![]() |
|
[23.08.72, Księżycowy Staw] Magiczny krąg - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [23.08.72, Księżycowy Staw] Magiczny krąg (/showthread.php?tid=3930) Strony:
1
2
|
RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Magiczny krąg - Thomas Figg - 22.09.2024 Będzie musiał się nad tym zastanowić, dobrze wiedział, że nie od razu zostanie wybitny w pojedynkach, zdziwiłby się gdyby tak było. Ale zdawał sobie już teraz sprawę, że choć wszystko to wydaje się być zupełnie inne od tego czym się zajmował to wbrew pozorom było podobne. Główną różnicą był czas reakcji, nie miał tutaj minut, godzin czy dni na przygotowanie się przed rzuceniem zaklęcia, ale myślał, że być może uda mu się wypracować własny styl - co mu trochę czasu zajmie zapewne, ale przed następnym takim pojedynkiem będzie mógł już poćwiczyć wiedząc na co musi stawiać bardziej. Zastanawiał się też co by było gdyby Brenna walczyła na poważnie, skoro nawet w tak ograniczonej walce nie miał z nią zbytnich szans. Figg nie wyglądał na poodbijanego, był brudny, ale kto by nie był po tarzaniu się po ziemi, zapewne też pod ubraniami miał jakieś nowe siniaki, tak jak Brenna, ale nie miał żadnego poważnego uszczerbku na zdrowiu. Co więcej nie odczuwał nawet zmęczenia, buzująca po pojedynku adrenalina jeszcze go napędzała i zanim energia uleci z niego jak z dziurawego balonika miał jeszcze nieco czasu. - Zdążyłem zauważyć, że całkiem całkiem radzisz sobie z tarczami - odpowiedział z uśmiechem wspominając fakt, że chyba tylko raz udało mu się dosięgnąć ją zaklęciem z pełną mocą. - Trudno odebrać logiki unikom, nie trzeba przejmować się tarczami skoro możesz zejść z toru lotu zaklęcia - dla tak wysportowanych osób jak panna Longbottom było to chyba najłatwiejsze wyjście, nie musiałaby wówczas w żaden sposób przejmować się rzucaniem tarcz, jednak bazowanie tylko na tym mogłoby być zgubne, a co jak przyjdzie jej walczyć w miejscu gdzie uniki będą niemożliwe. - Dobra, to zanim nauczysz mnie kopać innym tyłki - dodał jeszcze i chciał od razu przejść do wyjaśnień, lubił dzielić się widzą, czy to na temat różnych ciekawostek czy na temat magii, dlatego też nie zamierzał z tym zwlekać, szczególnie, że tarcze były poniekąd jego konikiem. Był wdzięczny Brennie, że zostawała tutaj i poświęcała swój czas, żeby pomóc mu się podszkolić, dlatego jeśli mógł się odwdzięczyć dając jej porady odnośnie rozpraszania to nie mógł przepuścić takiej okazji. - Kiedy rzucasz tarczę musisz skupić się na mocy, zależnie też od rodzaju tarczy, odbijające nie wymagają takiego skupienia jak te mające pochłaniać wrogie zaklęcia. Ale kluczem jest siła tych zaklęć. Sama tarcza nie musi pojawić się daleko od ciebie, dlatego możesz poświęcić sekundę więcej na skupienie większej mocy w to zaklęcie. Popatrz - odwrócił się do niej bokiem, uniósł różdżkę i machnął nią szybko wypowiadając inkantację. Przed nim mignęło blade światło, które zniknęło niemal natychmiast - zerknął na Brennę kątem oka. - A teraz popatrz jak kosztem szybkości postawię na siłę i precyzję - ruch dłonią z różdżka był tak samo szybki, jednak inkantacji nie wypowiadał już w pośpiechu, tym razem poświata byłą wyraźna, aż powietrze przed Figgiem zafalowało delikatnie. Różnice między tarczami były widoczne gołym okiem, a samo rzucenie zaklęcia trwało niemal tyle samo. - Widziałaś różnicę? - zapytał choć znał odpowiedź, musiałaby mieć atak ślepoty, żeby tego nie zauważyć. - Może spróbuj teraz ty? - zapytał opuszczając różdżkę, bo nie zamierzał jej atakować i testować siły tarczy, którą wyczaruje. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Magiczny krąg - Brenna Longbottom - 23.09.2024 Biorąc pod uwagę, jak mocno Thomas walnął nią o ziemię, wcale nie było tak, że nie miał zupełnie szans, Brenna nie zamierzała jednak w tej chwili się z nim kłócić, kto miał przewagę, kto nie, i w których punktach kto poradził sobie lepiej. Wolała skupić się na dalszych ćwiczeniach, póki jeszcze mieli na nie czas. – „Całkiem – całkiem” to niestety za mało – powiedziała jedynie, uśmiechając się do niego lekko. On przebił się tylko raz, ale to „tylko” mogłoby ją w prawdziwym starciu kosztować życie. Swoje albo, co gorsza, jednego z sojuszników. – Kopanie tyłków? Masz ochotę na parę lekcji walki wręcz? – roześmiała się, bo jednak… strasznie ciężko było jej sobie wyobrazić Thomasa, bijącego kogoś pięścią w twarz. Nie dlatego, że był słaby fizycznie, ale rzucanie czaru pozwalało na pewien… dystans. Wybranie rzeczy mniej szkodliwych. Gdy już uderzałeś, to naprawdę wymagało gotowości do zrobienia tej drugiej osobie krzywdy. Było w tym zdaniem Brenny coś paradoksalnego, że ponoć to nie naruszało twojej duszy. – Nie mówię nie, ale chyba z czarami pójdzie szybciej, bo masz już świetne… no nawet nie podstawy, jesteś dużo dalej od podstaw – stwierdziła, unosząc lekko własną różdżkę i przypatrując się temu, co robił Figg. Spoglądała uważnie na to, jak poruszał ręką, mruknęła pod nosem coś a la „hmmm” i spróbowała postawić własną tarczę, podobnie do tego, jak on to robił. – Zawsze to dzieje się kosztem szybkości? Bo jeśli tak, to jest przydatne choćby na pułapki i tak dalej… Ale nie za bardzo w walce. Nie żeby nie zamierzała ćwiczyć. Ćwiczyła rozproszenie trochę też z nadzieją na to, że może kiedyś opanowałaby oklumencję, tutaj szybkość nie była decydująca… Chociaż Brenna już godziła się powoli z myślą, że nigdy nie zdoła zatrząsnąć swojego umysłu. Może miała za słabą wolę, a może była na to nadmiernie emocjonalna. – W walce w końcu jeśli postawię tarczę za późno, nieważne, jak będzie mocna… to no, będę pewnie martwa – dodała, tkając czar po raz drugi. Rozproszenie [roll=Z] [roll=Z] Ta pierwsza bariera wyszła... chyba perfekcyjnie - a przynajmniej wyglądała identyczne jak ta utkana przez Thomasa. Za drugim razem jednak okazało się, że ten pierwszy czar był raczej szczęściem nowicjusza i Brenna westchnęła. - W porządku, więc tak... pokażę ci teraz jak tworzyć wybuch, żeby odrzucić innych i ich przy tym nie zabijać, najskuteczniej, jak się da. I proponuję, że ja będę ustawiała barierę, jak mi pokazałeś, kawałek od nas, a ty rzucał w nią to zaklęcie, próbując ją przebić. Co ty na to? - spytała, tym razem poruszając różdżką, by ukształtować ciśnie tak, że przed nimi nastąpił niewielki wybuch energii. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Magiczny krąg - Thomas Figg - 24.09.2024 - Kuszące, kuszące. Nie przewidywałem, żebym musiał walczyć w razie utraty różdżki, ale jak już o tym wspomniałaś - pogładził się po brodzie jakby faktycznie rozmyślał te propozycję. Ale problem byłby już z tym taki, że nauka walki wręcz z Brenną byłaby dla niego niemożliwa, nie byłby w stanie wyprowadzić ku niej ciosu nawet jeśli to w ramach nauki. Rzucanie czarów dawało swego rodzaju dystans no i efekty nie były tak widoczne jak w przypadku okładania się pięściami. - Może innym razem, na razie jak stracę różdżkę to będę improwizował - wzruszył ramionami, jakoś nie wyobrażał sobie, aby jakakolwiek sytuacja wymagała od niego okładania kogokolwiek po twarzy pięścią. Ale z drugiej strony nie wyobrażał sobie wcześniej tego, że będą musieli walczyć o pokój. Może jednak to nie było takie irracjonalne? intensywnie pokręcił głową na boki, jak kot otrzepujący