Secrets of London
[05.09 Szkocki domek Longbottomów | Erik & Anthony] Just in the way they are - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127)
+--- Wątek: [05.09 Szkocki domek Longbottomów | Erik & Anthony] Just in the way they are (/showthread.php?tid=4171)

Strony: 1 2


RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - Anthony Shafiq - 25.04.2025

Erik nie mógł wywąchać odmienności, ale mógł zarządzać ludźmi, którzy go otaczali. Nieświadomie i myśli Anthony'ego uciekły w stronę panny Yaxley, która najprawdopodobniej z dziedzictwa krwi operowała tak ważną umiejętnością jak rozpoznanie genetycznej odmienności. Mężczyzna na moment przygryzł wargę, nie chcąc poruszać tego tematu teraz, nie chcąc dzielić się swoimi obawami. Odpoczywali od konfliktu, ale w końcu obaj znajdowali się - bardziej lub mniej świadomie - w jego epicentrum. A Shafiq miał trzy długie tygodnie na to żeby szacować zagrożenia, które dotykały nie tylko jego, ale i jego najbliższych. Niekiedy językiem miłości Anthony'ego Shafiqa było zamartwianie się o kogoś.

Ale nie chciał, tak bardzo nie chciał o tym mówić.

Jeszcze nie.

Bezceremonialnie wsadził palec w biały pyłek, który oblepił go nieznaczenie do drugiego kłykcia.
– Jakie to szczęście, że masz przyjaciółkę prowadzącą cukiernie. To czyni Cię w naszym gronie niewątpliwie ekspertem. – Tam gdzie Erik się powstrzymywał, Anthony nie miał zamiaru przystawać, więc to miedzy wargi Longbottoma został wsunięty palec wraz z zapytaniem o to cóż takiego znajdowało się w słoiku. Przyjemnie było poczuć ciepły język pod opuszkiem, przyjemnie było pomyśleć o tym, co dopiero tego wieczoru miało nadejść. Trochę żałował, że w przepisie nie ma nic na temat ugniatania ciasta, nie był świadom, że do tego potrzebowaliby robić cokolwiek z drożdżami.

Wyrzucenie mu braku cierpliwości, ze wszystkich ludzi wyrzucenie JEMU braku cierpliwości było nader zabawne. Nóż uderzał o deskę bez przekonania, w nieregularnych odstępach. Pozornie skupiał się na pracy, ale tak na prawdę układał sobie w głowie słowa. Nie wiedział do końca, czemu Erik tak lawiruje z odpowiedzią, jego myśl przykleiła się do tego czekania. Rok... może trzeba będzie czekać jeszcze więcej?
– Myślałem dużo o tym... – zaczął, ale urwał w połowie zdania, mając świadomość, że jego młodziutki kochanek mógłby mieć duży problem ze słowami, które za moment miały paść. Nie chciał mówić o tym dzisiaj. Musiał o tym powiedzieć. – O czynnikach zewnętrznych o których wspominałeś. – wylądował bezpiecznie, mając świadomość, że jego głos niestety stracił nieco na lekkości. Odetchnął głęboko, krytycznie przyglądając się niesymetrycznym kawałkom masła. Niestety do mugolskiej instrukcji nie było dołączonego zdjęcia w jaki wzór miały być pocięte kawałki tłuszczu. Westchnął ciężko i zaczął odmierzać mąkę. Nigdzie jednak nie było widać wagi, a znalezione szklanki były różnych rozmiarów. – Jak mamy dać szklankę mąki? Co to jest za miara w ogóle... – mruknął niezadowolony. – Masz wagę? Jest też podana gramtura. – zapytał z nadzieją Erika, spoglądając na niego spod blatu, by zaraz wyprostować się i wytrzeć ręce o fartuch, co tylko wywołało reakcję łańcuchową niezadowolonych stęknięć z powodu brudu na fartuchu. Zirytowanym gestem chciał strzepnąć z siebie ten bród wspomagając się - a jakże - magią. Miało być bez czarowania, ale przecież czyszczenie fartucha to nie gotowanie.
– Jak tam Twoje lekcje oklumencji? – zapytał nieoczekiwanie, choć dla jego procesu myślowego było to całkiem logiczne pytanie wynikające wprost z przebiegu tej chaotycznej rozmowy. Cóż jednak w kontakcie z Longbottomem, chaos zbyt często górował nad porządkiem i było w tym jednocześnie coś uroczego i irytującego.


