Secrets of London
21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny (/showthread.php?tid=372)

Strony: 1 2 3


RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Ururu Marquez - 05.11.2022

Miotły. Ururu się zastanowił. Tak, miał miotłę. Czy od Woodów? Nie pamiętał. Nie zwrócił nigdy na to uwagi. Dostał ją w prezencie. Uwielbiał latać, ale raczej nigdy nie rozważał sprawy samych mioteł... Nie, na pewno rozważał. Mało czego nie rozważał.


— Może znam. Nie pamiętam... — odpowiedział.


— Przepraszam... za kłopot? — Zamrugał nie wiedząc, co innego mógłby odpowiedzieć. Czasem przepraszał, gdy czuł, że chyba tego wymaga sytuacja towarzyska. Nie przywiązywał większego znaczenia do tego słowa, a jeśli już, był bardzo sceptyczny i często potrafił rzucić obszerne wyjaśnienia dlaczego w danej sytuacji nie było miejsca na przeprosiny.


Heather zadawała bardzo trudne pytania. Imię i nazwisko nie stanowiło problemu, formułki powitalnej używał stosunkowo często. Gorzej było z liczbami, do których uwagi nigdy nie przywiązywał. Urodziny obchodził może raz w życiu. Obliczył rzecz szybciutko w głowie.


— 1910... Ale jak to nie ma kawiarni? Dlaczego panienka pyta o rok urodzenia? Oczywiście, że jestem pełnoletni i mogę samemu się poruszać po mieście.




RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Heather Wood - 06.11.2022

Heather wydawało się, że każdy znał Woodów. Jakoś tak od zawsze wszyscy ją kojarzyli. Może nie było to jednak takie oczywiste? Skoro ten tutaj nie miał pojęcia kim była jej rodzina. Rzadko kiedy spotykała się z tym, że ktoś jej nie znał, przynajmniej tu w Londynie.

- Rozumiem, właściwie wydaje mi się, że ogólnie niewiele pamiętasz.- Stwierdziła fakt, który zapewne i on zauważył. Coś jej w tym wszystkim zaczynało nie grać coraz bardziej, jeszcze tylko nie do końca wiedziała co. Może uda im się razem dojść do jakiegoś punktu wyjścia. Miała nadzieję, że uda jej się pomóc chłopakowi połączyć kropki, czy coś, choć detektywem była średnim - przynajmniej jak na razie.

- Nie ma w tym wszystkim żadnego kłopotu, chyba każdy by się tak zachował?- przynajmniej ktoś, kto miał choć odrobinę empatii. No, tak się jej wydawało. Gdyby coś się jej stało, to też liczyłaby na to, że znajdzie się ktoś chętny bezinteresownie pomóc.

Zamarła słysząc odpowiedź na zadane pytanie. Zatrzymała się i wbiła w niego swoje spojrzenie. - Nie pomyliłeś czegoś, jesteś pewien, że chodzi o 1910 rok?- nie wyglądał na faceta po sześćdziesiątce, bardziej na jej rówieśnika. O co w tym wszystkim chodziło? - Słuchaj, to może zabrzmi źle, ale aktualnie mamy rok 1971, czy to możliwe, że ten dziad trzymał Cię u siebie aż tyle lat??- brzmiało to bardzo nieprawdopodobnie. Czy on w ogóle był jeszcze człowiekiem, czy może czymś innym?


RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Ururu Marquez - 07.11.2022

— To prawda — potwierdził, jakby to było potrzebne. Nie rozumiał swoich braków w pamięci. Nigdy nie miał z tym problemu, wręcz przeciwnie. Zawsze potrafił przypomnieć sobie co robił przez ostatni tydzień lub o czym była każda książka, jaką kiedykolwiek przeczytał. — Przyczyny poważnej utraty pamięci mogą być następujące: uraz głowy lub zaklęcie. Gdy się obudziłem, leżałem na meblu przypominającym stół. Możliwe więc, że ów staruszek był medykiem... Więc może chciał mi tylko pomóc? Tylko czemu nie przetransportował mnie do Munga i dlaczego... — urwał z lekkim zmieszaniem, gdyż nie chciał poruszać tematu swojej nagości przy dziewczynie. Momentalnie też przypomniał sobie, że owinięty jest tylko płaszczem. Chciał przez to puścić ramię dziewczyny, ale perspektywa znalezienia się znów na podłodze nie była radosna.


