Secrets of London
[25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" (/showthread.php?tid=3837)

Strony: 1 2


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Florence Bulstrode - 07.09.2024

– Oczywiście, że wam pomagam. Jesteśmy rodziną – odparła Florence, bardzo spokojnie, czekając aż Basilius wypije eliksir, a gdy tylko zaczął działać, uniosła różdżkę i lekko stuknęła w czubek jego nosa. Chrupnęło, Prewett, mimo mikstury, poczuł lekki ból, który pulsował z nosa jeszcze przez chwilę, a potem Florence stuknęła w nos ponownie, zmuszając czarem kości, by się połączyły. I podsunęła kuzynowi porcję Szkiele – Wzro, pół łyżeczki, mniejszą od tej, jaką dostał Icarus – tak aby efekt jej czaru pozostał trwały. – Za pół godziny wiggenowy, żeby zlikwidować krwiak i opuchliznę. Dla Icarusa dopiero jutro, kiedy kości zrosną się na stałe – oświadczyła, a potem cofnęła się nieco, tak by mieć ich obu w zasięgu wzroku.
Byli zmęczeni, byli poranieni, byli niewyspany, a Icarus był też trochę podbity.
Ale nie przeszkadzało im to zachowywać się jak mali, nieodpowiedzialni chłopcy, a nie dorośli mężczyźni, którzy powinni mieć więcej rozumu w głowie, więc nie zamierzała im odpuścić.
– Medal, tak, sądzę, że obaj na taki zasługujecie – oświadczyła, wodząc pomiędzy nimi spojrzeniem. – Czy żadnemu z was nie przyszło do głowy, że kiedy ktoś robi awanturę w środku nocy, informuje się go, że jeśli zaraz nie odejdzie, wezwie się Brygadę Uderzeniową? Ani że nie otwiera się agresywnym, nietrzeźwym osobom drzwi do własnego domu? Basiliusie, mam ci przypomnieć, ile ofiar takich przypadków trafiło na nasz wydział tylko w zeszłym miesiącu? – spytała, na moment zatrzymując wzrok na Prewettcie nieco dłużej. Oni tylko się z tą „starszą, drobną historyczką magii” pobili fizycznie, ale w takich sytuacjach nie raz ktoś łapał za różdżkę. Powinien doskonale wiedzieć, w jaki sposób to może się skończyć! – Jaki przykład dajecie młodszej siostrze? Czy chcielibyście, żeby ona wychodziła do kogoś, kto wykrzykuje obelgi pod waszym domem? Icarusie, dlaczego jakaś przypadkowa kobieta z baru w ogóle zna twój domowy adres? Czy teraz wszyscy bywalcy zaczną dobijać się wam do drzwi, kiedy coś w Convivium się im nie spodoba? Ktoś, kogo stamtąd wyrzucisz, przyjdzie rzucać pomidorami w drzwi? Doprawdy, spodziewałabym się po was więcej rozsądku.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Icarus Prewett - 07.09.2024

Nie miał pojęcia, co odpowiedzieć Florence. Wychodziło na to, że z Basiliusem byli debilami do kwadratu. Swoją drogą Florence też zadawała bardzo rozsądne pytania. Jak ta nieznajoma kobieta miała jego adres? Nie pamiętał, żeby... Nagle naszło go olśnienie. To było cholernie głupie.

– Całkiem możliwe, że nasza starsza pani nie była jedyną kobietą w Convivium. I inna, bardzo ładna i inteligentna kobieta dostała ode mnie serwetkę z adresem. I jest też bardzo możliwe, że dzisiejsza atakująca ukradła tę serwetkę tamtej drugiej kobiecie – wyjaśnił Icarus, nie patrząc w oczy Florence. – Dobrze, że Electry tu nie ma. Nie dałaby mi żyć, gdyby się dowiedziała.

Umarłaby ze śmiechu. Icarus wiedział to, dlatego absolutnie nie miał zamiaru mówić o tym wszystkim siostrze. Miał nadzieję, że Basil też nie piśnie słówka. Może to była prawda, że dawali Electrze zły przykład. A przynajmniej Icarus. Choć w tej sytuacji Basil wcale nie był tym rozsądnym.

