Secrets of London
[01.08.1972] Girls against god - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [01.08.1972] Girls against god (/showthread.php?tid=3882)

Strony: 1 2


RE: [01.08.1972] Girls against god - Scylla Greyback - 08.10.2024

- No tak, Necronomiconu - potwierdziła, ale nie wdała się dalsze wyjaśnienia. Nie wiedziała, że Lyssa nie wie, co to za miejsce, myślała po prostu, że nie dosłyszała nazwy i się chciała upewnić. Dla Scylli oczywistym było, że się wiedziało, że to zakład pogrzebowy. W końcu wszyscy prędzej czy później wylądują na tamtejszym katafalku. - Jest na Nokturnie, jak wszystkie tego typu rzeczy. Ale nie jest w tej paskudnej, zapyziałej części. Prawie nie ma szczurów - uśmiechnęła się, bo z jej perspektywy to była naprawdę duża zachęta. W tamtych okolicach nie zawsze trafiało się na taki luksus, żeby szkodników pod nogami nie musieć omijać. Może szczury miały szacunek do zmarłych również i zwyczajnie omijały miejsce, aby ich nie nachodzić?

- Na którą? - Zapytała z czystej ciekawości, przecież zaklinać się mogła na wiele bogiń, Lyssa nie do końca była stąd, może wyznawała inny panteon. Scylla wolała wiedzieć, kogo będzie inwokować, lepiej się przygotować na każdą konieczność.

Czasem też zastanawiała się, czy nie powinna wzywać jakichś bogów, bo może to ich działanie, że wyrwała się ze szponów ojca w miarę bezboleśnie, a na dodatek zyskała okazję z rodzaju jedna na milion. Gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedziałby jej, że będzie pobierać nauki u samego Mistrza Dolohova, nie uwierzyłaby, chyba że otrzymałaby tę informację od jasnowidza. Oczywiście wiedziała, że powinna być wdzięczna przede wszystkim Vakelowi, ale tak naprawdę wszyscy w Prawach Czasu byli tak niezwykle mili, że im też należały się podziękowania.

No dobrze, Lyssa rzadko bywała miła. Greyback słyszała o Francji same niefajne rzeczy, może wychowanie się w tamtych rejonach tak negatywnie na nią wpłynęło? Niemniej nie była złą osobą, więc Scylli jakoś szczególnie to nie przeszkadzało.

- Dziękuję? - Odparła nieśmiało, bo tę niesamowitość odebrała za pokraczny komplement. Nie była pewna, bo treść brzmiała pozytywnie, a głos Lyssy już niekoniecznie, ale jako iż nie była pewna, wolała jak zwykle uwierzyć w dobre zamiary drugiego człowieka, zanim posądzi go o cynizm. Choć może w przypadku Mulciberówny powinna już przestać się tak nadziewać, bo zwykle to się nie sprawdzało.

- Mhm! - Kiwnęła głową, chętna do pomocy. Czemu miałaby odmówić? Nie czuła się wybitnie wykorzystywana. - A co właściwie mam ci przynieść? Chcesz ten kubek w kruki i wrony? - Zatrzymała się w drzwiach i odwróciła wyczekująco w kierunku dziewczyny. Wolała zapytać, niż nie trafić z wyborem i narazić się na kolejne narzekanie.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 09.10.2024

Kiedy tylko padło słowo Nokturn, Lyssa gwałtownie zmarszczyła brwi w wyrazie absolutnego obrzydzenia. Jej noga nigdy nie miała zamiaru stanąć w okolicach Nokturnu, nawet jeśli element dla niego charakterystyczny, czyli czarnoksiężnicy, najmniej ją w całym tym krajobrazie interesował. Nokturn śmierdział. Miał szczury i był miejscem gdzie trafiały ludzkie odpowiedniki pomyj. Żałowała Scylli, że musiała kiedykolwiek przebywać w takim otoczeniu, ale jak widać udało jej się na pewnym etapie wyczołgać z rynsztoka.
- Żartujesz sobie chyba ze mnie - syknęła ze zbolałą miną. Dla niej w domu pogrzebowym na Nokturnie kończyli ci którzy się tam urodzili lub nie byli się w stanie doliczyć nic wiecej jak jednego galeona na koniec miesiąca. Żaden szanujący się czarodziej czystej krwi nie powinien tam zajść o zdrowych zmysłach, chcąc z tamtego miejsca odprawić w ostatnią drogę swoich najbliższych. Coś się w niej skręciło, bo ojciec by jej tego nigdy nie zrobił. Wybrałby jakiś porządny lokal na Horyzontalnej, albo inny przybytek prowadzony w bardziej prestiżowym miejscu. Czystym miejscu.

