![]() |
|
[19.07.1972] Tożsamość diabła - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [19.07.1972] Tożsamość diabła (/showthread.php?tid=3979) Strony:
1
2
|
RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 05.10.2024 Całym sobą musiał powstrzymać się, żeby nie skrzywić się i nie wypalić czymś w stronę sprzedawcy, który ewidentnie żerował na niewiedzy swoich "ofiar", tylko w odróżnieniu od pozostałych tu ludzi, on nie zamierzał oskubać ich z pieniędzy, o nie. Ten czarnoksiężnik mierzył w cele o wiele bardziej złowieszcze, chciał okraść ich z życia. Gdyby to była sprzedać przedmiotów bez wiedzy do czego służą, to by byłą inna rozmowa, ale widział jak poleca przedmioty, które sprawiają, ze włosy na karku stają mu dęba. Nie miał pojęcia jakie klątwy ciążą na tej biżuterii, ale niech mu kaktus na czole wyrośnie jeśli nie miały doprowadzić do śmierci w boleściach. - Myślę, że Mabel spodoba się też ta opowieść, bardziej unikatowe stworzenie niż gryf - zgodził się udając zaciekawienie tą historią ale w głębi siebie czuł obrzydzenie i chciał zetrzeć ten uśmieszek z usta niepozornego mężczyzny. Ile osób już nabrał na te słowa co ich? Ile razy żywot niczego niespodziewających się mugoli byłby narażony, gdyby Thomas przypadkiem nie usłyszał o tym procederze? Wolał nie myśleć, o tym, ze teraz tutaj mogła znajdować się faktycznie jakaś para, która chciała kupić jakieś prezenty, a może coś dla siebie i w efekcie doprowadziłoby to do ich marnego końca. Musiał bardzo mocno zacisnąć zęby. - Myślę, że ta najbardziej się nada, kamienie idealnie skomponują się z kolorem pani oczu - nie było wiadome, czy mężczyzna faktycznie zadał sobie trud doboru produktu pod swoją klientkę czy po prostu był to zbieg okoliczności i wybierał po prostu przeklęte przedmioty. Podał Brennie zapakowane przedmioty i odebrał pieniądze z szerokim uśmiechem, widać że był zadowolony. - Zapraszam ponownie w razie potrzeby kolejnych prezentów - bezczelny uśmiech zdobił jego usta, nie miał przecież za grosz pojęcia, że rozmawia z czarodziejami, a nie mugolami. Nie zmieniał miejscówki, był zbyt zadufany w swoim genialnym planie, czemu przecież mugole mieliby winić sprzedawcę biżuterii za jakiekolwiek nieszczęścia, które ich spotkają czy obdarowanych najbliższych. Kiedy Thomas brał pakunki od kobiety poczuł jak po plecach przebiega mu dreszcz i w pierwszym odruchu chciał cisnąć te przedmioty byle dalej od nich, najlepiej prosto w twarz sprzedawcy, żeby wypił piwo, którego sam nawarzył. Ale nie był przecież jakimś nieokrzesanym trollem górskim i zwalczył w sobie pierwotne odruchy obrzucania innych, ostrożnie schował przedmioty w swojej torbie i skinieniem głowy "pożegnał" się z mężczyzną. Zerknął zaciekawiony na Brennę, ale nie oponował i dał się odprowadzić stoisko dalej. Wpatrywał się w kasety rozłożone na stole, ale nie zwracał nawet uwagi na to jakie tytuły są na nich nadrukowane. Raz że nie miałby ich jak obejrzeć, dwa jego uwaga była skupiona obecnie na zadaniu, a nie szukaniu rozrywki. Fałszoskopy ani na chwilę nie ustawały w swoich wibracjach, ale teraz spowodowane był oto zakupami spoczywającymi w torbie Figga. - Opcja numer dwa, najszybsza - odpowiedział nachylając się, aby tylko ona mogła dosłyszeć jego słowa i wskazał palcem na jedną z kaset, trzeba było