Secrets of London
[26.08.1972 (świt)] Co gryzie Nore Figg - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [26.08.1972 (świt)] Co gryzie Nore Figg (/showthread.php?tid=3752)

Strony: 1 2


RE: [26.08.1972 (świt)] Co gryzie Nore Figg - Thomas Figg - 20.08.2024

Nie odpowiedział już na to, bo w sumie wcześniejsze żarty co do swojej wagi jedynie stosował jako rozluźnienie dla Nory - chciał aby załapała nieco rytmu normalności i poczucia, że wszystko jest dobrze. Choć teraz już sam nie wiedział jak jest. Wszystko to sprawiło, że czuł mętlik w głowie, relacje międzyludzkie nie były jego konikiem, dobrze jednak wiedział, że powiedzenie teraz słów "nie płacz, gorej przecież nie będzie" byłoby gwoździem do trumny samopoczucia siostry.
Jedyne czego się domyślał - bo sam postąpiłby tak samo - to fakt, ze Nora w tym momencie biła się z myślami i rozważał "co by było gdyby". Problemem takich rozważań było jednak to, że zdawał sobie idealnie sprawę jak wyniszczające one być potrafią. Tylko cóż takiego mógł powiedzieć, żeby sprawić, że przestanie się zamartwiać. Pogładził ją delikatnie po głowie, żeby jeszcze bardziej upewnić, że tutaj jest i o nią zadba.
- Wiesz, to nie jest takie czarne lub białe - zaczął powoli i bezceremonialnie przetarł jej policzki rękawem, żeby potem nie usadzić jej w fotelu tylko zaprowadzić na kanapę, ciągłe wstawanie i siadanie mogło być wyczerpujące, a podejrzewał, że to nie było ostatnie przytulenie, którego teraz potrzebowała jego siostra. - Myślę, że to nie będzie jak pstryknięcie palcem, ale z czasem to przeminie - było to nie tyle jego zdanie co głośno wypowiedziane życzenie - bo nie chciał niczego innego dla Nory jak szczęścia, a z tego co już zdążył zauważyć było ono związane z Samem. Jakiekolwiek umoralnianie nie miało sensu, po siostrze widział ,że zdawała sobie bardzo dobrze z wszystkiego sprawa i nie musiał mówić tego na głos. Kiedy usiedli objął jej dłonie swoimi i dodał w sumie obserwację, a raczej jej brak na imprezie. - Nie wydaje mi się, żeby Sam był per se wściekły na ciebie, wówczas raczej urządziłby scenę a nic takiego nie słyszałem - zauważył roztropnie, co prawda nie znał absolutnie tego jegomościa - a sama ich znajomość był niczym sinusoida: wygląd Thorana i groźba wsadzenia mu dwustu pączków tam gdzie słońce nie dochodzi nie była idealnym początkiem, ale nie wyglądał na złego gościa.
- Myślę, że to co teraz jest wam potrzebne to nieco oddechu, żeby poukładać to sobie w głowie i potem porozmawiać na spokojnie. Wyjaśnić wszystko, bez emocji i bez uciekania od siebie - dodał, a jego umysł zaczął pracować na zdwojonych obrotach w tym momencie. Nie żeby zamierzał bawić się w terapeutę dla par i pomagać im zażegnać ten problem, co to to nie, musieli to w swoim tempie i samodzielnie to rozwikłać, a jak by za bardzo mieszał z broku mógłby tylko jeszcze bardziej nabruździć - ale chyba mógł im jakoś pomóc.


RE: [26.08.1972 (świt)] Co gryzie Nore Figg - Nora Figg - 26.08.2024

- Masz rację, nic nie jest czarno białe. - Tyle, że ona w tej chwili zdecydowanie widziała wszystko w czarnym kolorze. Miała świadomość, że decyzja, którą kiedyś podjęła mogła przynieść różne konsekwencje, jednak nie spodziewała się, że będzie się musiała z tego tłumaczyć przed Samem. Wybrał Knieję i swoich rodziców, nie chciała go zatrzymywać, wydawało się jej, że robi to dla jego dobra, nie chciała na siłę trzymać go przy sobie. Zrozumiała dlaczego tak postąpił, wyjaśnił jej wszystko, gdyby kiedyś posiadała te informacje pewnie podjęłaby inną decyzję, ale czasu nie można było cofnąć. Mleko się wylało, za późno było na rozważanie co by było gdyby.

