Secrets of London
21 sierpnia 1972 - Look at me with my fancy new job! | Peregrinus i Charles - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: 21 sierpnia 1972 - Look at me with my fancy new job! | Peregrinus i Charles (/showthread.php?tid=3808)

Strony: 1 2


RE: 21 sierpnia 1972 - Look at me with my fancy new job! | Peregrinus i Charles - Charles Mulciber - 13.10.2024

Charlie pokręcił głową, potwierdzając, że nie mieszka długo w Londynie, ale nie strapił się tym szczególnie. Wciąż pozostawał pogodny.

- Ledwie miesiąc. - Poinformował Peregrinusa, jednocześnie wyjaśniając swoją niewiedzę. - Wydaje się, jakbym był tu dużo, dużo dłużej! Zdążyłem już narobić rodzinie kłopotów. - Zaśmiał się, bo teraz tylko tyle mu pozostało. Kiedy sytuacja naprostowała się, nie było sensu dłużej kajać się za świeczki. - W każdym razie, muszę się jeszcze dużo nauczyć, tak o Anglii, jak i o pracy dla państwa Dolohov. - Podkreślił, nieprzypadkowo zawierając w swojej wypowiedzi również Vakela. Spodziewał się, że skoro małżeństwo pracuje tak blisko, niemal drzwi w drzwi, nadarzą się okazje, gdy będzie musiał przydać się również Vakelowi.

I chociaż chciał porzucić temat świeczek, to Peregrinus postawił sprawę jasno. Charles spoważniał.

- Z pewnością nie będę ich reklamował. Nie tak, jak zrobiłem to pod przymusem w Czarownicy. - Położył emfazę na odpowiednie słowa, by nowy kolega w końcu zrozumiał i znalazł w sercu współczucie zamiast uprzedzenia. - I tak, zamknę formę w innym kształcie. - Potwierdził, podnosząc rękę i poprawiając grzywkę, zdradzając jednocześnie to, jak niezręcznie czuł się podczas tej rozmowy. - Co mi przypomina... Peregrinusie, będę prosił cię o pożyczenie mapy nieba, mapy księżyca, jeśli będziesz tak miły. Takie formy również będę mógł wykorzystać w tworzeniu świeczek. Kto wie, może nawet będziecie chętni zaopatrzyć się w taki asortyment? Świeczki w kształcie znaków zodiaku czy w formie księżyca znalazłyby nabywców wśród waszych klientów. - Snuł plany, choć wciąż tak daleko odsunięte w przyszłości. Przed pierwszą wypłatą nie mógł nawet zacząć pracy, gdy nie miał środków na materiały.

Daleki był od strojenia sobie żartów z nowego znajomego. Poprawił się na krześle i nawet założył nogę na nogę, by było mu wygodniej siedzieć i dyskutować.

- Gdzie Alexander Mulciber upatruje autorytetów? - Pociągnął temat wuja. - Wydajesz się go znać lepiej, niż ja. Na ośmionogiego Sleipnira… - Westchnął. - Ja nie znam go wcale. To kolejna rzecz, której będę musiał nauczyć się w Londynie: własna rodzina! - Zauważył ponuro. - Ta dalsza, ma się rozumieć. A Lyssa? Lyssa Mulciber? Czy ona nie ma jakiegoś pokrewieństwa z państwem Dolohov? W każdym razie, wydaje się, że nie będziemy tworzyć dużego zespołu, skoro jest tu tylko parę osób. Może to i lepiej...


