![]() |
|
[08.09.1972] I see fire | Aidan & Victoria - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [08.09.1972] I see fire | Aidan & Victoria (/showthread.php?tid=4660) Strony:
1
2
|
RE: [08.09.1972] I see fire | Aidan & Victoria - Victoria Lestrange - 26.05.2025 Nigdy by nie powiedziała, że Aidan nie nadawał się do tej pracy. Zgoda, może i razem ze Stanleyem, kiedy przebywali razem, to osiągali zawrotne 20 IQ na metr kwadratowy (Lestrange miała bardzo jasne poczucie, że to Borgin tak działał na niektórych samców, gwałtownie obniżając ich iloraz inteligencji i zdrowego myślenia; tak się śmiesznie składało, że dwójka takich mężczyzn ukończyła Hogwart w domu Ravenclaw, a więc tym, gdzie z kolei trafiali najbystrzejsi uczniowie, i w tym momencie już nie uważała tego za przypadek, a za właściwość Stanleya), może i migał się od raportów i zdawał się niechlujny w swojej pracy, ale wiedziała też, że ma serce po właściwej stronie. Że gdy przyjdzie co do czego, to stanie na wysokości zadania i zachowa się tak, jak powinien prawdziwy brygadzista, który na swojej warcie nie da skrzywdzić tych, którzy nie potrafili się sami obronić. Wykłady wykładami – niestety bez otworzenia drzwi lub okien, nie dało się wydobyć uwięzionych w budynku ludzi. Teoria swoje, a praktyka swoje. Fakt był taki, że pożar Victoria chciała ugasić, tylko, że jej zaklęcie okazało się zbyt słabe, ewidentnie źle dobrała jego moc do buchającego ognia – i nie dało to oczekiwanego efektu. Skup się, Lestrange – skarciła się w myślach, bo to nie był czas i miejsce na popełnianie takich idiotycznych błędów, za które być może przyjdzie zapłacić komuś innemu. Sam fakt, że ogień był jej niestraszny i mogła w niego po prostu wejść bez uszczerbku dla swojego zdrowia, mocno powiększał szanse na powodzenie takiej akcji, nadal jednak uwięziony tu mężczyzna raczej nie posiadał takiej zdolności, inaczej już by go tu nie było. Tym niemniej BHP swoje – a jak inaczej mieli go stąd wyciągnąć? Teleportowanie się po płonącym, nieznajomym budynku było jeszcze głupsze. Aidan na całe szczęście był znacznie bardziej skoncentrowany na zadaniu niż ona i jego zaklęcia przynajmniej wychodziły. Ciemnowłosa z pewną ulgą przyjęła, że nie muszą dalej szukać po tym domu, bo facet, po którego tu wpadli, już został znaleziony, a kuzynowi udało się go przynajmniej tymczasowo osłonić od ognia. Victoria wahała się tylko przez moment, nim wkroczyła do pomieszczenia, nic sobie nie robiąc z tego ognia. A wszystko po to, by dać mężczyźnie choć odrobinę odwagi, by się podniósł. Nie był tutaj sam. Byli tu, by mu pomóc. A chwalić Aidana będzie, gdy już będzie po wszystkim… – Proszę wstać, osłonimy pana. Musimy się pospieszyć! – rzuciła i spróbowała raz jeszcze ugasić ogień stojący na drodze, by uwięziony tu mężczyzna mógł stąd wyjść. Bo to wyciągnięcie go z tego pokoju, swoistej pułapki, było tu kluczowe. Gdy już będą na korytarzu… Wtedy będą się martwić co dalej, ale istniała szansa, że schody jeszcze się trzymały. // Kształtowanie ◉◉◉◉○ na wodę do ugaszenia ognia pomiędzy mężczyzną a wyjściem z pokoju, w którym się chowa [roll=PO] RE: [08.09.1972] I see fire | Aidan & Victoria - Aidan Parkinson - 10.06.2025 Tym razem się udało - i całe szczęście, bo przecież za błędy zarówno jego, jak i jej, zapłaciłby ten typ. Aidan może i był wredny, leniwy i okropnie wręcz pyskaty, ale Victoria miała rację: miał serce po właściwej stronie. Był Brygadzistą, podczas tej nocy nie raz i nie dwa wbiegał do płonących budynków i nawet, jeżeli potem