swoje uszy. Dobrze, że delikatne rumieńce na policzkach mógł zrzucić na karb ich wcześniejszej walki, nie nawykł do bycia chwalonym i zawsze to wywoływało u niego rumieniec i wewnętrze poczucie radości (kto bowiem nie lubi być doceniany). - Tak, posługiwanie się czarami to coś bardziej naturalnego. Jakoś nie widzę, żeby poplecznicy Czarnego Pana chcieli się honorowo bić na pięści - parsknął na samą myśl, że banda śmieciożerców wpada na Pokątną i zaczyna okładać ludzi pięściami i kopniakami jak mogolscy opryszkowie - było to dość irracjonalne. - Nie, tylko do czasu aż nabierzesz wprawy, wtedy będziesz wiedziała jak dużo magii potrzebujesz włożyć w daną tarczę, stanie się to bardziej hmmm naturalne. Zauważyłaś, ze im częściej używasz danego zaklęcia tym łatwiej przychodzi ci jego rzucanie? Tutaj jest tak samo, ciało i umysł wyłapują schemat i dążą do jego spełnienia - zasępił się nieco, bo choć znał teorię to ich pojedynek pokazał mu, że nadal potrzebuje sam się w tym podszkolić. - Widzisz, rozumiesz o co chodzi, teraz musisz tylko postawić na trenowanie tego - powiedział z uśmiechem po jej pierwszej tarczy i obserwując drugą, mniej udaną. No ale nic nie przychodziło łatwo, jeżeli nie było się Dumbledorem. Popatrzył na czar, którego użyła Brenna, ruch dłonią i inkantację. - To tego użyłaś do powalenie mnie? Wiedziałem, że wygląda inaczej niż czar odpychający użyty przeze mnie - powiedział zerkając uważnie na kobietę. - Jedno wylądowanie na ziemi to za mało na jeden trening? - zapytał unosząc brwi, ale w sumie to był najlepszy sposób, żeby oboje poćwiczyli swoje słabsze strony, on siłę ataku, on siłę tarcz. - Dobra, daj mi tylko spróbować tego zaklęcia - dodał odwracając się do niej bokiem i na cel obierając sobie pobliskie drzewo. [roll=Z] [roll=Z] Postanowił jak Brenna wcześniej dwukrotnie przetestować pokazane zaklęcie. Za pierwszy razem wybuch był niemrawy, choć się udał to był bardziej jak pyknięcie balona. Za drugim zaś razem był bardziej zadowolony, wybuch zostawił ślad na korze drzewa. - Dobra, myślę, że jestem gotowy - skoro dawała mu okazję do ćwiczeń to nie zamierzał z niej rezygnować, wiedział że potrzebuje tego bardziej niż ona. RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Magiczny krąg - Brenna Longbottom - 24.09.2024 Dla Brenny z kolei wymierzenie uderzenia było równie naturalne, jak rzucenie zaklęcia – odruch w świecie czarów niekoniecznie częsty, ale w pewnych sytuacjach przydatny. Magia była zwykle silniejsza od ciosów, te jednak bywały bardziej dyskretne, w mugolskim Londynie albo w towarzystwie postronnych lepiej się sprawdzały, a poza tym… różdżkę można było niestety stosunkowo łatwo stracić. I umiałaby pewnie uderzyć Thomasa. Przynajmniej w ramach treningu, bo w innych okolicznościach miałaby już chyba za duże opory. Jedyną osobą spośród tych, których znała – nie licząc oczywiście szkolnych bójek – której dotąd potrafiła bez ostrzeżenia walnąć, bo ją wkurzył, był Vincent. Ale tu nie miała wielkich oporów, bo on w takich sytuacjach zwykle oddawał i jednak były to z ich strony raczej przepychanki albo trening właśnie niż faktyczne próby skrzywdzenia drugiej osoby. – Tacy jak oni nigdy nie walczą honorowo i to chyba najważniejsza lekcja, której musisz się nauczyć – stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Braku oporów. A jednocześnie trzeba było cholernie uważać, aby samemu nie zostać posądzonym za używanie czarnej magii… Tak, to był jeden z powodów, dla których lubiła posługiwać się pięściami albo nożem. – Ale dlatego czasem dobrze potrafić im wbić pięść w nos – dodała, uśmiechając się lekko, i przypatrując