— Każdy? — Ururu przewinął w głowie wspomnienia wszystkich momentów, podczas których był wyśmiewany w szkole, gdy się potknął, gdy ktoś mu zrzucił książki z biurka, sprzątnął mu jedzenie sprzed nosa... — Nie, zdecydowanie nie każdy.


— Tak, na pewno 1910 rok. Moja numerologia to 22, więc nawet jak zapomnę jakąś liczbę, to mogę to szybko odtworzyć, poza tym jestem pewny, że mam 20 lat...


Jakiekolwiek emocje spłynęły z jego twarzy, gdy słuchał dalszych wyjaśnień dziewczyny. Nie miał zamiaru spytać, czy i ona jest pewna swoich słów. Wyglądała na rozumnego człowieka. Jeśli rok jest 1971, to oznacza to... Ururu spojrzał na swoją dłoń. Wygląda tak, jak ją pamiętał. Przejechał nią po twarzy. Poza kępkami zarostu nie wyczuł niczego nowego, żadnej zmarszczki czy innej zmiany skórnej. Koloru włosów nie musiał sprawdzać z kwestii oczywistych.


Trybiki powoli odżywające, na powrót zamarły. Szok był nie do przetrawienia przez żadne formy rozsądku. By ratować jaźń, umysł postanowił chwycić się jedynego słusznego (czyli pozytywnego dla jednostki) wytłumaczenia zaistniałej sytuacji.



— Czyli przeniosłem się do przyszłości. Udało mi się! — Twarz Ururu rozjaśnił obłąkany uśmiech. — Ubytki pamięci mogą być skutkiem ubocznym, możliwe też, że zemdlałem po przeniesieniu się i ów staruszek może nawet nie nie widział, po prostu pojawiłem się w jego mieszkaniu... Moje ciało wciąż dostosowuje się do warunków obecnej czasoprzestrzeni... Niesamowite! Musi mnie panienka koniecznie zabrać mnie do biblioteki! Mam tyle czasopism do nadrobienia... Do mugolskiej biblioteki, rzecz jasna. Chociaż nie, bliżej będzie do magicznej. A może... Oh, a może w końcu urwaliśmy się z tego śmiesznego podziału? Proszę, niech panienka powie, że kodeks tajności jest już artefaktem przeszłości.


Tak, był obłąkany. Czy rzeczywiście kiedykolwiek chciał podróżować w czasie? Tak, myślał o tym. Czy udało mu się zbudować jakikolwiek prototyp narzędzia do takich podróży? Absolutnie nie. Ale mózg starał się jakoś wybrnąć z tej sytuacji.




RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Heather Wood - 07.11.2022

- Gdyby chciałby Ci pomóc, to nie trzymałby Cię tam.- Heather nie należała do naiwnych osób. Ten czarodziej musiał mieć w tym wszystkim jakiś interes. Nie potrafiła tylko stwierdzić jaki. - Zabrałby Cię do Munga, myślę, że mógł Cię tam trzymać dosyć długo, właściwie skoro był staruszkiem...- zaczęła głośno rozmyślać. - Skoro mówisz, że urodziłeś się tak dawno, to może lata temu?- sama nie do końca wierzyła w to, co mówiła. Szczególnie, kiedy wypowiadała te słowa na głos.

- Skoro tak mówisz, to może faktycznie jestem taka wyjątkowa.- odparła z uśmiechem, choć szczerze w to wątpiła. Wśród jej znajomych było bardzo wiele osób, które zachowałyby się właśnie w ten sposób. Może nie każdy miał tyle szczęścia, że mógł otaczać się takimi osobami.

