Secrets of London
[03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym (/showthread.php?tid=3800)

Strony: 1 2


RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Charlotte Kelly - 30.08.2024

Charlotte Kelly nie była ani trochę miłą osobą, ale doskonale potrafiła taką udawać. Nawet dla ludzi, na których jej zależało, rzadko była naprawdę miła - wręcz przeciwnie, nie udawała przed nimi tak często, i to najlepiej pokazywało jej przywiązanie.
Umiała kłamać, a czego nie załatwiało kłamstwo, dało się ograć pewnością siebie i bezczelnością. Dlatego wyciąganie informacji z innych członków zabawy nie było czymś, co mogłaby uznać za wyzwanie.
- Mogłabym, ale chyba wolę zostać przy bufecie. Widzę krewetki w szampanie - stwierdziła niemalże radośnie. Nauczyła się doceniać takie rzeczy, bo gdy była młodą kobietą, mogła jeść tyle krewetek w szampanie i homarów, ile tylko zapragnęła, a potem w jej życiu wystąpił ich gwałtowny deficyt. Teraz zaś czasem mogła je kupić, czasem pojawiały się na przyjęciach jej przyjaciół, ale też nie jadała ich na co dzień. - Och, jeśli będzie przyzwoicie wyglądał, mogę tańczyć. Jeśli nie, niech sobie szuka innej partnerki. Zresztą widzę tu dwie znajome twarze, to chyba pracownicy Ministerstwa.
Dlaczego miałaby nie tańczyć? Tańczyła oczywiście wspaniałe, bo ona w ogóle była wspaniała, przynajmniej we własnym mniemaniu. Zaraz jednak przypomniała sobie, że był tutaj też jej syn i on mógłby czuć się nieswojo, gdyby zostawiła go samemu sobie pośród obcych.
– A ty masz ochotę zatańczyć z którąś z tych dziewczyn? O, albo łapać muszkę, chyba będą rzucać bukietem i muchą – powiedziała, zauważając, że jednak ludzie nie gnają na razie na parkiet, a dziewczęta są zaganiane w jedną stronę, chłopcy w drugą. Wokół nich, przy bufecie, zrobiło się niemal pusto, bo wszyscy albo brali udział w zabawie, albo szli bliżej, by ją obserwować. Charlotte zmarszczyła brwi, tknięta nagłą myślą i pochyliła się nieco do syna.
By zadać pytanie, które mogłoby wywołać śmierć bez zakrztuszenie, ale… no po prostu pasowało do Charlotte Crouch – Kelly, która zwykle nie miała oporów. A tak nagle ją uderzyło, że chociaż widziała nieraz córkę flirtującą z chłopcami, to syn chociaż nie był już dzieciakiem, nigdy nie przyprowadził do domu żadnej dziewczyny i nawet nie pamiętała, żeby o jakiejś wspomniał…
– Czy w ogóle chcesz tańczyć z dziewczynami? Bo jeśli wolisz z chłopcami, to tak publicznie nie polecam, ale oczywiście masz moje pełne wsparcie – zapewniła, ze swobodą kogoś, kto po prostu przywykł już przy swoich kolegach do pewnych spraw. Ciężko byłoby nie, obserwując dobre dwa lata Tony’ego, patrzącego na Jonathana z oczami pełnymi serduszek. I pomyśleć, że ten głupi Gryfon niczego nie zauważył!


RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Jessie Kelly - 31.08.2024

Zaśmiał się cicho z odpowiedzi matki, upijając niewielki łyk wina. Oczywiście, że mogłaby, ale tego nie zrobi, bo nie. Warto jednak było spróbować, tylko po to, żeby zobaczyć, jak długo mógł prosić matkę o udawanie miłej, zanim się jej to znudzi. Ewentualnie zdzieli go po głowie, żeby przestał wymyślać głupoty.

Stryj po trzech kieliszkach faktycznie zbliżał się w ich stronę, z zaróżowionymi policzkami i nosem i wzrokiem utkwionym w Charlotte. Zanim jednak zdołał zbliżyć się na tyle, by nie można było udawać, że się go nie słyszy, paru innych wujków (może po dwóch kieliszkach) dopadło go i zaciągnęło bliżej środka sali, gdzie panny i kawalerzy byli rozdzielani na dwie grupy.

-Wygląda raczej na wujka, z którym wszystkie siostrzenice i bratanice wstydziłyby się tańczyć przy innych - stwierdził, lustrując jeszcze faceta wzrokiem. -Z tym boogie-woogie chyba nikt by sobie nie dał rady.