– Przepraszam. Mogłem być konformistą i przyznać rację tej dyletantce. Albo mógłbym też nie dzielić się moim adresem z nowo poznanymi osobami. Obiecuję, że to się nie powtórzy – położył rękę na sercu. Przynajmniej na tyle, ile był w stanie.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Basilius Prewett - 12.09.2024

Dla Basiliusa gorsze chyba od samego, nawet jeśli przytłumionego bólu, było to charakterystyczne chrupnięcie, które towarzyszyło zaklęciu składającemu kości. No i oczywiście sam smak tego podłego eliksiru, chociaż to i tak nie równało się z dyskomfortem, który poczuł, gdy Florence zaczęła wypominać im to co właśnie zrobili. W pierwszej chwili chciał otworzyć usta i spróbować jakkolwiek bronić honoru swojego i brata, potem natomiast przyszło mu na myśl, aby wypomnieć kuzynce, że gdyby była z nimi Electra to pewnie pierwsza rzuciłaby się na tę wariatkę (oni przynajmniej chwilę poczekali) i załatwiła całą sprawę w pięć sekund, zanim oni zdążyliby ochłonąć po tym przejściu kilku kroków do drzwi. I to właśnie dlatego po tej uwadze Florence, Basilius zacisnął wargi i przeniósł spojrzenie na Cerbera, który właśnie zaczął łasić się do Bulstrode, jako chyba jedyny Prewett w tym pomieszczeniu, który jeszcze jej nie podpadł, i uznał, że nie ma co się głupio bronić. Ellie byłaby z pewnością skora do walki, ale jak zostało już dzisiaj zauważone, takie konfrontacje mogły się skończyć naprawdę źle, wolałby więc aby siostra uciekała się do nich jedynie w ostateczności.
- Nie, nie chcielibyśmy - odparł cicho, powoli patrząc Florence w oczy, ale oczywiście zamierzał bronić brata, bo przecież Icarus nie dawałby obcym ludziom ich domowego adresu.
No i kurwa mać.
Icarus dawał obcym ludziom ich adres domowy.
- Słucham? - spytał patrząc na brata z uniesioną brwią i założonymi na siebie rękami. Pewnie lepiej by to wyglądało, gdyby jeszcze wstał, ale... Był na to za bardzo zmęczony. - Dajesz przypadkowym kobietom nasz adres? Przecież... Ale... Co z tego, ze była... Po co... Wiesz jakie to niebezpieczne? Wiesz ile osób trafia do Munga, bo złe osoby dostały ich adres? A gdyby ktoś gorszy jej go ukradł? Przemyślałeś to chociaż, czy była to przypadkowa klientka, z którą rozmawiałeś pięć minut? - Może Icarus po prostu poznał kogoś z kim świetnie mu się rozmawiało całymi godzinami i dopiero wtedy dał jej swój adres? Nie byłaby to wciąż najlepsza wersja wydarzeń, ale dalej lepsza. Westchnął ciężko i potarł dłońmi skroń. Przynajmniej jutro, czy raczej dzisiaj, miał wolne. Przynajmniej będzie się mógł wyspać, jak już wreszcie położą się spać. - I nawet nie myśl, że powinieneś się z nią zgadzać. Ale Florence ma rację. Powinniśmy byli wezwać BUM. - I najwyżej jak by ją już zabierali krzyknąć, że to ona się myli, jeśli chodziło o historię magii. - I czy mógłby ktoś - Ktoś. Obecnie sprawna była jedynie Florence. - Zaparzyć jakąś herbatę wzmacniającą.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Florence Bulstrode - 13.09.2024

