Secrets of London
[02.09.72, ranek] Sztuka upadania - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [02.09.72, ranek] Sztuka upadania (/showthread.php?tid=4300)

Strony: 1 2


RE: [02.09.72, ranek] Sztuka upadania - Brenna Longbottom - 05.01.2025

– No to miejmy nadzieję, że wena jeszcze wróci – odparła Brenna i uśmiechnęła się nawet lekko, na to szybko padające zapewnienie: pracownia wciąż tam była, a to jakim tonem o tym wspominał oznaczało chyba, że wcale nie był gotów całkiem zrezygnować.
Ta wojna, Voldemort, śmierciożercy, niszczyli kraj na więcej niż jeden sposób. Mroczny znak na niebie, ciała w domach, pogrom w Kniei, to wszystko było tym najbardziej drastycznym, ale nie jedynym obliczem wojny.
Był jeszcze strach, spowijający Anglię coraz bardziej i bardziej, wnikający pod skórę, zostający w kościach. Brenna rozumiała ten strach – rozumiała, dlaczego ktoś wolał się wycofać, zostać z boku, a nawet uciec. A jednak widok ogołoconej pracowni Enzo po prostu bolał.
– Jest – przyznała bez oporów. Może powinna zapewniać, że tak naprawdę nic się nie dzieje, a Ministerstwo ma kontrolę nad sytuacją, ale po Beltane wierzyli w to tylko głupcy i ci, którzy rozpaczliwie potrzebowali poczucia bezpieczeństwa. – Na pewno od Beltane, chociaż moim zdaniem trwa znacznie dłużej.
Wcześniej toczyła się jednak wśród cieni, niejako na obrzeżu życia czystokrwistych i półkrwi, którzy nie chcieli się w nią angażować. Czytali w gazetach o kolejnej napaści, zmieniał się sprzedawca w sklepie, w którym robili zakupy, ktoś opowiadał im przyciszonym głosem o akcji Ministerstwa, mogli jednak próbować żyć jak dawniej.
A potem nadszedł maj, zapłonęły ognie, śmiercionośne zaklęcia leciały we wszystkie strony, huragan porwał ludzi, Knieję opanowały potwory.
– Wiem o mugolskiej wojnie tyle, co z książek – przyznała, uśmiechając się z odrobiną zakłopotania. Co zabawne, ten temat bywał poruszany chociażby w komiksach, ale to nie oznaczało, że Brenna naprawdę pojmuje jej historię. – Ale wiem też, że dotknęła niemal każdego w Europie. I że na początku wszyscy liczyli, że jeśli ustąpią, że jeżeli dadzą wymordować tę jedną etniczną grupę, zabrać ten jeden kraj… to kupi bezpieczeństwo innym.
Nie kupiło. I Brenna nie wierzyła, że kupi teraz. Zaczną od mugolaków, potem przyjdzie pora na gobliny, później na magiczne istoty, półkrwi nie zostaną może zniszczeni, ale stracą równe szanse – będą mogli co najwyżej pracować dla czystokrwistych. A i tych odrze się z wolności.
– Zastanów się, chętnie przyjmiemy twoją pomoc, ale nie rób nic wbrew sobie – stwierdziła i wymierzyła mu lekkiego, żartobliwego pstryczka w nos, jakby znów byli dzieciakami w Hogwarcie. – Wskaż jakie, gdzie je zdobyć lub kupić, a ja to załatwię. I nie musisz robić masówki. Idę o zakład, że większość osób chętniej założy ładne rękawiczki czy koszulę niż jakąś przypadkową koszulkę…
Nie zdążyła spytać, czy Nottowie planują faktycznie go zwolnić – zmilkła, gdy pod drzwiami stanęła Gustava.


RE: [02.09.72, ranek] Sztuka upadania - Enzo Remington - 14.01.2025

Czuła dłoń Brenny we włosach była tym, czego Enzo potrzebował. Pozwolił sobie przymknąć powieki i rozkoszować się uczuciem, nim z miejsca zerwała go Gustawa. Nie byłby to pierwszy raz, gdyby przyłapała go z kobietą, ale wolał, by trzymała się z daleka od jego spraw, i to dla własnego dobra.