Wiec chyba wolałby nie widzieć swojej mamy, próbującej dotrzymać mu kroku. Może tańczyła dobrze, niesamowicie, a nawet i wspaniale, ale Taniec Pijanego Wujka to był zupełnie inny poziom. Temu mogłaby nie sprostać.

Pytanie o dziewczyny go nie speszyło. W końcu była to normalna kolej rzeczy, że rodzic w którymś momencie pyta swoje dziecko, gdy to już przekroczy pewien wiek, czy w jego młodym życiu pojawił się może ktoś, kto zwrócił jego szczególną uwagę. To był ten czas, gdy matki ostrzegały córki przed zbyt pochopnym wyborem partnera, a ojcowie uczyli synów, jak zabiegać o względy kobiet. Te pytania musiały paść również w jego stronę, szczególnieszczególnie że do tej pory nigdy nie wspominał, by ktoś szczególny pojawił się w jego sercu, nawet gdy była to jedynie szkolna, tymczasowa miłość, która w tamtym momencie wydawała się tą jedyną, na całe życie.

Pytanie o chłopców zaskoczyło go nie samym przekazem, a raczej momentem, który jego matula wybrała, by zadać to pytanie. Wśród obcych ludzi, którzy mogli zareagować w różny sposób, gdyby usłyszeli tę część ich rozmowy i sami wyciągnęli wnioski, które niekoniecznie musiały pokrywać się z prawdą.

-Ekhem... Zapamiętam - odpowiedział, wymuszając uśmiech. -A ty będziesz łapać bukiet?

Niełatwo było mu wyobrazić sobie swoją mamę w związku z innym mężczyzną, niż jego ojciec, ale Charlotte wciąż była młoda i piękna i może miała dość "samotnego" życia.

W końcu "serce nie sługa" jak to mówią.




RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Charlotte Kelly - 02.09.2024

– Nie mam szczęśliwie żadnego problemu w mówieniu takim „nie”. I zamianie tego „nie” w „czy potrzebujesz słownika, tępaku, skoro nie rozumiesz po angielsku? – stwierdziła Charlotte lekceważąco, chwytając po kolejnego drinka, i przy okazji pochylając się, aby z patery porwać dwa makaroniki. Jak wszystko w Zorzy – były oczywiście wyborne.
Kelly nie martwiła się, co ludzie o niej pomyślą, nie czuła potrzeby bycia grzeczną dziewczynką, nie bała się i przemocy – w społeczeństwie mugoli mężczyźni mieli nad kobietami ogromną przewagę, wśród czarodziejów tę niwelowały różdżki w kieszeni. Co z tego, że on był większy, skoro ona lepiej radziła sobie w wyczarowywaniu kolumny ognia?
Upiła kolejny łyk drinka, obserwując syna uważnie. Niezbyt się bała, że ktoś coś usłyszy, stali akurat sami, bo reszta tłoczyła się wokół młodych, nikt ich za bardzo nie znał, a poza tym cóż, i tak był synem zdrajczyni krwi i szlamy, dostatecznie duży powód do problemów. Tak duży, że Charlotte czasem zastanawiała się, czy nie powinni wrócić do Ameryki – ale od śmierci Neda nic ich tam nie trzymało, a tym, co wypłoszyłoby ich z Anglii byłby tylko strach.
Charlie nie chciała uciekać po raz drugi.
– No cóż, rozumiem – oświadczyła z pewnym żalem, najwyraźniej już zupełnie pewna, że skoro odpowiedział tak wymijająco, znaczy się: jej syn był gejem. Co za szczęście, że przynajmniej Rita zdawała się zainteresowana płcią przeciwną, Charlotte bardzo chciała kiedyś urządzić wystawne wesele. (Kiedyś – nie za szybko, oczywiście, bo czułaby się wtedy staro.) – Ja? Jestem wdową, to zabawa dla panien i kawalerów. Ale ty się nie krępuj, jeśli masz ochotę – stwierdziła z rozbawieniem. Nie miała też oporów wobec flirtowania z młodszymi mężczyznami, ale jednak dziesięć lat to była dla niej absolutna granica, a tam, w tłumie chętnym do łapania muszki, stali i chłopcy w wieku jej syna. Miała jednak jakąś tam odrobinę przyzwoitości.
Obserwowała więc tylko popijając szampana i zjadając makaroniki, jak panna młoda rzuca welonem – i jak łapie go jakaś ładna brunetka.


RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Jessie Kelly - 02.09.2024

-"Albo słownikiem" - dodał od siebie, bo, niestety, do niektórych docierały jedynie czyny, podczas gdy słowa odbijały się od nich jak od solidnej tarczy. -W sumie chyba zapytam wuja Anthony'ego jak to będzie brzmiało po niemiecku.

Jak rozkaz rozstrzelania, zapewne, i w sumie mogłoby to być przydatne, więc może warto byłoby zapamiętać? I może w jeszcze kilku językach...

Oczy skierował w górę i westchnął cicho, sięgając po jedną pudrową różę i popijając ją winem. Domyślał się, o czym jego mama mogła pomyśleć po jego odpowiedzi, którą tak naprawdę nie odpowiedział ani na pierwsze, ani na drugie jej pytanie wcześniej. I tak na dobrą sprawę nie była to odpowiedź, która miała jego mamę w czymś uświadomić. Nie było to nawet miejsce i czas na takie wyznania, zdaniem Jessiego.

Wycierając wcześniej dłonie w jedną z chusteczek, do tej pory ładnie złożonych na stole, wyciągnął dłoń w stronę twarzy Charlotte i dotknął jej policzka bardzo blisko jej ust, by delikatnie unieść ich kącik, imitując uśmiech.

-Nie smęć, jesteś na weselu - powiedział i zaśmiał się krótko. -Niczego jeszcze nie zadeklarowałem. Może jeszcze kiedyś poznasz synową.

O ile jakaś kiedyś będzie, ale tym Jasper nie miał zamiaru za bardzo zaprzątać sobie głowy. Z pewnością któregoś dnia chciał przedstawić matce kogoś, z kim faktycznie chciał spędzić resztę swojego życia, z kim współdzielić będzie to szczególne uczucie, ale do tej pory nie czuł tego względem nikogo - ani dziewczyny, ani chłopaka.

-Coś mi się wydaje, że tej damie to ani trochę nie przeszkadza - powiedział, patrząc wymownie na wcale nie taką młodą kobietę, która zakręciła się wśród młodych panien i wraz z nimi próbowała złapać welon.

Jej zawód i oburzenie, gdy welon trafił w zgrabne dłonie młodszej i o wiele ładniejszej dziewczyny, były wręcz zabawne.

A potem w mgnieniu oka pojawiło się obok nich trzech dorosłych, bardzo radosnych mężczyzn (jeden z nich chyba był ojcem panny młodej). Ramię jednego z nich wylądowało na plecach Jessiego.

-Młody, a ty co tak stoisz? - zawołał. -Nic się nie bój. My mamusi popilnujemy, a ty idź i się baw. Młody jesteś, siły masz. Kiedy masz się wybawić jak nie teraz? Idź, bo ci wszystkie panny sprzed nosa sprzątną.

I tak zachęcany i popychany przez ojca panny młodej, Jessie dołączył do innych chłopaków i nawet wyciągnął ręce, żeby nie stać, jak ten kołek, i nawet spróbować złapać tę muchę.

No cóż, nie udało mu się. Ale szatyn po jego prawej, którego palce zaciskały się na muszce, cieszył się ze swojego sukcesu chyba nawet bardziej, niż Patricia i Harold ze swojego zamążpójścia.

Za to brunetka, w której włosy wpięto złapany przez nią welon, wcale nie wyglądała na taką szczęśliwą.




RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Charlotte Kelly - 04.09.2024