przecież utrzymać pozory, prawda? - Jeżeli znikniemy użyć transmutacji może nam umknąć albo sprzedać komuś kolejne przedmioty a z uszkodzonym stołem już tu za wiele nie zrobi - dodał jeszcze w kwestii wyjaśnienia, wolał nie stawiać na to, że wykupili całe jego zapasy przeklętych przedmiotów i mogą na spokojnie zostawić go na dłuższą chwilę samego. Korzyścią dla nich było to, że przechodziło tędy bez mała osób, więc nie musieli się bać, ze zostaną pręż czarnoksiężnika zauważeni, ale musieli się kryć z używaniem magii w takim tłumie. - Tylko nie traf mnie w brzuch - zażartował nieco, przecież ktoś musiał rozładować sytuację, nawet jeśli w środku cały się gotował. Pociągnął ją delikatnie w bok, aby miała lepsze pole widzenia na stół podejrzanego sprzedawcy i odwrócił się stając tuż przed Brenną przodem do niej i kładąc jej przedramiona na barkach. RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Brenna Longbottom - 06.10.2024 Biorąc pod uwagę, że Brenna w tej chwili uparcie patrzyła w dół, a jej oczy mógłby zobaczyć co najwyżej na początku rozmowy – nie mówiąc już o tym, że były brązowe, przez co właściwie żadne kamienie nie pasowały do nich bardziej albo mniej niż kolejne – wątpiła, by faktycznie dobierał cokolwiek pod tym kątem. Raczej sięgnął po ten przeklęty. I dobrze. – To bardzo miło z pańskiej strony – zapewniła jeszcze, nim wraz z Thomasem oddaliła się od stoiska, obiecując sobie, że ten człowiek za to zapłaci: choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką w życiu zrobi. Niewiele mogła poradzić na Voldemorta i śmierciożerców, była tylko jedną, zwykłą czarodziejką, ale mogła sprawić, że ten drań zniknie z ulic. I o tym, że Brenna wcale nie była tak sympatyczna, za jaką niektórzy ją brali, świadczyło najlepiej, że poza gniewem i nienawiścią czuła też satysfakcję. Satysfakcję na samą myśl, że ten czarnoksiężnik trafi do Azkabanu – że ci wyssą z niego radość, i pozostaną tylko złe wspomnienia. Że w koszmarach raz za razem będzie widział jej twarz, bo miała być zamiar tą, która go tam pośle. – Też mi się podoba – przyznała Brenna na słowa Thomasa, uśmiechając się lekko. Nie chciała jej narzucać, bo była trochę ryzykowna, ale w tej chwili mogli albo iść na chama, albo zaryzykować, że czarnoksiężnik się wymknie. Po raz kolejny przeklęła samą siebie, że chociaż próbowała nauczyć się fal, wciąż nie zrobiła tego w zadawalającym stopniu – mogłaby po prostu wezwać aurorów, skoro namierzyli cel i potwierdzili, że plotki nie są tylko plotkami. – Nie przejmuj się, słowo, że nie spudłuję – mruknęła, i pociągnęła go jeszcze tak między stoiska, żeby przypadkiem jakiś mugol nie podszedł jej pod ręce w krytycznym momencie. Ustawiła się tak, by Thomas możliwie ją zasłaniał (kolejny brak: naprawdę dobrze byłoby być tak dobrą w teorii magii jak Dora, aby opanować magię bezróżdżkową, własne ograniczenia, które zawsze traktowała jako naturalne, wkurwiały ją od początków wojny niemożebnie). Zresztą na wszelki wypadek – i by kogoś nie skrzywdzić, i by nie zwrócić uwagi – wybrała najmniej szkodliwe zaklęcie, jakie mogła, czyli zdecydowała się na przetransmutowanie małego fragmentu jednej nogi stoiska, w materiał, który nie miał szans utrzymać ciężaru. Jedno z najprostszych zaklęć, jakich uczyli się jeszcze na czwartym roku w Hogwarcie. Pośpiesznie