Secrets of London
05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] (/showthread.php?tid=4010)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Nora Figg - 09.10.2024

- Dlaczego nie mamy przygotowanych nauszników? Wszyscy chyba wiemy, że madragory potrafią swoich krzykiem petryfikować, wolałabym nie sprawdzać co potrafi takie wielkie stworzenie. - Powiedziała panna Figg, kiedy rozejrzała się po pomieszczeniu i nie dostrzegła nigdzie sprzętu, który powinien im się przydać podczas obserwacji rośliny. Towarzystwo powinno być przygotowane na to, co miało się wydarzyć. Powinni się spodziewać, że będą chcieli uwolnić stworzenie z tuby.

Przeniosła spojrzenie na Selwyna, który wspomniał o tym, że stworzenie jest dużo bardziej niebezpieczne niż powinni się spodziewać. Cóż, ciekawe. Może była to jakaś hybryda z innym gatunkiem?

Panna Figg zbliżyła się jeszcze bardziej do rośliny, aby przyjrzeć się jej uważniej. Chciała dostrzec wszystkie, najdrobniejsze szczegóły, które mogły różnić się od tego, co wyczytała w książkach.

- Jej korzenie różnią się od tych, które widziałam na rysunkach. - Powiedziała dosyć głośno, aby zwrócić na to ich uwagę, może to było istotne?

- Do tego, co jest dosyć ważne, one nie powinni tak śmierdzieć, z tego, co udało mi się ustalić, nomadzi używają ich jako afrodyzjaku, nie podejrzewam, że ich gusta co do atrakcyjności różnych zapachów różniły się, aż tak bardzo od naszych. - Nie, to zdecydowanie był smród, a nie pustynny piasek i cynamon, o którym czytała.

Przeniosła spojrzenie na ciotkę, nie wydawało jej się, aby nie zauważyła różnicy w tym, co mieli przed sobą z tym, co znajdowało się w księgach o podobnych roślinach.

- To nie jest pustynna mandragora. - Wydawała się być bardzo pewna, co do wydanej głośno opinii. Mieli doczynienia z jakimś nowym, innym gatunkiem. Jej obserwacje mogły wiązać się z tym, co powiedział Selwyn na temat tego, w jaki sposób działała ta roślina.




RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Ambroise Greengrass-Yaxley - 09.10.2024