- Chciałabym, żeby minęło jak najszybciej. - Szkoda, że nie dałoby się przyspieszyć czasu, chętnie znalazłaby się już w przyszłości, kiedy to wszystko będzie za nią. Życie jednak nie było takie proste.

Znaleźli się w końcu na kanapie. Norka nadal wpatrywała się w brata. W sumie zrobiło jej się lżej, że w końcu podzieliła się z kimś tym wszystkim. Niedługo pewnie te informacje trafią do większości jej znajomych, nie miała pojęcia, jak na to zareagują, miała nadzieję, że nie będą jej traktować przez to inaczej, że zrozumieją, tak jak Thomas zrozumiał. - Właściwie to musiał uciec, bo ma pewien problem, który powoduje, że przypadkiem może zrobić komuś krzywdę. - Nie chciała teraz wspominać o klątwie swojego narzeczonego, bo mogło to być zbyt wiele informacji na jedną chwilę. Miała świadomość, że jego emocje mogą wywoływać reakcję przyrody, już to widziała, wiedziała, że może to się skończyć różnie, co powodowało, że rozumiała dlaczego zniknął bez słowa. Nie chciał jej zrobić krzywdy, co było nawet nieco pocieszające.

- Tak, to prawda, potrzebujemy trochę czasu. - Brat w sumie miał rację. Norka uspokoiła się nieco dzięki Thomasowi, może faktycznie wszystko się jakoś ułoży? Oby jak najszybciej.




RE: [26.08.1972 (świt)] Co gryzie Nore Figg - Thomas Figg - 27.08.2024

Popatrzył uważnie na siostrę, zdawał sobie sprawę, że obecnie nie będzie zadowolona z obrotów sprawy, bo chciałaby jak najszybciej rozwiązać te kwestię, jednak nie był pewien, że tak się da. Naciskanie mogłoby przynieść wprost odwrotny skutek przy spotkaniu z Samem. Westchnął wiedząc jedno, nie mógł pozwolić nurzać się jej w smutku, gdybaniu i rozmyślaniu o tym wszystkim - dobrze wiedział jak źle kończą się takie sytuacje. Ostatnie czego chciał dla siostry to rozgrzebywanie własnych ran i pogrążaniu się w goryczy.
- Na pewno nie będzie to trwało latami, razem wyglądacie szczęśliwie, musisz mu tylko dać nieco czasu, aby się z tym oswoił, nie codziennie dowiadujesz się, że masz siedmioletnią córkę - dodał, bo w swej naiwności i ufności do ludzi jednak liczył, ze to właśnie szok sprawił, że Sam uciekł, a nie poczucie obowiązku, przecież to nie zmieniało wiele. Nora i tak miała Mabel, a to że on był jej prawdziwym ojcem...
Zmarszczył brwi spoglądając na siostrę, chciał o coś spytać, ale uznał, że to nie jest chyba odpowiednia pora na rozmawianie o McGonagallu, warto by było zająć jej myśli czymś innym, dlatego nie zamierzał wypytywać co też ma za problem ze sobą Niedźwiedzi koleżka. Wiedział jednak, że musi dzisiaj wysłać dwa listy, będą musieli z Brenną porozmawiać o tym "uratowanym" dziecku, może jednak weźmie ze trzy kartony tych pączków?
- Chodź, zjemy śniadanie i trochę się prześpisz, przyda ci się odpoczynek - dodał jeszcze i pociągnął siostrę w stronę kuchni. dzisiaj to on gotował, podejrzewał, że w obecnym stanie to i tak za bardzo nie byłaby w stanie cokolwiek pichcić, więc to była idealna sytuacja, aby pokazał swój kunszt kucharski.

Koniec sesji