![]() |
|
[06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius (/showthread.php?tid=4578) |
RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Basilius Prewett - 08.07.2025 – Daj spokój. To była w sumie krótka wizyta i niemal nic mnie nie kosztowała. Zwłaszcza, że inaczej musiałbym być już w domu, a przypomniało mi się dzisiaj, że dalej jestem zirytowany moim rodzeństwem za coś – To ostatnie było kłamstwem. Basilius rzeczywiście był zirytowany zachowaniem Icarusa i Electry w sprawie szukania mu dziewczyny, ale to było w sierpniu. Teraz już nie czuł żadnych konkretnych emocji na myśl o tym idiotycznym przedsięwzięciu. – Piwo brzmi dobrze. Dziękuję – powiedział, siadając przy kuchennym stole, ale jego wzrok uciekł na chwilę w stronę pokoju matki Peregrinusa. Nie miał pojęcia jak pomóc tej kobiecie. Magimedycyna w teorii znała wiele podobnych przypadków, a jednak tamte dało się wyleczyć, lub chociaż załagodzić, a ten? Ten był oporny na jakiekolwiek próby leczenia. Zupełnie jakby częścią jej przypadłości, było to że nie może zostać zniesiona. Gdyby chociaż udało się dotrzeć do jej źródła, ale nie... Nic. Ciężko było unormować w ciele coś, kiedy nie miało się pojęcia czemu w ogóle jakaś anomalią zachodziła. Sam mógł frustrować się czasem, że nie można było całkowicie, wyleczyć jego przypadłości, ale przynajmniej wiadomo było co mu dolegało. Przynajmniej miał leki łagodzące objawy. A tutaj, co? Jedynie leki uspokajające? Prawdę mówiąc był pod wrażeniem tego, jak dobrze wydawał się to wszystko znosić Peregrinus. – Bo lepiej by było, abyś nie zawołał uzdrowiciela – mruknął ironicznie, chcąc już wyciągnąć swój własny zestaw kart, ale kiedy zorientował się, że w domu Trelawneya było ich pod dostatkiem szybko zrezygnował z tego pomysłu. Wolał jednak sprawiać wrażenie kogoś, kto nie nosi ze sobą zawsze kart do pokera. I to dwóch talii. – Zresztą gdybyś miał czekać na dzień w którym nie byłbym zmęczony, musiałbyś się chyba umówić na termin po moim pogrzebie. Po prostu wróciłem dzisiaj z wyjazdu, a wczorajsza podróż była dość męcząca. I tyle. Mniejsza o to. Wiesz zastanawiałem się... – Zamilkł na chwilę, przywołując swój łagodniejszy ton głosu. – Myślę, że oboje byście skorzystali na tym, aby twoja matka została przeniesiona na kilka dni do Munga, lub Lecznicy. Lepiej, aby ktoś się jej przyjrzał po tym... Incydencie. Fizycznie nic nie powinno jej być, ale nie wiemy jak na niego zareagowała psychicznie. RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Peregrinus Trelawney - 09.08.2025 Nie był Peregrinus zadowolony, że Basilius nie chce brać od niego za pracę pieniędzy — niezależnie od tego, jak szlachetna czy prosta by dla niego ta praca nie była, pozostawała pracą. Należało się tego jednak spodziewać; tak to zwykle działało w koleżeństwie, że przysługę odpłacało się przysługą. I Trelawney nigdy nie wziąłby od Basila pieniędzy za wyliczenie kosmogramu czy interpretację tarota. — Czym zaszli ci za skórę? — zapytał, wyciągając z szafki chłodzącej dwie butelki jasnego pszenicznego piwa kraftowego marki Browar Nostradamus (można je zamówić bardzo drogo w Rejwachu, polecam, już od połowy września