Brew Greengrassa mimowolnie powędrowała trochę wyżej w kierunku linii jego włosów, kiedy do jego uszu dotarła ta osobliwa wymiana zdań między jego kuzynem (w tym wypadku po wstępnym przywitaniu ponownie gładko potraktowanym przez Ambroisa jak oficjalny przedstawiciel Ministerstwa, więc nie miał mieć tu taryfy ulgowej) a przedstawicielką zarządu Towarzystwa Herbologicznego (którą także lubił, ale w tym momencie zaczynał traktować z większym powątpiewaniem wynikającym z rażąco niepoważnego podejścia).
Jasne. On również był pasjonatem skorym do jak najszybszego przyjrzenia się nowemu odkryciu, ale no właśnie: to był nowy okaz. A raczej każdy doświadczony botanik wiedział, że do takich należy podchodzić z naukowym dystansem. Czasami wręcz nazbyt ostrożnym, ale przezorny był zawsze ubezpieczony, prawda? To nie był ich przełomowy eksperyment tylko coś, co jeśli dobrze rozumiał, a raczej nie miał problemów ze słuchem, już wcześniej narobiło problemów.
- Pozwolę sobie uprzejmie przypomnieć, że jesteśmy poważnym towarzystwem -nie bandą podekscytowanych szczylów rzucających się z rękami do macania nowych okazów roślin, tego już nie musiał dodawać. - Jeżeli ktoś z tu obecnych wysuwa jakiekolwiek obiekcje wobec dalszego planu postępowania, należy wyjaśnić nurtujące go kwestie i zażegnać wątpliwości. W miarę możliwości, oczywiście - stwierdził bez przejęcia, obdarzając spojrzeniem zarówno Selwyna jak i Abbott z Urquartem.
Był całkiem uprzejmie chłodny, nawet nie unosząc przy tym brwi ani nie zmieniając neutralnego wyrazu twarzy, choć osobliwe podejście starszej badaczki i jej towarzysza zdecydowanie nie było na miejscu.
Nie lubił Urquarta i raczej uważał, że jeśli mężczyźnie udaje się zrobić już coś względnie korzystnego to wyłącznie przez przypadek i nieprzewidziane zrządzenie losu. Natomiast w przypadku damy, Ambroise raczej kojarzył ją z bycia znacznie rozsądniejszą. Całkiem profesjonalną i skorą do prowadzenia dyskusji, nie zaś lekceważącego machania ręką.
Czyżby całkowicie zaczęła dziecinnieć przestając prezentować sobą poziom godny głowy stowarzyszenia?
Nie podobała mu się ta myśl, ponieważ lubił panią Abbott i uważał, że miała jeszcze wiele do przekazania, natomiast w tym momencie przestawał ufać jej osądowi. Miał również inne zobowiązania, Towarzystwo Herbologiczne nie było jego głównym źródłem zarobku (tak właściwie to wyłącznie pożerało jego pieniądze, nawet jeśli dobrowolnie na to pozwalał) i pobyt w Mungu jako pacjent, nie uzdrowiciel nie jawił mu się jako doskonały plan spędzenia kolejnych dni.
Może bywał porywczy w innych kwestiach, ale do zielarstwa podchodził z chłodnym rozsądkiem. Dostrzegając, że w tym wszystkim musiało tkwić coś więcej niż im przekazywano (tuba była zbyt obszerna, roślina niejednoznacznie a wręcz na jego oko raczej błędnie zidentyfikowana, nauszniki nieobecne; żenujący chaos), zamierzał wpierw wyczerpać wszystkie wątpliwości, dopiero wtedy rzucając się z nosem do szyby jak dzieciak przy sklepie ze słodyczami. Podekscytowanie zostawiał siostrze i osobom pokroju młodego Camerona.
- Warto byłoby zatem oświecić wszystkich tu zebranych o tych wystarczająco wyczerpujących informacjach, jakie mamy - kontynuował będąc w stanie bronić swoich przekonań, gdyby to było konieczne, choć włodarze powinni wykazać się opóźnionym rozsądkiem. - Weryfikując czy pokrywają się ze spostrzeżeniami pana Selwyna - zaznaczył - w tym przypadku nie nazywając Jonathana po imieniu, choć mieli również relację towarzyską, ponieważ sam chwilę wcześniej położył nacisk na znaczenie zachowywania się w profesjonalny sposób.
Zabawne, bo nie było profesjonalizmu w tym, co następnie pokusił się powiedzieć na głos.
- Co poniektórzy zapewne będą to wyjaśniać brakiem dofinansowania - zwrócił się jeszcze do Nory, profilaktycznie wyczarowując sobie parę nauszników, choć nie planował ich teraz zakładać.
Po prostu powątpiewał w logikę kierującą ludźmi mogącymi otworzyć tubę. Wolał być przygotowany. Zabawne, że ewidentnie dużo bardziej niż Towarzystwo balujące za ich pieniądze, chociaż powinno zamiast tego zadbać o niezbędny ekwipunek badawczy. Umówmy się - trochę pergaminu, tuszu i pióra nie kosztowały majątku. Ambroise nie zamierzał udawać, że jest inaczej.
- Jeśli ktokolwiek z tu obecnych w dalszym ciągu skłania się ku otwieraniu tej... ...hybrydy... ...wnioskowałbym, żeby wpierw dał pozostałym opuścić pomieszczenie i wezwać służby porządkowe - dodał, jednocześnie kiwając głową, bo raczej zgadzał się ze spostrzeżeniami Nory.
Za to ewidentnie nie z twierdzeniem Roselyn, że byli doświadczonymi ekspertami, ponieważ doświadczeni eksperci nie zachowywali się jak dzieci przy budce z lodami. Miał szacunek do Abbott, ale nie obawiał się mówić na głos, kiedy coś mu nie odpowiadało. Nie miał kilkunastu lat. Miała jego uznanie, lecz tylko wtedy, kiedy zachowywała się logicznie.
- W innym wypadku pozwólmy panu Selwynowi opowiedzieć więcej o przebiegu spotkania z naszą mandragorą, zestawmy to z pani wiedzą, droga Pani Abbott, i pani kolegi, i podejmijmy adekwatne środki ochronne. Klamry na nos i nauszniki z pewnością się jeszcze przydadzą. Zdążą.


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Victoria Lestrange - 09.10.2024

Mówię, potem wyczarowuję nauszniki dla siebie i Nory, przekazuję nauszniki i zostaję koło Norki.

Victoria bardzo wyraźnie zmarszczyła brwi, myśląc intensywnie – lecz nic mądrego nie wymyśliła. Miała za mało danych, nic nie wiedziała o tym przypadku, zresztą była gotowa na rozmowę z Mirabellą Abbott, nie sądziła, że to się nagle sprowadzi do badania jakiegoś tajemniczego gatunku rośliny… Gatunku, który mocno ją alarmował, bo już miała przynajmniej kilka pomysłów na to, co tu się mogło stać i żaden jej się nie podobał.

I nie, to nie było normalne w tym zawodzie, by być spetryfikowanym. Mandragory pomagały spetryfikowanym, nie na odwrót…  Zaś brak nauszników mógł po prostu zabić, to nie był niedojrzały okaz, mała sadzonka – to był ogromny osobnik i należało tu zachować wszelkie środki ostrożności. Dlatego z małym niezrozumieniem spojrzała na panią Abbot, zaś wzburzenie Jonathana tym bardziej sprawiło, że poczuła większy niepokój. Zgadzała się z tym, że roślinę trzeba zbadać, ALE…

– Chwileczkę – odezwała się, nie podnosząc jednak głosu. – Byłam tutaj z panią umówiona na rozmowę, nie wiem jak reszta, ale ja kompletnie nic nie wiem o tej roślinie, skąd się wzięła i co się właściwie dzieje – być może Mirabella o tym zapomniała, całkiem podekscytowana możliwością zbadania „maszka-” jak to zaczął Selwyn, i dałaby sobie paznokcia uciąć,  że końcówka tego słowa to „ry”. Starała się ignorować natrętne i niezbyt przyjemne spojrzenia Urquarta, które nie robiły na niej najmniejszego wrażenia. Victoria oszczędnie gospodarowała swoim majątkiem i choć sobie nie żałowała, to nie była w żadnej mierze rozrzutna, mogli więc liczyć na jej hojność, owszem, ale na to też trzeba było sobie zapracować. A póki co – mieli tu inny problem niż finanse.