- Będzie musiała. - Odpowiedział w sprawie powrotu weny. - Jak żyć bez sztuki, Brenno? Nawet takiej, która używana jest do czynienia zła? Nawet takiej, która... ach, Brenno... która przyczyniła się do przelania krwi. - Dramatyzował, nawet jeśli ustalili już, że nie była to wina ani jego, ani jego strojów. - Czy będę w stanie przekuć ją w dobro? Pokażę im, że jest mieczem obosiecznym. Że również może przydać się na wojnie. - Wzdychał, samemu próbując ułożyć sobie te argumenty w głowie, samemu przekonać się do tego, co niedługo nadejdzie.

Odebrawszy tacę od Gustawy, Lorenz postawił ją na stole. Zajrzał do imbryka, w którym herbata parzyła się klasycznym, tradycyjnym sposobem, lecz zaraz szybko go zamknął. Nie był jeszcze czas, by cieszyć się napojem.

- Widzisz, Brenno? Możemy się wiele nauczyć od mugoli. Dlaczego inni tego nie widzą? Te dwa światy powinny się zazębiać, nie zwalczać. - Westchnął po raz kolejny, kręcąc głową. Temat wojny był ciężki, nawet jeśli znał ją tylko z opowieści. Jego ojciec służył w wojsku podczas wojny i Lorenz nie spodziewał się, że kiedyś pójdzie w jego ślady, nawet jeśli w nieco odmiennym konflikcie. - Nie muszę się zastanawiać, wiem, że nie mam wyjścia. Muszę pomóc. - Podjął w końcu decyzję, po raz kolejny oceniając zawartość czajniczka. - Wskażę ci, gdzie kupić materiały. Resztę zostaw mi, moja piękna.


RE: [02.09.72, ranek] Sztuka upadania - Brenna Longbottom - 15.01.2025

Brenna niezbyt przejęła się pojawieniem się Gustavy i nawet nie drgnęła, kiedy kobieta stanęła na progu. Nawet nie przyszłoby jej do głowy, że jej obecność w pokoju mężczyzny ktoś może zinterpretować dwuznacznie – w dużej mierze dlatego, że miała mnóstwo przyjaciół przeciwnej płci, często bywała w ich pokojach i nigdy nie kryło się za tym nic więcej. Nie była dziewczyną, z którą się umawia: była dziewczyną, na której ramieniu (tudzież kolanach) wypłakuje się, bo dziewczyna, która ci się podoba, została zaatakowana przez jakiegoś szaleńca.
Poczekała po prostu grzecznie aż taca zostanie ustawiona na stole, a Gustava zniknie, zanim się odezwała.
– Niby można, ale to byłoby smutne życie – przyznała bez oporów, bo chociaż nigdy nie była artystyczną duszą i na pewno nie umiała w pełni docenić wielu dzieł muzycznych, poetyckich czy teatralnych, to nie tak, że nie dostrzegała, jak ważne są w życiu. Kochała książki. Lubiła muzykę. Nie miała niczego przeciwko wybraniu się do Teatru Selwynów i świetnie wiedziała, ile radości niektórym może sprawić piękna suknia. – Hej, mnie nie musisz przekonywać. Uważam, że jesteśmy sto lat za mugolami, jeśli chodzi o literaturę. O, i komiksy. Komiksy są świetne – zapewniła, już lżejszym tonem niż wcześniej, chociaż ta odrobina powieki wciąż wisiała w powietrzu, bo z próby wyciągania Enzo za fraki ze stanu „to moja wina, nigdy nie dotknę igły i nitki” wyszło coś… więcej.
I musiała jeszcze parę rzeczy ustalić.
– Enzo? Czy chcesz zachować swój udział w sekrecie, czy wręcz przeciwnie? – spytała wprost. Nie zamierzała zmuszać go do ukrywania się, jeśli tego nie chciał: ale od odpowiedzi zależało parę innych spraw. Na przykład czy i ile mu powiedzieć o sieci, której w pewnym sensie właśnie miał zacząć pomagać, a w której dyskrecja była kluczowa. I ile powinien wiedzieć o samych odbiorcach czy tych, którzy mu pomogą.
Zwłaszcza że chyba oboje wiedzieli: jeżeli ogłoszą radośnie, że ten i ten mugolak dostał jakieś zaklęte, ochronne ubranie, mógł zostać specjalnie zaatakowany, by udowodnić, że nikt nie jest bezpieczny.
– To twój wybór, ale niektórzy wolą, żeby nigdzie nie trafiły informacje o tym… że pomagają po cichu, gdzie się da, więc wolę spytać. Poza tym jeśli już ktoś ma jakąś ochronę, to ta będzie skuteczniejsza, gdy atakujący się jej nie spodziewa.


