![]() |
|
[23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości (/showthread.php?tid=3873) Strony:
1
2
|
RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Brenna Longbottom - 18.09.2024 – Zgadnij – powiedziała Brenna, spoglądając na Thomasa, lekko unosząc przy tym brwi i bardzo, bardzo starając się nie uśmiechnąć. Po tym paskudnym dniu, dniach, tygodniach, dobrze było spędzić z nim trochę czasu: nawet jeżeli rozmawiali de facto o sprawach służbowych. Brenna pomyślała teraz nagle, że przy nim dało się trochę odetchnąć – nie do końca, bo też był jedną z tych osób, za których czuła się odpowiedzialna właśnie dlatego, że jej zaufali, i którym bardzo nie chciała pokazać, gdy cokolwiek jest nie tak… Ale Thomas zawsze zdawał się tak pogodny i tak unikający dramatów, że o niego nie musiała się martwić. I to mimo tego, że była świadoma, że praca jako łamacz klątw, zwłaszcza gdy wykonywał zlecenia zagraniczne, nie jest wcale prosta i że z pewnością był wystawiony na zagrożenia związane z czarną magią. Dwojakie: bo chodziło i o to, że ta mogła go skrzywdzić, i że bywała kusząca. Nawet dla niej, kusząc nie potęgą, nie władzą, nie nieśmiertelnością, których Brenna nigdy nie pragnęła, a możliwością dokonania zemsty. – No chyba właśnie ustaliliśmy, że czytam w myślach, tak? – stwierdziła, odruchowo poprawiając rozczochrane włosy, chociaż rzecz jasna były w takim stanie, że teraz to pomogłaby im tylko wizyta u fryzjera. Nie żeby Brenna zdawała się tym szczególnie przejęta. – Pułapki, mechanizmy, pieczęcie, rozproszenie, klątwy, ciekawostki, o których nikt nigdy nie słyszał, szybka teleportacja i rozpoznawanie rodzaju ciastek po węchu – stwierdziła, a po jej twarzy przemknął uśmiech, gdy wskazała Thomasa palcem. – Ale po znaczenia run już do Morpheusa. Niezłe kształtowanie, ale jesteś trochę za wolny, żeby cię wysyłać na pierwszą linię – powiedziała, a uśmiech stał się odrobinę przepraszający, musiała jednak zdawać sobie sprawę z takich faktów. Cóż, ona z kolei potrafiła szybko reagować, za to na pułapkach, mechanizmach, pieczęciach i klątwach nie znała się ani trochę. I na pewno nie byłaby w stanie sama zabezpieczyć Księżycowego Stawu. – Sam się wiele nie nauczysz. W klubie pojedynków też nie ani nawet w Srebrnych Różdżkach. Prawdziwy pojedynek nie ma honorowych zasad – mruknęła Brenna, dalej szarpiąc kosmyk włosów. – Też o tym myślałam, chociaż tu trudno ustalić grafiki, ćwiczyłam sporo z Mav, trochę z Heather i Dorą, ale przydałoby się to organizować regularnie. Chodzi ci ogólnie o reagowanie w pojedynkach, czy jakąś konkretną dziedzinę magii? Jeśli nie planujesz zabierać się za tę kłódkę teraz, możemy poćwiczyć tutaj choćby dzisiaj. Nie była na to przygotowana, ale przecież mniej więcej o to chodziło. Nigdy nie byli przygotowani. A cóż, mogła przy okazji sama poćwiczyć parę dziedzin magii, w których kulała. – Mogłabym spróbować z tymi zaklęciami, które mi nie wychodzą. Przeklęte zauroczenie – westchnęła, półżartem, półserio, bo z tym faktycznie radziła sobie słabiej niż z innymi dziedzinami magii. – O c z y w i ś ci e, że bym się dowiedziała. Mam swoje sposoby – zapewniła i dźgnęła go lekko łokciem w bok. Na przykład po tym, że wiedziałby, że tu jest. A poza tym mogła sprawdzić widmowidzeniem. Nie żeby naprawdę zamierzała to zrobić czy spodziewała się, że Thomas faktycznie ustawi taki system alarmowy… Cóż… wzmianka o urodzie wynikała z tego, że Pandora była