RE: 21 sierpnia 1972 - Look at me with my fancy new job! | Peregrinus i Charles - Peregrinus Trelawney - 03.11.2024

Trudno było nie zauważyć, że Charles zdążył przydać rodzinie kłopotów, ale Peregrinus nie zamierzał się nad nim dalej pastwić. Dostał, co chciał — zapewnienie, że kształt się zmieni. Dla niego zamykało to temat.
Dobrze. Buduj markę na jakości oferty, nie skandalu. W dłuższej perspektywie lepiej na tym wyjdziesz. — Gdy usłyszał ten przymus, prychnął cicho, wyraźnie ubawiony. — Pod przymusem? Ciężko mi uwierzyć, że Isaac Bagshot mógłby kogoś szantażować.
Raczej nie kojarzył szkolnego kolegi z wymuszeniami i wykorzystywaniem. Bagshot zawsze sprawiał wrażenie poczciwego, szczerego chłopaka, ale kto wie, czy pod tą fasadą nie krył się manipulant. Peregrinus nie wiedział, bo na tyle blisko mimo wszystko nie byli, leczy byłby to ciekawy zwrot akcji.
Mapę księżyca? Ukształtowania księżyca? — Nie przychodziło mu do głowy, co Charles mógłby z takową zrobić, więc wolał się upewnić.
Map samego nieba z kolei było w Prawach Czasu pod dostatkiem. Jeśli oglądanie gwiazd miało odciągnąć Charlesa od rzeźbienia jego słynnego asortymentu, Peregrinus gotów był mu dać nawet i trzy egzemplarze. Wstał więc i zniknął na chwilę we wnęce za swoim biurkiem, gdzie przeglądał po kolei szuflady olbrzymiego sekretarzyka, dopóki nie znalazł jakiejś nieużywanej. Pożyczanie swojej osobistej mapy poznaczonej osobistymi notatkami było zbyt… cóż, osobiste.
Może. Może nie — skomentował to, że Mulciber miałby ich zaopatrywać w świece. Stanął na powrót za biurkiem i przesunął wybraną mapę w stronę chłopaka. Nie zamierzał budzić w nim fałszywych nadziei. Mieli tu stałych dostawców, a i na tę chwilę opinia Vakela o Chalresie nie była najżyczliwsza.
Imię Alexander Mulciber — ciągnięcie tego irytującego tematu — posłało wróżbitę ze zkwaśniałym grymasem z powrotem na jego fotel. Mimo że poprzedniego papierosa zgasił ledwo przed chwilą, nawet nie zauważył, kiedy odpalił kolejnego. Naprawdę nie chciało mu się roztrząsać tematu człowieka, który budził w nim cały wachlarz dziwnych, sprzecznych myśli. Okrutnym dowcipem losu było to, że musiał pogodzić się z faktem, że jednocześnie czuje do niego szacunek i pogardę.
Alexander Mulciber jest człowiekiem o szerokich horyzontach, jeśli idzie o dywinację. I kilka innych dziedzin. — Odchylił się na oparcie krzesła, zaciągając głęboko. — W dziedzinie autorytetów jednak skrajnie ograniczonym. Prawdę mówiąc, wątpię, czy w ogóle zna to słowo. Ludzie jak on dokonują w życiu albo czegoś bardzo wielkiego, albo bardzo głupiego. Drugi przypadek dominuje. — Chwila pauzy, nim zdecydował, że wypada jednak jakoś skonkludować swoje myśli. — Nie sądzę, że Alexander jest idiotą. Obawiam się tylko, że może nie wiedzieć, jak być geniuszem.
Nie był to bynajmniej koniec tematów, które wystawiały na próbę peregrinusową umiejętność prowadzenia uprzejmej rozmowy. Pomysły Charlesa doprawdy mogły przyprawić o ból głowy.
Lyssa jest córką mistrza Dolohova — doprecyzował. Nie była to w końcu żadna tajemnica. Wyglądało na to, że Mulciber nie kłamał, mówiąc, że nie wie nic o swojej rodzinie. — A my nie będziemy tworzyć zespołu. Nie specjalizujemy się w Prawach Czasu w przewidywaniach rozwoju smoczej ospy. Pracujesz z panią Dolohov. Nasze dziedziny się nie łączą.