Dziewczyna która pracowała w tym całym Necronomiconie mogła być najpiękniejszą i najmilszą na całym świecie, ale od tego momentu mogła otrzymać od Lyssy niewiele więcej oprócz pełnego politowania spojrzenia i pytania czy zapłacić za nią, jeśli kiedyś zdażyłoby im się wyjść na kawę.

- Na moją imienniczkę - żachnęła się, bo niby nie chciała się zaklinać na nikogo konkretnego, ale trzeba było to sięgnęła po najprostsze rozwiązanie.

- Tak, może być kubek w kruki i wrony - bo był jednym z największych. - Wiesz co? W sumie to bym się napiła wina jagodowego albo cydru - bo się musiała chyba trochę znieczulić. I przez nieudaną wizję i bo czuła że do końca rozmowy z Greyback nie przetrwa bez pomocy. Niby w domu można było przebierać w różnych napojach, a w Lyssie jakoś zostało zakodowane że póki patrzyła chociaż jedna osoba to należało się zachowywać, ale nie po to spiżarnia czy inna piwniczka była aż tak obficie wypełniona by w czasie kryzysu przebierała w środkach. Na herbatkę będzie czas kiedy indziej. Chociaż... najlepiej to by było dostać herbatę z wkładką, jak tak o tym myślała. Ale trudno, najwyżej Scylla będzie się musiała domyślić. Skoro była taką uzdolniona to niech się wykaże.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Scylla Greyback - 12.10.2024

Kiedy Lyssa zmarszczyła brwi w wyrazie ogromnego obrzydzenia, Scylla zrobiła to samo, ale jej twarz wyrażała konsternację. No jak miała sobie z niej żartować, przecież dobre miała intencje? Mulciberówna miała życzenie śmierci, co prawda wolałaby go dla niej nie spełniać, ale skoro już była taka chętna, aby postawić nogę po drugiej stronie Styksu, Greyback chciała zrobić, co w jej mocy, aby zapewnić jej godną wędrówkę. Może i były lepsze, dogodniejsze przybytki niż Necronomicon, które przygotowywały piękniejszy pochówek i oferowały szerszą pomoc w tym zakresie, ale Scylla takowych zwyczajnie nie znała.

Chciała już powiedzieć, że skoro Nokturn wywołuje w niej taką reakcję, to żeby lepiej nie zapuszczała się na Ścieżki, bo to już ją zupełnie wykończy, ale... Miała przebłysk świadomości na moment i wstrzymała odruch paplania, co jej ślina na język przyniesie. Nie musiała o nich wiedzieć, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

- W jakim panteonie jest święta Lyssa? To jakaś francuska bogini? - Zapytała, nie mogąc przywołać żadnej siły wyższej o takim imieniu. A może Lyssa nie było pełnym imieniem, może to tylko zdrobnienie, może o jakąś inną boginię chodziło? Wolała zapytać, w końcu mając okazję poszerzyć swoją wiedzę, nie śmiała odmówić.

Zgodnie z prośbą poszła nalać alkoholu do kubka. Musiała przyznać, niecodzienny dobór rodzaju trunku do naczynia, ale nie mogła Lyssy winić - ten kubek naprawdę był fajny. Napełniła go winem jagodowym, a potem chwyciła za cydr i nie wiedziała, co ze sobą zrobić. A co jeśli w trakcie picia Lyssa stwierdzi, że jednak woli to drugie? Ona potrafiła tak zmieniać zdanie z sekundy na sekundę, a potem bywała zła, że nikt nie chciał tak szybko się dostosować do zmiany. Scylla zdecydowała więc, że woli dmuchać na zimne i wyjęła drugi kubek, tym razem z namalowanym strachem na wróble. Nalała do niego cydru, a następnie pomaszerowała z powrotem do pokoju.