RE: [02.09.72, ranek] Sztuka upadania - Enzo Remington - 21.01.2025

Gustawa musiała zdawać sobie sprawę z frywolności Enzo, nawet jeśli ten rzadko, a wręcz prawie nigdy, nie zapraszał swoich kochanków i kochanek do domu matki. O ile nie był pewien, że będzie zupełnie sam, jego przygody nie miały prawa mieć miejsca w świadomości Gustawy lub matki. Zdarzało się jednak, że mimo zapowiedzi wyjścia, gosposia jednak zaszywała się w domu i młody panicz Remington musiał później słuchać komentarzy. Nic więc dziwnego, że zwykle wybierał hotel lub mieszkanie tej drugiej osoby! Obecność Brenny była inna, bo przyszła przecież w złym dla Enzo momencie, który nie pasował do możliwych cielesnych uciech.

- Ech, Brenno. - Wzdychał dramatycznie. - Masz rację. I komiksy! Zaczytywałem się w komiksach jako mały chłopiec, powinienem jeszcze mieć gdzieś te wszystkie wydania, również te rzadkie. Co lubisz? Superbohaterów? Kaczora? Wszystko gdzieś mam. - Rozejrzał się po pokoju, lecz mimo tylu pamiątek z dzieciństwa, nie dostrzegł swoich komiksów. Musiały być gdzieś indziej, popakowane i zachowane dla potomności.

W końcu złapał za imbryk i rozlał bursztynowy płyn do filiżanek. Naczynie z mlekiem stało tuż obok, na tacce..

Przez twarz Remingtona przebiegły emocje, gdy serce i rozum podpowiadały zupełnie co innego. Jak mógłby zachować swoją pracę w sekrecie, skoro tak kochał pokazywać kreacje, które tworzył? Wahał się dłuższą chwilę.

- Tak będzie rozsądniej. - Zadecydował w końcu. - Będę bronił mugolaków anonimowo, ale to znaczy, że muszę dalej szyć zarobkowo, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Brenno, czeka nas... Naprawdę dużo pracy. - Podejście Enzo zmieniło się. Jego twarz stężała, gdy zrozumiał, że pisze się na coś większego od siebie. - Pomożesz mi, prawda? Razem pomożemy tym, którzy tego potrzebują.