- Jak to możliwe, że masz nadal dwadzieścia lat, skoro urodziłeś się tak dawno? Może on Ci coś zrobił? Nie wiem, nie znam się na tym, może nafaszerował Cię jakimiś eliksirami?- Ponownie zaczęła głośno myśleć, sama się coraz bardziej w tym wszystkim gubiła.

Zobaczyła jego reakcję, kiedy poinformowała go który mają aktualnie rok. Była coś za bardzo entuzjastyczna. Przeniósł się w czasie, a miał zmieniacz czasu? Czy właściwie zmieniaczem czasu można przenieść się aż o tyle lat do przodu? Nie chciało jej się wierzyć. - Nie czujesz się jakoś dziwnie, może jesteś wampirem? Nie wierzę w to, że dałoby się przenieść o tyle lat w czasie, bez urazy oczywiście, ale coś mi tu nie gra.- nie chciała go zniechęcać do radości, ale jej zdaniem, za wcześnie by się cieszyć.

- Nie jest artefaktem, nadal nic się nie zmieniło pod tym względem.- rzekła zgodnie z prawdą. W sumie wizyta w bibliotece nie była takim złym pomysłem. - Kilka przecznic dalej, jest magiczna biblioteka, mogę tam z Tobą podejść.- sama była ciekawa rozwiązania zagadki.


RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Ururu Marquez - 08.11.2022

Ururu myślał o kolejnych pytaniach dziewczyny. W głowie tworzył potężną sieć możliwych przyczyn takiego stanu rzeczy. Mózg się jednak przegrzewał szybko po wieloletnim stanie śpiączki. Najlepszą opcją było skupienie się na ekscytacji związanej z poznawaniem nowości, jakie oferował współczesny świat. Już miał ruszyć w stronę biblioteki, ale zakręciło mu się w głowie. Zbyt dużo naraz.


— Wampirem... — Wybiórczo skupił się na tej hipotezie. — Wampiry nie mogą przebywać na słońcu... — Spojrzał w górę na rzadki okaz błękitnego nieba w Londynie. Pojedyncze promienie wbijały się między kamienice. — Nie sądzę. Na myśl o krwi nie czuję, jakbym chciał jej się napić... Co jeszcze... Nie pamiętam... Paznokcie? Hm, wyglądają inaczej, ale wampiry mają prawie szpony... Nie pamiętam... Nie, nie sądzę... Sugeruje panienka, że mój wygląd wynika z jakiejś przemiany? Z przemiany w istotę martwą? Nie pamiętam, żebym umarł... Nie wiem, czy takie coś się pamięta... Hm... Interesujące... Oh, ale nie możemy tu stać.


Postawił kilka kroków w stronę ulicy Pokątnej. Była bardziej ruchliwa niż Nokturn, ale najpewniej uda im się zniknąć w tłumie. Zdał sobie też sprawę, że do biblioteki nie może się udać nagi. Płaszcz uszedłby w tłumie, ale bose stopy to już inna sprawa. Poza tym, to smutne, że kodeks tajności nadal miał się dobrze. Czy aby na pewno warto zostać w tej przyszłości?


Ta myśl coś mu podsunęła. Nie jest możliwym, aby przez ostatnie 50 lat kodeks wciąż istniał. Do tego czasu na pewno zrobiłby coś w tej sprawie. Tą niesamowicie optymistyczną myślą stwierdził, że jednak nie był podróżnikiem w czasie.


— Ktoś mnie porwał i przetrzymywał przez ostatnie 50 lat, a skoro niczego nie pamiętam, to albo usunięto mi pamięć niedawno, albo byłem nieprzytomny. Skoro wciąż wyglądam jak wyglądam, mam kolejne hipotezy... Och, czy to Prorok Codzienny?


Ururu wskazał na zmiętą gazetę leżącą przy kamienicy naprzeciwko. Nagłówek nie był widoczny z tej odległości, ale zdjęcie bardzo nieprzyjaznego mężczyzny już tak. Lord Voldemort. Ururu puścił ramię dziewczyny i doczłapał do gazety zafascynowany złowrogością bijącą z oczu czarodzieja.