- Proszę bardzo - powiedziała, stawiając przed nią ostrożnie dwa kubki. Po drodze już zdążyła się potknąć i prawie wylać zawartość na siebie oraz podłogę, więc teraz bardzo uważała. - Nie chciałam podejmować za ciebie wyboru, więc przyniosłam obydwa. Jeśli nie chcesz jakiegoś, to ja wypiję - oznajmiła to, choć to był fatalny pomysł. Scylla do picia alkoholu się nie nadawała, robiła się nieposkromiona w swojej dziwności. Oczywiście Greyback nie do końca sobie z tego sprawę zdawała. - W sumie, czy mogę mieć do ciebie pytanie? - Nie czekała na pozwolenie. - Czemu nikt nie ozdobił Praw Czasu z okazji Lammas? Zapomnieliście, czy to po prostu nie jest tu praktykowane? - Zagaiła, bo przecież rozpoczęło się już święto, a gabinet stał taki sam jak zawsze.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 27.10.2024

Jeśli takie obrzydzenie wywoływał w niej Nokturn, to dziewczyna była zdolna stwierdzić, że prędzej padłaby trupem niż zapuściła się na Podziemne Ścieżki. Ba! Nawet w ich okolicy nigdy nie chciała się znaleźć, co nie było przesadnie trudne biorąc pod uwagę że chyba nikt z jej otoczenia nie wiedział gdzie znajduje się wejście na nie. A nawet gdyby to nie chciała o tym w ogóle myśleć.

- W greckim. Sprawdź sobie - rzuciła krótko, naburmuszona i urażona faktem, ze Scylla zwyczajnie nie wiedziała. Bo jak to tak mogła, kiedy grecki panteon wydawał się podstawą... no wszystkiego. Szczególnie dla kogoś kto zagłębiał się w sztukę jasnowidzenia i miał imię z greckiej mitologii. Bo Lyssa mogła jej w nocy o północy powiedzieć kim była Scylla, ze miała sześć piesków i to byłoby turbo zabawne, gdyby Greyback miała szóstkę rodzeństwa.

- Które wolisz? - zapytała bezbarwnie, spoglądając na dwa kubki, które zostały przed nią ustawione, kiedy Scylla wróciła z kuchni z zamówieniem. Ale nie czekała też na odpowiedź, szybko dochodząc do wniosku, że przy dobrych wiatrach się mogły tak przepychać przez następną godzinę, a tego nikt by nie chciał. Dlatego szybciutko sięgnęła po kubek do którego dziewczyna nalała cydru i przysunęła go bliżej siebie. - Wiesz co, w sumie to nie wiem? Jestem tu pierwszy raz na to święto. Może Peregrinus nie miał czasu, a może tu się w ogóle tego nie robi, ale jak chcesz to droga wolna. Ja okadzę, a ty powiesisz jakiś uroczy stroik na kominku. A co, u ciebie w domu to jakaś mocna tradycja?


RE: [01.08.1972] Girls against god - Scylla Greyback - 29.10.2024

Kiedy wspomniała o panteonie greckim, Scylla zamyśliła się na chwilę. Objęła palcami podbródek i głowiła się na moment, bo ten repertuar przecież powinna znać. Zaciekawiona genezą własnego imienia przebrnęła przez całą mitologię, więc imię Lyssy powinno dzwonić w jakimś kościele. A może raczej w świątyni?

- Och! - Wydała z siebie okrzyk pokroju eureki, wypuszczając podbródek z własnych rąk, by unieść wskazujący palec w górę. - Ta od Heraklesa, prawda? Bogini szału i gniewu? - Scylla brzmiała na podekscytowaną, że połączyła wątki; była prawie pewna, że chodziło właśnie o tę postać. - Pasuje do ciebie - dodała pokrótce z uśmiechem, który próbowała poskromić, bo nosił znamiona szelmowskiego, ale średnio jej się udawało. Może nie był to najmilszy komentarz, ale przecież grzechem byłoby stwierdzić, że nie był trafny.