Turczynką. Zwracała uwagę swoim egzotycznym pięknem, poza tym po części na pewno to ta uroda zapewniła jej pozycję numer jeden w rankingu. Brenna wiedziała, że swoje zrobiły także nazwisko, wpływy i że dziewczyna była wesoła, miła oraz inteligentna, ale nie łudziła się, że prasę to by interesowało, gdyby nie była aż tak oszałamiająca – no chyba że jej ojciec kupił ten tytuł, to wtedy może i ta uroda nie miałaby znaczenia. Teraz nie ciągnęła już jednak tematu, ani myśląc wspominać wprost o tym nieszczęsnym rankingu, całkiem zadowolona, że Figga uwadze zwyczajnie ten umknął. Spojrzała na niego trochę zaskoczona. Nie zakłopotana – Brennę rzadko kłopotało mówienie o emocjach, i nigdy nie miała problemów z mówieniem, że jej na kimś zależy. Ot raczej nie spodziewała się, że Thomas powie coś takiego tutaj. – Wiem, Tommy – zapewniła miękko, unosząc dłonie, by na moment położyć mu je na ramionach. Wiedziała, i tego trochę się bała: że naprawdę zostanie aż do końca. – I nawzajem. Wszystko w porządku? – zapytała, bo może jednak się myliła: może w życiu Thomasa jednak też ostatnio były obecne jakieś dramaty i potrzebował wsparcia, a ona durna to przegapiła. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Nie chcemy nieproszonych gości - Thomas Figg - 19.09.2024 - Teraz się boję pomyśleć o czymkolwiek - powiedział z udawanym przerażeniem, jakby faktycznie obawiał się Brenny buszującej mu po jego myślach, ale z drugiej strony nie widział w tym problemu, przecież nie było tak, ze jego myśli krążyły wokół jakichś dziwnych tematów. Dopiero kiedy zostawał sam na sam z samym sobą to potrafił myśleć niezbyt przyjemnych rzeczach, ale nauczył się z tym żyć, jus nie miał dziury w miejscu swojego serca, skutecznie zapełnił ją rodziną i przyjaciółmi - co pozwalało mu iść przez życie z uśmiechem na ustach. Jedyne czego się obawiał to fakt, że ktokolwiek z bliskich dowie się o jego powiązaniach z czarną magią i jej studiowaniem, czuł się przez to brudny i dobrze wiedział, że tego brudu z siebie nigdy nie zmyje. Co gorsze zdawał sobie jeszcze sprawę z tego, że nie miał nic przeciwko ubrudzeniu się jeszcze bardziej jeżeli oznaczało to ochronę tych, na których mu zależało. - Tak? To o jakim cieście teraz myślę? - zamknął oczy skupiając się na palcu z wiśniami, który wczorajszego dnia piekła Nora i właśnie sobie o nim przypomniał, chętnie by wszamał kawałek, albo pół blachy. Otworzył oczy i w pierwszym odruchu aż otworzył usta z wrażenia i zaśmiał się kręcą głową na boki z niedowierzaniem. - Masz mnie, dobrze znasz mnie na wylot - uniósł ręce w geście poddania się. - Co do run to się uczę! Myślę, że już niebawem będę mógł je odczytywać bez posiłkowania się słownikiem! - to prawda, męczył ego wieczne sprawdzanie run w książkach, aby poznać te nowe i ich znaczenie, chciał być nieco bardziej niezależny w tym działaniu. Zamarł i marszcząc brwi właśnie zdał sobie z czegoś sprawę. - Chwila, co to znaczy za wolny? Czy ty rzucasz mi wyzwanie? - zapytał z iskierkami w oczach, zapewne szanse miał mniej niż nikłe w starciu z Brenną, która miał doświadczenie w walce, ale to nie oznaczało ze miał się wycofać, porażki uczyły wiele więcej niż wygrań - chyba, że chodziło o rozbrajanie pułapek, wtedy porażki mogły wcale nie uczyć, bo już się nie żyło dłużej. - Właśnie wiem, mogę nauczyć się zaklęć, obmyślać plan i kombinację zaklęć, ale bez przećwiczenia tego elementu z żywym przeciwnikiem nie będę