Secrets of London
[08.09.72] Ogień i woda - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [08.09.72] Ogień i woda (/showthread.php?tid=4678)

Strony: 1 2


RE: [08.09.72] Ogień i woda - Brenna Longbottom - 03.04.2025

Dym wokół nich rozwiał się, gdy powietrze zawirowało, posłuszne zaklęciu utkanemu przez Brennę. Brygadzistka, wciąż przemieszczając się wzdłuż ulicy, rozejrzała się – i po to, by lepiej ogarnąć sytuację, i upewnić, że tuż obok przypadkiem nie znalazł się ktoś, kto by je podsłuchiwał, nawet jeżeli mówiła cicho i raczej nie wdawała w wiele szczegółów. Próbowała przypomnieć sobie, co mieściło się w tych domach, które ucierpiały najmniej i w tych, które ucierpiały najbardziej. W pewnym momencie nawet zanotowała szybko rysikiem coś na kawałku papieru wyciągniętym z kieszeni – ale byle jak, on krótkie numerki, to nie był moment na chodzenie z notatnikiem i dokładne analizy.
– Nie mów mu tylko za dużo. Na pewno nie o innych bez ich zgody – westchnęła, bo było za późno na zmianę zdania, skoro Wood podchwyciła pomysł. Ale na razie prosili jedynie o współpracę z leczeniem, Cameron był półkrwi, jego rodzeństwo działało w Zakonie, najlepszy przyjaciel mieszkał do niedawna w Warowni, przyszła żona należała od Zakonu, pomagał już mugolakom, i jeśli nie był idealnym kandydatem… to kto był?
Najbardziej wkurzało ją chyba w tej chwili nie to, że oni mieli problemy ze zorganizowaniem się, a że nie widziała organizacji ze strony Ministerstwa. Rozbiegli się po mieście w pierwszej chwili, i niby normalne, ale grupa, w której działała pierwotnie, rozbiła się szybko, ona pomagała, gdzie mogła, ale jeżeli Ministerstwo gdzieś zaczynało sensowną organizację na mieście – to Brenna musiała to pominąć.
Pozostawało im brać sprawy w swoje ręce.
– Pamiętaj. Pierwsza zasada, Heath. Nie pomożesz nikomu, jeśli sama zostaniesz ranna – powiedziała, gdy zbliżyły się do uliczki, którą Wood mogła przebiec ku antykwariatowi, z której teraz zaklęcie Brenny przynajmniej czasowo wywiało dym. Zajrzała tam pierwsza, upewniając się, że nie widać żadnych rannych, ukrywających się cywili ani potencjalnych wywrotowców.
Oczywiście, jej słowa aż ociekały hipokryzją.
Ale Brenna akurat pod tym względem hipokrytką faktycznie bywała.
– Uwierz, też cholernie się cieszę. Patrick miał rację. – Zwykle miał rację we wszystkim. Ale teraz nie mogła mu jej przyznać w jednym: tym, że stąd znikł. Rozumiała, a jednak trudno było się jej pogodzić z tym, dokąd zaprowadziły go wspomnienia, które zostały w jego głowie po wycieczce do Limbo. Potrzebowali go. Ona go potrzebowała.
Ale musieli dać radę bez niego.
- Biegnę do Nory. W kontakcie – rzuciła i korzystając z tego, że przez moment widziała nieco więcej, przyspieszyła kroku. Rozglądała się, szukając budynków, które ucierpiały najbardziej. I tych, które nie ucierpiały wcale. Ludzi, którzy spróbowaliby skorzystać z zamieszania.
A gdy wydało się jej, że słyszy czyjś krzyk, przyspieszyła jeszcze bardziej.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XfKy7uD.jpeg[/inny avek]


RE: [08.09.72] Ogień i woda - Heather Wood - 03.04.2025

Heather szła tuż obok Brenny, rozglądała się uważnie, szukając ewentualnych poszkodowanych. Nic jednak nie zwróciło jej uwagi, nikt nie wołał. Cóż, będą mogły udać się dalej. Rozdzielić się i sprawdzić, czy inne miejsca są bezpieczne, to było ważne. Szkoda, że nie mogły tego zrobić razem, ale wiedziała, że muszą działać w ten sposób. Razem może i były silniejsze, ale w tym wypadku umiejętność, które nabyły mogła się okazać bardzo znacząca. Oczywiście, że wolałaby podążać ze swoją mentorką, ale w tym momencie nie było to wskazane.

- To jasne, nie będę o nikim wspominać, bez szczegółów. - Zdawała sobie sprawę, że to mogło zaszkodzić, im mniej Cameron miał wiedzieć, tym też był bezpieczniejszy. Nie zamierzała go angażować w działania tak bardzo, jak sama siebie zaangażowała.

Mogli zaufać Lupinowi, zresztą jego rodzina również angażowała się w te sprawy, Charlie walczył z nią podczas Beltane, no nie dało się nie zauważyć, że był idealnym kandydatem. Jasne, najchętniej by go trzymała od wszystkiego z daleka, by mieć pewność, że zawsze będzie bezpieczny, ale przecież nie miał biegać za nią z różdżką i walczyć. Miał działać jako ich medyk, to naprawdę miało sens.

- Wiesz, że nie tak łatwo mnie zranić Brenn. - Rzuciła jeszcze do przyjaciółki całkiem pewnym tonem. Tak, nie zamierzała pakować się w kłopoty, nie dzisiaj. Musiała pomóc jak największej ilości osób.

- Powodzenia, uważaj na siebie, jakby coś to krzycz! - Miała na myśli to, aby przyjaciółka dobijała się do jej głowy. Musiały być w stałym kontakcie. Nie sądziła, aby Longbottom dała sobie zrobić krzywdę, ale nigdy nie wiadomo, co mogło ją spotkać.

Ruszyła więc w stronę alejki, z której jej mentorka przewiała dym, by sprawdzić, czy antykwariat jest bezpieczny, pobiegła ile miała sił w nogach, nie bała się tego, że coś może jej się przytrafić, Heather nigdy nie czuła strachu.


Koniec sesji
// AF, odwaga