Postawiona przed wyborem wahała się chwilę. Miała wrażenie, że to podchwytliwe pytanie, bo Mulciberówna zwykle nie dawała tu nikomu takiej możliwości, raczej stawiała na swoim i trzeba było się z tym pogodzić dla spokoju własnego ducha. Poza tym Scylla też preferencji w alkoholach nie miała, więc nie wiedziała, na co się skusić, w obawie, że jej nie posmakuje.
Całe szczęście zniecierpliwienie Lyssy wygrało i wybrała za nią jak zwykle. Scylla pochwyciła kubek z winem jagodowym poniekąd ucieszona, bo bąbelki w cydrze zawsze wywoływały dziwne uczucie w jej ustach i wprawiało ją to w dyskomfort.

- Nie nazwałabym jej mocną, ale zawsze przystrajaliśmy trochę dom - oznajmiła, używając liczby mnogiej, ale prawda była taka, że zwykle robiła to samodzielnie. - Mogę powiesić stroik, ale czy jakiś tutaj jest? - Zapytała, zaczynając się rozglądać z tym kubkiem pełnym wina w rękach, zapominając o tym, że w ogóle miała je pić. - A może zrobimy jakiś mały przydomowy ogródek? Wiesz, roślinki na parapecie albo na balkonie... -


RE: [01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 29.10.2024

Lyssa czasem... zapominała... że ludzie zapominają. Dla niej to wszystko było nad wyraz oczywiste i dokładne, a każdy jeden detal odtwarzał się we wspomnieniach perfekcyjnie, z krawędziami czasem ostrzejszymi niż miał w rzeczywistości. I czasem nienawidziła tego, bo myśli bywały ciężkie i to na tyle, że skutecznie były w stanie odciąć ją od rzeczywistości, ale kiedy indziej były niby zbawienie, szczególnie kiedy w swojej zgryźliwości mogła idealnie przytoczyć potrzebne informacje. To czy robiła to rzetelnie to już było co innego.

Nie była do końca pewna jak właściwie czuła się z faktem, ze według Greyback nadane jej imię do niej pasowało, ale nie zamierzała nad tym dywagować. Lyssa była straszną boginią w mniemaniu niektórych, nawet jeśli niektóre wersje mitu chociażby o Heraklesie zapewniały że nie podchodziła do swojej roli pochopnie. Córka Dolohova była rozdarta, bo czasem miała wrażenie że jej imienniczka o wiele częściej obdarza szałem i gniewem ją samą, a nie jej wrogów.

- Urocze - podsumowała, upijając jeszcze z kubka i odstawiajac go na stół. Jej matka niespecjalnie przejmowała się takimi rzeczami, wykładając ozdoby raczej dla zasady i tylko na większe święta, a Lyssa z łatwością podążała za nią tą ścieżką. - Wiesz co? Nie wiem. Ale w sumie jak chcesz taki przydomowy ogródek to jasne, czemu nie, ale skąd weźmiesz rośny?

Szkoda, że nie pomyślała o tym trochę wcześniej, to mogłyby coś nakupować. Albo Lyssa w przypływie wspaniałomyślności zrobiłaby zakupy na Lammas, a teraz było już chyba na to wszystko za późno. - No chyba, że chcesz pozbierać te co są w kamienicy porozstawiane...?


RE: [01.08.1972] Girls against god - Scylla Greyback - 20.11.2024

Scylla uniosła brew, rozważając pomysł Lyssy. Wbrew pozorom nie wydał jej się wcale tak dziwny. Rośliny z kamienicy - choć bywały w różnym stanie - mogły w sobie kryć jakiś potencjał.

W jej głowie zaczęła formować się wizja niewielkiego ogródka, który można by stworzyć z tego, co było pod ręką. Pomiędzy kamiennymi ścianami i ciemnymi zakamarkami mogło tlić się życie, wystarczyło tylko wyciągnąć po nie rękę. Było w tym coś niemal symbolicznego - jakby zbieranie tych roślin miało być nie tylko praktyczne, ale też pewnym gestem wobec samej siebie.