również z dowozem). — Swoją drogą, sprawdzałem ostatnio, czy dobrze wydrukowali rubrykę Dolohova w Czarownicy, i natknąłem się na twoje ogłoszenie. — Uśmiechnął się, dając znać, że domyśla się, iż to nie sprawka Basila, więc nie traktuje sprawy poważnie. — Następnym razem gdy zainteresujesz się wybieraniem kobiety, rekomendowałbym wizytę w Prawach Czasu. Dyskretniejsza porada, dedykowana. I na koszt firmy oczywiście. — Otworzył piwo i zasiadł w końcu przy stole, stawiając w zasięgu ręki dwa wysokie, smukłe kufle, na wypadek gdyby Basilius wolał nie pić z gwinta, a biesiadować w cywilizowany sposób. — Dostałeś coś… wesołego? O obiecujące nawet nie pytam. Choroba Aurory Trelawney regularnie czerpała siły mentalne, fizyczne i finansowe Peregrinusa, ale po tylu latach zmagania się z tym nie mógł chodzić bezustannie zalany łzami. Musiał jakoś zbudować wokół tego codzienność. Widać było jednak wyraźnie różnicę, jaka zaszła w nim w ostatnich latach. Ten ciężar mocno go postarzał. Z młodego, pełnego zapału i ambicji podróżnika-badacza, który z pasją opowiadał o swoich wyjazdach i projektach, przerodził się w melancholijnego, wiecznie zmęczonego wróżbitę ze zgaszoną aurą. — Mogłem sprowadzić uzdrowiciela, który był dziś w pracy — zauważył, bo Basilius wyglądał na nie mniej zmęczonego od niego. W twarzy mężczyzny przed sobą mógł przeglądać się poniekąd jak w zwierciadle: ta sama bladość, udręczenie… fryzura. — Byłeś w ogóle w tym roku na urlopie? Mam na myśli wypoczynkowy — podkreślił — bo wybacz, ale dziś nie wyglądasz jak ktoś po dwóch tygodniach beztroskiego wdychania śródziemnomorskiej bryzy. Atmosfera czczej pogadanki opadła nieco, gdy Basilius powrócił do tematu matki. Peregrinus umilkł na chwilę, nie znajdując od razu odpowiedzi. Wypił piwa, obrócił w rękach talię, jakby obracał wraz z nią ów problem. Mógłby wyjąć dowolną kartę, aby pomogła mu podjąć właściwą decyzję; w klasycznych kartach można było czytać niemal równie klarownie co w tarocie. Tyle że on nie chciał poznać właściwej decyzji, bo mogłoby się okazać, że to nie ta, którą ze wstydem, ale bardzo chciał podjąć. — Myślisz, że tak będzie najlepiej? — Wiedział, że dostanie od niego rozgrzeszenie. Westchnął. Kilka dni… to nie było dużo. — Gdybyś rano podesłał mi skierowanie do Lecznicy… odstawię ją. Na kilka dni. RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Basilius Prewett - 16.09.2025 –Wszystkim – mruknął, a potem uznał, że ta odpowiedź była zdecydowanie zbyt marudna i przesadzona, więc się szybko poprawił. – Najwyraźniej uznali, że koniecznie potrzebuję dziewczyny, więc postanowili mi jakąś znaleźć. Basilius zerknął ze zmarszczonymi brwiami na etykietkę butelki piwa, ale nie powiedział ani słowa. Jedyne co to z krótkim dziękuję przyjął napój, a gdy temat zszedł na ogłoszenie w gazecie od razu upił łyka ze swojego kufla. – Nie, nie. Oczywiście że nie. To znaczy nie oczywiście, ale... – Westchnął cicho, a potem zaczął ponownie. – Mój genialny brat i kuzym je zamieścili. W ramach tego ich genialnego planu. Potem dostawałem... Naprawdę dziwne listy. Ktoś napisał mi że od jej choroby mogą ochronić ją tylko moje usta. I podała