Secrets of London
[28/08/1972] Metodyka oceny rigor mortis w praktyce tarocisty - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [28/08/1972] Metodyka oceny rigor mortis w praktyce tarocisty (/showthread.php?tid=3868)

Strony: 1 2


RE: [28/08/1972] Metodyka oceny rigor mortis w praktyce tarocisty - Peregrinus Trelawney - 15.01.2025

Peregrinus nie kłamał, gdy mówił, że Charles sprawia wrażenie sympatycznego chłopaka. Mulciber wydał mu się… pełen entuzjazmu, nadziei, energii… wszystkich rzeczy, którymi Trelawney nie był i na które patrzył ze skrzętnie skrywaną protekcjonalnością. Rzadko czuł się dobrze w towarzystwie takich osób — dynamicznych lekkoduchów czy jakkolwiek nazwać to, co reprezentował sobą nowy bywalec kamienicy. Peregrinusowy temperament za nimi po prostu nie nadążał.
— Nie jestem pewien, czy to tutaj pasuje. Mam wrażenie, że trochę ci jednak zależy na tym, żeby Charles o tobie mówił i myślał pozytywnie — zauważył, co nie było trudne do wydedukowania, biorąc pod uwagę jej oczy, rumieńce i sposób, w jaki krążyła wokół jego tematu.
Słowa o deptaniu słabszych przypomniały za to Peregrinusowi, że Scylla oprócz hipnotyzującego proroczego spojrzenia miała jeszcze nazwisko i dom: Greyback. Nazwisko, które nie kojarzyło się najlepiej i choć deklaratywnie Peregrinus stronił od uprzedzeń, to i on na ogół spoglądał na przedstawicieli tego rodu z rezerwą. Z tego powodu nazwisko Scylli na aplikacji początkowo nie wróżyło dobrze, lecz okazała się najlepszą spośród kandydatów i wróżbita bardzo szybko nabrał przekonania, że podjęli dobrą decyzję. Równie szybko zapomniał, skąd tak naprawdę przyszła i jakie ma korzenie. Wydawała się taka znajoma. Gdyby powiedziała, że nazywa się Trelawney i jest jego kuzynką z jakiejś bocznej linii, uwierzyłby bez mrugnięcia okiem. Być może zapomnienie o jej nazwisku było błędem. Pozwolił się zachwycić urokiem dziwacznej wróżbitki i nie dopatrywał się w niej już niczego poza nim.
Pogodny uśmiech na jego twarzy nieco przybladł, gdy dziewczyna snuła analogię o owadach. Po raz pierwszy udało jej się wprowadzić na jego twarz cień zaniepokojenia. Nie podobały mu się implikacje tego wywodu.
Zatem znalazłaś się we właściwym miejscu. Tutaj osobliwe robaczki nie wywołują trwogi i zdziwienia, a nieznane jest zaletą — zaczął bezpiecznie, zastanawiając się w międzyczasie, czy rozsądnym będzie wchodzić głębiej w temat. Odebrał już jednak w ostatnim czasie lekcję na temat wartości zadawania pytań i konsekwencji zostawiania nadmiaru przestrzeni na niedomówienia. Nie zamierzał drugi raz wchodzić w tę pułapkę. — Kto chce cię rozgnieść, Scyllo?
W pierwszej chwili jego myśli powędrowały w stronę jakichś nieznanych mu greybackowych problemów, które mogły się za nią ciągnąć. Później — bardziej przyziemnie — kłopoty z rówieśnikami; parę minut wcześniej mówiła w końcu, że nie ma zbyt wielu przyjaciół. Tak czy inaczej Trelawney był przekonany, że część o zdeptaniu — choć wypowiedziana tak swobodnie i beztrosko — musiała mieć gdzieś swoje źródło.


RE: [28/08/1972] Metodyka oceny rigor mortis w praktyce tarocisty - Scylla Greyback - 06.11.2025

Powietrze pomiędzy nimi zgęstniało na moment - nie groźnie, ale dziwnie, jakby coś niewidzialnego zatrzymało się pośrodku i zawisło pomiędzy słowami. Scylla nie drgnęła od razu, nie odpowiedziała natychmiast; wydawała się słuchać czegoś innego niż jego głosu. Szmeru kurzu w powietrzu, może cichego trzasku drewna w ścianie kamienicy.

- Nie wiem, czy właściwe dla mnie miejsce tak naprawdę istnieje. Czasem wydaje mi się, że wszędzie jestem tylko chwilowo, w odwiedzinach. Jak ćma, która przez przypadek wleciała do pokoju, ale finalnie zostanie z jakiegoś powodu wyproszona. - Na ułamek sekundy uniosła kąciki ust, nie w uśmiechu, raczej w czymś, co mogło być jego cieniem. Potem jej wzrok przesunął się na Peregrinusa - uważnie, z tą dziwną, niemal dziecięcą powagą, która potrafiła być bardziej niepokojąca niż gniew. - Ale przyznam, że jest to miejsce, z którego uciekłabym najmniej chętnie. - Skinęła głową, jakby chcąc jeszcze gestem potwierdzić, że nie rzuca słów na wiatr.

- I widzisz, nie każdy, kto rozgniata, robi to celowo - powiedziała jeszcze cicho. - Czasem wystarczy, że jest cięższy. Silniejszy. Że idzie tamtędy, gdzie ktoś już leży. To nie zawsze jest zło, czasem tylko nieuwaga. Ale to nie zmienia skutku. - Jej dłonie, które dotąd spoczywały na kolanach, przesunęły się na krawędź stolika. Paznokcie drapnęły lekko drewno, nie w nerwowym geście, raczej zamyślonym. Zapatrzyła się w ten niewidoczny już poza wspomnieniami ślad, jakby próbowała dostrzec w nim coś, czego nikt inny nie widział.

Myśl o intencjach rozgrzała w niej ciche współczucie. Nie wobec siebie, nie wobec Charliego, ani nawet wobec Peregrinusa - raczej wobec wszystkiego, co kruszało pod cudzym ciężarem. Miała wrażenie, że rozumie ich wszystkich: owady, drzewa, kurz w powietrzu. To oni byli jej równi, nie ludzie, którzy szukali sensu i nadawali imiona rzeczom, zamiast po prostu pozwolić im istnieć. Świat, który znała, zawsze był pełen dźwięków, które inni ignorowali - trzasku łamanych gałęzi, cichego syknięcia świecy, tego drżenia w powietrzu, które zapowiadało deszcz. Czuła, że to właśnie tam, pomiędzy tymi dźwiękami, mieszkała prawda o wszystkim. Nie w rozmowach, nie w imionach, a w drobiazgach. I może tam też było to właściwe miejsce.

Zerknęła jeszcze raz na Peregrinusa. Był inny; ostrożny, jakby świadomy, że można coś zepsuć samym oddechem. To ją ujęło. Nie wszyscy mieli w sobie taką delikatność, nawet jeśli ukrytą.
Na moment zamknęła oczy, jakby chciała zapamiętać tę chwilę, nim się rozsypie. Myśli jeszcze przez chwilę miała łagodne; nie każdy, kto patrzy, chce rozdeptać. Ale każdy, kto stoi zbyt blisko, może to zrobić przypadkiem. To nie był wyrzut - raczej przypomnienie, którego udziela się cicho, żeby nie przestraszyć motyla.
- Co zrobiłbyś, gdym to ja kogoś rozgniotła? - Uniosła spojrzenie na twarz Trelawneya, ale ich oczy się nie spotkały. - Mniej lub bardziej celowo? -