Scylla zerknęła na Lyssę, zastanawiając się, czy dziewczyna traktowała swój pomysł poważnie, czy to tylko luźna myśl, rzucona między słowami. Sama była gotowa spróbować, dostrzegając w tym pewne wyzwanie. Może nawet przyjemność.

- Możemy spróbować, na pewno będzie to szybsze rozwiązanie niż hodowanie roślin od zera. I tańsze niż kupowanie roślin, których nie chce się hodować od zera - zgodziła się, kiwając głową, jakby przytakiwała i przyznawała rację samej sobie. - Tylko... kamienica jest spora, zbieranie ich wszystkich pewnie trochę zajmie. Obawiam się, że jeśli się wkręcę, znowu będę miała problem z zaśnięciem. Trzecią noc z rzędu - wymamrotała, a na jej twarz wpłynęło swego rodzaju zakłopotanie. - Zawsze, gdy tak długo nie śpię, zaczynam mylić halucynacje z wizjami i kończy się to fatalnie... - jęknęła smutno, wyraźnie zawiedziona, choć ciężko było wyczytać, czym bardziej - problemami z głową, czy brakiem ogródka.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 20.11.2024

Co prawda jej propozycji daleko było do pełnej powagi i intencjonalności, ale Lyssa była w jakimś takim humorze, że równie dobrze mogła po dopiciu swojej doli wstać i iść zbierać te kwiatki po pokojach kamienicy. Sama niby miała parę w swoim pokoju, ale akurat tych nie zamierzała oddawać na stracenie, żeby Scylla mogła sobie je zatrudnić do tworzonego przez nią ogródka.

- W kuchni, pokoju dziennym, Annaleigh też ma u siebie parę. Zależy ile ci potrzeba, bo przecież nie trzeba ich szukać bo wszystkie wiadomo dokładnie gdzie są - powiedziała, dopijając swoją zawartość kubeczka. - Powiedz tylko ja duży ma być ten ogródek. Ale zanim pójdziemy je zbierać, to muszę jeszcze wypić eliksir na bezsenność. Annaleigh uzupełniła mi zapasy. Akurat żeby iść spać kiedy skończymy - wymruczała, sięgając do kieszeni sukienki, gdzie wcześniej wsunęła fiolki, kiedy w pośpiechu łapała lusterko Louvaina i wychodziła ze swojego pokoju. - Też potrzebujesz? - zapytała, ale zrobiła to raczej z grzeczności bo przecież doskonale wiedziała, jaka była na to pytanie odpowiedź. Nie czekając też aż Scylla się odezwie, wyciągnęła w jej stronę fiolkę, swoją własną zaraz odkorkowując i połykając jej zawartość. Skrzywiła się lekko, myśląc przelotnie że mogła jednak zostawić sobie parę łyków alkoholu, żeby przepłukać smak. - A jak nie będziesz mogła mimo tego spać, to cię mogę potrzymać za rączkę - mruknęła jeszcze, z pewnym przekąsem.


RE: [01.08.1972] Girls against god - Scylla Greyback - 27.11.2024

- Nie wiem, czy chcę zabierać kwiatki Pani Dolohov. Mam jakieś dziwne wrażenie, że i bez tego atmosfera jest jakaś dziwnie napięta. W zasadzie, czy coś się stało? Odnoszę ostatnio wrażenie, że Prawa Czasu podzieliły się na dwa obozy... - zapytała, stopniowo ściszając głos, niczym szpieg uczestniczący w konspiracji. Nie chciała wściubiać nosa w nieswoje sprawy, więc nie pytała ani Vakela ani Peregrinusa, ale Lyssa wyglądała na kogoś, kto byłby skłonny skierować nieco więcej światła na tę kwestię.

Scylla przyjęła fiolkę z lekkim uśmiechem, w którym kryła się jej zwyczajowa wdzięczność. Nie zdawała sobie sprawy z ukrytego przekąsu w słowach Lyssy - raczej wzięła je za żart. Naiwnie zakładała, że Mulciber nie miałaby powodu jej dokuczać, a ich rozmowa była przecież zupełnie zwyczajna.

