Secrets of London
Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] (/showthread.php?tid=3844)

Strony: 1 2


RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 07.09.2024

Nie miał pojęcia, jak było w Walii, ale skoro stamtąd pochodziły osoby z nastawieniem takim jak Mo, to miał ogromny szacunek do tego narodu. Miał nadzieję, że na wakacje będzie mógł tam wyjechać, chociaż na tydzień. Wyobrażał sobie romantyczne przechadzki po rozległych zielonych polach, pikniki i spacery po małych miasteczkach. Nie było w tym wyobrażeniu miejsca na historię. W sumie nigdy nie miał wakacji bez lekcji z ojcem. Ale jak zda końcowe egzaminy... może dostanie chwilę oddechu.

– Nie widzę opcji, żeby tam nie przyjechać – obiecał, patrząc na Monę kochająco. Czy w wieku prawie osiemnastu lat mógł już wiedzieć, że chciał z nią spędzić resztę życia? Być może tego nie wiedział, ale na pewno to czuł.

Mógł przy niej mówić o wszystkim. Nie tylko o polityce i historii, ale o głupotach. I dzięki niej poszerzał swoje horyzonty. Przeczytał ze trzy książki o smokach (oczywiście pomiędzy nauką na końcowe egzaminy).

– Wiem, że Leach jest bardzo promugolski. Też mówił wiele o tym, by czarodzieje zaczeli angażować się również w niemagiczne sporty. To nie jest główny element jego programu, ale pokazuje jego... szeroką perspektywę. Nie męczy cię to, że gramy tylko w Quidditcha? A co z osobami, które boją się wysokości?

Ten temat był dla Icarusa ważny, bo jego niezdolność do wejścia na miotłę zawsze była czymś, co jego koledzy uważali za idealny powód do nabijania się. A przecież nie każdy musiał potrafić latać. Mugole grali w mnóstwo gier, choć Icarus nie miał pojęcia, jakie miały zasady. Były ma pewno czymś, co było warto poznać. Może w którejś z nich byłby jakkolwiek dobry?


RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 09.09.2024

Mona zamrugała szybko. Martwiła, że się przesłyszała.
— Mówisz serio? Naprawdę chciałbyś odwiedzić Walię? — jej twarz rozjaśniła się i szeroko się uśmiechnęła. W jej oczach zapłonął blask podekscytowania. — Och, Ari, gdybyś tylko zobaczył nasz rezerwat! I bibliotekę! Mamy nawet małą wystawę artefaktów, choć przyznam, że sama nie pamiętam, czy to starożytność czy średniowiecze. Ale nieważne! Jestem pewna, że ci się spodoba. I oczywiście pokazałabym ci moje ulubione górskie szlaki. A przede wszystkim... poznałbyś mojego Zębatka!

Z dumą wymieniła po kolei każdy walijski skarb, który był bliski jej sercu. 

Mona uśmiechała się tak samo szeroko do momentu, kiedy coś w niej nie drgnęło. Ton delikatnie się zmienił. Również zdała sobie sprawę, że z Icarusem mogła mówić o wszystkim, co tylko przyszło jej do głowy. Nie oceniając jej, pozwalał, by rozważała swoje myśli na głos; czy to były nieprzemyślane teorie, czy też mało znaczące wątki poboczne. Dawał jej przestrzeń do bycia sobą – czasem chaotyczną, czasem zbyt skupioną na szczegółach.

— Ari, pytasz mnie, mola książkowego, czy interesuje mnie jakikolwiek sport? — zażartowała, przewracając oczami.— Może masz rację, idąc w tym kierunku. Obawiałam się, że wystąpi ryzyko, że z magii będą korzystać tylko nie-czarodzieje… a może właśnie będziemy mieli do czynienia z tym, o czym wspominałeś. A z drugiej strony wyjdzie na to, że to zwykli czarodzieje zaczęliby wykorzystywać magię inaczej? Na przykład… nie używając jej wcale? Sport wydaje się bezpieczną płaszczyzną, żeby to wypróbować, pokazałaby nam, czy w ogóle faktycznie sensowne jest branie pod uwagę innych opcji. Może nowe podejście do sportu albo do czegokolwiek innego to właśnie krok w tę stronę? Ale zaraz… ci, którzy boją się latać na miotle? To bardzo skonkretyzowana myśl.

Wiedziała, że Icarus nigdy nie uczestniczył… czekaj, czy on…

Jej głos przycichł na chwilę, gdy spojrzała na swojego chłopaka jeszcze raz. A więc Icarus drugi raz postanowił zignorować tosta. Ta zniewaga krwi wymagała.

— Icarusie, jeśli zaraz czegoś nie zjesz, przysięgam, że cię ugryzę — powiedziała.


RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 09.09.2024

Icarus był prawie przekonany, że będzie mógł pojechać do Mony na wakacje. Bardzo tego pragnął. Chciał zobaczyć Zębatka i rezerwat, artefakty i uśmiech Mony, gdy będzie mu o tym opowiadać. Musiał tylko jakoś przekonać ojca, żeby mu pozwolił. Był gotów potem pracować podwójnie mocno przy nauce historii, nadrobić każdą księgę, jaką zada mu Dedalus.

– W takim razie jesteśmy umówieni – uśmiechnął się radośnie.

O sporcie nie chciał za dużo mówić. Nigdy nie był w tym dobry, ale z drugiej strony znał praktycznie jedynie latanie. A wysokości bał się niemal panicznie. Nie wyobrażał sobie jeszcze raz wsiąść na miotłę. W pierwszej klasie już zaliczył jeden spektakularny upadek i to mu wystarczyło.

– Powiem tylko tyle, że moja relacja z Quidditchem nie jest zbyt pokojowa – odparł krótko. – A dokładniejszą historię zatrzymam na inną rozmowę.

Nie wiedział też czemu, ale przeszedł go lekki dreszcz, kiedy Mona powiedziała o gryzieniu. Natychmiast ogarnął go lekki wstyd. Czy było normalne, że miał ochotę nie jeść i zobaczyć co się stanie? Jednak postanowił nie protestować.

– Już, już. Wychowywałaś się ze smokami, więc nie powinienem się narażać na twoje ugryzienie. Jakkolwiek bym nie miał ochoty – ostatnie zdanie dodał półszeptem.

Reszta śniadania przebiegła im w spokoju. I chyba Krukoni pogodzili się z tym, że ten jeden raz Ślizgon jadł przy ich stoliku.

Koniec sesji