Secrets of London
Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: Love is the death of duty [4 lipca 1962] (/showthread.php?tid=3865)

Strony: 1 2 3


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Bard Beedle - 17.09.2024

W gruncie rzeczy nie pytał się o zawiłego fakty historyczne, a o podstawy podstaw, które nawet ktoś pracujący w rezerwatach smoków powinien wiedzieć. Nie kazał przecież podawać żadnych dat, ani nawet wymieniać przyczyn i skutków jakiegoś wydarzenia historycznego, a jedynie zapytał się o wizerunek boga na talerzu.
Zeus.
Przynajmniej umiała poprawnie odczytywać umieszczone na ceramice symbole, bo podobizna boga rzeczywiście trzymała w ręku pioruny. Gorzej, że najwidoczniej, albo nie potrafiła łączyć faktów, bo przecież wspomnieli o tym, że zastawa pochodziła z Rzymu, lub po prostu nie potrafiła przywołać z pamięci właściwego odpowiednika bóstwa. Nie było to jednak jeszcze, aż tak straszne.
A potem łyżka z zupą zawisła w połowie drogi do ust Dedalusa, a sam mężczyzna wbił zaskoczone i nieco rozczarowane spojrzenie nie w Monę, a własnego syna, który wyraźnie się zaczął stresować.
Fascynujące – powiedział opuszczając łyżkę. Najbardziej fascynujące było to, że doskonale pamiętał, że Icarus sam kiedyś pytał o te stworzenia w sposób całkowicie niegodny intelektualisty. Powoli przeniósł wzrok na Rowle, zaciekawiony tym co i ona miała w tej sprawie do powiedzenia. – Icarusie, nie musisz tłumaczyć swojej dziewczyny, wręcz przeciwnie bardzo chętnie wysłucham tego co sama ma do powiedzenia. Proszę mi powiedzieć panno Rowle. Skąd dowiedziała się pani o tych wymysłach? To jakaś fascynacja mugolskimi bajkami, czy też zasłyszana gdzieś anegdotka? – Którą z jakiegoś powodu czarownica postanowiła się podzielić, nawet jeśli według niego nie pasowała do rozmowy na tego rodzaju obiedzie. – Domyślam się, że musi być to nieco uciążliwe przy tym poczuciu humoru, gdy mój syn czuje się w obowiązku, aby podkreślać prawdziwe fakty historyczne. Ah, i obawiam się, że na talerzy widnieje Jowisz, ale rzeczywiście to on najbardziej zwraca uwagę.


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Mona Rowle - 17.09.2024

No i każdy mógł rozejść się do domu, bo jej dobry humor pękł jak bańka mydlana. Zeus. Jowisz. Oczywiście, że dla niego mogło to stanowić ogromną różnicę. Na chwilę zawahała się, czy kontynuować żartobliwą linię opowieści, którą tak zręcznie zaczęła, czy raczej uciec w długą ciszę. Ale również wiedziała, że to nie była odpowiedź. Bo problem polegał na tym, że Mona była… raczej uparta. Do tej pory tylko Ariemu udało się ją przekonać do kompromisu.

— Ah, ma pan rację – powiedziała w końcu, starając się nadać swojemu głosowi pewności, ale serce jej łomotało. – Na talerzu jest Jowisz, a nie Zeus. Gafa, przyznaję.

Mona była pewna, że średnio udało jej się złagodzić napięcie. I choć Deadalus Prewett wypowiadał swoje słowa z uprzejmością, było jasne dla niej po chwili, że to był test, próba. Test, który raczej nie zdała. Zmarszczyła brwi, gdy Icarus spiorunował ją wzrokiem, a jego ojciec wbił w nią swoje chłodne spojrzenie. No tak, pan wielki intelektualista, pomyślała o starszym mężczyźnie. Stłumiła wzbierającą się w niej irytację. Czy nie mógł odpuścić? To był przecież tylko żart. Dragonborni. No kto by się nie zaśmiał? Deadalus za bardzo przypominał znajomych jej ojca; tych nudniejszych znajomych. Coś też czuła, że ten wieczór nie skończy się za dobrze.

— Zdaje się, że nie każdy rozumie smocze anegdoty, ale jak mawiają… gdzie smok, tam legenda — dodała z lekkim uśmiechem, unosząc lekko brew.

Tak, tak, jego ojciec był poważanym człowiekiem, ale czy naprawdę miał aż tak głęboko kij w dupie, że wyglądał, jakby zaraz... No, może lepiej nie kończyć tej myśli na głos.