swoje wymiary! Ludzie są naprawdę aż tak zdesperowani? A jeszcze moja ciotka uznała, że może mi pomóc kogoś znaleźć, a Millie myślała, że chcę ją w ten sposób przekonać, że nie jestem... – Zamilkł na chwilę. – No nie ważne. W każdym razie nie szukam nikogo, a tym bardziej nie w ten sposób. – Byłem dzisiaj w pracy – zaprotestował, bo przecież dzisiaj zjawił się w Mungu. To że zdążył juz z niego wyjść, gdy otrzymał list od Peregrinusa, to zupełnie inna sprawa. Nie po to jednak miał przyjaciół, aby nie przyjmować ich poza godzinami pracy, zwłaszcza że on, w przeciwieństwie do przypadkowego uzdrowiciela, był już zaznajomiony ze stanem matki Peregrinusa. – W Egipcie byłem w sprawach zawodowych, a urlop? - Parsknął śmiechem. – Tak. Byłem. W Windermere. Wciagneło mnie pod ziemię. Musze dodawać coś jeszcze? I to nawet nie tak, że Prewett nie potrafił odpoczywać. Próbował. Naprawdę próbował. Tylko no... Życie mu na to nie pozwalało. Matka Peregrinusa zapewne poradziłaby sobie równie dobrze, gdyby siedziała dalej w domu, a lekarz przychodził jedynie na kontrolę, ale... Basilius widział, że Peregrinusu też potrzebował odrobiny spokoju i byl zdeterminowany aby mu ją zapewnić – Tak. Zdecydowanie. Nie widzę innej opcji – skłamał. Kolejne słowa były juz jednak jak najbardziej szczerze. – Nie wiemy co wywołała atak, a poza tym była ranna. Powinno być wszystko w porządku, ale lepiej aby ktoś miał na nią oko, skoro sama może miec trudności z zakomunikowaniem gdyby sie gorzej poczuła Naprawdę. To kilka dni a mozliwe, że potem bedzie w lepszym nastroju. RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Peregrinus Trelawney - 09.11.2025 Gdyby tylko Peregrinus miał rodzinę i mniej skrupulatnie dobrane grono znajomych, zapewne również musiałby zmagać się z oskarżeniami o to, że wciąż nie ma wokół niego żadnej pannicy. Dzięki bogom — a przynajmniej w tym przypadku — nie było nikogo, kto mógłby wejść w tę rolę. Miał więc wróżbita i jego stan kawalerski święty spokój. Na marginesie: nie ma co krzywić się i marszczyć na butelkę piwa marki Nostradamus. Browar kraftowy, więc rozumie się, że dla przedstawicieli klasy średniej z aspiracjami. To, że jest sprzedawany w Rejwachu nie znaczy, że Woody Tarpaulin własnymi rękami go wyrabia, a jedynie że jako przezorny przedsiębiorca sprowadza produkt dla każdego typu klienta. Wracając jednak do tematu: historii o ogłoszeniu matrymonialnym Peregrinus wysłuchał z rosnącym rozbawieniem (oczywiście, że moja postać śmieje się z moich własnych żartów). — Ludzie są przede wszystkim niebywale dziwaczni. Skrajnie zdesperowani, zdaje się, również bywają — potwierdził przypuszczenia Prewetta. — Czasem mam wrażenie, że niektórzy żyją w zupełnie innej rzeczywistości niż my. Ledwie Peregrinus wyczuł subtelną zmianę w głosie Basiliusa, instynktownie i bezwolnie niemal zbudził się jego dar jasnowidzenia. Pchane ciekawością trzecie oko nie chciało pozwolić niteczce dotyczącej myśli kuzynki urwać się w pół słowa… // rzut percepcja na wykaz intencji, gdy Basilius nie dokańcza zdania [roll=PO] … zainteresowany mężczyznami. Już wcześniej wróżbita uśmiechał się, gdy Prewett streszczał mu