RE: [02.09.72, ranek] Sztuka upadania - Brenna Longbottom - 21.01.2025

Nawet teraz była ostrożna: chciała pomóc ludziom, którzy tego potrzebują i przy okazji, miała nadzieję, dać jakiś cel Enzo, ale poruszała się tak jak (choć z braku znajomości mugolskiej społeczności aż tak głęboko sama nie pomyślała o tym porównaniu) po polu minowym. Wierzyła szczerze, że Remington jest dobrym człowiekiem i że nie chce niczyjej krzywdy, ale odrobina beztroski, gadatliwości czy chęci przechwalenia mogły wiele przekreślić. Poza tym mógł po prostu nie chcieć w pewne sprawy się angażował i miał do tego pełne prawo.
Dlatego pytała, wyjaśniała i jego odpowiedzi po części warunkowały, ile miał się dowiedzieć w tej chwili. Ile dowie się w przyszłości – na to pytanie już miał odpowiedzieć czas.
– Czytałam głównie Spider-mana. Wiesz, jak natykałam się na jakieś w księgarniach, to zwykle jakieś dalsze tomy i nie jestem w stanie zrozumieć wszystkiego bez kontekstu.
Podwójnego, bo ktoś siedzący głęboko w świecie mugoli, mógł dopowiedzieć sobie pewne rzeczy, ale ona miała z tym większy problem, gdy nie rozumiała ani historii, w którą wrzucono ją w połowie, ani nie była pewna, do czego służą niektóre przedmioty czy co znaczą wypowiadane zdania.
Kiwnęła lekko głową, gdy zdecydował się na anonimowość. W duchu poczuła odrobinę ulgi, bo chociaż nie chciała i nie zamierzała mu tego narzucać, to wiele rzeczy ułatwiało – teraz pozostawało tylko poczekać, czy Enzo naprawdę będzie zdecydowany w swoich postanowieniach.
– Jestem pewna, że skoro dostałeś laur od mojego wuja, będzie miał dla ciebie parę zleceń – powiedziała, a kąciki jej ust znów się uniosły. Sama zresztą mogła płacić Remingtonowi i za te ich zlecenia, ale nie planowała narzekać, jeśli chciał zrobić to dla dobra sprawy – środki można było wtedy przekierować gdzieś indziej. – We wszystkim, o co poprosisz. Zresztą, nie tylko ja, Enzo. Jest sporo osób, które pomagają w ten sposób. Po cichu. Można nazwać nas… hm, swojego rodzaju klubem – parsknęła mimowolnie, chociaż przecież to był paskudny dzień i niewiele zostało w niej prawdziwej wesołości. Zakon Feniksa. Klub Książki. - Chociaż między sobą nazywamy ją też Zakonem, ale spokojnie, nie ma habitów. Zaangażowani niekoniecznie się tym chwalą, bo jak sam mówisz, nie byłoby to rozsądne, ale… to nie tak, że wszyscy czarodzieje po prostu siedzą i czekają, więc czegokolwiek byś nie potrzebował, ktoś z nas to załatwi.
I Enzo miał właśnie do nich dołączyć, a raczej... do otaczającej ich sieci.


RE: [02.09.72, ranek] Sztuka upadania - Enzo Remington - 23.01.2025

Remington rzeczywiście był dobrym człowiekiem i nie chciał niczyjej krzywdy. Czy to mugolacy, czy czystokrwiści - wszyscy byli równi i do tej równości dążył. Prawdą jednak również było, że lubił mówić. Mówieniem mógł załatwić wiele, jak wierzył, nie miał jednak pojęcia o problemach, jakie mógł przez mówienie stworzyć.

- Spiderman! Powinienem gdzieś mieć parę egzemplarzy. Podeślę ci, jak znajdę. - Obiecał, już w nieco lepszym nastroju. Brenna z pewnością pomogła mu w jego kryzysie, bo choć wciąż musiał na nowo podnieść igłę, to przecież teraz miał przynajmniej cel. - Rozmawiałem już wstępnie o ubraniach z moim szanownym patronem, lecz... och, Brenno. Nie, nie. Nie powiem ci. - Pokręcił głową, jakby sam siebie musiał przekonać. - To nic takiego. Zapomnij, że cokolwiek mówiłem. Za to naprawdę pomogę, po cichu, tak jak mówisz. - Uśmiechnął się, odzyskują resztę pogody ducha. Usiadł na krześle, nachylając się lekko do Brenny. - Chcę należeć do klubu, ale do zakonu? I bez habitów pewnie macie masę zasad? Celibat? - Ściągnął usta i zacmokał z rozczarowaniem. - Na celibat się nie zgodzę. Ale na to, żeby pomóc? Jak najbardziej.

Dostał nowy cel, do którego teraz tylko musiał dążyć. Większość spraw wciąż była dla niego niewiadoma, ale mógł od czegoś zacząć. W imię zemsty za krzywdę Raphaeli

Koniec sesji
.