Translokacja II - usunięcie brudu z fartucha + przewaga:Bezróżdżkowa + zawada:Nerwica natręctw

[roll=N]

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/f4/b7/6d/f4b76d786b9bfa0f9202bd9ad5f6a904.jpg[/inny avek]


RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - Erik Longbottom - 04.05.2025

Ucichł niespodziewanie, gdy Shafiq oparł pokryty mąką palec na jego wargach, aby zaraz wsunąć mu go do ust. Wypuścił głośno powietrze przez nos, badając językiem biały proszek. Wprawdzie nie chciał tutaj nikogo oskarżać o oszustwo, jednak kto wie, co tak naprawdę mogło kryć się w tych drobinkach, czyż nie?

Po bardzo szczegółowej inspekcji — zapowiedział przyciszonym głosem, kończąc badanie. — Stwierdzam, że to była mąka. — Przycisnął po raz ostatni usta do antoniuszowego palca. — Tylko mąka.

Cóż, czynniki zewnętrzne zdecydowanie nie wpływały pozytywnie na... jakikolwiek aspekt ich życia. Bez względu na to, gdzie by się nie spojrzało, obecna sytuacja społeczno-polityczna zatruwała ich życie na każdym możliwym poziomie. Wystarczyło spojrzeć na Longbottomów. Nie dało się zjeść spokojnie razem posiłku, zanim ktoś nie nawiązałby do działań Brygady Uderzeniowej, Zakonu Feniksa czy po prostu opresji, jaką próbowali Wielkiej Brytanii narzucić Śmierciożercy. Praca, wolontariat zakonowy… Już nawet na sabat nie można było pójść, bo ryzykowało się utratą zdrowia lub zobaczeniem na własne oczy jakiejś chorej akcji w wykonaniu kapłanów.

Większość szklanek ma podobne rozmiary — napomknął, jakby to rozwiązywało cały problem. Skoro podano ilość mąki w tak... nieskonkretyzowany sposób, to najwidoczniej nie miało to większego znaczenia. — Po prostu weź pierwszą z brzegu i miej nadzieję, że się uda. — Czyż nie tak wyglądało gotowanie? Najlepszych mistrzów kuchni częściej prowadził ich instynkt niźli książka kucharska. — Jestem pewien, że poradzisz sobie bez wagi.

Uniósł wysoko brwi.

… Nie mają miejsca? — odparł z wahaniem, skonfundowany pytaniem Anthony'ego. Wprawdzie wiedział, że mężczyzna fascynował się różnymi arkanami świata czarodziejów, jednak nie spodziewał się, że poruszy temat oklumencji. Prędzej zakładał, że rozpocznie monolog o magii bezróżdżkowej. — Nie opanowałem nawet Fal, chociaż spora część moich współpracowników nimi włada. — Wzruszył sztywno ramionami. — Oklumencja trochę wykracza ponad zakres moich umiejętności. I kompetencji.

Oczywiście, zdolności te byłyby nadzwyczaj przydatne w walce z czarnoksiężnikami i chronieniu skrzętnie ukrywanych informacji, jednak Erik nie mógł się pochwalić jakimś wielkim talentem z zakresu manipulowania umysłem. Czy to swoim, czy innych ludzi. A jakby nie patrzeć oklumencja w dużej mierze polegała na wznoszeniu mentalnych barier, unikania nacisków siły woli i zaklęć innych ludzi, aby obronić się przed potencjalnym atakiem. Wprawdzie jako Członek Zakonu Feniksa powinien bronić własnej głowy, jednak... I tak miał już problem z bronieniem jej w kontekście obrażeń fizycznych. Może lepiej było się nie rozdrabniać.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/6c7f6e70d64fb9106fcba088c544f243/135a3a3a2ae81c7a-20/s500x750/dc11a8e30dfde8224637117f917a8ae0f546e26f.pnj[/inny avek]


RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - Anthony Shafiq - 29.05.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/f4/b7/6d/f4b76d786b9bfa0f9202bd9ad5f6a904.jpg[/inny avek]
Wspólne przebywanie w kuchni, w zaciszu Jeleniej Góry sprawiało mu przyjemność. Miało być oderwaniem od trosk, miało być zapomnieniem, snem na jawie, rozkoszą rozciągniętą w czasie trwającej godziny gry wstępnej obfitującej w gesty, takie jak ten - powolne smakowanie siebie, subtelny dotyk, który miał pobudzić zmysły łagodnością i leniwie dawkowaną torturą przeciągającego się pragnienia. Teraz, gdy ich apetyt na siebie został zaspokojony w gwałtowności letniej burzy, Anthony chciał nadać inny tor ich bliskości. Ukształtować ją w intymności preludiów z których utkane są jesienne wieczory, pełne ciepła dogasającego ognia w kominku. Ich relacja przypominała do tej pory tajfun, okazjonalnie nawiedzający różne części świata. Ale wicher namiętności zdawał się Shafiqowi niezbyt pewnym fundamentem czegoś co miałoby przetrwać próbę czasu.

Z drugiej strony język Erika tak pięknie układał się na skórze, tak kusząco, by porzucić agendę spotkania, które według wszelkich prawideł bardziej można byłoby nazwać randką niż cokolwiek co robili wcześniej.

Wybrał jakąkolwiek szklankę polegając na opinii kogoś, kto wielokrotnie potwierdzał, że powinien trzymać się jak najdalej od kuchni.
– Zamierzasz tak stać bezczynnie? Zobacz, w przepisie należy przygotować maślaną masę, którą smaruje się wałki ciasta przed zawinięciem. Cukier i cynamon, odrobina gałki muszkatołowej czymkolwiek jest. – Anthony nie wiedział, że jego usłużny skrzat dał owszem wszelkie składniki do tego przepisu, ale w swej skrzaciej złośliwości podszedł do tego zadania bardzo dosłownie i owszem dał te przyprawy - w formie zasuszonej zwiniętej kory oraz kulki, którą dopiero trzeba było ztarkować.

Ciasto wydawało się być odpowiednie - czymkolwiek znaczył ów tajemniczy, nieustandaryzowany opis. Shafiq odsunął ręce i z niesmakiem skonstatował, że mimo sprężystości jego dzieła, część ów ciasta wciąż lepi się do palców. Wziął drewnianą łyżkę i zaczął metodycznie, raz za razem zsuwać nadmiar lepiącego tworu podejmując temat, który przechylał jego agendę wieczoru w drugą stronę. Poważny ton wysmyknął mu się z ust. Nie chciał pouczać Erika, ale...

– Wiesz... Umiejętność i kompetencja, to coś czego nabywa się z doświadczeniem. A Twoje naturalne predyspozycje zakładam, mimo wszystko zderzają się z koniecznością czasów, które nastały. – Odetchnął, przytłoczony nagłą falą myśli o własnych koszmarach, o lękach, o poczuciu winy, które toczyło jego duszę od trzech długich tygodni.

Stałem się częścią tego, pod koniec lipca. Bardziej nielegalne, niż twoje czy nasze kombinacje. Podziemna bojówka.

Te słowa Morpheusa odbijały się echem w jego czaszce i nawet najdrobniejsze, najsłodsze chwile razem, nie potrafiły tego zatrzeć.

Wojna zapukała do jego drzwi. Wojna od dawna była w jego domu, a on został zmuszony by ją zauważyć.