schowała różdżkę i ujęła znowu Thomasa pod ramię, spoglądając w stronę stoiska, które zaczęło się niebezpiecznie chwiać, aż przedmioty bliskie były zsunięcia się na ziemię. Miała nadzieję, że to skłoni czarnoksiężnika do ich szybkiego spakowania, zwłaszcza że pewnie nie chciał być zapamiętany – a takie wydarzenia ściągały spojrzenia… I była gotowa ruszać za nim. Bo jeżeli będą mieli szczęście, uda się gdzieś, gdzie będzie mógł deportować się z dala od oczu mugoli. RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 07.10.2024 Odprowadzenie zostali jeszcze wesołym pozdrowieniem sprzedawcy i poleceniem się na przyszłość gdyby potrzebowali jakichś prezentów z jakiejkolwiek okazji. Cóż Thomas wątpił, żeby kiedykolwiek chcieli wracać do niego, a przynajmniej nie po robienie kolejnych zakupów - najchętniej to widziałby twarz tego mężczyzny za kratami, z długim wyrokiem i świadomością, ze sprzedane im przedmioty posłużyły do zamknięcia go na długi czas. Thomas miał swego rodzaju problem z Azkabanem, nie widział problemu w tym, aby więźniowie na niego skazani byli obdzierani z wszelkich pozytywnych uczuć i zostawali jedynie ze swoim smutkiem i cierpieniem. Ale z drugiej strony wiedział, że w taki sposób nie są w stanie zadośćuczynić swoim winom. Z drugiej jednak strony, jednostki tam zesłane raczej nie nadawały się do przebywania z resztą społeczeństwa. - Spokojnie, ufam ci - powiedział spokojnie i odczekał aż Brenna rzuci zaklęcie, uparcie przy tym nie patrząc się ani w kierunku stolika, który był jej celem ani w dół, gdzie czuł, że trzyma różdżkę celując. - Mam nadzieję, że się stąd zwinie - mruknął jeszcze kiedy po wszystkim złapał go pod ramię jak chwilę wcześniej. Wrócili do oglądania stoiska z kasetami. Długo nie trzeba był czekać na efekt, noga stolika złamała się pod jego ciężarem i wszystko zapadło się jak domek z kart z głuchym łoskotem i brzdękiem biżuterii opadającej na drewniany blat, który nagle znalazł się kilkanaście centymetrów niżej. - Co do cholery, niby nowy stół! - słycha było dobrze im znany głos czarnksiążnika, który sprzedawał im przed chwilą naszyjniki. - Uuuu, chyba nie taki nowy, cała noga poszła w drobny mak, nie naprawisz tego tak teraz - odezwał się jeden ze sprzedawców mający stoisko obok. Wszystko zdawało się układać po myśli Thomasa i Brenny, bo widać było, że czarnoksiężnik nie bardzo wie co teraz zrobić. Ale chyba nie chciał bardziej testować swojego szczęścia na dziś. Udało mu się sprzedać kilka przedmiotów i w jego ocenie pozbyć kolejnych mugoli z tego świata. - Cóż, w takim razie czas na mnie, dzisiaj i tak sprzedałem dużo - odezwał się nad wyraz przyjaźnie do tego kto go zagaił. Zaczął pakować swoje rzeczy, i tak jak wcześniej przed dotknięciem biżuterii ubrał rękawice i zaczął ją zbierać do torby, w której jak widać przenosił sprzedawane produkty zanim wykładał je na blat swego stoiska. - Poszczęściło nam się - zwrócił się do przyjaciółki obserwując jak śledzony przez nich mężczyzna kończy pakować swoje manatki i zwraca się jeszcze do jednego z okolicznych ludzi prosząc, aby później opuszczając plac targowy pozbył się jego stołu, bo wynoszenie tego przez ten tłum byłoby katorżniczą pracą. Nie mogli ruszyć za nim od razu przecież, ale ilośc ludzi działała na ich korzyść, szczególnie, że