- Och, dziękuję - powiedziała miękko, odkorkowując fiolkę. Przez chwilę przyglądała się jej zawartości, jakby próbowała zgadnąć, czy smak będzie aż tak zły, jak się spodziewała. - Może faktycznie się przyda, nie pamiętam już, kiedy ostatni raz spałam porządnie. -

Przechyliła fiolkę i wypiła eliksir, próbując zapanować nad grymasem, który pojawił się na jej twarzy. Był gorzki, nieprzyjemny, ale nie powiedziała tego na głos - w końcu Lyssa też musiała przez to przechodzić. Odstawiła pustą fiolkę na stolik i spojrzała na Mulciber z nieco zawstydzonym uśmiechem.

- Trzymać za rączkę? Ale przecież ja się nie boję snu? - Zdziwiła się, nie rozumiejąc za bardzo skąd ta sugestia. - Przecież to ty miewasz te straszne koszmary, po których chcesz spać razem. Nie, żebym się naśmiewała, każdy się czegoś boi, ale jeśli chcesz, żebym znowu ci towarzyszyła, wystarczy poprosić - oznajmiła zupełnie szczerze i serdecznie, nie wiedząc, po co Mulciberówna próbuje owijać w bawełnę. Może wstydziła się tego, że jest taka duża, a czasem dalej boi się spać sama?


RE: [01.08.1972] Girls against god - Lyssa Dolohov - 12.12.2024

- Czy ja wiem? Chyba ci się wydaje - odpowiedziała niezwykle gładko, z wprawą osoby która kłamała aż nazbyt często i do tego stopnia, że nie musiała teraz nawet mrugnąć okiem. To co wydarzyło się między Vakelem i Annaleigh było jedną wielką Tajemnicą. Taką, która nie była w stanie zmusić Lyssy do uniesienia oczu ku górze i zapytania z przekąsem, czy Scylla aby nie oślepła na czas wiosenny i odzyskała wzrok zaledwie z początkiem lata. Napięcie wisiało w powietrzu, jej ojciec chodził niezadowolony i nieco bardziej podminowany, nagle zmuszony do uporania się z własnymi emocjami. Ich małżeństwo trzymała na papierze zaledwie troska o dobre imię i niechęć do skandalu, który nie przysłużyłby się nikomu z zainteresowanych i ich najbliższych.

- Koszmary? - skrzywiła się, przez moment przyglądając Greyback z uwagą. - Ja nie mam koszmarów - stwierdzenie równie proste co puste. Miała mętlik w głowie, owszem, ale nie przewracała się gorączkowo z boku na bok, próbując wyrwać się ze snu. Słowa dziewczyny jednak w jakiś sposób ją rozdrażniły, jakby to proste zauważenie faktu i problemu ze snem było zbyt celne na jej gust. Szczerość w takiej formie była dobra przede wszystkim wtedy, kiedy to ona sama ją serwowała innym.

Już widziała, jak i tego wieczora ciężko jej będzie zasnąć, nawet pomimo wypitego eliksiru. Dzisiejszy dzień spędzony na Lammas był równie intensywny co beznadziejny, przebodźcowując ją do granic możliwości. Nawet kiedy Jonathan próbował ją grzecznie zabawić, wyłączyła się bezwstydnie na jego gadanie, zbyt zmęczona otoczeniem i niezdolna do dalszego odpychania od siebie gonitwy myśli. A co do gonitwy myśli...
- Właśnie. Mamy kota - zakomunikowała Scylli krótko, podnosząc się z miejsca. Tak samo jak podzieliła się z nią tym, jakie nadano mu imię w przytułku, ale że w sumie absolutnie ma ono nie być używane, bo jest takie sobie czy nawet brzydkie. Ten z resztą zakręcił się w saloniku między dziewczynami, ze zdegustowaną miną przyklejoną do pyszczka, kiedy Lyssa odpaliła białą szałwię i zaczęła okadzać nią mieszkanie - jako ostatni zryw by docenić święto żniw.

Koniec sesji