przygody wokół anonsu, lecz teraz zaśmiał się w głos — bez kpiny, rzecz jasna. — Czemu mnie nie dziwi, że taka myśl zrodziła się w głowie Mildred Moody. — Czarodziej pokręcił głową. — Nie uważam, żeby cudze gusta to było coś, co mi wolno oceniać. Oczywiście, nie zrozum mnie źle, nic w tym… złego. — Nie było powodu, by Peregrinowi w te zapewnienia o tolerancji nie wierzyć. Trelawney nie zdradzał się nigdy z tym, aby miał gardzić kimś, kto nie czyni mu żadnej krzywdy. — Wybacz, że spojrzałem. Co innego mogło natomiast zwrócić uwagę: wieszcz przepłynął przez temat wręcz podejrzanie lekko. Tak lekko jak do tematu podchodzą ludzie, którzy nie mają absolutnie nic do ukrycia. Wspomnienie Windermere ostudziło dobry humor Trelawneya. Wciąż było świeże (kto by pomyślał, że na czas forumowy to tylko miesiąc!), wciąż przypominało o sobie koszmarami o palonych żywych trupach. — Zdaje się, że Millie doświadczyła tego samego. Dopiero niedawno przestałem wymywać błoto z fugi po jej kąpieli — dodał, siląc się na próbę jakiegoś koślawego dowcipu, lecz minę wyraźnie miał mierną. — Mnie na szczęście ta wątpliwa przyjemność ominęła. Spotkałem tam za to nieumarłych i, cóż, nie było wiele przyjemniej. Fachową poradę lekarską Peregrin zaakceptował bez szemrania. Nie wracał już do tematu; bał się roztrząsać i na nowo oceniać opcje. Klamka zapadła. RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Basilius Prewett - 11.11.2025 – Tak. Zdesperowani zarówno aby swatać siebie jak i aby swatać kogoś innego – powiedział sięgając po swoje piwo, ale jego dłoń zamarła w połowie drogi, gdy usłyszał słowa Peregrinusa. I to był właśnie problem z jasnowidzami. Byli mili, dobrze się z nimi rozmawiało, niektórzy nawet byli bardzo czarujący tak że można było aż zapomnieć jakie niebezpieczeństwo kryło się w kontaktach z nimi. A Basilius nie był szczególnym fanem przewidywania jego przyszłości. Nie że było to dla niego skrajnie nieprzyjemne, czy jakkolwiek bolesne. Po prostu zawsze nastąpywała ta jedna nerwowa chwila, gdy zastanawiał się, czy nie usłyszy na przykład, że w sumie to wkrótce umrze i nic się z tym nie da zrobić. Teraz jednak temat był zdecydowanie poważniejszy, bo chodziło o coś o czym sam za bardzo starał się nie myśleć. – Nic się nie stało – wymamrotał zabierając dłoń z powrotem do siebie. – Millie... Chyba po prostu chciała mieć przyjaciela geja, a że my nigdy... – I po co urywał zdanie, jakby niczego się nie nauczył? – Nigdy nie byliśmy, no wiesz, razem i chyba dlatego uznała, że muszę woleć mężczyzn. Wreszcie sięgnął po to przeklęte piwo i upił łyka. Co tak naprawdę wybadał Peregrinus? Tylko to urwane zdanie, czy może w jakiś sposób (nigdy nie mógł do końca zrozumieć jak działało trzecie oko, poza tym że jego posiadacze łatwiej pakowali się na łóżka w Mungu) Trelawney przeciwdział również inne informacje na ten temat? Na przykład to nie był to wyłącznie głupi żart Millie. Może był jakiś scenariusz w którym Basilius przyznałby mu się do ostatnich rozkmin na te tematu, jak i problemów z tym związanych i teraz Peregrinus wiedział o wiele za dużo? Ale chyba jakoś by dał to po sobie poznać, prawda? Przyjrzał się nieco