nie jest. A wam? – rzucił, patrząc to na Enzo, to na miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu była Tahira, a potem dotarło do niego, co właśnie krzyczał do Willy'ego Remington. – Wąż jest po naszej stronie! Nie można jej skrzywdzić. Proszę po prostu upewnić się, że ta roślina już się nie uwolni – rzucił stanowczo, jeszcze raz upewnił się że jego ubranie nie wyglądało aż tak tragicznie po tej walce i szybkim krokiem ruszył wraz za drugim czarodziejem na poszukiwanie ich ulubionego węża, mając jedynie nadzieję, że nikt nie będzie musiał trafić dzisiaj do Munga. RE: [06.06 Jonathan & Enzo] Pustynna Róża - Dearg Dur - 03.09.2024 Skołowany Willy opuścił różdżkę, ale absolutnie nie zamierzał poddawać w wątpliwość ludzi z biura, szczególnie jak obaj pełnili bardzo wysokie w tym biurze stanowiska. Mandragora turlała się nieporadnie, teraz jednak nie stanowiąc w żadnej mierze zagrożenia. Przed nimi roztaczało się morze biurokracji i kontaktu z innymi Departamentami, coś mogło obu panom mówić, że Harold Bumfuzzle byłby bardzo zadowolony z ich odkrycia. że mógłby być właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Kiedy Enzo dopadł do miejsca w którym spodziewał się gigantycznego węża, jego oczom ukazała się Tahira, w swej drobnej formie, w znajomej aureoli splątanych loków. Tahira, która leżała plecami na ziemi wpatrując się w sufit i oddychając płytko, zaciskając co chwila i rozluźniając dłonie w nerwowym odruchu. Jej skóra była niemalże zielona, oczy szeroko rozwarte, a zęby mocno zaciśnięte, jakby siłą szczęki próbowała powstrzymać falę paniki. – Chyba... nie mogę... nie mogę się rusza... chyba... chyba musimy skoczyć Munga, nie mogę... nie czuję nóg.– sapnęła, a w jej ustach brak było nagle charakterystycznego seplenienia. RE: [06.06 Jonathan & Enzo] Pustynna Róża - Enzo Remington - 09.09.2024 Enzo chciał wierzyć, że Willy zajmie się mandragorą, tak jak polecił mu Jonathan. Inspektorzy nie mieli czasu na dalsze użeranie się z potworem, gdy musieli pomoc innemu: swojej koleżance. Enzo w ostatniej chwili powstrzymał się, by nie dopaść do Tahiry i nie wziąć jej w ramiona, gdy zobaczył ją na ziemi. Jego odruch nie był bynajmniej podyktowany troską o cześć specjalistki, która mogła nie życzyć sobie dotykania, a zupełnie mugolską mądrością. - Stać! - Zawołał w razie, gdyby obecni czarodzieje chcieli podnieść Tahirę z ziemi. - Nie możemy jej ruszyć! Panie Selwyn, potrzebujemy magomedyka! Tahirko, moje słońce kochane... Nie ruszaj się. - Poprosił gorąco, lecz dławił się własnym głosem. To nie były przelewki! Upewniwszy się, że jasno dał do zrozumienia, iż Tahira powinna leżeć, Enzo klęknął przy niej. - Wszystko będzie w porządku, królewno. Mung zaraz przyjdzie do ciebie. Panie Selwyn, szybko!! |