Anthony poddał się i wziął ścierkę, podejmując próbę ściągnięcia z palców ciasta. Mówił dalej:
– To nie jest aż tak trudne, jak można byłoby przypuszczać. Nawet Jonathan się tego nauczył niedługo po szkole. Ja sam, poświęciłem temu całe wakacje, gdy tylko odkryłem, że to nie dziewczyny zaprzątają mi myśli. Fakt, że podobają mi się mężczyźni, jest widoczny dla każdego obdarzonego zdolnością widzenia aur czy nici. A tych nie brakuje. Myśląc o karierze politycznej nie miałem wyjścia, każdy mój przeciwnik, mógłby ten aspekt mojej osoby z łatwością wykorzystać przeciwko mnie. – Mówił o sobie, ale tak na prawdę mówił o nim. Erik nie był i nie aspirował do miana polityka. Ale ciążyły na nim inne zobowiązania, włącznie z opinią, która krążyła na temat jego rodziny. – To był powód z resztą mojego dystansu do Ciebie podczas wyjazdu. Nie chodziło tylko o to, żeby naszemu drogiemu Morpheusowi nie krwawiły oczy. – Było to dziwne, nazywać Morpheusa przyjacielem tak otwarcie, po 20 latach udawania, że niezbyt wiele ich łączy. Zakaz pojawiania się w Warowni sprzyjał, tak samo jak awersja starszego z Longbottomów do przyjęć. Niezwykle rzadko widywani razem, zawsze ubrani w ciasne gorsety etykiety salonowej. Dopiero wspólny wyjazd do Egiptu mógł ujawić wielu osobom, że ich zażyłość jest o wiele większa, we wzajemnym zrozumieniu, w myślach, które można było urwać w połowie, z pełną świadomością że drugie zrozumie. Anthony uśmiechnął się nieco rozbawiony tą myślą o krwawiących oczach, przywołując twarz przyjaciela, to jaki grymas przyjmowała za każdym razem gdy wspominał mu o swojej relacji z jego bratankiem. Był to jednak uśmiech niosący więcej znaczeń, również tych bolesnych, zważywszy na obecne położenie Anthony'ego i Erika, ich rodzącej się relacji, romansu, może czegoś więcej. Obaj w końcu byli na celowniku, choć z różnych powodów. – W hotelu chociażby moja siostra jest widmowidzem, ale też nie brak przeciwników Anglii, przeciwników mojego ojca o wybitnych umiejętnościach. I nie mówię tu o leglimencji, samo jasnowidzenie może być poważnym ryzykiem. Jeden fałszywy krok i dalibyśmy amunicje, powróz na własne karki. Tam... ale przecież i tutaj w Anglii. Musimy to dobrze przemyśleć, wszak nie wiemy ile tego typu osób zasila szeregi Śmierciożerców. – Jego ton był spokojny, rzeczowy. Opanował drżenie głosu, opanował strach o niego. Mogli działać. Mieli dużo czasu, a sztuka, którą nauczył się przed laty jeszcze jako nastolatek, wydawała mu się teraz tak oczywista i naturalna jak oddychanie.



RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - Erik Longbottom - 20.06.2025

Skinął głową bez chwili wahania.

Ja udostępniam lokal i dotrzymuje ci towarzystwa. Wydaje mi się, że możesz w takim razie rozgościć się w kuchni i robić wszystko pod własne dyktando. Ja po prostu będę patrzył i podziwiał.

Uśmiechnął się bezczelnie.

Nie powiedziałbym, że tak po prostu nastały — rzucił pod nosem Longbottom. — Wierzenia Śmierciożerców nie rozkwitły w ich głowach jednego konkretnego dnia, chociażby podczas inauguracji Nobby'ego Leacha. Kiełkowały już od dawna - z początku były niewidzialne, bo dalej skrywały się pod ziemią, ale w pewnym momencie wybiły na światło dzienne. A my po prostu przechodziliśmy obok, licząc, że jakoś to będzie.

Grzech bezczynności. Czy coś takiego.

Obawiam się, że nie jestem ani tobą, ani Jonathanem, więc daleko mi do osiągnięcia tak wysokiego poziomu wprawy. Zwłaszcza w tak krótkim czasie — rzucił neutralnie, tłumiąc grymas próbujący wedrzeć się na jego twarz. — Wątpię też, żebym znalazł czas na podobne treningi. Mam pełne ręce roboty. Dosłownie.

Chociaż dostrzegał oczywiste plusy zainteresowaniem się wznoszeniem barier wokół swojego umysłu, tak nie miał złudzeń - gdyby chciał się tym zająć na poważnie, to musiałby z czegoś zrezygnować. A w momencie, kiedy praktycznie każdego dnia zaostrzała się rywalizacja między obowiązkami wobec Brygady Uderzeniowej a Zakonem Feniksa... Chyba naprawdę nie miał siły na to, aby jeszcze pracować nad aspektami swoich sztuk magicznych. Nie jest alfą i omegą. Nigdy nie będzie. Niektórym lepiej szły pojedynki, a innym manipulowanie umysłem (swoim lub innych ludzi). Musiał się z tym pogodzić. Anthony zresztą też.

