![]() |
|
[10 listopada 1970] Vakel i Loretta / Nastał czas ciemności - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [10 listopada 1970] Vakel i Loretta / Nastał czas ciemności (/showthread.php?tid=417) Strony:
1
2
|
RE: [10 listopada 1970] Vakel i Loretta / Nastał czas ciemności - Loretta Lestrange - 01.10.2023 Uniosła wzrok niepewnie, zupełnie jakby bała się lichej konfrontacji z jego słowami; nie było to jednak prawdą, bo choć natura niewinnej trzpiotki trzymała jej się solidnie, upadłość głoszona staccato w duszy odpierała wszelkie złudzenia – nie była człowiekiem, z którym warto było iść w szranki, przecież manipulacja stała się prędko jej drugim imieniem. Toczyła łzy gdy tylko zaistniało takie życzenie; gdy miało jej to przynieść lukratywne zyski; jedynie agresja rosnąca we wnętrzu, coś atawistycznego i rozległego, mówiła szeptem o znamionach szczerości. Każdorazowy wybuch tej supernowej siał spustoszenie nierówne czemukolwiek innemu. Czy lubiła słuchać o sobie? Absurdalnie bardzo. Kąciki ust prędko uniosły się ku górze, w niemym geście ukontentowania jego słowami. Westchnięcie opuściło jej krwiste wargi, gdy odbiegała wzrokiem w kierunku masywnego zegara zdobiącego ścianę, wybijającego cichym tykaniem bezwzględny upływ sekund. Gdyby była to kurtuazja salonowa – z pewnością życzliwie by się uśmiechnęła i zmieniła temat – przy nim jednak mogła być sobą. Tą okrutną, wyzbytą z ludzkich odruchów, pochłoniętą ciemnością sobą. – Sęk w tym, Vasilij… – zaczęła, mrużąc nieznacznie sarnie oczy – te, które sprowadzały na manowce; te, które budowały obraz niewinnej i absolutnie niegroźnej młódki; te, które szeptały elegie przyszłości. – że masz absolutną rację – ruszyła dalej, nie spodziewając się po sobie tak gorliwego wyznania. – Jestem zepsuta, jestem na dnie, jestem synonimem upadłości – skończyła tonem głosu, który zmroziłby niejedne odmęty piekielne. I przez te ulotne momenty tkwiła w ciszy niebanalnej, trawiącej, niepewnej, stukając jedynie palcem o potężne biurko. Zupełnie jakby poddawała samą siebie weryfikacji i ocenie. Jej codzienna maska pogodnej, zaklętej w powierzchownościach kobiety, przy Vakelu zostawała brutalnie zerwana. Ta myśl nie była zła; było w niej coś pociągającego i tanatycznego; coś, co mogła przed nim odkryć bez zawahania. – Wrócę tam, skąd przybyłam – zamknęła w paru słowach puentę. Uniosła po raz pierwszy od dłuższej chwili papieros, zaciągając się solidnie dymem nikotynowym, który po chwili opuścił kłębami jej wargi. Rozżarzone oczko tliło się smugami w przestrzeni, mrugając niepokornie. Strząsnęła nadmiar popiołu do popielniczki. I gdy dogasiła papierosa, oparła podbródek na splecionych dłoniach. – Rozmowy z tobą należą do jednych z moich ulubionych. Głównie dlatego, że mnie widzisz. Widzisz wszystko, czym jestem; wszystko, co mam do zaoferowania. Nic ci nie umknie, Vakelu. – Uśmiech przetoczył się po jej wargach, aby po chwili zastygnąć jak wosk spływający z trawionej ogniem świecy. Była w końcu zrodzona z absurdu i nieskończonych pokładów autodestrukcji; i choć wówczas jeszcze nie tańczyła na krańcu własnego zepsucia, uśmiech na wargi wtrącało krzywdzenie ludzi. Pogodna w codziennej prozie, niemniej czarująca na salonach, skrywała tę okropną żmiję we wnętrzu; pozwalała jej wyjść na światło dzienne wybitnie rzadko, ci jednak, którzy ją widzieli, niewiele mogli rzec, gdyż była niepodobna do siebie samej na całej rozciągłości. RE: [10 listopada 1970] Vakel i Loretta / Nastał czas ciemności - Vakel Dolohov - 03.10.2023 Dolohov był spokojny. W ciszy obserwował ten teatr, jakim były oczy zmieniające się pod wpływem myśli nawiedzających jej zepsuty umysł. Oczywiście, że miał rację, on przecież zawsze miał rację... Wydmuchał kolejne kłęby papierosowego dymu i słuchał tego, co mówiła. Loretta nigdy nie wydawała mu się być normalna, ale słowa, które opuszczały jej usta, nie były czymś, co ją stawiało w pozycji dziwaka, to już było obłąkanie. Trzeźwość umysłu była dla niego najważniejszą rzeczą na świecie, była podstawą jego egzystencji. Miał poważne powody, aby sądzić, że ona tę trzeźwość utraciła. Dlaczego więc w ogóle ją lubił? Dlaczego dawał się regularnie odwiedzać w „Prawach Czasu” i wysłuchiwał historii, które chciała mu przekazać? Chyba jego też, mimo wszystko, ciągnęło do ciemności, tylko nie w takiej formie jak ją. Nie życzył sobie przecież upadku. Wizja bycia choćby o gram mniejszym niż teraz była najgorszym możliwym horrorem, jaki mógł sobie wyobrazić, ale ciekawość była zbyt ludzka, żeby się mógł jej wyzbyć. Ciekawość przypominała mu nieustannie o tym, że wciąż pozostawał człowiekiem. - Brzmisz - zaczął wreszcie, po dłuższej przerwie - jakbyś poza tym gabinetem była bardzo samotna. Jak wiele miała chwil, w których mogła poczuć się prawdziwie sobą? Jak często nie musiała grać...? Patrząc na to, że nawet teraz kiedy mogła zachowywać się tak swobodnie jak tylko się dało, nie bojąc się konsekwencji własnych słów, wciąż próbowała grać - raczej rzadko. Dolohov nie wiedział jednak, że przepowiednia, jaką jej teraz wygłosił, dotyczył zdarzenia, jakie zajdzie za kilka dni - ogłoszenia się Lorda Voldemorta Czarnym Panem. Czy będąc częścią takiej machiny, czy będąc tak blisko osób zdolnych do wyrządzenia komuś krzywdy w imię urojonych wartości, wciąż będzie potrzebowała starego wróżbity wysłuchującego jej zwierzeń? Vasilij nie wierzył w bzdury, nigdy nie opowiedział się po jego stronie i nie zamierzał, nie przeciwstawił się jednak planom jego rebelii. Wątpił jednak, aby miał zachować tę neutralność do końca konfliktu - bo jak? Koniec sesji
|