czarnoksiężnik nie wyglądał jakby przejmował się czy ktoś go śledzi. W swoim zadufaniu nie podejrzewał, że ktokolwiek mógłby wpaść na jego trop i tym bardziej śledzić jego poczynania. Dlatego też beztrosko zmierzał w stronę jak się zdawało zaułka w którym pojawili się wcześniej Thomas i Brenna. - Nie możemy mu teleportować się z zaułka, kto wie czy drugi raz na niego trafimy - zwrócił się do przyjaciółki idąc z nią w ślad za ich celem, musieli zadziałać szybko, cała ich misterna zagrywka mogłaby pójść na marne, gdyby zdołał im uciec. - Walimy go w czerep czarami czy próbujemy zatrzymać, że coś mu upadło i nie zabrał?- zapytał jeszcze widząc, że do zaułka mają jeszcze dwadzieścia metrów. Tłum się znacznie przerzedził, nie czuł się z tym dobrze spychając decyzję na Brennę, jednak jemu brakowało doświadczenia w pracy w terenie, liczył się z jej fachową opinią. RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Brenna Longbottom - 07.10.2024 – Sławne, ostatnie słowa – jęknęła Brenna, może częściowo po to, by rozładować atmosferę. Nie odpowiedziała już na kolejne zdanie, zajmując się ponownie oglądaniem kaset, niby to bardzo zajęta, chociaż kątem oka zerkała ku stolikowi, sprawdzając, czy ten się w końcu złoży i… podziałało. Odetchnęła z ulgą, bo to wcale nie był idealny plan: mogło tutaj nie zadziałać mnóstwo rzeczy. Thomas miał rację: poszczęściło się im. Ruszyła za nim bez większego wahania, bo i ostatecznie dopiero co byli przy innym stoisku, i dlaczego nie mieliby stwierdzić, że oto pora wyjść z targowiska? Czarnoksiężnik nie wydawał się wietrzyć podstępu – gdyby tak było, nie wspominałby o hipogryfach i na pewno nikomu nie wspomniałby o swojej działalności. Gdy za to zbliżyli się do zaułka, sprawa zrobiła się bardziej skomplikowana. Kiwnęła jedynie głową. Wiedziała, że nie mogą pozwolić mu zniknąć, ale chociaż bardzo chciała, nie było mowy, aby zaczęli rzucać zaklęcia na ulicy. Kodeks Tajności, całe zamieszanie związane z modyfikacją pamięci (Brenna na szczęście mimo czarnowidztwa nie przewidziała, jak rozwiną się telefony i jak bardzo przerąbane będą mieć czarodzieje za pięćdziesiąt lat), a w dodatku mogliby trafić kogoś przypadkiem. – Jeśli będzie szansa, nawalaj zaklęciami – powiedziała krótko. Gdyby w tym zaułku nie znaleźli się sami, krzyczenie, że coś zgubił, było jako taką taktyką, ale w jej opinii najlepiej byłoby, gdyby mogli potraktować mężczyznę po prostu czystą drętwotą albo go związać – i zabrać go do Ministerstwa. – Jeżeli nie, krzycz, że coś zgubił, łap go i teleportujemy się w okolicę ruin w Dolinie Godryka. Do atrium Ministerstwa nie mogli ot tak wskoczyć z czarnoksiężnikiem, bo znów, było tam mnóstwo ludzi. Chociaż to było już ogólnie rozwiązanie, po które wolałaby nie sięgać, bo jeszcze by się wyrwał, doprowadził do rozszczepienia albo nabrał podejrzeń w złym momencie, znowu widząc te same osoby. Brenna zresztą, niestety, nie była pewna, czy którekolwiek z tych rozwiązań było dobre, ale w tej chwili byli trochę skazani na improwizację, czy tego chcieli, czy nie. Brenna sięgnęła po różdżkę, w takim sposób, by móc błyskawicznie ją wyciągnąć, przyspieszając kroku, by przypadkiem mężczyzna nie znikł stąd, zanim dopadną wylotu uliczki. RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 08.10.2024 - Tylko weź