Faktycznie, wyświadczyłeś mu ogromną przysługę. Łaskę wręcz — odparł z nutką ironii w głosie. — Pozostaje tylko mieć nadzieję, że ta powściągliwość nie przyczyniła się do zintensyfikowania jego wizji. — Uśmiechnął się lekko pod nosem. — Byłoby to nadzwyczaj poetyckie, gdyby próbując oszczędzić mu tych widoków, tylko byś je na niego sprowadził.

Wypuścił powoli powietrze z płuc. Nie podobały mu się te dyskusje na temat konfliktu w wykonaniu Anthony'ego. Mimowolnie przypomniał sobie spotkanie z Perseuszem sprzed wielu tygodni. Och, jak jemu Beltane otworzyło oczy na to, jak mógł wyglądać świat, gdyby Czarny Pan faktycznie doszedł do władzy. A mimo to, chociaż widział jego pasję i zaangażowanie, podążał głosem rozsądku, a nie brawury. Niektórzy byli w stanie zrobić więcej dobrego, robiąc dokładnie co robili do tej pory. I co robili dobrze.

Nie powinieneś się martwić bardziej niż to konieczne. Tobie nic nie grozi. Tak długo jak nie będziesz wychodził przed szereg — skomentował gładko, wygłaszając na głos mantrę, która od miesiąca krążyła mu po głowie, ilekroć myślał o tym, co może spotkać jego bliskich z czystokrwistych rodzin. — Biorąc pod uwagę Beltane… I wcześniejsze ataki, lepiej nie zwracać na siebie większej uwagi w obecnym klimacie. Masz serce po właściwej stronie i to liczy się najbardziej. Nie musisz iść w moje ślady i nazywać w gazetach Śmierciożerców terrorystami.

Wolałbym, żebyś opodatkował dostawy ich szat i masek, jeśli miałbyś taką możliwość, pomyślał, zastanawiając się, czy leżało to w gestii przełożonych Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. A może wynikałoby to ściślejszej współpracy z Departamentem Skarbu, podpisów z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów i finałowej pieczątki z biura Ministry Magii? Westchnął cicho. Nawet tak prosty pomysł wymagałby przedarcia się przez maszynę biurokracji.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/6c7f6e70d64fb9106fcba088c544f243/135a3a3a2ae81c7a-20/s500x750/dc11a8e30dfde8224637117f917a8ae0f546e26f.pnj[/inny avek]


RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - Anthony Shafiq - 21.06.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/f4/b7/6d/f4b76d786b9bfa0f9202bd9ad5f6a904.jpg[/inny avek]
– Przykro mi mój drogi, w dzisiejszym wieczorze zakładałem parytet, więc jak masz zamiar patrzeć i podziwiać, a nie dokładać się do wspólnego sukcesu, to możesz patrzeć na to zacnie poszatkowane masło ubabrane mąką. – Podjął grę, mnąc w duchu rozczarowanie, wyobrażenie tego, jak ten wieczór zaprojektował, jak on przebiegał wielokrotnie w jego głowie, a jak Erik droczył się z nim teraz. Znów. Przecież zawsze tak było, zawsze wchodzili w taką grę. Dlaczego tego nie przewidział? Dlaczego nie dopisał do scenariusza? Dlaczego zakładał, że akurat dziś będzie inaczej.

Pierwsze spotkanie po delegacji. Kluczowe. Ważne. Wrażliwe. Roztrząsał je w myślach, bał się i pogrążał w spirali potencjalnych zagrożeń i tego, jak uczynić, by mogli próbować dalej. By sen nie skończył się tak jak kończył się zawsze, gdy wracali do Anglii. Były powody, dla których nie utrzymywali kontaktu, czy było możliwe, aby udało im się to zmienić? Wyjść z koleiny przyzwyczajeń?

Taki był plan, którego chciał się trzymać, na moment tylko wychynąć ku poważniejszym sprawom, ku lękom, które odbierały mu możliwość snu. Wyjść i wrócić. Dostać kilka słów zapewnień i zapomnieć, otulić się ignorancją i wiarą w to, że wszystko będzie dobrze. Erik nie przynosił mu tego komfortu.

Erik siał wiatr, czy rzeczywiście pragnął zebrać tego wieczoru burzę?

Jak łatwo było zapomnieć o ciepłych wargach ciasno obejmujący umoczony mąką palec. Jak łatwo było zapomnieć o tym, że ten czas który ukradli światu mieli spędzić na tym, by o tym świecie nie myśleć.