zostawał opluwany za swoje działania, to miał jedną ciekawą cechę: miał to absolutnie w dupie. Mógł się wkurwiać, mógł przeklinać, mógł kopać ludzi czy nawet ich bić, ale jeżeli widział, że ktoś potrzebuje pomocy, to musiał działać. - Wstawaj bo spłoniesz - dodał, ale w zasadzie niepotrzebnie. Mężczyzna zaczął się podnosić, ale bardzo wolno. ZA wolno. Parkinson prychnął coś pod nosem i po prostu podszedł do grzebiącego się, by dźwignąć go na nogi. Jedna z nich ugięła się pod ciężarem mężczyzny. - Ja... Chyba złamałem, boli - wystękał, starając się być dzielnym. Zaciskał zęby, wspierając się na ramieniu Aidana. Mówił cicho, Parkinson nie był pewny czy Vika to słyszała. - Jest ranny, sam stąd nie wyjdzie - rzucił tylko, przerzucając rękę mężczyzny przez swoje ramię. Dobrze, że Victorii udało się wyczarować jako takie przejście, bo teraz to miał bardzo ograniczone pole manewru. Nie żeby mu samemu przy tej presji zaklęcia wychodziły książkowo, co to to nie. I właśnie tego się obawiał: że będąc niańką, rozproszoną na dodatek, skończy się to tragicznie. - Weź nas osłaniaj, lodowa księżniczko. Rzucił tylko, poprawiając chwyt. Typ miał jedną nogę całkowicie niesprawną, co utrudniało Aidanowi jakiekolwiek czarowanie. Ruszył w stronę przejścia, które ugasiła Victoria. Jeszcze tylko kilka kroków... Czy ogień sprawi, że coś spadnie z sufitu na ich drogę? [roll=TakNie] RE: [08.09.1972] I see fire | Aidan & Victoria - Victoria Lestrange - 21.06.2025 Udało im się chociaż tyle – dostać do uwięzionego tutaj mężczyzny. To już… połowa zadania tak naprawdę za nimi, teraz trzeba było jeszcze stąd wyjść. Victoria przyrównałaby to jednak do wspinaczki po górach: jest ci ciężko, ale się wdrapujesz, największa jednak trudność następowała, gdy trzeba było zejść – a strome zbocze sprzyjało zsuwaniu się, potknięciom i kontuzjom, tym mniejszym, ale też większym… Tak samo było też tu. Dostali się do środka, ale czas grał na ich niekorzyść, bo budynek wciąż płonął i ogień z każdą sekundą uszkadzał konstrukcję bardziej. Coś nieprzyjemnie strzeliło i chrupnęło i nie była to wcale noga mężczyzny, po którego się tutaj rzucili (to musiało nastąpić już wcześniej), a Victoria tylko przez drobną chwilę patrzyła na Aidana, który rzucił mu się na pomoc. Rzeczywiście nie dosłyszała słów, jakie padły, więc dobrze, że Parkinson zdecydował się powtórzyć, że mieli tu rannego. Psia mać. Kiwnęła w odpowiedzi głową, że tak, oczywiście, że będzie ich osłaniać i wyszła pierwsza z pomieszczenia, robiąc miejsce Aidanowi i rannemu mężczyźnie. Samo przejście z pokoju było bezpieczne, o to nie musieli się martwić, skoro Victorii udało się ugasić ten ogień, a teraz na korytarzu rozglądała się, szacując obecną sytuację, która w obliczu ognia potrafiła się zmienić z sekundy na sekundę. Powinni się spieszyć, ale jak mieli to zrobić, skoro mężczyzna był tak bardzo ranny? Teleportowanie się stąd to była taka ostateczność… Znowu usłyszała jakiś trzask, który już wcześniej był niczym ten znak ostrzegawczy, a Victoria trzymała wyciągniętą przed siebie różdżkę, by móc zareagować jak najszybciej, i w odruchu wręcz patrzyła w górę, skąd dochodziły te nieprzyjemne, wywołujące jakieś takie napięcie na karku, trzaski. Zrobiła kolejny krok w stronę schodów i wtedy nastąpił jeszcze jeden trzask i zobaczyła, jak dosłownie przed nią, wprost na schody, spada z sufitu jedna z podtrzymujących go belek. Nie miała wiele czasu na reakcję, więc zrobiła pierwsze, co przyszło jej do głowy. Spróbowała rzucić zaklęcie lewitacji, by mieć