Secrets of London
[02.08.72, restauracja Zorza] Co słychać w Londynie? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [02.08.72, restauracja Zorza] Co słychać w Londynie? (/showthread.php?tid=3720)

Strony: 1 2


RE: [02.08.72, restauracja Zorza] Co słychać w Londynie? - Florence Bulstrode - 25.08.2024

Florence też do niedawna nie uwierzyłaby, że ktoś zaatakuje ot tak Prewetta. Atak jednak nastąpił – za cel obrano Laurenta, z uwagi na wywiad, który został w dodatku zmanipulowany. I Bulstrode, która sama uważała, że praca czarodziejki dla mugoli mocno jest ryzykowna, bo za łatwo było się zdradzić i przyciągnąć za wiele uwagi, miała obawy, że w oczach śmierciożerców może to być najgorsze, co mogłyby zrobić osoby czystej krwi – bratać się z mugolami i być ich podwładnym. Zwyczajnie o Electrę się martwiła, i po części stąd brały się jej przestrogi, by zachowała ostrożność, bo obawę podsycała tylko myśl o wizji, Beltane i Samhain.
Prewettówna lubiła wolność i zmienność, Florence wręcz przeciwnie: stabilność, pewność jutra.
– Poproszę to – powiedziała Bulstrode, gdy kelnerka się do nich zbliżyła, wskazując jej pozycję z menu, jaką wybrała, a potem zerknęła jeszcze na Electrę pytająco, czy podtrzymywała zdanie odnośnie placków. Odezwała się znowu dopiero, kiedy Prewettówna też złożyła zamówienie, a pracownica oddaliła się od stolika. – Cóż, kiedy już staniesz się światową sławą, odwdzięczysz się – zbyła jej podziękowania. Electra była dla niej faktycznie wciąż trochę małą dziewczynką i takie płacenie za nią zdawało się Florence wręcz oczywiste, a chociaż uzdrowicielka nie była aż tak rozpuszczona, jak wielu przedstawicieli czystej krwi, by zupełnie nie zdawać sobie sprawy z wartości pieniądza, to nigdy też nie musiała oszczędzać. Drobne gesty tego typu nie kosztowały jej jakoś wiele.
– Obawiam się, że moje życie towarzyskie jest nudne i nie mam dla ciebie żadnych intrygujących opowieści – odparła, chociaż pomyślała nagle o Patricku. Spotykali się po prawdzie zawsze, po prostu jako przyjaciele: ale przyszedł do głowy Florence teraz, i sama nie była pewna, co o tym myśleć. Mogło to być jedno z wielu pokłosi Beltane, gdy rytuał złączył ze sobą czarodziejów, bo nawet jeżeli sama przelała łączącą ich więź, pamiętała, jak często Steward gościł w jej głowie, gdy ta istniała. Trudno było wtedy myśleć o nim tylko po przyjacielsku. – Jestem zresztą już według naszych standardów starą panną: to raczej ja ciebie powinnam pytać, czy z kimś się nie spotykasz – stwierdziła, posyłając Electrze uśmiech, ale tak w duchu to pomyślała, że oby Electra nie powielała wzorców, jakie praktykowało wielu członków ich rodziny, niekoniecznie najlepiej wybierając obiekty swoich uczuć czy osoby, które zabierali na randki.


RE: [02.08.72, restauracja Zorza] Co słychać w Londynie? - Electra Prewett - 31.08.2024