– Jeżeli nie zrozumieją w swoim ojczystym języku, w takich chwilach pozostaje uciec się do bardziej uniwersalnej mowy przemocy – odparła Charlotte. Wprawdzie nie była wyćwiczona w walce wręcz, a i doskonale wiedziała, że jak już sięga się po różdżkę, sytuacja może łatwo eskalować… ale uważała, że jak ktoś nie rozumiał słowa „nie”, to już sam eskalował sytuację i pora sięgać po drastyczne środki.
– Ależ nie smęcę, Jessie – roześmiała się Charlotte, bo zaiste, nie należała do osób, które traciłyby czas na smucenie się czymkolwiek. Zdawało się, że jest niczym Mała Mi z pewnej mugolskiej bajki: mogła być albo zła, albo wesoła, nie chciała i nie umiała być smutna, a przynajmniej nie dłużej niż parę chwilę. – W tej chwili rozważam, czy zjeść jeszcze parę tych makaroników, czy raczej zdecydować się na ciasteczka – przyznała, spoglądając mu w oczy z rozbawieniem. Och, chętnie by poznała synową, ale i ani trochę się jej do tego nie spieszyło. Zresztą, gdyby postanowił mieć partnera, to jakoś by to zaakceptowała, przyjaźń z Anthonym dawno nauczyła ją pewnej tolerancji, chociaż pewnie wtedy trzymałaby jakoś tak odrobinę dystansu – nikt w końcu nie mówił, że Charotte Kelly była miłą osobą. Doskonale potrafiła taką udawać, ale to coś zupełnie innego.
Z pewnym rozbawieniem patrzyła, jak jej syn trafia do grona osób pociągniętych do łapania muszki – a potem zabrała się ostatecznie i za makaroniki, i za ciasteczka, i za maliny z bitą śmietaną, podsuwając je także synowi. Wypiła trochę szampana i trochę wina, i nawet zatańczyła z jednym z tych mniej pijanych wujków, a Jasperowi zasugerowała, że może zaprosiłby na parkiet o, tę dziewczynę, co tam podpiera biedna ścianę. (Charlotte, w zależności od nastroju, czasem takimi pogardzała, że brak im pewności siebie i obycia, aby dobrze się bawić, czasem zaś czuła do nich odrobinę współczucia – tyle, na ile było ją stać. A dziś te maliny były słodkie, bita śmietana doskonała i wprawiło to panią Kelly w dobry nastrój.)
Minęła ponad godzina, odkąd ich tutaj zaciągnięto, gdy po rozejrzeniu się po gościach, coraz bardziej upojonych alkoholem uznała, że pora się zbierać – zwłaszcza, że i jej zaczynało szumieć w głowie.
– To co? Zbieramy się? – spytała, zgarniając jeszcze kawałek ciasta i żałując szczerze, że nie bardzo miała jak zabrać go więcej.


RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Jessie Kelly - 04.09.2024

-Yhym... A nie bałabyś się, połamać paznokci? Ty w ogóle umiesz się bić? - zaśmiał się, bo przecież zdzielenie kogoś gazetą po uchu nie było formą "przemocy", która byłaby dobrym rozwiązaniem.

A najczęściej nie była po prostu dobrym pomysłem, bo najczęściej twoim przeciwnikiem był dwa razy większy od ciebie paker, a jeśli był to chuderlak, to zaraz rzuci się na ciebie całe stado jego przyjaciół. I tak źle i tak niedobrze. Poza tym nie wyobrażał sobie swojej matki, rozpoczynającej bójkę i bardziej spodziewał się usłyszeć w odpowiedzi "Od tego mam przecież ciebie". No i jak tu nie kochać tej mamy Kelly?

-Spróbuj ciasteczek. Tych chyba jeszcze nie jadłaś - i sięgnął po wspomniane słodycze, ustawione na stole trochę dalej, niż te słodkości, którymi raczyli się do tej pory.

Charlotte mogła trzymać gdzieś w sobie nutkę nadziei, że kiedyś jej najstarszy syn przedstawi jej dziewczynę, która miałaby zostać jej synową, ale na to będzie musiała jeszcze trochę poczekać. Może nawet trochę dłużej niż "trochę". Istniała niewielka szansa, że kiedyś przedstawi matce partnera, ale istniała równie niewielka szansa, że nie przedstawi nikogo, bo nie będzie miał kogo przedstawiać. Wszystko było możliwe.

Jasper musiał przyznać, że wesele, na które zostali zaciągnięci (w sumie bardziej jego mama, a on po prostu poszedł za nią, żeby jej pilnować) nie było takie złe. Jedzenie było pyszne, a Jessie nawet dołączył do czynnej zabawy. I kiedy jego mama poszła na parkiet z jednym z mniej pijanych wujków, on zaprosił do tańca tę dziewczynę, która podpierała ścianę. Była całkiem ładna i nawet miła, gdy wymienili między sobą kilka zdań.

I może w sumie nawet zostałby trochę dłużej (te makaroniki naprawdę były pyszne), ale powoli zaczynał tęsknić za swoim łóżkiem. No i musiał jeszcze zająć się Benjim.

-Zbieramy się - odpowiedział z uśmiechem i owinął w dwie chusteczki kilka makaroników, dwie pudrowe róże i kilka ciastek dla rodzeństwa.

Niestety, za dużo wziąć nie mógł, bo nie miał w co, ale przynajmniej nie wrócą do domu z pustymi rękami. Życzyli jeszcze parze młodej szczęśliwego pożycia i wreszcie opuścili lokal, żegnając się jeszcze z tymi gośćmi, którzy zwrócili na nich uwagę i życzyli dobrej nocy.

A jednak nikt się nie zorientował.


Koniec sesji