Nauszniki to był, według niej, mały problem – właściwie żaden. Zresztą widząc to poruszenie, sama wydobyła różdżkę, by wyczarować dla siebie parę puchatych, czarnych nauszników, a widząc, że reszta też to zrobiła, lecz nie Nora (na która miała oko ze względu na Sauriela…), wyczarowała jeszcze jedną parę – całkowicie różową, z kocimi uszkami i przemieściła się pomiędzy zebranymi w momencie, kiedy Ambroise mówił, by bez słowa wcisnąć je w ręce Nory, u boku której już została, zapewne powodując nieprzyjemne zimno. Swoje spojrzenie wbiła teraz w Mirabellę.

– Czy w pakiecie wiedzy o tym okazie jest również nekromancja? Czuć ją w powietrzu niemal tak mocno, jak mokrego psidwaka po deszczu – a jednak nikogo to nie alarmowało, więc…? A powinno. Nekromancja była z a k a z a n a, a Victoria była przedstawicielem prawa. Co prawda w tej chwili nie na służbie i nie w mundurze, ale miała świadomość, że po serii artykułów w gazecie, po Beltane, ludzie doskonale wiedzieli, kim była, gdzie pracuje i, o zgrozo, z kim się spotyka, i zapewne mnóstwo innych dziwacznych, mniej czy bardziej prawdziwych, szczegółów. Ściskała w dłoni swoje nauszniki, ale miała nadzieję, że pani Abbott jednak nie postąpi tak pochopnie, żeby pomimo tych wszystkich rzeczy, otwierać tubę.




RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Cameron Lupin - 11.10.2024

Cameron znajduje się niedaleko tuby. Zakłada nauszniki i dalej obserwuje zamkniętą w środku roślinę.

Normalnym bym tego nie nazwał — skomentował pod nosem Cameronem, gdy Pani Abott próbowała odsunąć na bok wątpliwości Jonathana.

Tylko dlatego, że podobne incydenty były wpisane w ryzyko zawodowe pracy zielarza, nie oznaczało od razu, że każdy z góry był zaznajomiony z tego typu wypadkami. Właściwie to wypadałoby ich unikać, dodał w myślach, zostawiając jednak tę uwagę dla siebie. Bądź co bądź, chociaż uważał się za całkiem niezłego specjalistę, tak ograniczał go jeden acz dosyć znamienny aspekt jego osoby: wiek. Był młody. Cholernie młody, jak tak patrzył po reszcie grupy badawczej.

Chociaż znał swoją wartość, tak miał świadomość tego, że ekspertem to on nie był. Wiedział całkiem sporo o specjalistycznych zagadnieniach związanych z zielarstwem czarodziejów oraz wyrobem leków, jednak w gruncie rzeczy był samoukiem, a większość tej wiedzy pozyskał z własnych testów lub książek. Chociaż Lupinowo zawodowo zajmowali się aptekarstwem, tak rodzina niestety nie posiadała rodzinnej szklarni, w której mogli prowadzić hodowlę roślin od kilku pokoleń. Nawet - a może zwłaszcza - Nora Figg wiedziała więcej od niego. Albo Ambroży.

Zawsze mi się wydawało, że pustynne mandragory są nieco hmm mniejsze — stwierdził, podnosząc minimalnie głosu, co by reszta grupy mogła go usłyszeć. — Wprawdzie większość roślin lubi mieć dużo miejsca i tak dalej, ale... To tak umyślnie? — Zerknął na organizatorkę spotkania. — T-to znaczy... Według p-podręcznika można by było ją umieścić w czymś mniejszym.

Z drugiej strony mogło chodzić o to, żeby ją na wszelki wypadek wyciszyć, pomyślał, po czym przykląkł na chwilę na jedno kolano, aby bliżej przyjrzeć się glebie. Skoro stowarzyszenie miało do czynienia z egzotycznym gatunkiem, to może woleli dmuchać na zimne niż ryzykować, że coś niefortunnego przydarzy się ich nowemu okazowi? Możliwe. Zaraz jednak podniósł się z podłogi, gdy do głosu doszły Nora, Ambroży oraz Victoria.

Obcy gatunek? Hybryda? Nekromancja? Cameron momentalnie odsunął się od naczynia, przesuwając się tak, aby stać pół kroku za panną Figg. Jeśli ktoś tutaj miał zapewnić mu bezpieczeństwo to właśnie ona! W końcu była matką! A matka zawsze musiała wyjść z takiego przedziwnego scenariusza bez większego szwanku, aby wrócić do swoich dzieci i opowiedzieć im bajkę na dobranoc. Podstawowa zasada instrukcji do przetrwania w dziczy.