Electra niestety nie miała pojęcia o ataku w New Forest ani o tym, że wywiad z Laurentem był zmanipulowany. Co gorsza, pewnie zgodziłaby się z przytoczonym w wywiadzie cytatem kuzyna, że „śmierciożercy to zwykli terroryści”. Do tej pory nikt jednak nie pytał jej publicznie o komentarz na temat bieżącej polityki, więc mogła dalej żyć w błogiej nieświadomości powagi zagrożenia.
– Ha! Oczywiście, że się odwdzięczę. – Electra uśmiechnęła się na sugestię Florence. – Jeśli kiedyś stanę się obrzydliwie bogata, to będę zabierać wszystkich kuzynów na obiady do najlepszych restauracji. Albo założyłabym własny klub disco. Wiesz co to jest disco, prawda? – czarodzieje na co dzień nie mieli styczności z kulturą mugoli, więc dziewczyna nie miała pojęcia na ile Bulstrode kojarzyła trendy muzyczne. – A zresztą, nie wiem, jak długo jeszcze będę modelką. Na razie ta praca mi się podoba, ale zobaczymy. Chociaż zanim z tym skończę, chciałabym wyjechać na sesję gdzieś za granicę. – miałaby wtedy okazję sama podróżować po obcym kraju, a to brzmiało jak niezła przygoda. Gdyby dostała ofertę we Francji, mogłaby nawet odwiedzić Lesley...
– Eh, jesteś taka sama jak Basil. – Electra zrobiła grymas na słowa kuzynki, ale szybko go poprawiła, przypominając sobie, że przecież siedzi teraz w eleganckiej restauracji. – Nic tylko praca i praca. Czy uzdrowiciele w Mungu mają jakiś zakaz chodzenia na randki? – a może im bliżej trzydziestki, tym bardziej nudnym się stawało? Electra miała nadzieję, że nie dopadnie jej ta przypadłość.
– I nie waż się mówić, że jesteś starą panną! Miłość życia można przecież poznać w każdym wieku. – dziewczyna nie rozumiała, jakim cudem ktoś taki jak Florence nie był otoczony wianuszkiem wielbicieli. Bulstrode była przecież najinteligentniejszą i najbardziej ogarniętą kobietą, jaką znała. Ich charaktery były różne jak dzień i noc, ale Electra nie mogła zaprzeczyć, że bardzo podziwiała pracowitość kuzynki. Nie wspominając nawet o tym, że była naprawdę ładna. Osobiście Prewett uważała, że żadna kobieta nie potrzebuje mężczyzny do szczęścia, ale Bulstrode zasługiwała na to, by ktoś troszczył się o nią tak, jak ona sama troszczyła się o swoich bliskich.
– Ja z nikim się teraz nie spotykam. Uwierz, że jeżeli poznam kogoś wartego uwagi, to nie omieszkam ci o nim wspomnieć. – puściła do kuzynki oczko, starając się udawać swój zwykły figlarny ton. To nie był moment na opowiadanie historii o jej rozstaniu z Lesley i o tym, jak Electra dalej nie mogła pozbierać się po zerwaniu, mimo, że jej była przeprowadziła się do Paryża. Electra nie wiedziała nawet, jak Florence zareagowałaby na to, że jej kuzynka lubi nie tylko chłopaków, ale też dziewczyny.


RE: [02.08.72, restauracja Zorza] Co słychać w Londynie? - Florence Bulstrode - 01.09.2024