RE: 21 sierpnia 1972 - Look at me with my fancy new job! | Peregrinus i Charles - Charles Mulciber - 05.11.2024

- To naprawdę długa perspektywa! - Charles uśmiechnął się pod nosem, zakładając nogę na nogę. Zamieszał w swojej kawie, chcąc, by cukier rozpuścił się do końca. - Jestem świadom, że jeszcze dużo mi brakuje, żeby zacząć coś naprawdę... prawdziwego. - Stwierdził z wahaniem, nie znalazłszy lepszego słowa. - Muszę znaleźć dobrego zaklinacza, żeby pomógł mi w nauce nakładania zaklęć na świeczki. Może ty jakiegoś znasz? - Podpytał od razu, unosząc spojrzenie na Peregrinusa. W tych oczach nie było nic, prócz szczerości i nadziei. Charles rzeczywiście potrzebował pomocy kogoś bardziej doświadczonego i nie krył się z tym. Pomoc wuja z miejsca odpadała. - Skoro znasz nawet Isaaca Bagshota? - Uczepił się zaraz tematu reportera.

Dla Charlesa, temat Isaaca był trudny. Bagshot wydawał się mieć same dobre intencje, lecz ojciec jasno przedstawił sprawę: Isaac Bagshot wykorzystał Charlesa do własnych celów. Ale czy na pewno była to prawda? Czy to Charlie sam nie zdjął koszuli, nie zapozował do zdjęcia (choć ciągle się wstydził), czy sam nie opowiedział o świeczkach, chcąc chronić skórę wuja? Kiedy Mulciber wracał do listów, które wymienili w czasie tych nieszczęsnych dni po Lammas, dochodził do wniosku, że być może... być może w tym jednym ojciec nie miał racji. Być może obaj przesadzili i Isaac chciał dobrze, oferując wywiad, a to Charles nie pomyślał o konsekwencjach?

- Co o nim myślisz? Czy to rzetelny reporter? - Podpytał od razu, chcąc poznać opinię Peregrinusa. - N-nie musisz szukać tych map od razu! - Zawołał za nim, widząc, że do tego zabiera się nowy kolega. A nie wyglądał na narwanego! - Dziękuję! - Dodał głośno, bo wiedział, że chociaż map mogło być pod dostatkiem, to pożyczanie takiej komuś zupełnie obcemu mogło nie być komfortowe.

Trelawney miał wiele do powiedzenia do Alexandrze i Charlie nie wiedział, czy jego słowa mu się podobają, czy nie. Przyciągnął do siebie mapy, a domniemania na temat zaopatrywania lokalu w świece skwitował uprzejmym skinieniem głową.

- To bardzo ciekawe, co mówisz. Zauważyłem, że wuj budzi w ludziach skrajne odczucia. - Wyraził się delikatnie, skupiając się na tym kawałku mapy, który widoczny był w rulonie. - Jestem przekonany, że wuj Alexander jest stworzony do wielkich rzeczy. Że, cóż, tak jak mówisz, nauczy się być geniuszem. - Uśmiechnął się pod nosem, ale tym razem ten uśmiech był tylko dla niego. Kiedy mówił o wuju Alexandrze, w jego klatce piersiowej rozlewało się ciepło, bardzo przyjemne, przesycone dumą z dzielenia krwi z kimś takim. Może kiedyś stanie się podobny wujowi. Kiedyś.

I choć wieść o tym, że Lyssa była córką mistrza była zaskakująca, to nawet w najmniejszym stopniu nie tak, jak to zupełnie niepodważalne odmówienie bycia w grupie tworzącej Prawa Czasu i gabinet pani doktor.

- Ale... będziemy pracować w jednym miejscu. - Zauważył Charles z pewną żałością, która wylała się z niego wraz z rozczarowaniem. - Przecież będziemy się widywać? Rozmawiać ze sobą? Miałem nadzieję poznać was wszystkich bliżej...


