![]() |
|
[08.09.72] To nie są ćwiczenia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [08.09.72] To nie są ćwiczenia (/showthread.php?tid=4738) Strony:
1
2
|
RE: [08.09.72] To nie są ćwiczenia - Brenna Longbottom - 12.05.2025 W tej chwili Brenna i Jonathan czuli dokładnie to samo. Bo ona też mogła temu zapobiec. Mogła machnąć tą cholerną różdżką, ale nie zdążyła. Była za wolna, a przez to cywilna osoba ucierpiała. Nie wiedzieli, dokąd zmierzała ta noc i czy w ogóle będzie miała szanse wydobrzeć. Na pewno nie mogła już ewakuować się z miasta. – Mogłabym spróbować… – zaczęła Brenna, chcąc powiedzieć Jonathanowi, że miała możliwość poproszenia o wsparcie Lupina, chociaż istniała niestety duża szansa, że ten jest w tej chwili zajęty pomaganiem komuś innemu. Albo że mogliby przenieść tę kobietę do klubokawiarni, byli może piętnaście metrów od drzwi, a Nora na pewno znajdzie jakiś eliksir. Nie mieli po prostu czasu na zabieranie jej do Munga. Ale kobieta miała inne plany. – Wy już mi lepiej nie pomagajcie! Nie wychodzi wam! – zawołała i rozszlochała się. Jej mieszkanie, nawet jeśli nie spłonęło doszczętnie, to było pełne dymu i uszkodzone, nie wiadomo jak bardzo. Miała złamaną przynajmniej jedną nogę albo dwie. Siedziała na ulicy, gdy oni sprawdzali budynek, niepewna, czy po nią wrócą. A teraz wciąż byli tutaj, na zadymionej ulicy, i wcale nie czuła się bezpiecznie. Strach, ból i rozpacz przytłaczały ją i sprawiały, że w tej chwili miała ochotę krzyczeć, jak bardzo bezużyteczna jest ta dwójka. – T… tam! W tamtym domu… mieszka moja przyjaciółka, on nie płonie… zanieście mnie do niej. Ona mi lepiej pomoże niż wy – wydusiła jeszcze przez łzy. Brenna kiwnęła tylko głową, powoli. W pracy wiele razy widziała ludzi, którzy reagowali w ten sposób, a nawet gdyby było inaczej… nie mogłaby jej winić. Nie zdołała jej pomóc. A potem jeszcze nie opanowałaby sama ognia, gdyby Jonathan nie wpadł tam za nią. – Pomożesz mi ją podnieść? Musimy uważać na nogę – powiedziała, spoglądając na Selwyna. Normalnie nie wahałaby się nad podniesieniem kogoś samodzielnie, nosiła w ten sposób ludzi wielokrotnie: czasem dla żartu, czasem dźwigając jakąś pijaną koleżankę, czasem udzielając komuś pomocy. Ale w tej chwili wszystko szło tak źle, że bała się, że po prostu ją opuści i uszkodzi jej tę nogę jeszcze bardziej. Zdecydowanie lepiej było współpracować. Opisuję, że pani nas nie lubi, bo odnieśliśmy porażkę w zadaniu i się połamała. EDIT. Schrzaniłam formatowanie, więc poprawione. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XfKy7uD.jpeg[/inny avek] RE: [08.09.72] To nie są ćwiczenia - Jonathan Selwyn - 15.05.2025 Jonathan usłyszał dzisiejszej nocy dużo okropnych rzeczy. Słyszał Tahirę, pracownicę OMSHMu wpadającą do pomieszczenia wraz z duszącym dymem i krzykiem, że płonie Londyn. Słyszał Anthony'ego, upewniającego się, że Jonathan bezpiecznie wróci do Ministerstwa, kiedy Jonathan doskonale wiedzial, że tak nie będzie. Słyszał słaby głos Jessiego, zdecydowanie zbyt młodego na takie traumy,i rozdzierający wrzask Morpheusa, gdy przyjaciel wczepił się w jego