Na jakim poziomie wzrostu jest ta mandragora? — dopytał Lupin, przekrzywiając głowę i przyglądając się ponownie z większej odległości wielkiej tubie. — A-albo inaczej... Na jakim była, kiedy tutaj trafiła? Jeśli jest wielka, to poniekąd usprawiedliwia to wielkość tego eee opakowania.

Na widok tego, jak ochoczo panna Greengrass wyczarowuje swoje nauszniki, Cameron zdecydował się ruszyć w jej ślady, decydując się na wyczarowanie szczelnych białych nauszników z puszkiem tego samego koloru na pałąku. Chłopak przejechał dłonią po wewnętrznych nausznikach wyłożonych dodatkowymi poduszkami, obracając je z niepokojem w dłoniach.

Eee? — zawiesił się Cameron, gdy dotarło do niego, że nekromantyczna roślina mogła się okazać czymś nielegalnym. Czy oni... Czy oni właśnie uczestniczyli w nielegalnym badaniu?!

(Percepcja II, przewaga Zielarstwo*) Badanie korzeni x2
*nie wiem, czy w tej statystyce to się liczy do czegoś, ale na wszelki wypadek uwzględniam xd
[roll=N]
[roll=N]

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/c7809a1eb18307f7cc0eb15f585620cc/0a82fcd42403fb81-d4/s500x750/2ef02eb78270d91454b1c725cc9e2db93b37a074.pnj[/inny avek]


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Dearg Dur - 13.10.2024

Entuzjazm pani Abbott nieco stopniał. Rodzeństwo Greengrassów wyzerowało się wzajemnie w poparciu i prośbie o odwleczenie zdjęcia tuby. Pewność panny Figg dotycząca tego, że w tubie NIE ma pustynnej mandragory i zdecydowane oskarżenie o nekromancję...

Gospodyni przedsięwzięcia opuściła różdżkę i zamrugała kilkukrotnie, jakby jej umysł musiał to wszystko poukładać. Nie traciła eleganckiej postawy wyprostowanej damy, ale też widać było, że nie wie za bardzo co z tym natłokiem informacji zrobić. Spojrzała pospiesznie na Urquata, który zsunął nauszniki, najwidoczniej kilka słów przekonało i jego, żeby aż tak nie ryzykować, bo jego rozbiegane oczka zbyt często powracały do Selwyna, który swoją wrodzoną charyzmą potrafił zwracać na siebie uwagę.

Wiemy, że jest to pustynna mandragora. Zarówno świadczyła o tym dokumentacja, jak i jej wygląd, kiedy została dostarczona do Towarzystwa, z wyjątkiem... – wzięła głęboki oddech, układając sobie pospiesznie kolejne słowa – ..rozmiarów. Tak... gargantuicznych rozmiarów, które możliwe, że są efektem rozkwitu surowej magii, która ostatnio coraz częściej znajduje upodobania w roślinności. Nie posiadała żadnych wici o których wspominał pan Selwyn, ale też nie widzę powodu, by teraz miał okłamywać tak szacowne grono badaczy. Panno Lestrange, jeśli chodzi o nekromancję... nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Z mojej wiedzy wynika, że sadzonka była przez pięć lat w magazynie, a potem zaraz po odkryciu została przetransportowana tutaj, oczyszczona i osadzona w tejże donicy. Ten zapach wydawał mi się dziwny i właśnie... – nagle jej uśmiech się rozpromienił szeroko, jakby połączone kropki zalśniły jasno w jej umyśle – ... i właśnie dlatego zaprosiłam panią do udziału w grupie, już jako test członkostwa, bo tu trzeba mieć nie tylko nosa do roślin ale i zakazanej magii, którą ten okaz być może... bo przecież tego nie jesteśmy pewni, przejawia, różne rośliny generują różne zapachy, przez piękne wonie po zgniłe mięso – dodała nieco protekcjonalnie.

Dopiero wtedy zdjęła nauszniki pozostawiając je na swojej szyi i uśmiechnęła się dobrotliwie, chowając różdżkę na nowo do kieszeni. Atmosfera w pomieszczeniu - choć wciąż pachnąca specyficznie - rozluźniła się nieco.

– To jakie są Państwa propozycje? Jak moglibyśmy podejść do zbadania tego okazu? Sugerowane procedury? – było to trochę z przekąsem, trochę jakby pytała "proszę, chcieliście wiedzieć lepiej, to sami se wymyślcie", ale jej twarz uśmiechała się łagodnie, jak babcia przypatrująca się wnukom podczas rozstawiania planszówki z wybuchającymi niuchaczami.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=KrnVSXr.png[/inny avek]

Tura trwa do 16.10, godz. 23:59



RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Nora Figg - 14.10.2024

Nora spoglądała na Ambroisa, kiedy się odezwał. Pokiwała głową z aprobatą, cóż, zawsze miał głowę na karku, wiedziała, że akurat on podejdzie do sprawy rozsądnie. Ufała jego osądowi. Nie miała pojęcia o co chodziło z ciotką, wydawało jej się, że jest bardziej rozgarnięta. Może miała mylne wrażenie, ale przecież nie znała jej od dziś, nie wykazywała się raczej taką bezmyślnością.