RE: 21 sierpnia 1972 - Look at me with my fancy new job! | Peregrinus i Charles - Peregrinus Trelawney - 09.12.2024

Peregrinus nie powiedziałby, że zna nawet Isaaca. Chodzili w podobnym czasie do szkoły i to tam się zakolegowali jeszcze jako szczenięta, toteż ta znajomość wydawała się wróżbicie czymś zupełnie naturalnym. Należało przy tym przyznać, że faktycznie Trelawney zapewne dysponował w angielskiej społeczności magicznej większą pulą kontaktów niż świeżo przybyły Charles. Pracując u Dolohova, miał nadto okazji, aby być przedstawionym rozlicznym czarodziejom.
Pomyślę o tych zaklinaczach. — Mimo że na tym etapie nieszczególnie zamierzał komukolwiek polecać chłopaka, którego poznał dziesięć minut temu. Może pewnego dnia. — Sądzę, że to, co robisz, już jest prawdziwe. Masz w ręku ten fach, obudowanie wokół niego biznesu to zapewne kwestia czasu. — Patrzenie w te oczy pełne szczerej do bólu nadziei budziło w nim wbrew woli przebłyski życzliwości. Wyciągnął rękę w stronę tarota leżącego na biurku i dwoma palcami ściągnął kartę ze szczytu stosu. Gdy przyjrzał się jej, kącik jego ust lekko się uniósł. — Fortuna ci sprzyja. Wygląda na to, że poradzisz sobie z obecnymi przeciwnościami.

[roll=Tarot]

Wtasował asa mieczy z powrotem w talię, która pozostała po tym w jego rękach. Zręczne palce bezwiednie przekładały karty, gdy Peregrinus myślał Bagshocie i Alexandrze. Jak do tego doszło, że był maglowany przez Mulcibera na okoliczność swoich relacji z tymi ludźmi?
Nie miałem okazji czytać zbyt wiele jego dziennikarstwa. Widziałem książki — zaczął powoli, starannie dobierając słowa. Nie lubił rzucać ich byle jak na wiatr; wiatr lubił bowiem zmieniać kierunek i z zaskoczenia powracać z konsekwencjami. — Ma swoją niszę. Na tyle, na ile byłem w stanie zweryfikować, pisał raczej rzetelnie, ale obszar jego zainteresowań to nie moja specjalizacja. Prywatnie wydaje się natomiast… myślę, że działa zwykle w dobrej intencji.
Wspomniał mimowolnie ostatnie spotkanie z Isaakiem w Windermere, gdzie zobaczyli się pierwszy raz po latach. Choć okoliczności nie były sprzyjające, Peregrinus nie zauważył, aby Bagshot radykalnie zmienił charakter od czasów Hogwartu.
Mapa została natomiast wręczona od razu. Dopóki Trelawney nie wiedział do końca, jaka będzie reakcja Vakela na obecność Charlesa, wolał nie ryzykować, że chłopak wpadnie kiedyś do Praw Czasu, gdy jego nie będzie akurat w pracy, i naopowiada Dolohovowi, że Peregrin mu czeogś naobiecywał. Lepiej dmuchać na zimne?
W tym, że Alexander Mulciber budzi skrajne odczucia, Peregrinus mógł w pełni zgodzić się z Charlesem. On sam nie wiedział, co dokładnie myśli o tym człowieku, którego poznał z dwóch tak różnych stron.
Życzę mu tego — odparł bez przekonania na wizje rozsnuwane przez swojego gościa.
Gdyby Alex zredukował się do persony, którą był, gdy pisali do siebie z Peregrinem listy i widywali się na korytarzach konferencji wróżbiarskich, Trelawney mógłby to powiedzieć całkiem szczerze. Nie był jednak pewien, czy te życzenia pozostawały w mocy po tym, jak ujrzał w nim obrzydliwego dziada molestującego wzrokiem nastolatkę na Czarnym Weselu.
Czas pokaże. Zapewne będziemy się, w rzeczy samej, widywać. Chciałem jedynie, abyś wiedział, że państwo Dolohov nie współpracują zawodowo.


Koniec sesji