mi coś innego wyryj na nagrobku - w stylu "dobry chłopak był, dzień dobry mówił" - nie trzeba mu było więcej, aby podłapać żart - nic tak nie rozluźniało atmosfery jak dobre żarty. no i trochę czarnego humoru może nie zawsze się nadawało, ale teraz przecież nie byli na celowniku różdżek śmieciożerców, teraz to oni byli o krok przed ich naśladowcą i byli na dobrej drodze, żeby go pojmać i zamknąć za kratami gdzie nie zrobi nic już nikomu. Pokiwał głową intensywnie na znak że rozumie, teraz skupiał się na tym co maj zrobić, cóż nigdy jeszcze nie brał udziału w czymś takim dla niego to była nowość, jeszcze nie miał pojęcia, że wraz z upływem czasu i rozwojem wojny takie rzeczy zapewne staną się normalnością, przecież nie mogli uciekać się od walki. nie ważne jak bardzo chcieli walczyć za dobro i światłość to bez ubrudzenia sobie rąk mogli sobie o kant kuli potłuc górnolotne frazesy. - Ruiny od północy... - chciał jej podać dokładnie gdzie się z nim uda w razie, gdyby zmuszony był go odtransportować właśnie do Doliny Godryka, nie dobrze by było gdyby się rozdzielili i nie mogli znaleźć. Ale tego dnia szczęście sprzyjało im chyba wybitnie - nie dość że dość szybko znaleźli poszukiwanego przez nich czarnoksiężnika, to jeszcze nie był on świadom, że go śledzą i to oni byli odpowiedzialni za jego szybsze opuszczenie targowiska. No ale nie można było mieć wszystkiego - akurat z zza winka wyszła para mugoli, którzy zbliżali się w stronę tego samego zaułka i miną go tuż po nich. Dlatego też wiedział już, że rzucanie zaklęć i późniejsze tłumaczenie tej dwójce jeżeli wykażą zainteresowanie nie było warte ryzyka. Przyspieszył kroku przygotowując się mentalnie do tego co zamierzał zaraz zrobić - na szczęście śledzony przez nich mężczyzna do samego końca nie spodziewał się, że Thomas i Brenna siedzą mu na ogonie. Zorientował się dopiero w momencie, gdy Figg pchnął go głębiej w zaułek i nie puszczając momentalnie zniknął z nim z cichym pyknięciem. ***
Ruiny w Dolinie GodrykaPo pojawieniu się na miejscu Brenna mogła zobaczyć, że w tym krótkim czasie odkąd Thomas zniknął z nieznajomym sytuacja rozwinęła się dość niecodziennie. Obaj mieli wyciągnięte różdżki, ale to Figgowi z nosa ciekła krew i gramolił się z ziemi. Zaskoczenie pozwoliło im przenieść sprawę do miejsca bez mugoli, jednak teraz musieli rozprawić się z czarnoksiężnikiem, początkowa przewaga minęła, teraz ich przeciwnik był świadom że musi się bronić, wybrał więc atak zamiast pytań. W stronę Longbottomówny pomknął fioletowy promień zaklęcia. W przypadku nieudanej obrony/uniku postać poczuje jak całe powietrze uciekło jej z płuc (efekt taki sam jakby uderzyła mocno plecami o ziemię). RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Brenna Longbottom - 08.10.2024 Brenna wybrała ruiny nie bez przyczyny. Położone przy wrzosowiskach, z dala od zabudowań, były wciąż otoczone resztkami magii, która niegdyś je wypełniała. Nie były to żadne konkretne zaklęcia, ale dało się zauważyć, że mugole jakoś do nich nie ciągnęli – a ci, których dusze były spaczone, nie czuli się tutaj zwykle szczególnie dobrze. Poprosiła Thomasa, by teleportował się z czarnoksiężnikiem, z prostego względu. Był w tym lepszy niż ona. Miała większe szanse się rozszczepić albo zboczyć z kursu – inaczej może próbowałaby