Nie powinny podchodzić lekkomyślnie do badania tego nietypowego okazu. Wypadałoby aby się zdystansowali, zdawała sobie sprawę, że niektórzy mogą być narwani, nowe okazy wbudzały różne reakcje, ale powinni podchodzić do tego z dozą ostrożności, nie był to ich pierwszy raz, kiedy mieli doczynienia z czymś takim.

Na jej twarzy pojawił się pormienny uśmiech, gdy podeszła do niej Victoria z wyczarowanymi specjalnie dla niej nausznikami. To było miłe, bardzo miłe. - Dziękuję, są urocze! - Dodała jeszcze, chociaż nadal z tyłu głowy miała myśl, że wyczrowywanie ich nie powinno zajmować panny Lestrange. Raczej wypadałoby, aby sprzęt był pod ręką, przygotowany dla wszystkich. Nie miała pojęcia, co się dzieje w towarzystwie, ale czuła, że nic dobrego. To bardzo źle o nich świadczyło.

Wychodzili na osoby, którym brakowało profesjonalizmu, słabo to wypadało w obecności osób spoza stowarzyszenie, cóż nie ona powinna się tym martwić, bo nie ona była za to odpowiedzialna, ale niesmak pozostawał.

- Nie wiemy, jak widać, bo pojawiły się na ten temat dywagacje. - Postanowiła się postawić ciotce, do której najwyraźniej jej słowa nie mogły dotrzeć. Nie miała siebie za laika, a miała wątpliwości co do tego, czy ta roślina jest faktycznie tym, o czym mówią. Raczej wydawało jej się, że jest jedynie podobna do pustynnej mandragory, ale nie do końca jest nią.

Podeszła w końcu bliżej rośliny, aby jeszcze raz się jej przyjrzeć. Przyglądała się przede wszystkim korzeniom, które wydawały jej się różnić od tych, które widziała w księgach. Chciała potwierdzić swoją tezę co do tego, że były inne i nie przypominały pustynnej mandragory.

Odwróciła się później, bo dotarło do niej, że zaczęli dyskutować na temat czarnej magii, której zapach podobno unosił się w powietrzu. Na jej ustach pojawił się grymas, nie była zadowolona z tego co usłyszała. - Nie wydaje mi się rozsądne dotykanie tej rośliny, jeśli faktycznie może być przesiąknięta zakazaną magią, rozumiem, że panna Lestrange ma doświadczenie, ale to może być dla nas niebezpieczne. - Tak, Nora była rozsądna, była pierdoloną matką i nie mogła myśleć tylko o sobie. Nie zamierzała niepotrzebnie ryzykować, szczególnie, że nikt nie przygotował jej na takie okoliczności. Irytowało ją to, że zostali postawieni pod ścianą. - Powinniście nas o tym uprzedzić. - Powiedziała jeszcze, a jej w głosie słychać było irytację.

Stanęła przy Cameronie, z którym łączyła ją wspólna historia. Właściwie to krok przed nim, żeby w razie czego mógł się za nią schować. Musiało to wyglądać dosyć zabawnie przy jej bardzo skromnym wzroście.