— To z listopada 1970 roku. Niesamowite — Ururu posłał dziewczynie szeroki uśmiech, po czym wrócił do artykułu. — "Lord Voldemort ogłosił się Czarnym Panem..." — Wydał dźwięk przypominający parsknięcie śmiechem. — To jakiś muzyk?




RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Heather Wood - 08.11.2022

Nie ma się co dziwić, że mózg Ururu się przegrzewał skoro był tyle lat nie używany, skoro Heather ledwie nadążała za tym wszystkim, a i słowo nadążała było lekką przesadą. Zgubiła się już na samym początku i nie potrafiła w tym wszystkim odnaleźć. Choć miała wrażenie, że idzie im wcale nie tak najgorzej, zaczęli przecież szukać jakiejś przyczyny i dochodzili do różnych wniosków, a nuż któryś okaże się tym właściwym.

- To fakt- czyli jednak nie trafiła. - Nie jestem super specjalistką jeśli chodzi o stworzenia magiczne, wiesz.- Postanowiła się do tego przyznać, żeby nie było. Powinien wiedzieć z kim ma do czynienia. - Jako wampir to słońce chyba powinno cię już dawno zabić?- zadała na głos pytanie, które przeszło jej przez myśl. - Nie wiem, czy martwą, bo chyba żyjesz? Czy martwi też żyją?- nie miała zielonego pojęcia, jak to wygląda. - Może sprawdzę, czy Twoje serce bije?- Wydawało się jej to być najprostszym rozwiązaniem, zbliżyła się do chłopaka, chcąc przyłożyć mu ucho do klatki piersiowej, zatrzymała się jednak tuż przed nim. Przypomniało jej się, że musiał przeżyć sporą traumę, nie chciała mu dokładać. - Mogę?

- Powinniśmy załatwić ci buty, jakieś ubrania?- rzekła jeszcze, kiedy weszli na ulicę Pokątną. Nie miała zamiaru go zostawić w takim stanie na ulicy. - Tak właściwie, to masz co ze sobą zrobić? Potrzebujesz miejsca, żeby się zatrzymać? Myślę, że możesz pójść ze mną.- na pewno jakoś uda jej się wytłumaczyć to wszystko rodzicom, nie wątpiła w to nawet sekundę. Była jedynaczką, nigdy nie pytała o to, czy może, po prostu oznajmiała, że podjęła pewne decyzje, a jej rodzice musieli się do tego dostosować.

W ręce chłopaka wpadł Prorok. Spoglądała na niego, gdy czytał zawartość. Reakcja na Voldemorta, cóż, gdyby ona sama obudziła się po 50 latach i przeczytała coś takiego pewnie też by to wyśmiała. - Ostatnio robi się niebezpiecznie, Voldemort - ten typ ze zdjęcia dąży do tego, żeby wybijać mugolaków.- Jakoś tak to wszystko skróciła, chyba miało to trochę sensu?


RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Ururu Marquez - 09.11.2022

Wątek życia (lub jego braku) jawił się bardzo interesująco... i niestety obiecująco. Ale myśl o tym, że mógł nie żyć, nie potrafiła przebić się do pełnej świadomości. Jedną tragedię stanowiło zbudzenie się po pięćdziesięciu latach, kolejną podejrzenie bycia uprowadzonym, a już zupełnie nie do zaakceptowania mógł być fakt bycia martwym.

Zgodnie z przypuszczeniami Heather, Ururu odsunął się na zbliżenie głowy.

— Nie trzeba. — Przyłożył dwa palce do wewnętrznej strony nadgarstka... później wsunął dłoń pod rękaw by sprawdzić kolejne miejsce. — Jestem zdecydowanie żywy, ale bardzo osłabiony — stwierdził z dużym przekonaniem, które wstrzyknął mu przerażony umysł, gdyż prawda była taka, że puls był ledwo wyczuwalny. A na to świadomość nie mogła sobie pozwolić.