Florence lubiła zwierzęta – chociaż sama poza sową nigdy nie marzyła, by jakiegoś trzymać, bo cóż, wymagały czasu, uwagi i brudziły, a ona nie miała dość tego pierwszego, aby utrzymać przy zwierzaku idealną czystość – ale początkowo ignorowała Cerbera, zbyt skupiona na tych Prewettach, którym należało przemówić do rozumu. Pochyliła się i pogłaskała go po grzbiecie dopiero, kiedy upewniła się, że do rozespanych umysłów kuzynów faktycznie dotarło, co zrobili nie tak i następnym razem zastanowią się dwa razy.
Oczywiście, że Electra miałaby ochotę się bić i oczywiście, że byłoby to niemądre. I że powinni ją w takiej sytuacji powstrzymywać. I nie dawać jej złego przykładu, aby uważała, że aprobują takie zachowania!
– W takim razie, Icarusie, gdy następnym razem w barze pojawi się młoda, inteligentna kobieta, zasugeruj, żeby posłała ci sowę do tego baru. Albo postąp tak, jak powinien młody, inteligentny mężczyzna i spytaj, czy nie poszłaby kolejnego dnia z tobą na kawę w pobliskiej kawiarni, zamiast od razu zapraszać do domu – powiedziała chłodno. W barach nie powinno podawać się swojego adresu, zwłaszcza gdy jesteś właścicielem i ten może roznieść się po bywalcach. – A ty, Basiliusie, następnym razem użyj sieci Fiuu i wezwij Brygadę – dodała, żeby starszy Prewett nie myślał sobie, że mu się upiecze. – Zrobię herbatę, potem idziecie spać. Znajdę w tym tygodniu chwilę i zainstaluję wam przekładnie. Chociaż zaznaczam, one podziałają tylko, jeśli do pomieszczenia, na które je założę, nie wpuścicie nikogo osobiście – dodała, rzucając im bardzo, bardzo uważne spojrzenie, takie jakby chciała zasugerować, że powątpiewa, czy zdołają się przed tym powstrzymać.
Na moment skupiła jeszcze wzrok na Icarusie.
– Doskonale wiesz, że to nie jest ta kobieta z baru – dodała jeszcze, i trudno było powiedzieć, czy to dodatkowa uwaga kuzynki, potępiającej poznawanie dziewcząt akurat w barach (trochę hipokryzja, skoro on bar prowadził), krewnej, która podejrzewała, że on to jednak w sercu ma kogoś innego, czy może jasnowidzki, czasem wiedzącej trochę więcej niż inni.
I wymaszerowała do kuchni, by zaparzyć im tę herbatkę.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Icarus Prewett - 13.09.2024

Owszem, dał przypadkowej kobiecie z baru swój adres. Miał nadzieję, że napisze, a potem się spotkają raz i już najprawdopodobniej nigdy więcej. Takie było życie romantyczne Icarusa – pełne pojedynczych spotkań, bo na tylko takie było go emocjonalnie stać. Co poradzić, że miał blokadę? Że jego serce należało do wspomnienia, które już nigdy nie miało powrócić? Była to sytuacja beznadziejna, dlatego postępowanie Icarusa też tak wyglądało. Nie chciał się przywiązywać, a czasem sobie myślał, że najlepiej by było w ogóle nic nie czuć. Otępić się i zapomnieć o całym świecie. Przypadkowe znajomości na pewno mu to dawały.

– Mówię, nie będę już dawał naszego adresu, zrozumiałem – odpowiedział Basilowi nieco sfrustrowany jego świętym oburzeniem. Jasne, że starszy z braci był bardziej odpowiedzialny. Miał to szczęście, że nie był życiową porażką. Basilius racował w prestiżowym zawodzie, zajmował się domem i jeszcze pilnował młodszego rodzeństwa. Nawet z chorobą serca, był idealny, bez skazy. – I spróbuję umawiać się na takie rzeczy w bardziej bezpieczny sposób. Wiem już, że to moja wina, ale skoro już poniosłem konsekwencje własnej głupoty, może skoncentrujmy się na czymś innym, dobra?

Wtedy Florence powiedziała, że tamta kobieta z baru nie była nią. Tak jakby wiedziała o wszystkim. O tym, że pomimo lat, nie potrafił zapomnieć o Monie Rowle. Że nigdy już nie miał poczuć się tak szczęśliwy i rozumiany, jak z nią. Nie było innej takiej osoby, nie dlatego, że reszta kobiet była pod jakimś względem podrzędna, ale z o wiele prostszego powodu. Żadna z nich nie była Moną.

To było głupie. Ich związek trwał ile? Pół roku? Mniej? I jeszcze w dodatku byli wtedy uczniami Hogwartu, zupełnie innymi ludźmi niż teraz. Na pewno Icarus się zmienił i to raczej nie na lepsze. Nie miał pojęcia czy tęsknił za Moną, czy za naiwnością tamtych czasów. Za tym, jaki był wtedy szczęśliwy i pewny siebie. To był chyba jedyny czas w jego życiu, kiedy był cały w skowronkach, kiedy każda chwila wydawała się radosna, o ile Mona była gdzieś obok.