kontrolę nad belką – bo w przeciwnym razie skończy się to przynajmniej dziura w już i tak nadszarpniętej ogniem, który gasił wcześniej Aidan, konstrukcji schodów i będą mieli jeszcze większy problem… // Translokacja ◉◉○○○ – próba złapania magią spadającej belki [roll=N] RE: [08.09.1972] I see fire | Aidan & Victoria - Aidan Parkinson - 26.06.2025 Całe szczęście, że Victoria była nie tylko piękna, ale także mądra i miała doskonały refleks. W innym wypadku ta pieprzona belka skończyłaby na jego głowie, o łbie rannego mężczyzny nie wspominając. Mimo tego wszystkiego Aidan skurczył się trochę w sobie, wolnym przedramieniem próbując osłonić głowę, tak w naturalnym ludzkim odruchu. Jednak gdy sufit nie zwalił im się na głowy, sapnął tylko. - Dzięki. Szybciej - drugą część zdania kierował oczywiście do mężczyzny, który widząc to, co się działo, odrobinę zwolnił. Raz, dwa, krok za krokiem... W końcu udało im się zejść po schodach, chociaż to nie było takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. - Pomóż mi. To nie był rozkaz, ale nie była także prośba. Po prostu Victoria musiała mu pomóc, bo by spierdolili się z tych schodów we dwójkę koncertowo, a Aidan miał jeszcze plany na tę noc. I wcale nie zakładały wizyty w Mungu. Gdy wyszli na zewnątrz, coś w budynku trzasnęło, ale nie do końca było wiadomo co konkretnie. Grunt, że udało im się wyjść. Dziewczyna, która wcześniej prosiła ich o pomoc, zalała się łzami. - Tato, nic ci nie jest! Dziękuję, dziękuję... - rzuciła się w stronę mężczyzny, by przejąć go od Aidana. A ten... po prostu klapnął na tyłek, zmęczony. RE: [08.09.1972] I see fire | Aidan & Victoria - Victoria Lestrange - 26.06.2025 Magia oplotła spadającą belkę niewidzialną dłonią, na całe zresztą szczęście, bo Aidan i mężczyzna już zbliżali się do schodów. Victoria skierowała dłoń z różdżką jak najdalej od nich, a następnie delikatnym gestem osadziła belkę na podłodze, bez impetu, który ta – spadająca – nabierała wcześniej. Nie był to jednak koniec, bo zaraz na sapnięcie Aidana podbiegła do nich, by pomóc im zejść po schodach, co nie było takie łatwe z ranną nogą nieznajomego mężczyzny, ale we dwójkę, dwójka Parkinsonów jakoś sobie poradziła. I za chwilę już w trójkę, wytoczyli się z płonącego budynku. Victoria cały czas starała się ich asekurować, mając wolną jedną, wiodącą dłoń dzierżącą różdżkę. Odetchnęła dopiero, gdy zrobili kilka kroków od progu, już na ulicę. Odwróciła się wtedy gwałtownie, cała spięta, słysząc kolejne trzaski, gotując się na to, że zaraz coś się na nich zawali w syku i rygu ognia… lecz nic takiego się nie stało. Dopiero po chwili podeszła do kobiety, która poprosiła ich o pomoc i mężczyzny, którego dopiero co wyciągnęli z tej płonącej pułapki. O ile trudniej by było, gdyby nie krew płynąca w ich żyłach… Victoria wiedziała już, że to nie będzie pierwszy dom, do którego dzisiaj wejdzie, by wyciągnąć stamtąd ludzi. – Nie ma za co. Pani ojciec potrzebuje pomocy medycznej, mówił, że chyba złamał nogę – powiedziała do dziewczyny na wydechu, próbując zaraz zaczerpnąć powietrze. Niewiele więcej mogli tutaj pomóc tak naprawdę. Zresztą zaraz złapała Aidana za nadgarstek i pociągnęła go kilka kroków dalej. – Dobra robota – rzuciła, przyglądając się mu znowu, jak ta starsza siostra, szukając oznak, że coś mu się stało po drodze. Nie stało. – I dzięki za pomoc tam na schodach – wcześniej, gdy się potknęła a wszystko płonęło. Noc była jeszcze młoda, a wiele osób potrzebowało pomocy. Dlatego nie stali długo w miejscu. Koniec sesji
|