– Fakty, kto wie? – odparła z pozorną grzecznością. – Ale czasem legendy mają większą moc niż suche liczby. Może to smoki nas tego uczą – że nie zawsze wszystko da się zmierzyć, zważyć i zapisać w książkach. Nawet smoki mają swoje miejsce w historii, a opowieści o nich niekoniecznie są przesadzone. Wręcz mają swój urok.

Ale potem dostrzegła niemal błagalne spojrzenie Icarusa. Nie mogło być to bardziej dla niej oczywiste, że przesadziła. Zdecydowanie przeceniła swoje umiejętności społeczne, a teraz cała sytuacja zaczynała przypominać koszmar. Przygryzła wargę, a jej serce biło szybciej. Ale z drugiej strony czy Ari naprawdę chciał, żeby udawała kogoś innego? Żeby starała się przypodobać jego ojcu? Starała się nie pokazać, jak bardzo ją to wszystko kosztowało. To nie była jej wina, że Deadalus postanowił ją ukarać za odrobinę żartu w rozmowie! Odetchnęła głęboko i zmusiła się do uśmiechu.

Well shit. Tyle by było po dobrym pierwszym wrażeniu.


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Icarus Prewett - 17.09.2024

Strach jest dość specyficznym uczuciem. Niby to jedna z podstawowych emocji, bardzo pierwotna, ale i w pewnych przypadkach niezwykle skomplikowana. Prawdą było bowiem, że Icarus Prewett bał się swojego ojca. Och, jaki wstyd czuł w trzeciej klasie, kiedy to z szafy wyszedł bogin w postaci Dedalusa Prewetta... Dzień po tej lekcji wezwał go do siebie profesor Slughorn. Jako opiekun Slytherinu zajmował się takimi sprawami, wypytał, czy w domu było wszystko w porządku. Icarus czuł wtedy ogromny wstyd, bo przecież nawet podejrzenie, że ojciec mógłby jakoś go maltretować było obrazą! Dedalus nigdy nie podniósł na niego ręki, ba traktował go jako swojego następcę – z honorami, których nie przyznawał jego rodzeństwu. Skąd więc brał się ten strach? Icarus nie miał pojęcia, szczególnie jako osiemnastolatek, który nie potrafił zdać sobie sprawy z tego, czym była dokładnie przemoc psychologiczna i jak powinny wyglądać zdrowe relacje między dzieckiem a rodzicem.

Jego strach zaczął go opanowywać, był jak demon, który brał we władanie jego duszę. Przez to zaczynał odczuwać coś innego, paskudnego, jak pasożyt kiełkujący w jego piersi. Gniew. Bo jak Mona mogła pyskować Dedalusowi? Icarus tak wiele starał się, by być dziedzicem, jakiego by jego ojciec chciał i teraz ona uznała, że to dobry moment na kpiny? Coś w jego sercu płakało, kiedy miał te myśli. Kochał przecież Monę. Ale... Dlaczego mu to robiła? Dlaczego robiła to im obojgu? Przecież miało być tak pięknie! Ojciec i Mona mieli się dogadywać, bez żadnych dyskusji o smokach. A Dedalus... patrzył na niego tym samym spojrzeniem, co bogin. Był... zawiedziony. Icarus miał ochotę schować się pod stołem lub uciec. Przestał jeść, bo węzeł w żołądku zbyt mocno się zaciskał.

– Może mają urok, ale raczej nie są warte uwagi prawdziwych historyków, więc może zmieńmy temat? – jego głos zabrzmiał okropnie chłodno. Słowa... cóż, była ta próba ratowania samego siebie.

Musiał się uspokoić, zacząć myśleć. Może mógł zapytać ojca o Walię? Nie... To był okropny moment, żeby to zrobić.

– Myślałem, żeby po zupie pokazać Monie inne artefakty z Rzymu. Będziemy mogli pójść potem w tym celu do twojego gabinetu, ojcze? – spytał Icarus po chwili milczenia.