— Tak. — Odpowiedział na cały ogrom jej pytań jednym słowem. Nie miał absolutnie niczego, nawet pomysłu na kolejny krok. Musiał odpocząć, ochłonąć i zastanowić się na nowo, co ze sobą zrobić.

Lord Voldemort był niesamowitym źródłem odwrócenia uwagi od sytuacji. Oto mógł skupić swe myśli na czymś, co dało się pojąć. Pomijając samą istotę sprawy, którą Markiz uznawał za głupotę nie do pojęcia.

— Ciężko uwierzyć, że przez tyle lat nic się nie zmieniło — stwierdził odwracając stronę, by dobrać się do całego artykułu. — Tylko ten czym zasłużył sobie na tak obszerną zmiankę w Proroku?

Pierwsze słowa wstępu wiele wyjaśniły, chociaż na tym etapie czarodzieje dobrze wiedzieli kim był Lord Voldemort i wielkie introdukcje nie były potrzebne.

— Oh. Czyli on chce sobie stworzyć nową hierarchię z mugolami i mugolakami jako tymi gorszymi. Jakież to naiwne — powiedział ten, który chciał połączyć świat czarodziejski z mugolskim. — Przecież czystokrwistych czarodziejów jest garstka i sami się wybiją chowem wsobnym. Nie rozumiem. Po co oni w ogóle tu o nim piszą?

Ururu absolutnie pominął akapit o wszelkich tragediach dokonanych przez Śmierciożerców. Ale na szczęście miał Heather, która mogła go trochę uświadomić.




RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Heather Wood - 10.11.2022

Heather zgubiła się już w tym wszystkim, tak na amen, nie miała zielonego pojęcia, co się właściwie wydarzyło, dlaczego i co dalej. Nie znaleźli jak na razie żadnej odpowiedzi na pytania, których było wiele. Miała nadzieję, że się to zmieni w najbliższym czasie, bo trochę ją przerażała wizja takiej niewiedzy.
- Jesteś głodny? Może powinieneś coś zjeść.- Dopiero teraz wpadła na takie oczywiste pytanie.
- Myślę, że będziesz mógł się u mnie zatrzymać, dopóki nie wymyślisz, co dalej.- Nie zamierzała go zostawić tak bez niczego, tym bardziej, że miała środki, żeby zapewnić mu jakiś start w tym nowym życiu.
Zastanawiała się tylko właściwie, jak to będzie wyglądało dalej, może powinni pójść do aurorów, opowiedzieć o tym wszystkim, żeby coś podobnego nie przytrafiło się kolejnej osobie. Tylko właściwie o czym mieliby opowiedzieć? To wszystko było za bardzo zagmatwane.
Zauważyła, że zainteresował go temat Lorda Voldemorta. Nie ma się, co dziwić, skoro był na okładce gazety. - On ogłosił się Czarnym Panem, zbiera swoich popleczników i zaczął atakować mugolaków i tych półkrwi - jak ja.- To tak w skrócie. Nie wiedziała, co więcej mogła powiedzieć. - Jest ich garstka, jednak jak widać ich to w ogóle nie obchodzi. Sama nie rozumiem dlaczego tak bardzo dążą do tego, żeby przejąć władzę.- Heather wcale nie czuła się gorsza od tych czystej krwi, wiedziała, że to właściwie nie ma nic do rzeczy. Była to jedynie pozostałość po jakichś dawnych tradycjach. - Piszą, żeby ostrzec, tak mi się wydaje, musimy na siebie uważać, bo w każdej chwili mogą zaatakować.


RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Ururu Marquez - 13.11.2022

— Głodny? Oh, tak, bardzo możliwe.

Jedzenie brzmiało jak dobry punkt startowy. Zdecydowanie powinni ruszyć się z miejsca, a nie siedzieć tutaj i narażać się na niebezpieczeństwo. Szczególnie, że czasy były nienajlepsze, chociaż Ururu sobie sprawy z tego nie zdawał.