– Wiem – odpowiedział kuzynce cicho. – Ale cóż mogę na to poradzić?

Kiedy Florence wyszła, Icarus pozostał w paskudnym nastroju. Każde wspomnienie o jego dawnej miłości, nawet tak pośrednie, powodowało, że miał ochotę rozpłakać się przy wszystkich lub lepiej, sięgnąć po butelkę i zapomnieć.

– Jestem chyba zmęczony – powiedział Basilowi, żeby ten się nim nie martwił. Jednak czy zmęczenie usprawiedliwiało lekkie załamanie głosu, kiedy wypowiadał te słowa?

Minęło dziesięć lat. Dekada. Czemu w takim razie nadal nie mógł się po tym pozbierać?


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Basilius Prewett - 18.09.2024

Westchnął cicho słysząc kolejną porcję pouczeń ze strony Florence i jedynie skinął głową, przymykając na chwilę oczy. Nie po to, aby ją ignorować, ani by udawać że zasypia, Florence była na to zbyt inteligentna i za bardzo ją lubił, a po prostu dlatego, że teraz, gdy już naprawdę opadły wszelkie nerwy z każdą kolejną chwilę czuł się coraz bardziej i bardziej zmęczony.
Nie martw się Flo. Będziemy wpuszczać podejrzane osoby jedynie do innych pomieszczeń, tak aby twoja praca nie poszła na marne – odgryzł się, masując sobie skronie, bo coś ponownie zaczynała go boleć głowa i chyba naprawdę powinien się zaraz położyć. Zresztą, jakby się uprzeć to przecież nie wpuścili tamtej wariatki do żadnego pomieszczenia, a w pewnym sensie wyszli do niej na zewnątrz. – A potem wezwiemy Brygadę.
Nie zamierzał już dłużej wytykać błędów Icarusowi. Nie dzisiaj. Nie kiedy oboje się nie popisali. Dlatego też podniósł rękę do góry w pojednawczym geście, a potem zmarszczył brwi wiedząc jego reakcję na dalsze słowa kuzynki. No tak, kobieta z baru której Icarus dał swój adres nie była tą samą osobą, która ich zaatakowała. Był aż tak niewyspany, że nie rozumiał o czym właśnie rozmawiali, czy też coś rzeczywiście mu po prostu umykało?
Zaraz wszyscy odpoczniemy – odpowiedział pocieszająco Icarusowi, jednocześnie wciąż przyglądając mu się uważnie, nie będąc do końca przekonanym, czy nagły spadek, w już i tak beznadziejnym samopoczuciu brata, wiązał się z bólem, zmęczeniem, czy czymś co powiedziała Florence. Ale cóż mogę na to poradzić? Podejrzane. – Wszystko dobrze? – Głupie pytanie w tym momencie, ale przecież wiedział o co mu chodzoło. – Jak się czujesz? Boli cię coś jeszcze?


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Florence Bulstrode - 19.09.2024