uważniej drugiemu mężczyźnie przez te wszystkie myśli zupełnie zapominając o tym, że potrafił kłamać i zachowywać spokój. – Nieumarli też raczej nie są przyjemną atrakcją na urlopie – powiedział, biorąc do rąk talię kart, którą zaczął tasować. – Tak z czystej ciekawości. Co dokładnie usłyszałeś? Gdy, no wiesz, przewidziałeś co chciałem powiedzieć? Jedna z kart wypadła mu nagle z rąk. A potem kolejna. A potem za nimi cała talia. Basilius przeklął cicho i zaczął je zbierać z powrotem ze stołu. RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Peregrinus Trelawney - 11.11.2025 — Millie ma fantazję… — skwitował Peregrinus, lecz nie trzeba było wyjątkowej percepcji, aby dostrzec, że uwaga wróża skierowana jest gdzie indziej. Czy Peregrinus Trelawney był jednym z tych czarujących jasnowidzów? Zapewne nieszczególnie. Jego obecność była nienachalna, zawsze ściśnięta wewnątrz jego osoby, nienarzucająca się nikomu ani niczemu. Jego sposób bycia nie przypominał głośnego Vakela Dolohova, który każdemu dawał do zrozumienia, jak wiele wie. Trelawney był wycofany; rzadko dawał po sobie poznać, ile naprawdę widzi — bo choć patrzył na ludzi, to gdy oni patrzyli na niego, spojrzenie Peregrinusa uciekało w bok, zabierając ze sobą odszyfrowane sekrety. Choć tego unikał, czasem można było zaobserwować go patrzącego. Wzrokiem szerokim, nieco rozproszonym, pozbawionym tej charakterystycznej dla niektórych wieszczy skupionej, ostrej przenikliwości. Peregrin zdawał się chwytać wszystko wkoło człowieka, oglądać go z każdej strony, dopasowywać elementy układanki, konstruować z nich pełen obraz. Nie zatrzymał się na prostym spojrzeniu w niewypowiedziane słowa Basiliusa. Gdy przyjaciel zaczął zdradzać oznaki zdenerwowania piętrzące się jedna za drugą, począwszy od zatrzymania dłoni wpół gestu, Peregrinus znów patrzył wokół uzdrowiciela. Jego spojrzenie z niewymagającą wysiłku precyzją łowiło kolejne karty lecące z rąk Prewetta. Piki — same piki. Ostre czuby figury zamieniały się w locie w ostrza Mieczy talii tarota i brzęczały w uszach wróża, gdy napotykały powierzchnię jego kuchennego stołu. Osiem Mieczy, Dziewięć Mieczy, Rycerz Mieczy — każdy opadający z łoskotem ciężaru trosk. Miecze były najbardziej negatywnymi z kart. Opowiadały o trudnościach, smutkach i krzywdach. Pozbawione oczu, zagubione i bezsilne wśród przeciwności Osiem Mieczy. Zamartwiające się, cierpiące udręki Dziewięć Mieczy, którym spędzono sen z powiek. Rycerz Mieczy, który nie chciał szukać rozwiązania problemu, lecz przeciąć się przez niego; usunąć przeszkodę przy pomocy chłodnej, wysterylizowanej z emocji logiki. Peregrinus milczał dłuższą chwilę, nie zdejmując wzroku z rąk Basiliusa zabierających karty. — Nie da się zobaczyć tego po człowieku — powiedział miękko, chcąc go uspokoić… i przyznał się jednocześnie, że coś wywnioskował z tej nerwowości wokół tematu podbitej podszeptami kart. — Zdaje się, że jedynie widzący nici mogą to dostrzec. Jeśli to tym się zamartwiasz. Podniósł wreszcie wzrok na Basiliusa. Miecze Prewtta brzęczały tymi samymi wątpliwościami, które obijały się do niedawna pod czaszką Trelawneya. Ile jeszcze z siebie miał