Anthony był zmęczony.

Dopinanie międzynarodowej umowy, reorganizacja całego planu dla Erika i Morpheusa aby mogli jak najszybciej powrócić do Anglii, przygotowanie projektu kursów doszkalających z translokacji, które oczywiście utknęły w biurokratycznej machinie właściwego departamentu, oraz sny, przeklęte sny, w których nie zdążył być na miejscu, na czas, albo właśnie był na miejscu i o czasie tylko po to, żeby unieść różdżkę i zadać ostateczny cios. Koszmary zyskiwały na barwach i brutalności, Shafiq sam był zaskoczony z jaką wyobraźnią i kreatywnością jego udręczony umysł rozważa kolejne scenariusze rozgromienie tych, których kochał.

A Erik kpił z tego, cóż - być może był to jego mechanizm obronny, być może tak próbował poradzić sobie z napięciem, problem polegał na tym, że obaj panowie mimo znajomości, którą można było liczyć latami, wcale nie znali się tak dobrze, aby wiedzieć, w co uciekają wzajem, gdy grunt osuwa się spod nóg.

Obaj chcieli swój świat trzymać pod kloszem z dala od niebezpieczeństw. Za moment ten klosz miał widowiskowo spłonąć. Za chwilę ich świat miał wypełnić się ogniem.

Słuchał go, a w tym czasie zdjął z siebie uwalony mąką fartuch. Podszedł milcząco do kufra i wyciągnął z niego butelkę rumu. Najprawdopodobniej miał być to alkohol do jednego z przepisów, zamiast tego długie palce Shafiqa złapały dwa kubki. Jeden ustawił przed Erikiem, jeden przed sobą. Cichy i skupiony nalał jemu, nalał sobie.

– Może źle się wyraziłem. Fakt, że podobają Ci się mężczyźni, jest widoczny dla każdego obdarzonego zdolnością widzenia aur czy nici. – Ujął szklankę, ale nie wypił. Stalowe oczy powróciły do obserwowania twarzy Erika, ale próżno było w nich szukać swobody, próżno też pragnień, które zwykle pchały ich ku sobie. Tak długo jak Erik uważał Anthony'ego, za osobę, która miała problem by się opanować hamować własne popędy, tak teraz mógł posmakować innego oblicza swojego kochanka. Tego, który był zdecydowanie lepiej znany jego współpracownikom. Chłodny i profesjonalny, do bólu rzeczowy. – Każde Twoje działania podejmowane w przeciągu kilku kolejnych godzin jest możliwe do podejrzenia przez jasnowidza obsługującego podstawowy zakres swoich możliwości. A Ty... wbrew własnej dla mnie poradzie wychodzisz przed szereg. Nazywasz publicznie Śmierciożerców terrorystami, wystawiasz się na atak. Atak psychiczny jest obecnie najprostszym do przeprowadzenia na Twoim umyśle. To są nie tylko kwestie trzeciego oka, ale też zwykłych uroków. Odpowiednio spreparowanej iluzji, która w środku dnia popchnie Cię do przemiany w wilkołaka, co zdyskredytuje Cię w oczach społeczności. Twoje ręce powinny być pełne roboty, to prawda, a nauka oklumencji winna być absolutnym priorytetem, abyś na polu walki miał jakiekolwiek szanse odeprzeć imperiusa karzącego Ci zagryźć własną siostrę.  – Nie musiał wymyślać tego na bieżąco. Oceniał ryzyko, a najlepszą strategią było wyprzedzania przeciwnika o krok czy dwa. Był troskliwy, ale przypominał bardziej nauczyciela, który tłumaczy krnąbrnemu uczniowi, że nauka algebry i wzory skróconego mnożenia przydadzą mu się do życia. Przy czym oklumencja realnie na ów przeżycie mogła mieć wpływ...

Rozmowa płynęła, minuty zamieniły się w godziny, butelka finalnie została opróżniona, a ciasto zaschło na wiór. Wojna, napięcie, strach... to wszystko mogło mieć wiele ofiar, czasem jednak umierało coś innego. Umierało zaduszone nimi uczucie. Tej nocy każdy powrócił do swojego domu, a marzenie o miłości okazało się tylko snem, po którym trzeba było wrócić do twardej rzeczywistości.

Koniec sesji