– Wiem – przyznała Florence, zaraz uzupełniając to w myślach o niestety. A raczej: na pewno się na tym nie znała, ale wspomniał jej ktoś kiedyś i słyszała ze dwa utwory w niemagicznym Londynie. Zdecydowanie nie miała zostać ich wielbicielką. Bulstrode nie była wielką znawczynią muzyki, ceniła jednak bardziej klasykę, czy była mowa o koncertach skrzypcowych czy spokojnych balladach, popularnych od lat. – Nie jest to jednak mój ulubiony rodzaj muzyki, obawiam się więc, że w przypadku własnego klubu będę… kibicowała z daleka.
Abyś zapomniała o tym pomyśle, zanim cały czystokrwisty świat ogłosi cię pariasem, westchnęła w myślach, ale udowadnianie Electrze, że to zła idea, i że narazi ją na wykluczenie z socjety, która zdecydowanie nie będzie zachwycona mugolskim trendem, nie miało teraz sensu. Mogła wyobrazić sobie reakcję czarodziejów na taki klub – obojętnie czy dla mugoli, czy dla czarodziejów z mugolską muzyką – i szczerze wątpiła, by była to reakcja pozytywna. Prewettówna zapewne jednak jeszcze ze dwadzieścia razy zdąży zmienić zdanie w tym względzie.
– Chociaż mówiąc szczerze, nie sądzę, aby miało się to trafić na podatny grunt – powiedziała, zadawalając się tą krótką uwagą. – Gdyby uzdrowiciele mieli zakaz takich spotkań, niewielu by ich pozostało. Ja zwyczajnie wolę być sama i poświęcić się pracy niż spotykać z kimś, kto tak naprawdę mnie nie interesuje, tylko dlatego, że oczekuje tego cały świat bądź przysłużyłoby się to interesom rodziny.
Małżeństwa aranżowane wciąż istniały, wciąż pozwalały rodom utrzymywać czystą krew, wpływy, szacunek i bogactwa, ale na szczęście nie miały tak dużej roli, jak jeszcze kilkanaście lat temu, a Florence była jedną z trójki rodzeństwa. Rodzice z pewnością oczekiwali, że choć jedno z dzieci poślubi kogoś z wpływowej rodziny czystej krwi, ale spojrzenie ojca zwracało się tu raczej ku Orionowi, matki zaś ku Atreusowi niż ku Florence. Równie dobrze mogła przysłużyć się Bulstrodom budując karierę w szpitalu i naukową.
– „Miłość życia” to koncept, do którego zawsze pochodziłam… ostrożnie – stwierdził z odrobiną wahania. Florence jak na jasnowidza mało chyba wierzyła w przeznaczenie: jeszcze mniej w przeznaczoną miłość czy jedyną taką miłość w życiu. Widziała Patricka i Clare, i to do czego uczucie, mogłoby się wydawać właśnie przeznaczone, ich oboje doprowadziło. Ojciec i matka kochali się szczerze, i mogłaby niemal w to uwierzyć – ale przecież kiedyś Percival Bulstrode miał inną żonę, która zginęła, a Florence nie wierzyła, że poślubiłby kogoś, do kogo nie miał uczuć. – W takim razie mam nadzieję, że spotkasz kogoś takiego wkrótce.
Gdyby Florence usłyszała o Lesley, pewnie rozbolałaby ją głowa i zaczęłaby mieć nadzieję, że tym kogo Electra wkrótce pozna będzie jednak mężczyzna. Mimo wszystko żyli w społeczeństwie konserwatywnym, takie Florence ukształtowało i nie była aż tak otwarta na pewne sprawy, jak mieli być ludzie w mugolskim świecie za trzy czy cztery dekady. Czy zmieniłoby to jej uczucia albo zachowanie wobec Electry? Nie, tak samo jak nie zmieniło jej uczuć wobec Laurenta jego wyznanie, jak nie mogły zmienić tych wobec Atreusa wszystkie jego wybryki, ale martwiłaby się z pewnością i ani trochę nie cieszyła z takiego biegu spraw.


RE: [02.08.72, restauracja Zorza] Co słychać w Londynie? - Electra Prewett - 02.09.2024

– Dzięki, każde wsparcie się liczy. – Electra uśmiechnęła się do Florence. Dziewczyna wyczuła, że kuzynka nie była wielką fanką pomysłu z disco. Mimo to była wdzięczna, że wprost nie wyśmiała jej szalonych planów, jak mogliby to zrobić inni starsi czarodzieje. Bulstrode była swego rodzaju podporą, nie tylko dla swoich najbliższych, ale także dla całego rodu Prewettów. Jakimś cudem udawało jej się ogarnąć wszystkie ekscentryczne charaktery występujące w ich rodzinie, aby nie doprowadzić do jakiegoś skandalu. Podejście Florence było dla Electry dość konserwatywne, ale nie można było zaprzeczyć, że uzdrowicielka po prostu martwiła się o młodą czarownicę.
Słysząc odpowiedź kuzynki na pytanie o randki, Prewettówna aż zamachała rękami w geście sprzeciwu.
– Nie, nie! Nie miałam na myśli, że musisz sobie kogoś znaleźć, bo takie jest oczekiwanie wobec kobiet w naszym społeczeństwie. – czyżby Florence pomyślała, że Electra nie jest feministką? – Uważam, że każdy może robić co chce, bez oglądania się na to, co powiedzą inni. Nie chciałam sugerować, że powinnaś zmienić swoje życie, z którego już jesteś zadowolona. – w tej kwestii wyraźnie widać było różnicę pokoleniową między kuzynkami. Dla Electry chodzenie na randki było niezobowiązującą rozrywką, a nie spełnianiem obowiązku znalezienia przyszłego partnera. Dziewczynie zrobiło się teraz trochę głupio, bo nie sądziła, że Bulstrode odbierze jej komentarz w ten sposób. – Ja po prostu lubię poznawać nowych ludzi i się z nimi spotykać, ale rozumiem, że nie każdy tak ma.
Rozmowa zrobiła się trochę niezręczna i Prewettówna myślała jak sprowadzić ją na właściwe tory.
– Fakt, ten koncept wydaje się trochę przedramatyzowany. Ale myślę, że w życiu można mieć więcej niż jedną taką miłość. – a przynajmniej taką miała nadzieję. Bo co, jeśli już nigdy nie pokocha nikogo, tak jak pokochała Lesley?
– Też mam taką nadzieję. – westchnęła. Normalnie nie miała problemu, żeby po zakończeniu flirtowania z jedną osobą, przenieść uwagę na kogoś innego. Ostatnio jednak niezależnie z iloma osobami by się nie przelizała, cały czas miała w głowie tylko swoją byłą. Ten stan zaczynał już ją przerażać. Najgorsze, że nie wiedziała komu mogłaby się z tego zwierzyć. Wszyscy jej znajomi czarodzieje i rodzina byli heteroseksualni (chociaż miała podejrzenia wobec kuzyna Laurenta).