[roll=O]
[roll=O]
Percepcja I Zielarstwo III


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.10.2024

Bezwiedne przyjęcie wspólnego frontu ze znaczną częścią (lub przyszłą częścią) towarzystwa było miłą odmianą od tego, co działo się w innym przypadku - na poziomie zarządu Towarzystwa, który też był jednomyślny. Jednomyślnie głupi.
- Również z mojej strony należy otwarcie to powiedzieć: jeśli komukolwiek przekazano jakieś szczegółowe informacje, nie byłem to ja - powstrzymał się przed rozłożeniem rąk, nie musiał tego robić, żeby to było jasne, że nie czuł się zadowolony z takiego stanu rzeczy. - Razem z panną Lestrange czyni to z nas co najmniej dwie osoby o niedostatecznym poziomie wiedzy a to, jak można śmiało powiedzieć, wyklucza możliwość przejścia do fizycznych badań nad rośliną. Oczywiście, dopuszczam również, że właśnie w tej chwili pokrzyżowaliśmy plan Towarzystwa, aby przeprowadzić na nas pewną pojedynczo ślepą próbę, jednak czy w takim wypadku nie warto byłoby oddzielić nas od osób posiadających informacje takich jak pan Selwyn lub uprzedzić je o konieczności zachowania dla siebie tej wiedzy? W innym wypadku można uznać eksperyment za niebyły, ponieważ zdajemy już sobie sprawę z tego, że z naszym poziomem wiedzy raczej nie chcemy ryzykować życia lub zdrowia dla dobra nauki - to było banalnie proste - może byli pasjonatami, ale nie nierozsądnymi ryzykantami, którzy słysząc ostrzeżenia od kogoś, kto miał kontakt z rośliną postanawiali na własną rękę przekonać się, że ogień jest gorący.
Kiedy Cameron zaczął zadawać trafne acz podstawowe pytania, brwi Greengrassa niemal zrównały się z linią jego związanych włosów. Gdyby sobie na to pozwolił, pewnie poprawiłby te dwie osoby na trzy. To już były trzy niedoinformowane osoby, nie dwie. To wyglądało coraz bardziej niepoważnie. Oczywiście nie zwrócił na to uwagi na głos. Wsłuchał się w wymianę spostrzeżeń między Cameronem a starszą panią starając się wyłapać jak najwięcej z reakcji i odpowiedzi pani Abbott, która w dalszym ciągu zachowywała się osobliwie nierozważnie i niefrasobliwie - przynajmniej w oczach Ambroisa.
Naprawdę zaczął podejrzewać, że dziwaczała jak inny znany mu wybitny herbolog z Ministerstwa, którego obecności tutaj się zresztą spodziewał.
Słysząc wtrącenie ze strony Nory o tym, że w istocie nie wiedzieli czy pustynna mandragora to tak naprawdę ten gatunek (zaczynał bardzo wyraźnie w to wątpić) skierował wzrok w stronę przyjaciółki, bezgłośnie poruszając wargami cztery świadomy tego, że Figg zrozumie, o co mu chodzi.
Tragikomiczny pokaz rzeczywistego stanu Towarzystwa. Niestety był częścią tego kabaretu pełnego nierozwagi, pochopności i braku profesjonalizmu. Cudownie. Właśnie w to chciał ładować swoje niemałe pieniądze.
A dalej było jeszcze lepiej!
Informację o zapachu czarnej magii unoszącym się w powietrzu przyjął z nieznacznym uniesieniem brwi, nie dając po sobie poznać zmieszania na tę wieść. W końcu kto jak kto, jako domorosły czarn... ...pasjonat ciemnych sztuk magicznych i jednocześnie alternatywnego zielarstwa powinien wyczuć takie rzeczy na odległość niczym łowczy pies. Zazwyczaj nie miał żadnego problemu ze stwierdzeniem, że od czegoś dosłownie biła czarna magia. Szczególnie w przypadku modyfikowanych roślin z czarnego rynku. Obracał się wokół nich praktycznie przez cały czas, gdy nie załatwiał swoich jawnych spraw zawodowych w Mungu.
Zawsze sądził, że wyrobił sobie doskonałe wyczucie. Tymczasem teraz musiał przyznać, że pominął coś takiego w naprawdę żenujący sposób. Może rzeczywiście nie wyczuwał smrodu mandragory tak bardzo jak inni? Nie mógł tego stwierdzić, bo nikt nie zatykał nosa w oczywisty sposób. Natomiast od kilku dni niesamowicie bolały go zatoki a eliksiry średnio poprawiały ten stan. Czyżby zatkany nos skutecznie zrobił z niego ślepca?
Dyskretnie pociągnął nosem, odkaszlnął i wyciągnął chusteczkę, żeby się wysmarkać. Smród czarnej magii i doświadczenie zawodowe 0, gęsty katar 1. No to ewidentnie nie był jego najlepszy dzień, jeśli chodzi o bycie specjalistą w którejkolwiek dziedzin, które uważał za swoje koniki (chlubne bądź nie - zależało od tego, czy miałby być ze sobą całkowicie szczery a zazwyczaj nie był; dużo rzeczy dogodnie pomijał dla dobra własnego pokrętnego poczucia moralności).
No cóż. Teraz był bardziej zainteresowany. Nie obnosił się ze swoimi pokątnymi zielarskimi praktykami. Nie był jawnie spaczony czarnoksięskimi uczynkami. Lizał temat wsadzając palce tam, gdzie go interesował, ale nie praktykował czarnej magii w taki sposób, aby krzywdzić nią swoich wrogów. Raczej w formie naukowego zainteresowania z kapką empirycznego doświadczenia w zakresie magibotaniki i rozwoju wrodzonej życiowej przeszkody w postaci defektu genetycznego (no, uparcie powoli zaczynał patrzeć na to trochę mniej negatywnie) widmowidzenia.
- Sugeruję wpierw wysłuchać szczegółowego wyczerpania tematu przez pana Selwyna. W żadnym razie nie popieram dotykania tego... ...egzotyku ani wyjmowania go z osłony bez uprzedniego zabezpieczenia - stwierdził, jasno mając na myśli to, że puchate nauszniki nie są żadną obroną przed czarną magią.
Tą, którą usiłował wybadać przy pomocy innych zmysłów niż nos (nos niestety go srogo zawiódł, żenujące poczucie niezadowolenia z siebie). Przysunął się do Nory i również spojrzał w głównie kierunku korzeni rośliny. Wzroku jeszcze nie kwestionował.