odnaleźć w Basilu? — Jeśli zadręczasz się tym, co to znaczy dla ciebie… co mogłoby znaczyć. — Wzruszył ramionami. — Nic. To nie zmieniałoby nic w tym, kim jesteś, więc nie ma potrzeby się dręczyć. Wolisz, żebym ja to zrobił? — zapytał, wyciągając rękę w stronę mężczyzny, gotów przejąć od niego karty. RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Basilius Prewett - 18.11.2025 – Hm, i to zapewne nie jedną – mruknął dziwnie przekonany, że to nie Millie była obecnie tematem, na którym oboje się skupiali. Prewett wbił spojrzenie w rozsypane karty, chyba tylko po to, aby zrobić coś z własnymi oczami, sam zaskoczony faktem jak trudno mu było po prostu udać, że nic się nie działo. Po cichu liczył, że Peregrinus nie zorientuje się o co mu chodziło, nawet jeśli pytanie, które zadał jasnowidzowi zapewne dość jasno sugerowało czego obawiał się uzdrowiciel. Dalsze słowa Trelawneya... Chociaż potwierdziły jego najgorsze obawy, jednocześnie w dziwny posób pozwoliły mu opanować ogólną nerwowośc. I było to zalewne nieco dziwne w tej sytuacji, bo czy on dobrze rozumiał, że nagle kolejna osoba wiedziała o jego zainteresowaniach. Tych których przecież sam jeszcze nie do końca rozumiał? Tych samych, o których myślał, że zaczęły się niedawno, ale prawda była taka, że życie podsuwało mu pewne podpowiedzi już wcześniej? To nic nie zmienia. Niby to wiedział, a jednak dobrze było usłyszeć te słowa od kogoś innego. Te i wszystkie inne, które powiedział Peregrinus i które były tak zupełnie inne od zdecydowanie bardziej chaotycznej rozmowy przeprowadzonej na ten temat z Millie. Ponownie zerknął na karty i pokręcił głową. – Nie, nie trzeba. Lubię to robić. Przez chwilę w milczeniu tasował talię, a potem, zamiast rozpocząć grę, odłożył ją na bok i westchnął głęboko. – Nie zadręczam się tym, co to dla mnie znaczy – powiedział spokojnie, jakby ważył każde słowo. – Po prostu... – Po prostu chciałbym, aby moje własne ciało w tym mózg przestały mnie tak zaskakiwać. Chciałbym wiedzieć co mam z tym teraz zrobić i wiedzieć czego w ogóle chcę w związku z nimi. Chciałbym aby życie dało mi już kurwa spokój z tymi niespodziankami i odpuściło mi przynajmniej w tym jednym aspekcie, bo pomijając już wszystko inne musi mi się podobać ktoś o którym bardzo ważna dla mnie osoba mówi "papcio". – To wszystko jest bardzo nowe. Dla mnie. Długo nie myślałem, że moje... Zainteresowania mogą być tak szerokie i prawdę mówiąc sam jeszcze nie do końca mam poukładane w głowie – Na jego twarzy pojawił się blady uśmiech. – Czyli nie domyśliłeś się dopóki nie zacząłem się durnie zachowywać? RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Peregrinus Trelawney - 13.01.2026 Choć Peregrinus krył się za maską opanowania, to odnalezienie kogoś, kogo dotyczyły te same rozterki i wątpliwości, było wydarzeniem otwierającym nową perspektywę. Do tej pory jedynym jego punktem odniesienia był Vakel — mężczyzna doświadczony, wiedzący, czego szuka i czego chce, z bagażem przeszłych związków. Funkcjonowali w tej dwuosobowej tajemnicy zamkniętej na świat zewnętrzny w zaciszu Praw Czasu. Swoim wyznaniem Prewett poszerzył Trelawneyowi horyzont; upewnił go, że