płaszcz, przeżywając rzeczy, które nigdy nie powinny go dotknąć. A jednak słowa, które wypowiedziała zanosząca się szlochem kobieta w akompaniamencie echa pękanych kości, w tym momencie były dla niego brutalniejsze, niż wszystko co usłyszał tej nocy. Selwyn był politykiem. Codziennie wyposażał się w oręż ze słów i odpowiednich formułek na każdą okazję, a jednak... Teraz po prostu zamilk. Bo jak przepraszało się za nieudane zaklęcie? Za złamane kości? Za dobre chęci, które spełzły na niczym? Za brak bohaterstwa w czynie, który bohaterski miał właśnie być. Chyba się nie przepraszało. Chyba po prostu wykonywało polecenie i ze skruszoną miną ruszało dalej. – Oczywiście – powiedział w końcu, próbując nie dać po sobie poznać jak dogłębnie ruszyła go ta nieudana akcja ratunkowa i bez dalszego słowa po prostu pomógł Brennie podnieść kobietę, tak aby nie zrobić jej już więcej żadnej krzywdy. Nic nie mówił. Żadnych słów pocieszenia. Tylko on I jego dramatyzm zadający raz po raz kolejne rany prosto w jego gryfońskie serce. RE: [08.09.72] To nie są ćwiczenia - Brenna Longbottom - 22.05.2025 Brennie nie podobało się to równie mocno jak Jonathanowi i tak jak on miała paskudne poczucie, że okropnie zawiodła – przecież była tuż obok, a nie zdążyła nawet spróbować rzucić zaklęcia. W dodatku zostawiali teraz tę kobietę w pobliżu zaatakowanego domu, ciężko ranną, pod opieką sąsiadki, bo nie chciała, aby zabrali ją stąd w jakieś inne miejsce: nie mogli mieć nawet pewności, czy kobieta przetrwa tę noc. A nawet jeżeli… będzie cierpiała. – Powiem Norze, co i jak, sprawdzę, czy wszystko z nimi w porządku. Możemy tam znaleźć innych, chyba że chcesz polecieć sprawdzić, co z Woodym, może uda się kogoś złapać i posłać też do Tessy, jak nie, to sama tam zaraz pobiegnę… – rzuciła Brenna, wskazując na klubokawiarnię, pod którą się znaleźli i która – o ulgo – wciąż stała. Dach był lekko nadpalony, ale to wszystko, wyglądało na to, że budynek albo wyszedł z sytuacji obronną ręką, albo Nora dała radę go ochronić. I Brenna bardzo chciała upewnić się, że z nią i z Mabel wszystko dobrze: modliła się też, aby Sam był z nimi, na miejscu, cały i zdrowy. Bo czy Warownia jest zupełnie bezpieczna, nie miała już pewności: nie, skoro Julian mówił, że na Dolinę też spadły popioły. Może też do Nory już zgłosili się inni. Może był tam nawet jej brat. Musieli się jakoś organizować, prawda? – I błagam, nie chodź po ulicach dzisiaj sam – dodała jeszcze, bo Jonathan należał do tego gatunku ludzi, którzy byli gotowi dosłownie iść w ogień, by pomóc innym, a w dodatku jeszcze chyba głęboko wierzył we własną nieśmiertelność. Nie żeby Brenna była dużo rozsądniejsza od niego, ale nie mogła się powstrzymać: musieli być na ulicach i pomóc gasić wybuchające pożary, nie oznaczało to jednak, że przestała się o nich martwić. A potem wpadła na moment do klubokawiarni, poświęcając cenne dwie minuty na upewnienie się, że wszystko w porządku, na tyle, na ile mogło być w płonącym Londynie, zanim pobiegła dalej. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XfKy7uD.jpeg[/inny avek] Koniec sesji
|