zabrać mężczyznę bezpośrednio do punktu szybkiego reagowania Brygady, ale było za duże prawdopodobieństwo, że czarownik się jej wyrwie. Wpadła do zaułka dosłownie sekundę za Thomasem, znikła moment po nim, zanim jeszcze para mugoli się zbliżyła, ale i tak gdy pojawiła się na północ od ruin – szczęśliwie niezbyt daleka od Figga – walka już trwała. Przynajmniej odwróciła uwagę od rannego Thomasa. Nie miała czasu na tworzenie strategii, wyrzuty sumienia, że spóźniła się ten moment i czarnoksiężnik zdążył zaatakować jej przyjaciela ani na złość na samą siebie, że pewnie trzeba było od razu ciągnąć tutaj Brygadę - problem polegał na tym, że mieli jedynie plotkę, żadnych dowodów i trochę za mało ludzi... Nie, na zastanawianie się nad tym przyjdzie czas później - chwilowo już znalazła się pod odstrzałem. Instynkt w tej chwili nakazywał uskakiwać, gdy mknęło ku niej zaklęcie, co robiła zwykle w takich sytuacjach, ale wyjątkowo – może nie chcąc tracić czasu – uniosła różdżkę, tworząc pomiędzy sobą a mężczyzną tarczę. to sobie rzucam na obronę [roll=Z] Wskazówki od Thomasa najwyraźniej nie poszły na marne, bo protego pochłonęło fioletowy promień, a Brenna niemal natychmiast wykonała kolejny ruch nadgarstka, tym razem chcąc odpowiedzieć atakiem na atak, wywołać wybuch podobny do tego, którym kiedyś potraktowała Figga podczas ćwiczeń. kształtowanie [roll=W] RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 09.10.2024 Thomas przetarł twarz rękawem, starając się nie tylko otrzeć się z krwi ,ale też i zatamować krwawienie, ciekawe czy nos był złamany, miał nadzieję że nie, nastawianie bolało jak diabli. Pluł sobie w brodę, że dał się tak zaskoczyć, jednak Brenna miała rację, że ćwiczenie walki wręcz mogłoby okazać się przydatne, bo teraz zarobił łokciem w twarz i zapewne gdyby nie to, że pojawiła się tuż za nim to skończyłoby się to dla niego wiele gorzej. Cóż wciąż mogło. Poczuł jak włosy na karku stają mu dęba, rozpinał inkantację i kolor zaklęcia wypuszczonego przez ich przeciwnika, w powietrzu czuć był swąd czarnej magii. Wezbrał w nim gniew, mimo, że Brenna poradziła sobie z zaklęciem w nią wymierzonym to jednak tak samo i napastnik, zaklęcie członkini brygady Uderzeniowej zniknęło rozproszone przez tarczę mężczyzny. - Zginiecie za wciskanie nosa w nie swoje sprawy - warknął i widać było, że szykuje się do kolejnego ataku na kobietę. Thomas poczuł jak ogarnia go furia, czysta furia wzbiera w nim niczym kolejne fale wezbranej rzeki chcące przerwać tamę - a on nie zamierzał się hamować - nie w takiej sytuacji, kiedy ktoś zamierza skrzywdzić bliską mu osobę - dał się powieść temu uczuciu. Wcześniej zignorowany, po ciosie w nos, uniósł swoja różdżkę, splatając zaklęcie, które miało sprawić ból czarnoksiężnik, obalić go na ziemię, odczuć ból jaki zadawał swoim ofiarom. Dobre wiedział, że zaklęcie z zamiarem wyrządzenia krzywdy, ale w tym momencie o to mu właśnie chodziło - nie tylko w zemście za zabitych mugoli i w celu wymierzenia sprawiedliwości - on śmiał się podnieść rękę na Brennę. Atak - Nekromancja [roll=O] [roll=O] Poczuł jak różdżka drży mu podczas splatania zaklęcia, ale nie uległ, zmusił ją do swojej woli i czysty fioletowy promień pomknął w stronę mężczyzny. Walka dwóch na jednego nie byłą uczciwa, ale nie miała taką być. To nie