Secrets of London
[29.08.72, ranek] Po drugiej stronie lustra - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [29.08.72, ranek] Po drugiej stronie lustra (/showthread.php?tid=4110)

Strony: 1 2


RE: [sierpień 1972, ranek] Po drugiej stronie lustra - Brenna Longbottom - 27.11.2024

Były rzeczy, które spadają na człowieka niespodziewanie. Na przykład – zielone fotele, pojawiające się w twoim salonie, kiedy zamawiało się czerwone. Samochody w stolicy Anglii, w której obowiązywał ruch lewostronny, nagle trzymające się bardzo zgodnie strony prawej. Albo najlepszy przyjaciel, który próbował cię nagle pocałować.
Brenna cofnęła się gwałtownie, zarówno ze skonsternowania, jak i w odruchu – bo raczej nie była dziewczyną, która pozwoliłaby cię całować w mniej więcej podobnym przedziale czasu dwóm mężczyznom. A potem patrzyła za uciekającym Prewettem, w absolutnym niezrozumieniu.
Wiedziała już, że coś tutaj jest bardzo nie tak, a w tej chwili się w tym upewniła. Vincent nigdy nie był nią zainteresowany, a nawet jeżeli spróbowałby ją pocałować, by dać nauczkę albo coś takiego, nie rzuciłby się do panicznej ucieczki.
Kolejna zwariowana wizja? Nie pierwsza, jakiej doświadczyła w ostatnich miesiącach. Załamała linię czasu? Jeżeli tak, musiał istnieć sposób, aby to naprawić.
Odetchnęła, na ułamek sekundy ukryła twarz w dłoniach, a potem rzuciła się ku pudłom z rzeczami. Od tego postanowiła zacząć. Minuty upłynęły Brennie na przeszukiwaniu nierozpakowanych rzeczy, ale też zaglądaniu do biurka i szaf, i z każdą chwilą przekonywała się, że to jednocześnie jej rzeczy i nie jej rzeczy. Wiele z nich faktycznie umieszczała w szufladach, kupiła w ostatnich tygodniach albo tutaj spakowała. Część jednak powinna znajdować się wciąż w Warowni, a jeżeli nawet skrzatka w swojej nadgorliwości umieściłaby je w bagażach, nieświadoma, że pani nie przeprowadza się ostatecznie, to były i takie, które nijak nie pasowały. Notatnik z adresami był notatnikiem Brenny, zapisanym jej pismem, ale niektóre uwagi były jej zupełnie obce i nie pasowały do kontaktów, paru imion nie znała. Kilka przedmiotów wzięło się znikąd. W albumie pojawiały się osoby, których zdjęć mieć nie powinna, a brakowało paru takich, które – pamiętała przecież – tam były.
Walczyła z paniką, nie pozwalając, by zawładnął nią strach. Kontakt do Slughorna wciąż był w notatniku. Tylko czy powinna pójść tam?
Co zrobić, aby wrócić do swoich?
Jeszcze dzień temu Brenna miotała się, niepewna, co i jak zrobić, ale w tej chwili jedyne, czego chciała, to odzyskać swoje życie.
Nim jednak zdążyła zdecydować, znów weszła do łazienki, spryskała twarz zimną wodą, a potem długą chwilę przypatrywała się własnemu odbiciu, szeroko otwartym oczom, bladej twarzy. I rysie, która biegła przez taflę, w tym miejscu, w które uderzyła rano. Może było to zmęczenie, może jakaś beznadziejna, nieracjonalna próba, ale Brenna podparła się o to miejsce na moment, pozwalając, by chłód szkła chłodził rozpalone czoło. Próbując opanować oddech, szaleńcze bicie serca.
Oczywiście, że jakoś da radę to naprostować. Nie wiedziała tylko jak.
A gdy odeszła od lustra i wróciła do salonu, zamarła i stała tak przez dobre trzydzieści sekund. Wpatrując się w jeden z foteli – który znów był czerwony. Nie zielony. Dopadła chwilę później okna, wychyliła się przez nie, i roześmiała, trochę histerycznie, gdy zobaczyła samochodu, które jeździły po lewej stronie, dokładnie tak, jak powinny.
Nie wiedziała, czy był to sen, czy naprawdę przeszła przez lustro, a potem wróciła na tę właściwą stroną, czy ktoś rzucił na nią klątwę, której moc się wyczerpała, czy może oszalała, oszalała kompletnie. Ale to nie miało w tej chwili znaczenia. Brenna cofnęła się i znikła z cichym trzaskiem teleportacji – bo w tej chwili chciała przede wszystkim upewnić się w jednym.
Że naprawdę wróciła do domu.
Koniec sesji