nie jest jedyny. Nie aby Peregrinus nie wierzył w istnienie osób nieheteroseksualnych, lecz wydawało się to zjawiskiem odległym, należącym do jakiegoś innego świata. Chodziło mu po głowie przyznać się tu i teraz. Nikt poza Dolohovem o nim nie wiedział, a oto pojawiła się przed nim szansa na połączenie z kimś, z kim mógł wymienić się swobodnie myślami. Kimś, kto nie był jego ukochanym — tą miłością wciąż na tyle jeszcze świeżą, że Peregrin bał się popełnić w niej błąd. Basilius był idealny. Wróżbita ufał mu, znali się długo, mieli jakieś wąskie grono wspólnych znajomych, ale nie na tyle zintegrowane, żeby pojawiła się przed Prewettem kusząca okazja do zdradzenia jego sekretu. Nie Basiliusa Peregrin się obawiał, a samej natury sekretów. Kiedy przestawały nimi być? Powiedziałby Basiliusowi, bo był pewien, że nie poda tego dalej. Powiedziałby Millie — ufał jej jak rodzonej siostrze. Mógłby powiedzieć Lorraine, zawsze mieli dla siebie wiele zrozumienia. Gdyby raz zaczął mówić, oswoiłby się z tym, przesuwał granicę, a to mogłoby być niebezpieczne. Tajemnica szybko przestałaby być tajemnicą, a stała wyłącznie czymś, o czym nie mówi się głośno. Tego właśnie się bał: że zapoczątkuje proces, nad którym straci kontrolę i nie będzie w stanie go zatrzymać. Cofnął rękę i pozwolił Basiliusowi zająć się tasowaniem, podczas gdy sam sączył w milczeniu piwo. — Po prostu? — powtórzył za nim ciężko. — Nie brzmi prosto. — Im dłużej bowiem myślał o swojej sytuacji, im dłużej rozkładał ją na czynniki pierwsze, tym bardziej gubił się w ustaleniach. Szukał sensu, logiki i wzorca w uczuciach, lecz jedynym wnioskiem, do jakiego dochodził, było to, że najlepiej pozwolić rzeczom się wydarzyć, odpuścić sobie racjonalne tłumaczenie i uzasadnianie każdego kroku. — Myślisz, że coś takiego da się ułożyć w głowie? Umiałeś kiedykolwiek odróżnić, kto ci się podoba romantycznie, a od kogo chcesz tylko platonicznej formy uznania i przyjaźni? — Gdyby Peregrin spędził nad tymi rozważaniami kolejny dzień, to jemu Basil musiałby teraz wypisywać skierowanie do Lecznicy Dusz. — Absolutnie niczego się nie domyślałem, dopóki nie zacząłeś… — podejrzliwie krążyć wokół tematu i upuszczać rzeczy — zachowywać się dziwnie — potwierdził pokrzepiająco wróżbita z głową wciąż zaprzątniętą dylematem oraz z wyznaniem na końcu języka. RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Basilius Prewett - 06.02.2026 W teorii to było proste. W teorii wystarczyło tylko się zastanowić nad własnymi uczuciami i znaleźć poprawną odpowiedź, bo przecież uczucia powinny być proste. Albo się coś czuło, albo się czegoś nie czuło, prawda? W teorii, skoro świat był już cholernie, absurdalnie poplątany i nie można było mieć nigdy pełnej kontroli nad innymi ludzmi, jak i aspektami fizycznych własnego ciała, to przynajmniej własne myśli i uczucia powinny być tym, przez co człowiek nie taplał się w chaosie. W teorii. Zmarszczył brwi. – Tak. Wiele razy – powiedział szczerze, przypatrując się podejrzliwie Peregrinusowi, jakby nie do końca rozumiał o co mu mogło chodzić. W końcu wszelkie rewelacje na temat pewnych przyjaźni i zauroczeń miały dopiero go dopaść. – Ale