jak Thomas rzuca zaklęcia. – Jasne, że tak, chociaż akurat tarcz uczyli nas na szkoleniach, a potem ćwiczyłam je całkiem sporo, ot ciężko mi przeskoczyć… ponad pewien pułap – stwierdziła, unosząc różdżkę, i jeszcze raz wypróbowując tarczę. – Myślę, że tarzania się po ziemi nam wystarczy, ale właśnie o to chodzi. Ty próbujesz wyczarować wybuch o tam, z przodu, a ja go zatrzymać… wiesz, żeby nie poszedł w żadne z nas – uściśliła. Ot nie chciała bronić siebie – nie mogła dać się poobijać jeszcze bardziej, bo w końcu musiała wrócić do pracy i wolała nie zaliczać po drodze wizyty uzdrowiciela – a rzucać tarczę na konkretne miejsce. – Możesz próbować wywalić resztki tej rzeźby. Jej już i tak nic nie zaszkodzi… – westchnęła, wskazując na jeden z posągów z labiryntu, które znalazły się na obrzeże zajętym płomieniami. Teraz była pozbawiona kształtu, osmalona i czekała na wyrzucenie, mogła więc przydać się do celów treningowych. – Jeśli użyłeś translokacji, to zupełnie inne, ja zwykle uderzam z kształtowania. Te czary wychodzą mi lepiej… No to… dawaj – powiedziała, stawiając tarczę przed tym nieszczęsnym posągiem. [roll=Z] [roll=Z] RE: [23.08.72, Księżycowy Staw] Magiczny krąg - Thomas Figg - 24.09.2024 - Zdaję sobie z tego sprawę - pokiwał głową nie mówiąc na głos, że on też nie zamierzał zachowywać się jak ostoja honoru gdy przyjdzie mu walczyć z nimi. Każda brudna zagrywka byłaby wówczas w cenie, jak to mówią cel uświęca środki czy tam to wszystko dla większego dobra. Z jednej strony wiedział, że to nieuniknione, a z drugiej trochę obawiał się takiego spotkania, nie z obawy przed swoim życiem ale tym co z tego wyniknie. - Pieść w nos to chyba nic trudnego - zastanowił się wiedząc, że w razie zagrożenia coś takiego nie brzmiało jak wyjątkowo trudne, szczególnie z bliska. Ale mógł się jeszcze mylić, skoro nigdy nie brał udziału w bójce, poza kilkoma przepychankami w barach. - To kwestia przyzwyczajenia, nie ma chyba na świecie normalnego czarodzieja, który by rzucał za każdym razem perfekcyjne tarcze, mi też zdarza się rzucić je w nieodpowiedni sposób - wyjaśnił spokojnie - W pewnym momencie nie pozostaje nic innego jak po prostu ćwiczyć i ćwiczyć, aż wszelkie tarcze staną się dla ciebie naturalne w rzucaniu jak oddychanie. Mogę ci wyszukać nieco zaklęć do poćwiczenia potem, poznałem ich multum - faktycznie niemało zaklęć ochronnych zdołał poznać w całym swoim życiu, niejedno uratowało go też w trakcie zdejmowania klątw. Były jednak też takie, które mimo, ze poznał to nie rzucił ich nigdy więcej niż raz, nie dlatego, ze nie było potrzeby, ale z uwagi na to z jakiej dziedziny magii korzystały oprócz rozproszenia. - Też tak sądzę, jeszcze by mnie potem Erik z Norą ganiali za to, że cię poturbowałem - zażartował i pokiwał głową, obieranie za cel rzeźby brzmiało jak plan idealny, mogli poćwiczyć w ten sposób oboje nie mając ryzykując przy tym kolejnego nagłego kładzenia się na ziemię. - Kształtowania, ale nie tworzyłem wybuchu tylko nagły wiatr mający obalić drugą osobę - wyjaśnił bo faktycznie w takim razie ich wcześniejsze zaklęcia od siebie się różniły. Skupił się i rzucił zaklęcie w stronę posągu, aby spróbować go obalić takim samym wybuchem co pokazał mu przed chwilą Brenna. [roll=Z] [roll=Z] Nie trwało to zbyt długo, ale poświęcili jeszcze nieco czasu na naukę, Thomas skupił się na kształtowaniu rzucając zaklęcia pokazane mu przez Brennę, zaś ona ćwiczyła się w stawaniu tarcz, które za zadanie miały niwelować zaklęcia Figga. Zapewne nie zwinęliby się stamtąd aż do nocy, jednak Longbottomówna musiała stawić się jeszcze w Ministerstwie do pracy. Koniec sesji
|