Sprawdzam korzenie zgodnie z Wiedzą Przyrodniczą, jednocześnie zwracam uwagę na wspomnianą Nekromancję, usiłuję wyczuć/dostrzec coś podejrzanego poza zapachem

Wiedza Przyrodnicza •••• | Nekromancja •• | Percepcja •• | Przewaga: Zielarstwo (III) | wpływ na obserwacje może mieć również poziom spaczenia (III) wynikający m.in. z działalności przy handlu roślinami zakazanymi w półświatku (kp + znajomość półświatka poziom II)
będę wdzięczna za info czy dorzucać coś na nekro, bo skoro to sesja botaniczna to rzucam bez


[roll=N]
[roll=N]
[roll=N]

edit: dodatkowy rzut z przewagi


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Roselyn Greengrass - 14.10.2024

Nieco zaskoczona spojrzała na Victorię, która wysnuła takie śmiałe przypuszczenia. Dobrze, że nie zdążyła docisnąć nauszników, które za chwilę pewnie szczelnie otuliłyby jej uszy, nie dopuszczając do nich żadnego dźwięku. Z cichym westchnięciem opuściła je na szyję, a bratu posłała karcące, niezadowolone spojrzenie. Wiedziała, że był podejrzliwy niemalże od zawsze, ale żeby nie ufać komuś, kto był założycielem tego stowarzyszenia? Czy mu drzewo przypadkiem o raz za dużo nie przyłożyło w ten pusty łeb? Również Norze posłała zaskoczone spojrzenie, a potem po prostu zwiesiła ramiona i odwróciła głowę tak, by żadne z wymienionej trójki nie widziało, jak przewraca oczami. Mogła to zobaczyć Mirabella Abbott i jej pieseczek, którego Roselyn szczerze nie znosiła, bo był jak pieprzona chorągiewka. Teraz nagle zdjął nauszniki i kiwał głową jak te mugolskie gówna na desce rozdzielczej auta. Denerwował ją chyba dużo bardziej niż sam fakt, że zaczynali się tutaj powoli kłócić.
- Jest dużo większa od klasycznego okazu, ale nikt nie powiedział, że to nie może być sztucznie wyhodowana roślina, doprawiona odpowiednimi eliksirami - odezwała się w końcu, ponownie patrząc na okaz w tubie. Jeżeli o to chodziło, miała doświadczenie i to chyba większe niż ktokolwiek z tu zebranych, w końcu sama zajmowała się krzyżowaniem roślin tak, by nie tylko zwiększyć ich rozmiary, ale także wzrost i właściwości. - Ta tu nie ma liści, które mają pustynne odmiany. Nie ma zieleni, to prawda. Mają też inny zapach, ale czuć tutaj piasek pustyni i cynamon. Jeżeli oddzieli się smród... Czegoś. Jesteście pewni, że zapach, który tu panuje, pochodzi od tej rośliny, a nie od... Nie wiem, kogoś z nas?
Ostatnie pytanie zadała niewinne, ale patrząc wprost na Urquata. Co prawda wyłącznie przez kilka sekund, jednak miała nadzieję, że ta gnida to zauważy. Zaraz jednak na powrót skupiła się na roślinie, a konkretniej na jej pędach i grubej bulwie. Może coś przeoczyła? Uwagę o nausznikach puściła mimo uszu - ona by się brzydziła wkładać je po kimś, i tak by wyczarowała swoje. Zresztą podejrzewała, że ten wstręciuch przepijał ich ciężko zarobione pieniądze, więc wydało jej się logicznym, że nie mieli przygotowanych nauszników.

Percepcja I, przewaga zielarstwo III
[roll=O]
[roll=O]


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Jonathan Selwyn - 15.10.2024

Jeśli było coś co Jonathan wiedział o wiedzach przyrodniczych, to to że nie wiedział niczego. No... Może w tym konkretnym przypadku wiedział tyle, że cokolwiek pierwotnie planowała Abbott, nie było to bezpieczne. Najwyraźniej jednak inni też powoli zaczynali podzielać jego zdanie, zwłaszcza że zaczęły wychodzić nowe informacje. Mandragora, która jednak nie była mandragorą. Zapach nekromancji. Oczywiście, że życie musiało go przeklnąć tym, aby odkrywał kontrowersyjne nowe gatunki. Wspaniale.
Na całe szczęście poczwara nie została jeszcze uwolniona, a zamiast tego pozwolili mu mówić.
Świetnie. Obawiam się, że nie jestem ekspertem, aby sugerować, jak badać tę roślinę, chociaż zastanawiam się, czy nie byłoby możliwości otoczyć jej jakimś polem ochronnym, tak abyście mogli obserwować ją "na wolności" wciąż pod odpowiednią ochroną? Co się zaś tyczy samych zdarzeń... Jedna ze skrzyni w urzędzie celnym zaczęła nagle wydawało nieprzyjemną woń i dźwięki. Skończyło się na tym, że wyskoczyła z niej... Nasza urocza pustelniczka, która nie dość, że wydawała z siebie paraliżujacy krzyk, to jeszcze potrafiła bardzo mocno i bardzo szybko atakować i oplatać ludzi witkami, przypominającymi bicze. Jak już mówiłem, po unieszkodliwieniu okazu, okazało się, że jedna z moich pracownic, którą złapały witki, została sparaliżowana. W pierwszej chwili myśleliśmy, że to od uderzenia, ale w Mungu okazało się, że roślina wypuszcza z biczy toksynę, mnie się szczęśliwie udało uniknąć chwilowego paraliżu, nawet jeśli i ja zostałem złapany. – Może dlatego, że Tahira dotykała szkarady gołą skórą, gdy przemieniła się w węża? Może jego organizm był bardziej odporny? A może po prostu bogowie losu wyrzucili mu przychylniejsze kości? – Co do zapachu to był on silniejszy, niż w magazynie, ale w skrzyni znajdywały się inne bulwy, czy raczej ich zjedzone resztki, które gniły
Rozejrzał się po zgromadzonych, zatrzymując dłużej spojrzenie na pani Abbott i Uruquacie. Nie umknęła mu uwaga Roselyn, jak i spojrzenie wycelowane w drugiego czarodzieja. Nie zaszkodziło przecież sprawdzić w pierwszej kolejności, co mówiły aury i emocje ten konkretnej dwójki.