Skrzywiła się ledwo dostrzegalnie, kiedy Icarus wspomniał o „umawianiu się na takie rzeczy”. Nie żeby ją to dziwiło: miała trzydzieści dwa lata, była jasnowidzem, uzdrowicielem i kobietą dość rozsądną, nie naiwną panienką, zdarzało się jej mijać dziewczyny brata – i te bardziej stałe, i przelotne miłostki – na schodach domu, a i w świecie czystej krwi czystej krwi, miała wrażenie, było to dużo bardziej powszechne niż wśród tych czarodziejów żyjących z dala od znanych rodów… Ale Florence i tak nijak tego nie skomentowała, bo mimo wszystko nie uznawała za stosowne, aby omawiać takie rzeczy ze swoimi dwoma kuzynami.
– Nie zachowuj się jak wuj Edward, Basiliusie – skarciła go jeszcze, zanim ruszyła do kuchni. Nie bywała tu może codziennie ani nawet raz w tygodniu, ale orientowała się na tyle, by bez większego trudu znaleźć odpowiednią herbatę, a także czajnik. Tę pierwszą wsypała do filiżanek, wodę w tym drugim podgrzała zaklęciem. Mężczyźni mieli jakieś trzy minuty na wymienienie między sobą uwag i ewentualnie ponarzekanie poza zasięgiem jej uszu… chociaż pewnie gdyby to zrobili, Florence i tak by wiedziała. Może zdradzały ich miny, może to jasnowidzenie sprawiało, że zwykle doskonale wiedziała, co planowali o niej powiedzieć.
Wróciła z tacą i ustawiła obie filiżanki na stoliku. W salonie rozszedł się mocny zapach ziół, unoszący się znad gorących naparów.
– Gdy tylko Icarus weźmie drugą porcję eliksiru, idźcie spać. Obaj. Będę wracała do siebie – poinformowała, przesuwając jeszcze po nich spojrzeniem. Bardzo, bardzo poważnym.
Normalnie zostawiłaby bardziej staranne zalecenia albo została dłużej, ale Prewett był przecież uzdrowicielem, i to wcale nie gorszym od niej, powstrzymała więc odruch powtórzenia, jak dawkować mikstury, co robić i czego absolutnie nie robić…
…chociaż hm, może to ostatnie by się przydało.
– Zamknijcie za mną drzwi – dodała takim tonem, jakby miała wrażenie, że inaczej zapomną, zanim skierowała się do wyjścia. Było późno, a ona wciąż miała na sobie nocny strój, jej włosy były rozczochrane i ledwo przestała się martwić o kuzynów, a już zaczęło to wzbudzać jej irytację.
Tak jeszcze Florence sobie patrzy, czy chłopcy nic nie kombinują na odchodne
[roll=Z]
Koniec sesji



RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Icarus Prewett - 19.09.2024

Potwierdził słowa Basila, choć odrobinę niewyraźnie. Od kiedy Florence pośrednio wspomniała o Monie, poczuł pustkę jeszcze bardziej głęboką i ciemną niż, gdy myślał o ojcu. Przypominał sobie w takich chwilach tamtą kolację, która wszystko zmieniła, a raczej... zakopała głęboko w grobie, który już nigdy nie miał zostać otwarty.

Kiedy Florence na chwilę ich opuściła, by udać się do kuchni, pytanie Basila przez chwilę wisiało w powietrzu. Icarus nie chciał na nie odpowiadać. Był zbyt dobrym kłamcą, żeby nie czuć żalu, kiedy okłamywał brata, a powiedzenie prawdy nie wchodziło w grę. Bo może Basil by go zachęcił do podążaniem za głosem własnego serca? Do tego, żeby odnaleźć Monę, przeprosić ją, nawet na kolanach, jeśli było trzeba. Ale dla Icarusa nie było drugich szans. Upadek był zawsze ostateczny. Nie można było po nim wypłynąć na powierzchnię. Musiał utonąć.

– Nic się nie dzieje. To tylko kac – rzekł, kłamiąc tylko odrobinę. Choć może to nie było drobne kłamstewko? Może zaprzeczało prawdzie w sposób najbardziej bezczelny i bluźnierczy?

Kiedy Florence wróciła, przytaknął jej słowom. Nie wiedział, jak ona dawała sobie radę. Była bardzo stanowcza, a nawet... silna. Pewnie miała słabości, bo kto by ich nie miał, ale wydawała się zawsze osobą, która sobie radziła w najbardziej rozsądny i zdrowy sposób. W tej rodzinie była jakimś unikatem, choć Basil niemal jej dorównywał. Jak Icarus im czasem zazdrościł... tej stabilności.

– Serio będziemy uważać. Słowo – obiecał, kiedy ich kuzynka wychodziła.

Potem nastała chwila ciszy. Mało komfortowa, niczym brak strony w środku książki czy plama pustego płótna w centrum obrazu. Icarus miał szansę powiedzieć coś więcej, ale milczał. Nie tylko nie chciał martwić brata, ale też wizja konieczności działania, by rozwiązać swoje problemy go osłabiała.

Zrobili, jak kazała Florence. Icarus wziął ostatnią dawkę leku, a potem z pomocą Basila wdrapał się po schodach do swojego pokoju (rzecz jasna, po zamknięciu drzwi). Wymienili tylko zdawkowe „dobranoc”.

Kiedy zaś wypił dawkę eliksiru nasennego i położył się spać, nie było żadnych snów, jedynie kojąca pustka, która wydawała się trwać jedynie przez moment, zanim do jego pokoju wdarło się światło poranka.

Koniec sesji