RE: [02.08.72, restauracja Zorza] Co słychać w Londynie? - Florence Bulstrode - 03.09.2024

Samą istotą osobowości Florence było zrównoważenie: i we wszystkim próbowała szukać balansu. Była kobietą zasadniczą, momentami trochę konserwatywną, bo wychowaną w określonych warunkach i w określony sposób, ale przynajmniej starała się zrozumieć, że świat i ludzie się zmieniali. Nie przeszkadzało jej to złośliwie komentować świec w kształcie przyrodzenia, wystawianych przez Mulciberów, jęczeć w duchu, że córka jej dawno utraconej ciotki sprzedaje bimber i wzdychać nad pomysłami Electry – ale nie przeszkadzało i podchodzić do tych młodszych krewnych, z którymi była bliżej, z pewną pobłażliwością i myślą, że młodość ma swoje prawa.
Nie uważała się za feministkę. Nie była też aż tak nowoczesna, aby uważała za wskazane zbyt wiele randek w celach rozrywkowych – choć i nie wtrącała się, bo cóż, w rodzinie Prewettów… było to swego rodzaju normą. Wiedziała doskonale, że jest starą panną. Wierzyła jednak święcie, że nie ma w tym niczego starszego: sama ma prawo decydować o swoim życiu i faktycznie nie musiała z nikim się wiązać, nieważne, że było to źle widziane – ale mogłaby, gdyby zechciała.
– Nie przejmuj się, nie uraziłaś mnie – powiedziała łagodnie, a potem umilkła na chwilę, gdy kelnerka pojawiła się z powrotem, przynosząc zamówione potrawy. Aranżowane małżeństwa: Electra i Basilius mieli może szczęście, że należeli do bocznej gałęzi rodu, tej nieco bardziej ekscentrycznej, nawet jeśli uboższej i mało wpływowej. Laurent i Pandora, dzieci nestora rodu, byli nieustannie naciskani przez Edwarda i Aidayę. Zwłaszcza ten pierwszy. By odpowiednio się zachowywać i, przede wszystkim, zawrzeć właściwy związek. To ostatnie było jednym z największych nieszczęść w życiu Laurenta. – I bardzo się cieszę, że nie grozi ci aranżowane małżeństwo, chociaż sama wolę… skupić się na mniejszej ilości relacji, zamiast poznawać wielu nowych ludzi.
Bo zdaniem Florence niewielu z nich było faktycznie wartych poznania. Była pod tym względem dość typową Angielką, niezbyt otwartą, pielęgnującą przede wszystkim te długoletnie relacje, które przetrwały z Hogwartu czy początków pracy w klinice.
– W takim razie to nie miłość życia. To po prostu miłość. Ale czy to nie wystarcza? Może nie panujemy nad emocjami, ale czasem jest kwestią wyboru czy za danym uczuciem podążymy, a okoliczności mogą je zmieniać. Nawet jeśli są miłości, które przytrafiają się tylko raz w życiu, inne nie muszą być gorsze. Po prostu… inne – stwierdziła, zabierając się za jedzenie: potrawa, jak zwykle w Zorzy była bardzo smaczna i skrzat domowy Bulstrodów z pewnością nie potrafiłby przyrządzić jej równie dobrze.