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Bard Beedle - 18.09.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/3c70e0b5c330cb97c11ccb59ca3be98a/d51faa24d759542f-2b/s500x750/01fa9d7562d177d70a44429567ea915159d735c9.pnj[/inny avek]

Dedalus przyjrzał się uważnie Monie i chociaż wciąż starał się zachowywać sympatyczną postawę, tak jego oczy zdradzały pewien rosnący sceptycyzm wobec wybranki serca swojego syna. Nie był jeszcze całkowicie negatywnie do niej nastawiony. Młoda panna Rowle, nawet jeśli nie do końca potrafiła się poprawnie wysłowić, to nie miała aż tak złych pomysłów, bo widział logikę w stwierdzeniu, że nie wszystko dało się uporządkować jedynie za pomocą suchych faktów. A jednak, była to jednak jedna, cieńka nitka sensu w labiryncie głupot. Sytuacja akceptowalna u znajomych jego syna, ale jużnie u kogoś kto miałby się z nim potencjalnie związać na stałe.
Rzeczywiście nie raz udokumentowano jak na masy oddziaływały pewne legendy i zabobony – stwierdził, próbując z jej wypowiedzi wyłuskać konkretną odpowiedź, wobec tego czy uważała te bajki za brednie czy nie. Był jednak wściekle pewny, że to przez nią Icarus pytał się wtedy o te cały Dragonborny i całe szczęście, że udało mu się skutecznie wybić te bujdy z głowy chłopaka. – Jak jednak słusznie zauważył mój syn, nie tym się tutaj zajmujemy. Rozumiem jednak pewną chęć zaprezentowania swojego poczucia humoru.
Fakty, kto wie?
Też mu coś! Czyżby Hogwart przymykał teraz oko na wymyślających głupstwa uczniów? Dobrze, że Icarus był przynajmniej w jakiejś części na to odporny. Nie umknęło mu jednak to, jak zmienił się ton głosu młodszego Prewetta, gdy czarownica powiedziała to, co powiedziała.
Oczywiście – odpowiedział krótko na prośbę syna, a potem nalał sobie z karafki wody, aby przedłużyć milczenie. – Właściwie to teraz sobie przypominam, że Icarus też kiedyś poruszał ze mną temat Dragonbornów, ale nie mogę sobie przypomnieć co dokładnie wtedy mówiliśmy. Icarusie, jeśli mnie pamięć nie myli, to tobie udało się zgrabnie podsumować naszą całą dyskusję. Może pamiętasz co wtedy powiedziałeś i mógłbyś przytoczyć swoje słowa?


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Mona Rowle - 18.09.2024

Mona wpatrywała się niego, próbując przetrawić wszystko, co właśnie się wydarzyło. Czy tego typa bąk ugryzł w dupę? Najwyraźniej w oczach mężczyzny powiedziała coś na tyle absurdalnego lub ignoranckiego (może dwie opcje jednocześnie), że najwyraźniej zasługiwała na atak z jego strony. I choć Deadulus Prewett z każdą mijającą sekundą, coraz bardziej przestawał ją obchodzić, to na słowa Icarusa zareagowała natychmiast.

Uderzył w nią zimny ton i dotąd nieznane spojrzenie. Ona wywołała to spojrzenie? Jeszcze chwilę temu oboje śmiali się z własnych żartów, a teraz Icarus patrzył na nią, jakby zrobiła coś niewybaczalnego. Może i Mona zauważałby, że jej na codzień słodki Icarus bał się, a nie był rozgniewany, że jego uczucia były podyktowane czymś innym.

Czy aż tak bardzo był zły na nią? Tak, najwyraźniej tak. Dziewczyna zamknęła usta tak szybko, bo każde słowo mogło tylko pogorszyć sytuację. Nigdy wcześniej nie słyszała, żeby zwrócił się do niej w ten sposób. Zdarzały im się sprzeczki, nawet gorące dyskusje, ale ten chłód, ta... obojętność? To nie było normalne. Nie takiego Icarusa znała, nie takiego kochała. Coś ciężkiego przygniatało jej serce! Dlaczego? Zastanawiała się, skąd nagle ta zmiana. Przecież to był tylko niewinny żart, prawda? Co w tym takiego złego?

Może bardziej doświadczona Mona zauważałby, że Icarus naprawdę tak się bał swojego ojca, że wolał ją potraktować jak intruza, byleby tylko zdobyć jego aprobatę.

Słysząc jego propozycję, by pójść do gabinetu ojca, poczuła jeszcze większą niechęć. Z jednej strony chciała po prostu wyjść stąd jak najszybciej, a z drugiej...

– Artefakty? – jej głos brzmiał szorstko. – Tak, czemu nie. Może to pomoże nam zmienić temat.