— Jakie to dziwne, że to wciąż trwa... Przez tyle lat się nie poddali... Może mi panienka opowiedzieć o tym trochę więcej? Ale nie tutaj, pewnie nie jest to najlepsze miejsce na dyskusję. Proszę, chodźmy stąd... I dziękuję za ofertę. Jakie to szczęście, że na panienkę wpadłem. Inni by mi nie pomogli.

Źli ludzie by go ominęli. Dobrzy mogliby się bać. Dziwaczny chłopaczek o niezwykłej kolorystyce, odziany w zbyt duży płaszcz, bosy. Z nawiedzonymi oczami i uśmiechem. Nie wspominając o bzdurach, jakie wypływały z jego ust. Ale Heather była młoda i dzielna. Z jakiegoś powodu chciała pomóc temu ledwie żywemu nieszczęściu.

Ururu trochę ożywił się przez rozmowę. Chodzenie wciąż sprawiało mu trudność, ale zdecydowanie był w stanie podążać z panną Wood do jej domu.




RE: 21.03.1971 || Ururu & Heath || Zakwitł jak kwiat w Pierwszy Dzień Wiosny - Heather Wood - 15.11.2022

- W domu na pewno jest jakiś obiad, skrzaty musiały coś przygotować.- Powiedziała do Uru. - Co lubisz jeść? - Była zwyczajnie w świecie ciekawa, a może akurat będą mieli szczęście i trafią na coś za czym przepadał. W sumie to nawet jej na tym zależało, kto wie, kiedy jadł ostatni posiłek.
-Nie panienka, Heather jestem.- Nie znosiła, kiedy ktoś się do niej zwracał grzecznościowo. Wolała więc podkreślić, aby zwracał się do niej zupełnie zwyczajnie. - Już niedaleko, tutaj za rogiem, mamy sklep i mieszkanie.- powiedziała do Uru. Wolała, żeby porozmawiali w domu, wydawało jej się to zdecydowanie rozsądniejsze.
Wood miała tendencje do tego, że nie bała się niczego. Nie był jej straszny obcy, który potrzebował pomocy - nie miała problemu, aby mu pomóc, najmniejszego. Była dosyć lekkomyślna, może właśnie tym było to spowodowane, nie każdy z tych rozsądnych wyciągnąłby pomocną dłoń do nieznajomego. Ona jednak nie zastanawiała się nad tym zbyt długo.
- Tutaj, chodźmy na górę.- Pociągnęła go za sobą na piętro kamienicy. - Jakby coś, moich rodziców pewnie nie ma, więc na razie nie musisz się wcale krępować.- Otworzyła drzwi wejściowe, kiedy Marques wszedł za nią to je zamknęła. - Tam dalej...- Powiedziała, aby nakierować go za sobą. - Tu schodami, piętro wyżej.- Uważała, że najlepiej będzie, kiedy udadzą się do tej części domu, która uważana była za jej przestrzeń. - Poczekaj chwilę, rozgość się w moim pokoju.- Już udało się im do niego dotrzeć. - Przyniosę Ci jakieś ubrania taty, mogą być za duże, ale na pewno się przydadzą.- Wróciła po kilku minutach z parą sztruksowych, brązowych spodni, białą koszulką i czarnym swetrem, znalazła nawet jakąś nieużywaną bieliznę. Widać było, że ubrania są z materiałów dobrej jakości. - Proszę.- Wręczyła je chłopakowi. - Możesz iść się przebrać w tej łazience.- wskazała ręką swoją łazienkę i czekała aż wróci, o ile zdecydował się pójść tam przebrać.
- Wiesz, widziałam, że zainteresował Cię temat z tej gazety, tutaj możemy mówić otwarcie. Ten facet, który ogłosił się Czarnym Panem jest inny, on naprawdę działa i chce zmienić podejście w naszym świecie. Przeraża mnie to, bo oni wychodzą i atakują ludzi - to nie są tylko groźby.- Skoro chciał wiedzieć, postanowiła mu co nieco opowiedzieć