był honorowy pojedynek, to była walka o przetrwanie, to czego musiał się nauczyć prawda? To chyba poszło mu całkiem dobrze, zwłaszcza, że mieli przewagę liczebną i mógł zaskoczyć przeciwnika. Czarnoksiężnik w szoku nie zdążył dokończyć zaklęcia, trafiony czarem Figga. Złapał się za gardło, to co chciał zrobić wcześniej Brennie teraz stało się jemu. Próbował panicznie złapać oddech, upuszczając różdżkę i machając dłońmi wokół szyi, jakby próbował pozbyć się niewidzialnej liny, która go dusiła. Thomas zaś usłyszał trzask łamanego drewna i poczuł dziwne ukłucie w dłoni. RE: [08.1972] Tożsamość diabła - Brenna Longbottom - 09.10.2024 Dla Brenny nie było to pierwsze, drugie ani dziesiąte starcie tego typu. Wiedziała, że zawsze coś może pójść nie tak, zachowywała jednak spokój, i to mimo tego, że spodziewała się, że za chwilę w jej stronę może pofrunąć zielony promień. Nie miała też żadnych, ale to żadnych oporów wobec tego, że ich było tu dwoje i Thomas mógł próbować pomóc. Bo w prawdziwej walce wykorzystujesz każdą przewagę, jaką masz. Bo w takim starciu i tak to zawsze czarnoksiężnik na wstępie miał punkty bonusowe – on mógł rzucać potężne czary, a ty co najwyżej próbować go związać i zawsze ją to wkurzało, ale nie chciała sięgać po mroczną magię, pewna, że gdy zrobi to raz, bardzo łatwo upadnie dalej, i może pewnego dnia zejdzie do samych piekieł. Thomas najwyraźniej jednak… nie tyleż nie miał oporów, co doświadczenia w takich walkach – Brenna nie była pewna czy kiedykolwiek widział, jak ktoś z bliskich mu osób faktycznie znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. I użył dokładnie tego samego zaklęcia, którego wcześniej próbował użyć na niej nekromanta. Brygadzistka zareagowała odruchowo – kolejne machnięcie różdżki spętało mężczyznę, przez czar Thomasa już nie mogącego się bronić, a ona dopadła go, wydobywając z kieszeni kajdanki. Dopiero gdy zacisnęły się na jego nadgarstkach, upewniła się, czy ten się nie udusi, i rzuciła czar antydeportacyjny. Adrenalina opadała powoli, ale nie było żadnego poczucia triumfu ani radości ze zwycięstwa. Dorwali drania, przejęli przeklęte przedmioty, nikogo już nie skrzywdzi, ale tym, których zdążył zranić, nie przywrócą życia. Brenna porzuciła czarnoksiężnika, nie zważając na jego przekleństwa i dopadła do Thomasa, zaniepokojone spojrzenie ciemnych oczu przesunęło się po obitej twarzy. – Wszystko w porządku? – spytała, a potem zniżyła głos, na moment zaciskając dłoń na jego nadgarstku. – Użyłeś czaru przyduszającego, żeby mnie nie zaatakował. Powiedziała te słowa z naciskiem, nawet nie chcąc słyszeć, co mógłby odpowiedzieć. Nie była całkowicie pewna, czy użył nekromancji, ale podobieństwo tych dwóch zaklęć i to jak mocno podziałało… W każdym razie widziała, że zaczął się dusić i miała zamiar właśnie to opisać w raporcie. Nic więcej. Thomas dokonał zgłoszenia, bo usłyszał plotkę, poszła z nim na miejsce, gdy okazało się, że na miejscu faktycznie jest czarnoksiężnik, nie miała jak wezwać wsparcia, doszło do walki, dokonała zatrzymania, a Figg pomógł jej, lekko przyduszając winnego. – Musimy teleportować się do atrium ministerstwa. Tylko odczytam temu draniowi jego cholerne prawa – dodała, gdy upewniła się, że Thomas jest względnie zdrowy, nie licząc rozwalonego nosa, a potem wstała, by