czasem chyba nie. No i czasami kończy się z szaloną byłą. Na tym miał skończyć swój wywód. Na tym powinien skończyć swój wywód, ale najwyraźniej coś w obecnej sytuacji skłoniło go do dalszych wyznań. – Pierdole. Naprawdę. Tak, często umiałem to odróżnić, a potem Millie urządza urodziny, jest tort, jest M... – Zamarł, po czym ponownie wziął karty i wreszcie zaczał je rozdawać. – Nie ważne. Przepraszam. Uśmiechnął sie słabo. – Tak. Zachowywanie się dziwnie zazwyczaj nie sprzyja udawaniu, że ktoś zachowuje się normalnie – mruknął nie do końca z sensem, po czym spojrzał na Peregrinusa z odrobiną zaciekawienia. – A ty? To znaczy czy ty miałeś kiedyś problem z rozróżnieniem tego? RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Peregrinus Trelawney - 06.02.2026 — Masz szaloną byłą? — Rozbawiony Peregrinus uniósł brew. Wtręt o wariatce rozładował ciążącą od kilku minut atmosferę. — Znów zaczynasz i nie kończysz — zauważył, choć nie było w tym ponaglenia ani nacisku. Bardziej… zaproszenie. Tym razem oczy jasnowidza nie były skierowane na Basila ani jego przyszłe słowa. Trelawney nie próbował więcej obdzierać mężczyzny z prywatności jego myśli, nawet jeśli te kotłowały się w Prewettcie i same prosiły o ujście. Basilius mógł sam wybrać, co zechce zdradzić. W młodości Peregrinus z góry patrzył na ludzi, którzy twierdzili, że rozumieją swoje emocje i umieją podejmować decyzje dotyczące tego, z kim wchodzić w związki. Peregrinus Trelawney był przemądrzałym nerdem, który wierzył, że jest krok przed wszystkimi rówieśnikami. Stawiał związkom kolegów tarota, liczył matryce urodzenia kochanków, po czym przewracał w duchu oczyma, wiedząc, że ci naiwniacy marnują czas na dziewczyny, z którymi zerwą jeszcze przed przerwą wakacyjną. Jego związek, gdy się wydarzy, będzie zrobiony dobrze — tak sobie powtarzał. W rzeczywistości nie wyprzedzał nikogo wcale, lecz zostawał z tyłu, pozbawiając się ważnego, pouczającego doświadczenia złamanych serc i zwiedzionych nadziei. Od zawsze uczucia i znalezienie partnera Peregrin traktował jak projekt, który należy zaliczyć (w pierwszym podejściu, terminy poprawek były bowiem dla ludzi leniwych bądź mało inteligentnych), nie zaś drogę, na której pozostawła przestrzeń na eksperymenty, błędy i lekcje wynikłe z irracjonalnego zaślepienia zauroczeniem. — Masz szczęście, że umiałeś odróżnić. Ja nie, absolutnie nigdy nie odróżniałem. — Zmarszczył brwi, milknąc na chwilę w zamyśleniu. — Być może odróżniałem — podniósł wzrok na przyjaciela, najwyraźniej doszedłszy do jakichś nowych wniosków — ale nie chciałem zaufać przeczuciom. Wiesz, długo podejmuję decyzje. Potrzebuję mieć wszystko przemyślane, od A do Z. Potrzebuję być pewnym, że mam rację, że wybieram najlepszą opcję z możliwych. Odkręcanie błędnych decyzji… za dużo z tym stresu. Unikam, jak mogę. I tak samo mam z tymi nieszczęsnymi relacjami. — Westchnął, jakby na samego siebie zagniewany. — Próbowałem faktoryzować uczucia. Szukałem dowodu, że ta dziewczyna czy inna to ktoś dla mnie… i szukałem tak głęboko, że znajdowałem coraz to nowe przeciw. Skąd ty wiesz, że jesteś w kimś zakochany? Gdzie w sobie szukasz na to dowodu? |