W jej wnętrzu kotłowały się pytania. Czy zawsze tak będzie? Czy za każdym razem, gdy jego ojciec rzuci jedno karcące spojrzenie, ona będzie tą, która dostanie cios od Icarusa? Wtedy dziewczyna nie wiedziała jeszcze, że już nie będzie kolejnego razu.


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Icarus Prewett - 18.09.2024

Od kiedy zaczęła się ta cała dyskusja, Icarus musiał trzymać dłoń na własnym kolanie. Ojciec go nauczył, że podskakująca od stresu noga była czymś absolutnie nieakceptowalnym w jakimkolwiek towarzystwie. Nawet jeśli ze stresu robiło mu się słabo, musiał nad sobą panować. Szczególnie teraz, gdy ojciec zadał mu pytanie, co powiedział o dragonbornach. Icarus nie chciał wypowiadać tych słów. Wtedy potrzebował godzin karnego przepisywania, żeby przyznać to, co właśnie miał powiedzieć.

– Powiedziałem wtedy, że dragonborni to nic niewarta opowiastka wyciągnięta z mugolskich gazet – rzekł cicho, nie patrząc na Monę. Jednak nie tak brzmiały wtedy dokładne słowa Icarusa, prawda? Ojciec to wiedział, jego spojrzenie mówiło samo za siebie. Z mugolskich szmatławców dla ludzi, którzy wierzą w kosmitów i noszą foliowe czapeczki na głowach poprawił się po chwili.

Chciał w tej chwili być sam. Nie z ojcem, nie z Moną. Sam ze sobą. Wszystkim robił krzywdę, wszyscy go oceniali. Dlatego na nich nie patrzył. Nie chciał zobaczyć w oczach ojca zawodu i smutku w spojrzeniu Mony. Może to była tylko mała sprzeczka? Może... wszystko miało się ułożyć? Wydawało się to naiwną myślą.

Icarus wmusił w siebie resztę zupy i wstał od stołu. Całymi siłami starał się nie rozpłakać. Nie mógł użalać się nad sobą, pokazywać słabości. Mimo, że był słaby. Nie było w nim siły, by powiedzieć ojcu, żeby przestał wypytywać Monę o historię. Nie mógł się zdobyć na to, żeby postawić sprawę jasno: „Kocham ją i masz to zaakceptować”.

– W takim razie chodźmy – rzekł, przywołując na twarz tak wymuszony uśmiech, że aż go zabolał. – Gabinet jest na piętrze, na końcu korytarza.


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Bard Beedle - 19.09.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/3c70e0b5c330cb97c11ccb59ca3be98a/d51faa24d759542f-2b/s500x750/01fa9d7562d177d70a44429567ea915159d735c9.pnj[/inny avek]

Dedalus wydawał się nie być świadomy nerwowej atmosfery, która powstała pomiędzy dwójką młodych czarodziejów, albo po prostu nic sobie z tego nie robił. W duchu jednak cieszył się, że jego syn był przynajmniej na tyle trzeźwy umysłowo, że potrafił powiedzieć to co Dedalus chciał usłyszeć. Może jednak była nadzieja, że posiadany przez Icarusa rozum nie zniknął całkowicie.
Co się zaś tyczyło samej panny Rowle, czarodziej z minuty na minutę miał o niej coraz gorsze zdanie. Zachowywała się trochę jak jakaś rozpieszczona dziewczynka, która przychodzi do domu ojca swojego chłopaka i jeszcze próbuje mu pyskować, bo tak właśnie odebrał jej niektóre odpowiedzi. Może nie byłaby tragiczną synową, z pewnością mogłyby być gorsze, ale przecież nie warto było ryzykować. Jeszcze jego żona by ją z jakiegoś powodu polubiła, a przecież Elise na złość mu mogłaby unieść się dumą i nawet zacząć wspierać związek jego syna, jedynego udanego dziecka z którym na szczęście nie miała nic wspólnego.
Słysząc odpowiedź młodszego czarodzieja skinął głową z satysfakcja.
Tak, dziękuję mój drogi.Teraz już pamiętam – dodał, a potem wskazał ręką drzwi na znak tego, że mogli pójść do jego gabinetu. Zanim jednak pozwolił młodym wyjść odezwał się raz jeszcze. – Panno Rowle, czy nie miałaby pani nic przeciwko temu, abym najpierw zamienił z moim synem dwa słowa na osobności? Obiecuję, że nie porwę go na długo.