znów podejść do schwytanego czarnoksiężnika. RE: [19.07.1972] Tożsamość diabła - Thomas Figg - 10.10.2024 Wszystko rozegrało się tak szybko, że nie zdążył nawet zareagować, wciąż w szoku jak dobrze poszło mu zaklęcie, którego nigdy wcześniej nie rzucał i nie był pewien czy dobrze to robi. Najwidoczniej jednak albo było to szczęście nowicjusza, albo miał do tego dryg - z dwojga złego nie wiedział co lepsze. Jednego był pewien, to była chwila, nawet się nie zastanawiał nad konsekwencjami tego co robi w tamtej chwili - liczył się tylko cel i to jak go osiągnąć. Nieco zamglone spojrzenie powiodło ku Brennie, która zajmowała się czarnoksiężnikiem, a raczej zabezpieczanie przed jego ucieczką Nie czuł satysfakcji, nie czuł radości, że udało im się go złapać - co z tego, że zadał mu ból i dał posmakować tego co mężczyzna robił swoim ofiarom. To nie wracało straconych żyć, nie cofała wyrządzonego zła. Popatrzył w górę na niebo i sunące po nim chmury. - Tak, nie jest złamany na szczęście - odpowiedział dotykając się po nosie, który już przestał krwawić. - A Ty? Nic ci nie zrobił? Bo widziałem, że tarczę postawiłaś pierwsza klasa - powiedział z delikatnym uśmiechem. To Miałą być chwila triumfu? Wcale tego nie czuł wbrew pozorom, może i uratowali życie mugolom, ale co z tymi, którzy wcześniej trafili na czarnoksiężnika. Potrząsnął głową jak pies otrzepujący się z wody - nie mógł nużąc się w rozmyślania co by było gdyby. - Tak, zrobiłbym to za każdym razem - odpowiedział cicho, a oczy błysnęły mu od determinacji. Nie żałował tego co zrobił, choć zaklęcie którego użył mnie miało poddusić mężczyznę lecz go udusić to zrobiłby to za każdym razem. Postanowił sobie, że nie pozwoli aby jego bliskim stała się krzywda, nie ważne czy będzie ją musiał przyjąć na siebie czy ubrudzić sobie ręce, odrzucić swój los. Przecież robił to dla większego dobra, a nie dlatego, że chciał - dzięki temu będą bezpieczniejsi. Ale czy nie pogardzą tobą gdy zobaczą twój mrok? - usłyszał w głowie ten natrętny głosik, który tak skutecznie tłumił. Zacisnął powieki i bał się je otworzyć, bał się spojrzeć na Brennę, bał się tego co mógłby tam zobaczyć. Czy wzgardziłaby nim? Porzuciła? Bo sięgnął po wszelkie możliwe środki w walce ze złem? Otworzył oczy powoli i zerknął na nią, szukając potwierdzenia, że to nic nie zmieniło... Potrzebował tego zapewnienia choćby w jej wyrazie twarzy - co jak mu się wydawało dostrzegał, albo chciał dostrzegać. - Będę musiał złożyć wyjaśnienia? - zapytał wiedząc, ze to co powiedziała wcześniej to oficjalna wersja wydarzeń, którą będą mieli przedstawiać. Skinął głową i rękawem przetarł twarz, aby choć nieco oczywiście się z krwi. Chciał to zrobić różdżką i wtedy właśnie poczuł, ze coś jest nie tak. Zerknął w na dłoń w której trzymał różdżkę i to co zobaczył nie napawało go optymizmem. Była pęknięta wzdłuż, niemal przepołowiona na pół i jakby osmolona od środka. - Szlag. Będę musiał udać się do Ollivandera - powiedział do przyjaciółki pokazując jej co stało się z jego różdżką, nawet on wiedział, że naprawianie jej z takiego stanu było raczej mało prawdopodobne. Kiedy Brenna odczytała czarnoksiężnikowi jego prawa zebrali się i teleportowali do Atrium Ministerstwa, aby przekazać go odpowiednim służbom i złożyć wyjaśnienia w tej sprawie. Koniec sesji
|