wiedział czy zdołam wprowadzić to w życie. Nie łudzę się, że całą te wojnę przyjdzie mi spędzić jedynie na tym co umiem najlepiej, chce móc wam pomagać bez bycia obciążeniem w akcji. Myślisz, że ludzie z zakonu będą chętni ćwiczyć z innymi? - odpowiedział zgodnie z prawdą, na papierze i w głowie mógł przygotować najbardziej idealną kombinację zaklęć do walki, ale bez przetrenowania samego działania podczas pojedynku nie miał żadnej pewności, że w potrzebie zdoła to zrobić. Chciał być pewny, że zdoła obronić innych, gdy zajdzie potrzeba. Uniósł głowę i pokiwał energicznie. - Zdaję sobie z tego sprawę, że prawdziwa walka nie jest honorowa, nigdy nie zamierzałem walczyć czysto - uśmiechnął się obnażając przy tym zęby, figlarska natura sprawiała, ze nawet jak obmyślał sposoby na pojedynek wpadał na całkiem niestandardowe zaklęcia, których mógłby użyć, aby przechylić szalę na swoją stronę. - Nie, nie mam przy sobie rzeczy do zrobienia tej kłodki, dlatego jak najbardziej - zgodzi się bez chwili namysłu. W końcu będzie mógł się sprawdzić w akcji, a mają Brennę za sparingpartnerkę sprawiało, że odnosił wrażenie, że nauczy się całkiem sporo z tego pojedynku z nią. - Wiesz, żeby mnie zauroczyć nie musisz używać wcale zaklęć - odpowiedział żartobliwie i udał jęk zawodu połączony z bólem gdy tylko wbiła mu łokieć w bok. - Ahhh, nic przez tobą nie ukryje, mój plan spalił na panewce! - cóż była to poniekąd prawda. Longbottomówna była osobą (a byłby je w stanie policzyć na palcach jednej ręki), przed którą nie tyle co nie umiał, co nawet nie chciał kłamać. Dlatego gdyby tylko zapytała to by z miejsca jej powiedział, że faktycznie rzucił takie zaklęcie do ostrzegania go przed jej pojawieniem się. Popatrzył jej prosto w oczy, nie mówiąc nic, z całkiem poważnym wyrazem twarzy, aby po chwili na ustach wykwitł mu delikatny uśmiech, położył dłoń na kobiecej dłoni spoczywającej mu na jednym z ramion. Nie dziwił się jej, że zaniepokoiła się jego nagłym wyznaniem, po prawdzie to trochę zaskoczył tym i samego siebie. Nie było sekretem, że mierzył się ze swoimi demonami, nierzadko ukrywając je właśnie pod uśmiechem i żartami. - Tak, wszystko jest dobrze - odpowiedział zgodnie prawdą, na ten czas wszystko było dobrze. - Obiecywałem ci, ze jak nie będzie to do ciebie przyjdę, pamiętam o tym - dodał jeszcze dając do zrozumienia, że ta dawna obietnica nie był przez niego zapomniana, choć z wieloma rzeczami się ukrywał to nie tłamsił też już tak w sobie, dostał mocną nauczkę wtedy i nie zamierzał jej powtarzać. Tym razem już był w pełni świadom tego, że są ludzie którym na nim zależy. Po prostu chciałem wiesz... - wykonał nieokreślony ruch w powietrzu przy pomocy wolnej dłoni. - Sam nie wiem, zapewnić cię, że nie idę z poczucia obowiązku... Dobra trochę tak, przecież nie mogę stać z boku, kiedy wiem, że mógłbym was chronić. Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że to mój wybór i nie zmieniłbym go, choć znam konsekwencję. Nie chcę, żebyś dźwigała zbyt duży ciężar na swoich barkach - zakończył łagodnie, nie wiedział czy Bren czuje presję i ciężar tych wszystkich decyzji, ale nie zamierzał czekać aż ja to przytłoczy, choć nie była ona tak słaba jak on, to każdy miał swoje granice i nie chciał, żeby musiała odkrywać własne. - To co, chcesz spróbować skopać mi dupsko? - dodał jeszcze wesoło, nie mogli przecież tak stać i smęcić, nie póki on mógł jeszcze mówić. Koniec sesji
|