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Mona Rowle - 19.09.2024

Mona musiała się zmusić, żeby wprawić swoje ciało w ruch. Było sztywne, kiedy odsunęła krzesło i odeszła od stołu.
Oczywiście, panie Prewett — odpowiedziała drżącym głosem. Pragnęła zachować resztki godności, więc uśmiechnęła się sztucznie i skinęła głową, aby szybko odejść. — Poczekam w gabinecie.

Gdy tylko wyszła, Mona zacisnęła dłonie w pięści, a jej knykcie zbielały od stresu. Próbowała szybko je rozluźnić, ale palce powędrowały do jej ust. Automatycznie zaczęła przygryzać skórki wokół paznokci, próbując w ten sposób rozładować stres, choć dobrze wiedziała, że to na nic. Zbyt mocno, zbyt nerwowo. Za dużo na raz.

Czy od samego początku Ari ukrywał, co tak naprawdę myślał o ich wspólnych jej żartach?

Unikała wzroku Icarusa, gdy wcześniej wychodziła z pomieszczenia. Była zbyt zawstydzona, by spojrzeć mu prosto w oczy. Wszystkie wspomnienia ich rozmów o mugolskich magazynach, ich żartach i teoriach o smokach wydawały się jej bezwartościowe. Czy on przez cały ten czas uważał to za dziecinadę, z której mógł się jedynie nabijać z ojcem? Jeśli to był atak Dedalusa (dlaczego miałby ją atakować?), a jego celem było jej poniżenie (dlaczego?), to musiała przyznać, że mu się udało. I to zaskakująco dobrze. Z każdym słowem Ariego czuła, jak jej wnętrzności skręcały się od środka. Chyba coś w niej się rozpadło, włącznie z tym całym pewnym frontem, który próbowała utrzymać. Dedalus mógł sobie owijać swoje słowa w ładne zwroty, ale to wciąż było wyraźne uderzenie w nią, a Icarus… nie oczekiwała, że mógłby jej bronić, ale też nigdy nie przypuszczałaby, że dojdzie do takiej sytuacji!

Wychodziło na to, że z ojcem mówił, sądził coś zupełnie innego. Z nią śmiał się, udawał, że rozumie i akceptuje jej poczucie humoru, ale przy stole, pod spojrzeniem ojca, te same żarty okazały się czymś wstydliwym, godnym jedynie pogardy. Co było prawdą? Które z tych słów były jego? Te, które wypowiadał, gdy byli sami, czy te, które teraz, w zimnej tonacji, wypluwał na jej oczach, jakby ona sama nie miała już żadnej wartości? Ból rozlał się w sercu, a na policzki wdarło się ciepło.

Było jej przykro, że kiedykolwiek odważyła się rozmawiać o smokach przy Icarusie. Było jej przykro, że w ogóle zaczęła temat tego wieczoru. Żałowała, że wyciągnęła coś, co było częścią ich; ich prywatnych żartów, drobnej, intymnej rzeczy, którą dzielili tylko we dwoje. Żałowała, że sprowokowała jego ojca, mimo że przecież nie miała na myśli nic złego. Chciała tylko trochę rozluźnić atmosferę. Czy to naprawdę była jej wina?

Dlaczego nigdy nie powiedziałeś mi, co naprawdę sądzisz? — zapytała w końcu cicho, kiedy usłyszała zamykające się drzwi za sobą. — Nie poruszałabym nigdy tego tematu. Nie chciałam cię… nigdy postawić w takiej sytuacji.

Dlaczego to powiedziała?


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Icarus Prewett - 19.09.2024

Drżący głos Mony łamał mu serce. Wiedział przecież, że ją krzywdził. Ratował siebie jej kosztem jak ostatni tchórz. Ale... strach był zbyt silny. Paraliżował go całkowicie, zmuszał do robienia właśnie takich rzeczy. A ojciec... chciał dobrze. To było po prostu nieporozumienie pomiędzy nim a Moną, prawda? Tyle, że ta kłótnia była poważna, nawet jeśli tak nie wyglądała.

Złość na Monę wciąż się w nim nasilała, mimo, że tak go to bolało. Czemu musiała zawsze dyskutować i gadać o tych głupotach? Nie rozumiała, że jego ojciec niekoniecznie zrozumie takie rzeczy? Że potraktuje ją jak głupią? A może... Może rzeczywiście kpiła z Dedalusa? Była gotowa robić sobie żarty z najważniejszej dla Icarusa osoby. Nigdy nie przejmowała się przecież konwenansami. Na przykład jak uderzyła Gregory'ego u Slughorna na przyjęciu. Czy Icarus z powodu zakochania ignorował te ostrzegawcze sygnały? Cóż, te myśli nie były ani logiczne, ani realnie nie odzwierciedlały tego, co myślał. Lęk robił jednak z ludźmi różne rzeczy. Skłaniał do wściekłości, do przesadzania.