Rzut na aurowidzenie Abbott, Percepcja (III)
[roll=Z]

Rzut na aurowidzenia Uruquata, Percepcja (III)
[roll=Z]


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Victoria Lestrange - 16.10.2024

– Żaden problem – szepnęła do Nory, bo rzeczywiście nie był to dla niej żaden problem. Ot jeden ruch różdżką więcej, nic skomplikowanego. Pewnie bezpieczniej jakby nauszniki były na stanie, ale sama nie zamierzała robić o to problemu, nie stanowiło to w końcu żadnego wysiłku – a przynajmniej nie dla niej.

Spoglądała na panią Mirabellę, na którą spadł grad oskarżeń mniej czy bardziej kulturalnych, ale najwyraźniej nie wszyscy członkowie Towarzystwa mieli pełen pakiet wiedzy, chociaż mieli jakieś tam pojęcie co się w ogóle dzieje i na co patrzą. Victoria za to – nie wiedziała, prócz tego, co mogła zaobserwować sama: że było to wielkie, tajemnicze, śmierdzące i potencjalnie cholernie niebezpieczne.

Nieznacznie kiwnęła głową do pani Abbott, dając znak, że zrozumiała, co do niej mówi. Co prawda – nie sądziła, że takie rzeczywiście były jej intencje, ale wybrnęła z tego, zdaniem Lestrange, bardzo dobrze. Zgadzała się za to z Ambroise – że póki co nikt nie powinien dobierać się do tej rośliny, dotykać jej i tak dalej. Nie, skoro nadal nie mieli pełnego wglądu w to, co mogło się tu w ogóle dziać, ale musiała przyznać jedno: jej uwaga o nekromancji podziałała, bo przynajmniej połowa z nich poruszyła się niespokojnie i przerwali tę niezbyt mądrą próbę ściągania zabezpieczeń z nieznanego okazu mandragory. Bo że jest to jakaś wersja tej rośliny, chyba wszyscy się zgadzali.

– Cóż, to mogą być eliksiry – zgodziła się z Roselyn, że być może roślina została wyhodowana sztuczne i doprawiono ją w ten sposób. Właściwie, że została wyhodowana sztucznie, to mógł być naprawdę dobry trop, ale… – Ale może cały wzrost tej rośliny to sprawka nekromancji? Zabawa jej siłami witalnymi w taki a nie inny sposób? A może ktoś próbował ludzką energię wtłoczyć w roślinę? – czy to było w ogóle możliwe?

Wiele osób powiedziałoby, że nie.

Ale Victoria od jakiegoś czasu kierowała się słowami swojej babci: że nie ma rzeczy niemożliwych, czego była… żywym i bardzo zimnym dowodem. Nie było rzeczy niemożliwych, dlatego zaczęła myśleć o eksperymentowaniu z eliksirami. Więc dlaczego ktoś nie mógł próbować przenieść ludzkiej energii w roślinę? Chociaż na samą myśl trochę kręciło się w głowie.

– Nie czułam tego zapachu, póki nie weszliśmy tutaj – odpowiedziała pannie Greengrass, a potem jej ciemne spojrzenie skupiło się na Jonathanie, który opowiedział, jak właściwie doszło do tego, że roślina wpadła w ręce Ministerstwa, a następnie Towarzystwa Herbologicznego. Paraliżująca toksyna? Wici? Ogromne rozmiary, gnijące resztki bulwy innych roślin? Brzmiało to niepokojąco, a Cameron miał rację w pytaniach, które zadał – jak bardzo ta roślina urosła? Jak duża była wtedy…? Victoria ponownie skupiła się na roślinie, chcąc wypatrzeć w tubie z ziemią czegoś nietypowego, albo czegokolwiek, co mogłoby ją naprowadzić na jakieś dalsze wnioski.


Percepcja III (+ Wiedza o przyrodzie III + Nekromancja II)
[roll=Z]
[roll=Z]