RE: [02.08.72, restauracja Zorza] Co słychać w Londynie? - Electra Prewett - 03.09.2024

Dziewczyna tylko skinęła głową na słowa kuzynki. Pomimo zaprzeczeń Florence, dalej odnosiła wrażenie, że powiedziała coś nie tak. Powinna była pomyśleć o osobach, które nie miały nawet wpływu na wybór przyszłego małżonka. Przecież większość młodych czarodziejów nie mogła cieszyć się taką wolnością jak Electra. Dobrze przynajmniej, że Florence miała tę swobodę w decydowaniu o własnym życiu.
– Hmm, może masz rację. W końcu każda relacja jest na swój sposób unikatowa, więc nie zawsze powinno się je porównywać. – jeśli chodzi o wybór, to Electra najczęściej jednak decydowała się podążać za emocjami, zwłaszcza jeśli obiekt westchnień był naprawdę ładny. Mimo wszystko dalej była nastolatką, która nie zawsze potrafiła racjonalnie przeanalizować tego, co czuje. Dla niej intensywna kilkumiesięczna relacja zdawała się być epickim romansem. Opinia Bulstrode w kwestii "miłości życia" dała jej jednak do myślenia. Może kiedyś uda mi się jeszcze spotkać kogoś, kto skradnie moje serce w ten sposób?
Rozmyślając na te miłosne tematy, spróbowała placków, które okazały się być przepyszne.
– Mm... bardzo dobre. Może powinnam kiedyś poprosić Basila, żeby zrobił coś podobnego. – to właśnie najstarszy brat był osobą, która gotowała u nich w domu. Matka, wyprowadzając się na wieś, zabrała ze sobą ich skrzatkę domową, więc rodzeństwo musiało jakoś sobie radzić. Co prawda Basil cały czas straszył, że nie zawsze będzie robił dla nich obiadki, ale ostatecznie jego instynkt opiekuńczy brał górę. Wegetarianizm brata miał też duży wpływ na dietę Electry.


RE: [02.08.72, restauracja Zorza] Co słychać w Londynie? - Florence Bulstrode - 05.09.2024

Florence była uparta: miała cały upór swojej matki i swojego ojca. Lubiła decydować o sobie, robiła to jednak zawsze w pewnych ramach, wytyczonych przez podstawy konwenansów czystokrwistych, a choć rodzice pozostawili jej dużo swobody, wynikało to po części po prostu z wiary w jej rozsądek. Młoda Prewettówna natomiast, wychowana przez ekscentrycznego ojca i matkę nadopieķuńczą głównie wobec najstarszego syna, nie stykająca się chyba dotąd z bardziej konserwatywnymi rodzinami, była po prostu inną.
Rozmawiajac z Electrą zastanawiała się mimowolnie, czy kiedyś wszyscy młodzi będą tacy jak ona. I doszła do dwóch wniosków - po pierwsze, tylko jeśli Voldemort nie wygra, bo jak wygra, to za takie odbiegnięcia od tradycji będą źle kończyć. Po drugie, ona sama będzie wtedy pewnie zrzędliwą staruszką, nie potrafiącą się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości.
- A może pora samej przygotować coś takiego dla brata? - spytała, półżartem, półserio, bo biedny Basilius chyba gotował dla całej trójki, chociaż miał najdłuższe godziny pracy.
U Bulstrodów, szczęśliwie, wciąż był skrzat - Florence zaś przyrządzała raz na jakiś czas coś drobnego, głównie gdy miała ochotę na konkretną potrawę. Zwykłe szkoda jej było czasu na takie rzeczy. Chociaż ani ona, ani skrzat Joker nie umieli przyrządzać dań tak smacznych, jak te placki.
Rozmawiały jeszcze przez chwilę, a gdy skończyły posiłki, Florence uregulowała rachunek. Obie mieszkały w pobliżu, rozstały się więc pod restauracją, ruszając do kamienic, które zajmowały ich rodziny.

Koniec sesji