Kiedy Icarus został zatrzymany przez ojca przed pójściem do gabinetu, miał najgorsze przeczucia. Bo skrycie wiedział, co Dedalus miał mu powiedzieć. Czy miało być to naprawdę słuszne... Nie był w stanie ocenić.

– Słucham, ojcze – rzekł, gdy został sam na sam z Dedalusem. A jego ton... był cichy i bardzo powstrzymujący się przed drżeniem. Icarus nie był w stanie spojrzeć na ojca. Jego oczy zamgliły się od łez, usta drżały wraz z całym ciałem. Nie był to silny płacz, żadna histeria. Jednak wciąż powstrzymywanie tego było trudne. Nie był w stanie zdusić łez. Czy tak się działo z człowiekiem, gdy jego serce rozdzierało się pomiędzy dwoma arcyważnymi osobami? I... gdy trzeba było wybrać?


RE: Love is the death of duty [4 lipca 1962] - Bard Beedle - 20.09.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/3c70e0b5c330cb97c11ccb59ca3be98a/d51faa24d759542f-2b/s500x750/01fa9d7562d177d70a44429567ea915159d735c9.pnj[/inny avek]

Dedalus skinął głową na słowa Mony, ale gdy został wreszcie sam na sam z synem, nie odezwał się od razu, najpierw obrzucając Icarusa poważnym spojrzeniem, nie będąc do końca zadowolony z tego jak młodszy Prewett reagował na tę całą sytuację. Można byłoby pomyśleć, że ktoś w jego wieku będzie już lepiej panował nad emocjami, a jednak...
Weź głęboki oddech Icarusie. Nic się przecież nie dzieje – powiedział spokojnie, nie chcąc by syn zareagował jeszcze gwałtowniej na to co miał zamiar powiedzieć po tym. Był młody, a zachowywał się tak, jakby miał jeszcze mniej lat, to nie był dobry wiek na romanse i wielkie miłości, nie kiedy nie potrafił zrozumieć, że były priorytety, które zawsze powinien postawić na pierwszym miejscu, a rozmawianie o bujdach z tą bezczelną dziewczyną do nich nie należało. Nie był głupi, wiedział, że siłą rzeczy skoro Icarus musiał się zakochać już raz, zakocha się i drugi, a może I nawet trzeci, a próby zabraniania mu jakichkolwiek związków, mogą zakończyć się jedynie konfliktem pomiędzy nimi. Oczywiście nie zabraniał ulubionemu dziecku miłości, to by było podłe, wolał jednak by ta miłość zyskała najpierw jego aprobatę. Może kiedy przyjdzie czas przedstawi go jakiejś poukładanej córce przyjaciela, która będzie rozumiała znaczenie pracy historyków i że nie powinna w niej przeszkadzać. To jednak zdecydowanie nie był ten etap życia dla Icarusa. Musiał się jeszcze zdecydowanie za dużo nauczyć. Musiał się skupić na pracy, zanim nie odciągną go od niej takie niedogodności jak rodzina w tak wczesnym wieku.
Jesteś dorosły Icarusie, a twoje życie jest twoim – zaczął wbijając w niego spojrzenie ciemnych oczu, tak by upewnić się, że syn na pewno rozumiał co się do niego mówiło. – Gdybyś jednak chciał zasięgnąć mojej opinii, to wiedz, że o ile cieszę się twoim szczęściem, to nie jestem przekonany, co do twojej nowej przyjaciółki i czuję pewne zaniepokojenie tym, że jej pomysły odciągną cię od tego na czym powinieneś się obecnie skupić. Jesteś młody Icarusie, nigdy nie będzie ci tak łatwo przekuć pasji w zawód, jak teraz, a naprawdę nie chciałabym synu, abyś stracił tę okazję. Tak samo jak okazję na znalezienie kogoś, kto traktuje twoje zainteresowania poważne, a uwierz mi, wiem jak wygląda i związek bez szanowania zawodu partnera, jak i ten kiedy obie osoby są czymś zainteresowane.